SZYBKIE INFO:

[24.04.2017] Kochani, miałem przerwę od bloga i od maili, komentarzy. Ech - czas leci jak szalony. Postaram się odpisać na tyle maili, ile zdołam :) Póki co - pozdrawiam!

[12.03.17] Dziś temat przyjemny - o seksie na własną rękę :)

UWAGA: Zaczęła się wielka zbiórka pieniędzy na organizację największej w historii Parady Równości - zachęcam gorąco do dokonywania wpłat: Zobacz szczegóły. Wspólnie powalczmy o lepszą przyszłość dla nas wszystkich.

piątek, 17 czerwca 2011

Nie trzeba odwagi, by żyć życiem, jakiego pragniesz.

Prawdopodobnie wcześniej czy później spotyka to każdego. Pewnego dnia budzimy się i boleśnie uświadamiamy sobie, że nie żyjemy życiem, jakie pragniemy. Że nie pracujemy tak, jakbyśmy chcieli. Że nie jesteśmy z osobą, z którą chcemy być. Że nie mówimy ludziom tego, co byśmy chcieli.

To moment, w którym Twoje przeznaczenie rzuca Ci rękawice.

I pyta: Podejmiesz wyzwanie? Czy dalej śnisz?

99,99% ludzi wybiera sen. Bo żona, bo dzieci, bo stała praca, bo obowiązki, kariera. Bo Matrix ich więzi. Jakakolwiek próba bycia sobą jest tępiona. Zauważysz to, gdy tylko spróbujesz. Ludzie nie chcą Ciebie prawdziwego, bo sami tacy nie są. Ludzie chcą, byś był taki, jaki oni chcą Cię widzieć. Chcą byś był uczynny, zaradny, samodzielny itd. Żebyś był JAKIŚ. Chcą byś żył pod ich dyktando. Każdy jeden. Im bliższa Ci osoba, tym bardziej tego chce. Myślisz, że oni tak prawdę chcą Twojego dobra? Oni tak myślą, ale w rzeczywistości skąd mogą wiedzieć, co jest dla Ciebie dobre? Skąd mogą to wiedzieć, skoro sami nie wiedzą, co jest dla nich dobre?

Tego dnia, gdy przeznaczenie rzuciło mi rękawice, spojrzałem w lustro. Zobaczyłem gościa, który 26 lat żył nie swoimi przekonaniami. Nie swoimi wartościami. Który karmił się obawami, które kazały mu się poniżać. Które kazały mu tkwić w złotej klatce. Złapałem się za głowę. Rzuciłem zawód, do którego uczyłem się X lat i który - jak mi się wydawało - był moją pasją. Copywriting. Gówno a nie copywriting. Nie chcę więcej nigdy już napisać żadnego tekstu reklamowego ani hasła, choć potrafiłem zarobić na jednym zdaniu kilka tysięcy złotych. Mam dość, mam tego po dziurki w dupie.

Co teraz?

Nie wiem, ale rzeczywistość mi to pokazuje w każdej chwili. W każdej sekundzie. Żeby to dostrzec, musisz wyciszyć umysł, przestać babrać się w jego opowieściach. Inaczej przesłonią Ci one oczywistą oczywistość, którą całe życie masz przed oczami.

Podniosłem rękawice. I nie wiem, jaki będzie wynik tego starcia.

Wiem, że po drodze do życia, jakim pragniesz żyć, jest tylko jedna przeszkoda. Tzw. złote klatki. Wygodne, luksusowe, usypiające więzienia. Więzienia zbudowane z naszych przekonań, nawyków, przyzwyczajeń. Jakie to klatki na przykład?

