Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej

Skondensowany i praktyczny mini przewodnik dla początkujących, którzy chcą dawać dupy bezpiecznie, zdrowo i przyjemnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atrakcyjność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atrakcyjność. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 listopada 2020

Męska atrakcyjność seksualna oczami gejów - zaskakujące wyniki badań

Czy czerwone kąpielówki podnoszą atrakcyjność seksualną? A broda? A pokazanie tyłka na zdjęciu? Kurczę - sam przyznaj, ta wiedza była by sporo warta. Któż z nas bowiem nie chce uchodzić za bardziej atrakcyjnych?

Męska atrakcyjność seksualna to jednak temat szalenie złożony. Tym bardziej, gdy jest postrzegana przez gejów - którzy przecież patrzą oczami trochę męskimi, a trochę kobiecymi.

Badanie, które przeprowadziłem, to dopiero początek drogi. To liźnięcie tematu. Jak się przekonacie - ujawniają się bowiem tak przedziwne niuanse, że jeszcze nieraz będziemy zastanawiać się, o co w nich chodzi.

Oto wyniki najpewniej pierwszych w Polsce tak szeroko zakrojonych badań na temat męskiej atrakcyjności oczami gejów.


piątek, 29 maja 2020

Budowa ciała u gejów a wielkość penisa - czy jest związek?


Spotkałem pewne badania na ten temat. Długość penisa miała być rzekomo skorelowana z długością palców (wskazującego i serdecznego). Niemniej nic z tego nie potwierdziło się w mojej ankiecie.

Jednak długość penisa okazała się być w jakiś subtelny sposób związana z... budową ciała. Przejrzałem dokładnie wyniki - i coś jest na rzeczy.

Który typ ciała deklaruje największe gnaty?

niedziela, 22 grudnia 2013

Psychologia odchudzania - czyli jak mieć super ciało pomimo Świąt i innych wyżerek

Jakby to było - jeść dokładnie to, co chcesz, ile chcesz i na dodatek być szczupłym? Podobno to niemożliwe, choć jednak dzięki książce Paula McKenna pt. "Możesz schudnąć" oraz zawartych w niej czterem złotym zasadom - wydaje się to możliwe. Sprawdziłem na sobie i moje doświadczenie zaczęło potwierdzać to, o czym pisze ten znany zachodni trener. Odchudzanie może być proste. Dziś - z okazji zbliżającej się wielkiej wyżerki z okazji Świąt - zapraszam Cię do zgłębienia tych zasad - mocno podbudowanych moimi dodatkowymi ciekawostkami i technikami, które kolekcjonowałem przez ostatnie kilka lat i przetestowałem na sobie. A więc dostaniesz ode mnie prezent znacznie lepszy, niż wspomniana książka :)

czwartek, 17 lutego 2011

Jak pokochać siebie?

Z biegiem czasu i postępem rozwoju, staje się jasne, że Ktoś pokochać może Cię tylko wtedy, gdy Ty sam pokochasz siebie. Przepis wydaje się więc prosty - wystarczy pokochać siebie i już - faceci zaczną walić pod Twój adres tabunami.

Wiemy zatem, co robić. Pozostaje jednak pytanie: Jak to zrobić?

Brakowało technologii. Czy trzeba przytulać się do siebie? Czy może całować samego siebie, przeglądając się w lustrze? Hm... czy to coś zmieni?

Może tak, może nie. Tak czy inaczej - jest jeden, dobry sposób: przestać siebie nienawidzić/ nie lubić.


  • Czy masz jakieś kompleksy?
  • Czy uważasz, że coś z Tobą nie tak (pod jakimkolwiek względem)?
  • Czy jesteś na siebie za coś zły?
  • Czy wstydzisz się siebie?
  • Czy boisz się, że zrobisz np. coś głupiego lub złego?
  • Czy nie umiesz sobie wybaczyć jakichś błędów z przeszłości?
  • Czy czujesz do siebie obrzydzenie?
  • Itd.
Jeśli na któreś z powyższych pytań odpowiedziałeś "tak" - wytwarzasz względem samego siebie jakąś negatywną emocję. Masz jakieś kiepskie przekonania na swój temat. Nie lubisz samego siebie, a to blokuje Twoją miłość do samego siebie, którą miałbyś automatycznie, gdyby nie to.

Gdy urodziłeś się i byłeś uroczym, radosnym bobaskiem, nie robiłeś sobie w głowie wyrzutów, nie śmiałeś się sam z siebie, nie wytykałeś sobie błędów z przeszłości, nie straszyłeś się okropnymi scenariuszami jutra, nie mówiłeś sobie, że masz jakieś wady... I wtedy właśnie byłeś jedną, spójną, radosną całością.

A potem nauczyłeś się wielu różnych przekonań, które zablokowały w Tobie przepływ miłości.

Jeśli złapałeś się na tym, że sam występujesz przeciwko sobie - spokojnie. Jeśli to robisz - to na chwilę obecną tak ma być. Byłoby głupie, gdybyś zauważył w sobie tę blokadę i jeszcze dodatkowo występował przeciwko niej, bo to w końcu Ty sam blokujesz się na miłość. A więc ponownie wystąpiłbyś przeciwko sobie.

Jeśli masz blokadę - okej. Teraz jeszcze masz, ale pojawia się w Tobie motywacja, by to zmienić. Nie usuniesz blokady. Blokada sama zniknie, kiedy zakwestionujesz przekonania, które ją podtrzymują.

Co to za przekonania?

Odkryj je w sobie, to proste. Bądź ze sobą szczery i napisz, co Ci leży na sercu. Nie bez powodu używamy tego predykatu - "leżeć na sercu". Rzeczy, które tam leżą, przeszkadzają w przepływie miłości. Bo miłość idzie z serca.

  • Czy uważasz, że nie jesteś wystarczająco dobry, by ktoś Cię pokochał?
  • Czy sądzisz, że nie zasługujesz na miłość?
  • Czy uważasz, że coś z Tobą nie tak?
Tak? No to masz historię do przerobienia za pomocą The Work (szukaj na Blogu, co to). Kwestionuj, kwestionuj i jeszcze raz kwestionuj - ciągle z ciekawością badaj prawdziwość i przydatność swoich myśli. Tak długo, aż poznasz prawdę a myśli będą dla Ciebie tylko narzędziem.

Każde podważone lipne przekonanie odblokowuje drzemiącą w Tobie miłość. Tę prawdziwą, bo nie mówię tutaj umysłowych imitacjach miłości, uzależnieniach od drugiej osoby czy walentynkowych, powierzchniowych formach okazywania iluzorycznych potrzeb. Mówię o Miłości przez duże "M" - która nie stawia warunków, która akceptuje i jest bezwarunkowa.

Podsumowując: przepis na miłość do siebie samego jest prosty - wystarczy zakwestionować negatywne przekonania o samym sobie, wyzbywając się kompleksów, uprzedzeń do samego siebie, pojęcia "wad" (i zalet - co za tym idzie). Gdy oduczysz się kiepskich przekonań - miłość przyjdzie sama.

I wtedy, zgodnie z moją widzą i pewnym doświadczeniem w tej materii, druga osoba przestanie Ci być potrzebna do szczęścia. Bo staniesz się szczęśliwy - tak po prostu. I przestaniesz gonić za kimś, bo odkryjesz, że tracisz wtedy siebie. Będziesz spójnie sobą, a to jest chyba najsilniejszym miłosnym magnesem - być idealnym partnerem dla samego siebie! Emanujesz miłością i każdy chce być w Twoim otoczeniu.

Korzystaj i baw się dobrze!

niedziela, 31 października 2010

Przegląd ruchaczy polskich - co się kryje za seksoholizmem

Szukam na seks. Chętnego pasywka. Najlepiej od razu. - takie oto komunikaty bombardują nasze oczy, gdy wchodzimy na gejowskie portale. Sprawdzałem osobiście - największy odzew masz zawsze, gdy dasz swoje nagie zdjęcie i napiszesz, że chcesz się ruchać. Nagle masz dziesiątki fanów!

O co chodzi? Co się za tym kryje?

Moja genetycznie uwarunkowana ciekawość świata nie pozwalała mi przejść obok tego obojętnie. Czyżby chodziło tylko i wyłącznie o hedonistyczne zaspokojenie siebie? O atawistyczne popędy seksualne, które wciąż na nowo eksplodują pomimo wszechobecnej socjalizacji?

Również.

Ale nie tylko. Kryją się za tym najróżniejsze historie.

Przyczyny?

Prawdopodobną przyczyną seksoholizmu jest instalowany społecznie wstyd przed poruszaniem tematu seksu, robienie wokół seksu tematu tabu. Szczególnie wokół seksu gejowskiego. Sprawia to, że wielu gejów swoją seksualność spycha na dalszy plan, próbuje schować w mentalnej piwnicy, związać ją kaftanem bezpieczeństwa. Na co dzień są miłymi, sympatycznymi ludźmi, całkowicie społecznie poprawnymi. I za nic w świecie nie podejrzewałbyś, że ten socjalny wzór ma w sobie ukrytego seksualnego demona, który dojrzewa w ciemności. Niezaspokojone żądze, ciekawość i mnóstwo innych historii narasta w tle i z biegiem czasu daje o sobie znać. I wychodzi przez skórę. Na delegacjach, na sex czatach, na fellow i gayromeo.

Zastanawiające, że tylko ludzie są zdolni do seksoholizmu, że tylko ludzie miewają seksualne zboczenia, fetysze itd. Zwierzęta nie. Dlaczego? Bo z seksu nie robią społecznego tabu, nie okrywają seksu wstydem i nie wypierają się go. Pomyśl, to ma sens.

Jakie funkcje pełni seksoholizm? Czym ekscytują się seksualne ega?

1. Budowanie "szczęścia" - seksoholicy definiują szczęście jako przyjemność. W rzeczywistości szczęście nie jest przyjemnością, bo gdyby tak było, narkomani byliby najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Szczęście jest pojęciem związanym z koherencją serca i czystym umysłem, a nie wiecznym nakręcaniem sobie napięcia (seksualnego też) i szukania sposobów, aby je rozładować.

2. Tworzenie swojej atrakcyjności. Im więcej partnerów przerucham, im więcej kutasów miałem w sobie, im większe były, im częściej i obficiej się spuszczały, tym jestem atrakcyjniejszym facetem - czy to prawda? Na tej historii bazuje cała idea gejowskiej atrakcyjności. Jak w grach RPG - im wyższy "poziom" zdobędziesz, tym większy budzisz respekt. Podważenie tych historii wiąże się z opuszczeniem konceptu atrakcyjności i uniezależnieniem go od ilości przeruchanych facetów.

3. Poszukiwanie czułości. Tak, moi Drodzy, wielu gejów myli seks z czułością - tak, jak ludzie z zaburzeniem odżywiania mylą stres z głodem. Wielu z "ruchaczy" poszukuje przytulenia, czułości, poczucia bliskości, co stanowi poważny problem niemal narkotyczny. Ponieważ uznali, że "zbudowanie czegoś trwałego jest niemożliwe", zaspokajają się na seks randkach. To przykre, bo uzależniające, to nałogowe. No i ryzykowne. To tak, jak zapicie mordy, gdy ma się problem emocjonalny. Działa na chwilę. Po momentu zapalenia papierosa i przewrócenia się na bok. Potem wszystko wraca. Wraca poczucie samotności, poczucie bycia bezwartościowym człowiekiem. To z tym trzeba pracować.

4. Ekscytacja z powodu łamania tabu. Sprawdzanie, kto jest odważniejszy. Gejowski seks jest tak cholernie potępiany społecznie, tak niedopuszczalny, zabroniony, niemile widziany, że uprawianie go budzi u gejów dodatkową ekscytację - że robią coś, co jest zakazane, niedozwolone, niedostępne. W psychologii społecznej zowie się to reaktancją. Lub przekorą.

5. Wiele, wiele innych - jak chociażby cała ideologia dorobiona do "pasywów" czy "aktywów", historie, które za nimi idą (uległość i dominacja), to, co umysł dokleja do konceptów ruchania i bycia ruchanym. Historie na temat SM, upokarzania, poniżania, wąchania białych skarpetek, spijania nasienia itd.

Tego jest mniej więcej tyle, ile kategorii filmów na portalach porno. Gdyby podważyć prawdziwość wszystkich historii, które się za tym kryją, nagle seks byłby niczym więcej, niż wkładaniem chuja w dziurę, czyli tym, czym był pierwotnie - bez dorabiania do tego tożsamości, ideologii, doklejania dodatkowych znaczeń. Byłby sam fakt wzwodu, ejakulacji i chrapania na dobranoc. I nic poza tym.

A wtedy widzielibyśmy w sobie kogoś więcej, niż tylko istoty seksualne, chodzące dupy i penisy, które tylko czekają na to, by coś z nimi zrobić.

środa, 29 września 2010

Odkochiwanie się za pomocą Pracy

Świetny case study, jak z problemem zakochania pan X radzi sobie za pomocą Pracy. Jeśli również Ty masz problem z odkochaniem się - wczuj się w ten dialog, być może jego Praca będzie również Twoją.

