Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej

Skondensowany i praktyczny mini przewodnik dla początkujących, którzy chcą dawać dupy bezpiecznie, zdrowo i przyjemnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 października 2015

Geje pod lupą - jak rozwój nauki może wpłynąć na homoseksualizm


Ponad 90% całej kadry naukowej w historii ludzkości żyje obecnie. Praktycznie codziennie słyszymy o nowych, zdumiewających odkryciach naukowych. Niektóre z nich niosą nadzieje dla gejów - inne budzą w nich lęk. Oto 3, moim zdaniem, najciekawsze z nich...

wtorek, 12 października 2010

Anihilacja myśli - kolejna genialna technologia zmiany

Drodzy Panowie, Drogie Panie. W dzisiejszym poście chciałbym Wam przedstawić kolejną, jakże genialną i skuteczną technologię zmiany i poszerzania świadomości. Technologię, która wyrosła na gruncie Pracy i która pozwala drążyć naszą nieświadomość jeszcze głębiej i jeszcze dokładniej ją badać.

Technologia zwana anihilacją myśli.

Anihilacja w fizyce to proces, w którym cząstka i antycząstka spotykają się, wzajemnie znoszą i zmieniają w energię promienistą. Podobnie jest z myślami. Gdy teza konfrontuje się z antytezą i znajdujesz dowody na potwierdzenie obu - wzajemnie się znoszą a dana kategoria logiczna, którą tworzą, znika. Anihiluje się. I zmienia w światło. Stąd umysł staje się jaśniejszy.

Procedura jest prosta i logiczna, będziesz zachwycony prostotą tej metody i efektami, jakie przynosi.

1. Weź na tapetę jakąś osobę, najlepiej swojego największego wroga - kogoś, kto Cię nie znosi, nienawidzi, życzy Ci wszystkiego najgorszego. Jeśli nie masz kogoś takiego, znajdź kogoś, kto Cię po prostu nie lubi z jakiegoś powodu, jest na Ciebie obrażony, sfoszony, nie odzywa się. Albo się Tobą brzydzi, unika Cię, uważa Cię za idiotę itd. Cokolwiek.

2. Wejdź w wyobraźni w jego pozycję, jego rolę, jego punkt patrzenia. Spójrz na siebie. Kogo widzisz? Oceń samego siebie. Jaki jesteś? Bądź bezpośredni, szczery i nie próbuj tego cenzurować. Spisz wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Szczególnie te rzeczy, które będą budzić w Tobie największe emocje.

3. Masz już piękną listę "obelg" pod swoim adresem. Teraz czas zacząć je anihilować. Napisz pierwszą z nich, niech to będzie np. "[X] jest nieudacznikiem" (gdzie X to Ty). Znajdź teraz minimum 3 przekonujące Cię dowody, że tak jest. To mają być dowody, które pochodzą z Twojego doświadczenia i które Cię przekonują o tym, że faktycznie tak jest. Po zakończeniu tego dochodzenia masz być serio przekonany, że prawdą jest, że jesteś np. nieudacznikiem lub inną "etykietką".

4. Teraz odwróć myśl o 180 stopni. "X jest nieudacznikiem" -> "X jest człowiekiem sukcesu" albo coś takiego. I znajdź teraz min. 3 dowody, że to odwrócenie faktycznie jest prawdziwe. Gdy zakończysz ten etap, masz być niemal pewien na 100%, że odwrócenie, jakie utworzyłeś, jest dla Ciebie prawdziwe.

5. Anihilacja. Kim jesteś? Czy jesteś nieudacznikiem? Czy człowiekiem sukcesu? Jednym i drugim, bo udowodniłeś sobie obie tezy. Połącz je w jedno. Połóż swój obraz nieudacznika na jednej ręce, na drugiej - obraz człowieka sukcesu. Sprasuj je. Scal w jedność.

Oto prawdziwszy Ty!

Pogratuluj sobie i działaj z kolejną myślą. Aż anihilujesz wszystkie kategorie i zyskasz najbardziej realistyczny obraz siebie, jaki możesz mieć na daną chwilę.

środa, 15 września 2010

Pokaż mi swój profil, a powiem Ci, czego się boisz

Bać się nie wolno, bać się nie wypada, bo kto się boi, ten mięczak - prawda? Takie o to kolektywne przekonanie wbijane jest nam, facetom, do głowy w trakcie socjalizacji. Tworzy to wspaniały grunt do wyhodowania sobie na osobowości lękowej maski twardziela. Twardziela, który tak bardzo oszukał sam siebie, że jest twardy, że nie dopuszcza do głosu swoich lęków.

A szkoda. Bo zamiast je tłamsić, pokonywać czy przemagać, mógłby po prostu nad nimi pracować, np. wychodząc naprzeciw nim ze zrozumieniem.

Jeśli się boisz, to znaczy, że powinieneś. Wiemy to stąd, że się boisz. To proste. Nie uciekniesz przed swoim umysłem, nie zamordujesz części siebie, która się boi. Wyjdź jej naprzeciw, ale nie z alkoholem, tabletkami czy uzależnieniem od seksu, pracoholizmem lub narkotykami. Potraktuj te lękliwe myśli jak dzieci, które domagają się uwagi i które trzeba odpowiednio (czyt. łagodnie i ze zrozumieniem) wychować.

Nie trzeba być twardzielem, jeśli nie jest się najpierw mięczakiem - prawo dualizmu to mówi. I to właśnie u tych osób - "twardzieli" - pozujących na nieustraszonych pogromców, którzy zawsze się przełamują, budzące lęk myśli potrafią się przebierać na różne sposoby. Wchodzisz na profil takiego delikwenta i czytasz, że szuka on osób szczerych i bezpośrednich. Ładna idea, ale tylko z pozoru. Po pierwsze zakłada, że ludzie generalnie są zakłamani. A to nie ludzie są zakłamani, ale osąd, że są. Po drugie zakłada - wkurwię się, jak mnie ktoś okłamie lub nie będzie bezpośredni. Wkurwię się, bo tak naprawdę boję się, że mnie oszukasz, że coś przede mną utaisz i to obróci się przeciwko mnie - oto, co tam się kryje naprawdę. Jednak gość, który mianuje się "twardzielem" nigdy przenigdy nie zdejmie maski pod czyimś naporem i nie przyzna się do swoich obaw. Dlaczego? Bo się boi!

Cóż za mentalne zakleszczenie.

Co jeszcze można tam między wierszami wyczytać?

"Nie szukam do związku, potrzebuję swobody, lubię być singlem" - boję się komuś coś obiecać i nie dotrzymać słowa, boję się być konsekwentnym, bo jak coś obiecam i nie dotrzymam słowa, to mnie ukarzesz i będzie mnie boleć. Związki są więzieniem, są złotą klatką, a ja chcę być wolny, zapominając, że wolność to kwestia nie bycia lub niebycia w związku, ale kwestia świadomości.

"Warunek to duża pałka - od 20 cm wzwyż" - nie chcę uprawiać seksu z kimś, kto ma małą pałę, boję się, że seks będzie beznadziejny z kimś, kto ma mniejszą pałę. Boję się, że będę musiał udawać, że jest mi dobrze, unieszczęśliwiając się w ten sposób jednocześnie. Seks to tylko mechanistyczna zabawa, bez emocji, bliskości. To tylko sport, osiąganie kolejnych rekordów.

"Szukam kogoś, kto wie, czego chce" - bo kurwa sam nie wiem, czego chce. Boję się ludzi, którzy mogą nagle zmienić zdanie, np. wyjechać lub mnie olać. Chcę od razu wiedzieć, czy mnie chcesz, czy nie, bo inaczej nie czuję się spokojny, boję się.

"Szukam kogoś po przejściach" - j.w. - jeśli będziesz po przejściach, to lepiej będziesz wiedział, czego chcesz, więc jest mniejsza szansa, że mnie zostawisz, a tego boję się najbardziej. Szukam podobnego do siebie, bo też jestem po przejściach.

"Nie jestem zabawką" - boję się wykorzystania, że ktoś "zrobi" mi nadzieję, a ja mu uwierzę w jego słowa i potem rozczaruję, co będzie mnie boleć. Tego boję się najbardziej. Weź odpowiedzialność za moje uczucia, bo sam jej nie biorę, lecz oddaję Tobie - zupełnie naiwnie wierząc, że masz nad nimi kontrolę.

"Miłość nie istnieje / nie wierzę w miłość" - chciałbym bardzo nie wierzyć w miłość, żeby już nigdy więcej się nie rozczarować. Przyjdź proszę i udowodnij mi, że miłość wciąż istnieje! Ta prawdziwa! kłóć się ze mną, pokaż mi, że nie mam racji.

"Jestem chamem, gnojem, prostakiem" - nie chcę Cię rozczarować, dlatego uprzedzam. Boję się sytuacji, w których kogoś rozczarowuję.

"Ciotom i przegiętym dziękuję" - wstydzę się ciotowatości, którą ukrywam, której nienawidzę. Boję się, że ktoś o mnie pomyśli "ciota" albo "przegięty". Facet powinien zachowywać się jak facet, nawet gdy się tak nie zachowuje. Opinia innych ludzi jest dla mnie ważniejsza, niż to, byś był sobą.

I oto właśnie są projekcje własnych lęków. A w rzeczywistości wszystko jest okej. Problem nie leży "na zewnątrz" - w za małych fiutach, ludziach, którzy opowiadają bajki czy przegiętych ciotach. Błąd leży w sposobie myślenia. To tylko kwestia świadomości. A jedyną drogą poszerzania świadomości jest medytacja.

środa, 26 maja 2010

Pokaż mi swój profil na NK, a powiem Ci, kim jesteś - czyli rozmowy o prywatności

Dwóch studentów z Instytutu Technologicznego w Massechusetts opracowało algorytm, który analizując profile ludzi na Facebooku, potrafił z 78%-ową dokładnością wskazać, czy dana osoba jest hetero- czy homoseksualna. Okazało się, że geje używają pewnych charakterystycznych słów, zamieszczają specyficzne dla siebie linki i mają pewnych charakterystycznych znajomych. To właśnie po tych ogólnodostępnych danych program potrafił dojść prawdy.

Fajna zabawka, rodzi się tylko jedno, ważne pytanie: gdzie u licha można ten program kupić? :)

Są na świecie kultury takie, jak np. mieszkańcy pewnego rejonu w Malezji, którzy kompletnie nie znają pojęcia "prywatność" - do tego stopnia, że nie mają w słowniku żadnego słowa, które by dotyczyło prywatności. Tam każdy wie wszystko o każdym i - co więcej - gdy ktoś próbuje coś ukrywać, jest traktowany, jak dziwak.

I takie coś załatwiałoby wszystkie nasze społeczne problemy, drodzy Panowie. Urodzilibyśmy się zapewne w kulturze, gdzie ludzie byliby oswojeni z homoseksualizmem, bo przecież każdy, kto by nim był - bez skrępowania by o tym opowiadał. Parę rzeczy zdecydowanie byłoby prostszych, nie sądzisz?

Póki co, stety/ niestety żyjemy w społeczeństwie, które ceni sobie prywatność. Paradoksalnie - im większa miejscowość, tym bardziej jest się anonimowym. Stąd okropne zjawisko "samotności w tłumie", gdzie z człowiekiem z drugiego końca Polski klikasz o długości jego chuja, a nie wiesz, jak ma na imię sąsiad mieszkający z Tobą drzwi w drzwi.

Prywatność to tylko inna forma lęku. To historie, że ktoś będzie śmiał się z tego, że tak mało zarabiasz. To historie, że ktoś puści Twoją nagą dupę w internet i zwolnią Cię z pracy. To historie, że ktoś, kto Cię nie zna, może wykorzystać przeciwko Tobie jakieś prywatne dane - przede wszystkim to, że ... jesteś gejem, prawda?

Prywatność to mania społeczeństw, która powoduje liczne konsekwencje w postaci depresji czy permanentnie odczuwanej samotności. Cóż za paradoks - tak pilnujemy, żeby coś "wstydliwego" o nas nie wypłynęło na światło dzienne, że odgradzamy się od innych betonowymi ścianami, wygłuszamy drzwi i montujemy w nich dodatkowe zamki.

Gdy w procesie wywalania i podważania prawdziwości swoich historii usuwasz lęk - znika potrzeba prywatności. Znika sztuczny podział na publiczne i prywatne ego - jedno na pokaz, to sztucznie uśmiechnięte wybielanymi zębami, drugie - to płaczące pod kołdrą, gdy nikt nie widzi, albo walące konia przed laptopem wyświetlającym jakieś muskularne ciałko.

I pojawia się coś z tej synergii - Twoja autentyczność.

Nagle informacje o sobie przestajesz dzielić na "prywatne" i "publiczne", co oczywiście nie oznacza, że na przyjęciu u cioci zaczynasz opowiadać o tym, ile razy się spuściłeś na wspomnianego wcześniej laptopa, nie zaczynasz walić tekstów o objętości Twojego ejakulatu. To oznacza, że przestajesz się straszyć, że "coś palniesz", że nagle pewne słowa łatwiej przychodzą Ci przez usta, że - co najważniejsze - w pełni spójnie stajesz się sobą, co jest gwarancją tego, że gdy zamkniesz się w swoim pokoju, nadal jesteś tym samym człowiekiem, co na imprezie, otoczony wianuszkiem znajomych.

O tym, jak wiele zmienił Internet, pisać nie muszę. Ludzie na NK wlepiają swoje dupy, umięśnione klaty z sutkami, swoje wycieczki z palmami w tle, swoje lśniące bryki, wnętrza swoich sypialni w klimatach Ikei i masz do tego dostęp 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu z każdego miejsca na świecie. Czy to źle? Czy może to nowy sposób na ekspresję naszego wewnętrznego pragnienia bycia transparentnym - czyli klarownym, przejrzystym, zrozumiałym dla otoczenia. Coś w tym jest, gdy być może czasem korci Cię, by na jebanym Śledziku napisać "Hej, jestem gejem" i szybko się wylogować... Mieć to z głowy... cóż by się stało?!

Tak, właśnie - odpowiadając sobie na te pytania, zaczynają Ci się w głowie pojawiać historie, którymi się straszysz. Oto nagle przyjdą nocą, kolbami w drzwi załomocą, skini wynajęci przez Twojego pracodawcę by Ci zajebać za to, że jesteś pedałem. I co jeszcze tam jest? Co jeszcze?

