Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej

Skondensowany i praktyczny mini przewodnik dla początkujących, którzy chcą dawać dupy bezpiecznie, zdrowo i przyjemnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozczarowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozczarowanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 grudnia 2011

Jak przeżyć rozstanie - survival

Miesiąc, rok, 10 lat, 20 - nie ma znaczenia, ile byliście ze sobą. Ważne, jak to udźwigniesz. Każdy związek kiedyś się kończy i od jego początku trzeba być na to gotowym w każdej chwili. Jednak nie zrozum mnie źle - nie mówię tego w tonie pesymistycznym. To po prostu spostrzeżenie. Związki się kończą - wszystkie od A do Z. Czy to rozstaniem, czy to zdradą, czy to śmiercią partnera. Kończą się cicho lub z hukiem, spokojnie lub z nerwami. Tyle rozstań, ile związków. Każdy ma swoją historię.



Moja babcia przeżyła z moim dziadkiem ponad 50 lat. A gdy dziadek odszedł - ona, będąc w wieku 81 lat, musiała się zmierzyć ze swoim przywiązaniem do niego. Z depresją, pustką, czasem poczuciem samotności. To nie ominie nikogo - mnie również nie ominęło.

Jak to przeżyć?

Nie ma łatwej i prostej recepty. Zebrałem do kupy swoje doświadczenia oraz moich znajomych. I powstał z tego swego rodzaju poradnik - zbiór technik i podejść, które mogą okazać się pomocne. Niech to będzie mój prezent na Święta dla każdego, kto wciąż żyje w rozpaczy, jak również dla każdego, kto jest w związku - bo nikt z nas nie wie, który pocałunek będzie tym ostatnim.

1. Oddychaj


Wiem, dziwna porada. Ale pomaga. Pochodzi z filmu "Pod słońcem Toskanii" - jednego z moich ulubionych, do których wracam latami. Po prostu oddychaj, niech czas leci, a Ty skoncentruj się tylko na swoim oddechu. Jeśli cokolwiek Cię od niego odciągnie - natychmiast do niego powróć. I tak na nowo i na nowo. Aż wrócisz do źródła życia, którym on jest.

2. Upewnij się, że to koniec


Chyba nie ma nic gorszego, niż niedopowiedzenie. Co innego śmierć partnera, co innego - gdy partner niby odchodzi, a niby daje sygnały, że coś jednak czuje. Jeśli odszedł, a Ty wciąż masz nadzieje - poproś go o to, by jednoznacznie określił, że to koniec związku na zawsze. Na początku będzie to być może dla Ciebie cios i ból, ale pozwoli Ci zrobić pierwszy krok, by zamknąć ten rozdział w swoim życiu raz na zawsze. Lepsze są jasne sytuacje, w których przynajmniej wiesz, na czym stoisz, niż łudzenie się, że może kiedyś coś jeszcze między wami będzie.

3. Spytaj siebie, co on o Tobie myśli


To ważne ćwiczenie. I żeby je przeprowadzić - nie musisz wcale z nim rozmawiać. Tu chodzi dokładnie o to, co Ty myślisz, że on myśli o Tobie. Powiedzmy, że Cię zdradził, odszedł, może teraz jest z innym... Jak to świadczy o Tobie? Czy jesteś kimś gorszym? Zrób listę myśli i opinii, które - wg Ciebie - on ma o Tobie. Myśli, że jesteś żałosnym dupkiem? Frajerem? Obwinia Cię o coś?

Teraz uświadom sobie, że to Ty sam o sobie tak myślisz.

Tak, dokładnie - sam wyrażasz swoje pretensje i osądy o samym sobie w swojej wyobraźni - robiąc to jego ustami i słowami. Być może nie gadacie od jakiegoś czasu, ale w swojej głowie sam robisz sobie problem. Bo w rzeczywistości nie liczy się to, co on o Tobie myśli po tej całej historii - najważniejsze jest to, co Ty myślisz o samym sobie.

4. Odkryj, co on Ci dawał


Partner to nie tylko partner - to też wartości, które reprezentował i wnosił do Twojego życia. Wartości, które zniknęły razem z nim. Co to było? Poczucie bezpieczeństwa? A może bezpieczeństwo finansowe? Opiekuńczość? Troskę? Poczucie, że jesteś kimś wyjątkowym?

Twój umysł żył w przeświadczeniu, że ta osoba dawała Ci te właśnie rzeczy. Teraz czas wziąć odpowiedzialność za siebie i poczynić starania, aby dać sobie te same wartości samemu sobie. Skoro on nie może lub nie chce - musisz zadbać o to sam.

Zrób zatem listę owych wartości, które wnosił w Twoje życie Twój partner, jak również określ to, w jaki sposób to robił. Np. opiekuńczość: przykrywał Cię kołderką, robił śniadanie do łóżka itd. Bezpieczeństwo finansowe: miał dobrą pracę i przynosił do domu dużo pieniędzy. Itp.

Następnie zastanów się, dlaczego te wartości są dla Ciebie takie ważne i czy naprawdę musisz to mieć, aby być szczęśliwym, spełnionym człowiekiem a Twoje życie było udane. Być może część z nich odpadnie i okaże się, że wcale nie musisz mieć śniadanek do łóżka rano, aby być szczęśliwym.