1. Masz tzw. "cudowny" związek od wielu lat. Niby go kochasz, on niby Ciebie. Niby wszystko jest okej. Tylko czemu myślisz o kimś innym? To nieważne, prawda? Ważne, że jest spokój, jest poczucie bezpieczeństwa. Wyjdź z tej klatki a zmierzysz się z demonami pt. samotność, porzucenie, rozpacz. One tam są, czekają na Ciebie. Póki wierzysz, że to Cię pokona, musisz siedzieć w złotej klatce i robić dobrą minę do złej gry. Ale gdy tylko partner nie widzi... O tak, wtedy - na delegacjach, w senatoriach itd. - TAM SIĘ DZIEJE DOPIERO. Pierdolą się po krzakach z byle kim, zaspokajając swoje seksualne ega. To jest dopiero konsekwencja gruchania w dupę swojego prawdziwego Ja.

2. Masz tzw. "stałą pracę". Poczucie bezpieczeństwa to piękna halna, bo ona zakłada, że gdzieś tam, poza złotą klatką, jest jakieś niebezpieczeństwo. Bliżej niezidentyfikowane. Szef sra Ci na łeb, robisz rzeczy, które nic nie znaczą tylko po to, by dostać jakąś kasę i móc przeżyć kolejny miesiąc. Ludzie dopiero na emeryturze robią to, na co mają ochotę. Jeśli jeszcze mają zdrowie!

3. Ktoś Cię utrzymuje - rodzice, partner, ktokolwiek. Uzależnia Cię od siebie, bo ma kasę i myśli, że sam nie da rady. Podciera sobie Tobą swoją dupę, bo boi się zmierzyć ze swoimi demonami (np. samotnością). Będzie jęczeć w nieskończoność, że płaci za Ciebie rachunki, że kładzie na Twoje utrzymanie, ale kurwa ZAPŁACI. Po co? Żebyś został. Żebyś go nie opuścił. Gdy nie ma już żadnych argumentów, trzeba użyć kasy. Jeśli ktoś nie ma czym kogoś skusić - osobowością, miłością etc. - zostaje mu już tylko mentalne kurwienie się.

Jest przepis, by sobie zjebać życie.

Nie bądź sobą. Bój się wyrażać prawdziwego siebie. Sprawdziłem to - działa zajebiście! 26 lat wchodziłem ludziom w dupy. Podlizywałem się, pozowałem, pokazywałem, jaki to ja niby jestem. Hipokryzja pełną gębą. A summa summarum okazało się, że mało tego, że jedno wielkie rzadkie gówno z tego było, to jeszcze moja samoocena leżała i kwiczała.

Nie musisz być odważny, by żyć życiem, jakiego pragniesz.

Tu chodzi bowiem nie o odwagę, ale o wyzbycie się lęków. A konkretnie - historii, wierząc w które, generujesz w sobie lęk. Historii o śmieci, chorobach, biedzie, odrzuceniu i samotności, utracie reputacji. Przekonałem się, że gdy się boję tych rzeczy, to choruję, umieram, jestem biedny, odrzucam samego siebie i tracę resztki szacunku do siebie. Kierując się tymi lękami, staczam się i zamykam w złotych klatkach. One kastrują mnie z możliwości, jakie daje Wszechświat.

Gdy wychodziłem z mojego pierwszego szkolenia w Warszawie, byłem zdumiony. Kiedyś tak bardzo bym się tym stresował. A teraz... po prosty płynąłem. Bez myślenia, bez zastanawiania się. I czułem, że jestem sobą. Że oto w tym świecie realizuję się zgodnie ze swoimi intencjami. Jestem w pełni sobą, w każdym calu. Tak bardzo oparty na samym sobie, że wiedziałem, że mogę na sobie polegać.

Życzę tego uczucia Tobie.