X: Mam problem. Wielki problem.
DreamWalker: Na czym on polega?
X: Zakochałem się. Nieszczęśliwie. Rok temu. To wciąż trwa.
D: Usiądź proszę. Znasz formularz oceny bliźniego?
X: Nie, co to?
D: W pierwszym punkcie piszesz, jak się czujesz i z czyjego powodu. Potem uzasadniasz to.
X: Okej.
D: W drugim piszesz, co chciałbyś od tej osoby, gdybyś mógł dostać wszystko, o czym marzysz.
X: Brzmi dobrze, co dalej?
D: W trzecim punkcie piszesz, co wg Ciebie ta osoba powinna lub nie powinna robić, myśleć, czuć. W czwartym z kolei piszesz, czego potrzebujesz od tej osoby i dlaczego. W piątym - oceniasz całą tą osobę. W szóstym, ostatnim, wypisujesz to, czego już nigdy więcej nie chcesz doświadczyć od tej osoby. Rozumiesz?
X: Tak, rozumiem.
D: To do dzieła.

***

D: I co napisałeś w pierwszym punkcie?
X: Czuję się źle z powodu Gustawa, ponieważ zakochałem się w nim ponad rok temu, a on mnie wciąż nie chce. Ignoruje mnie. Olewa. Zbywa. Jest dla mnie niemiły, nieczuły. Nie chce się nawet ze mną spotkać. To okropne uczucie.
D: Znakomicie. Teraz będę Ci zadawał pytania Pracy odnośnie każdej z myśli, a Ty będziesz na te pytania odpowiadał tak, jak Ci serce dyktuje. Bądź szczery i autentyczny, nie ma złych odpowiedzi, każda jest dobra jeśli jest zgodna z tym, co czujesz. Rozumiemy się?
X: Tak, chyba tak.
D: Czy chcesz serio poznać prawdę o tym, co się z Tobą dzieje?
X: Tak, bardzo.
D: Więc czy to prawda, że czujesz się źle z powodu Gustawa?
X: [myśli długo] Tak, myślę, że tak.
D: Czy możesz być pewien na 100%, że to z jego powodu czujesz się źle?
X: Nie. W sumie to ja tutaj też ogrywam pewną rolę w tym wszystkim.
D: Dobrze, że zaczynasz to dostrzegać powoli. Jak reagujesz na tę myśl, że z jego powodu czujesz się źle?
X: Obwiniam go w myślach, chcę go zmienić, ale nie wiem jak. Czuję się bezsilny. To beznadziejne uczucie.
D: Tak, to prawda. Za każdym razem, kiedy wierzymy w myśl, że to ktoś jest odpowiedzialny za nasz stan emocjonalny, musimy cierpieć. Bo staramy się wtedy zmieniać kogoś, a nie siebie. To zawsze skazane jest na porażkę. Możemy pracować tylko nad sobą.
X: To prawda.
D: Kim byś był, gdybyś nie mógł uwierzyć w tę myśl, że to przez Gustawa czujesz się źle?
X: Mógłbym winić tylko siebie. Byłbym kimś, kto zauważa, że sam powoduje w sobie w jakiś sposób złe samopoczucie.
D: Znakomicie! Teraz będziemy odwracać pierwotną myśl i sprawdzać, na ile te odwrócenia są prawdziwe. Jesteś gotów?
X: Tak.
D: Myśl brzmi "Przez Gustawa czuję się źle". Odwróć to na przykład zaprzeczając.
X: Hmmm... Nie przez Gustawa czuję się źle.
D: Jak możesz rozumieć tę myśl?
X: Nie wiem do końca... [myśli długo] Sądzę, że sam mogę robić sobie złe samopoczucie. Nie wiem tylko, jak.
D: Dokładnie. Może to nie Gustaw jest przyczyną Twojego złego samopoczucia. Odwróć tę myśl tak, by zamiast jego imienia był zwrot "moje myślenie".
X: Przez moje myślenie czuję się źle.
D: Tak Słonko, to prawda. Myślisz o nim i o sobie w taki sposób, że naprawdę trudno być szczęśliwym, kiedy się w to wierzy. Zaraz zresztą sam to zobaczysz.
X: Nie mogę się doczekać [śmieje się].
D: Co napisałeś w drugim podpunkcie formularza?
X: Chciałbym, aby mnie pokochał tak, jak ja jego. Chciałbym, aby mu na mnie zależało, aby okazywał mi zainteresowanie.
D: Wspaniale. Czy to wszystko jest prawdą?
X: Tak. Jestem tego pewien.
D: Na 100%?
X: Tak.
D: Czy możesz być pewien na 100%, że byłbyś szczęśliwszy, gdyby rzeczywistość z Tobą współpracowała?
X: Hm... Tak naprawdę nie mogę tego wiedzieć.
D: To prawda. Jak reagujesz, gdy pojawia się myśl, że chciałbyś, aby Cię pokochał, podczas gdy rzeczywistość jest taka, że on Cię nie kocha?
X: To potworne uczucie, okropne. Pojawia się pożądanie, pojawia się... chcenie. Ogromne pożądanie, które mnie od środka obezwładnia.
D: Tak jest zawsze, gdy chcemy czegoś, czego nie mamy. Czy ta myśl jest zatem korzystna dla Twojego życia?
X: Nie.
D: Kim byś był, gdybyś nie mógł uwierzyć, że chciałbyś, aby on Cię kochał?
X: Wooow [myśli przez moment]. To byłoby coś. Czułbym się wolny, czułbym, że to wszystko jedno, czy on mnie kocha, czy nie.
D: Tak, to prawda. Zatem jeśli wierzysz w myśl, że chciałbyś, aby on Cię kochał, czujesz się źle. A gdy w nią nie wierzysz, czujesz się dobrze. Czy dobrze to zrozumiałem?
X: Tak. Tak jest.
D: Odwróćmy zatem tę myśl. Zaprzecz jej.
X: Nie chciałbym, aby on mnie kochał. Albo... chciałbym, aby on mnie nie kochał.
D: Dobrze, jak rozumiesz tę myśl.
X: Trudno ją pojąć.
D: Daj sobie czas, niech się rozgości w Twoim umyśle. Chciałbym, aby on mnie nie kochał. - czy to może być prawda? Znajdź jakieś dowody, które to potwierdzą.
X: No... taka jest rzeczywistość. On mnie nie kocha.
D: I to jest dobry powód!
X: Jak to?
D: Jeśli chcesz tego, co dzieje się w rzeczywistości - nie możesz cierpieć. To proste, gdy tego doświadczysz.
X: To prawda.
D: Odwróć tę myśl inaczej, np. odnosząc do siebie.
X: Ja chciałbym siebie pokochać.
D: Doskonale. Nie kochasz siebie, gdy wierzysz w tak krzywdzące myśli. Chciałbyś siebie pokochać bez względu na to, czy Gustaw jest obok Ciebie, czy nie. I przestać to uzależniać od kogokolwiek poza samym sobą.
X: Tak, to ma sens.
D: Odwróć to inaczej jeszcze, odnosząc tę myśl do swojego myślenia.
X: Chciałbym, aby moje myślenie mnie kochało.
D: Świetnie. Rozumiesz, w jaki sposób to odwrócenie jest dla Ciebie korzystne?
X: Tak. Moje myślenie jest wrogie, jeśli wierzę w myśli, że chciałbym czegoś, czego nie ma.
D: Dokładnie. Co napisałeś w punkcie trzecim formularza?
X: Gustaw powinien zrewidować swoje poglądy na związek. - to brzmi śmiesznie [śmieje się]. Przecież to jasne, że ja powinienem.
D: Tak Słonko. Powiedz mi - czy to prawda, że on powinien zrewidować swoje poglądy na związek?
X: Myślę, że tak.
D: A rewiduje?
X: Nie.
D: To czy faktycznie powinien?
X: Tak.
D: Halo, puk puk. Tu rzeczywistość. W rzeczywistości on rewiduje swoje poglądy na związek?
X: Nie.
D: Więc sądzisz, że powinien, skoro tego nie robi?
X: Racja... zaczynam kumać. Ja powinienem to zrobić.
D: Dlaczego?
X: Hm.... bo są negatywne?
D: Bo właśnie to robisz!
X: [śmieje się]. No tak!
D: Witam w rzeczywistości. Tu jest milej, niż w Twoich myślach. Idźmy dalej. Co napisałeś w punkcie czwartym formularza?
X: Potrzebuję, aby Gustaw mnie pokochał, aby się mną interesował, aby chciał ze mną być.
D: Ładnie. Czy to prawda, że tego potrzebujesz?
X: Tak.
D: Możesz być tego pewien na 100%, że tego potrzebujesz?
X: Hm... chyba nie.
D: Jak jest w rzeczywistości? Gustaw Cię kocha? Interesuje się Tobą? Chce być z Tobą?
X: Nie, niestety nie.
D: Więc czy to prawda, że tego faktycznie potrzebujesz?
X: Tak.
D: Raz jeszcze, bo nie dociera [śmieje się]. Czy Gustaw Cię kocha? Czy się Tobą interesuje? Jakie są fakty?
X: Nie kocha mnie, nie interesuje się mną w ogóle. Nie chce nawet słyszeć o tym, że moglibyśmy być razem.
D: Więc naprawdę tego potrzebujesz? Zobacz, rozejrzyj się. Żyjesz. Rozmawiasz ze mną. Może nie czujesz się rewelacyjnie jeszcze w tej chwili, ale istniejesz, oddychasz, patrzysz, słuchasz. Czy on jest do czegokolwiek tutaj potrzebny?
X: Hm... no tak to nie. Ale potrzebuję go, aby czuć się dobrze.
D: Czy to prawda Słonko?
X: Nie, teraz mnie olśniło, że to ode mnie zależy. Mógłbym czuć się dobrze bez niego.
D: Wejdźmy głębiej w tę historię, bo tutaj jest pies pogrzebany. Kim byś był, gdyby Gustaw Cię kochał, interesował się Tobą, chciał z Tobą być?
X: [zastanawia się dłuższą chwilę] Byłbym bardzo, bardzo szczęśliwy.
D: Jak postrzegałbyś samego siebie w takiej sytuacji?
X: Jako kogoś bardzo zadowolonego... atrakcyjnego, kochanego, wartego miłości.
D: A jak nie ma przy Tobie Gustawa - to jak siebie postrzegasz?
X: Jako ofiarę losu błagającą o miłość. To okropne. Widzę siebie jako osobą niewartą miłości, niekochaną, samotną, nieszczęśliwą.
D: I to jest problem - uzależniłeś to, jaki obraz siebie tworzysz, od kogoś innego, niż Ty sam. Rozumiesz?
X: Tak.
D: Jakby to było, gdybyś mógł postrzegać samego siebie jako osobę wartą miłości, kochaną, superatrakcyjną i cudowną cały czas - bez względu na to, czy jest przy Tobie Gustaw, czy go nie ma?
X: To byłoby cudowne uczucie! Niesamowite! To może być aż tak proste?
D: To jest aż tak proste. Właśnie tego doświadczasz. Myślałeś, że jeśli znajdziesz atrakcyjnego partnera, to dopiero wtedy będziesz mógł postrzegać siebie, jako kogoś atrakcyjnego. Podobnie z miłością. Wydawało Ci się, że to ktoś musi Cię pokochać, abyś zobaczył, że jesteś warty miłości. To wszystko nieprawda. Możesz absolutnie śmiało być pewien, że jesteś warty miłości, czułości i wszystkiego, co najlepsze nawet wtedy, gdy nikt na świecie by Cię nie kochał. Dlaczego? Bo myśląc o sobie w dobry sposób - sam sobie okazujesz miłość. Sam siebie doceniasz jako atrakcyjnego partnera. To prawda, że potrzebujesz kochającego oraz interesującego Cię partnera - Ty nim jesteś. Myśląc o Gustawie, okazując mu w myślach swoją miłość i zainteresowanie - przestajesz okazywać ją sobie. Przestajesz interesować się sobą. Jeśli Ty tak o niego dbasz - to kto dba o Ciebie?
X: Kurwa, racja. To wszystko prawda.
D: Prawda jest zawsze dobra, życzliwa. Zawsze wyzwalająca. Co napisałeś w punkcie piątym formularza?
X: Gustaw jest idealny, jest cudownie zbudowany, ma piękne ciało. Śliczną twarz.
D: Czy to prawda?
X: Tak. Jest niezwykle piękny.
D: Czy możesz być tego pewien na 100%?
X: Tak.
D: Czy masz na to jakiś dowód?
X: Ma piękne ramiona. Bardzo męskie.
D: Ma męskie ramiona, bo jest mężczyzną. Więc wg Ciebie to, że ma męskie ramiona świadczy o tym, że jest idealnie piękny?
X: Tak.
D: Czy to prawda, że to o tym świadczy? Czy możesz być tego pewien?
X: Hm... nie na 100%.
D: Jakie jeszcze masz "dowody", że on jest idealnie piękny?
X: Jak dla mnie to ma idealne ciało. Wspaniałe. Mógłbym je podziwiać godzinami. I ma ładnego penisa.
D: Może Ty kochasz jego ciało, a nie jego.
X: Może...
D: To, że ma ładnego penisa dowodzi, że jest idealny. Czy to prawda?
X: Hehe, to brzmi dziwnie... nie do końca.
D: Raz jeszcze zatem: Czy on jest idealny? Czy to prawda?
X: Nie bardzo.
D: Jak reagujesz na myśl, że on ma idealne ciało? Że jest idealnie zbudowany?
X: Chcę się z nim kochać, chcę go przytulać, całować.
D: A gdybyś tak nie myślał?
X: Hm... Zagiąłeś mnie. Serio. To bym nie chciał nic od niego.
D: Więc jak dajesz wiarę myśli, że on ma idealne ciało, to czujesz pożądanie. A ja nie wierzysz tej myśli - to nie czujesz. Tak?
X: Tak.
D: Fajnie byłoby czuć do niego pożądanie, gdyby on też czuł. Fakty są jednak inne. Sam wiesz.
X: Prawda.
D: Odwróć tę myśl.
X: On nie ma idealnego ciała.
D: Znajdź co najmniej 3 bardzo wiarygodne dla Ciebie dowody, że to prawda.
X: To nie jest łatwe.
D: Masz tyle czasu, ile potrzebujesz.
X: [po dłuuuuugiej chwili]. Ma lekki brzuszek. Oponkę.
D: Serio?
X: Tak.
D: Mówiłeś, że jest idealnie piękny [śmieje się]
X: Widać nie jest [też się śmieje].
D: Co jeszcze?
X: Zaczyna łysieć. Robią mu się zakola. To widać.
D: Co jeszcze?
X: Na niektórych zdjęciach wygląda jakby miał 50 lat.
D: Haha, faktycznie - ideał piękna [śmieją się razem]. Zatem raz jeszcze pytam: Czy to prawda, że on jest idealnie piękny?
X: Nie. Brakuje mu co nieco.
D: Świetnie. Teraz już nie czujesz takiego pożądania, jak na początku.
X: To prawda.
D: Odwróć myśl "On jest idealnie piękny" tak, by odnosiło się to do Twojego myślenia.
X: Moje myślenie jest idealnie piękne.
D: Doskonale! Twoje myślenie o nim było idealnie piękne, nie on sam! Witam w rzeczywistości po raz kolejny.
X: To niesamowite.
D: Wiem. To właśnie Praca. Odwróć tę myśl odnosząc ją do siebie.
X: Ja jestem idealnie piękny. To żart.
D: Skąd wiesz? Znajdź kilka dowodów na to, że jesteś idealnie piękny.
X: Nie ma szans.
D: To będzie Twoje lekarstwo. Pomyśl. Zestawiałeś się z nim i widziałeś siebie jako mniej atrakcyjnego. Czas się obudzić. On stracił nieco w Twoich oczach z powodu oponki i łysienia [śmieją się], czas, byś Ty trochę zyskał, abyś mógł poczuć, że jesteś z nim na równi pod względem atrakcyjności.
X: Okej, kumam. No więc.... [długie milczenie]. Wiele osób mówi mi, że mam ładne usta.
D: Okej, to jest dobre.
X: Podobają mi się moje oczy. I włosy, włosy też. Są gęste, mam je po tacie.
D: Super, co jeszcze?
X: Hm... to głupie... [czerwieni się]
D: Mów.
X: Mam ładnego penisa [śmieje się]
D: Może być. Sprawdzimy to potem [śmieje się].
X: Hehe, w ramach zapłaty za pomoc psychologiczną? [śmieje się również].
D: Słonko, pomagasz sam sobie. Ja tu tylko zadaję pytania. Co jeszcze świadczy o tym, że jesteś atrakcyjny?
X: Jestem szczupły. To mi się podoba. Dobrze się ubieram. Mam ładne palce u rąk, wiele osób mi to mówi.
D: Hola hola basta, bo zaraz się w sobie zakochasz [śmieje się].
X: Może o to chodzi?
D: Może o to chodzi. W końcu kto inny ma Ci dać miłość, jeśli nie Ty sam sobie. Jeśli Ty sam siebie pokochasz - cały świat za tym podąży. To wspaniałe.
X: Trudno się doczekać.
D: Jak teraz się miewa Twój obraz siebie? Zobacz siebie i jego. Jak to widzisz?
X: Widzę, że jesteśmy niemal tak samo atrakcyjni, jak i nieatrakcyjni. Bez względu na to, czy razem, czy osobno.
D: Nareszcie Twoje myślenie jest bliższe rzeczywistości. To naprawdę miłe uczucie.
X: Zgadza się.
D: Co napisałeś w punkcie szóstym formularza?
X: Nigdy więcej nie chcę doświadczyć jego obojętności, tego, jak mnie spławia i jak mnie ignoruje.
D: Zdania z szóstego punktu odwracamy w nieco inny sposób. Ty już wiesz, że tak naprawdę to nie chcesz doświadczyć obojętności swojego myślenia, nie chcesz doświadczyć tego, jak Twoje myślenie Cię spławia i ignoruje, co działo się zawsze, gdy zamiast zajmować się sobą w swoich myślach, zajmowałeś się nim. Natomiast te zdania z szóstego punktu odwracamy w sposób taki: "Bardzo chętnie raz jeszcze..." oraz "Nie mogę się doczekać, aż znów...". Zrób to.
X: Hm... Kumam. Bardzo chętnie raz jeszcze doświadczę jego obojętności, tego, jak mnie spławia i mnie ignoruje.
D: Dalej, drugie odwrócenie.
X: Nie mogę się doczekać, aż znów będzie wobec mnie obojętny, jak mnie spławi i będzie ignorował.
D: I co teraz?
X: To brzmi dziwnie. Serio.
D: Dlaczego mógłbyś wierzyć w te myśli?
X: Hm... nie wiem.
D: Pomyśl. Daj sobie czas.
X: Jest w nich jakaś taka... wolność.
D: Tak, zgadza się. W tych myślach, nawet jeśli brzmią dziwnie, jest odrobina wolności, której pragniesz. Mogą być prawdziwe, bo gdy znów doświadczysz jego obojętności, jego spławiania i ignorowania i poczujesz się z tym źle - znów wrócisz do Pracy. Bo będziesz wiedział, że jest coś do sprawdzenia. To wspaniałe, że dzięki niemu możesz uczyć się o sobie coraz więcej i więcej, wciąż stając się coraz bardziej świadomym i wolnym człowiekiem. Gratulacje. Witam w Pracy.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Jak chcesz być postrzegany? - czyli społeczne niewolnictwo mentalne