Potem określ te, które są dla Ciebie kluczowe i pomyśl, w jaki sposób możesz osiągnąć je po swojemu. Np. kasę możesz zacząć zarabiać sam, samemu sobie dając poczucie bezpieczeństwa finansowego. W ten sposób już nikt nigdy nie będzie Ci "dawał" poczucia bezpieczeństwa finansowego - najwyżej je powiększał. Niemniej to już nie będzie dilerstwo i uzależnienie.

5. Zburz jego idealny obraz


Uświadomienie sobie, że kochasz nie jego, lecz jego wyidealizowany obraz jego w swojej głowie, daje wgląd w siebie i pomaga odzyskać odpowiedzialność za siebie oraz swoje emocje. Czy naprawdę on był/ jest taki idealny? Czy idealny facet odchodzi? Czy nie miał żadnych wad?

Realizacja tego punktu potrafi sprawić prawdziwy kłopot, jeśli partner umarł. W naszej kulturze nie wolno mówić źle o zmarłych. Niemniej nikt nie każe Ci mówić o nim źle. Tu chodzi o to, by w Twojej głowie był obraz realistyczny, zbliżony do prawy, a nie wyidealizowany ani obraz ułomny. Realistyczny obraz to obraz odpowiadający prawdzie - czyli pokazujący Twojego byłego jako normalnego człowieka, takiego jak każdy inny. Realistyczny obraz pozwala też pojąć, że wszystkie te zalety Twojego exa to - patrząc pod innym kątem - też wady.

6. Pozwól płynąć emocjom


Nie było mądrego jeszcze, który by zaradził na to. Rozstanie to ból i cierpienie. Koniec kropka. Musisz to przeżyć, nie masz innego wyboru. Czasem będziesz chciał powstrzymywać napływające kiepskie emocje - czy to podczas spotkania towarzyskiego, czy to podczas jazdy autobusem. Ale nie duś ich długo - znajdź chwile dla siebie, aby pozwolić tym emocjom zamanifestować się w Twojej świadomości. Nie chodzi o to, by za tymi emocjami podążać zawsze i wszędzie - to zgubiło już niejednego. Ważne, by odebrać od nich wiadomość. Czasem to wiadomość bardzo smutna, przerażająca, wkurzająca. Ale odbierz ją i podziękuj sobie za to. W ten sposób rozwiniesz świadomość samego siebie.

7. Bądź świadomy tego, jaki mechanizm obronny wytworzysz


Niektórzy po wielkich rozstaniach stają się zgnuśniali i zepsuci. Unikają wchodzenia w związki w strachu przed kolejnym zranieniem. Stają się chłodni, niedostępni, potencjalnych kandydatów kasują na starcie. To tzw. mechanizm obronny. Ma on słuszną intencję - mechanizm ma na celu ochronę. Niemniej jeśli ten mechanizm obronny nie stanie się częścią strategii pozyskiwania kolejnego partnera, lecz będzie żył własnym życiem - istnieje ryzyko, że zdominuje system. Wtedy trzeba pracować nad swoimi historiami umysłowymi - ponieważ ego broni się przed zranieniem tak bardzo, że uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Zrozumienie, co było istotą tego zranienia, pozwoli przepracować cierpienie i przekuć je na nową strategię pozyskiwania partnera.

Przykład:

  • Zenek poznaje faceta. Facet wyraża nim umiarkowane zainteresowanie, ale w końcu jednak się do Zenka przekonuje.
  • Po pewnym czasie wychodzi, że facet ciągle myśli o swoim byłym i chce do niego wrócić. Świat Zenka się załamuje.
  • Zenek ma wybór: albo zrazić się do wszystkich związków, facetów, głupio generalizować, że "wszystkie pedały to kurwy" itd. ALBO może włączyć tę lekcję do swojej nowej strategii pozyskiwania faceta, zadając sobie pytanie: Jak upewnić się, że facet, z którym się spotykam, wyszedł z poprzedniego związku w 100%?
Facetów trzeba testować, to chyba nie nowość. Nie mówię tutaj o czymś podyktowanym złośliwością, ale bardziej ciekawością i chęcią przekonania się co do wartości faceta, z którym się zadajesz i zamierzasz związać na dłużej.

Podsumowując - największe życiowe porażki można przekuć na najważniejsze życiowe lekcje. Niemniej trzeba w to wsadzić sporo ciężkiej pracy. Powyższe porady nie są "na raz". Trzeba nimi żyć i serio wziąć je sobie do serca, podążać za nimi w dzień i w nocy. Aż pewnego dnia wszystkie bóle rozpłyną się a to, co będziesz miał wewnątrz, będzie spójne, stabilne i spokojne.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Koncepcja połówek pomarańczy - sprawdzony sposób, by być nieszczęśliwym

