Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej

Skondensowany i praktyczny mini przewodnik dla początkujących, którzy chcą dawać dupy bezpiecznie, zdrowo i przyjemnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą branża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą branża. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 października 2010

Przegląd ruchaczy polskich - co się kryje za seksoholizmem

Szukam na seks. Chętnego pasywka. Najlepiej od razu. - takie oto komunikaty bombardują nasze oczy, gdy wchodzimy na gejowskie portale. Sprawdzałem osobiście - największy odzew masz zawsze, gdy dasz swoje nagie zdjęcie i napiszesz, że chcesz się ruchać. Nagle masz dziesiątki fanów!

O co chodzi? Co się za tym kryje?

Moja genetycznie uwarunkowana ciekawość świata nie pozwalała mi przejść obok tego obojętnie. Czyżby chodziło tylko i wyłącznie o hedonistyczne zaspokojenie siebie? O atawistyczne popędy seksualne, które wciąż na nowo eksplodują pomimo wszechobecnej socjalizacji?

Również.

Ale nie tylko. Kryją się za tym najróżniejsze historie.

Przyczyny?

Prawdopodobną przyczyną seksoholizmu jest instalowany społecznie wstyd przed poruszaniem tematu seksu, robienie wokół seksu tematu tabu. Szczególnie wokół seksu gejowskiego. Sprawia to, że wielu gejów swoją seksualność spycha na dalszy plan, próbuje schować w mentalnej piwnicy, związać ją kaftanem bezpieczeństwa. Na co dzień są miłymi, sympatycznymi ludźmi, całkowicie społecznie poprawnymi. I za nic w świecie nie podejrzewałbyś, że ten socjalny wzór ma w sobie ukrytego seksualnego demona, który dojrzewa w ciemności. Niezaspokojone żądze, ciekawość i mnóstwo innych historii narasta w tle i z biegiem czasu daje o sobie znać. I wychodzi przez skórę. Na delegacjach, na sex czatach, na fellow i gayromeo.

Zastanawiające, że tylko ludzie są zdolni do seksoholizmu, że tylko ludzie miewają seksualne zboczenia, fetysze itd. Zwierzęta nie. Dlaczego? Bo z seksu nie robią społecznego tabu, nie okrywają seksu wstydem i nie wypierają się go. Pomyśl, to ma sens.

Jakie funkcje pełni seksoholizm? Czym ekscytują się seksualne ega?

1. Budowanie "szczęścia" - seksoholicy definiują szczęście jako przyjemność. W rzeczywistości szczęście nie jest przyjemnością, bo gdyby tak było, narkomani byliby najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Szczęście jest pojęciem związanym z koherencją serca i czystym umysłem, a nie wiecznym nakręcaniem sobie napięcia (seksualnego też) i szukania sposobów, aby je rozładować.

2. Tworzenie swojej atrakcyjności. Im więcej partnerów przerucham, im więcej kutasów miałem w sobie, im większe były, im częściej i obficiej się spuszczały, tym jestem atrakcyjniejszym facetem - czy to prawda? Na tej historii bazuje cała idea gejowskiej atrakcyjności. Jak w grach RPG - im wyższy "poziom" zdobędziesz, tym większy budzisz respekt. Podważenie tych historii wiąże się z opuszczeniem konceptu atrakcyjności i uniezależnieniem go od ilości przeruchanych facetów.

3. Poszukiwanie czułości. Tak, moi Drodzy, wielu gejów myli seks z czułością - tak, jak ludzie z zaburzeniem odżywiania mylą stres z głodem. Wielu z "ruchaczy" poszukuje przytulenia, czułości, poczucia bliskości, co stanowi poważny problem niemal narkotyczny. Ponieważ uznali, że "zbudowanie czegoś trwałego jest niemożliwe", zaspokajają się na seks randkach. To przykre, bo uzależniające, to nałogowe. No i ryzykowne. To tak, jak zapicie mordy, gdy ma się problem emocjonalny. Działa na chwilę. Po momentu zapalenia papierosa i przewrócenia się na bok. Potem wszystko wraca. Wraca poczucie samotności, poczucie bycia bezwartościowym człowiekiem. To z tym trzeba pracować.