Życie na pół gwizdka nie jest warte przeżycia. Nie ważne którą stronę swoje wewnętrznego konfliktu wybierzesz - jeśli to, co robisz, nie jest robione CAŁYM Tobą, to nie ma sensu. Spytaj największych myślicieli, filozofów, mentalistów. Spytaj siebie. Tam w środku jest odpowiedź. Chciałbym Ci powiedzieć wytarty frazes, że "tylko Ty ją znasz", ale to nieprawda. Nie znasz odpowiedzi na pytanie, kim naprawdę jesteś i co chcesz robić. Nie znasz siebie, gówno o sobie wiesz. Niech to będzie Twoje założenie operacyjne podczas poszukiwań. Ludzie myślą naiwnie, że wiedzą, kim są, podczas gdy są to tylko wyuczone pozy, wystudiowane role.

Nie mam ochoty na poznawanie Twoich masek, wizerunków, pozorów. Nie mam też ochoty na poznawanie Twojego wnętrza i prawdziwego Ja, bo wiem, jakie jest. Skąd? Stąd, że wszyscy w środku jesteśmy tacy sami. Jeśli odkrywam Siebie, odkrywam również Ciebie. To tak intymne, tak prawdziwe, tak głębokie, że cały ten plastikowy matrix wydaje się przy tym walentynkową, hollywoodzką sztampą, tandetną szmirą i nieciekawym przedstawieniem.

W trakcie dochodzenia do prawdziwego Siebie, zacząłem rozumieć, że to, co dzieje się z innymi ludźmi, to nie moja sprawa. Nie rusza mnie to. Ale UWAGA! To nie znaczy, że nie utrzymuję kontaktów z ludźmi. Ba! Wręcz przeciwnie - dopiero teraz zaczynam mieć prawdziwe relacje - z prawdziwym środkiem ludzi a nie ich maskami, powłokami. Widzę, jak inspiruję otoczenie i to inspiruje mnie. To, że umiem oddzielać swoje myśli od innych, nie sprawia też, że popadam w ignorancję, że mówię innym, że mam ich w dupie. Po prostu zauważam, za co jestem odpowiedzialny i na co mam wpływ. To daje moc.

Niech ta moc będzie z Tobą :-)

środa, 15 czerwca 2011

Jak sprawić, by facet Cię zdradzał?

Potrzebne są 2 kluczowe elementy. Ich synergia prawie zawsze sprawi, że facet, z którym jesteś, będzie Cię zdradzał i pewnie nawet okłamywał. Albo nawet odejdzie dla innego.

Element pierwszy - nudne życie.

Och tak, chodzenie do nudnej pracy dzień w dzień. I opowiadanie, jak to pani Marysia z działu finansowego wylała na siebie kawę. Albo że w Excelu pojebały Ci się kolumny, hahahahaha. Bardzo zabawne. To brzmi jak życie Indiana Jonesa. Nudzisz się w swoim życiu? Masz styl życia bibliotekarki z 2 kotami? A Twoje zainteresowania dla innych wydają się być dziwactwem i patrzą na Ciebie z niezrozumieniem, gdy opowiadasz o kolumbijskich jedwabnikach? Albo w ogóle nie masz zainteresowań prócz jakże wyszukanych dziedzin, jak muzyka, film itd...

A może sam jesteś nudziarzem? Całymi dnami oglądasz tv i w kółko pierdolisz o tym samym? Może jesteś wiecznie cichy, nieśmiały, boisz się cokolwiek ze sobą zrobić?

Natalia Kukulska śpiewa, że "wierność jest nudna". Bullshit Panowie i Panie.

To nie wierność jest nudna. To partner jest nudny.

Jeśli sam się nudzisz w swoim życiu, nie zmienia się ono od lat - to jakim cudem Twój facet ma się dobrze bawić? Jakim cudem ma przy Tobie nie usnąć na stojąco?

Twój styl życia jest Twoją wizytówką. Jeśli dobrze się bawisz w swoim życiu i zapraszasz ludzi, którzy Ci odpowiadają - mało kto odmówi. Jeśli natomiast chcesz, by facet się Tobą znudził - twórz związek oparty na arcynudnych nawykach. A jeśli chcesz, by on cały czas był Tobą zaabsorbowany - niech wasz związek będzie emocjonalnym rollercoasterem. Ma być jak w filmie - ma być kłótnia, smutek, potem hepi end. A potem znów to samo... ale ostrzej! Poprzednie skale emocjonalne są nudne po iluś razach, za każdym razem potrzebujecie nowych wyzwań i podnoszenia poprzeczki.