To chyba najlepszy sposób na bycie nieautentycznym i niespontanicznym - tworzenie sobie tzw. wizerunku społecznego. Jako istota społeczna być może chcesz być postrzegany w pewien konkretny sposób - np. jako osoba dynamiczna, kreatywna, zabawna etc. etc. I gdzieś podświadomie, im bardziej chcesz taki być, tym mniej jesteś. Bo modalny operator możliwości "chcę być" zakłada, że nie jesteś. I wtedy zaczyna się bardzo stresująca gonitwa za własnym wyobrażeniem samego siebie. Czy to faktycznie wybór wolnego umysłu? Czy już pułapka i forma mentalnego niewolnictwa?

Społeczny matrix dyktuje zasady. Dzięki niemu być może masz w głowie następujące bajki:

- Zależy mi, aby być postrzeganym jako człowiek inteligentny
- ... zabawny
- ... zdrowy
- ... konsekwentny
- ... sukcesu
- ... bogaty
- ... ble ble ble co jeszcze?

Każda z tych historii - jeśli w nią wierzysz - staje się mieczem obosiecznym. Z jednej strony tworzysz sobie cel, do którego chcesz zmierzać. I to jest okej. Jednak często prowadzi to do okropnych konsekwencji. Na przykład pustego szpanerstwa, gdzie ktoś kupuje sobie oryginalne ciuchy, gdy nie stać go na porządny obiad. Albo do pozerstwa - udawania, że wszystko jest okej, podczas gdy np. zdrowie czy emocje szwankują (amerykańskie "keep smiling" itp.).

To sztuczność.

Plastik osobowościowy. Jakże często dotyka to Gejów w małych miastach i mieścinach, gdzie za wszelką cenę próbują wyglądać i zachowywać się zupełnie, jak "normalni ludzie", czyli hetero kumple. Noszą koszule a la drwal, dżinsy, obśmiewają cioty, piją piwo podczas meczu, bekają, oglądają się za dupami. Po co? Aby wypaść w ich oczach dobrze. Może w środku chciałby ubrać różowy fatałaszek, może w środku nie ma ochoty oglądać tego nudnego meczu, może napiłby się owocowego likierku, ale kurwa nie - bo co kumple powiedzą? Wizerun musi być!

Im mniej Ci zależy na tym, jak mają Cię postrzegać inni ludzie, tym bardziej jesteś swobodny, wolny, autentyczny i spontaniczny. Oczywiście, że ryzykujesz odrzucenie - co jawi się jako jeden z najgorszych społecznych scenariuszy. Niemniej to tylko historia do przerobienia. Jeśli ktoś nie chce z Tobą przebywać, bo źle się czuje, gdy zachowujesz się tak, jak się zachowujesz (zakładając, że nie łamiesz ekologii, czyli nie robisz nikomu bubu), to absolutnie jego sprawa i jego ścieżka rozwoju. Wszechświat daje Ci znak - nie potrzebujesz już przebywać z tą osobą.

W momencie, gdy zaczniesz podważać prawdziwość i efektywność historii o postrzeganiu Cię przez innych ludzi - zaczną się dziać rzeczy magiczne. Oto bowiem, podobnie jak ja ostatniej soboty, na imprezie w heteryckim klubie wyjdziesz na środek parkietu i megapedalskim wdzianku zaczniesz tańczyć tak zniewieściale, jak tylko można. I robiąc to spójnie, bez żadnego wewnętrznego "ale", odkryjesz, że inni bawią się tym razem z Tobą - nawet, jeśli stoją pod ścianą i nieśmiało sączą soczek.

Bo ludzie podążają za spójnością.

Wiesz to, bo znasz historię i wiesz, jak np. na Niemców swoją spójnością wpłynął Hitler. Bo wiesz, jak to jest, gdy nieznany artysta uprawia swoją dziwną, nierozumianą przez nikogo sztukę, ale robi to spójnie i konsekwentnie, przez co po latach zostaje uznany ikoną, klasykiem, wydarzeniem itd. Bo wiesz, że jeśli powiesz coś raz spójnie, krótko i mocno, to działa to lepiej, niż elaborat na 50 stron.

Zdejmij swoje społeczne maski. Uwolnij autentycznego siebie. Podważaj prawdziwość swoich myśli, by okazało się, że irracjonalne lęki, destruktywne poczucie winy czy wstydu są po prostu niepotrzebne i oparte na nieprawdziwych przekonaniach.

Baw się i eksperymentuj.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Style uwodzenia - Gejów i nie tylko

Od miesiąca nie było imprezy, żeby coś się nie działo. Albo chłopak koleżanki stwierdził, że mam czarującą osobowość. Albo poszedłem w ślinę z kolegą ze studiów (tzw. "studencka wymiana dymka") - i to przy jego lasce. Albo jakiś zupełnie nieznany mi facet w totalnie heteronormatywnym klubie smyra mnie bo brodzie i dziko śmieje się do swojego kolegi.

Ostatnia impreza zaczęła się u mnie na działce a w trakcie przeniosła się na plażę. Tam, przy własnej muzyce, której granice brzemienia wyznaczały nasze imprezowe terytorium, poznawaliśmy nowych ludzi. W tym Kamila, który zaczął - ni stąd ni zowąd - wychwalać moją urodę modela i wchodzić w dyskusję z koleżanką, co we mnie jest takiego niesamowitego, co tak magnetycznego, że imprezy ze mną przechodzą do klasyki gatunku.

Dobra dobra - posmyrałem sobie ego, to na pewno. Moja wymyślona osobowość właśnie zaczyna się mentalnie masturbować. Ale pod tym wszystkim kryje się podejście zwane przeze mnie "uwodzeniem życia". Chuj mnie obchodzi, jakiej jesteś płci, ile masz lat i kasy na koncie - będziesz uwodzony. Będziesz kurwa bawiony. Będziesz kurwa brany ;-)

Ale od początku.

Uwodzenie to po pierwsze normalna rzecz. To proces, w którym robię co mogę, aby stworzyć innym kontekst, w którym bawią się dobrze. W którym czują się wyjątkowo. W którym czują się - podobnie jak ja - oczarowani moją osobą ;-)

I tutaj zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki - bo siedzisz na imprezie i zadajesz sobie pytanie, co jeszcze mogę zrobić, by było im lepiej, by czuli się jeszcze fantastyczniej. By na sam Twój głos już robili dzikie brechty, bo standardy masz wysokie, podobnie jak ambicje, by były jeszcze wyższe.

Najpierw uwodzisz samego siebie.

Impreza zaczyna się w Tobie. Od dobrej muzy, od świetnych komentarzy walonych dialogiem wewnętrznym. Ekologicznych, inteligentnych, subtelnych choć bywa, że dostanych. W środku masz rytm, masz barwne obrazy jak z kreskówki i salwy śmiechu, by podkręcać endorfiny. Jak uwiedziesz samego siebie - reszta podaży.

Nigdy nie bądź jakiś.

Bądź mądry i głupi, bądź energiczny i flegmatyczny, bądź chamski i kulturalny - na zmianę. Zwariują, bo nie będą w stanie powiedzieć, jaki naprawdę jesteś. Dlatego opowiadam o swojej pracy, o magii słowa, o lingwistyce wpływu tak, by słuchali uważnie, a potem tańczę Bad Romance w peruce Lady Gagi.