Hehe, nagle połowa Twoich koleżanek zajarzyłaby, dlaczego nie masz dziewczyny. Nagle 94% Twoich kolegów przestałoby dzielić się z Tobą kanapką w szkole/ pracy, a 6% z nich - stałaby się dla Ciebie nagle milsza :) Nagle ludzie inaczej by na Ciebie patrzyli... Przez 3 słowa na Śledziku. Porażająca moc kolektywnych historii, w które uwierzyły uśpione umysły.

Budzę swój umysł. Codziennie. Nie daję mu spokoju. To przynosi powolne Wyzwolenie. Czuję się, jak Neo odłączany od Matrixa. Codziennie jestem coraz spokojniejszy, choć wiem, że pełne Wyzwolenie nastąpi dopiero wtedy, gdy obudzę wszystkie demony. I kiedy każdego z nich oswoję. Aż będą grzecznymi pieskami. Wtedy będę wolny jak nigdy dotąd. Wtedy już nie będę musiał niczego osiągać. Wtedy to będę osiągany.

Do napisania, Wędrowcze.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Podważanie swojego umysłu

Piękny, metaforyczny i zarazem obrazowy opis tego, jak działa system osobistej zmiany znany pod nazwą The Work. Nowe spojrzenie, nowy filtr i nowa nauka. Czytaj i korzystaj.

Wyobraź sobie, że stoisz na środku pola. Przed sobą na horyzoncie widzisz pasmo górskie, po Twojej prawej roztaczają się piękne wyżyny obrośnięte gęstymi lasami. Za sobą masz szumiące morze a po lewej widzisz stepy. Wspaniały widok napawa Cię zdumieniem. Nie wiesz jednak, dokąd iść. Wyciągasz z plecaka mapę i widzisz miejsce, w którym się znajdujesz. Dostrzegasz na niej symbolicznie zarysowane góry, lasy, morze oraz stepy. Oczywiście to tylko symbole, które nie oddają rzeczywistego piękna i złożoności terenu, które opisują. Niemniej mapa, choć zubożona, wydaje się prawdziwa.

Dostrzegasz na mapie również drogę do Wielkiego Skarbu. Myślisz sobie, że to byłoby fajne. Niemniej droga do skarbu widzie przez nieznane Ci przełęcze, doliny i lasy. Widzisz też symbole oznaczające niebezpieczeństwo rozsiane dookoła niej. Ogarnia Cię przerażenie. Zastanawiasz się, czy dasz radę przejść tą drogą i dotrzeć do celu swojej wyprawy.

Teraz do akcji wkracza The Work ze swoimi słynnymi 4 pytaniami.

Pierwsze dwa brzmią: Czy Twoja mapa jest prawdziwa i czy możesz być tego pewien?

Przed sobą widzisz piękny widok. Twoja mapa mówi Ci, że tam za horyzontem czają się niebezpieczeństwa, które będziesz musiał pokonać w drodze do swojego celu. Jednak nie wiesz na 100%, czy Twoja mapa jest aktualna i czy odwzorowuje rzeczywistość. A co, jeśli tam nie ma żadnego niebezpieczeństwa? Trwoga nieco się rozmywa. Bo przecież nie możesz być pewien, czy Twoja mapa opisuje rzeczywistość. Jest tylko pewnym uproszczonym jej wyobrażeniem. I na dodatek statycznym - a rzeczywistość jest ciągłym procesem.

Trzecie pytanie brzmi: Czy Twoja mapa jest użyteczna?

Już wiesz, że wierząc w niebezpieczeństwa, które rzekomo mają Cię czekać po drodze, stresujesz się. Niemniej nie wiesz do końca, czy wierzyć mapie, czy nie. Jedynym sposobem jest pójść i sprawdzić, czy niebezpieczeństwo rzeczywiście tam jest. Możemy przypuszczać, że jest. Wtedy po prostu przygotowujesz się do niego lub też obierasz inną trasę. Ciągle jednak nie masz pewności, czy mapa jest prawdziwa. To nie przeszkadza Ci z niej skorzystać.

Czwarte pytanie: Kim byś był, gdybyś nie miał tej mapy?

Stałbyś na polu i podziwiał widoki. Nawet nie wiedziałbyś o Wielkim Skarbie...

Odwracanie myśli.

W tym procesie odwracasz pierwotną myśl na wiele sposobów, tworząc alternatywy. Bierzesz do ręki kartkę i ołówek i rysujesz mapę do Wielkiego Skarbu, do którego droga jest prosta, łatwa i bezpieczna. Zastanawiasz się - czy ta mapa może być prawdziwa? I choć nie musi - może być. Czy użyteczna? Może być użyteczna. I być może warto się nią kierować. Tworzysz też wiele innych map z wieloma innymi drogami. Te mapy mogą być ze sobą sprzeczne, choć będą dotyczyć tego samego terenu. To nie ma znaczenia - to tylko mapy. A teren jest terenem i po prostu nie wiemy, co tam jest na pewno, póki się tam nie znajdziemy.

Tą mapą jest Twój umysł. Terenem - nieprzewidywalna rzeczywistość.

Autor każdej mapy - nawet tej najbardziej wadliwej - miał pozytywną intencję. Chciał zdobyć Wielki Skarb. Niektórym się udało. To ci, którzy mieli mapy najbardziej zbliżone do rzeczywistości. Mapy najdokładniej ją opisujące. Ci, którzy mieli mapy nieodzwierciedlające rzeczywistości - pogubili się.

I na tym własnie polega stosowanie The Work - metody, która pozwala Ci poznać rzeczywistość, wyjść z Matrixa własnych map i - finalnie porzucając mapy - dać się prowadzić Wszechświatowi.

niedziela, 21 marca 2010

Nowe spojrzenie na monogamię

Popularna wartość, wdrukowana społecznie w drodze socjalizacji. Monogamia, czyli potoczny nacisk, byś był z jedną osobą, kochał i dupczył tylko ją. Wiąże się z iluzorycznymi pojęciami wierności i zdrady, czyli wyimaginowanych i również społecznie wdrukowanych podziałów, pochodnej "dobra i zła". Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że z głosem społecznym nie idzie w parze głos biologiczny, który pompuje nam krew w penisy, gdy widzimy ładnego faceta w samej bieliźnie.

Zastanówmy się przez moment - co tak naprawdę przeszkadza nam w byciu monogamistycznymi samcami? Czy serio mamy "potrzeby", które partner musi zaspokajać, bo inaczej prymitywnie będziemy poszukiwać realizacji u innych? A co, jeśli "potrzeba" jest tylko tym, czego nie umiemy dać sami sobie i szukamy tego na zewnątrz?

Coś w tym jest, dlatego zatrzymajmy się na chwilę.

Ktoś nie umie dać sobie szczęścia - więc szuka kogoś, kto "da mu szczęście" - jakby szczęście było upominkiem, prezentem w wielką różową kokardką. Ktoś nie umie być sam dla siebie dobrym towarzystwem - więc szuka dobrego towarzystwa, by uciec przed przerażającą otchłanią samotności. Ktoś nie czuje bliskości - bo sam ze sobą nie ma kontaktu.

Bo gdyby miał, powoli mógłby zacząć uświadamiać sobie, że związek z samym sobą jest zawsze monogamią i zawsze jest w pełni kompletny. Pod jednym tylko warunkiem - wyzbycia się iluzorycznych potrzeb. To właśnie one potrafią spierdolić całą zabawę wynikającą z przebywania z samym sobą.

"Potrzebuję go", "Potrzebuję seksu", "Potrzebuję XXXX" itd. Wiara w te przekonania szybko odbija się na poziomie zachowań, jak i odczuciach osoby. Jeść, spać i wydalać to jedyne "prawdziwe" potrzeby - pod warunkiem, że masz potrzebę życia. Bo jeśli nie masz - to również one posypią się, gdy zaczniesz je kwestionować i być względem nich zwyczajnie sceptycznym - tak, jak jesteś sceptyczny wobec kogoś obcego, kto opowiada Ci, że wystarczy, byś mu dał 10 000 złotych a on za rok odda Ci 20 000.

Pamiętam, gdy wyzbyłem się potrzeby seksu. To było wielkie wydarzenie i ogromny krok w moim rozwoju osobistym. Od tamtej pory nie mógłbym już zdradzić drugiej osoby w potocznym rozumieniu (jebać się z kimś poza związkiem). Nie mam potrzeby ruchania się. Po prostu. To nie oznacza, że nie chcę - to oznacza, że nie muszę. Oto popęd, który do wcześniej wydawał mi się zakodowany genetycznie, nagle stał się moją zabawką. Odzyskałem odpowiedzialność za własnego fiuta i to był wielki krok do przodu.

Z tego też względu osoby, które nie mają potrzeby bycia w związku - ale też się tego nie boją - są potencjalnie najlepszymi partnerami. Bo z jednej strony - mogą z kimś być, ale z drugiej - nie potrzebują. A skoro nie potrzebują - nie będą zdesperowani, zapewne też nie będą ruchać na boku i szukać zaspokojenia iluzorycznych potrzeb w ramionach innych facetów.

Jak jednak wyzbyć się potrzeby bycia w związku z kimś?

Jak wyzbyć się potrzeby bycia przytulanym, kochanym, uwielbianym itd.? Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że wszystko, czego potrzebujesz, masz już w sobie. Po prostu to wydobądź. Daj sobie to, czego pragniesz i bądź sceptyczny wobec własnych potrzeb, rozumiejąc, że większość z nich wjebała Ci do głowy MTV, nowy katalog z ciuchami czy inne "instytucje".

To właśnie monogamia - uświadomienie sobie kompletności związku z samym sobą. W tym związku jesteś cały czas. Gdy sam sobie dasz wszystko, czego pragniesz, nie masz już czego szukać na zewnątrz. A dodatkowo - możesz owe "zewnątrz" wzbogacać swoją osobą - dając światu to, czego masz w nadmiarze - Pełnię swojej osoby.

I to będzie ten magiczny moment, w którym poczujesz, że naprawdę - z ręką na sercu - nikogo nie potrzebujesz. Że Twój związek z samym sobą jest pełny, harmonijny i szczęśliwy. A wtedy każdy inny związek - który jest metaforą tego właśnie pierwotnego związku - będzie taki sam.

I jeśli myślisz, że ja ten moment osiągnąłem, to od razu powiem Ci, że nie. Ale czuję, że to dobry dla mnie kierunek i w nim właśnie chcę się rozwijać, wykorzystując każdą okazję, by się tego uczyć - jak żyć w absolutnej zgodzie z samym sobą.

Czy potrzeba 3 związków, by nauczyć się z kimś być?

Podobno ekspertem jest ktoś, kto w danej dziedzinie popełnił wszystkie możliwe błędy. Jeśli tak - jestem ekspertem w dziedzinie tworzenia związków. Miałem ich tyle i pierdoliłem je na tyle możliwych sposobów, że powinienem mieć przed nazwiskiem tytuł doktora w zjebanych relacjach. Przez to być może nie jestem idealnym źródłem informacji o tym, jak budować doskonałe związki - ale za to chyba mogę myśleć o sobie jak o kompendium wiedzy na temat tego, czego w związkach nie robić.

Podobno trzeba 3 związków, by nauczyć się być z drugą osobą - niedawno spotkałem się z taką właśnie teorią. Moja historia w jakimś stopniu jest jej potwierdzeniem, a w pewnym - jej zaprzeczeniem.

Pierwszy facet. Zakochaliśmy się. Imponował mi wieloma rzeczami - bo był starszy, miał wykształcenie wyższe, był taki zaradny, obyty w świecie i jednocześnie spokojny i opanowany. Tak go kochałem, że chciałem z niego zrobić maskotkę-niewolnika. Kogoś, kto spełniałby idealnie moje wygórowane wymagania, które wtedy wydawały mi się "niezbędnym minimum". Robiłem z nim "poważne rozmowy", które prowadziły tylko do jednego - zjebanego nastroju. A ja wciąż wydziwiałem - jak księżniczka na ziarnku grochu. W końcu - gdy szlifowałem już klucze do jego złotej klatki - on uciekł. Bardzo cierpiałem, choć wiem, że dobrze zrobił.

W tamtym związku nie wiedziałem jeszcze, że druga osoba tak po prostu ma wolną wolę i to, że mnie kocha, nie uprawnia mnie do zrobienia z niego niewolnika.

Drugi facet. Wtedy było odwrotnie - oddałem mu całą kontrolę. Pomyślałem, że jeśli będę robił to, co on chce i kompletnie ignorował swoje potrzeby (a więc odwrotnie niż podczas pierwszego związku), to będziemy razem na zawsze szczęśliwi. Hmm... dopiero dziś, gdy ubieram to wszystko w słowa, widzę, jak idiotycznie to wygląda i brzmi. Ten nonsens doprowadził mnie do jeszcze większej emocjonalnej katastrofy, niż pierwszy związek. Pogrążony w chorobach, depresji - czułem, jak moje życie przestaje mieć jakikolwiek sens.

Nauczyłem się, że ignorowanie własnych pragnień jest gorsze, niż ignorowanie czyiś. Bo wtedy naprawdę nie ma już nikogo, kto by o nie zadbał.

Z tego okrutnego letargu wytrącił mnie trzeci facet. I tu - niczym w bajkach - powinno być klasyczne "i żyli długo i szczęśliwie..." Tak, oczywiście - ale tak dzieje się chyba tylko w bajkach heteryckich, gdzie kobieca stateczność i rozsądek są przeciwwagą dla nieposkromionych samczych popędów. To była jednak bajka typowo homo. Tym razem ja - nie wiedząc czemu - poczułem się jak w złotej klatce. Zanim się zorientowałem, jej bogato zdobione kraty po cichu zdążyły mnie otoczyć i pewnego dnia po prostu obudziłem się w luksusowym więzieniu. Miałem seks kiedy tylko chciałem, miałem śniadania do łóżka, miałem z kim porozmawiać, do kogo się zwrócić... Ale nie mogłem mieć znajomych, nie mogłem mieć konta na fellow (bo i po co mi? - spytał lęk), nie mogłem wyjść na zakupy, aby nie musieć się tłumaczyć, gdzie byłem i co robiłem.