4. Ekscytacja z powodu łamania tabu. Sprawdzanie, kto jest odważniejszy. Gejowski seks jest tak cholernie potępiany społecznie, tak niedopuszczalny, zabroniony, niemile widziany, że uprawianie go budzi u gejów dodatkową ekscytację - że robią coś, co jest zakazane, niedozwolone, niedostępne. W psychologii społecznej zowie się to reaktancją. Lub przekorą.

5. Wiele, wiele innych - jak chociażby cała ideologia dorobiona do "pasywów" czy "aktywów", historie, które za nimi idą (uległość i dominacja), to, co umysł dokleja do konceptów ruchania i bycia ruchanym. Historie na temat SM, upokarzania, poniżania, wąchania białych skarpetek, spijania nasienia itd.

Tego jest mniej więcej tyle, ile kategorii filmów na portalach porno. Gdyby podważyć prawdziwość wszystkich historii, które się za tym kryją, nagle seks byłby niczym więcej, niż wkładaniem chuja w dziurę, czyli tym, czym był pierwotnie - bez dorabiania do tego tożsamości, ideologii, doklejania dodatkowych znaczeń. Byłby sam fakt wzwodu, ejakulacji i chrapania na dobranoc. I nic poza tym.

A wtedy widzielibyśmy w sobie kogoś więcej, niż tylko istoty seksualne, chodzące dupy i penisy, które tylko czekają na to, by coś z nimi zrobić.

wtorek, 15 czerwca 2010

Obciąganie heterykowi i seks z bliźniakami - czyli gejowskie fantazje seksualne



Nie jest to zadanie łatwe, ale na pewno dziko ekscytujące - sklasyfikować gejowskie fantazje seksualne i wskazać ich wspólne źródła. To zaiste wielkie osiągnięcie. I jakże pouczające, gdy już wiesz, czemu Twój mózg rozkazał pompować krew do Twojego fiuta.

1. To, co niedostępne i zakazane

Pierwszym typem fantazji seksualnych są fantazje na temat tego, co niedostępne lub trudno dostępne. Nasz społeczny umysł bowiem kalkuluje, że skoro coś jest ciężkie do zdobycia - to pewnie jest wartościowe (co wcale prawdą być nie musi).

Jest to typ fantazji, który często pojawia się w związkach, szczególnie tych takich, w których partnerzy stawiają sobie wzajemnie mocne ograniczenia co do seksu z innymi, nie wiedząc, że po pierwsze - ograniczenia robią sobie sami, po drugie - tworzą chęć posiadania tego, co niedostępne i zakazane. Wtedy też pojawiają się fantazje na temat seksu z kimś innym, seksu z kimś nieznajomym (przecież to takie niedozwolone, prawda?), seksu bez gumy i ogólnie takie seksu, który sobie zakazują.

Przepis jest więc prosty - chcesz się zmotywować do czegoś - to sobie tego stanowczo ZAKAŻ.

Podobnym, ale trochę innym wzorcem, który podpisuje się pod tę kategorię, jest marzenie o tym, co jest nie tyle zakazane, co po prostu niedostępne, rzadkie, mało prawdopodobne. W tę kategorię wpisują się fantazje o np. przeleceniu hateryka - obciągnięciu mu lub wyruchania go tak, żeby był zadowolony. Co - jeśli wziąć pod uwagę jego orientację - byłoby naprawdę trudne. Ale jakże satysfakcjonujące dla ego, które pomyślałoby przecież: "Kurwa, ale muszę być dobry w łóżku, skoro nawet heteryk chciał się ze mną przespać." Hehe, wiesz o co chodzi.

Tutaj podchodzi też wszelkie łamanie tabu - nie na tyle daleko, aby zostać ukamienowanym, ale jednak na tyle, by wzbudzić podziw u innych - np. uprawiając seks z bliźniakami, uprawiając seks w tak młodym wieku, żeby inni byli zaskoczeni, uprawiając seks w takim miejscu, że to właściwie nie wypada itd.

2. Społeczny dowód słuszności



Drugi typ fantazji opiera się o tzw. społeczny dowód słuszności. Nasze społeczne umysły wierzą, że tym jesteśmy bardziej wartościowi, im więcej osób jest z nas zadowolonych. Na przykład w kontekście łóżka.