Drugi element - on ma być w centrum.

Zapamiętaj: Ty się nie liczysz. On jest najważniejszy. Masz środek ciężkości Twojego życia przesunąć na niego. On będzie Twoim Słoneczkiem, a Ty - planetką, która obraca się wokół niego. Lataj wokół niego, rób mu dobrze, nie patrz na siebie. Będziesz szczęśliwy tylko, jeśli on będzie w Twoim życiu. A Ty musisz zrobić wszystko, by go zatrzymać, uwiązać, zamknąć w złotej klatce.

Czego go wtedy nauczysz?

Nauczysz go, że on jest wszystkim. A Ty...? No własnie. Niczym. A skoro on jest tak cudownym, wartościowym i wspaniałym samcem, a Ty latasz wokół niego na każde zawołanie - zgadnij, jak będzie na Ciebie patrzył? Czy zobaczy Twoją wartość? O tak, jasne. Jak nie widzi, jak Cię nie szanuje - staraj się bardziej. Może kiedyś spadnie okruch z pańskiego stołu.

Co będzie dalej?

Po pierwsze - zanudzisz go na śmierć. Tym, że masz nudne życie, że jesteś nudny, że nie przeżywasz emocji albo chowasz te złe pod dywan, bo przecież nie wolno się złościć ble ble ble. O to właśnie chodzi. Cały czas załatwiaj sprawy dyplomatycznie. To działa, jasne, tylko jest tak piekielnie nudne, że ja pierdolę. Jak życie polityczne Unii Europejskej. Chowaj i tłamś swoje emocje - zajebioza też. Wtedy będziesz siedział jak kukła, która się cały czas uśmiecha. To jest ciekawe bardzo. Oj kurwa, bardzo.

Po drugie - nauczysz go, że nie jesteś nic warty. Zrób to, efekty są świetne. Niech on siedzi jak król, a Ty przy garach całe życie. I pamiętaj, żeby mu kupić piwo, jak będziesz w sklepie. A będziesz, bo ktoś zakupy musi zrobić. Musisz być dobrym mężem, on nie musi, bo sam w sobie jest tak cudowny, że ja pierdolę szczena opada. Może sobie pozwolić na oschłość, oziębłość, obojętność. Ty musisz być natomiast zawsze czułym romantykiem czekającym na ruch z jego strony.

I wtedy każdy z wyższą samooceną niż Ty, który wpadnie Twojemu facetowi w oko, natychmiast będzie w obszarze jego zainteresowań. Może to JEGO wina. A może Ty dałeś dupy. Tym razem tylko w przenośni.

niedziela, 12 czerwca 2011

Jak poznać faceta na całe życie?

Podobno przepis jest prosty. Wystarczy przestać gnoić się w myślach i odkryć, że sam dla siebie jesteś facetem na całe życie.

To prawda.

To ze sobą spędzisz resztę życia. Czy fajnie jest być Tobą? Czy sam sobie byś się oświadczył i przyrzekł miłość aż po grobową deskę?

Bądź facetem, którego pokochasz. Pokochaj faceta, którym jesteś. Tu nie chodzi o pisanie do siebie walentynek. Tu chodzi o to, byś siebie zaakceptował takim, jaki jesteś - bez względu na to, jaki jesteś. To nie problem, że jesteś pizdą, nieudacznikiem, brzydalem. Problem, że uważasz, że to złe i tak być nie powinno.

Motywowanie się do bycia lepszym, niż się jest.