W końcu oczywiście wszystko się rozpadło a ja poczułem - prócz dziwnej pustki w środku - również nieopisaną ulgę. Odzyskałem znów poczucie wolności, za które odpowiedzialność oddałem komuś, kto się do tego kompletnie nie nadawał w tamtej chwili.

To był mój trzeci związek. Jego pierwszy. To by wiele wyjaśniało.

Będąc z kimś w związku, wydaje się, że poznajemy drugą osobę. Nie sądzę. Poznajemy tylko lepiej samych siebie. Jak mówi poetka - "Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono." Dziś wiem już znacznie lepiej, czego chcę a czego nie. Coraz bardziej jestem świadomy swoich pragnień i tego, jakbym chciał, aby wyglądało moje życie. To nie jest absolutna pewność - to po prostu ogólne wrażenie, jakby zarys, generalny konstrukt. Rama, w którą chciałbym wsadzić kolejny obraz.

Czy zatem potrzeba 3 związków, aby nauczyć się z kimś być? I tak i nie. Tak, bo każdy z nich czegoś uczy. Nie, bo każdy z nich czegoś uczy o Tobie i o Twoim związku z samym sobą.

Tak naprawdę jedyną osobą, z którą musisz nauczyć się być, jesteś Ty sam. Wytrzymać z samym sobą do końca życia w spokojnym, harmonijnym i ułożonym związku - to wielkie wyzwanie. Czy umiesz wyzbyć się głupich potrzeb? Czy umiesz zaspokoić pragnienia swojego serca... sam? Czy umiesz sam siebie kochać tak, by niczego Ci nie brakowało wewnątrz? Czy możesz sam na sobie polegać? Czy czujesz, że dasz radę? Czy umiesz wyzbyć się lęków przed samotnością? Czy sam dla siebie jesteś tak dobrym towarzystwem, że nie wiesz, co to samotność...?

czwartek, 28 stycznia 2010

Encyklopedia Zasobów - tęsknota

Tęsknota za kimś lub za czymś jest uczuciem ni to dobrym, ni to złym.

Gdybym miał określić w możliwie najprostszy sposób, czym jest tęsknota, powiedziałbym, że jest ona wiarą w historię umysłową pt. "kiedyś było lepiej, niż teraz".

Pozytywna tęsknota jest wspierana dodatkowo przez nadzieję płynącą z historii pt. "to jeszcze kiedyś może się powtórzyć" (np. On wróci z wyjazdu i znów będziemy spędzać miło czas). Tęsknota negatywna - określana czasem mianem nostalgii - to dodatkowa historia pt. "to już nigdy nie wróci, zostało na zawsze stracone" (np. On odszedł z innym i nie mamy szans nigdy na to, by być znów razem).

Emocja tęsknoty niesie też ze sobą pewną cenną informację - dzięki niej wiemy, co jest dla nas ważne. Jeśli tęsknimy za krajem ojczystym - wiemy, że ojczyzna jest dla nas ważną wartością. Jeśli tęsknimy za przytulaniem się z bliską osobą - możemy spekulować, że przytulanie z nią jest dla nas czymś istotnym.

Informację tę można wykorzystać, by ustanowić cel na przyszłość - np. chcę znów to poczuć, chcę znów go mieć, chcę znów tam wrócić.

Natomiast czasem jest to niemożliwe (np. w przypadku powrotu do dzieciństwa). Wtedy trzeba się do tęsknoty zabrać od drugiej strony - od strony rozbijania historii.

"Kiedyś było lepiej, niż dziś"

1. Czy to prawda?

Stań przed lustrem i spytaj siebie, jak jest naprawdę.

2. Czy możesz być pewien na 100%, że to prawda?

Ja nie byłbym taki pewien :) Zauważ, że tęsknota zależy od tego, jak oceniasz teraźniejszość i pewien fragment swojej przeszłości. Oceń inaczej i zobacz, co się zmieni.

3. Czy ta myśl jest korzystna dla Twojego życia?

Niekoniecznie. Przez nią - zamiast być w jedynym prawdziwym momencie pt. tu i teraz - wracasz myślami do przeszłości, czyli do czegoś, co nie istnieje (bo gdyby istniało, nie byłoby to przeszłością!).

4. Kim byś był bez tej myśli?

Sądzę, że kimś, kto bardziej jest obecny w rzeczywistości, czyż nie?

***

Dla równowagi możesz znaleźć np. 3 wiarygodne przykłady potwierdzające, że jednak dziś jest lepiej, niż wtedy. Dziś np. jesteś mądrzejszy o pewne doświadczenia, czyż nie? Co jeszcze? Może masz więcej możliwości w życiu? Może masz więcej kasy? Może jesteś zdrowszy? Może wtedy miałeś jakieś zmartwienie, którego teraz już nie masz?

Po chwili okaże się, że nie wiadomo do końca, czy tak naprawdę kiedyś było lepiej, niż dziś. Dziś to jedyne, co mamy. Warto więc korzystać z tego momentu, zamiast tęsknić za czymś, co być nigdy nie wróci (doświadczenia nigdy nie wracają, zawsze są nowe - tylko wydają się podobne, bo umysł lubi kategoryzować, usuwając różnice i widząc jedynie podobieństwa - warto się tego oduczyć!).

Do napisania!

niedziela, 3 stycznia 2010

Nieszczerość z samym sobą - czyli masturbacje ego

"W innych możemy dostrzec tylko to, co mamy w sobie." - Byron Katie.

Co zrobić, aby dostrzec np. chamstwo albo miłość? To proste. Po pierwsze - musisz dysponować jakimś wyobrażeniem, czym jest chamstwo albo miłość (albo jeszcze coś innego). Wyposażając swój układ nerwowy w zestaw obrazów, dźwięków i odczuć względem danego zjawiska (np. chamstwo jest wtedy, gdy ktoś mnie opluje na ulicy, zwyzywa - wtedy się wkurzam i stąd wiem, że jest to złe) - mój mózg uczy się rozpoznawać dany wzorzec w otoczeniu.

Aby lepiej zrozumieć absurdy naszej percepcji, wybierzmy się w do dżungli. Żyje tam plemię, które zna dokładnie 3 kolory - żółto-pomarańczowy, czerwony i zielony. Ponieważ wytworzyli zaledwie 3 etykiety kolorów - ich układy nerwowe dzielą całe spektrum światła białego na 3 działki. Tak, jak to czynią małe dzieci, na rysunku malując twarz mamy na żółto - bo to w uproszczeniu jest kolor skóry.

W trakcie jednak rozwoju, zaczynamy dostrzegać więcej barw. Widzimy ich dokładnie tyle, ile potrafimy nazwać. Innymi słowy - nauczyliśmy swój mózg rozpoznawania pewnych wzorców.

Podobnie jest, gdy kupisz sobie samochód (albo ktoś z Twoich znajomych) i nagle dostrzegasz go na ulicy o wiele częściej, niż dotychczas. Albo ktoś jest ubrany w taki sam ciuch, jaki masz Ty - widzisz to z kilometra.

Niemal identyczna sytuacja jest wtedy, gdy rozpoznajesz ważne dla siebie wartości lub anty-wartości - a więc zjawisk, których pragniesz unikać. Masz pewne wyobrażenie o tym, jak wygląda miłość. Masz pewnie wyobrażenie o tym, jak wygląda chamstwo. Brak kultury. Szczęście. Rozkosz. Związek. Bogactwo. Itd. Każde z tych wyobrażeń to pewien wzorzec. Twój mózg używa go (poza Twoją świadomością) do rozpoznawania tych zjawisk w otoczeniu. Również w Twoim życiu.

Czasem nasze wyobrażenia są zbyt szerokie i zbyt wiele rzeczy pod nie przypada. Np. "brak kultury". Jeśli zdefiniujemy to wyobrażenie zbyt szeroko - ogromna ilość zaobserwowanych przez nas zachowań będzie etykietowanych jako właśnie brak kultury - z czym będziemy czuć się fatalnie.

Czasem nasze wyobrażenia są zbyt wąskie i za mało rzeczy w nie wpada. Ktoś mówi "Ciężko o prawdziwą miłość w dzisiejszych czasach" - oznacza to, że ma bardzo wąskie wyobrażenie o miłości i wpada w ten wzorzec bardzo niewielka ilość zachowań, które ten człowiek obserwuje. Myśli on: "Miłość jest tylko wtedy, gdy ktoś mnie przytula, całuje i głaszcze." - jeśli więc nie obserwuje tych zachowań - myśli, że ma "brak miłości".

W całym tym neurologicznym gąszczu dzieją się czasem rzeczy zdumiewające. Czasem powstaje jakiś rodzaj fundamentalnego zakłamania przed samym sobą. Odkryłem, że wcale nie boję się, że ktoś mnie okłamie, że ktoś będzie ze mną nieszczery. Odkryłem, że boję się, że sam przed sobą będę nieszczery. Że okłamię samego siebie.

Ludzie przybierają pozy, nie mają dostępu do prawdziwych wersji siebie. Postrzegają siebie i świat w sposób na tyle wąski, że pewnie rzeczy do nich nie docierają. Budują swoje ego w sposób nieekologiczny i przykry - dla nich samych i dla otoczenia.

Przeanalizujmy kilka ciekawych przypadków.

1. Pan Wesoły

Pan Wesoły jest wiecznie wesoły. Opowiada wszystkim dookoła, jaki jest szczęśliwy. Uważa, że jego życie jest doskonałe takie, jakie jest. I że nic nie trzeba w nim zmieniać. Gdyby zamknąć oczy i tylko go słuchać - można by ulec wrażeniu, że osiągnął błogostan duszy. Albo nirwanę. Żyje on w nieustannym przepływie najgłębszego szczęścia. Odnalazł bowiem jakąś tajemniczą receptę na emocjonalny sukces.

Wchodząc w interakcję z Panem Wesołym szybko zauważysz, że nie znosi on i nie toleruje żadnego "smucenia". Jeśli będziesz chciał się z nim podzielić swoimi problemami, porozmawiać o nich itd. - przez pewien czas będzie Cię tolerował. Jednak w którymś momencie okaże daleko idące niezadowolenie: "Ty wiecznie jęczysz, narzekasz, wyluzuj." Zaryzykuje zerwanie z Tobą kontaktu, by ocalić swój idealny świat.

Pozornie idealny.

Tak naprawdę Pan Wesoły jest w głębi duszy bardzo smutny. Jego wesołość jest bowiem maską, której zadaniem jest ukrycie jego smutków gdzieś głęboko w sobie. Nie tylko przed otoczeniem. Ale przede wszystkim - przed samym sobą.

Ponieważ Pan Wesoły nie toleruje smucenia i narzekania u kogoś - nie toleruje go również u siebie. W związku z tym prawdopodobnie sam nawet nie wie, że coś w jego modelu świata wymagałoby ulepszenia. Nie skorzysta z szansy, jaką dają mu złe emocje. Szansy, by stać się lepszą wersją siebie.

Pan Wesoły to ego, które powstało w efekcie bardzo smutnych przeżyć. Jest próbą obronienia się przed nimi, pokazania innym: Hej, pomimo chujni w życiu radzę sobie doskonale!

2. Pan Kulturalny

Pan Kulturalny wchodzi do towarzystwa i niezwykle elegancko oraz głośno wita się ze wszystkimi. Od razu widać, że bardzo chce sprawić wrażenie na innych: "Ach, jestem taki kulturalny." Pan Kulturalny uśmiecha się. Nie dlatego, że jest uradowany. Ale dlatego, że tak wypada.

Pan Kulturalny dyskutuje na modne tematy, przepuszcza panie przodem, jest szarmancki do bólu - momentami aż plastikowy.

W efekcie tłumi w sobie każdą złość. Nawet tą najmniejszą, która zdarza się przecież każdemu. Bo przecież "nie wypada się denerwować". Na co się złości? Na to, że inni nie mają kultury. To skandal, bo przecież on jest taki kulturalny - zatem inni też być powinni, prawda?!

Jego złości kumulują się, gromadzą niczym spiętrzona woda za tamą. Tamą, która w końcu pęka i dochodzi do emocjonalnej powodzi. Gdzieś tam w tle, w zaciszu domowym. Rozgrywają się ciche dramaty Pana Kulturalnego.

I wtedy jego kultura pęka niczym bańka mydlana.

Wtedy gęsto sypią się kurwy i chuje. Wtedy Pan Kulturalny widzi sam brak kultury - nie u siebie. U innych. Ma prawdziwą kronikę braku kultury innych ludzi. Widzi brak szacunku, który karze brakiem szacunku. Widzi arogancję, którą karze aroganckim zachowaniem.

Pan Kulturalny to ego, które postało w wyniku poczucia poniżenia spowodowanego przez czyjeś bardzo niekulturalne zachowanie. Jego misją jest obrona przed tego typu urazami i pokazanie światu: Jestem kimś lepszym!

3. Pan Mądrzejszy

Pan Mądrzejszy sprawia wrażenie człowieka inteligentnego - przynajmniej w pierwszym podejściu. Generalnie sili się wszelkie atrybuty kogoś mądrego. I chwała mu za to.

Problem pojawia się po dłuższej interakcji z nim. Wtedy możesz zacząć podejrzewać, że on Cię słyszy - ale Cię nie słucha. Ooo, jak to możliwe? - dziwisz się wtedy. To proste. Po co miałby Cię słuchać, skoro jesteś od niego głupszy. A więc gadasz głupoty. A on przecież wie lepiej, prawda? Zawsze. Zawsze wie lepiej!

W końcu Pan Mądrzejszy robi Ci wykład. Ewentualnie kazanie. Twoją rolą jest siedzieć cichuteńko i słuchać spływającej z niebios mądrości. Pan Mądrzejszy powie Ci dokładnie, co masz robić i dlaczego, a Ty musisz się z tym zgodzić. Jeśli się nie zgodzisz - spotka Cię kara. Pan Mądrzejszy może nawet posunąć się do jawnego wypowiedzenia swojego osądu: "Jesteś idiotą, skoro się za MNĄ nie zgadzasz!". Jeśli masz swoje zdanie a tylko przytakniesz - Pan Mądrzejszy - w całej swojej mądrości - nie będzie nadal wiedział, dlaczego się z nim zgodziłeś a i tak robisz coś innego.