Stąd biorą się fantazje o zaliczeniu wielu facetów, trójkątach, obciąganiu dziesiątkom facetów, z których każdy spuszcza się z ulgą i jest głęboko zadowolony z naszej "obsługi". Stąd biorą się marzenia, w których kolejka przystojnych facetów ustawia się do naszego dupska i po kolei je zaliczają. To by świadczyło, że jesteśmy dobrzy w łóżku, a więc z znów ego może powiedzieć: Łał, ale jestem dobry, skoro tylu facetów chce mnie przeruchać.

Ten sam wzorzec odpowiada za teksty na profilach w stylu "zostawcie komentarz" (bo przecież im więcej komentarzy, tym bardziej jesteśmy lubiani), jak oczywiście również za ilość partnerów - bo im więcej facetów zaciągniemy do łóżka, tym jesteśmy lepszymi kochankami.

3. Nowości i eksperymenty



Ten typ fantazji bierze się głównie z istnienia habituacji, a więc powolnego nudzenia się powtarzalnymi bodźcami. Po jakimś czasie nawet najbardziej wyuzdane pozycje się nudzą i ludzie w sposób naturalny szukają nowych wrażeń - czy to ćwicząc nowe pozycje, uprawiając seks w nowych miejscach, w inny sposób itd. itd.

W tę kategorię wpisują się marzenia o seksie w windzie, o dzikich pozycjach, o robieniu sobie samemu loda nawet kosztem zwichnięcia kręgosłupa, o seksie z użyciem zabawek wszelkiej maści, kostiumów itd. No i wszelkie odpowiedzi na odwieczne pytanie - co jeszcze mogę sobie wsadzić w dupę? :)

To chyba jedyny typ fantazji, który sam w sobie nie ma na celu budowania ego, lecz po prostu unikanie nudy. Bo gdy w łóżku pojawia się nuda, wtedy nawet wielki ogórek na straganie warzywnym zaczyna wyglądać ciekawie, podobnie jak butelka po mleku.

4. Ekspert od seksu



Szybko jednak wracamy do pompowania swojego ego - oto bowiem pojawiają się fantazje oparte na chęci dowartościowania siebie i robienia z siebie eksperta od seksu. Bo ekspert, to ktoś bardzo doświadczony a więc - w domyśle - lepszy od innych w danej dziedzinie. Któż o tym nie marzy, by otoczył nas wianuszek zafascynowanych fanów, którzy pytają: naprawdę TO robiłeś w TAKI sposób? Jak to jest? Opowiedz nam, poooosimy... :)

W tę kategorię wpisują się marzenia o wielokrotnych orgazmach, o orgazmach tak silnych, że aż rozrywających ciało, o odlotach w inne wymiary, jak również te oparte o dzikie, przerysowane doświadczenia - ssania murzyńskich, uginających się pod swoim własnym ciężarem masywnych kutasów, wielokrotne przyjmowanie wytrysków na klatę, długich i obfitych spustach, dawania dupy dwóm naraz (double anal - anatomicznie ciężkie do wykonania), robienia pociągów, całonocnych orgii albo nawet takich, które trwają kilka dni w połączeniu z piciem alkoholu, jedzeniem i Bóg raczy wiedzieć, czym jeszcze.

A wszystko to po to, abyśmy kiedyś przy ognisku mogli zostać pewnymi siebie erotomanami - gawędziarzami, którzy opowiadają o swoich wyczynach, rekordach, osiągnięciach, przygodach z wielkimi finałami itd. I mogli do woli pompować swoje ego.

Finał finałów

Żadna z fantazji nie przynależy tylko do jednego w wyżej wymienionych wzorców - każda jest słodką i ekscytującą mieszanką ich wszystkich po trochę. Znając zasady, można nauczyć się generować fantazje tak dzikie, że aż ciary przechodzą po dupie.

Pewien nastolatek (bardzo atrakcyjny) opowiadał mi kiedyś, że uczestniczył w pewnej imprezoorgii na siłowni, gdzie naraz jebało go kilku facetów z naprawdę gigantycznymi fiutami - Murzyn, jakiś latynos i kilku białasów, w tym dwóch bliźniaków. Wszyscy wspaniale zbudowani. Co ciekawe - tylko jeden z nich był gejem, pozostali (w tym jeden bliźniak też) byli hetero i chcieli po prostu poeksperymentować. Dwóch pchało go od tyłu, dwóm obciągał a pozostali lizali mu jaja i robili loda, wzajemnie wyrywając sobie z ust jego wielkiego fiuta. Potem była zmiana. On sam przestał liczyć, ile miał orgazmów tej nocy (na oko koło 12-15), ilu facetów go jebało i ilu sam wyjebał. Po wszystkim cały był pokryty i opity spermą. Ponaciągał sobie wszystkie mięśnie z powodu ciągłych zmian pozycji, ale był szczęśliwy i chce to powtórzyć.