"Brakuje mi kogoś... Brakuje mi czegoś..." - stwierdził Ambroży pewnego wieczoru. Niby wszystko okej - miał pracę, miał mieszkanie, fantastycznych znajomych, kasę. Był też właściwie zdrowy. Niemniej coś przeszkadzało mu w byciu szczęśliwym. Brakowało mu czułości, bliskości, intymności. Gdyby można było zejść do sklepu na dół, kupić ich parę kilo, byłoby fajnie. Albo zamówić trochę na Allegro. Ale nie. Do zdobycia tego, czego mu brakowało, potrzeba było drugiej osoby. I tu pojawiał się problem. Ambroży próbował różnych strategii uwodzenia - "Przez żołądek do serca", "Przez dupę do serca" aż w końcu "Przez żołądek do chuja" - ale żadna nie okazywała się skuteczna. Ambroży nie wiedział, że to czego szuka, to czułości, bliskości i intymności z samym sobą, by móc wypełnić iluzoryczną pustkę, która go wypełniała i która była konsekwencją wiary w przekonanie, że...

"Czegoś mi brakuje"

Ludzie czują czasem tzw. pustkę. I to nie taką pustkę, w którą można wstawić sześciopak piwa, żeby go zmrozić. To pustka, która staje się dla nich czarną dziurą wysysającą życie z ich wewnętrznych systemów. Jest ona efektem wiary w historię pt. "Czegoś mi brakuje, jestem niepełny, potrzebuję drugiej połówki." A potem znajdują kogoś, kto "daje" im szczęście (jakby szczęście było policzalne lub mierzalne w jakikolwiek logiczno-matematyczny sposób) ... albo im je "odbiera". Gdy taki ktoś odchodzi - czują, że ktoś im "zabrał" kawałek siebie, wyrwał coś i zostawił znów z tą nieznośną pustką.

Czy Ty również sądzisz, że czegoś Ci brakuje..? Pomyśl. Może, podobnie, jak Ambrożemu, brakuje Ci bliskości, intymności, czułości? Zrób listę. Teraz. Co Ci szkodzi, działaj. Każda z tych historii w jakiś sposób tworzy Twoje oczekiwanie - że ktoś "da" Ci to, czego Ci brakuje. Bo przecież jesteś dziurawy, niedorobiony, prawda? Stąd ktoś musi być Twoim dilerem szczęścia. A skoro takie historie tworzą oczekiwanie - tworzą też możliwość, że ktoś Cię rozczaruje. Albo - biorąc pewną odpowiedzialność za siebie - że TY rozczarujesz się kimś za pomocą wiary w taką historię. A gdy to się stanie - pojawi się być może poczucie odrzucenia, krzywdy...?

Brakuje mi X.

Czy to prawda? Zajrzyj w głąb siebie i uświadom sobie fakt, że tak naprawdę po prostu sam sobie nie dajesz X. Nie nauczyłeś się może produkować X. Albo nauczyłeś się, ale dajesz to tylko innym, sobie nie z jakiś powodów.

Czy ta myśl - że brakuje Ci X - jest korzystna dla Twojego życia? Czy wnosi stres czy spokój? Jak się czujesz, gdy dajesz wiarę takiej myśli? Wiara w historię pt. "Brakuje mi X" tworzy tzw. halucynację negatywną. Widzisz wszystko poza X. Nawet, jeśli za moment miałbyś w X utonąć - nie dałbyś temu wiary, wierząc w historię, że "brakuje mi X".

Kim byś był, gdybyś nie mógł wierzyć w myśl, że "brakuje Ci X"? Daj sobie chwilę na to, aby Twoja intuicja stworzyła obraz, aby Twoje serce uwolniło uczucia, które pojawią się, gdy wywalisz tę historię.

A co, jeśli tak naprawdę nie brakuje Ci X? Znasz ludzi, którzy mają 100 000 zł na koncie i mówią, że brakuje im kasy...? Znasz ludzi, którzy są zdrowi i mówią, że brakuje im zdrowia? Może również Ty jesteś bogaty w X, ale tego nie dostrzegasz...?

Wyzbywając się historii pt. "brakuje mi X" - odkrywasz, że jesteś Pełnią. Że nie ma połówek pomarańczy, bo są tylko pełne pomarańcze wierzące w to, że są połówkami. Rozumiesz, że jesteś cały. Kompletny. Samowystarczalny. I że sam sobie robisz dobrze, że sam dbasz o to, aby Twoje potrzeby były zaspokojone - jakkolwiek masturbacyjnie by to nie zabrzmiało.

środa, 27 stycznia 2010

Pomysł na... odkochanie w 5 minut!

Kto by pomyślał, że metoda, za pomocą której w ekspresowym tempie można pozbyć się fobii, może znaleźć zastosowanie również w kontekście odkochiwania. A jednak. Dziś o tym, jak technika podwójnej dysocjacji może pomóc zakończyć cierpienia.

Post dedykuję Dawidkowi - by mógł sobie nim pomóc szybko i efektywnie w sytuacji, w której się teraz znalazł. Trzymaj się Chłopie, będzie dobrze! :)

Zanim przejdziemy do sedna sprawy - pozwól, że podzielę się z Tobą trzema obserwacjami.