Od Pana Mądrzejszego nie oczekuj zrozumienia. Zrozumienie to konsekwencja korzystania ze swojej mądrości. Pan Mądrzejszy twierdzi, że ją ma. Pewnie ma. Ale czy z niej korzysta? Czy człowiek korzystający z mądrości - ocenia innych jako głupków?

Pan Mądrzejszy to ego, które powstało w wyniku ośmieszenia delikwenta za jego niewiedzę (np. klasa śmiała się, bo czegoś nie wiedział). Teraz ma bronić jego twarzy przed poczuciem wstydu, że czegoś nie wie. Ma pokazać innym: Ja wiem lepiej!

4. Pan Szczery

Oj, to jeden z moich ulubionych :) Pan Szczery oczywiście twierdzi, że jest szczery. Co więcej - domaga się od innych, by również byli szczerzy - wiecznie mówili prawdę i tylko prawdę. Trochę, jak przed sądem.

Wszystko jest okej do momentu, w którym gadacie o pogodzie. Gdy jednak tematy schodzą na sprawy światopoglądowe, od Pana Szczerego dowiesz się, że wszyscy ludzie są zakłamani i oszukują. Gdy spytasz, skąd to wie - on zdziwiony odpowie: Jak to? Nie widzisz?

Nie pomoże tłumaczenie, że Ty żyjesz w świecie, w którym szczerość i prawdomówność jest raczej standardem i że nie trzeba od każdego domagać się tych właśnie wartości. Wersja świata wg Pana Szczerego jest prawdziwsza, niż Twoja. Zresztą... prawdopodobnie go okłamałeś, mówiąc, że u Ciebie szczerość i prawdomówność jest na porządku dziennym. Nawet na pewno!

W końcu okaże się, że ciągle kłamiesz i kręcisz. Możesz nie wiedzieć kompletnie, o co chodzi. Ważne, że Pan Szczery wie. On Ci opowie, w jaki sposób jesteś zakłamaną świnią. Choćbyś przysięgał na życie matki, że mówisz prawdę - on doszuka się "niespójności" w Twoim zachowaniu. Coś z czymś w końcu nie będzie się zgadzać. Np. powiesz, że zrobisz na śniadanie omleta - a zrobisz jajecznicę! AAA!

Zgadnij co zrobi wtedy Pan Szczery? Oczywiście zacznie jeszcze bardziej i dosadniej domagać się od Ciebie szczerości i prawdomówności, sugerując Ci, że kłamiesz, że jesteś może nie do końca, ale jednak obłudną, zakłamaną świnią. A to mała docinka w rozmowie. A to mały foszek pierdolnięty na boku. Po jakimś czasie odkryjesz, że tego pana coś dręczy.

Szybko też wyjdzie na jaw, że on nie mówi Ci wszystkiego, co myśli. W końcu nie powie Ci wprost, że uważa Cię za zakłamaną świnię - pomimo, iż nieskończona szczerość, jaką się kieruje, powinna mu to nakazać. A jeśli powie - to raczej skończy to wasz kontakt. Bo powstaje pytanie - czy chcesz zadawać się z człowiekiem, który widzi w Tobie tylko zakłamanie?

Pan Szczery to ego, które powstało w wyniku negatywnych doświadczeń związanych z okłamaniem. Ktoś delikwenta okłamał, on czuł się jak naiwniak - teraz wszystkich podejrzewa o kłamstwo, by uniknąć powtórki z rozrywki. Ego to ma pokazać: Jestem bystrzejszy, sprytniejszy od Ciebie! Nie oszukasz mnie!

***

Jak postępować z takimi egami, których percepcja ewidentnie oddala się od rzeczywistości? Przetestowałem kilka strategii. Oto - z okazji Nowego Roku - prezent dla Ciebie. Instrukcja obsługi ego żyjących mocno w swoich światach. Baw się:

Pan Wesoły

Najgorsze, co możesz zrobić w jego towarzystwie: udawać, że jesteś 24 h/dobę cudownie wesoły. Oczywiście życzę Ci, byś był wesoły, niemniej gdy - będąc smutnym czy przygnębionym - będziesz przy Panu Wesołym paradował z uśmiechem na ustach (bo on przecież nie strawi Cię przygnębionego) - staniesz się taką samą sztuczną kukiełką, jak on. Masz prawo czuć się źle. On tego nie rozumie, ale to jego problem. Sam będzie się przez to czuł źle - choć będzie szedł w zaparte, że z Twoim smutkiem nie ma żadnego problemu.

Najlepsze wyjście: Z każdym smutkiem uderzać do Pana Wesołego. W końcu albo nauczy się z nim obchodzić i nie tracić swojego humoru w obliczu Twoich problemów czy dylematów. Albo spierdoli za ocean - czego Ci życzę, bo jeśli jest sztuczny, to lepiej, żeby się oddalił.

Pan Kulturalny

Najgorsze, co możesz zrobić w jego towarzystwie: silić się na bycie tak kulturalnym, jak on. Albo lepiej. Wtedy będziecie mieli wyścig, kto jest bardziej szarmancki, lepiej wychowany itd. Dojdzie do takiego absurdu, że ktoś nie wytrzyma. Utrzymywanie takiej sztucznej pozy dłużej niż 5 minut grozi nudnościami. Nikt nie jest w stanie zjeść plastiku. W końcu - by poniżyć swojego rywala, a więc Ciebie - Pan Kulturalny jednak znajdzie w Tobie jakiś mankament. Oczywiście nie opanuje się, by Ci o tym nie powiedzieć (tak robią kulturalni ludzie, prawda?). I wtedy zacznie się boruta. Bynajmniej nic z kulturą wspólnego nie mająca.

Najlepsze wyjście: Wyłożyć nogi na stół, harnąć do popielniczki, beknąć po jedzeniu a na koniec puścić taaaakiego pierda, że tapety pożółkną. Wtedy Pan Kulturalny albo nauczy się tolerować brak kultury. Albo wyjdzie oburzony, budując swojego iluzoryczne ego pt. "Boże, jaki ja jestem bardziej kulturalny od niego! Jest, jest, jest!".

Pan Mądrzejszy

Najgorsze, co możesz zrobić w jego towarzystwie: Zacząć słuchać jego wykładów, przytakując i potwierdzając. Wtedy utwierdzisz go w jego rzekomej bezgranicznej mądrości, a on będzie się czuł, jak pączek w maśle. Ponieważ będziesz jednym z nielicznych, którzy chcą go słuchać - będzie do Ciebie lgnął. A więc gwarantujesz sobie miejsce na jego przyszłych wykładach o życiu i śmierci. A rano zrobisz mu jajecznicę. W rzeczywistości będzie Cię wykorzystywał do mentalnej masturbacji swojego ego. To strata czasu.

Najlepsze wyjście: Przetestować jego cierpliwość i pokorę. Jeśli ktoś jest mądry w rzeczywistości - będzie pokorny. Spotkaj się z Panem Mądrzejszym... i zrób mu wykład. Z całą pewnością w głosie mów to, co naprawdę uważasz. Albo nauczy się rzeczywiście słuchać i brać pod uwagę to, co myślisz. Albo nie i - jak poprzednicy - spierdoli za horyzont. Tam może znajdzie biedne, głupie owieczki, które trzeba będzie nauczać.

Pan Szczery

Najgorsze, co możesz zrobić w jego towarzystwie: Zacząć go zapewniać, że jesteś względem niego szczery i mówisz prawdę. Oj jo joj. Lepiej już od razu odstrzel sobie łeb. Nic dla niego nie zabrzmi bardziej fałszywie, niż właśnie to. Uruchomisz jego podejrzliwość, czujność itd. Te idiotycznie użyte w tym kontekście zasoby otworzą mu drogę do postrzegania tego, czego nie ma: nagle okaże się, że się z niego "nakpiewasz", że "stroisz sobie żarty z niego" itd. Nie będziesz wiedział, o co kaman! Ni w chuj.

Najlepsze wyjście: Powiedzieć mu, że cały czas kłamiesz. Że wszystko, co mówisz, jest totalnym kłamstwem od A do Z. Nawet to, co mówisz teraz - że wszystko, co mówisz, jest kłamstwem. Wszystko. Zawsze. Całe Twoje życie to konfabulacja. W rzeczywistości nawet inaczej masz na imię, niż masz. Albo weźmie to za żart i wyluzuje poślady. Albo serio się wystraszy i spierdoli za horyzont gonić Pana Wesołego, Kulturalnego i Mądrzejszego.

***

Deinstalując lipne ega, dostajesz się do Prawdziwego Siebie. Takiego, który niczego się nie boi - nie boi się, że go ktoś okłamie, że go ośmieszy, że ktoś go skrzywdzi albo poniży. Takiego, który cieszy się życiem i nikomu nie musi nic udowadniać. Tym bardziej sobie.

Korzystaj.

P.S. Jeśli myślisz, że ten artykuł nie dotyczy Ciebie; że tak naprawdę żadna z wymienionych poz nie ma z Tobą nic wspólnego - na pewno masz rację. Oczywiście. Na 100%. Jasssne. Hahaha!

środa, 2 grudnia 2009

Błędy nie istnieją - są tylko rezultaty

Dawno, dawno temu żył sobie ktoś, kto uważał siebie za kogoś mądrzejszego od innych. Postanowił on ustalić, jak pewne rzeczy powinny być robione. Zadecydował, co to znaczy "robić coś właściwie" - powołując w ten sposób - zupełnie nieświadomie - instytucję błędu. No bo skoro można coś robić właściwie, to znaczy, że można też niewłaściwie - a więc błędnie. I wtedy rozpoczęła się epoka poczucia winy.

Czy to prawda, że błąd istnieje? Czy zdarzyło Ci się kiedykolwiek widzieć błąd? Jeśli sądzisz, że tak - pozwól się poinformować, że to nie był błąd - to było czyjeś zachowanie, do którego dokleiłeś etykietkę "błąd", uznając je za niewłaściwie. Innymi słowy - postawiłeś się w roli wszechwiedzącego, który osądza, co być powinno robione, a co nie. Czy wiesz to lepiej od drugiego człowieka? Czy wiesz lepiej od Wszechświata, co być powinno robione?

Gdybyśmy odarli świat z etykiet i nie wiedzieli, co jest błędem a co "prawidłowym zachowaniem" - okazałoby się, że pewne rzeczy są prostsze. Nie byłoby poczucia winy, żalu, nie byłoby świętego oburzenia na kogoś. Byłby za to święty spokój.

Błędy nie istnieją - są tylko rezultaty zachowania, których akurat w danym momencie nie chcesz.

Mówiąc sobie "chcę osiągnąć X" - robisz sobie tzw. wizję tunelową. Przestajesz dostrzegać wszystko, co nie jest X. To oczywiście pozwala Ci z jednej strony skoncentrować się na rezultacie, z drugiej - nie pozwala Ci zaakceptować swoich "błędów" - a więc niepożądanych rezultatów, które będziesz uzyskiwał po drodze do celu, ucząc się. Chciałeś zarabiać 5000 złotych miesięcznie, a zarabiasz 7000. No cóż, trudno. Uda się następnym razem.

Przypuśćmy, że zakładasz firmę, bo chcesz zarobić milion złotych. Robisz od razu interes i zarabiasz milion. Po sprawie. Czy czegoś nowego się nauczyłeś?

Jeśli ustalasz sobie cel i osiągasz go za pierwszym razem - znaczy to, że niczego się nie nauczyłeś. Bo przecież wiedziałeś od razu, jak to osiągnąć. Natomiast robiąc coś i nie osiągając tego, co zamierzałeś - odkrywasz nowe rzeczy. Tak powstawały największe wynalazki.

Cokolwiek robisz - ma to rezultat. Zawsze. Ale ludzie z wizją tunelową niestety tego nie dostrzegają - tak są zaślepieni tym, co chcą osiągnąć, że nie widzę tego, co osiągnęli. Mówią: "Nie mam żadnych osiągnięć", co jest oczywistą i frustrującą bzdurą. Nie można nie mieć osiągnięć - można mieć tylko zamknięte oczy.

"Mam XX lat i nic nie osiągnąłem." Bullshit. Rozejrzyj się. Masz znajomych, jakich masz, robisz to, co robisz. Codziennie masz miliony rezultatów. Zobacz, ile masz doświadczeń. Ile pięknych chwil na koncie. A że to nie jest to, co wydaje Ci się, że byłoby dla Ciebie najlepsze - to zupełnie inna sprawa. Może nadszedł czas, by zaufać Wszechświatu i odkryć, że on wie lepiej, co jest dla Ciebie najlepsze...? Że przeciwstawianie się Jego Woli jest głupotą i skazywaniem się na cierpienie...?

Wszechświat jest hojny i nieskończenie mądry. Zawsze coś daje w zamian. Nawet oddychanie ma swoje rezultaty. Nawet leżenie na łóżku cały dzień. Wszystko. Trzeba tylko mieć na tyle otwarty umysł, by oczy mogły to dostrzec a uszy usłyszeć. Jest akcja, jest też reakcja Wszechświata (absolutnie nie przyczyna i skutek!). Reakcja ta zawsze jest mądrzejsza. Nie musimy mieć mądrości w sobie - największa mądrość to Wszechświat. On lepiej wie, co jest dla Ciebie najlepsze. Jeśli nie daje Ci czegoś - to znaczy, że tego nie potrzebujesz. Skąd to wiem? Bo tego nie masz. A jeśli coś masz, to dlatego, że właśnie tego potrzebujesz. Skąd wiem? Stąd, że to masz!

Jesteśmy mrówkami. Przemierzamy ogromne przestrzenie kosmosu, widząc zaledwie kilka metrów przed sobą. Wydaje nam się, że gdybyśmy zrobili ogromny skok do przodu - np. kilka milionów lat świetlnych - to byłoby dla nas lepiej. Ale nie wiemy tego naprawdę. Nie wiemy, co tam jest - tylko nam się wydaje. Może jest tam dobrze a może jest tam źle. I dlatego czasem Wszechświat nas chroni - nie pozwala nam skoczyć w przepaść, bo wie, że byłoby to dla nas złe. I dlatego idziemy nadal swoimi ścieżkami, swoim tempem. Dostajemy to, na co jesteśmy gotowi. Bo to jest dla nas dobre.