Haha - łapiesz wzorzec?

Fantazje seksualne są fajne, by podkręcić swoją energię seksualną. Stają się jednak problemem, gdy powoli chcemy coraz więcej i więcej, a naszych kolejnych fantazji spełnić się już nie da. Wtedy warto zacząć podważać prawdziwość historii, które budują te fantazje:

"Im więcej przeleciałem kolesi, tym jestem lepszy/ atrakcyjniejszy."

Czy to prawda? Jeśli mierzyć Twoją zdolność do robienia szpagatów i innych wygibasów w łóżku - tak. Inwestujesz w rozwój umiejętności pt. jak sprawiać sobie oraz innym przyjemność. Jednak sam rozwój umiejętności nie musi oznaczać, że jesteś lepszy jako człowiek. BA! W ogóle tego nie oznacza. Jeśli ktoś jest dupkiem, to nawet, jak go pół Polski przeleci, to nadal będzie dupkiem i wiesz, co mam na myśli. Co więcej - za tym wzorcem kryje się próba leczenia swoich "wad". Ktoś uznaje, że jest beznadziejny w seksie i dąży do tego, aby świat zewnętrzny (społeczne otoczenie) go pochwaliło, podziwiało, rozdymało jego ego. Sam nie umie się pozytywnie ocenić - więc robi, co w jego mocy, aby inni go tak ocenili. Stąd niektórzy zaliczają jednego kolesia po drugim, aby udowodnić światu (a w rzeczywistości sobie!), że wszystko z nimi okej pod względem seksualnym. Co ciekawe - wielu się na to nabiera.

"Im coś trudniejsze do osiągnięcia, tym bardziej wartościowe, lepsze."

Czy to prawda? Nie! Gówno okapi (gatunek na wymarciu - zostało tylko 50 sztuk w Afryce) jest bardzo rzadkie. I nie chodzi mi o konsystencję, ale trudność w zdobyciu takiego gówna. Jednak czy jest cokolwiek warte?? NIE!!! Niektórzy myślą, że seks z heterykiem byłby lepszy, niż z gejem, bo gej chce, a heteryka trzeba już dodatkowo motywować. Co za padaka. Naprawdę chcesz uprawiać seks z kimś, kto tego nie chce? Pomyśl. Podobnie z zakazami - jeśli ktoś Ci czegoś zakazuje (oczywiście tylko Ty sam możesz sobie czegoś zakazać), to czy to oznacza, że to jest w jakiś sposób lepsze, bo niedozwolone? Nonsens. Zabijanie ludzi też jest zakazane - ale czy to oznacza, że to coś fajnego?

"Im bardziej jestem doświadczony w seksie, tym jestem lepszy."

Kolejny bullshit. Im bardziej jesteś doświadczony w seksie, tym... jesteś bardziej doświadczony w seksie. A to, że ktoś sobie tym ego reperuje, to inna sprawa. Są też goście, którzy jebią się na potęgę i wcale nie są dobrzy z łóżku (nie pytaj, skąd wiem). A raz zdarzyło mi się kręcić z gościem, który wcale nie był jakiś specjalnie doświadczony, ale w łóżku był prawdziwym demonem seksu i to jest coś, czego się nie zapomina. A to, jacy byli ludźmi na co dzień (przecież nie będziesz się z nimi jebał 24 h na dobę!), to już była zupełnie inna bajka.

Pozostawiam to do przemyślenia. Baw się Słonko ;-* ;-)
DreamWalker

środa, 19 maja 2010

3 formy walki o tolerancję LGBT w Polsce

2 formy przyjmuje najczęściej walka o tolerancję homoseksualizmu w Polsce. Albo innym nakazujemy - "macie nas tolerować i basta!" - co z pewnością powoduje ogromny opór heteronormatywnej większości. Albo ich błagamy - "prosimy was, zaakceptujcie nas, bo sami siebie nie znosimy" - co powoduje litość i powoduje postawę agresywną (skoro jest ofiara, to i kat się znajdzie).