Po co?

Bo mnie to bawi, bo wciąga, bo czuję się z tym świetnie. Jeśli ktoś czuje się z tym źle - a wiedz, że mimo % we krwi - to bardziej we krwi mam również nieustanną kalibrację nastrojów innych ludzi - widzę to i reaguję. I dbam, by każdy dowcip był śmieszny dla każdego. Jak ktoś spina dupę, to uczę go dystansu. Jak nie chce się uczyć, izoluję go z grupy albo pokornie robi to sam. Proste - chcemy ludzi nastawionych na hedonizm, na brechty, na sprawdzenie, jak wiele przyjemności są w stanie znieść.

Impreza to show, który ma prowadzącego.

W mojej osobie. Bawimy się i jest okej, bo dbam, by było. By nie było gadania o tragedii Smoleńskiej, o przesileniu wiosennym i innych smutach. A jeśli już - to muszą być brechty.

Jak uwodzić ludzi?

Jak już wspomniałem - najpierw uwodzisz siebie. Z całą pewnością ulegasz swojemu własnemu urokowi. Elastycznie znajdujesz się w każdej towarzyskiej sytuacji. Masz gotowe zawadiackie teksty, zboczone skojarzenia. Wsadzasz w to wszystko dużo intelektu, serca i energii seksualnej - by każdy był w kontakcie z Tobą bez względu na energetyczny balans. Jako Gej masz wielki atut - swobodnie operujesz energią męską i żeńską. Z chłopakami gadasz o sporcie, z dziewczynami - o podpaskach. To dla Ciebie nie problem, bo masz mózg po części kobiecy, po części męski. To cudowne, dzikie połączenie, które powinno być kurwa czczone w każdej kulturze.

Style uwodzenia

Style, pomiędzy którymi poruszasz się elastycznie i swobodnie. Nadają się na imprezy, gdzie uwodzisz towarzystwo, jak i na randki, gdzie całego focusa walisz na jedną osobę.

  • Na Goofiego - nieporadny chłopiec, który niby przypadkiem wylewa na siebie zupę, by wzbudzić instynkt opiekuńczy. Który móffffi sepleniąc i do mistrzostwa opanował robienie oczu kota ze Shreka przy jednoczesnym "plossssssssseeeeęęę" - nikt się nie oprze, bo jesteś tak słodki, jak cukiereczek i każdy chce Cię przytulać, opiekować się Tobą a nawet kurwa adoptować
  • Na bad boya - na moment stajesz się nieodpowiedzialnym, rozkapryszonym gówniarzem, skorym do zadry, lekko bezczelnym, prowokacyjnym. Ta nieprzystępność czyni z Ciebie obiekt pożądania. Masz w zapasie mnóstwo zawadiackich tekstów, bywasz złośliwy, masz na twarzy wypisane "Podobasz mi się, nie spierdol tego". Gdy ktoś Cię pyta, czy masz minutkę, odpowiadasz - Dla Ciebie Słonko nawet pięć. I szelmowsko się uśmiechasz.
  • Na romantycznego pisarza - gdy tylko księżyc w pełni - zaczynasz kwilić. Piszesz wiersze, zachwycasz się słowem, poezją, winem i atmosferą. Z absolutną szczerością płynącą z serca długo i z uśmiechem patrzysz w oczy drugiej osoby i widzisz, jak odbija się w nich drgający płomień świecy. Potrafisz walić takie komplementy, że ludziom nogi się uginają. Potrafisz się ukłonić, potrafisz z uśmiechem i optymizmem przywitać każdą sytuację. Kultura to Twój wyznacznik. Jesteś niemal wyrafinowany a na pewno bardzo elokwentny.
  • Na dojrzałego faceta z klasą - hehe siedzisz z papierosem, popijasz jakiś alkohol, patrzysz z lekko zadartym do góry nosem (lekko, bo jak przesadzisz, to wyjdziesz na zarozumiałego!), wiesz, że jesteś nie do zdobycia, ale zdobyć możesz każdego. Wypuszczasz powoli dym i rozkoszujesz się każdą chwilą, co chwilę rzucając szorstkim dowcipem i testując granice tolerancji rozmówcy. Czarny humor, ironia i uszczypliwość to Twoja domena. Jesteś nieprzewidywalny i przygodowy. Każdy marzy o kimś takim, jak Ty - pewnym siebie, emanującym poczuciem atrakcyjności i mającym swoje zasady, kierującym swoim życiem facecie. Jesteś dojrzały i męski, można się wesprzeć na Twoim ramieniu.
  • Na lekkiego dziwaka - bo lubisz ubrać dziwny ciuch, bo nie boisz się wyróżnić, bo masz silną społeczną ramę. Ludzie kochają lekkich dziwaków, bo jest o kim gadać, jest się czasem na kogo oburzyć - ale zawsze jest ktoś, kto przyciąga uwagę. Lekki dziwak jest ekscentryczny, ma swoje dziwne zwyczaje, których ludzie nie rozumieją, ale z czasem - uczą się do nich szacunku. Nie tłumaczysz ich, po prostu je masz i koniec. Kochasz zakładać fioletowe skarpetki, bo pasują Ci pod kolor brwi - i to jest dla Ciebie ważne. Nie boisz się być innym i za to jesteś podziwiany.
To oczywiście lista otwarta. Dopisz swoje role i swoje style, które wykształcasz w towarzyskim uwodzeniu. I przede wszystkim - baw się. Jakkolwiek to rozumiesz!

poniedziałek, 19 lipca 2010

Gra wstępna z samym sobą - czyli konstruowanie tożsamości

Pogrążona w mrokach pracownia DreamWalkera. Blade światło matrycy laptopa. Stosy mądrych książek, rozsypane na biurku pigułki pesudoefedryny i drotaweryny. Otwarte czerwone wino. Setki kartek i karteczek z pośpiesznie sporządzanymi notatkami.

I DreamWalker we własnej osobie. Myślący, co jeszcze nieokiełznany instynkt każe mu napisać. Może o potężnym orgazmie, który wczoraj miał. Czemu nie?

Powiedzmy sobie szczerze - są orgazmy i ograźmiki. O sile orgazmu decyduje najstarsza gra na świecie - gra wstępna. Jakże często przez napalonych i niecierpliwych samców pomijana, spychana na dalszy plan. Jakże kojąca, gdy w dłuższym związku powoli wygasa żar namiętności i świeżości. Gdy bezlitosna habituacja daje o sobie znak, gdy neurony przestają już reagować na te same bodźce.

Kiedyś ciało partnera było niczym sacrum - można by je podziwiać dniami i nocami. Jednak wierząc swoim umysłom zaczynamy rozumieć, że nawet najładniejszy obrazek w końcu "się nudzi". Dopiero wątpiąc w historie, które mamy w głowach, zaczynamy odkrywać, że może nie ma świeżych obrazów, ale są świeże spojrzenia.

Gra wstępna.

Czyli wyciskanie soczku z cytrynki. To moment, w którym przed konsumpcją wąchasz potrawę i rozkoszujesz się jej widokiem. Robisz w głowie filmy, jak ją zjadasz. Projektujesz w myślach jej konsystencję, aromat, bukiet smaków.

Gra wstępna to napalanie w piecu. Chcesz mieć długą, ciepłą noc? Więc dosyp węgla, niech żar trwa jak najdłużej. Niech ciągnie rurami aż do łóżka.

Gra wstępna to też zabawa w odtwarzanie ról.

Rozpal dziesiątki świec w mroku łazienki, nalej wody o idealnej temperaturze i wsadź swojego faceta w pienistą rozkosz. Powiedz mu, że jego jedynym zadaniem jest się odprężyć a Ty zajmiesz się resztą, mianując się gejem romantykiem, którego życiową misją jest robienie dobrze swojemu facetowi. On tylko zamawia ilość orgazmów, Ty zajmujesz się resztą.

Możesz też zostać gejem łowcą. Upoluj go jak sarenkę, rzuć twarzą do łóżka, atawistycznie przygryź mu lekko kark niczym lew kopulujący na sawannie, zdominuj swoją męską dumą i wsuń swój sprzęt w niego. On ma być Twoim przyrządem do sprawiania Ci przyjemności, Twoją ofiarą, która podda Cię się pokornie i którą po porządnym orgazmie odepchniesz, jakby był zużyty, i odwrócisz się na bok.

To role, to gra, to zabawa.

Póki wiesz, że tożsamości, które tworzysz, to tylko narzędzia w rękach Twojego serca - wszystko jest okej. Póki wiesz, że to iluzja - zabawa trwa.

Gra wstępna nie jest na punkty. Gra podnosi jakość Twoich orgazmów. Baw się.

wtorek, 15 czerwca 2010

Obciąganie heterykowi i seks z bliźniakami - czyli gejowskie fantazje seksualne



Nie jest to zadanie łatwe, ale na pewno dziko ekscytujące - sklasyfikować gejowskie fantazje seksualne i wskazać ich wspólne źródła. To zaiste wielkie osiągnięcie. I jakże pouczające, gdy już wiesz, czemu Twój mózg rozkazał pompować krew do Twojego fiuta.

1. To, co niedostępne i zakazane

Pierwszym typem fantazji seksualnych są fantazje na temat tego, co niedostępne lub trudno dostępne. Nasz społeczny umysł bowiem kalkuluje, że skoro coś jest ciężkie do zdobycia - to pewnie jest wartościowe (co wcale prawdą być nie musi).

Jest to typ fantazji, który często pojawia się w związkach, szczególnie tych takich, w których partnerzy stawiają sobie wzajemnie mocne ograniczenia co do seksu z innymi, nie wiedząc, że po pierwsze - ograniczenia robią sobie sami, po drugie - tworzą chęć posiadania tego, co niedostępne i zakazane. Wtedy też pojawiają się fantazje na temat seksu z kimś innym, seksu z kimś nieznajomym (przecież to takie niedozwolone, prawda?), seksu bez gumy i ogólnie takie seksu, który sobie zakazują.

Przepis jest więc prosty - chcesz się zmotywować do czegoś - to sobie tego stanowczo ZAKAŻ.

Podobnym, ale trochę innym wzorcem, który podpisuje się pod tę kategorię, jest marzenie o tym, co jest nie tyle zakazane, co po prostu niedostępne, rzadkie, mało prawdopodobne. W tę kategorię wpisują się fantazje o np. przeleceniu hateryka - obciągnięciu mu lub wyruchania go tak, żeby był zadowolony. Co - jeśli wziąć pod uwagę jego orientację - byłoby naprawdę trudne. Ale jakże satysfakcjonujące dla ego, które pomyślałoby przecież: "Kurwa, ale muszę być dobry w łóżku, skoro nawet heteryk chciał się ze mną przespać." Hehe, wiesz o co chodzi.

Tutaj podchodzi też wszelkie łamanie tabu - nie na tyle daleko, aby zostać ukamienowanym, ale jednak na tyle, by wzbudzić podziw u innych - np. uprawiając seks z bliźniakami, uprawiając seks w tak młodym wieku, żeby inni byli zaskoczeni, uprawiając seks w takim miejscu, że to właściwie nie wypada itd.

2. Społeczny dowód słuszności



Drugi typ fantazji opiera się o tzw. społeczny dowód słuszności. Nasze społeczne umysły wierzą, że tym jesteśmy bardziej wartościowi, im więcej osób jest z nas zadowolonych. Na przykład w kontekście łóżka.

Stąd biorą się fantazje o zaliczeniu wielu facetów, trójkątach, obciąganiu dziesiątkom facetów, z których każdy spuszcza się z ulgą i jest głęboko zadowolony z naszej "obsługi". Stąd biorą się marzenia, w których kolejka przystojnych facetów ustawia się do naszego dupska i po kolei je zaliczają. To by świadczyło, że jesteśmy dobrzy w łóżku, a więc z znów ego może powiedzieć: Łał, ale jestem dobry, skoro tylu facetów chce mnie przeruchać.

Ten sam wzorzec odpowiada za teksty na profilach w stylu "zostawcie komentarz" (bo przecież im więcej komentarzy, tym bardziej jesteśmy lubiani), jak oczywiście również za ilość partnerów - bo im więcej facetów zaciągniemy do łóżka, tym jesteśmy lepszymi kochankami.

3. Nowości i eksperymenty



Ten typ fantazji bierze się głównie z istnienia habituacji, a więc powolnego nudzenia się powtarzalnymi bodźcami. Po jakimś czasie nawet najbardziej wyuzdane pozycje się nudzą i ludzie w sposób naturalny szukają nowych wrażeń - czy to ćwicząc nowe pozycje, uprawiając seks w nowych miejscach, w inny sposób itd. itd.

W tę kategorię wpisują się marzenia o seksie w windzie, o dzikich pozycjach, o robieniu sobie samemu loda nawet kosztem zwichnięcia kręgosłupa, o seksie z użyciem zabawek wszelkiej maści, kostiumów itd. No i wszelkie odpowiedzi na odwieczne pytanie - co jeszcze mogę sobie wsadzić w dupę? :)

To chyba jedyny typ fantazji, który sam w sobie nie ma na celu budowania ego, lecz po prostu unikanie nudy. Bo gdy w łóżku pojawia się nuda, wtedy nawet wielki ogórek na straganie warzywnym zaczyna wyglądać ciekawie, podobnie jak butelka po mleku.