To właśnie powód, dla którego gnoimy się w myślach. 99,99% ludzi uważa, że jeśli przestanie mieć do siebie ciągłe pretensje o to, jak wygląda ich życia, jak sami wyglądają i jak się zachowują, to oto nagle przestaną się rozwijać, ustaną w miejscu w samozachwycie i niczego nie osiągnąć.

Problem w tym, że nie ma już nic do osiągnięcia prócz tego, co jest.

Problem w tym, że jest dokładnie na odwrót. Gdy przestajemy się poniżać w myślach, negatywnie oceniać, gnoić - oto nagle rozkwitamy a wspaniałe rezultaty są wtedy tylko skutkiem ubocznym wspaniałości, którą w sobie pozwalamy w końcu dostrzegać. Naprawdę nie musisz wtedy już nic robić - sukcesy osiągają się same. Są ciągle. Każdy oddech, każdy skurcz serca, każde spojrzenie i każda myśl jest sukcesem. To dzieje się samo, bez Twojego zaangażowania, bez zmuszania się, bez chcenia. Rzeczywistość nie czeka na to, by sprawić, byś coś osiągnął. Każda sekunda Twojego życia jest dodatkową sekundą Twojego życia - daną Ci całkowicie za darmo, zupełnie nową, świeżą. Śmiesz tego nie doceniać, bo masz może w głowie historie pt. "eeee, to już było, już to znam". Nie bądź śmieszny, skończ się oszukiwać. Wszystko jest nowe. Twoje oczy to dostrzegą, jeśli dostrzeże to Twój umysł.

Osiąganie pozycji, kasy, prestiżu, miłości, zdrowia i wszystkich innych rzeczy to choroba naszej cywilizacji. Te rzeczy przychodzą i odchodzą same, doświadczenie leje się strumieniem do Twoich zmysłów i nie możesz zrobić nić, by tak nie było. A myślenie konceptualne oparte o założenie, że "muszę / chcę coś osiągnąć" jest tylko odpowiedzią na poniżającą kolektywnie wyznawaną historię pt. "jestem bezwartościowy, nie jestem warty miłości, szczęścia itd."

Zakwestionuj to.

Bądź sceptyczny.

Czy możesz być pewien na 100%, że nie jesteś warty tego wszystkiego? Czy możesz być pewien na 100%, że jesteś bezwartościowy? A co, jeśli się kurwa pomyliłeś i wciąż walczysz o to, na co zasługujesz zupełnie bez wysiłku?

Zadaję Ci pytania, które zmieniły moje myślenie i moje życie.

Jako dzieci szczęśliwie żyliśmy bez tych chorych myśli. Dopiero potem pseudo-kochający rodzice i całe społeczeństwo nauczyło nas myśleć, że oto na starcie jesteśmy nikim, że nic nie znaczymy, że nie zasługujemy na szczęście. I od teraz musisz się starać! Musisz walczyć! Musisz być jak lew i wciąż udowadniać swoją wartość w oczach innych ludzi.

Zrozumiałem.

Zrozumiałem to dzięki serii bardzo bolesnych lekcji. Lekcji, które odrobiłem. Starałem się wciąż o wszystko. Walczyłem o miłość, o zdrowie, o szczęście. Walczyłem, bo uznałem, że "o wszystko trzeba się starać". Że "nic nie przyjdzie samo". CO ZA KURWA POMYŁKA. Co za bullshit. Otworzyłem oczy i zrozumiałem, że życie nie czeka. Życie przychodzi każdego dnia, każdej godziny, w każdej nanosekundzie. Że cały czas dostaję. Wciąż więcej i wciąż jest to nowe, świeże. Wystarczy otworzyć mentalne oczy, by to dostrzec.

Prawda nigdy nie jest bolesna.

Prawda jest błogosławieństwem. Iluzje umysłu powodują cierpienie. Jak powiedziała Byron Katie - "Jeśli wierzysz w myśli, cierpisz".

W moim życiu jest coraz mniej stresu. Rozpuszcza się on.