A zabawne, bo jest i 3 forma.

Mieć opinię heteronormatywnej większości w dupie i zająć się sobą.

Sami się Koledzy i Koleżanki najpierw tolerujmy, reszta stanie się sama. Na co drugim profilu na portalu na f. jęczenie i narzekanie - że wszyscy geje to kłamliwe, zdradliwe cioty + wielkie wylewy urazów psychicznych, wręcz powódź sloganów pt. "nie znoszę kłamstwa" itd. Gdyby się autor takich słów zorientował, że kłamstwo nie istnieje a są tylko słowa, którym zawierzył, budując sobie oczekiwania niezgodne z rzeczywistością, które są potem wspaniałym fundamentem rozczarowania - może przestałby się oszukiwać, że nie ma żadnego wpływu na swoje życie, i w końcu zacząłby uświadamiać sobie, że je kreuje, zamiast wiecznie "dawać się okłamywać".

Jeśli nie wierzysz, że się da, to weź przykład ze mnie.

Nie wierzę w to, co ludzie mówią o sobie, o mnie i w ogóle w to, co mówią. Nie wierzę nawet do końca w to, co sam mówię i to jest bardzo, bardzo, bardzo praktyczne i korzystne.

Po pierwsze - jestem elastyczny i sam wybieram, w co wierzę w czasie rzeczywistym. Ostatnio gadałem z klientem, który rzucał mi sumami typu 50-100 tysięcy złotych za zlecenie. Czy się podnieciłem? Nie. Czy go skreśliłem? NIE! Po prostu poczekałem na to, co pokaże rzeczywistość.

Po drugie - nie jestem niewolnikiem własnych słów. "DreamWalkerze, mówiłeś, że trzeba to i tamto". I co z tego? To mówił tamten DreamWalker - wtedy. Dziś masz do czynienia z tym DreamWalkerem i jest teraz. Dostosowuję swoje przekonania do tego, co dzieje się tu i teraz, więc nie będę się trzymał przekonań, które kiedyś były dobre a dziś mogą mi przynieść klęskę.

I dlatego nigdy nie będę się zajmował na chwilę obecną (tak, dobrze napisałem) walką o "równouprawnienie", "tolerancję" etc. Z jednego względu - bo uważam, że już jestem równym obywatelem, toleruję siebie - ba! - nawet akceptuję. I nie potrzebuję już o to walczyć. Nie obchodzi mnie, jak traktują mnie inni - ważne, jak traktuję sam siebie.

Nie potrzebuję, by mnie ksiądz wziął na kolanka, pogłaskał po główce i powiedział, że to nie szkodzi, że jestem gejem, że Bóg mnie kocha itd. Ja wiem, że Bóg mnie kocha, a nawet uwielbia mnie całym Sobą - bo widzę to każdego dnia. On chce dla mnie jak najlepiej, ale przede wszystkim daje mi wolną wolę - a więc to ja wybieram, czego chcę.

Ludzie szkodzą samym sobie i swojemu otoczeniu, wierząc w toksyczne przekonania pt. "geje piją krew" (http://www.joemonster.org/phorum/read.php?f=18&t=427091). To ich sprawa, ja się tym nie interesuję, bo im więcej interesuję się nimi - tym mniej interesuję się sobą. A to nigdy nie było dobre.

Nie potrzebuję też łaski polityków, ich przyzwoleń dla Gejów. Niepotrzebna mi ustawa o związkach gejowskich, aby z kimś być. Niepotrzebny mi klimat pt. "wszyscy kochają Gejów", aby czuć się dobrze w swojej skórze i w swoim życiu.

Nie potrzebuję też pozwoleń od rodziny, ich akceptacji lub sprzeciwów, nie potrzebuję ich opinii, by żyć. Chcą - mogą się oburzać, wkurzać, frustrować, próbując zmienić coś, czego zmienić nie potrafią i nie muszą. To ich emocje, ich kortyzol, który niszczy im zdrowie, ich adrenalina, która wykańcza ich serca. Patrzę na to z przykrością, ale wiem, że to ich decyzja.