4. Ekspert od seksu



Szybko jednak wracamy do pompowania swojego ego - oto bowiem pojawiają się fantazje oparte na chęci dowartościowania siebie i robienia z siebie eksperta od seksu. Bo ekspert, to ktoś bardzo doświadczony a więc - w domyśle - lepszy od innych w danej dziedzinie. Któż o tym nie marzy, by otoczył nas wianuszek zafascynowanych fanów, którzy pytają: naprawdę TO robiłeś w TAKI sposób? Jak to jest? Opowiedz nam, poooosimy... :)

W tę kategorię wpisują się marzenia o wielokrotnych orgazmach, o orgazmach tak silnych, że aż rozrywających ciało, o odlotach w inne wymiary, jak również te oparte o dzikie, przerysowane doświadczenia - ssania murzyńskich, uginających się pod swoim własnym ciężarem masywnych kutasów, wielokrotne przyjmowanie wytrysków na klatę, długich i obfitych spustach, dawania dupy dwóm naraz (double anal - anatomicznie ciężkie do wykonania), robienia pociągów, całonocnych orgii albo nawet takich, które trwają kilka dni w połączeniu z piciem alkoholu, jedzeniem i Bóg raczy wiedzieć, czym jeszcze.

A wszystko to po to, abyśmy kiedyś przy ognisku mogli zostać pewnymi siebie erotomanami - gawędziarzami, którzy opowiadają o swoich wyczynach, rekordach, osiągnięciach, przygodach z wielkimi finałami itd. I mogli do woli pompować swoje ego.

Finał finałów

Żadna z fantazji nie przynależy tylko do jednego w wyżej wymienionych wzorców - każda jest słodką i ekscytującą mieszanką ich wszystkich po trochę. Znając zasady, można nauczyć się generować fantazje tak dzikie, że aż ciary przechodzą po dupie.

Pewien nastolatek (bardzo atrakcyjny) opowiadał mi kiedyś, że uczestniczył w pewnej imprezoorgii na siłowni, gdzie naraz jebało go kilku facetów z naprawdę gigantycznymi fiutami - Murzyn, jakiś latynos i kilku białasów, w tym dwóch bliźniaków. Wszyscy wspaniale zbudowani. Co ciekawe - tylko jeden z nich był gejem, pozostali (w tym jeden bliźniak też) byli hetero i chcieli po prostu poeksperymentować. Dwóch pchało go od tyłu, dwóm obciągał a pozostali lizali mu jaja i robili loda, wzajemnie wyrywając sobie z ust jego wielkiego fiuta. Potem była zmiana. On sam przestał liczyć, ile miał orgazmów tej nocy (na oko koło 12-15), ilu facetów go jebało i ilu sam wyjebał. Po wszystkim cały był pokryty i opity spermą. Ponaciągał sobie wszystkie mięśnie z powodu ciągłych zmian pozycji, ale był szczęśliwy i chce to powtórzyć.

Haha - łapiesz wzorzec?

Fantazje seksualne są fajne, by podkręcić swoją energię seksualną. Stają się jednak problemem, gdy powoli chcemy coraz więcej i więcej, a naszych kolejnych fantazji spełnić się już nie da. Wtedy warto zacząć podważać prawdziwość historii, które budują te fantazje:

"Im więcej przeleciałem kolesi, tym jestem lepszy/ atrakcyjniejszy."

Czy to prawda? Jeśli mierzyć Twoją zdolność do robienia szpagatów i innych wygibasów w łóżku - tak. Inwestujesz w rozwój umiejętności pt. jak sprawiać sobie oraz innym przyjemność. Jednak sam rozwój umiejętności nie musi oznaczać, że jesteś lepszy jako człowiek. BA! W ogóle tego nie oznacza. Jeśli ktoś jest dupkiem, to nawet, jak go pół Polski przeleci, to nadal będzie dupkiem i wiesz, co mam na myśli. Co więcej - za tym wzorcem kryje się próba leczenia swoich "wad". Ktoś uznaje, że jest beznadziejny w seksie i dąży do tego, aby świat zewnętrzny (społeczne otoczenie) go pochwaliło, podziwiało, rozdymało jego ego. Sam nie umie się pozytywnie ocenić - więc robi, co w jego mocy, aby inni go tak ocenili. Stąd niektórzy zaliczają jednego kolesia po drugim, aby udowodnić światu (a w rzeczywistości sobie!), że wszystko z nimi okej pod względem seksualnym. Co ciekawe - wielu się na to nabiera.

"Im coś trudniejsze do osiągnięcia, tym bardziej wartościowe, lepsze."

Czy to prawda? Nie! Gówno okapi (gatunek na wymarciu - zostało tylko 50 sztuk w Afryce) jest bardzo rzadkie. I nie chodzi mi o konsystencję, ale trudność w zdobyciu takiego gówna. Jednak czy jest cokolwiek warte?? NIE!!! Niektórzy myślą, że seks z heterykiem byłby lepszy, niż z gejem, bo gej chce, a heteryka trzeba już dodatkowo motywować. Co za padaka. Naprawdę chcesz uprawiać seks z kimś, kto tego nie chce? Pomyśl. Podobnie z zakazami - jeśli ktoś Ci czegoś zakazuje (oczywiście tylko Ty sam możesz sobie czegoś zakazać), to czy to oznacza, że to jest w jakiś sposób lepsze, bo niedozwolone? Nonsens. Zabijanie ludzi też jest zakazane - ale czy to oznacza, że to coś fajnego?

"Im bardziej jestem doświadczony w seksie, tym jestem lepszy."

Kolejny bullshit. Im bardziej jesteś doświadczony w seksie, tym... jesteś bardziej doświadczony w seksie. A to, że ktoś sobie tym ego reperuje, to inna sprawa. Są też goście, którzy jebią się na potęgę i wcale nie są dobrzy z łóżku (nie pytaj, skąd wiem). A raz zdarzyło mi się kręcić z gościem, który wcale nie był jakiś specjalnie doświadczony, ale w łóżku był prawdziwym demonem seksu i to jest coś, czego się nie zapomina. A to, jacy byli ludźmi na co dzień (przecież nie będziesz się z nimi jebał 24 h na dobę!), to już była zupełnie inna bajka.

Pozostawiam to do przemyślenia. Baw się Słonko ;-* ;-)
DreamWalker

środa, 12 sierpnia 2009

Najczęstszy i największy konflikt w związkach gejowskich

Związki gejowskie uchodzą - w opinii samych Gejów zresztą - za nietrwałe. Mówi się, że 1 rok związku gejowskiego to 7 lat "po heteryckiemu". Statystyki mówią, że ok. połowa z nas żyje w stałym związku. W porównaniu z heterycką większością to dość mało, nie sądzisz?

Co jest przyczyną tego stanu rzeczy?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, będę musiał zgłębić się w temat dość kontrowesrysjny (po raz kolejny), ale - jak już pewnie to zauważyłeś - dla mnie nie jest to problemem :) Na wstępie zaznaczę od razu, że możesz się ze mną nie zgodzić w pewnych kwestiach - niemniej zatrzymaj je w głowie i poczyń własne obserwacje. Wtedy też być może pod stwierdzeniami, z którymi się początkowo nie zgadzałeś, zauważysz drugie dno i kilka rzeczy, które naprawdę warto zrobić.

Powróćmy do pytania: co jest przyczyną tego, że związki gejowskie wydają się takie nietrwałe?

Odpowiedź jest następująca: jest to konsewkencja przejęcia heteryckiego modelu związku i próby zaadaptowania go w kontekście relacji gej-gej.

Związek hetero jest subtelnym, nieraz niełatwym balansem między energią żeńską i męską, które się uzupełniają. W przypadku Gejów jest podobnie (my, Geje, równiez mamy różne wewnętrzne balanse energii męskiej i żeńskiej), jest jednak spora różnica biologiczna między ludźmi hetero i homo. Jaka?

Ich podniecają antomiczne różnice, nas - podobieństwa.

Facet hetero, patrząc w lustro, widzi po prostu faceta. Gej, widząc swe odbicie, widzi kogoś, kto potencjalnie jest dla niego samego atrakcyjny pod względem seksualnym. Następuje seksualne sprzężenie zwrotne. Oto ja, Gej, mogę podniecić sie swoim własnym ciałem. To uczucie, które niedostępne jest heterykom.

To różnica, która czyni różnicę.

Będąc tak odmiennymi pod tym względem od heteryckiej większości, staje się jasne i oczywiste, że próby zaadoptowania modelu związku ze świata heteryckiego mogą po prostu nie wypalić.

Rozgryźmy to na drobne kawałki.

Wielu Gejów ma w sobie dwie, pozostające często w niełatwym przymierzu części.

Pierwsza to część biologiczna. Kieruje się instynktami i hormonalnymi impulsami. To ona odpowiada za wzwód, orgazm, wytrysk, całą przyjemność z tym związaną. To ona każe Ci poczuć coś niezwykłego, gdy widzisz nagiego, pięknie zbudowanego faceta, który patrzy na Ciebie pożądliwym wzrokiem. Ta część jest wzrokowo-kinestetyczna. Oznacza to, że obiera informacje drogą wzroku (widzisz atrakcyjnego faceta) i reaguje kinestetycznie (czujesz podniecienie). Jej celem jest danie Ci przyjemności fizycznej. Ta część uważa, że po to właśnie żyjesz - by sprawiać sobie przyjemność zmysłową! (nazywa się to hedonizmem).

Druga to część społeczna. Wdrukowali nam ją głównie nasi hetero-rodzice, jak również TV, filmy i wszelkie objawy kultury masowej. Część ta mówi Ci: "Masz być wierny, uprawiać seks tylko z jedną osobą, jej masz się oddać całkowicie, nie wolno Ci myśleć o innych facetach etc." Ta część jest głównie słuchowa, co w praktyce oznacza, że produkuje Ci dialog wewnętrzny. Czy przyjemny czy też nieprzyjemny - zależy od tego, KTO Ci go wdrukował. Jeśli miałeś matkę, która robiła awantury Twojemu tacie, że ogląda się za innymi, to właśnie jej głosem będzie przemawiała Twoja część społeczna. To, czy jesteś zgodny z tym głosem, czy spolaryzowany względem niego, to inna bajka. Część społeczna zawstydza, ochładza, tamuje. Ma w tym cel i wierz mi - nie głupi - chce Cię uchoronić przed 1) opinią kurwy, 2) chorobami wenerycznymi, 3) dać Ci życiową stabilność, poczucie pewności i bezpieczeństwa - co daje stały związek z kimś.

I tu, Drodzy Panowie, zaczyna się jazda między tymi dwoma sprzecznościami. Przejrzałem swoje związki, bacznie obserwowałem cudze. I wiem jedno - zawsze, gdy zaspokoisz jedną część, druga zacznie dawać o sobie znak.

Zauważ - są Geje, którzy bardziej utożsamiają się z częścią biologiczną (zapraszam na czaterię), są też tacy, którzy utożsamiają się bardziej z częścią społeczną. Który wybór jest lepszy? ŻADEN. Póki te dwie części nie potrafią się dogadać ze sobą - każdy jeden wybór będzie porażką. Bo gdy go dokonasz, strona przeciwna da Ci popalić.

Gdy ruchasz się na potęgę, może Ci brakować bliskości, poczucia stabilności życiowej, bezpieczeństwa.

Gdy jesteś w kimś w stałym związku - może Ci brakować przygód, zdobywania, energii seksu w najczystszej postaci.

Uważam, że to zbyt ważna sprawa, by ją ignorować. Tak, jak nie chcesz na łożu śmierci mieć uczucia, że całe życie ruchałeś i nigdy nie kochałeś, tak samo możesz nie chcieć mieć uczucia, że całe życie kochałeś, ale nigdy nie ruchałeś.

Oczywiście, że w Twojej obecnej perspektywy taki konflikt może wydawać Ci się nieprawodpodobny. Jeśli jesteś ruchaczem sportowcem i siedzisz na necie, by "łowić dupy", poczekaj, aż się do kogoś emocjonalnie przywiążesz, a ta osoba odejdzie. A gdy jesteś bardziej połączony z częścią społeczną - zakochaj się w kimś, kto nie będzie chciał się z Tobą ruchać za żadne skarby.

Efekt murowany.

Jakie masz wyjścia?

Są 3 wyjścia z tego konfliktu. Sam zadecydujesz, z którym na chwilę obecną wyborem będziesz czuł się najlepiej.