"Od nadmiaru pieniędzy ludzie wariują" - słyszę, siedząc wśród znajomych. I już wiem, że ten, kto to wypowiedział, prawdopodobnie nigdy nie będzie miał nadmiaru pieniędzy. Dlaczego? To proste. Kto chciałby zwariować? Nikt. Dlatego też ten człowiek będzie podświadomie bronił się przed większą gotówką - bo będzie się bał, że zwariuje. Logiczne. Ta myśl nie jest korzystna dla życia. Ale nie walczę z tym - to jego ścieżka. Mogę mu to powiedzieć - może ma na tyle otwarty umysł, by to pojąć? A jeśli nie - po prostu napijemy się herbaty.

Wyjdźmy jednak poza to przekonanie, że "od nadmiaru pieniędzy ludzie wariują". Wszyscy ludzie? Czy można mieć nadmiar pieniędzy? Czy można mieć nadmiar pieniędzy i nie zwariować? Zastanów się nad tym chwilę. Jeśli mam w tej chwili na koncie 5000 złotych - to znaczy, że dokładnie do tej sumy dorosłem, dojrzałem. Że na takie pieniądze zasłużyłem. Nie jest ich ani za mało, ani za dużo - dokładnie tyle, ile powinno być. Idealnie na czas. Cóż za precyzja i wyczucie!

Ja sądzę, że ludzie wariują z braku pieniędzy! Czy to nie jest prawda? Zobacz. Chodzą wystraszeni, że nie będą mieli z czego zapłacić rachunków. Że zachorują i nie będą mieli kasy na leczenie. To jest wariactwo! Dlatego chcę mieć pieniądze - żeby nie zwariować!

Czy mogę źle je wydać? Nie! Wydam je dokładnie na to, na co powinienem wydać - opierając się na swojej najwyższej wiedzy w danej chwili. Na cokolwiek je wydam - coś zyskam, będę miał jakiś rezultat. Czasem przedmiot, czasem ktoś zrobi coś dla mnie. Czasem po prostu "stracę je" (jakby kiedykolwiek należały do mnie, a nie do Wszechświata), by się czegoś nauczyć. Nie można źle wydać pieniędzy. To iluzja, która budzi lęki (zanim to się niby stanie) i poczucie winy (po tym, jak to się niby stało).

Gdyby na świecie nie było ludzi - czy istniałyby jakiekolwiek "błędy"?

Nie ma ludzi - nie ma błędów. Nie ma problemów, nie ma nowotworów, nie ma porażek, bankructw, długów. Nie nakłaniam Cię jednak do zabijania ludzi :) Chodzi mi o zrozumienie, że to my wszystko powołujemy do istnienia - niczym bogowie, którzy są tak potężni, że tworzą wszystko, i jednocześnie nie wierzą w to, że są bogami i że tworzą wszystko.

Poniżamy się, sądząc, że jesteśmy kimś gorszym, niż Bóg.

Na własne życzenie odejmujemy sobie sił, chęci, wiary. To smutne, ale jest to nauka. Póki co uchodząca za bluźnierstwo, ale coraz więcej osób budzi się. I odkrywa swój potencjał. Ty będziesz następny, prawda?

Idź przed siebie. Wiedz, czego pragniesz, i miej świadomość, że Wszechświat da Ci to dokładnie w tym momencie, w którym będziesz tego naprawdę potrzebował (a nie wtedy, kiedy wydaje Ci się, że tego potrzebujesz). Możesz zaufać bezkresnej mądrości Uniwersum - ono łagodnie poprowadzi Cię przez doświadczenia. Gdy pozbędziesz się opowieści - a więc obaw, lęków i zahamowań - to będzie łatwe. Może będziesz miliarderem..? Może będziesz żebrał na ulicy? Może będziesz zdrowy, może chory? Cokolwiek będzie się działo - wiedz, że wszystko gra. Że to Twoja ścieżka. Zaakceptuj to i daj się podróżować dalej. Zobaczysz, co ekscytującego stanie się potem.

Wszystko jest tymczasowe - poza tym stwierdzeniem. Ono jest wieczne.

Coś jest, a potem tego nie ma, bo rozpuszcza się w probabilistycznej zupie. A po chwili coś znów się z niej wyłania. Jedyne, co można przewidzieć, to to, że nic nie da się do końca przewidzieć. Oto sekret, którego nigdy nie było - bo to oczywista oczywistość. Coś, co mieliśmy przed oczami całe życie.

Nas, Gejów, ludzie często nazywają "błędami", "genetycznymi zjebami" etc. Zabawne. Ludzie, którzy tak sądzą, myślą, że przyroda może się mylić. Że Wszechświatu popierdoliło się coś i zrobił nas przez pomyłkę. To musi być dla nich bardzo stresujące, wierzyć w to, że jesteśmy błędami. A my mimo to nie znikamy, nadal jesteśmy Gejami! Dla mnie to tak niedorzeczne, że chce mi się śmiać. Wprost nie mogę uwierzyć, że oni w to wierzą!

Czuję się całkowicie potrzebny Wszechświatu. Czuję całym sobą, że gram jakąś istotną rolę - nawet, gdy w danym momencie oglądam Mango Gdynia, drapię się po dupie czy podziwiam obłoki na niebie. Wszechświat by się bez tego nie obył. Nie mógłby istnieć, gdyby nie ja i moja dupa, po której się drapię. Stworzył dla mnie przepiękne obłoki a ja miałbym ich nie dostrzec..?

Wszechświat stworzył DreamWalkera. I jego bloga. I Ciebie - Czytelnika tego bloga. I tę wyjątkową chwilę, w której się teraz spotykamy. Od początku istnienia wszystko zmierzało do TEJ właśnie chwili. Czy to nie magiczne? Teraźniejszość jest podniosła. Jest cudem.

Ciekawe, co wydarzy się już za moment...?

niedziela, 29 listopada 2009

Żyjemy w najdoskonalszej wersji Wszechświata

Włączam telewizję i widzę manifestację antygejowską. Ludzie ubrani na czarno, niosą transparenty z hasłami "zakaz pedałowania". Są pełni nienawiści, świętego oburzenia. Pojawia się w mojej głowie myśl: "Tak być nie powinno..." I zaraz po tym pojawia się stres. Zaraz, zaraz - myślę sobie. Czy to prawda, że tak być nie powinno? Skąd wiem? I jak się czuję, gdy daję wiarę tej myśli? Czuję stres! Więc odwracam myśl - Tak być powinno... I nagle Wszechświat odkrywa przede mną kolejny swój sekret:

Jestem Gejem, aby uczyć homofobów akceptacji.

Jestem ich lekcją tolerancji. To jest piękne i prawdziwe - chcę ich tego uczyć. Ba, nawet nie muszę chcieć! Nic nie robię a i tak ich uczę - samym faktem, że jestem. Czy to nie zdumiewające?

I nagle ta sama manifestacja nie wygląda już dla mnie tak, jak przed chwilą. Widzę ludzi, którzy cierpią z powodu swoich poglądów. Są zagubieni, ich umysły wierzą w krzywdzące ich samych brednie, walczą z Rzeczywistością, walczą z Wszechświatem, który wie lepiej, kto jakiej ma być orientacji. To musi być bardzo, bardzo stresujące doświadczenie być homofobem. Mieć osobisty emocjonalny problem z czyjąś orientacją...

Ufam Wszechświatu. Już wiem, że On wie lepiej ode mnie, co jest dla mnie dobre. Ja mam ograniczoną percepcję, widzę tylko to, do czego się przyzwyczaiłem. Wszechświat widzi wszystko.

Dlatego też chcę tego, co On. Wszystko, co się dzieje, jest wolą Wszechświata. Gdy kieruję się tym samym pragnieniem, co Wszechświat - żyję w Niebie. Wszystko jest dokładnie takie, jak powinno być. Bez wyjątku. Każda śmierć i choroba, każda wygrana w totolotka, każdy orgazm i każdy ból.

Widzę samochód, który potrącił pieszego pod moim domem. Wiem, że tak być powinno. Nie mogło być inaczej. Że cały Wszechświat zmierzał do tego momentu. Nie wiem dlaczego, bo jestem za głupi. Ale ufam Wszechświatu. On wie. Gdybym wyszedł z błędnego założenia, że wiem lepiej, jak być powinno - skazałbym się na piekło. Sądziłbym, że wiem lepiej od Wszechświata, jak powinien On wyglądać, działać itd. Cóż by to była za ułuda. Cóż za bluźnierstwo! Oczywiście, gdybym mógł temu zapobiec - zapobiegłbym. Ale nie było mi to dane. Teraz mogę tylko zadzwonić po pogotowie.

Walka z Wszechświatem zawsze skazana jest na porażkę. To jedyne piekło, na jakie można się skazać. To jedyne źródło cierpienia - nie zgadzać się z tym, co jest. Jeśli jednak chcę tego, co Wszechświat (Bóg, Rzeczywistość) - czuję przepływ.

Oto nagle z probabilistycznej zupy wyłania się Plan. Mogę doświadczyć wszystkiego, bo na wszystko otwiera się mój umysł. Ale z jakiś niepojętych dla mnie przyczyn, bezimienna inteligencja daje mi to, co mi daje. A jedyne, co mogę zrobić, to przyjąć to. Nie muszę niczego wybierać - to zostało wybrane za mnie. Walka z tym byłaby męczarnią.

Jeśli Wszechświat chce, bym był milionerem - będę nim. Jeśli chce, bym żebrał o złotówkę na ulicy - będę żebrał o złotówkę na ulicy. Jeśli chce, bym był zdrowy - ozdrowi mnie. Jeśli chce, bym miał ciężką, nieuleczalną chorobę - taką chorobę będę miał. Jeśli chce, bym miał przy sobie idealnego faceta - takiego też mi ześle. I będzie on przy mnie bez żadnych starań, bez żadnych zabiegów i podchodów. A jeśli nie - to nie. To będę sam. Bo chcę tego, co chce Wszechświat. On wie lepiej, ja nie.

Jednak nie oznacza to, że jeśli wpierdolę się w szambo, to w nim zostanę. Po prostu zaakceptuję to, że się wpierdoliłem. A potem z niego wyjdę. I zaakceptuję to, że wyszedłem.

Tak naprawdę najdoskonalszy z najdoskonalszych Wszechświat decyduje i wybiera za nas a my, snując opowieści, które uznajemy za prawdziwe o nas i o świecie, wybieramy, co z tym zrobić.

Nie ma doskonalszej wersji Wszechświata niż ta, w której żyjemy. Swoimi myślami powołujemy do istnienia alternatywne Wszechświaty, sądząc, że są lepsze. Bzdura. Nie ma lepszych - to iluzje. Nie ma alternatywy dla Wszechświata, dla Rzeczywistości. Żyjesz tu, gdzie żyjesz. Doświadczasz tego, co doświadczasz. Albo to akceptujesz i żyjesz w nieustającym przepływie i koherencji serca, albo z tym walczysz, skazując się na stres i cierpienie.

Jestem zdumiony, gdy zaczynam dostrzegać precyzję tego, co się dzieje. Widzę rozlaną herbatę. Nie mam już historii pt. "Herbata nie powinna być rozlana." Skoro jest rozlana, to powinna. Skoro zechcę ją pościerać, to ją pościeram - to znaczy że powinna być pościerana. Jeśli jej nie pościeram - to nie powinna. Nie mnie osądzać. Moja wola jest wolą Wszechświata.

Chcę tego, co chce Wszechświat a Wszechświat chce tego, co ja chcę.

Zapamiętaj dobrze to zdanie. Jest synonimem najwyższej harmonii. Gdy je pojmujesz, odkrywasz idealną Jedność ze wszystkim, co jest. Nie ma już z czym walczyć - masz to, czego chciałeś. Jesteś każdym, kimkolwiek kiedykolwiek chciałeś być. Nie ma już nic do osiągnięcia i do zrobienia. Twoja wola została już spełniona - zanim ją sobie uświadomiłeś. Jedyne co pozostaje to doświadczać tego w niekończącym się przepływie.

Ostatnio zachorowałem. Infekcja zaczęła przejmować kawałek po kawałku mojego organizmu. Powoduje ona problemy z trawieniem, zanik popędu seksualnego, problemy z pamięcią. Leki próbowały ją zatamować, ale nie dawały rady. Ja ciągle jednak pracowałem z The Work. I zrozumiałem, że jeśli choruję, to choruję - i tak być powinno. Nie wiem, dlaczego. Jestem za głupi, by odpowiedzieć, dlaczego ja, dlaczego teraz, dlaczego tak a nie inaczej. Ale nie potrzebowałem tych informacji, aby zaakceptować to, co się dzieje.

I nagle zaczęły same pojawiać się rozwiązania. Same zapukały do moich drzwi. W postaci czyjejś rady. W postaci programu w telewizji. W postaci artykułu w internecie.

Odkryłem, że jeśli chcesz się czegoś pozbyć, wystarczy pozwolić temu rozkwitnąć. Pozwól zagrać temu rolę swoim życiu. A potem przestanie to być problemem.

Nie wiem, co będzie dalej. Może będę chorował dalej, może nie? Nie wiem też, jakie ma to znaczenie.

Musiałem całkowicie zrezygnować z cukru w mojej diecie, by nie dać temu się rozwijać. O dziwo - nie sprawiło mi to żadnego problemu. Ludzie obok mnie jedzą słodkie rzeczy, mówią jakie są pyszne, a ja jem te rzeczy ich ustami, doświadczam ich rozkoszy i to mi wystarcza. Nie potrzebuję tego cukru, by być szczęśliwszym.

To było takie proste, osiągalne, logiczne i klarowne. Ludzie mówią mi, że nie daliby rady tak się powstrzymywać, jak ja. Ale ja nie muszę się powstrzymywać! Ja naprawdę nie chcę jeść cukru, bo nie chcę. Gdy upewnię się, że mogę go jeść, bo choroba się cofnęła - sięgnę po niego, bo tak będę chciał. Albo nie będę - tego nie wiem na pewno.

To magia.

Nie wiem, czy dam radę... w przyszłości. Ale wiem, że daję radę - tu i teraz. Żyję. Patrzę. Piszę i oddycham. To dowody. Cokolwiek się dzieję - daję rady. To nie jest tak, że muszę się sprężać z tego powodu, wysilać. To moje dawanie rady po prostu się dzieje. Nic, absolutnie nic nie mogę zrobić, by nie dawać sobie rady. Cokolwiek się dzieje - daję rady. Ty też. Dostrzeżesz to, gdy wywalisz wszystkie historie pt. "nie daję sobie rady". Przykro mi, nie masz innej opcji. Zawsze dajesz sobie rady. Nawet, jeśli siądziesz na krawężniku i się rozpłaczesz, nawet jeśli powtarzasz w kółko "nie dam sobie rady" - to też sposób, w jaki dajesz sobie radę.