Pierwsza - ile razy jesteś w stanie obejrzeć ten sam film tak, by się nim nie znudzić? Większość ludzi raczej nie bardzo ma ochotę oglądać drugi raz ten sam film - zero zaskoczeń, wiadomo, co się wydarzy. Nudy. To pierwszy z procesów, który wykorzystuje technika podwójnej dysocjacji.

Druga obserwacja - ludzie czasem mówią "chciałbym się z tego wycofać". Tzn. podjęli oni jakąś decyzję, ale teraz chcą zrobić krok wstecz. Oczywiście to przenośnia, ale gdybyśmy przyjrzeli się strukturze ich myśli w tym momencie, zauważylibyśmy, że cofają oni film ze swojego życia wstecz do momentu, zanim podjęli daną decyzję. To drugi z procesów, jaki będziemy dziś wykorzystywać.

Trzeci to spostrzeżenie, że ludzie zapamiętują i klasyfikują daną historię ze względu na to, jak się ona rozpoczęła i jak się zakończyła. Przy czym to drugie jest ważniejsze (umysł jest praktyczny i nastawiony na rezultaty). To ważne, jeśli chcemy pracować z historiami.

Jeśli chcesz wykonać tę technikę na sobie - mała uwaga. Po pierwsze - rób to na trzeźwo. Jak zrobisz to po pijaku, to jak wytrzeźwiejesz, wszystko może wrócić. To by było bez sensu. Druga - to nie technika działa, lecz TY. Weź odpowiedzialność, za efekty, jakie otrzymujesz. To, co za moment tutaj opiszę, jest strukturą pewnej umiejętności. A każdą umiejętność można ćwiczyć i stać się w niej mistrzem.

W miarę ćwiczenia z tą techniką - będziesz zauważał coraz więcej subtelności, których moje słowa nie przekażą. Bądź czujny. I nie sugeruj się tematem posta - masz więcej czasu, niż 5 minut. A konkretnie masz go tyle, ile go będziesz potrzebował.

Technika podwójnej dysocjacji w odkochiwaniu się


1. Poczuj się dobrze. Potrzebny Ci będzie zasobny stan emocjonalny i uczuciowy, by przejść przez tę procedurę. Poćwicz sobie, posłuchaj fajnej muzy, pośmiej się z kabaretów. Weź kilka głębokich wdechów, by dotlenić mózg. Ponieś głowę wysoko, by podbródkiem pokazywać horyzont. Wyprostuj plecy.

2. Wróć myślami do momentu zanim się nieszczęśliwe zakochałeś. Pamiętasz to, prawda? Byłeś taki spokojny, zadowolony z życia. Zobacz to na obrazie w swoim umyśle. Teraz weź ten obraz i umieść go na ekranie w kinie. A siebie na widowni. Teraz widzisz siebie młodszego na ekranie w stopklatce, który jest obserwowany przez Ciebie dzisiejszego siedzącego na widowni. Ty jesteś przypuśćmy kamerą na ścianie, która tylko beznamiętnie rejestruje to, co widzi.

3. Spraw, by stopklatka pokazująca moment przed zakochaniem, która wyświetla się na ekranie, stała się ciemna i czarno-biała. Możesz ten obraz też lekko rozmazać, by nie widzieć szczegółów. Z głośników puść ulubioną muzykę.

4. Puść film na ekranie. Niech pokaże Ci, jak młodszy Ty czuł się wcześniej, przed zakochaniem, a potem - jak się nieszczęśliwie zakochał, jak cierpiał, jak płakał i co tam jeszcze pamiętasz. Niech ten młodszy Ty na ekranie przeżyje to raz jeszcze. Oglądaj film powoli! Pamiętaj - Ty cały czas jesteś tą kamerą, która obserwuje Ciebie na widowni, który obserwuje Ciebie młodszego na ekranie. To ważne, by nabrać dystansu do sytuacji. Oglądaj film aż do momentu, w którym młodszy Ty na ekranie poczuł się stosunkowo dobrze już po epizodzie z zakochaniem. Zatrzymaj wtedy film.

5. Duchem opuść kamerę i wejdź w samego siebie na widowni. Spójrz swoimi oczami na ekran, który masz przed sobą. Następnie wstań, podejdź do ekranu i przekrocz jego powierzchnię tak, by znaleźć się w filmie. Widzisz teraz przed sobą młodszego siebie zatrzymanego w tym momencie już po zakochaniu, gdy czuje się on stosunkowo dobrze. Wszystko teraz nabiera realnych barw, kształtów i rozmiarów - tak, jakbyś był tam w rzeczywistości. Przywitaj się z młodszym sobą i powiedz: "Witaj, przybywam z przyszłości i mam dla Ciebie prezent. Przynoszę Ci zasoby, abyś mógł sobie lepiej poradzić z tym, co Cię spotkało." Następnie wejdź w pozycję tego młodszego Ciebie.

6. Teraz, gdy jesteś już młodszym sobą, zacznij przewijać szybko film wstecz do momentu, w którym film się zaczął - czyli momentu przed zakochaniem, w którym czułeś się jeszcze fajnie. Niech ludzie chodzą do tyłu, mówią bełkotem, jakby ktoś przewijał taśmę wstecz itd. Pierwszy raz możesz przewinąć film wstecz kawałek po kawałku, by oswoić się z tą procedurą. Potem - gdy będziesz powtarzał ten krok - koniecznie rób to coraz szybciej - aż dojdziesz do wprawy i będziesz film przewijał wstecz w ułamek sekundy. Szybkość, z jaką przewijasz film wstecz będąc w swojej pozycji percepcyjnej (patrząc swoimi oczami) jest decydujący o skuteczności tej techniki!