1. Utożsamić się z częścią biologiczną, a część społeczną wywalić.

Korzystasz ze swojej cielesności i seksualności w 100%. Zero zobowiązań, liczy się proces potęgowania przyjemności seksualnej. To potrafi być nieprawodopodobnie przyjemne, gdy widzisz przed sobą pięknie wyrzeźbione ciało i słyszysz jego jęki, czując, jak coraz większa przyjemność kumuluje się w Twojej czakrze seksu, by wybuchnąć, tak błogo kurcząc się i rozkurczając. Ludzie, dlaczego nie? Tak działamy, tak jesteśmy skonstruowani. Wyjebując część społeczną, pozbawiasz się poczucia wstydu i winy. Po chuj Ci one? Potrafisz się rozebrać przed kimś, kogo znasz 10 minut, i robić z nim takie rzeczy, jakie widziałeś na najlepszych pornolach - bez żadnego skrępowania, czysto hedonistycznie, narkotycznie, w transie. Masz wtedy dziką satysfakcję, że oto Ty, megaatrakcyjny samiec, zdobyłeś świeże ciacho i go obracasz - bez oporu, bez wstydu. Jest w tym tyle męskiej energii, że aż brak słów. Zdobywasz trofeum. Masz w głowie film, w którym potrafisz przekonać atrakcyjnego faceta do seksu podczas picia kawy. Wiesz, jak to buduje koncepcję Twojej atrakcyjności? Wiesz, jak to dmucha Twoje ego? Ile wypływa z tego gęstej, samczej dumy? Masz przygody, masz dreszcz adrenaliny, masz niebezpieczeństwo, które sprawia, że czujesz, że żyjesz.

Czyżby więc ta pierwsza opcja była aż taka atrakcyjna i pozbawiona wad? Niekoniecznie! Sam dobrze wiesz - nawet, jeśli nie z autopsji - że tego typu przygody kończą się w momencie wytrysku. Że na koniec pozostaje wam tylko dopicie kawy i chłodne pożegnanie, by wrócić potem do pustego mieszkania. Że idąc tą drogą będziesz musiał się zmierzyć z perfidną myślą, że tak naprawdę dla nikogo nic specjalnego nie znaczyłeś i nie znaczysz.

2. Utożsamić się z częścią społeczną, a wywalić część seksualną.

Scenariusz rodem z romantycznej komedii. Oto on cnotliwie czeka na księcia z bajki. Nigdy nic z nikim, no może jako nastolatek pod prysznicem z kolegą, ale tak generalnie to oszczędza się dla kogoś wyjątkowego. Potem działa efekt oczekiwania - zjawia się ktoś, z kogo robi on kogoś wyjątkowego. Są zakochani, pieprzą się, jak dwa króliki, świata poza sobą nie widzą. Love story, które każdy zna choćby z telewizji. Tworzą się fantastyczne uczucia i emocje - przywiązanie, oddanie, troska, wdzięczność, radość, spokój, pewność. Dwa gołąbki siedzące w swoim małym, przytulnym gniazdku, które nawzajem się iskają. Jedno dba o drugiego, robi mu masaże pleców, razem się kąpią, śpią, gotują, robią zakupy. Wspierają się nazwajem, będąc sobie wdzięczni za to, że są (epickie "Dziękuję, że jesteś"). I jest tu sporo miejsca na kizianie, mazianie, buziaczki, pierdzenie pod wspólną kołdrą, opiekuńczość i wiele, wiele więcej.

Czy zatem ten sceariusz nie jest w ogóle pozbawiony wad? Niestety - życie to nie bajka i nie da się tutaj postawić jakże eleganckiego "I żyli długo i szczęśliwie" na koniec. Dlaczego? Bo bajka się kończy, a życie trwa dalej. Pewnego dnia płomień seksu się wypala. Jesteście do siebie przywiązani, oczywiście, choć do waszych głów wkradają się niepostrzeżenie myśli o innych facetach. I ich chujach, o ich mięśniach. I o tych wszystkich podbojach seksualnych, do których nigdy nie dojdzie - bo przecież jesteście już razem aż do śmierci, prawda? On się Tobą już tak nie interesuje, jak kiedyś. Nie mówi Ci już z zachwytem: "Boże, on jest taki duży. Jak on się we mnie zmieści?". Energia seksualna opada. Seks, kiedyś tak pożądany, teraz jest banałem. Swojego partnera masz na wyciągięcie chuja - no chyba, że akurat boli go dziś głowa... Chociaż... czy to ostatnio nie dzieje się zbyt często? - zadajesz sobie pytanie... I pada w końcu mistrzowskie: "A może to ze mną jest coś nie tak?". I zaczyna się wyścig zbrojeń. Siłownie, kosmetyki, prężenie muskułów - aby desperacko dostać potwierdzenie od partnera: "Tak, nadal jesteś atrakcyjny - pomimo upływu czasu..." Mała reanimacja za pomocą pornola - tak, oni tam się nieźle bawią. Widzisz te wszystkie majestatyczne wytryski w zwilnionym tępie. Słyszysz te głębokie westchnięcia. Widzsz tych nagich facetów, którzy naprawdę czują, że są atrakcyjni... A wy? ... A Ty? Czy nadal jesteś atakcyjny? Jakie masz na to dowody...? On dziś znów obejrzał się za innym na ulicy. A Ty czujesz, że Twoje akcje spadają. Z zazdrością patrzysz na nowego współlokatora. Tak cudownie wyciska hantle. On też na Ciebie patrzy. Twój partner - na was obu. I wszyscy myślą o tym samym... ale nic z tego. Musicie być sobie wierni aż do śmierci, więc wszelkie brudne myśli należy wyrzucić z siebie. To jest przecież złoooooooo... Może coś byś chciał, ale jesteś związany...

Zanim przejdziemy do jakże kontrowersyjnej i nie mieszczącej się jeszcze w głowie koncepcji nr 3 - porównajmy oba pomysły, które dotychczas omówiliśmy. Każdy z nich zawiera coś, czego nie ma ten drugi.

Opcja nr 1 - seksualna

Zalety:
- wolność, swoboda,
- mnóstwo przyjemności,
- poczcie, że jest się bardzo atrakcyjnym,
- dreszczyk adrenaliny, przygody, zdobywanie,

Wady:
- samotność,
- poczucie, że dla nikogo nic się nie znaczy,
- pustka życiowa,
- niepewność,

Opcja nr 2 - społeczna (romantyczna)

Zalety:
- zakochanie,
- poczucie bycia kimś wyjątkowym dla kogoś,
- bezpieczeństwo, stabilizacja życiowa,
- opieka, troska ze strony partnera,

Wady:
- nuda,
- wypalenie,
- poczucie, że jest się nieatrakcyjnym,
- uczucie bycia, zamkniętym w klatce, związanym... cóż za wymowna dwuznaczność!

Jakież więc operacje można wykonać na swoich energiach, aby spotęgować korzyści i wyeliminować wady...?

3. Naucz się oddzielać seks od miłości.

Czy uprawianie z kimś seksu oznacza, że się tego kogoś kocha? Czy kochanie kogoś oznacza, że od razu uprawia się z nim seks? Nie, ponieważ energia seksualna i energia serca (czyli miłości również) to dwie różne sprawy.

Energia seksualna chce zdobywać, przeżywać przygody, potwierdzać swoją atrakcyjność. Jest egoistyczna, zmienna i krótkotrwała. Może się nagle pojawić i nagle - wiadomo w jakim momencie - przemija. Potrafi być burzliwa i intensywna. Odpowiada nie tylko za seks, ale też za np. zdobywanie nowych gażetów, bawienie się nimi, jak zabawakami, a następnie porzucaniem ich (po tym poznasz osobę seksualną - ciągle poluje na nowe komórki, auta, ciuchy etc. - musi zdobywać trofea)

Energia serca jest stała i niezmienna. Trwa cały czas. Nie można nie kochać - moża to tylko robić na wiele różnych sposobów. Energia serca przywiązuje do kogoś, pozwala Ci być wdzięcznym drugiej osobie za to, że jest. Jest bardzo altruistyczna, choć to tylko pogląd umysłu na tę sprawę (nie ma altruizumu ani egoizmu dla serca, bo wszystko jest Jednością - dawanie i branie to to samo, bo zawsze dajesz i dostajesz jednocześnie). Mówi się, że niektórzy są bardzo serdeczni - to oznacza, że mają otwartą czakrę serca.

Do stworzenia cudownego związku pełnego najlepszych uczuć, nie potrzebuejsz w ogóle energii seksualnej - wystarczy energia serca. Tak się tworzą przyjaźnie, tak się ludzie do siebie przywiązują i tęsknią za sobą. A energia seksualna - w przypadku mężczyzn - idzie z jąder, nie z serca. Stąd też możemy się z kimś ruchać i nie czuć do tej osoby żadnych specjalnych uczuć.

Dwa świat. Ruchać bez serca. Kochać bez jaj.

Jednak w trakcie swojego życia nieźle namotaliśmy. Jedna energia pomieszała nam sie z drugą - na wiele róznych sposobów, w różnych proporcjach. Mówimy, że nie umiemy się pieprzyć z kimś, do kogo nic nie czujemy. A co, jeśli czujesz do kogoś pociąg fizyczny? Też nie umiesz? To przecież COŚ, jakieś uczucie, co nie?

Aby zobrazować Ci opcję nr 3 i zrobić to w naprawdę bezpieczny sposób, posłużę się hisotorią Adama i Krzyśka. Poznali się jak wszyscy - przez internet. Scenariusz potoczył się tak, jak to opisałem w opcji nr 2. Zakochanie, przywiązanie, opad energii seksualnej, frustracja, pustka. Wtedy, w krytycznym momencie, wprowadził się do ich mieszkania przystojny współlokator - Michał. Oboje patrzyli na niego z błyskiem w oku. Miał fantastyczną klatę, na którą obaj zerkali - niby przypadkiem - gdy wpadał bez koszulki do kuchni nalać sobie mleka.

To zrodziło w Adamie i Krzyśku ogromną frsutrację i zazdrość. Zdali sobie sprawę bowiem, że mimo, iż nadal się kochają, to nie czują już względem siebie takie pożądania, jakie czuli w tamtej chwili do Michała.

Pewnej nocy Adam nie wytrzymał i przyznał się Krzyśkowi, jak wygląda sprawa. Że widział przez przypadek Michała, jak wychodził spod prysznica, i że obraz jego wielgachnego penisa wyrył mu się na siatkówce. Że nic z tym nie poradzi, rozkłada ręce. Zapewniał: "Nadal kocham Cię całym sercem... (sercem!), choć na myśl o Michale krew odpływa mi od mózgu". Tłumaczył Krzyśkowi, że to wcale nie oznacza, że jest on dla niego nieatrakcyjny... że nadal w jakiś sposób go pociąga...

99,99% osób, które usłyszałoby coś takiego od swoich życiowych partnerów, załamałoby się.

Co zrobił Krzysiek?

Uśmiechnął się tylko. Powiedział: "Zrób to". Te dwa słowa były prosto z serca. Szczere i prawdziwe. Wtedy zrozumiałem w pełni, że tylko osoba, która naprawdę kocha, mogłaby pozowlić swojemu partnerowi przelecieć kogoś innego. Że jak? Że tak - że prymitywny, plemienny koncept "mój partner to moja własność" przeszedł w ich związku do lamusa. Że oto jesteś wolnym człowiekiem. Że nie muszę Cię trzymać na siłę, bo i tak jesteśmy nierozweralnie związani ze sobą - na wieki wieków - sercem. Że szczęście partnera jest moim szczęściem - nawet, jeśli to oznacza, że przeleci kogoś innego.

Adam nie mógł uwierzyć. Spodziewał się, że dostanie ochrzan, że Krzysiek odejdzie, trzaśnie drzwiami i był na to gotowy. A tu... po prostu "Zrób to".

- Co?
- Prześpij się z nim...
- Nie będziesz zazdrosny...?
- Będę. I będę też z Ciebie dumny... - odparł Krzysiek.

Zapadła cisza. Prawie godzinę Adam siedział w osłupieniu. Panował spokój. W końcu Adam powiedział:

- Nie zrobię tego...

A po chwili dodał:

- Zrobimy to razem!

I ta, jakże społecznie niedopuszczalna myśl, stała się dla nich wybawieniem. Zrozumieli, że seks to nie miłość, że miłość to nie seks. Że bez względu na to, w kim jest teraz Twój chuj, o wiele ważniejsze jest to, przy kim jest teraz Twoje serce.

Zalała ich nieprawdopdobna satysfakcja, że te poplątane energie udało się tak elegancko rozgraniczyć.

Zanim to zrobili, najpierw uzgodnili szczegóły - co dokładnie zamierzają zrobić z Michałem, gdy go dorwą w swoje ręce. Wiedzieli już, że cokolwiek, co na oboje się zgodzą, jest ok. Planowali to tak, jak z miłością zakochani planują wspólne mieszkanie czy wakacje. I wiesz, co było najciekawsze? Zgodzili się, że mogą zrobić Michałowi loda, że on może zrobić loda im, że mogą pozwolić sobie na anal, pociąg itd. Oczywiście wszystko bezpiecznie, w gumie. Ale nie jedno - nie chcieli się z nim całować. "To było by najgorsze, jak największa zdrada" - stwierdzili. Chcieli się całować tylko ze sobą.

Zrobili to.