Jak można tego nie dostrzegać?

Nie umiałbym w najśmielszych snach wykreować niczego wspanialszego, niż to, co się dzieje we Wszechświecie tu i teraz. W Nim jest miejsce na wszystko, co sobie wymyślimy. On jest wszystkim, co sobie wymyślimy. Tworzymy go a On tworzy nas. To cykl, który dzieje się czy nam się to podoba, czy nie. Czy go dostrzegamy czy też nie.

Jesteś Gejem, bo tak zostało wybrane. Jesteś Gejem, by uczyć ludzi akceptacji rzeczywistości. Jesteś ich lekcją zrozumienia. Nie musisz nic robić, by to robić - samym faktem istnienia uczysz. Uczysz ich, a więc siebie, bo wszystko jest Jednością i nie ma "ich" ani "siebie".

To takie proste, gdy się nie wierzy własnym myślom. Baw się.

środa, 25 listopada 2009

Kim byś był bez swojej historii? - podważ determinizm i bądź wolny

Zapadał gęsty zmrok a niebo zaiskrzyło się tysiącami gwiazd. Położyłem się na chłodnej trawie. Zawszę, gdy patrzę na Drogę Mleczną, czuję się taki mały i jednocześnie absolutnie w ciszy zdumiony ogromem i nieskończonym pięknem gwiazd. Nasza galaktyka ma około 100 miliardów gwiazd...

I pomyśleć, że naukowcy odkryli takich galaktyk setki, tysiące. Układają się one w niepojęcie wielkie gromady i włókna, ciągnące się miliardy lat świetlnych. Z tej perspektywy nie jestem nawet atomem, nawet kwarkiem. Jestem czymś tak niepojęcie małym, a jednocześnie czymś, w czym obudziła się boska świadomość istnienia. W tym świecie nic nie znaczę. Jestem kosmicznym pyłkiem, stworzonym z tych samych cząstek, które tworzą wnętrza gwiazd.

To świat deterministyczny, w którym rządzi prawo przyczyny i skutku. Tu jest grawitacja, tarcie, prędkość i pęd. Cała ta bezduszna mechanika deterministycznego Wszechświata przypomina doskonałą, precyzyjną maszynę, w której zdaję się być tylko małym trybikiem. Trybikiem zdeterminowanym genami, środowiskiem, tym, co zje i wypije. Pewnego dnia przetrę się i moja rola skończy się.

Lecz gdy zamykam oczy, przenoszę się do innego świata. Do świata, w którym determinizm się kończy, a zaczyna się probabilistyka. Tu przestaję być trybikiem, a zaczynam być Bogiem. Moja świadomość łamie w nim przyczyny i skutki. To ona ustala znaczenia i osądza. Tutaj tworzę i zmieniam to, co chcę, a moje ciało podąża. Podążają za tym moje zachowania, a potem całe uniwersum. To wszechświat w którym tylko ja mam władzę. Tak wielką, że mogę się nawet jej pozbyć i udawać, że nigdy nie była moja. By tworzyć swe dzieła i zapominać, kto był ich autorem.

W tym moim wszechświecie biegnę po powierzchni księżyca, delikatnie i elegancko odbijając się w zwolnionym tempie od jego powierzchni, wzburzając kłęby kosmicznego pyłu. Biegnę, a błyszczące łzy, delikatnie drgające na moich rzęsach, odrywają się i odpływają w mroczną nicość. To takie piękne, tak krystalicznie wyraźne... Gdyby ktoś zbadał mój mózg na tomografie, okazałoby się, że pracuje on tak, jakbym ... rzeczywiście tego doświadczał. Choć nigdy nie byłem na księżycu, mój mózg uzna to za doświadczenie realne.

Bo mózg nie odróżnia doświadczenia "prawdziwego" od wyobrażonego. Nie odróżnia percepcji od halucynacji. Naukowcy boją się mówić wprost, że tylko umówiłeś się sam ze sobą, co jest teraz prawdziwe a co nie. Boją się, bo nie rozumieją, że jesteśmy Bogiem, który nieustannie tworzy sam siebie i swój świat tu i teraz. Taka teza byłaby zbyt kontrowersyjna, zbyt obrazoburcza.

Spośród milionów obrazów, które potencjalnie (nie)istniały, wyłowiłeś ten, który masz teraz przed sobą - DreamWalkera i jego bloga, jego słowa, jego zdania. Mogłeś teraz podróżować przez sawannę, mogłeś wspinać się na szczyt lodowca, mogłeś nurkować w rafach... Ale jesteś tutaj, bo tak wybrałeś. Bo takiego mnie tworzysz, wraz z tym blogiem.

Tworzysz swój Wszechświat a on tworzy Ciebie.

I jest w tym jakiś sens, jakiś głębszy powód, dla którego, choć piszę dla dziesiątek, może setek ludzi i może nawet Cię nie znam, moimi słowami trafiasz właśnie tu i teraz bezpośrednio do swojego umysłu i serca.

I bylibyśmy absolutnie nieskrępowani, absolutnie wolni, gdyby nie fakt... że również wewnątrz naszych prywatnych wszechświatów, podróżując przez intymne galaktyki naszych myśli, wierzymy w determinizm, czyli przyczynę i skutek.

Wierzymy, że skoro spotkało nas to i tamto, to musimy w związku z tym zrobić tak a nie inaczej. Kurczowo jeszcze trzymamy się przekonania, że skoro nasza przeszłość wygląda tak, to znaczy, że przyszłość rysuje się w takich a nie innych barwach... Bo uwierzyliśmy w przyczynę i skutek...

Kim byś jednak był bez swojej historii o sobie?

Pomyśl, pozwól swojej intuicji odpowiedzieć na to pytanie. To nie jest pytanie skierowane do Twojej wiedzy o świecie, do logiki - te zasoby nie potrafią odpowiedzieć na to pytanie, bo wykracza ono poza model rzeczywistości.

Na to pytanie może odpowiedzieć tylko Twoja intuicja.

Kim byś był, gdybyś nigdy nie doświadczył żadnej przykrej historii w swoim życiu?

Kim byś był, gdybyś nigdy nie miał żadnego chujowego związku?

Kim byś był, gdybyś nigdy nie zakochał się nieszczęśliwie?

Kim byś był, gdybyś nigdy nie chorował?

Kim byś był, gdybyś nie mógł uwierzyć w żadne negatywne przekonanie dot. siebie i innych ludzi?

Kim byś był, gdybyś nie mógł uwierzyć w to, co ludzie mówią?

...

Powtarzałem te pytania wciąż na nowo w swoim umyśle. Zaczęły się pojawiać dziwne obrazy, dźwięki i uczucia, jakby z innego wymiaru. Byłem tam absolutnie szczęśliwy, miałem całkowicie czysty umysł. Wszystko było takie proste i zrozumiałe. Wszechświat nie miał tam żadnych tajemnic, żadnych kart do odkrycia. Akceptowałem z otwartym sercem wszystko, co przynosił świat - bezwarunkowo i bez żadnego wysiłku uczyłem się dzięki temu.

To był świat, w którym nie było żadnych tragedii i nieszczęść. Nie było też nic do osiągnięcia. Nie było nikogo, kim chciałbym się stać, bo byłem już każdym i nikim. Siedząc w miejscu cały dzień, podróżowałem.

Wszystko jest ciągle nowe. Odkryj, że nic się nigdy nie powtarza, leczy jedynie my dostrzegamy podobieństwa zamiast różnic między doświadczeniami.

Zrozumiałem, że nawet, gdy nie ruszysz palcem, podróżujesz bez ustanku. Cały czas strumieniami płynie nowe. Świeże. Piękne i czyste. Nigdy nie było inaczej.

Bez nazywania rzeczy, świat pokazuje nam, że jest jednością. Zawsze nią był. To my, jak maniacy, dzielimy ją wciąż na żywe i martwe, na ładne i brzydkie, na atomy, neutrony, kwarki. Wciąż przyklejamy etykietki, bo pewne rzeczy stają się wtedy użyteczne. Jednak zubożamy w ten sposób Wszechświat. Drzewo jest drzewem i koniec - sądzimy. A ono jest czymś więcej, czymś bardziej, dalej, niż sądzimy. Ale nasze móżdżki nigdy tego nie dostrzegą, bo wierzą same sobie, że jest tak, jak jest.

Gdy ktoś mówi, że "życie jest skomplikowane, trudne", to już mu nie wierzę. Nie jest, to jego wyobrażenie o życiu jest skomplikowane i trudne. "Żyjesz w trudny sposób a to znaczy, że źle to robisz. Zacznij od nowa teraz. Prościej. Łatwiej." - odpowiadam swojemu odbiciu w lustrze. I uśmiecham się sam do siebie.

Udzielam sobie dobrych rad.

Krzysiek był moją największą miłością. Pamiętam, gdy pierwszy raz u niego spałem. Świecił księżyc a przez okno było widać pobliską wieżę ciśnień. Ta wieża ciśnień stała się moim prywatnym symbolem tego, że czułem, że oto zalewa mnie tak potężna miłość, że jestem względem niej mały, jak względem ogromu Wszechświata. Leżeliśmy w łóżku, on nieśmiało chwycił mnie za rękę. Spytał, czy jutro też z nim będę. Czy nie odejdę. I ścisnął moją dłoń mocniej. Dziś jest tysiące kilometrów ode mnie, ale ja nigdzie nie odszedłem. Wciąż jestem. On wciąż jest. Nigdy mnie nie stracił, ja nigdy go nie straciłem.

Nigdy nic nie ubyło, zawsze dostajemy więcej, niż mieliśmy. Za darmo. Bez wysiłku. Cały czas, z każdą sekundą.

Pytam siebie, gdzie są te wszystkie miłości sprzed lat...? Chciałbym pojechać w świat i ich szukać, chciałbym znów je poczuć. Ale patrzę w swoje serce i widzę, że tam właśnie są. Wszystkie. Nigdy nie oddaliły się nawet o milimetr. Musiałem być skończonym ślepcem, jeśli ich nie widziałem.

Wszechświat zbudowany jest z miłości. Każdy atom, każdy elektron, mgławice i komety. Wszystko. Ty też... DreamWalkerze.

Otwieram oczy i znów patrzę na to megalityczne, rozgwieżdżone niebo, które tak pięknie przecina Droga Mleczna. I widzę, że się do mnie uśmiecha. Jest tak błogo. Wszechświat podąża za nami. Dotrzymuje nam kroku.

czwartek, 19 listopada 2009

Istniejesz tylko Ty - najwyższy poziom świadomości

Wszelcy mistycy - od Wschodu do Zachodu, od zarania dziejów głoszą w swych przesłaniach pewną uniwersalną prawdę. Prawdę, do której nasze deterministycznie myślące umysły nie są w stanie się przyzwyczaić. Aby ją odkryć, najlepiej doświadczyć jej w osobiście.

Byron Katie, twórczyni magicznie rewolucyjnej metody The Work, napisała kiedyś pewne zdanie, które uderzyło mnie swoją szczerością i autentycznością:

"Sądzisz, że oni myślą, że coś jest z tobą nie tak. Sądzisz, że inni ludzie myślą, że coś jest z Tobą nie tak, ponieważ ty tak uważasz."

I tu właśnie odkryła przede mną krainę zwaną projekcją. Czym jest projekcja? To przypisywanie innym swoich cech. Są ludzie, którzy głaszczą kota pogrzebaczem i twierdzą, że "nie są agresywni". A jeśli zobaczą objaw agresji u kogoś ... natychmiast wybuchną agresją, krzycząc "Jesteś agresywny!".

To właśnie projekcja.

Jest sobie Mietek. Mietek jest normalnym, niczym niewyróżniającym się Gejem. Poza tym, że ubiera się na różowo i ma syndrom miękkich nadgarstków :) Nie przejmował się tym jednak. Aż do momentu, w którym jego towarzystwo nie zaczęło się z niego nabijać. Najpierw ukradkiem, potem coraz bardziej otwarcie. W końcu ktoś rzucił "ciotą" i stało się. Mietek zaczął się wycofywać. Nie był świadomy, że niezbędnym warunkiem tego, by przezwisko "ciota" go zabolało, jest fakt, że na którymś poziomie... sam tak o sobie myśli. I ocenia to jako złe!

Te myśli, że coś jest z nim nie tak, Mietek szybko rozwiewał. W głębi duszy jednak obawiał się, że inni będą go pokazywać palcami ze względu na jego odmienność. Ta obawa czasem wypływała na powierzchnię i w sposób niemal niezauważalny dawała się wyczuć. Wtedy też inni z jego otoczenia zbierali się, niczym rekiny, które w wodzie wyczują czyjąś krew. Tak, jak psy, które wyczuwają czyiś strach i atakują.

Obwiniamy ogół społeczeństwa, że jest homofobiczne, że się z nas śmieje lub że zachowuje się wobec nas nietolerancyjnie lub wręcz agresywnie. Teraz, gdy już wiesz, czym jest projekcja, odkryjesz, że przyczyną tego stanu rzeczy jest fakt, że my, Geje, sami o sobie myślimy, że jesteśmy "inni" albo nawet "zboczeni". Przez to podświadomie wycofujemy się z życia społecznego - unikamy rodzinnych imprez, żeby ktoś nie spytał nas, czy "masz już dziewczynę?"; izolujemy się od osób nam bliskich (np. rodziców czy hetero kumpli) - bo przecież jesteśmy "inni" - nie pasujemy, oni nas nie zrozumieją. A Wszechświat, w całej swej nieskończonej mądrości, mówi: Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem! I dzieje się...

Oni dziwnie na nas patrzą...

...nie mogą pojąć, dlaczego się oddalamy. Mają swoje podejrzenia, ale nie chcą być zbyt pochopni w osądach. W końcu odkrywają nasz mały sekret i mają w głowie już gotowy schemat: wycofywali się, bo pewnie są zboczeni, nienormalni. I tu trzeba im przyznać rację - gdybyśmy myśleli o sobie, jak o normalnych ludziach, wszystkim dookoła moglibyśmy swobodnie powiedzieć: hej, jestem gejem, a co u Ciebie?