7. Teraz, gdy jesteś w momencie przez zakochaniem, opuść film i zasiądź z powrotem na widowni. A potem ponownie opuść swoje ciało i ponownie wciel się w rolę kamery na ścianie. Powtórz całą procedurę. Raz jeszcze obejrzyj czarno-biały film w podwójnej dysocjacji a potem znów wciel się w rolę głównego bohatera, by przewinąć go szybko wstecz w pełnych barwach i rozmiarach. Pamiętaj o kanapce bezpieczeństwa - by film zaczynał się i kończył w pozytywnych lub chociaż neutralnych emocjonalnie punktach.

Dlaczego ta technika działa?

Po pierwsze - po cztero-, pięciokrotnym obejrzeniu tego samego filmu, będziesz nim totalnie znudzony. O to chodzi! Po drugie - uczysz się szybko i sugestywnie wycofywać z głupich emocjonalnych decyzji - przewijając film szybko wstecz. Po trzecie - ponieważ historię zaczynasz i kończysz w neutralnych lub też pozytywnych momentach - wydaje się ona o wiele mnie straszna.

W jakich sytuacjach korzystać z tej techniki?

  • gdy ktoś się nieszczęśliwie zakochał
  • przeżył atak fobii, lęku, paniki (jako film bierzesz pierwszy epizod lęku, jaki pamiętasz) - by się odczulić (można przetestować technikę np. w przypadku Zespołu Stresu Pourazowego)
  • ktoś zrobił coś, z czym czuje się teraz źle i ma destruktywne poczucie winy (dysfunkcyjne, czyli takie, które nie pozwala naprawić swojego błędu i paraliżuje życie)
Baw się tą techniką i ciesz się zmianami. Na mnie podziałało znakomicie.

P.S. Dyskusje w komentarzach pt. "to nie działa" nie przejdą. Jeśli uważasz, że to nie działa, bo [wstaw cokolwiek] - masz rację i idź jęczeć gdzie indziej. Nie można się przekonać, że ta technika nie działa - możesz jedynie przekonać się, że nie umiesz jej zastosować.

czwartek, 12 listopada 2009

Niewolnicy własnych historii, łączcie się!

- Nie lubię, gdy ktoś mnie wypytuje, z kim chodzę do kina. To koniec naszej znajomości - powiedział Zenek przez telefon. Odłożył słuchawkę i uśmiechnął się. Chwilowa ulga. Własnie odesłał fantoma, myśli, że pozbył się problemu. On mnie będzie kontrolował! - oburzał się w myślach na faceta, z którym właśnie zakończył kontakty. Zenek nie może sobie pozwolić na to, co spotkało go w poprzednim związku, w którym jego partner cały czas go szpiegował, śledził niczym maniak, wypytywał o tysiące szczegółów. Teraz Zenek chce być wolny. Zenek nie ma zielonego pojęcia, że im bardziej chce, tym mniej jest wolny...

- Idąc z Tobą do łóżka, nawet nie zakładałem, że kiedykolwiek mielibyśmy być razem. Myślałem o Tobie jak o kumplu - oznajmił Klemens chłopakowi, który siedział przed nim i płakał. Przed chwilą, nim poleciały pierwsze łzy, zdołał wykrztusić z siebie 2 magiczne słowa. Klemens jednak się ich... wystraszył. Boi się, że ktoś go wciągnie w swoje ramiona wbrew jego woli. Kiedyś był z facetem, który chciał go zamknąć z złotej klatce. Dziś nie może sobie pozwolić, by znów go to spotkało. Dziś musi bronić się przed "Kocham Cię". Bronić przed miłością.

- Chcę być sam, tylko sam, rozumiesz! - w ataku gniewu i przez łzy wykrzyczał Alfred. - Chcę być sam do końca życia! - warczał. Alfred kiedyś był kochanym, pełnym życzliwości i serdeczności człowiekiem. Jednak każdy kolejny związek sprawiał, że było z nim coraz gorzej. W końcu coś w nim umarło. Zwątpił. Poszedł do darkroomu. Uprawiał z kimś seks, nie wie nawet z kim dokładnie. Potem wciągnęło go to niczym lotne piaski...

Raz na jakiś czas spotykałem ludzi, których pojąć nie mogłem. Utrzymywali oni, że nie chcą związków na stałe, że im wystarczy przelotny seks z kimkolwiek, że chcą być wolni etc. Seksoholicy, nieraz delikatni, ale zawsze dzicy w środku. Niepojęci.

Skąd się tacy biorą?

Jako dzieci naturalnie przecież i bez lęku brniemy w związki emocjonalne i pragniemy je instynktownie podtrzymywać. Taka jest natura człowieka jako istoty społecznej. Naukowcy z Instytutu Matematyki Serca udowodnili, że pole elektromagnetyczne generowane przez serce jest 5000 razy silniejsze, niż pole generowane przez mózg. A serce odpowiada za tworzenie związków z ludźmi. Niech Ci to da do myślenia.

Co więc dzieje się z ludźmi, którzy - jak twierdzą - nie chcą związków na stałe? Których interesuje tylko seks - jak sądzą...?

Od jakiegoś czasu przyglądałem się im z bliska i z oddali i szukałem wspólnego mianownika dla wszystkich tych osób. I wszelkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że chyba znalazłem.

Wszystkie osoby, które spotkałem i które charakteryzowały się awersją do związków erotyczno-romantycznych, miały naprawdę megalipną historię związaną z... poprzednimi związkami.

Przypadek 1: Wielka miłość trwająca wiele lat. Zdrada. Ból. Rozstanie. W zdradzonym partnerze rosną 2 osobowości - ta, która nadal kocha i ta, która nienawidzi. Wewnętrzny konflikt jest miażdżący - bo jak można do kogoś mieć pociąg i jednocześnie odrazę...? By stłumić stres związany z tym dysonansem, zaczyna się... seks, alkohol, niekończące się imprezy. Zaliczanie kolejnych kolesi. I nieustanne myśli o exie. Trzeba sobie udowodnić raz jeszcze swoją atrakcyjność. Trzeba kusić, wyjebać w dupę i porzucić - niech inni też wiedzą, jak to jest.

Przypadek 2: Zauroczenie zmienia się w koszmar. Kłócą się o byle co. Niezgodność charakterów? Hm... cokolwiek to jest. Podbijają sobie oczy, łamią na sobie kije od miotły, zamykają sobie drzwi do domu. Patologia pełną gębą - powiedziałby niezależny obserwator. Oboje mają kogoś na boku. Zrobili sobie z życia koszmar, za który rachunek będą płacić jeszcze długo po rozstaniu. Ich neurony przyzwyczajając się, mieszkają skutecznie uczucie zauroczenia ze stresem i lękiem, co tworzy stałe połączenia nerwowe na przyszłość. Jak myślisz, jak będą się czuli, gdy poznają w przyszłości kogoś innego, kto wpadnie im w oko...?

Przypadek 3: Jego apetyt seksualny był większy, niż jego partnera. Wydawał mu się flegmatyczny, uśpiony. A on potrzebował - jak sądził - dzikiego, ostrego seksu. Jego frustracja rosła, a im bardziej naciskał - tym jego ukochany bardziej się zamykał. Seks stał się przyczyną stresu do ich obojga. Coś, co może być tak piękne, zostało zniszczone przez postawy roszczeniowe i stawiane sobie warunków. W końcu padło: albo będziesz robił w łóżku to, co chcę, albo odejdę. I musiał odejść, bo nikt nie może sprostać takim sutenerskim żądaniom. Poszukał sobie kogoś na seks. Potem kolejnego. Ale serce wciąż tęskniło za jego eksem. Chciał wrócić, ale było już za późno - on nie chciał o tym słyszeć. W swoich własnych oczach stał się ostatnią kurwą. Stracił do siebie szacunek tak bardzo, że nie mógł spojrzeć w lustro. Znienawidził swojego exa - bo to przecież była jego wina. Mógł się bardziej starać w łóżku, prawda?

Przypadek 4: Poznał go przez internet i zakochał się. Jego fascynacja była tak wielka, że praktycznie uzależnił się od swojego wybranka po kilku spotkaniach. Szczęśliwie jego facet też wyznał mu miłość. I zaczęła się frajda - wspólne kolacje, spacery, kina. Było jedno "ale - on nie chciał seksu. Mówił, że musi poczekać. Że nie jest jeszcze gotowy. Okej - każdy ma swoją dynamikę - myślał. On nie był jeszcze gotowy, gdy minął miesiąc. I drugi. I trzeci. Pół roku... Wciąż nie był gotowy. Wciąż odwlekał. Będziemy się kochać już niedługo, obiecuję - mówił. Półtora roku później był już wrakiem psychicznym. Wciąż czekał. I czeka do dziś...

To wszystko prawdziwe historie. Historie bardzo trudne, ciężkie. Psychologiczne katastrofy w Czernobylu. Ci, którzy brali w nich udział, mają ciężki bagaż doświadczeń w głowie - który zabiera im radość życia, który każdego dnia - zupełnie podświadomie - dobija ich zdrowie, samopoczucie i dziecięcą niewinność.

Ludzie Ci na słowo "związek" reagują stresem. Nie wystraszysz ich obrzucając ich inwektywami, nie wystraszysz ich grożąc im, bijąc ich - oni to dobrze znają, oswoili się z takim traktowaniem.

Wystraszysz ich słowami "Kocham Cię."

Nie wiem, który to już raz stykam się z podobną personą - niby chojrak, seksu się nie boi, niby niezależny, niby wolny emocjonalnie. Ale niech wspomni o swoim ex... I zmienia się w zahukanego, wystraszonego dzieciaczka. Zaczyna bać się wszystkiego, nie chce o tym rozmawiać a gdy naciskasz - wybucha złością i opierdala Cię - nawet nie wiesz, za co dokładnie. Albo płacze godzinami, opowiadając o tym, co było...