Wg lekarzy mojej choroby nie da się wyleczyć. Mówili, że do końca życia 95% ludzi z tą chorobą nie odnotowuje żadnego postępu. A 5% ma postęp minimalny. Że nie ma zanotowanego przypadku wyleczenia. A ja jestem już prawie zdrowy.

Niecałe 2 tygodnie temu prowadziłem swoje pierwsze szkolenie w Warszawie. Przede mną zasiadła grupa ludzi, którzy przyjechali setki kilometrów z całej Polski - specjalnie dla mnie. W oczekiwaniu, że za spory kawałek kasy, jaką mi zapłacili, przekażę im cenną wiedzę. A ja stałem zdumiony, nie mogąc się nadziwić, że w ogóle mnie to nie stresuje. Że w tej sali jedyną osobą, reakcje której mnie interesują, jestem ja sam. Że oni mogliby nie istnieć, że mi to wszystko jedno, co o mnie pomyślą, bo to ich myśli, nie moje.

Lekkość. To jedyne słowo, które pasuje.

Szkolenie udało się znakomicie. Dostałem pozytywne informacje zwrotne. Chcą więcej. I jeśli rzeczywistość pozwoli - dostaną.

Jestem na etapie wkładania i wyciągania ze swojej głowy myśli i sprawdzania, jak działają. Nie traktuję już swoich myśli jako mapy rzeczywistości, jako prawdy, lecz jako narzędzi, które pozwalają mi coś osiągnąć. Wkładam myśli i zastanawiam się, jakbym z nią działał. A jak bez niej. Nie jestem już tym, za kogo się uważam. Jestem czymś więcej, niż opinią na swój własny temat. Nie wiem jednak, jak określić to, czym jestem. Czuję się jak Neo, który odłączył się od Matrixa i teraz do niego wraca. Znam reguły gry, wiem, że większą mam szansę zdobyć pracę, gdy ubiorę marynarkę. Ale wiem, że to tylko iluzja. Że prawdziwy świat jest inny. Że nie ma w nim niczego, o czym ludzie rozmawiają. Że nie ma w nim niczego, o czym myślą. Widzę, jak oni śpią. Są pogrążeni w socjalnym śnie, społecznie wdrukowanych konceptach przyjaźni, pracy, sukcesu, miłości itd. Nie walczę z tym, nie ignoruję tego. Współegzystuję z tym, akceptuję to w 100%. Gdybym walczył z rzeczywistością, czyli z tym co jest, znów wpadłbym w szalony koszmar. Nie wybieram takich rezultatów.

Jeśli wierzysz w swój sukces, wierzysz w miłość, wierzysz w szczęście - a właściwie w koncepty sukcesu, miłości, szczęścia - nie możesz być szczęśliwy. Przykro mi, ale takie są fakty. Będziesz niewolnikiem, usiłującym zmienić na chama rzeczywistość tak, by pasowała do Twoich wyobrażeń. A rzeczywistość żyje własnym życiem i nie możesz nic zrobić, by działa się w inny sposób, niż się dzieje. Myślisz, że jeśli zbudujesz dom, znajdziesz faceta i będziesz miał cudowną pracę i górę pieniędzy, to będziesz szczęśliwy. Nie będziesz, bo będziesz musiał walczyć o utrzymanie tego. To napełni Cię lękiem przed stratą tego, co osiągnąłeś. Po prostu - wierząc w koncepty, musisz cierpieć. Wciąż na nowo. Dopóki nie zrozumiesz, że są one tylko zabawką umysłową i nie są prawdziwe - nie możesz ich nie bronić, nie możesz nie stawać wciąż w ich obronie i o nie walczyć. Zatem Twój umysł staje się wtedy więzieniem, którego nie widać, nie słychać i nie czuć. Ucieczka z tego więzienia to Praca na lata, nie ma się co oszukiwać. Ale nagroda, jaką otrzymasz, jest większa, niż jakikolwiek koncept szczęścia.