Ale tak nie robimy!

Uznaliśmy siebie za odmieńców i sami na własne życzenie się izolujemy. Kilka lat temu robiono badania w Polsce na temat homoseksualizmu. Okazało się, że zaledwie 11% Polaków zna kogoś o odmiennej orientacji (tzn. wie, że zna). Niedawno badania ponowiono - wynik był identyczny. Przez kilka lat nadal jako Geje tkwimy w punkcie. Nie przyznajemy się, kim jesteśmy.

Pomyśl teraz...

Jak to wygląda z drugiej strony:

Masz dobrego kumpla Geja. Nagle on - nie wiedzieć czemu - zaczyna Cię unikać. Robi się coraz bardziej skryty, szuka kolejnych wymówek. Widzisz go na ulicy, jak idzie z jakąś dziewczyną za rękę. Gdy Cię dostrzega, udaje, że nic się nie stało... Masz podejrzenia, ale nie wiesz, co zrobić. W końcu go dopadasz i przyciskasz. Okazuje się, że w rzeczywistości jest hetero... Szok! Zachowywał się tak, jakby bycie hetero było złe!

Tak robimy my, drodzy Przyjaciele.

Rzeczywistość jest prostsza, niż nam się wydaje. Istnieje bowiem tylko jedna relacja w życiu - Ciebie z Tobą. Gdy mówisz, że heterycy są nietolerancyjni, sam jesteś nietolerancyjny: nie pozwalasz ludziom być nietolerancyjnym! Nie można wyrazić innej opinii, niż o sobie samym, bo wszystko jest projekcją. Nie mamy dostępu do prawdziwej rzeczywistości, póki żyjemy na poziomie umysłu. Bo wtedy mamy dostęp tylko do naszych halucynacji na temat rzeczywistości, czyli do naszego wyobrażenia na temat świata. Inne osoby będą dla Ciebie tylko i wyłącznie tym, co sądzisz na ich temat. I niczym więcej.

A skąd wiesz, co sądzić na ich temat?

To proste - masz niewyczerpalne źródło wiedzy: siebie. To właśnie Ty sam jesteś inspiracją dla samego siebie do nazywania ludzi "idiotami" albo "mędrcami". Pomyśl - czy mędrzec nazwie kogoś idiotą? Czy idiota potrafi nazwać kogoś mędrcem?

Nie sądzę.

Gdy ktoś opowiada mi teksty w stylu "ludzie mają już dość XXX" (to klasyczne czytanie w myślach) - to ja wiem, że tu nie chodzi o ludzi, ale o gościa, który to mówi. On przypisuje swoje myśli wszystkim ludziom! A następnie - będąc całkowicie pewnym, że ma rację - doszukuje się dowodów na potwierdzenie, że inni myślą tak samo. I oczywiście znajduje, bo etykietkę "dowód" można przykleić do czego tylko chcesz, jednocześnie łatwo przeoczając to, co przeczy postawionej tezie.

Teraz już wiesz, co zrobić, gdy spotkasz osobę, która opowiada, że "geje to parszywe dziwki, są fałszywi, wszyscy się zdradzają, kurwią na krechę, kłamią, oszukują" etc... i sam jest Gejem! UCIEKAJ! Ten człowiek projektuje własne myśli na innych - wcześniej czy później jego wywód posłuży mu jako usprawiedliwienie jego własnych niecnych uczynków.

Wszechświat to lustro.

Wszystko jest lustrem, w którym się przeglądasz. Patrzysz na swoją lampkę nocną. Twoja świadomość wchodzi w tzw. splątanie kwantowe z tym przedmiotem, dzięki czemu określasz się względem swojej lampki nocnej... Nie! Nie względem swojej lampki nocnej! Określasz się względem tego, co myślisz o swojej lampce nocnej! Jeśli przypiszesz jej atrybut "brzydka" - skrzywisz swą twarz w odruchu obrzydzenia. Jeśli uznasz ją za "ładną" - uśmiechniesz się.

Wiesz jednak dobrze, że są bardziej emocjonujące związki, niż ze swoją lampką nocną.

Co myślisz o swoich rodzicach? Jacy oni "są"? Będziesz reagował nie na nich, lecz na swoje wyobrażenie o nich. Tak więc są oni niczym innym, jak zwierciadłem, w którym oglądasz swoje własne myśli. Szybko dostosują się do roli np. "zrzędliwych staruchów", którą Twoja podświadomość im wyznaczy. Tak samo, jak dostosują się do roli "cudownych rodziców". Oni są każdym i nikim zarazem. Pytanie, co chcesz wyłowić z nieskończonej kombinacji zdarzeń zmysłowych, jaką jest Wszechświat.

Istniejesz tylko i wyłącznie Ty i Twoje myśli.

Tworzysz swoje myśli a one Tworzą Ciebie i Twój prywatny Wszechświat. To Twój jedyny związek, który tworzysz. To nieustanna wymiana informacji pomiędzy rzeczywistością probabilistyczną, w której wszystko jest możliwe (jesteś w tej rzeczywistości, gdy zamkniesz oczy i zaczynasz myśleć o swoich myślach), a rzeczywistością deterministyczną (widzisz ją, gdy otworzysz oczy i rozejrzysz się dookoła).

Te dwie rzeczywistości nieustannie wymieniają się informacjami. Tylko w tej pierwszej - czyli w świecie swojej wyobraźni - możesz coś zmieniać. Ba! Tam możesz zmieniać wszystko! A wtedy ta druga rzeczywistość podąży.

Pomyśl o swoich exach... Pomyśl o swojej rodzinie... Pomyśl, co o nich myślisz... To Twoje myśli i nic więcej. Czy są prawdziwe? Czy możesz być pewien, że prawdą jest to, co uważasz?

Summa summarum za swoje myśli odpowiadasz tylko Ty i Ty poznasz ich konsekwencje. Ty bowiem nimi żyjesz, Ty doświadczasz ekstaz, które przynoszą, jak również stresów i depresji, które powodują. Możesz się upierać, że "inni ludzie to chuje" - ale to Ty będziesz żył w świecie pełnym chujów, nie ja.

Każda rada, jaką kiedykolwiek komuś dałeś, była w rzeczywistości dla Ciebie.

Ta myśl wywróciła moje myślenie do góry nogami. Odkryłem, że piszę tego bloga nie dla kogoś, lecz dla siebie. Gdy czytam, jakie daję w nim rady, to wiem, że są one dla mnie! I rozumiem już, jak to działa - to wszystko też dla mnie jest lustrem, w którym się przeglądam. Prócz tego, że jest to bardzo użyteczne, jest to też cudowne i bardzo, bardzo mistyczne.

Zrozumiałem, że moje posty tutaj, pomimo, że trafiają pod strzechy dziesiątek a może setek ludzi w całym kraju, są tak naprawdę bardzo intymną rozmową mnie ze mną. Że to DreamWalker komunikuje się z DreamWalkerem - by podnieść jakoś swojego myślenia. By odkryć w sobie coś nowego. By odkryć to, że jest Wszechświatem, który tworzy. Snem, który śni. I który nazywa "jawą".

Najprawdziwsza prawda to fakt, że wszystko jest nieprawdą. Największą nieprawdą jest to, że prawda istnieje.

DreamWalker to rozumie. On wie, to on to pisze, nie ja. Gdy siada do posta, nie ma nawet planu, lecz jedynie mgliste pojęcie, o czym chce napisać. Wraz z każdym słowem, robi się coraz jaśniej i coraz lepiej wie, co chce przekazać.

To czysty flow.

DreamWalker nie planował tego, co tutaj napisze. To efekt impulsu. Nie wie, czemu pisze o sobie w trzeciej osobie. Ale rozumie tych wszystkich artystów schizofreników, którzy w manii tworzyli swoje obrazy, wiersze czy muzykę. COŚ ich przejęło, COŚ kazało im to robić. Przepływ, pełna koherencja, na falach której Wszechświat mówi, co robić. Poziom, na którym nie żyjesz, lecz jesteś żyty.

Nie podejmujesz decyzji - to one podejmują Ciebie.

Poziom, na którym Wszechświat prowadzi Cię i wiesz, że wszystko jest okej. Że możesz mu zaufać, bo nie musisz się niczego już obawiać. On wie, co robi. On lepiej wie, co dla Ciebie najlepsze. Bo on jest czymś więcej niż tym, co o nim sądzisz. Znacznie więcej, niż kiedykolwiek ktokolwiek z nas mógłby przypuszczać.

DreamWalker mówi: do napisania!

piątek, 13 listopada 2009

Mentalna rewolucja - prawdopodobnie najlepszy sposób na wszelkie cierpienia

Tak, jak obiecałem w poprzednim poście - przedstawiam prawdopodobnie najlepszą metodę na usuwanie stresów, osiąganie celów i wewnętrzne wyzwalanie się od wszelakiej maści cierpień. Metoda ta robi aktualnie ogromną furorę w świecie rozwoju osobistego, po tym, jak jej autorka - Byron Katie - została zaproszona do słynnego The Oprah Winfrey Show. I wierz mi - nie jest to tylko tymczasowa moda. Metoda ta opiera się na głębokich i naprawdę mocnych założeniach, które warto poznać.

Rzeczywistość zawsze jest lepsza niż nasza opinia o niej.

Mówi się, że strach ma wielkie oczy. Przypomnij sobie, ile razy bałeś się czegoś lub martwiłeś się o coś, co się nie wydarzyło. Badania pokazują, że 75% naszych zmartwień nigdy się nie sprawdza. A te, które się sprawdzają, zazwyczaj okazały się wyogromlone, gdyż stosunkowo łatwo poradziliśmy sobie z problemem. Zaledwie 1-2% wydarzeń okazuje się tak tragicznych, jak się spodziewaliśmy w najgorszych koszmarach (ale i tak potem dajemy radę). Oznacza to, że 98-99% zmartwień jest niemal kompletnie niepotrzebnych.

Problem zawsze polega na tym, że wierzymy w jakąś stresującą, nieprawdziwą myśl.

Nasz wielki i zapomniany nieco rodak - Alfred Korzybski - twórca semantyki ogólnej, zauważył kiedyś, że "mapa nie jest terenem". Ta metafora sugeruje nam, użytkownikom własnych umysłów, że to, co myślimy o świecie nie jest samym światem. Problemem psychologicznym zawsze jest więc dawanie wiary w stresującą myśl, która tylko i wyłącznie jest ubogą reprezentacją świata zewnętrznego. Wygląda to tak, że patrzysz na mapę i widzisz tam ogromną, porywistą i szeroką rzekę i myślisz sobie: nie dam rady jej przekroczyć. I nawet nie zaczynasz podróży. Gdybyś zaczął, okazałoby się, że w rzeczywistości rzeka jest mniejsza i od 3 lat istnieje tam solidny most, po którym można suchą stopą przejść na drugą stronę - most, którego Twoja mapa nie uwzględniała, bo zaktualizowałeś ją ostatni raz 10 lat temu albo - co gorsza - ktoś Ci ją zaktualizował, kto nawet tam nie był, lecz tylko słyszał... Masz opinię o Amerykanach, Szkotach, Niemcach, Francuzach... i być może nie byłeś nawet w ich krajach...!

Myśli nie są rzeczywistością.

Po raz kolejny - mylimy nasze myśli na temat rzeczywistości z samą rzeczywistością, ślepo im wierząc. Myśli nie mogą być prawdziwe i koniec kropka. Są mocno przefiltrowaną informacją na jego temat. Myśli zawsze usuwają coś, generalizują i zniekształcają. A świat ma to w dupie i po prostu jest w pełnej okazałości, której być może nigdy nie ogarniemy. Widzimy tylko to, w to umiemy uwierzyć. Pamiętasz z lekcji historii, jak hiszpańscy konkwistadorzy przybyli do Ameryki? Wyobraź sobie, że wielu Indian w ogóle nie widziało ich statków, dopóki na samym brzegu nie wysiedli z nich Hiszpanie - a lampili się na horyzont oceanu całe życie. Dlaczego ich nie dostrzegli? Proste - ich mózgi (a więc i oczy) nie przewidywały czegoś takiego, jak nadpływające statki.

Okej, bierzmy się do roboty. Twoja głęboka i fascynująca zmiana osobista nie może już dłużej czekać. W trakcie sesji możesz zmienić wszystko to, czego tak bardzo pragniesz. Możesz rozwiązać swoje najgłębsze konflikty, utorować sobie drogę do realizacji największych marzeń i uczynić z siebie wersję jeszcze lepszą, niż najlepsza, jaką w tej chwili jesteś. Traktuj to na luzie, baw się tym i pamiętaj - bez względu na to, w jakie krzywdzące brednie wierzył Twój mózg - wszystko jest wyuczone i wszystkiego możesz się oduczyć. To Twój układ nerwowy - czyli najbardziej złożony i fascynujący system, jaki kiedykolwiek odkryliśmy w kosmosie. Absolutnie elastyczny i cudownie przebogaty. W swoim DNA masz zapisane całe dziedzictwo wszelkich organizmów, które żyły przed nami - ich doświadczenia i mądrość. A Twój umysł, jako niesamowita kwantowa i samoświadoma cybernetyczna maszyna, jest w stanie tworzyć galaktyki i niszczyć lipne wszechświaty - bo jesteś kimś więcej, niż kiedykolwiek Ci się wydawało w najśmielszych snach.

Baw się i do dzieła!

***

ETAP 1: Wydobywanie historii.

Zaopatrz się w kartkę i długopis. Usiądź wygodnie i odpręż się. Weź kilka głębokich wdechów i przejdź w stan koherencji serca. Jeśli jeszcze nie opanowałeś tej sztuki - masz teraz ogromną okazję, by to uczynić. Koherencja to synonim szczęścia, przepływu i wewnętrznego bogactwa, więc gra jest warta świeczki.