Oni nie reagują na to, co dzieje się tu i teraz. Oni reagują na swoją przeszłość, na swoje wspomnienia.

I smutno mi się robi, bo wiem, że oni cierpią katusze.

Widzę Pana X, który wiem, że coś chciałby ze mną coś więcej na którymś poziomie, ale nie może. Nie może się zakochać, nie umie wykrzesać z siebie nawet odrobiny czułości. Ucieka. Broni się przed własnymi halucynacjami, choć ja właściwie nic specjalnego nie zrobiłem.

Widzę Pana Y, który tkwi w toksycznym związku i nie może się z niego wydostać. Dzień w dzień cierpi, dobijając się swoimi - jakże prawdziwymi dla niego - zupełnie fałszywymi myślami. I wiem, że buduje teraz historię, którą będzie musiał potem wywalić ze swojej głowy, jeśli kiedykolwiek jeszcze będzie chciał być szczęśliwy.

Każdy z nas ma takie historie w swoich wspomnieniach. Każdy z nas zakochiwał się i cierpiał. Każdy z nas jakoś sobie z tym poradził. Jedni umieli spojrzeć na to z innej strony, bo wiedzieli, że najgorsze doświadczenie to zarazem największa lekcja życia. Inni nie umieli na to spojrzeć z tej perspektywy i teraz żyją w wiecznym konflikcie wewnętrznym - myślą, że chcą seksu, tak naprawdę chcą czułości i tak naprawdę boją się jej. Boją się zobowiązań.

Na myśl o poprzednich związkach popadają w impas - mętlik w głowie dobija ich a jedynym sposobem wytłumienia go są używki. Znasz na pewno dziesiątki erotomanów gawędziarzy. Znasz wiecznych masturbatorów. Znasz gości, którzy nie potrafią rozstać się z piwem. Albo takich, dla których każda okazja, by się totalnie zachlać, jest dobra. Znasz gości, którzy kompulsywnie trzymają się swoich nałogów - fajek, komputera, słodyczy, imprez. Kurwa, myślisz, że skąd się to bierze? To ich mechanizmy kompensacyjne, mające na celu wyjebanie stresu.

Stresu, który jest spowodowany historiami, w które wierzą.

Czy to, co przytoczyłem, jest już dla Ciebie wystarczającym powodem, aby zacząć pracować nad sobą i swoimi osobistymi historiami? Czy może potrzebujesz więcej chujowych przykładów?

Ludzie obarczeni chujowymi historiami nigdy nie stworzą dobrego związku. NIGDY! Pojmij to. Osobą, od której zaczniesz, jesteś Ty sam. Nie ma innej drogi. W przeciwnym wypadku wpadniesz w pułapkę obsesyjnych prób zmieniania swojego partnera.

Pomyśl - jeśli chcesz zmienić swojego partnera, to nie chcesz być z nim! Chcesz być z kimś innym! To logiczne i wiem, że to rozumiesz.

Miałeś w życiu jakieś związki, możne nawet masz nadal. To, w co wierzysz, to jakie masz opinie na ich temat - będzie Twoim przeznaczeniem.

Unikam facetów, którzy bluzgają na swoich exów. Wiem, że będę kolejnym, jeśli tylko odważę się spróbować czegoś więcej w ich kierunku. Nieraz startowałem o rękę takich gości i nieraz zostałem "kolejnym skurwysynem" - zupełnie bez wysiłku!

To ja zjebałem sprawę? Czy historia, w którą wierzą, jest ich smutnym przeznaczeniem...?

Kiedyś miałem historię, że nikt mnie nie kocha. Nawet, jeśli ktoś mówił, że mnie kocha, nie wierzyłem! Ciągle domagałem się dowodów. Kto mógł to znieść? Kto??? Nikt! Zostałem sam! I faktycznie - nikt mnie nie kochał. Potwierdziłem swoją wersję rzeczywistości - zrobiłem wiele, żeby mnie nikt nie kochał. Dopiero, gdy zakwestionowałem to przekonanie, pojawiły się osoby z sercem na ręce. Osoby, które wiem, że mnie kochają i które kocham i ja.

W kolejnym poście przedstawię Ci skuteczny i prosty sposób rozwalana swoich lipnych historii - w wersji ulepszonej. Stawką w tej grze jest Twoje szczęście, a więc... możesz to olać, prawda? Kto by się Tobą przejmował, w końcu to tylko Twoje życie... No chyba, że jednak Ci zależy na szczęściu. Wtedy bierz do ręki ołówek i kartkę i jedziesz.

Zanim jednak rzucisz się w wir osobistych zmian, wyjdź z boxa pt. "nie mam lipnych historii, nic mi nie trzeba, jest mi dobrze tak, jak jest..." Czy to prawda? Czy Twoje życie jest dokładnie takie, o jakim marzysz? Czy możesz być pewien, że w zakamarkach Twojego umysłu nie kryje się żadna myśl, która jebie Twoje szczęście?