Najlepsze, co mogę zrobić dla ludzi nietolerujących homoseksualizmu - to w pełni zaakceptować siebie. Tak bezczelnie, wprost, bez dorabiania ideologii, bez tłumaczenia, dlaczego.

Czy myślisz, że ci wszyscy sprzeciwiający się LGBT ludzie pokroju LPR, Młodzieży Wszechpolskiej, mocherów itd. są szczęśliwi?

Pobawię się w czytanie w ich myślach i odgadnę: nie są. Żyją w lęku przed kochającym ich Bogiem. Żyją w lęku, że ich rodziny oraz ich samych zaatakuje zło, które nie istnieje. To jest przykre, ale możemy tym ludziom pomóc! Jak?

Pokochać siebie. Zaakceptować siebie. W pełni.

Wtedy będziemy mogli w pełni pokochać innych. I w pełni zaakceptować konserwatystów - bo póki co - nie tolerujemy ich nawet, a co dopiero mówić o kochaniu ich czy akceptowaniu. Spójrzmy w lustro - jako Geje wybieramy cały czas jebanie innych na swoich profilach, wybieramy krucjaty przeciwko mocherom, Wojciechom C., którzy boso przez świat idą (i niech idą :) itd.

Ich poglądy - ich sprawa - ich zdrowie - ich konsekwencje.

Prawda - ta prawdziwa Prawda a nie umysłowy matrix, w jakim żyje 99,9% społeczeństwa - jest piękna, doskonała i nieskazitelna - Jestem Gejem. Kocham facetów. I czasem z jakimś nawet uprawiam seks, bo mam z tego dużo przyjemności. To cała historia. Każdy fatalny osąd, każda próba negatywnego ocenienia tego - jest klęską dla tego, kto w to uwierzy.

Tacy ludzie muszą udowadniać całemu światu, że homoseksualizm jest zły. Ja nie muszę nikomu nic udowadniać, bo wiem, że Prawda obroni się sama.

To jest właśnie Świadomość - gdy to, w co wierzysz, jest zgodne z tym, co jest tu i teraz, jak również korzystne dla Twojego życia.

I nawet jak usłyszę za sobą "pedał!" - o je je jej, strasznie mnie to zmartwi ;-) Pozdrowię kolegów z ławki, bo trzeba im dużo zdrowia, jeśli hodują w sobie takie przekonanie.

Ci, którzy walczą o tolerancję LGBT - myślisz, że walczą o CZYJĄŚ tolerancję... czy SWOJĄ?


Ci, którzy walczą z LGBT - myślisz, że walczą z CZYJĄŚ orientacją seksualna... czy ze SWOJĄ?

Z tymi pytaniami zostawiam Cię póki co. Baw się i żyj swoim życiem, abyś pewnego dnia nie obudził się na kolorowej platformie, oblepiony cekinami i z tęczową flagą w dupie, walcząc o coś, co możesz dostać tylko od siebie.

wtorek, 29 września 2009

Zinternalizowana homofobia - nasz największy problem

"Ale ta ciota ma przegięte ruchy... Popatrz, jak się ubiera, jak dziewczynka. Kolorowe fatałaszki, puder na ryju. Co za panienka."

Powyższe słowa to apogeum nietolerancji i braku akceptacji. Podszyte są agresją, powodowane świętym oburzeniem i pogardą. Ich autor buduje swoje ego na obniżaniu czyjejś wartości, aby samego siebie pokazać w lepszym świetle. W domyśle jest: "Zobacz, jaki ja jestem męski w porównaniu z nim!".

Autorem tych słów nie jest napity działacz LPR-u, skin w dresie popijający tanie piwo z biedronki.

Autorem tych słów jest wykształcony homoseksualista. Dobrze ubrany, elegancki, dbający o swój wygląd.

Tak, uczcijmy to minutą ciszy.

...

Wiesz już, do czego zmierzam?

Jęczymy, że o Gejach krąży w społeczeństwie wiele krzywdzących stereotypów. Że się wszyscy, co do jednego, kurwimy, że mamy wszyscy HIV'a, że jesteśmy niedojrzali i nikt z nas nie potrafi stworzyć stabilnych związków opartych na prawdziwych uczuciach.

Jednocześnie zdecydowana część Gejów negatywnie ocenia innych Gejów. Że są przegięci, puszczalscy, że kłamią, że zdradzają i zabili Kennedy'ego.