Będąc w stanie koherencji, spytaj swojego serca, czego naprawdę pragnie. Poproś je, by stworzyło Ci w głowie bogate, złożone i wielopoziomowe obrazy Twojego najcudowniejszego, szczęśliwego życia. Zobacz siebie, jak żyjesz pełnią życia, w różnych kontekstach - w pracy, w domu, rodzinie, wśród bliskich Ci osób. Na razie - to ważne! - nie pozwól wtrącać się swojemu umysłowi - może on zgłaszać obiekcie, stwierdzić "nie, to niemożliwe, byś to miał", "nie nadaję się" etc. Japa w kosz! Teraz jest czas dla serca. To ono ma Ci podpowiedzieć, jakie są Twoje najbardziej skrywane pragnienia - te tłamszone latami, spychane. Wyzwól je. Są w Tobie od zawsze.

Spytaj serca, jak cudownie możesz żyć.

Spytaj je, jaki zawód jest dla Ciebie. Spytaj, jakimi ludźmi chce, byś był otoczony. Pozwól swojemu sercu przemówić. Poczuj jego ciepło i pozwól mu działać. Niech nakreśli Ci panoramiczną, głęboką wizję Twojego cudownego, bogatego, szczęśliwego życia. Życia, jakie zawsze pragnąłeś... w głębi serca.

Daj sobie tyle czasu, ile będziesz potrzebował. To nie wyścigi. Puść w tle muzykę, która doda Ci wiary i podniesie na duchu. Czy to nie cudowne? Czujesz to już w pełni? Czujesz, jak każda komórka Twojego ciała krzyczy: Tak, to jest to, co chcę robić! To jest to, czym chcę żyć!

Masz to? Super.

Naciesz się tą wizją.

A teraz... Zadaj sobie ważne pytanie:

"Co mnie jeszcze powstrzymuje przed osiągnięciem tego wszystkiego?"

Zwróć uwagę na wszystko, co przeszkadza Ci być w stanie koherencji serca!

Po pierwsze - emocje. Jakie emocje powstrzymują Cię przed osiągnięciem tego cudownego życia? Każda emocja to jakaś historia, która żyje w Twoim umyśle i ciele. Jeśli się boisz - spytaj siebie: czego się boję? Podobnie, jeśli się czegoś wstydzisz, masz poczucie winy, złość etc. Spisz wszelkie historie, które uda Ci się zwerbalizować. Jeśli czujesz coś, co Cię powstrzymuje, ale nie umiesz tego nazwać ani nic o tym powiedzieć - opisz samo doznanie - gdzie jest w ciele? Co może oznaczać? Na ile jest intensywne? Itd.

Po drugie - jakie obiekcje przedstawia Twój umysł? Jakie dialogi wewnętrzne masz, gdy widzisz tę wspaniałą wizję, którą wykreowało Twoje serce? Czy są wspierające? Jeśli tak - to ok. Zostaw je. Jeśli jednak są demobilizujące - spisuj je. To one wyrzucają Cię ze stanu koherencji. Każda wątpliwość z umysłu to kolejna historia, którą warto przerobić i wyrzucić, by nie przeszkadzała Ci kierować się w Twoim życiu sercem.

Po trzecie - obrazy. Czy masz jakieś obrazy lub filmy, które zagrażają wykreowanej przez Twoje serce wizji? Może do tej wizji wkradło się coś, czego tam nie chcesz? Coś, co sprawia, że nie jesteś w pełni koherentny, widząc to tam. Spytaj swojego umysłu, co to znaczy i skąd się to wzięło. Jeśli w Twojej cudownej wizji pojawiło się cokolwiek, co Ci się nie podoba (jakby mimowolnie) - to kolejna historia do przerobienia. Pozwól swojemu umysłowi powiedzieć, dlaczego ją tam dodał i co mu kazało to zrobić. Otrzymaną odpowiedź spisz - będziemy nad nią pracować.

Po tym etapie powinieneś mieć konkretną listą zawierającą wszystkie Twoje historie umysłowe, które powstrzymują Cię przed osiągnięciem wizji wykreowanej przez Twoje serce czy też życiem tą wizją. Będziemy je rozbrajać za pomocą wnikliwych pytań.

ETAP 2: Podważanie historii.

Każdej historii, która powstrzymuje Cię przed życiem, jakiego pragniesz, będziesz zadawał pytania i spisywał odpowiedzi. Nie walczysz z żadną historią! Historia sama odejdzie, kiedy będzie jej pora. Póki co - po prostu zbierasz odpowiednie informacje i tyle. Gdy zadasz historii odpowiednie pytanie, poczujesz, jak sama znika i Twoje życie robi się piękniejsze. Nic nie musisz robić, nie musisz się o nic starać. Po prostu zadajesz pytania i odpowiadasz na nie.

Wersja podstawowa obejmuje 4 pytania:

1. Czy to prawda?
2. Czy mogę być pewien, że to prawda?
3. Czy ta myśl/ historia jest korzystna dla mojego życia?
4. Kim bym był, gdybym nie mógł uwierzyć w tę myśl/ historię?

Często wystarczą te 4 pytania, aby dana historia poddała się i odeszła. Sprawdź sam, jakie to proste! 70% moich lipnych historyjek wyłożyło się na 2 pierwszych pytaniach (wydają się podobne, ale niech Cię to nie zmyli!). Po prostu okazało się, że zwyczajnie nie mogę być pewien tego, w co wierzyłem. I zachciało mi się śmiać, że kiedykolwiek byłem pewien, że te shity to prawda.

W trakcie zadawania pytań, mogą wychodzić kolejne historie! Ba! Nawet będą, bo wszystkie historie są ze sobą połączone - Tobą! Możesz trafić na całą galaktykę myśli, konstelacje lipnych opowieści, które możesz chcieć wyrzucić, bo wszystkie wzajemnie się wspierają. Np.

"Ryszard mnie skrzywdził" - ta historia zawiera generalnie założenie, że "ludzie mogą mnie skrzywdzić", że "krzywda istnieje" etc. - gdybyś w to nie wierzył, nie mógłbyś dopuścić myśli, że Ryszard Cię skrzywdził.

Wersja extended pytań jest dla historii, które nie chcą odejść od razu, powracają lub takich, które wydają Ci się naprawdę ważne, wielkie i krzywdzące - warto je przerobić, by wiedzieć, na czym dokładnie stoisz i móc im się dobrać do dupy na nowe sposoby. Nie wszystkie pytania będą pasować do wszystkich historii, dlatego zadawaj i opowiadaj na te, które uznasz, że mają sens.

1. Czy to prawda?
  • Jak jest naprawdę?
  • Czy dana sytuacja naprawdę ma miejsce?
2. Czy możesz być pewien, że to prawda?
  • POWINNOŚĆ: Jak być powinno wg Ciebie?
  • ZAKRES WIEDZY: Czy wiesz więcej od tej osoby/ od Boga/ od Wszechświata? Czy naprawdę wiesz, co jest dla Ciebie/ dla tej osoby najlepsze?
  • POLE DZIAŁANIA: Czyją sprawą się zajmujesz? Swoją czy czyjąś?
  • Czy jesteś pewien, że byłbyś szczęśliwszy, gdybyś dostał to, czego chcesz?
  • Co najgorszego mogłoby się wydarzyć - zgodnie z tą myślą?
3. Czy ta myśli jest korzystna dla Twojego życia?

KONSEKWENCJE:
  • Jaki dialog wewnętrzny wywołuje dana myśl? (zamknij oczy, wypowiedz myśl i przysłuchaj się, jak nawijasz w głowie... co mówisz...?)
  • Jakie obrazy wywołuje ta myśl w Twojej głowie? (ponownie - tym razem skup się na obrazach)
  • Jakie emocje produkuje ta myśl? Wnosi w Twoje życie stres czy spokój? Jakie to emocje, gdzie są w Twoim ciele i jak intensywne są w skali od 1 do 10?
  • Jakie zachowania powoduje wiara w tę myśl? Co musisz robić, gdy dajesz jej wiarę? (nawyki, nałogi etc.)
LINIA CZASU:
  • Czy ta myśl buduje jakąś Twoją przeszłość? Jeśli tak, to jaką? Opisz swoje halucynacje.
  • Czy ta myśl tworzy jakąś przyszłość? Jeśli tak, to jaką? Opisz swoje iluzje.
ILUZJE:
  • Jakie zniekształcenia powoduje ta myśl?
  • Jak odbierasz świat poprzez tę myśl?
  • Na jakich uogólnieniach opiera się ta myśl? (jakie ukryte "zawsze", "nigdy" etc. zawiera ta myśl?)
  • Co ta myśl usuwa, by mogła być prawdziwą? Podaj co najmniej 3 wiarygodne kontrprzykłady.
ŹRÓDŁO:
  • Skąd masz tę historię?
  • Czy masz ją ze swojego doświadczenia czy ktoś Ci ją opowiedział?
  • Kiedy nauczyłeś się tej historii?
RELACJE:
  • Jakie relacje z sobą tworzysz, gdy wierzysz w tę myśl?
  • Jak traktujesz innych, gdy w nią wierzysz?
  • Jak postrzegasz siebie poprzez tę myśl?
  • Jak postrzegasz innych, gdy w nią wierzysz?
ODPOWIEDZIALNOŚĆ:
  • Gdzie w tej historii jest odpowiedzialność? U Ciebie czy na zewnątrz?
  • Kto ma kontrolę w tej historii?
  • Jakie są tego konsekwencje?
POWODY:
  • Czy mógłbyś mieć jakiś powód, by utrzymać tę myśl?
  • Czy ta historia ma filary, a więc inne historie, które ją podtrzymują?
  • Po co Twój umysł dawał wiarę tej historii?
  • Jakie masz minimum 3 dobre powody, by porzucić tę historię? (nie porzucaj jej, sama odejdzie, podaj tylko powody i zostaw)
4. Kim byś był, gdybyś nie miał tej myśli/ historii?
  • Jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś nie mógł uwierzyć w tę myśl/ w tę historię?
  • Jak traktowałbyś siebie?
  • Jak traktowałbyś innych ludzi?
Wszystkie odpowiedzi spisz na kartce lub na komputerze. Pisząc je, zdysocjujesz się względem nich i będzie Ci prościej. Jeżeli w trakcie wyjdą kolejne historie - powtórz cały proces, pracując z kolejnymi historiami.

ETAP 3: Odwracanie myśli

Weź pierwotną myśl/ historię i odwróć ją na minimum 3 różne sposoby:
  • zaprzecz jej logiczne, stawiając "nie",
  • odwróć relację, która występuje w historii,
  • przesuń odpowiedzialność - weź ją na siebie lub przesuń na czynniki zewnętrzne.
Do każdego odwrócenia zadaj sobie pytanie: Czy to może być prawda? Jeśli tak, to dlaczego?

Przykłady odwróceń:

"Ryszard mnie skrzywdził"

- Ryszard mnie nie skrzywdził
- To ja skrzywdziłem Ryszarda
- To ja skrzywdziłem siebie

"Zarażę się chorobą i będę cierpiał."

- Nie zarażę się chorobą i będę cierpiał.
- Zarażę się chorobą i nie będę cierpiał.
- Nie zarażę się chorobą i nie będę cierpiał.
- To ja zarażę chorobę i ona będzie cierpieć.
- To choroba zarazi mnie.

"Jestem nieszczęśliwy"

- Nie zawsze jestem nieszczęśliwy. -> Bywam szczęśliwy.
- Nie jestem nieszczęśliwy -> Jestem szczęśliwy.
- Inni są ze mną nieszczęśliwi.

KONIEC.

Wiem, że widząc ogrom tych pytań, wydaje Ci się, że ta praca nie będzie miała końca. Jednak pozory mylą. Oczywiście, na pewno znajdą się historie, które będą wracać - nawet tygodniami czy miesiącami (pamiętaj, że uczyłeś się ich wiele lat!!!) a Ty będziesz pracował nad nimi w kółko wciąż od nowa, ale wierz mi - jeśli historia wraca, to znaczy, że nie wyciągnąłeś z niej wszystkiego i coś jeszcze chce Ci ona przekazać. Znajdź to, znajdź swoją naukę i uwolnij się. Stawką jest Twoje życie, szczęście i pomyślność - a więc gra jest warta świeczki, prawda?

Pamiętaj:
  • Każdy Twój związek (aktualny i ex) to jakaś historia,
  • Każda choroba to jakaś historia,
  • Każda praca, sposób w jaki zarabiasz pieniądze, to historia
  • Twoja nauka i wyniki w szkole - kolejna historia
  • Twoja rodzina, stosunek do rodziców i innych - kolejne historie
  • etc.
Niektóre rzeczy będą okej i je zostaw. Pracuj nad tym, co przeszkadza Ci być w stanie koherencji. Na koniec wróć do swojej cudownej wizji przyszłości i sprawdź, na ile koherentny czujesz się w związku z nią. Czy jest jeszcze coś, co przeszkadza Ci w pełnej koherencji? A może czujesz już całym sobą, że... to jest to!

Zmiany, które zachodzą podczas korzystania z niniejszej technologii są magiczne. Jestem w głębokim szoku, gdy pomyślę, jak bardzo zmieniłem się w przeciągu ostatnich tygodni. Ile niepotrzebnych obaw i stresów wyrzuciłem... O ile lepiej czuję się we własnym ciele, we własnym życiu, z ludźmi, którzy mnie otaczają...

Technologia ta jest uniwersalna. Można nią uzdrawiać związki (zaczynając od siebie), leczyć, wzmacniać zdrowie, pozwalać sobie zarabiać więcej kasy, zdobywać przyjaciół - cokolwiek wymyślisz. Ostatecznie pamiętaj też - to nie metoda działa, leczy Ty. I to Ty jesteś odpowiedzialny za efekty, jakie uzyskujesz. Samo nie zadziała. Dlatego zrób sobie 2 godziny dla siebie, zaopatrz się w kartki, długopisy lub laptopa i eksploruj swoje myśli, badaj swój umysł i zmieniaj go tak, jak tego pragniesz - aż uzyskasz efekty, o jakich marzyłeś.

Baw się swoim nieskończenie bogatym układem nerwowym, myślami i ciałem i twórz coraz lepszy, coraz wspanialszy świat.

Zmiana zaczyna się w Tobie a trwa w całym Wszechświecie.

Do napisania!

P.S. Prócz oczywiście Byron Katie, dziękuję również Mateuszowi G. - za to, że poprawił pytania, podnosząc ich już i tak ogromną skuteczność i wynosząc tę metodę daleko ponad przeciętność. I wszystkim ludziom, którzy zapewnili mi lipne historie - dzięki wam nauczyłem się, jak z nimi pracować!

TOP 10 miesiąca