Wcześniej mnie wielbłąd zgwałci, wcześniej poliżę własny łokieć, niż Ci uwierzę.

Znam kogoś, kto utrzymuje, że jest bardzo, bardzo szczęśliwy i niczego nie musi już w sobie zmieniać. Fajna historia, ale nie jest prawdziwa. Nieraz rozmawialiśmy i w trakcie wychodziły jego lipne historyjki, którymi psuł sobie nastrój. On ich jednak nie dostrzegał! Myślał, że to nie jego historie, lecz czyjeś. Lol.

Włącz filtr pt. "Jakie zjebane historie pierdolą moje szczęście?" i znajduj je a następnie wywalaj za pomocą pytań z The Work, które niebawem wlepię tutaj wraz z obszernym komentarzem. Pytania te - genialne w swojej prostocie - odkryją przed Tobą nowe, fascynujące krainy możliwości, dając Ci dostęp do strumienia cudownych zasobów psychicznych. Tam, gdzie kiedyś było cierpienie, w przeciągu 15 minut może zaświecić słońce - jeśli tylko rozwiejesz ciemne chmury.

W następnym poście będziesz miał prawdziwą ucztę - poznasz totalnie prostą i arcyskuteczną metodę wyzwalania się z psychologicznego cierpienia. Nie ma znaczenia, co to za cierpienie, skąd się bierze i jak silne jest - ta metoda to prawdziwa energetyka nuklearna zmian osobistych.

Do napisania!

sobota, 26 września 2009

Jak się rozczarować - praktyczna instrukcja

Rozczarowanie to jedna z najbardziej przykrych emocji, jakich doświadcza człowiek. A ponieważ emocje pochodzą m.in. z głowy - mają swoją neurologiczną strukturę, która musi być zachowana, aby móc się rozczarować.

Kiedyś jeden z najbardziej niezwykłych trenerów programowania neurolingwistycznego (NLP) - Robert Dilts - powiedział, że każde rozczarowanie wymaga uprzedniego zaplanowania.

Pomyśl - ile razy w ciągu dnia mówisz jeszcze do siebie teksty w stylu: "Jeśli Janek nie przyjdzie na spotkanie, to się wkurzę". Hmmm - brzmi, jak świetny plan!

Zatem w generowaniu nieprzyjemnego doznania, jakim jest rozczarowanie, bierze udział tzw. oczekiwanie rezultatów. Oczekiwanie jest obosiecznym mieczem, o istnieniu którego przypomniałem sobie właśnie dziś.

Rano ubrałem się w najlepsze ciuchy, popsikałem perfumami, ułożyłem fryzurkę i nałożyłem kontakty. Popatrzyłem na zegarek - miałem jeszcze trochę czasu, nim odjedzie pociąg. Miałem jechać do miasta nieopodal by spotkać się z pewnym facetem. Dostał u mnie wielki plus za wygląd, za elegancję, więc pomyślałem - czemu się z nim nie spotkać?

Jednak zaczęły od niego napływać niepokojące SMSy - że może nie zdążyć, bo stoi w jakimś korku. Potem kolejny - po godzinie - że nie ruszył się wiele dalej i że najpewniej się spóźni. Im bliżej odjazdu, tym coraz większe wahania. W końcu, na 5 minut przed odjazdem pociągu, zdecydowałem się nie jechać. Najprawdopodobniej nie udałoby nam się spotkać.

Zrobiło mi się smutno.

Usiadłem na stacji i patrzyłem na odjeżdżające pociągi. Była piękna pogoda - ciepła jesień, złote liście opadały z drzew. A ja miałem w głowie fajny film, którego nie mogłem zrealizować. I pomyślałem, że przecież sam się wpuściłem w maliny.

Oczekiwałem.

Oczekiwałem, że zdarzy się coś konkretnego. Miałem plan oparty na drugiej osobie. Na osobie, której nie znam i której nie mogę być do końca pewien. A tego typu plany zawsze obarczone są ryzykiem niepowodzenia.

Nakręciłem inny film. Z moim przyjacielem usiedliśmy na brzegu rzeki i rąbaliśmy czosnkowe paluszki, popijając je Nestea. Rozmawialiśmy o życiu, polityce, o związkach, kasie. Była tak przyjemnie. Tak po prostu koherentnie.

Jak się więc rozczarować?

To proste. Zaplanuj, co będzie robiła druga osoba. Im bardziej szczegółowo to zrobisz, tym większa szansa, że on się tego planu trzymać nie będzie. Że zboczy z niego, nawet zupełnie niechcący, zupełnie nieświadomie. I najlepiej udawaj, że ta osoba ma umiejętność czytania w Twoich myślach i z pewnością odgadnie, co masz na myśli.

"Jeśli mnie kochasz, będziesz wiedział, co robić." "Jeśli Ci zależy, to wiesz, co masz zrobić" itd. To mordercy komunikacji. Halun oparty na halunie, który z prawdziwą Rzeczywistością nie ma nic wspólnego. To filmy z dobrym scenariuszem, ale bez reżysera.

Dziś przypomniałem sobie ważne słowa: Planuj tylko w oparciu o siebie i pewne sytuacje.

Do napisania!

TOP 10 miesiąca