Tydzień po szkoleniu w Wawie znalazłem się w zapadłej wiosce na końcu Wszechświata i prowadziłem krowę na łańcuchu. To doświadczenie nie różniło się dla mnie jakościowo od tego, gdy mówiłem do ludzi w Wawie o neurogramatyce. Ot, było inne, ale nie inne emocjonalnie. Jedno i drugie to coś, co mógłbym robić.

Ale to nie ja decyduję, to rzeczywistość i mój umysł (jako część tej rzeczywistości) decyduje. To miło, gdy nie podejmuje się decyzji. To miło rozumieć, że nie mam wpływu na to, co się dzieje. Wtedy nie stawiam oporu i pozwalam rzeczom się dziać. To się nazywa przepływem (flow) i dzieje się tylko wtedy, gdy masz w sobie 100% akceptację tego, co jest. A ona jest możliwa tylko wtedy, gdy przestajesz oceniać, gdy nie nosisz już w sobie historii o tym, co dobre i złe, o tym, co być powinno a co nie.

To wielka Praca. Nie graj oświeconego, bo przeczytałeś ten tekst. Nie udawaj, że wiesz, o czym mówię. Nie wiesz, przykro mi, bo prawdopodobnie tego nie doświadczyłeś. Dopiero, gdy Twoje doświadczenie zacznie spójnie współgrać z tym, o czym tu piszę, ZROZUMIESZ co mam na myśli mówiąc, że rzeczywistość jest życzliwa - tylko nasze myśli o niej często nie są.

Słowem podsumowania - jesteś facetem swojego życia. Największą swoją miłością, darem dla samego siebie, skarbem. To nie kwestia do polemiki. To kwestia do odkrycia, do uświadomienia sobie. Jeszcze się nie zdarzyło w historii wszechświata, aby ktoś, kto postawił kogoś innego niż siebie w swoim życiu na pierwszym miejscu, był szczęśliwy. To niemożliwe, bo gdy to robisz, ulegasz iluzjom, że 1) możesz dać komuś szczęście (nie możesz, bo szczęście to efekt uboczny zrozumienia rzeczywistości), 2) wiesz, co dla kogoś jest szczęściem (tzn. ulegasz wierze w koncept szczęścia i myślisz, że Twoje szczęście wygląda tak samo, jak czyjeś - na głębszym poziomie tak, ale to wymaga 2 lat medytacji minimum, żeby to pojąć - będzie o tym post).

Na iluzjach nie można zbudować szczęścia. Możemy nie przeszkadzać sobie w byciu szczęśliwym tylko, jeśli nasze myślenie jest zgodne z tym, co jest. Jeśli nie jest - musimy cierpieć.

Z ręką na sercu, szczerze i spokojnie odpowiedz sobie na pytania:

Jakim jestem partnerem?
Jakim jestem chłopakiem?
Jakim jestem synem?
Jakim jestem kumplem/ przyjacielem?
Jakim jestem człowiekiem?

Jesteś dobry czy zły?
Jesteś silny czy słaby?
Jesteś zaradny czy nie?
Jesteś warty miłości czy nie?
Jesteś warty szczęścia... czy nie?

Serio?

Pozwól, aby Twoje myśli wypłynęły. Zobacz je, wysłuchaj ich, poczuj je, zasmakuj ich i powąchaj je. To tylko myśli, mimo, że mogą wydawać się prawdziwe. Sprawdź, czy naprawdę są. Sprawdź, jak się z nimi czujesz i jak czułbyś się bez nich. Odwróć je i sprawdź, czy inne myśli od nich utworzone tez nie mogą być prawdziwe.

Tylko obserwuj, tylko uświadamiaj sobie, tylko badaj i testuj. Nie musisz niczego zmieniać. Nie możesz nawet! Twoja świadomość zrobi to sama.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca