Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej

Skondensowany i praktyczny mini przewodnik dla początkujących, którzy chcą dawać dupy bezpiecznie, zdrowo i przyjemnie.

niedziela, 17 lutego 2013

Moda na wielokrotne męskie orgazmy - trening rozkoszy

inteligencja seksualna dla gejów - wielokrotne męskie orgazmy
Pornografia i popkultura wyostrzyły nasz seksualny apetyt. Nie tylko kobiety chcą dochodzić wiele razy - również faceci o tym marzą. A pewnie Geje już w szczególności :) Pytanie tylko - czy to w ogóle fizjologicznie osiągalne?

To, że orgazm analny u faceta - nawet bez dotykania jego penisa - jest możliwy, udało mi się sprawdzić doświadczalnie, więc co do tego nie mam wątpliwości. Teraz głowię się nad innym typem orgazmu - nad tym wielokrotnym. Przekopałem internet i znalazłem wiele ciekawych obserwacji i opinii...

sobota, 16 lutego 2013

Jak rozmawiać na pierwszej randce?

Załóżmy, że masz umówiłeś się z kimś na randkę. Na pierwszą randkę. Załóżmy, że Ci się spodobał. Co teraz? O czym gadać? Jak dowiedzieć się o nim czegoś więcej? Z pomocą przychodzi strategia pt. "szeroko i głęboko".

Odłóż na bok wszystkie zboczone skojarzenia związane z "szeroko i głęboko" - tu chodzi tylko o to, jak poprowadzić rozmowę z miłym, przystojnym facetem, z którym właśnie rozkoszujesz się kawą w jakiejś miłej knajpce. No właśnie - jak?

Zanim skupię się na samej strategii, pozwól, że opowiem Ci o dwóch najpoważniejszych konwersacyjnych błędach, które popełnia się na pierwszych randkach:

piątek, 15 lutego 2013

Pytanie, którym sprawdzisz, czy on jest dobrym kandydatem na męża

Moja matka ma wredny charakter. Ale znalazła dla mnie najlepszego ojca w kosmosie i za to jestem jej wdzięczny. To najbardziej normalny, rozsądny i odpowiedzialny człowiek, jakiego znam. Opiekuńczy, stanowczy, konkretny. Można z nim pogadać o wszystkim. Jak moja matka go znalazła?

Ilekroć spotykała nowego kandydata na faceta, zadawała sobie jedno, cholernie ważne pytanie:

czwartek, 14 lutego 2013

Męski punkt G i orgazmy analne - prezenty Boga dla gejów



Wszystkie niesprawiedliwości, jakich doświadczamy od wieków jako geje, Bóg postanowił nam wynagrodzić - dając nam męski punkt G (jak Gej!). I nie, żeby heterycy go nie mieli, bo też go mają. Ale słyszałem, że jakoś nie spieszy im się go odkrywać. Dlaczego? Bo jest ukryty w... odbytnicy :)

To dopiero ironia, nie sądzisz? Powodujący cudowne, głębokie orgazmy punkt umieścić głęboko w dupie. Bóg musi nas jednak kochać, bo dobrze wiedział że my, geje, pierwsi się tam dostaniemy :)

Nie ma tutaj zbyt wiele teorii. Męski punkt G to obszar położony...

środa, 13 lutego 2013

Inteligencja seksualna dla gejów - instrukcja obsługi męskiego ciała


Orgazmy trwające kilka minut. Bezwytryskowe lub odwrotnie: bardzo, baaardzo obfite. Wielokrotne? Czemu nie. Klasyczne lub analne. Czasem nawet bezdotykowe. I silne jak uścisk Pudziana. W dziesiątkach wymyślnych pozycji, nie wiadomo, gdzie góra, a gdzie dół. W pojedynkę, dwójkę, trójkę... Napięcie tak wysokie, że idzie zemdleć. Pot perlący się na klacie, wycie z rozkoszy. I spalanie ton kalorii gratis. Któż z nas o tym nie marzy? 

Umiejętność osiągania tych wszystkich rzeczy nazywa się inteligencją seksualną.

A skoro jest to umiejętność, to można ją ćwiczyć i... stać się w niej mistrzem!

Tak, tak, Panowie. Rozwój osobisty to nie tylko medytacja nad brzegiem ruczaju, obserwowanie samego siebie podczas parzenia rumianku czy zdolność radowania się kropelką rosy drżącej na skraju liścia.

To też bogate spektrum umiejętności z zakresu używania swojego ciała tak, by przynosiło nam jak najwięcej rozkoszy. Brzmi nieźle, nieprawdaż? Sam OSHO (taki guru od medytacji i krytykowania Kościoła Katolickiego) mówi, że są dwa sposoby na rozwój świadomości: medytacja i seks właśnie.

Jesteśmy bowiem nie tylko świadomością, nie tylko umysłem, ale też...

niedziela, 10 lutego 2013

Czy umiesz po prostu cieszyć się życiem?

Dawno, dawno temu popełniłem wpis na temat tzw. koherencji serca. Koncept ten do dziś jest jednym z ważniejszych dla mnie w dziedzinie mojego rozwoju osobistego. Z czasem jednak zaobserwowałem, że coś jest nie tak. Koherencja serca zaczęła być używana przez rozszalałe ego jako narzędzie do realizacji własnych, często szalonych, celów. To niestety niweczy wszystkie cudowne efekty działania koherencji, ponieważ nie wchodzimy w nią dla niej samej. Co z tym zrobić? Odpowiedź jest jedna: przestać "stosować koherencję" i zacząć nią żyć.

A to nierozerwalnie wiąże się z umiejętnością cieszenia się życiem.

Wstajesz rano, rozciągasz się w łóżku. Przez zasłony przebijają się złote promienie ciepłego słońca a przez uchylone okno wpada orzeźwiający wiaterek. Ptaki radośnie śpiewają a Ty mruczysz pod nosem: "To będzie cudowny dzień!". Pyszne śniadanie, dobra muzyka, poranna gimnastyka. Potem udane zakupy, może spacer a wieczorem spotkanie z przyjaciółmi przy winie. Wszystko w atmosferze luzu, spokoju, czerpania radości z płynących strumieniami wrażeń zmysłowych. Życie jest cudowne! - chciałoby się rzec. Problem w tym, że taki właśnie dzień większości ludzi zdarzył się ostatni raz...

sobota, 9 lutego 2013

Jak wyrażać swoje potrzeby? - magiczne słowo, które musisz znać

Jeśli Twój facet - albo ktokolwiek inny, z kim masz jakąkolwiek relację - nie posiada szklanej kulki ani pelerynki w gwiazdki i półksiężyce - istnieje naprawdę bardzo mała szansa, że odkryje, jakie są Twoje potrzeby, pragnienia czy oczekiwania. Zakładając, że w ogóle sam je odkryłeś (bo nie jest takie oczywiste) - pozostaje Ci tylko je wyrazić. Pytanie: jak to robić, aby nie brzmiały one jak pretensje, żądania, lecz jak coś, co chce się spełnić?

Twój chłopak leży brzuchem do góry, klika coś w laptopie, pije piwo i ma wszystko gdzieś. Ty natomiast ten wieczór wyobrażałeś sobie inaczej. Że leżycie razem, wtuleni w siebie niczym parówka w bułeczkę, oblani sosem intymności. Nagle łapiesz się na tym, że masz potrzebę, że masz pragnienie. Że oczekujesz czegoś innego. Co z tym zrobić?

piątek, 8 lutego 2013

2 umiejętności niezbędne, by stworzyć stały związek

Nastała era ludzi, którzy są zajebiści w robieniu pierwszego wrażenia. Ładne oczka, uśmieszki, dobra gadka - to coś, co robi może kisiel w majtach na pierwszej randce. Na dziesiątej wydaje się już kupą wytartych frazesów wyjętych z podręczników uwodzenia. Bez względu na to, czy to efekt oglądania głupich amerykańskich komedii, czy też stopniowego przesiąkania tandetnych pseudo-guru do kolorowych czasopism - na pierwszym wrażeniu można jechać tylko przez może 2-3 miesiące. Żeby stworzyć stały związek, trzeba czegoś więcej...


Chcesz mieć trwały, dobry związek? Zajebiście. A zastanawiałeś się kiedyś, co właściwie masz do zaoferowania drugiej osobie? Nie mówię tutaj o tym, jaki jesteś, bo najczęściej to, jaki ktoś niby jest, to tylko jego zbiór własnych przekonań, mentalnych fatamorgan, wybiórczych, specjalnie skleconych dla jakiś nieuświadomionych potrzeb. Nie mówię też o tym, gdzie bywasz (modne kluby? biblioteki?) ani z jakimi ludźmi się zadajesz (młodzi, piękni, przystojni, bogaci, inteligentni?) po to tylko, by podnieść swoją samoocenę. Mówię tu o tym...

wtorek, 5 lutego 2013

Jakie tematy Cię interesują? - prośba o wypełnienie ankiety

Na samym dole strony znajdziesz ankietę dotyczącą tego, jaką tematyką się interesujesz i co chciałbyś częściej widzieć na blogu.

Ankieta potrwa do końca lutego. Z góry dzięki za głosy!

poniedziałek, 4 lutego 2013

Wpuść w ciało nowe myśli - czyli droga do mentalnego oswobodzenia


Nasza kultura sprowadziła człowieka do dwóch poziomów: umysłu i wyglądu fizycznego. "Jesteś tym, co masz w głowie" i "Jesteś tym, jak wyglądasz" - oto dwa, niemal niekwestionowane dogmaty społecznego matrixa. Jednak aby poznać siebie "od środka", odkryć swoją prawdziwą naturę, potrzeby i pragnienia - należy zwrócić się w inną stronę. W stronę nie tego, jak wygląda Twoje ciało, ale tego, co odczuwa.

Ciało jest jak antena, która odbiera Twoje przekonania i przetwarza je na emocje oraz wrażenia. Najpierw jesteśmy o czymś przekonani, potem odczuwamy emocje, a na końcu - ta emocja dyktuje nam zachowania. Nie ma zachowania bez wcześniejszej emocji czy cielesnego wrażenia. Powie Ci to każdy neurolog lub każdy, kto...

niedziela, 3 lutego 2013

Duma z bycia gejem

Przeprowadzone przez zespół jednej z czołowych amerykańskich uczelni Carnegie Mellon University analizy statystyczne pokazują jednoznaczną, mocną korelację pomiędzy Gay Index a rozwojem wysokich technologii.. „Obecność gejów nie tylko wskazuje na koncentrację „high-tech”, ale też pozwala na przewidywanie jego rozwoju”.

- Paweł Dąbrowski
Pedalstwo, humanizm i innowacyjność,

Gdy czytam takie newsy, każdą komórkę mojego ciała wypełnia dzika, męska duma z bycia gejem. Cieszę się, że mogę być dla społeczeństwa sprawdzianem tolerancji, testem otwartości, sposobem na ucieczkę od zaściankowej moralności. Wentylem, przez które uchodzi zgniłe, katolickie powietrze. Że oto moja obecność wśród ludzi w jakiś sposób może być dla nich...

niedziela, 27 stycznia 2013

Idealizacja - główna przyczyna rozczarowania w związkach

W bajkach często pocałowana żaba zmienia się w księcia. W życiu bywa odwrotnie. Właściwie dlaczego? I czy można coś na to poradzić?

Coś podobnego do tego, co ma miejsce na początku wielkiego romansu, dzieje się podczas wymyślania własnego biznesu. Pomysł na nakręcenie wielkiej mamony wydaje się tak idealny, że początkowo nie widzimy w nim żadnych wad. Te wychodzą dopiero, gdy albo rozkręcimy biznes i nie kręci się on tak, jak sobie to wyobrażaliśmy (siema Andrzej :) Albo gdy... odłożymy pomysł firmy na bok i wrócimy do niego po dłuższym czasie. Zaczynamy się wtedy zastanawiać, co my w tym w ogóle widzieliśmy?

sobota, 26 stycznia 2013

Związkofobia - czego tak naprawdę geje boją się w stałych związkach?

W zależności od tego, czy w dzieciństwie oglądało się bajki Disney'a czy hard porno, gejów można podzielić na dwa typy: na niepoprawnych romantyków i szalejących po dyskotekach związkofobów. Dziś na widelec nabijemy tych drugich i zastanowimy się, czego właściwie obawiać się w związku ze... związkiem.

Moje szeroko zakrojone obserwacje oraz introspekcje mówią mi, że istnieje kilka głównych obaw przed wstąpieniem w tzw. stały związek. Oto i one:

piątek, 25 stycznia 2013

3 upiory polskiego geja - czyli o czym musisz wiedzieć, będąc gejem w tym kraju

Możemy to nazwać przeznaczeniem, wolą Boga, ruletką czy totolotkiem. Ale jedno wiemy na pewno - padło na Ciebie. Coś tam masz pochrzanione w genach i dlatego lecisz na facetów jak polska młodzież na wyspy brytyjskie. Tam, w UK, pewnie nie byłoby to wielkim problemem - tutaj, w Polsce, problemem jest w jakimś stopniu dla każdego.

1. Samotność

Samotność zdaje się być wpisana w życie polskiego geja niemal genetycznie. Jest nas tylko niecałe 6% (choć to wciąż statystyka dyskusyjna, bo jakaś część gejów zaparła się i nie przyznałaby się do swojej...

środa, 16 stycznia 2013

Zdrady a sprawa gejowska - czy naprawdę każdy gej zdradza?


On i on, pierwsze spotkanie, buziak, kolacja przy świecach. Tak! Ma dużego! Co za ulga, więc chodźmy dalej. Imprezy, oglądanie filmów, długie wieczorne spacery. I jest "my" zamiast "ja" oraz "ja". Potem jednak, po paru miesiącach, magiczna woalka opada i nagle okazuje się, że on wraca z pracy, opiera skarpetki o ścianę, beka podczas degustacji sushi i tak naprawdę nie lubi Star Treka, ale oglądał go z nim, by nie sprawić mu przykrości.

On - lubi jazdę konno (ach, zboki, wiem co tam myślicie! :), woli wieczorny spacer i czerwone wino do kolacji.

On z kolei lubi...

sobota, 5 stycznia 2013

Jak medytować? - kilka cennych wskazówek

Doświadczenie nauczyło mnie, że medytacja dla umysłu jest tym samym, co oddychanie dla ciała. Żyją jedynie w świecie "zewnętrznym" stajemy się chomikami - zwracamy uwagę tylko na to, co dzieje się w otoczeniu a przestajemy brać pod uwagę jeden jedyny czynnik, na jaki mamy realny wpływ - czyli siebie. 

Medytowali mędrcy Wschodu, medytował Einstein wymyślając swoją teorię względności (choć nie nazywał tego medytacją, lecz "eksperymentami myślowymi") - więc warto, byś również sam rozważył, czy nie warto poświęcić 15 minut dziennie, aby lepiej zrozumieć swoje myślenie, zmniejszyć swoje...

środa, 12 grudnia 2012

Geju, nie jesteś gejem!

Gdy masowa wyobraźnia pomyśli o geju - to kogo widzi swymi oczyma? Nie trzeba być profesorem socjologii, aby mieć świadomość, że widzi zmanierowanego erotomana w kolorowych, obcisłych fatałaszkach, piszczącą ciotę zarażoną HIV-em, obciągacza, dupodajke, działacza społecznego, który jest wiecznie na diecie lub jest artystą/ dizajnerem.

Ech - i mamy stereotyp.

Potężny, nieprawdziwy w swojej prawdziwości, zniekształcający myślenie mas. Co to właściwie jest "tożsamość geja"? Czy dostajemy ją, gdy się rodzimy? Czy nasze skłonności rzeczywiście są...

środa, 14 listopada 2012

Wydaje Ci się, że wiesz, kim jesteś


Oj, dostało mi się po garbie już niejeden raz za to, żem milczał jak zaklęty przez bodaj pół roku (jak nie lepiej). A dziś trafiłem na grupę fanów mojego bloga na Kumpello i stwierdziłem, że jednak coś trzeba napisać. O życiu, o rozwoju, o myśleniu. Podzielić się, jaki to ostatnio sekret zgłębiłem.

Żeby nie robić gigantycznych hiper-skoków w rzeczywistości - ostatnio pisałem o tzw. mechanizmach obronnych. Jest ich znacznie więcej, niż te, które opisałem, dlatego do tematu pewnie będę wracał i wracał. Dziś jednak chciałbym skrobnąć kilka słów o tzw. ego. Czym ono jest? Jaką rolę pełni? Oto wielkie pytania, które prowadzą do wielkich odpowiedzi. A one - do wielkich zmian. Mam nadzieję, że jesteś gotowy.

Ego, czyli wszelkie "ja", które występuje w każdym zdaniu, które wypowiesz lub pomyślisz. Gdy myślisz o sobie, jaki obraz siebie widzisz? Przyjrzyj mu się dokładnie. Jakie ma cechy? Jak się zachowuje? Jaką ma minę? Może mu czegoś brakuje? Jakie przeżywa emocje? Jak to wyraża? Jakimi zachowaniami, gestami?

Okej. Pytanie podstawowe: Czy to naprawdę TY?

Przecież obraz jest "tam", a Ty jesteś tu, w sobie, w miejscu, w którym o tym obrazie myślisz. Czy to naprawdę jesteś Ty? Możesz być tego pewien na 100%?

To niezwykła umiejętność naszego umysłu do tzw. wielokrotnej dysocjacji sprawia, że możemy widzieć siebie i jednocześnie być "w sobie". Jest więc obraz Ciebie i Ty, który o ten obraz tworzy. Jedyne, co utrzymuje ten obraz, to Twoja wiara w to, że jest prawdziwy. Gdy w to wątpisz, gdy oświeca Cię światło błogiej samoświadomości, że to tylko obraz w głowie - taki jak setki innych - to zaczynasz rozumieć, że jesteś Bogiem. I masz nieograniczoną moc kreacji.

Zadaj sobie kolejne pytanie: Na ile te obraz "Ciebie" jest aktualny?

Czy to na pewno "Ty" w chwili obecnej? Odkryjesz, że nie. Bo Ty w chwili obecnej jesteś w chwili obecnej, a ten obraz ZAWSZE pochodzi z przeszłości lub przyszłości. Nawet, jak wyobrażasz sobie siebie w danym momencie, gdy wyobrażasz sobie sam siebie, to i tak jesteś milisekundę za teraźniejszością i już żyjesz nie tym, co jest, ale tym, co było.

Czy na pewno masz tylko jeden obraz?

Rozpocznij systematyczną obserwację samego siebie w chwili obecnej i zobacz, jak zmienia się obraz Ciebie w Twojej wyobraźni. Raz jesteś starszy, raz młodszy, raz jesteś mężczyzną, a raz ... kobietą. Raz jesteś mniejszy, raz większy itd. Umysł w czasie rzeczywistym, bazując na swoich doświadczeniach oraz przekonaniach, buduje obraz Ciebie wedle własnych prawideł - u każdego innych. Ktoś towarzyski buduje obraz dużego, pewnego siebie w towarzystwie. Kto inny - nieśmiały - swój obraz pomniejsza.

Zdarza się, że mamy dwa obrazy siebie, które toczą między sobą sprzeczkę, kłótnię albo nawet awanturują się, robią burdę, wygrażają sobie wzajemnie. To struktura konfliktu wewnętrznego. Podczas niego mamy tendencję do "wnikania" w jedno "ja" i przyklejania obrazu drugiego "ja" do kogoś innego, z kim - jak nam się wydaje - wchodzimy w konflikt. Tak naprawdę cały dramat rozgrywa się w nas. W psychologii mówi się o projektowaniu swoich myśli na kogoś. To sytuacja, w której jedna osoba ni stąd, ni zowąd nagle przypisuje komuś jakieś złe cechy (które wyparła u siebie) - czasem nawet nie posiadając jakiś doświadczeń z tą osobą. To jednak nie przeszkadza "dobremu ego" wyrzucić na kogoś całego swojego syfu mentalnego. I tak zaczyna się jatka. Jeśli spotka to Ciebie, olej to, bo inaczej wejdziesz w pętelkę i sam sobie zainstalujesz konflikt - co nie jest Ci potrzebne.

Różne obrazy "ja" dyktują Ci, jaki masz być w każdej sytuacji. Widzisz w wyobraźni obraz swojej matki lub ojca, który mówi Ci, jak masz stać, że masz się przywitać, znaleźć dobrą pracę i tak dalej. Tak naprawdę to dzieje się w Twojej wyobraźni. Nawet jeśli Twoi rodzice naprawdę Ci tak mówili - to i tak w jakimś celu do tego wracasz we "wspomnieniach" (to tak naprawdę wyobrażenia). Dlaczego? Bo to ego prezentuje tak naprawdę Twoje przekonania. Sam wierzysz w to, co mówili Ci Twoi rodzice, a przypominasz sobie o tym, "wspominając". Łatwo się nabrać na tę iluzję, że "ktoś mnie zmusił". Nie istnieje coś takiego, jak "ktoś mnie zmusił" - wybór jest zawsze podyktowany neurologią, czyli tym, co de facto dzieje się w Twojej głowie.

I tak siedzą te Twoje ega w Twojej głowie i nawijają. Cały czas, dzień i noc. Każde z nich opracowało swoje mechanizmy obronne, swoje nawyki i zachowania. Problem nie w tym, że one są. Być muszą, bo tak jest skonstruowany nasz układ nerwowy. Te ega są zlepkiem czyiś słów, zaobserwowanych zachowań, które "pożyczamy" - naśladujemy mniej lub bardziej wiernie. Idziemy przez życie i powiększamy naszą bazę danych o nowe dialogi wewnętrzne, nowe modele, którymi będziemy się posługiwać. Problem polega na tym, że mylimy je z rzeczywistością. Zamiast traktować te wszystkie obraz i dialogi jak instrukcje, jak mapę terenu - traktujemy to jak sam teren, jakby to było coś rzeczywistego. To taki magiczny moment koło 5 roku życia, że zaczynamy wierzyć w to, co dzieje się w naszych głowach. To moment powstania ego - początek naszego "ja".

Gdy zaczniesz podchodzić do tych obrazów i dialogów jak do tego, czym są one w rzeczywistości - a więc jak do halucynacji - zauważysz, jak bardzo ulżysz swojemu ciału. Oto bowiem przestaniesz odczuwać ciągłą potrzebę bycia w jakiejś pozie, w wymyślonej przez ego formie, i będziesz mógł siedzieć, iść, mówić swobodnie. Skończy się nieustanne zabieganie o to, by inni postrzegali Cię tak, jak Ty byś chciał być postrzegany. Bowiem zajarzysz, że to tylko obrazki - ogólne wytyczne, czasem przydatne, czasem szkodliwe.

Kiedyś wyobrażałem sobie DreamWalkera jako "człowieka sukcesu" - w garniturze, drogim aucie, apartamencie. Rozmowy z klientami, szkolenia, szklane wieżowce za oknem, piękna pogoda. Ten obraz kosztował mnie mnóstwo nerwów. Utrzymanie obrazu "człowieka sukcesu" zżerało mnie nie tyle finansowo, co emocjonalnie. Bo wciąż obawiałem się, co będzie, jeśli ten obraz się posypie. I wiesz co? Życie dało mi wpierdol na maxa, pokazało, gdzie jestem. I jestem Rzeczywistości za to wdzięczny. Dzięki temu zrozumiałem, że im większa wiara w marzenie w przyszłości, tym większe napięcie i lęk w teraźniejszości. Marzenia o apartamentach czasem się spełniają, ale gdy się nie spełnią a bardzo na to liczyłeś - to masz doła. Taki jest emocjonalny rachunek. I czasem szkoda przegapić piękny zachód słońca czy powiew ciepłego wiatru na twarzy tylko po to, by ciągle żyć marzeniami ego. Które nawet nie są jego, bo są tylko kalką po: rodzicach, mediach, grupach koleżeńskich. Te wszystkie domki z basenem, te labladory biegające po zielonej trawce, te luksusowe auta i wycieczki z palemką w tle - nie są warte przegapiania tego, co jest tu i teraz. Jedynego prawdziwego momentu w Twoim życiu - teraźniejszości. Cała reszta to fikcja nieustannie napędzana wiarą i Twoimi egami, które biją się, jak masz dziś wyglądać, czy uśmiechnąć się czy mieć poważną minę, czy iść srać czy może jeszcze wytrzymać chwilę. Te ega zagospodarowały ciało, męcząc je w okrutny sposób, którego nawet większość z nas nie czuje, bo ciągle kursuje na linii przeszłość - przyszłość. Owe "teraz" to tylko mignięcie, nanosekunda na linii czasu, punkcik, który przerabia przyszłość na przeszłość. Jeśli tak myślisz - to pracujesz na chorobę. Nie pytaj, skąd to wiem. W rzeczywistości koncept czasu jest cały czas w teraźniejszości - dynamicznie tworzony i burzony wedle Twojej nie intencji, ale wiary. Ale już niedługo, bowiem gdy zaczniesz kwestionować prawdziwość swoich poglądów poprzez ciągłe pytanie siebie, na ile coś jest prawdą - odkryjesz w sobie potencjał rysowania takich obrazów siebie, abyś był szczęśliwy i zadowolony. Byś osiągał to, co chcesz. I jak chcesz.

A pod tymi nieustannie dyktującymi Ci obrazami siebie kryje się - w sercu - coś więcej. Twoje prawdziwe pragnienia. Pragnienia serca, które są zawsze w teraźniejszości. W końcu dokopiesz się do głosu serca, w końcu wyciszysz inne dialogi i usłyszysz je. I to są te momenty w życiu - dla mnie - które są najpiękniejsze. To spontaniczne spacer, uśmiechy, słowa, to magia bycia tak bardzo rozgoszczonym w teraźniejszości, że gdyby nie jakieś ego, to byś mógł rozkoszować się herbatką przez 3 godziny. Niemniej nie martw się - zawsze pojawi się jakieś ego, które Ci przypomni, że przecież nie można tak siedzieć i 3 godziny rozkoszować się herbatką - przecież masz pracę, naukę i wiele innych w chuj ważnych dla ego rzeczy, które trzeba wykonać, by kompulsywnie podtrzymywać obraz siebie jako dobrego pracownika/ ucznia/ syna. Pytanie tylko, kto tu rządzi? Twoja świadomość wyboru? Czy Twój zaśmiecony rodzicielsko-medialną papką?

Oto sprawy warte przemyślenia. Tu. I teraz. Działaj i baw się.

sobota, 16 czerwca 2012

Mechanizmy obronne - projekcja

Kolejny post z cyklu "Jak robimy siebie w bambuko?".

Pewna kobieta o imieniu Genowefa (jakże romantyczne imię) miała przedziwne wrażenie, że kochają ją wszyscy faceci. Gdy szła do sklepu i jakiś mężczyzna otwierał je drzwi - mówiła do siebie w myślach: "O, jaki uprzejmy, na pewno mnie kocha". Gdy któryś facet ustąpił jej miejsca w autobusie, również szybko interpretowała to jako wyraz dozgonnej miłości. "Wszyscy faceci mnie kochają!" - tak brzmiała jej historia. I była to historia, której Genowefa trzymała się jak tonący brzytwy - żadne próby racjonalnego zakwestionowania tej historii nie przynosiły rezultatu (choć oczywiście łatwo było znaleźć dowody na przeciwieństwo jej historii).

Zadane więc zostało kluczowe pytanie: Po co jej wiara w tę myśl?

Co by się stało, gdyby Genowefa nie mogła uwierzyć w tę myśl? I w odpowiedzi na to pytanie Genowefa wyraźnie posmutniała a przez jej twarz przebiegł grymas rozpaczy. To był ważny moment, bowiem właśnie wtedy Genowefa stanęła przed możliwością wyboru - albo znów brnąć w oszukiwanie się. Albo przyznać, co naprawdę czuje.

Mogła więc zaprzeczyć (kolejny mechanizm obronny), stłamsić swoją rozpacz (kolejny) albo np. zaatakować pytającego i obwinić go za powiedzmy zadawanie durnych pytań (i kolejny mechanizm). Jednak Genowefa dojrzała już do zmiany i do szczerości względem siebie i zrozumiała, przed czym ucieka. Przed rozpaczą, która rozrywała jej serce i która powstała wiele lat temu, gdy odszedł od niej mąż alkoholik. Wtedy jej cierpienie zostało powierzone ego, które wymyśliło, że będzie trzymać się myśli, że wszyscy ją kochają, bo ta myśl była jedną dostępną jej wtedy pigułką przeciwbólową. Pigułką, od której Genowefa musiała się wtedy uzależnić.

Mechanizmem obronnym Genowefy była...

3. Projekcja

... czyli przypisywanie swoich myśli innym ludziom. Projekcja ma dwa oblicza - może być komplementarna lub atrybutywna.

Projekcja komplementarna ma miejsce wtedy, gdy innym przypisujemy myśli będące przeciwieństwem naszych myśli. Idzie kozak ulicą, dumnie wypina pierś i myśli sobie o mijających go ludziach: Kurwa, ale to banda tchórzy! Przypisuje innym lęki i chęć ucieczki. Sam siebie w ten sposób w swoim myśleniu kreuje na kogoś odważnego i pozbawionego lęków. Cóż za machina samooszukiwania się. Kozak lęki, które ma i których się wyrzekł, "przelał" na innych po to, by wytworzyć i uchronić obraz siebie, który akceptuje - obraz siebie, jaki jednostki odważnej i pozbawionej obaw.

Projekcja atrybutywna z kolei to przypisywanie innym myśli, które są zgodne z naszym myśleniem. Ktoś uwielbiający jeść może pomyśleć, że przecież wszyscy mamy ochotę na czekoladowe ciasteczko. Bo skoro "ja mam ochotę, to znaczy, że inni też mają". Zauważ, jak cudowny jest to proces rozgrzeszania samego siebie. "Przecież nikomu nie chce się biegać o 6 rano w parku" - i bam! Już nie musimy tego robić.

Abyś mógł rozpoznać swoje własne projekcje, proponuję następujące ćwiczenie. Poświęć na nie choćby  nawet godzinę, ale najlepiej będzie, jeśli po prostu będziesz to ćwiczenie robił świadomie codziennie, w trakcie codziennych zajęć, stopniowo uzupełniając informacyjne luki.


  • Co wg Ciebie myśli o Tobie: Twoja rodzina? Twój partner? Twoi znajomi? Twój pracodawca? Twoi klienci?
  • Co chciałbyś, aby myśleli? Jaki obraz siebie chciałbyś wytworzyć w ich umysłach? Jak chcesz być postrzegany? Jak kto? Jako posiadający jakie cechy? Po co? Co Ci to da? A gdybyś tego nie miał? To co wtedy?
  • Co pomyśleli by o Tobie ważni dla Ciebie ludzie (rodzina, znajomi, partner itd.) gdybyś np. popełnił błąd? Zdradził? Rozwalił związek? Rozchorował się? Wydał wszystkie swoje pieniądze? Jakich myśli o sobie boisz się najbardziej?
Zauważ, jak reagują na te pytania Twoje obrazy innych ludzi w Twojej wyobraźni. Wydaje Ci się, że gdybyś robił pewne rzeczy, to jesteś w stanie przewidzieć reakcję innych ludzi na to. Zauważ, jak oburzają się na Ciebie obrazy tych ludzi. Zauważ, jak Cię odrzucają. Wyśmiewają, obwiniają. To nie prawdziwi ludzie. W tej chwili to Ty sam. To Twoje ego, które "przebrało" się za innych w Twoich myślach, udaje ich i próbuje Ci udowodnić, że inni wyznają Twoje wartości, normy, zasady. Wysłuchaj, co w Twoich myślach mówią o Tobie "inni ludzie" - za co Cię krytykują? Za co Cię chwalą? Za co Cię wyśmiewają i obwiniają? Za co Cię uwielbiają? Zgadnij co - to Twoje opinie na Twój temat. Po prostu wygłaszasz je w swoich myślach ustami "innych" ludzi.

Słuchanie i oglądanie swoich projekcji może być wspaniałym, wyzwalającym doświadczeniem, które jednak na początku może być bardzo trudne. Nie będę Cię oszukiwał - niektórzy ludzie całe swoje życie opierają na tym, aby zamknąć wirtualne usta wymyślonym obrazom ludzi w swoich głowach. Wyzywają ich, kneblują, obwiniają, ośmieszają, poniżają - najpierw w myślach, potem w prawdziwym życiu. Kiedyś powiedziałem komuś, że musi uważać na swojego ojca alkoholika (to fakt, jego ojciec jest alkoholikiem). Usłyszałem, że poniżam jego rodzinę. I bam! Projekcja. Przypisano mi złe intencje, których nie miałem. Taka osoba musi nieustannie słyszeć w głowie poniżający chór głosów, które - w razie czego - zawsze można komuś przypisać.

Moja rada na dziś: wysłuchaj swoich projekcji. Tylko tyle. I aż tyle!

Jeśli inni ludzie w Twoich myślach wyrażają negatywne opinie na swój temat, wiedz, że to Twoje własne opinie. I nie próbuj ich zmieniać. Po prostu otwórz się na nie, przyjmuj je do siebie i wycierp swoje. Oswój je, pobądź z nimi, obcuj z nimi aż będą Ci bardziej znajome. Zauważ moment w życiu, kiedy się pojawiły, z czyich ust padają te słowa. Po co ta osoba to mówiła? Czego chciała? Nie krytykuj. Nie zaprzeczaj. Nie polemizuj i nie kwestionuj - bo wszystko to znów będzie kolejnym mechanizmem ucieczki. Masz przyjąć do serca to, co Ci mówią projekcje i dać sobie z tym radę.

Jeśli inni ludzie w Twoich myślach mówią o Tobie pozytywne rzeczy - również otwórz się na to i wysłuchaj tego od A do Z. Co mówią, po co, dlaczego. Co Ci to daje? Jakie masz dzięki temu możliwości? Może tak się motywujesz? Może dla pozytywnej opinii ludzi jesteś w stanie mocno dać dupy? Pomyśl o tym.

Następnie, gdy już otworzysz się na projekcje, zastanów się, jaki obraz siebie chcesz za ich pomocą ochronić? Krytykowanie siebie w myślach ustami innych ludzi może pozwalać uchronić obraz siebie jako osoby profesjonalnej ("wyjdę przed ludzi, powiem coś głupiego, wyśmieją mnie, skrytykują i nie będę miał już obrazu  osoby profesjonalnej w ich oczach"). Wyobrażanie sobie, że inni nas odrzucą, jeśli np. wyjawimy swoją chorobę, może być oznaką chęci utrzymywania obrazu siebie jako osoby idealnej, bez skazy. A chwalenie siebie ustami innych ludzi może być oznaką chęci udowodnienia światu, że oto jestem osobą zdolną, bystrą itd. To może być źródłem potężnego stresu, bo tak czy inaczej za wszelką cenę chce się utrzymać w myślach ludzi jakiś obraz siebie.

Idźmy dalej i ustalmy fakty. Jaki jesteś naprawdę? Jakie są rzeczywiste fakty na Twój temat? Tutaj wychodzisz z poziomu hipokryzji i zaczynasz pracować na całości mechanizmu - na dobrym i złym obrazie samego siebie. Odkrywasz, że Twoje ego chciało wytworzyć u innych pozytywny obraz siebie, ponieważ samo o sobie ma obraz negatywny. Ktoś uznał siebie za głupka, więc chce udowodnić innym, że jest inteligentny i np. opowiada innym mądre rzeczy, gra mędrca, używa odpowiedniego namaszczonego tonu głosu i słów charakteryzujących styl oświeconego. I krytykuje innych za ich "głupotę". W ten sposób utrzymuje swój obraz siebie jako osoby inteligentnej, choć tak naprawdę sam w to nie wierzy. A ten fakt odbija się na komunikacji, tworząc niespójność. Wszyscy czują, że coś jest nie tak, ale nie wiedzą co. Odsuwają się a osoba samooszukująca się zastanawia się, o co chodzi. Najczęściej wtedy uznaje innych za głupców i koło się zamyka.

Innym przykładem może być sytuacja, w której ktoś uznał siebie za nieudacznika, więc zaczyna pozować na osobę zaradną, która w głębi duszy tak naprawdę umiera z przerażenia, że nie da sobie rady. Albo ktoś uznał siebie za lenia i pozuje na pracowitego i zapracowanego, kto wiecznie "nie ma czasu". A jeśli nikt nie widzi, to zamiast pracować, siedzi na kwejku czy fejsbuku.

Zabawne i tragiczne jednocześnie jest to, że takie mechanizmy potrafią trwać latami albo nawet całe życie, a osoba w nie uwikłana nie zdaje sobie z tego zupełnie sprawy. Zabawne jest to, że zaczniesz dostrzegać u innych wyraźnie te mechanizmy w momencie, gdy dostrzeżesz je u siebie - i to już nie będzie projekcja, ale obserwacja.

A jeśli złapiesz się na myśli "ooo, inni popadają w mechanizmy obronne, a ja nie, bo jestem świadomym i mądrym człowiekiem, a oni głupkami" - to właśnie zaczynasz projektować. Moje doświadczenie mówi mi, że nie ma jednostki wolnej od tego mechanizmu. Nawet, gdy już rozpoznasz i skonfrontujesz się ze swoimi projekcjami, odkryjesz ich rolę i sens, to i tak będziesz je wytwarzać nadal, ponieważ tak właśnie działa umysł, taka jest jego funkcja. Musiałbyś nie mieć mózgu, aby tego nie robić. Z czasem jednak zmieni się charakter Twoich projekcji. Zauważysz, kiedy Twoje ego będzie projektować i od razu rozpoznasz, po co to robi i jak bawi się z Tobą w kotka i myszkę. Gdy już niczym po nitce do kłębka dojdziesz do sedna swoich problemów i pozwolisz ich z całą siłą zamanifestować się w Twoim ciele, dysfunkcjonalne projekcje zaczną się rozpraszać, bo nie będą już potrzebne. Nie będziesz musiał uciekać do cierpienia, bo się z nim zmierzyłeś i przeżyłeś. A to da Ci świadomość, że sobie z nim radzisz. Wtedy zamiast projekcji w służbie ego pojawią się projekcje w służbie świadomości - gdzie celowo i z zamysłem będziesz projektował myśli innych ludzi po to, aby osiągnąć pewne zamiary. I to będą dobre zamiary - dobre dla Ciebie oraz innych ludzi (tak działa poszerzona świadomość). Wtedy projekcja "wszyscy mnie kochają" nie będzie wynikać z chęci ucieczki przed odrzuceniem, lecz ze świadomości, że ludzie nie mogą Cię nie kochać - bo nie możesz nie kochać samego siebie, gdy siebie kochasz.

Odłączysz się od matrixa i zobaczysz rzeczywistość. Tego życzę sobie i innym.

Pozdrawiam!

piątek, 15 czerwca 2012

Mechanizmy obronne - racjonalizacja

Witajcie. W ostatnim poście pisałem o mechanizmie wyparcia. Dziś nadszedł czas, by poznać kolejny mechanizm:

2. Racjonalizacja

Zdarza się, że podejmujemy poważną decyzję z długotrwałymi konsekwencjami w momencie emocjonalnego zaślepienia. Zaślepić nas może wiele emocji: gniew, lęk, pożądanie itd. Emocje jednak mają to do siebie, że szybko przechodzą. A my musimy żyć z decyzją, którą podjęliśmy.

Bywa, że nie idziemy w swoim życiu ścieżką, jakiej naprawdę byśmy pragnęli. Ścieżką podyktowaną przez rodziców, przez otoczenie, lansowaną przez mass media, pseudo-autorytety itd. I udajemy szczęśliwych, choć w głębi serca czujemy, że "to nie to".

Wtedy też, by zachować twarz i ułudę, że to, co robimy, jest słuszne - często wchodzimy w mechanizm zwany racjonalizacją. Czujemy co innego i mówimy co innego. Szukamy racjonalnego poparcia dla podjętych przez siebie decyzji. Staramy się udowodnić światu (choć tak naprawdę sobie), że dobrze robimy.