Nie wiem, jak dokładnie przekonali Michała do tego, ale za to spytałem, co działo się w ich głowach, gdy to robili. Krzysiek, tak, jak mówił, z dumą podziwiał, jak Adam rżnął przystojnego Michała. Nie sądził, że jego chłopak jest w stanie zdobyć takie ciacho. Czerpał z jego radości, wiedział, że ma bardzo atrakcyjnego chłopaka. Dopingował im! Czuł się tak, jakby wiedział, że wszyscy jesteśmy Jednością na którymś poziome i czyiś orgazm jest moim, a mój orgazm jest orgazmem każdego Geja na świecie. Z kolei Adam, po miesiącach wątpliwości, poczuł ponownie, że jest atrakcyjny. Bez względu na to, w jakich konfiguracjach to robili, kto w kogo wchodził i jak - to, co było problemem, stało się roziązaniem. Adam z Krzyśkiem pocałowali się po tym seksie tak namiętnie, jak podobno nie czynili już od miesięcy. A co z Michałem? Po jakimś czasie znudzili się nim - bo taka jest nautra energii seksualnej. Przychodzi i znika po wyładowaniu. A miłość, która płynie z serca, trwa na zawsze. Dlatego ich związek przetrwał.

***

Społeczeństwo dyktuje nam normy. W którymś momencie uznajemy je za własne. Gdy je łamiemy, czujemy wstyd i mamy poczucie winy. Niektórzy z nas mówią tak, jakby te normy były prawdziwe. A nie są. To zbiorowe halucynacje. Są tylko niepisaną umową. Umową, która w pewnych sytuacjach zapewnia nam bezpieczeństwo, a w innych - ogranicza nas. Umową, która niekoniecznie musi mieć mądre warunki. Kto powiedział, że całe społeczeństwa się nie mylą? Mylą! 99% Niemców popierało Hitlera. Być może również popieranie np. absolutnej monogamii jest równie ślepą uliczą w ewolucji?

Są kultury, gdzie faceci mają haremy pełne żon. To u nich normalne. Facet na którymś poziomie swojego biologicznego istnienia (na poziomie jaj) czuje potrzebę potwierdzania swojej atrakcyjności seksualnej - ciągle zdobywając kogoś nowego. Na poziomie serca czuje jednak chęć stworzenia bliskiej relacji.

Jak to wszystko pogodzić ze sobą, jeśli społeczeństwo dyktuje nam sztywne normy? ... że możemy uprawiać seks tylko z osobą, którą kochamy? A co, jeśli obie nasze, jakże ważne, energie - seksualna i serca - zaczną dyktować swoje warunki?

Przeraża mnie perspektywa bycia zaliczaczem. Ruchania bez serca obcych ludzi, by zostać tylko narzędziem do masturbacji w ich rękach. By miarą mojego życia byli tylko faceci, których przeleciałem. Czułbym się jak w sklepie mięsnym.

Przeraża mnie też celibat do końca życia, będąc zamkniętym w złotej klatce zwanej "szczęśliwym związkiem". Partner, który obsesyjnie żąda ode mnie bycia wiernym, bo jego umysł - przepełniony lękami - stawia mi ograniczenia i przeszkadza poczuć swojemu sercu zaufanie. Partner, który nic z siebie nie daje, bo myśli, że nie ma konkurencji. Przeraża mnie, że będąc z kimś, kto mnie kocha, poczuję pociąg do kogoś innego i to wszyscy zniszczy - bo takie warunki stawiamy naszym relacjom.

Prawdziwa miłość nie stawia warunków.

Serce tego nie potrafi. Serce ufa, akceptuje wszystko, co jest - bezwarunkowo.

Tylko umysł, który się boi, stawia warunki. Bo myśli, że seks z kimś innym może rozjebać coś, co jest absolutnie niezniszczalne - związek dwóch serc.

Ja już nie mam wątpliwości. Mogą się rozstać tylko umysły, które stawiają sobie wzajemnie warunki. Serca nie mogą się rozstać nigdy.

Umysł (i społeczeństwo, które go zaprogramowało) nie wie wszystkiego. Prócz niego mamy też serca i jaja. I każda z tych cześci domaga sie swojego. Każda z nich wie coś, czego nie wie pozostała. Jesteśmy naprawdę złożoną kolonią komórek, konglomeratem nieraz sprzecznych pragnień - dlatego wymagamy nieraz nietypowych rozwiązań. Stawianie sobie ograniczeń, które wynika tylko z obaw podsycachych głupimi filmami tworzonymi w głowie, nie jest dla mnie sposbem na odnalezienie spełnienia. Za to dawanie Wolności - sobie i innym - tak.

Wierzę, że właśnie tak można rozpoznać prawdziwą miłość. Że każdy robi to, na co ma ochotę, a i tak wszystko jest ok.

Wierzę też w to, że możemy osiągnąć pełną satysfakcję na każdym poziomie. Że możemy mieć absolutnie cudowny seks, kochać się a umysł może tam podpowiadać, jak to wszystko zorganizować, osiągać i podtrzymywać. Cokolwiek to znaczy.

Gejowskie związki są nietrwałe, bo stawiamy sobie warunki, zamiast akceptować przepływ naszych energii. Walcząc z energiami, tamujemy je. Z rwącej, czystej rzeki, zmieniamy się w zgniły, zapadły staw porośnięty rabarbarem. Pozwól przepłynąć temu, co niesie życie, zamiast usilnie próbować to zatrzymać to, co najlepsze, lub tamować nadpływające kłopoty - bo z nimi zostaniesz.

To się nazywa flow. Korzystaj.

piątek, 29 maja 2009

Gej-marketing: podstawowy błąd atrybucji

Dziś po raz kolejny poprwadzę Cię po meandrach ludzkiej percepcji i wyjaśnię, czym jest tzw. podstawowy błąd atrybucji, jak również jakie konsekwencje ma to, że popełniamy go niemal zawsze i wszędzie.

A co najważniejsze: jak nie dać zrobić się w chuja i robić w chuja innych za jego pomocą :)

Jakiś czas temu pisałem, że ludzie będą generalizować przekonania o drugim człowieku na bazie nawet szczątkowych informacji o nim. Przykład: na scenę wychodzi komik. Śmieje się, opowiada dowcipy i żartuje. Widownia naiwnie myśli: jaki ten gość jest zabawny. Wydaje im sie, że jest on zabawny wszędzie (w każdym miejscu), zawsze (od urodzenia aż do śmierci) i wobec każdego, kogo napotka.

Bullshit.

Kto wie, jaki jest w domu? Kto wie, jak traktuje swoją żonę/ męża :P czy dzieci? Kto wie, jakie ma podejście do np. gejów, Murzynów etc.?

To właśnie podstawowy błąd atrybucji - przypisywanie ludziom (i nie tylko) właściwości (atrybutów), których mogą oni nie posiadać.

Gdy oglądasz amerykańskie filmy, niemal od razu wiesz, kto jest dobrym, a kto złym charakterem. Skąd? Reżyserzy odkryli tę zasadę - dobierają aktorów o takiej twarzy, aby łatwo nam było osądzić, kto jest kim.

Biały charakter będzie miał twarz symetryczną (podświadomie klasyfikujemy ją jako zdrową), będzie miał białe, równe zęby, będzie się uśmiechał a jego rysy będą zbliżone do uśrednienia rysów przedstawicieli całej populacji (gdybyś nakładał półprzeźroczyste zdjęcia twarzy mężczyzn jedno na drugie, uzyskałbyś właśnie owo uśrednienie - jest ono wzorcem kulturowym - im czyjeś rysy są bliższe temu uśrednieniu, tym uważamy czyjąś twarz za bardziej atrakcyjną).

Czarny charakter z kolei będzie miał wąskie oczy (jakby mrużył je w gniewie), najczęściej dysproporcjonalną twarz (np. wielkie czoło albo masywną żuchwę), np. "tępe" spojrzenie albo tak ułożone brwi, jakby się złościł.

Dzięki temu na pierwszy rzut oka rozpoznajemy, kto stoi po jakiej stronie. I jest to kolejny błąd atrybucji. Po prostu wydaje nam się, że potrafimy czytać z twarzy (a wierz mi - naprawdę czytać z twarzy to potrafi 200 ludzi na świecie, którzy szkolili się latami). Co więcej - bardzo ufamy swoim osądom na temat innych ludzi. Wnioskujemy, że jeśli ktoś ma sympatyczną twarz, to pewnie jest sympatyczny. I vice versa - jeśli ktoś ma "złą" twarz - to pewnie jest zły.

Ktoś ma okulary? To na pewno jest molem książkowym, co nie?

To przykre i krzywdzące. Niestety też prawdziwe. Weź dwóch ludzi, którzy 50% czasu zachowują się uprzejmie, a 50% czasu są chamami, przy czym jeden będzie miał sympatyczny wygląd, "śmiejące się" oczy etc., a drugi będzie wyglądał jak bandyta z westernu - ludzie skonstruują zupełnie odmienne osądy na ich temat. W przypadku "sympatycznego" - powiedzą, że gość jest okej, tylko zdarza mu się czasem źle zachować. W przypadku "bandyty" - powiedzą, że gość jest psycholem, pomimo, że czasem zdarza mu się zachowywać normalnie przez chwilę.

No i epic fail.

Udowodniono, że najlepsi sprzedawcy na świecie, nie popełniają podstawowego błędu atrybucji. Po prostu wiedzą, że wygląd nie implikuje żadnych cech człowieka. Dlatego bez uprzedzeń potrafili podejść zarówno do dobrze wyglądającego klienta, jak i do klienta o fizjologii nosferatu. Nie robili lipnych dialogów wewnętrznych (które ZAWSZE widać po mimice, wystarczy się przyjrzeć), nie przewracali oczami, nie tupali nózką. Z uwagą i szacunkiem słuchali swoich klientów i doradzali im, co mogą wybrać.

Pierwsza lekcja dla Ciebie: to, że ktoś wygląda tak, a nie inaczej, nie implikuje posiadania żadnych cech.

Ktoś może wyglądać przystojnie i słodko, a być olewatorem, ignorantem, wariatem itd. Ktoś może wyglądać jak przybysz z ciemnej strony księżyca, a być szlachetnym, inteligentnym i uczciwym człowiekiem.

Nie ufaj swoim osądom na temat drugiego człowieka opartym na fizjologii - błagam! Nie rób sobie i komuś tej krzywdy, nie czyń tej niesprawiedliwości, bo nikt z nas nie wybiera tego, jak wygląda. Dopuść do siebie myśl, że możesz się mylić.

Całe szczęście, możesz wykorzystać podstawowy błąd atrybucji, by lepiej się zaprezentować ludziom, którzy o tym mechaniźmie nic nie widzą.

Druga lekcja dla Ciebie: zrób tak, że jeśli już będą popełniać błąd atrybucji, to przynajmniej na Twoją korzyść.

Dodaj na profil swoją uśmiechniętą fotkę. Dobierz zdjęcie tak, by Twoja twarz wyglądała korzystnie - w grę wchodzi oświetlenie i kontrast. Zdjęcie niech będzie kolorowe (a nie np. czarno-białe, bo tak przedstawia się w mediach osoby, które umarły!).

Nie rób se foty z flachą w ręce, bo zgeneralizują, żeś pijak. Nie pal na zdjęciu, nawet, jesli jesteś nałogowym palaczem - ludzie zachowają Twoje zdjęcie w pamięci i będą traktować, jako reprezentacyjny obraz Ciebie!

Zrób sobie profesonalną, wyraźną i ciekawą fotkę, a nie zamazaną, z komórką w ręce w lustrze. 

Jeśli masz ciałko - możesz je pokazać, ale pamiętaj - prawdopodobnie zostaniesz wtedy sklasyfikowany jako faker szukający seksu! Jeśli ubierzesz się w garnitur - ludzie powiedzą, że jesteś elegancki i dbasz o siebie. Że lubisz luksus etc.

A może chcesz być postrzegany jako luzak? Załóż kolorowe, luźne ciuchy i strzel se fotkę na plaży.

To proste jak konstrukcja chuja. Ludzie będą wierzyć swoim osądom na Twój temat, zatem elegancko i z wyczuciem dobieraj foty tak, by stworzyć sobie wizerunek, jaki będzie Ci służył.

Druga sprawa - odpowiednio dawkuj informacje o sobie i przedstaw je tak, żeby robić dobre wrażenie. Zamiast mówić, że wykładasz towar na półki w sklepie, powiedz, że jesteś ekspertem ds. ekspozycji towaru. Zamiast mówić, że pracujesz jako sekretarka, powedz, że jesteś coffe and tea manager :)

Kumasz?

Gdy mówię ludziom, że w EMPIKU znajdą 2 książki z moim nazwiskiem na okładce, to szybko generalizują: "o, jaki inteligentny, młody człowiek" :) [i kurwa mają rację :P] Gdy pytają, czym się zajmuję, mówię, że m.in. uczę Gejów, jak być liderami swojego własnego życia. Gdy pytają, czym się interesuję - mówię, że tajemnicami genialnych umysłów, projektowaniem pomyślnego życia itp. itd.

Skoro już błądą, niech błądzą na korzyść.

Na pewno zastanawiasz się już, gdzie zastosujesz zdobytą dziś wiedzę - czy na profilu, czy w kontaktach na żywo czy może jeszcze gdzieś indziej. Rób to mądrze i odpowiedzialnie. No i zrób z tego dobrą zabawę :) To tylko gra z ludzką percepcją.

środa, 18 marca 2009

Geje lecą na kasę - prawda czy mit?

Jeśli świat byłby maszyną, jej paliwem byłoby kilka rzeczy - seks, miłość i kasa. Bez względu, czy sądzisz, że to okrutne i niesprawiedliwe, czy też uważasz, że to okej - warto zanurzyć się w tym temacie, by lepiej pojąć mechanikę interakcji socjalnych.