Racjonalizacja nie jest trwałym rozwiązaniem żadnego problemu. Owszem, chwilowo czujemy ulgę, bo przez moment upewniamy się, że jednak podjęliśmy dobrą decyzję. I to nas uspokaja. Niemniej racjonalne argumenty i wyszukane korzyści nie trafiają do serca, które czuje, że nadal coś jest nie tak.

A potem zdarza się, że ktoś u schyłku życia budzi się ze snu i z całym okrucieństwem dociera do niego, że nie żył życiem, jakiego pragnie, trzymając się sztucznych decyzji i chcąc za wszelką cenę uchodzić za człowieka konsekwentnego. Trzeba być wtedy gotowym na wpuszczenie wielkiego cierpienia do swojego serca, aby prawda mogła się zamanifestować.

Jest jeszcze czas przed każdym z nas. Warto więc zrobić coś, by opuścić pułapkę racjonalizacji. Jak to zrobić?

Jak porzucić racjonalizację?

1. Wypisz na kartce wszystkie sytuacje, w których robisz rzeczy, których nie czujesz, nie chcesz, i które uzasadniasz przed ludźmi i światem w jakikolwiek sposób. Może praca, w której pracujesz, nie jest tym, co chciałbyś robić? A może związek, w którym tkwisz, jest tylko i wyłącznie próbą reanimowania trupa a tak naprawdę kochasz kogoś innego? A może masz hobby dlatego, że jest ono modne, ale w rzeczywistości wcale Cię to nie kręci? A może chodzisz na siłownię nie dlatego, by czuć się dobrze, lecz dlatego, że masz kompleksy i boisz się wyśmiania? I tylko uzasadniasz sobie, że "tak trzeba, bo to zdrowe" itd.

2. Następnie wypisz, jaki obraz siebie próbujesz uchronić brnąć w to wszystko? Jak chcesz, by Cię postrzegano? Wiele osób odkrywa, że brnie w działania, których nie czują, ponieważ chce od nich tego otoczenie. Otoczenie otoczeniem, ale by zmusić się do czegoś, czego się nie chce, należy też mieć przekonanie, że trzeba być "jakimś". Trzeba być miłym, trzeba być konsekwentnym, trzeba pomagać rodzinie, trzeba dbać o innych, trzeba, trzeba, trzeba. I powinno się! I należy! Wszystkie te zupełnie sztuczne, narzucone z zewnątrz reguły będą - jeśli wierzysz w ich prawdziwość - dyktować Ci zachowania, których nie chcesz robić. Każą Ci brnąć w maski, w sztuczne postawy. Z lęku przed odrzuceniem.

3. Ustal, jakie są fakty. Co naprawdę czujesz w tych sytuacjach? Jakie są Twoje prawdziwe nadzieje i prawdziwe lęki? Co naprawdę chciałbyś robić zamiast tego? Bądź ze sobą szczery. Czy to, jak uzasadniasz swoje decyzje, jest prawdziwe? Czy naprawdę chodzisz biegać do parku, bo "to zdrowe"? Czy naprawdę jesteś z kimś w związku, bo "go kochasz"? Przemyśl to i dopuść do świadomości to, co Ci dyktuje serce. Nie oznacza to, że zaraz musisz mu ulegać i momentalnie porzucić swoje obecne życie. Czasem nie jest to możliwe od razu i trzeba miesięcy lub lat, aby wybrnąć z obecnej sytuacji i iść w stronę, której się rzeczywiście pragnie. Ale sam fakt uświadomienia sobie tych spraw może wiele zmienić.

4. Jakie nowe zachowania pragniesz wdrożyć w obliczu swoich odkryć? Czy dalej będziesz kontynuował swoje racjonalizacje? Czy może zapragniesz robić coś innego? Wypisz wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Możesz utworzyć plan wyjścia z oszustwa - rozpisany na miesiące lub lata.

***

W zeszłym roku moja bratowa poprosiła mnie, abym został ojcem chrzestnym jej dziecka. Zrobiła to w sposób niezwykle kulturalny i uprzejmy, z nutą oficjalności. Odmówiłem. Wtedy rozpoczęła się kampania pt. "Jaki to ja jestem zły" oraz "Dziecku się nie odmawia". Odarłem, że jestem dobry i nie odmawiam dziecku, ale wam. To proste. Nie wyobrażam sobie, że stanę przed całą rodziną i będę przyrzekał przed nią, że oto tego zupełnie nieświadomego chłopczyka będę wychowywał w duchu wiary Kościoła (brrr!). Kościoła, do którego nie chodzę, nie uznaję go i z którym nie identyfikuję się. Poziom dyskomfortu, który bym odczuwał, byłby ogromny. Byłoby to coś, czego bym kompletnie nie czuł. Tak też uzasadniłem swoją odmowę. W odpowiedzi usłyszałem, że "przecież to nieważne, bo to tylko taki powierzchowny rytuał". Więc spytałem - Skoro to nic nie znaczący rytuał, to po co to robić? Aby uniknąć gniewu babci?

Utrzymałem się przy swoim zdaniu i nie żałuję. Nie chcę mieć nic wspólnego z obrządkami kościelnymi, to nie moja wiara i nie mój świat. 

Idąc dalej ku prawdzie i zrozumieniu odkrywam, że to, czym się zajmuję zawodowo, nie było też do końca podyktowane odruchami serca i nie do końca daje mi szczęście. Owszem, mam wiele momentów w swojej karierze, które dają mi dumę i satysfakcję - niemniej zaczynam odkrywać, że serce ciągnie mnie w zupełnie inną stronę. Wysłuchuję go dokładnie i sprawdzam, na ile możliwe jest robienie tego, o czym ono mówi. Zobaczymy, co z tego będzie.

Zrób ćwiczenie i odkryj prawdziwego siebie zagrzebanego pod stosami racjonalnych wywodów. Tego Ci życzę!

TOP 10 miesiąca