Jeden ze stereotypów mówi, że Geje lecą na kasę. Nim odważyłem się mieć zdanie na ten temat, długo obserwowałem. I muszę się z tym zgodzić, jednocześnie też temu zaprzeczyć.

To prawda - faceci przy kasie wydają się bardziej atrakcyjni. Nie mogę się oszukiwać i twierdzić, że ogromne wrażenie robi na mnie biedny uliczny artysta, a facet podjeżdżający na randkę wypasioną furą pozostaje mi obojętny.

Niedawno poznałem bardzo sympatycznego mężycznę. Gdy zobaczyłem, że przyjechał na spotkanie totalnie odjechanym, drogim, wielkim, pięknym autem - jego wartość w moich oczach skoczyła pod niebiosa.

Czy to znaczy, że jestem materialistą? :)

I tu wchodzi na scenę prawda nr. 2 - Geje nie lecą na kasę. Lecimy na to, co daje kasa! Będąc w związku z kimś, kto ma odpowiednie stany konta, masz zapewnioną jakąś stabilizację życiową, poczucie bezpieczeństwa, rozrywki, których z biednym gościem nigdy byś nie zaznał. Mam rację?

Czy wiec chodzi o materializm? Czy o zdrowy rozsądek?

Oczywiście - możesz wybrać sobie partnera, który będzie non stop na skraju biedy i będzie pożyczał od Ciebie kasę. Możesz wybrać gościa, który nieustannie lawiruje na pograniczu egzystancji a jego życie w przypadku dowolnego czynnika losowego może się zawalić. Ale czy chcesz?

Teraz już wiem, że ów skok wartości na widok czyjegoś stanu posiadania to nie materializm - to wspaniały okrzyk radości - oto facet sobie radzi! Oto potencjalny partner, który może zapewnić (sobie a nawet komuś) życie na poziomie. Każdy z nas tego chce. Każdy chce czuć się bezpiecznie i być spokojnym, gdy myśli o przyszłości. A kasa to jedno z narzędzi, które to zapewniają.

To dlatego faceci przy kasie budzą tyle emocji i pożądania.

Jest jeszcze druga strona medalu - czy musisz w związku z tym mieć góry pieniędzy, żeby mieć powodzenie? Czy musisz podcierać dupę stuzłotówką, aby ktokolwiek się Tobą zainteresował?

Odpowiedź brzmi oczywiście "nie".

Jeśli wiesz, co tak naprawdę kryje się za pożądaniem kasy (pragnienie bezpieczeństwa, lepszego życia, spokoju, stabilizacji etc.) - okazuje się, że ten sam cel możesz osiagnąć na wiele innych sposobów. Jakich?

  • inteligencja - to umiejętność wykorzystywania szans, które są tu i teraz. Wiele pseudoautorytetów mówi, że jest wrodzona. Bullshit. Umiejętność to umiejętność - można ją ćwiczyć i stać się w niej mistrzem. Znam gości, który twierdzili, że są głąbami, i którzy po kursach i szkoleniach stali się doskonali w różnych dziedzinach. Inteligencja jest cholernie pociągająca - ponieważ podobnie, jak w przypadku kasy - jest obietnicą wyższego poziomu życia w przyszłości.
  • wykształcenie - przez wielu wciąż mylone z inteligencją, pomimo iż można być wykształconym głąbem albo inteligentnym absolwentem szkoły średniej. Tak czy owak, wykształcenie wciąż jawi się jako gwarancja pewnego statusu społecznego i majątkowego.
  • pewność siebie - brak obaw przed przyszłością, uśmiech na twarzy, pewny krok, spokój w sposobie bycia etc. Wszystko to składa się na wrażenie, że facet ma asa w rękawie i uratuje nas wszystkich przed zagładą :)
Są jeszcze inne sposoby na równoważenie braków na swoim koncie. Ale o tym innym razem :) Póki co - korzystaj.

Narkomani miłości i zimne suki - czyli komplementarność w związkach gejowskich

Geje dobierają się w związki w oparciu o pewne zasady - często zasady w ogóle nieuświadomione. Jedną z nich jest zasada komplementarności, czyli uzupełniania się.

Mówi ona, że w swoim przyszłym partnerze szukamy cech, których sami nie posiadamy. Jest to zdeterminowane ewolucyjnie. Robimy to o to, aby razem z nim uzupełnić się i stworzyć jednostkę pt. "My", która posiada szerszy wachlarz umiejętności.

Wyobraź sobie związek dwóch księgowych - oboje chudzi, bladzi, w okularkach. Oboje doskonale kalkulują, znają się na podatkach. Typowi umysłowcy. Gdy popsuje się w domu kibel lub trzeba będzie zrobić remont - muszą sięgać po zesoby zewnętrzne.

W przypadku związków, gdzie partnerzy uzupełniają się swoimi umiejętnościami - ich wzajemne "uzależnienie" od siebie jest większe. Jeden jest np. typowym umysłowcem, humanistą, naukowcem. Drugi - sportowcem, który nie boi się pracy fizycznej. Oczywiście - poza wspólnymi elemenatmi ich osobowości, które niewątpliwie ich zbliżyły - doskonale wspomagają się wzajemnie. Każdy z nich bowiem ma unikalne zasoby, których drugi nie posiada.

"Fizyczny" wyciągnie "umysłowca" na siłownę czy na rower. "Umysłowiec" potrafi "fizycznego" wciągnąć w interesujący świat np. rozwoju osobistego.

I to jest okej. Natomiast komplementarność ma też swoje mroczne strony.

Widać to w przypadku Gejów i to często bardzo wyraźnie.

Oto wymowny przykład:

Mirek jest narkomanem miłości - ciągle tylko by się przytulał, kochał, szeptał czułe słówka do ucha, robił śniadania do łóżka. Usilnie potrzebuje on miłości i ciągle mu jej mało. Niestety - nieświadomie przyciągnie do siebie zimną sukę - człowieka z trudem okazującego emocje, chłodnego, zdystansowanego. Taką sytuację widziałem już setki razy. Jeden z nich ma nadmiar energii żeńskiej, drugi męskiej. Jeden jest ofiarą, drugi afresorem. Jeden jest matką Teresą, drugi - egoistą widzącym tylko koniec swojej dupy. Jeden widzi w związku same problemy - drugi ani jednego.

O co w tym wszystkim chodzi?

Twoje przekonania, w które wierzysz i którymi się kierujesz w dobieraniu sobie partnerów - przyciągną tylko takich partnerów, którzy doskonale się do nich dopasują. Jeśli uważasz, że nie zasługujesz na prawdziwą miłość - natychmiast znajdzie się ktoś, kto się z Tobą zgodzi. Czy tego chcesz? Pomyśl.

Oto dwie strony toksycznego medalu:

1. Narkoman miłości:
- nie zasługuję na prawdziwą miłość
- chcę kochać kogoś i to jest dla mnie najważniejsze
- miłość jest sensem mojego życia
- zawsze to ja muszę się starać, by kogoś zdobyć
- daję z siebie wszystko
- jestem nieszczęśliwy, gdy jestem sam

2. Zimna suka (zauważ, jak wspaniale pasuje do narkomana miłości):
- zasługuję na to, by inni mnie kochali
- miłość jest ważna, ale bez przesady
- zawsze to inni starają się, by mnie zdobyć - ja nie muszę nic robić
- najbardziej kocham siebie
- biorę wszystko, co mi dają
- jestem szczęśliwy, gdy jestem sam

Która strona jest lepsza? ŻADNA.

W swym krótkim acz intensywnym emocjonalnie życiu byłem po obu stronach medalu i wierz mi - nie chcesz być narkomanem miłości, który chce za wszelką cenę kochać, i nie chcesz być zimną suką, przy której inni płaczą i dostają histerii.

Przede wszystkim - balans chłopie, balans.

Człowiek balansu kieruje się następującymi zasadami:
- ktoś może mnie pokochać i ja mogę pokochać kogoś - to nie kwestia zasługiwania, ale bycia odpowiednim człowiekiem,
- oprócz miłości, mam wiele innych sensów życia,
- mogę kochać siebie i kogoś jednocześnie równie wspaniałą miłością,
- o związek zabiegam ja, jak również mój partner i są to elementy uzależnione - angażuję się w podobnym stopniu, jak mój partner,
- daję i biorę to, co uznam za słuszne,
- jestem szczęśliwy, gdy jestem sam i z kimś - bo szczęście to mój stan ducha,
- najpierw sam jestem szczęśliwy, potem uszczęśliwiam innych.

Człowiek balansu wie, że jego desperacja, samotność i smutek są elementami, które szybko mogą wepchnąć go w ramiona nieodpowiedniego partnera.

Człowiek balansu kieruje się miłością do siebie - jakkolwiek może to egoistycznie zabrzmieć - i pyta siebie wciąż: czy ten partner jest odpowiedni dla mnie? (zamiast: czy jestem odpowiednim partnerem dla niego? - niech sam to oceni) Sprawdzając te odczucia, jest w stanie ocenić swoją intuicją wiele rzeczy, zanim komuś stanie się emocjonalna krzywda.

Człowiek balansu nie szuka - on znajduje. Zamiast upiększać oraz idealizować ludzi - obserwuje ich i bada swoje odczucia względem nich.

Człowiek balansu jest egoistą i altruistą jednocześnie - dba o dupę swoją oraz swojego partnera i wie, że zarówno on, jak i jego facet, mogą mieć dobrze jednocześnie (sytuacja typu wygrany-wygrany).

Wie, że jeśli jeden z partnerów w związku jest lepszą wersją siebie - to zyskują oboje.

Jestem pewien, że z moich przemyśleń prawdopodobnie wyciągnąłeś już wiele i wiem, że wciąż możesz wyciągnąć jeszcze więcej. Korzystaj mądrze.

sobota, 14 marca 2009

Lingwistyka uwodzenia - pytania

Dziś kolejny sposób, jak sprawić, by gość poczuł się przy Tobie wyjątkowo.

Gdy się spotykacie, rozmawiacie. Wiele osób uważa, że rozmowa to "wymiana poglądów". Można i tak, choć mnie zdecydowanie w takiej definicji czegoś brakuje. Brakuje mi pytań.

Pytania to magiczna część lingwistyki. Żadne inne narzędzie nie otwiera w głowie tylu możliwości, co pytanie. Zadając mądre pytania, otrzymasz odpowiedzi, które dadzą Ci mnóstwo ważnych i praktycznych informacji o osobie, z którą rozmawiasz.

Twoim celem nr 2 jest też to, by gość poczuł się przy Tobie wspaniale. Dlatego też nie będziesz mi zadawał pytań w stylu "Czym się martwisz?" albo "Co jest największą tragedią Twojego życia?" - bo gdy zacznie na nie odpowiadać - od razu będzie czuł się źle i skojarzy ten stan z TOBĄ, mój Drogi.

Dlatego mądra rada: zadawaj tylko takie pytania, na które odpowiadając, na pewno będzie czuł się wspaniale.

Nawet nie wiesz, jakie to ważne! Sam nie chciałbyś być na spotkaniu z kimś, kto będzie Cię wypytywał o szczegóły Twich problemów, bo będziesz się wtedy źle czuł. Chcesz, by ktoś aktywował w Tobie pozytywne pokłady energii.

Dlatego dawaj dobry przykład i sam pytaj.

Przykłady pytań, które robią pozytywną energię:

- Co sprawia, że czujesz się cudownie?
- Co Cię w życiu najbardziej kręci?
- Co trzeba robić, żeby wyglądać tak, jak Ty?
- Ile czasu spędzasz na siłowni? (i patrzysz z zachwytem na jego ramiona)
- Czy krzyczysz podczas orgazmu? Czy może przeżywasz go w ciszy...?
- Co sprawiło, że do mnie napisałeś?
- Co Cię we mnie na tyle zainteresowało, że chciałeś się ze mną spotkać?
- Co Ci się najbardziej podoba w facetach?
- Co jest Twoją największą pasją?
- Co kochasz robić?
- Jak wspaniałe to uczucie być Tobą?
- Jak wiele przyjemności jesteś w stanie znieść?
- Co możemy razem zrobić, abyś poczuł się teraz jeszcze lepiej?

Wymyślaj oczywiście swoje pytania. I naucz się je zadawać. Niech to nie będzie przesłuchanie - raczej bardziej ukryj i zamaskuj swoje pytania, np.

"Ciekawi mnie, jak taki facet, jak Ty, przeżywa prawdziwą miłość od pierwszego wejrzenia...?"

"Czasem pytam się facetów, z którymi się spotykam, co ich we mnie na tyle zainteresowało, że chcieli się ze mną spotkać...?"

"Czy kiedykolwiek sprawdzałeś, jak wiele przyjemności jesteś w stanie znieść w trakcie jednej nocy?"

***

Kiedyś siedzę w knajpie z pewnym fajnym facetem i pytam go o wszystko, co mu sprawia radość, przyjemność, czym się pozytywnie nakręca a on do mnie z wyrzutem - "Ty chcesz na mnie wpłynąć, żebym się dobrze poczuł!!!". HAHAHA!!! TAK, dokładnie tego chcę! Przepraszam, to się już więcej nie powtórzy! ;-)

Nie będę mu już przeszkadzał w czuciu się źle, obiecuję! :P

TOP 10 miesiąca