To własnie zinternalizowana homofobia w pełnej krasie.

Jeśli jeden Gej z pogardą wypowiada się na temat "przegiętości" innych, to daję sobie chuja obciąć, że ma w sobie delikatną, kobiecą część, którą totalnie stłamsił i której wyrzekł się, bo społeczeństwo w procesie socjalizacji (czyli opowiadania bzdurnych historyjek) wjebało mu do głowy, że bycie męskim jest jakościowo lepsze, niż bycie kobiecym.

Taka osoba nigdy nie będzie autentyczna. Zawsze będzie - ze strachu przed zdemaskowaniem - utrzymywać pewną sztuczną pozę. Zakładać maskę pt. "Oto jestem supermęskim samcem" podczas gdy w środku coś próbuje się wydostać i nie może.

Niestety Kochani - nie akceptujemy samych siebie. Jakim więc prawem mamy wydębić od heteroseksualnej większości legalizację związków czy prawo do adopcji dzieci???

W socjologii istnieje zjawisko, w którym mała grupa potrafi narzucić swoje poglądy większej. Wiesz jak? Tym, że jest bardziej spójna. Gdybyśmy przemówili jednym głosem, który brzmiałby mądrze i spójnie, nikt by się nie ugiął.

A podczas, gdy ja tłumaczę to, co tłumaczę, w tle rozbrzmiewa jeszcze idiotyczny dialog wewnętrzny, że przegiętość jest fe. A ja dochodzę do wniosku, podczas gdy ten dialog w końcu być może właśnie się wycisza, że wolałbym być z przegiętym, ale autentycznym facetem, niż z takim, który gra "prawdziwego mężczyznę", tworząc pozy i zakładając maski.

Wiesz, że piszę teraz do Ciebie, prawda? Właśnie do Ciebie.

Więc weź sobie to, co piszę, głęboko do serca - odrzuć lęk, kieruj się sercem i zaakceptuj za jego pomocą siebie - w pełni i do końca taki, jaki jesteś. I wierz mi - nie wiesz, jaki jesteś. Nie znasz siebie, bo masz filtry, które przepuszczają o Tobie tylko takie informacje, które sam chcesz zbierać.

Zinternalizowana homofobia - niechęć do "przegiętych ciot", przejawów bycia sobą, tuszowanie się na siłę i hipnotyczne powtarzanie popierdolonych, kompletnie bezmyślnych stereotypów w stylu "wszyscy geje są..." - to NASZ NAJWIĘKSZY PROBLEM.

Dlatego nie piszę bloga dla heteryków, ale właśnie dla Gejów.

Chcesz żyć w społeczeństwie, w którym nie robią wielkich oczu na widok dwóch trzymających się za rękę facetów? Zacznij więc zmieniać to społeczeństwo. Zacznij najpierw od jednej osoby. Od kurwa siebie. Bo jesteś jego częścią i je współtworzysz.

Przegiętość jest okej. No chyba, że podpisujesz się pod stwierdzeniem społecznym, że "facet powinien być męski". A co, jeśli nie jest? Będziesz budował swoje iluzoryczne ego pt. "jaki to ja jestem lepszy od niego, bo jestem bardziej męski"...? Będziesz się wściekał, oburzał? A może obśmiewał złośliwie? A on i tak ma Cię w dupie, podczas gdy Ty wciąż jeszcze wpierdalasz sobie do żył hormon stresu, szkodząc sobie jednocześnie.

Kto powiedział, że facet powinien być męski? Społeczeństwo! To samo, które wybrało Kaczyńskiego na prezydenta! Znaleźli sobie ideał męskiego przywódcy!! Hahahahaha!!!

A może jeszcze nie przyszło nikomu do głowy, że definicja męskości mogłaby być rozszerzona o wrażliwość, delikatność i czułość, która czasem wychodzi w postaci, którą ktoś o prawdopodobnie niskim poziomie intelektualnym nazwał "przegiętością"...?

Przgiętość jest OKEJ - to jej interpretacja budzi zgrozę i tworzy problemy. Ktoś myśli, że taki facet to nie facet. Nie skądże, ma jaja, ma chuja, ma zarost - wypisz wymaluj baba!

I założę się z Tobą o loda :) że nawet nie wiesz, kiedy to się stanie, że zaczniesz myśleć o tym w zupełnie inny sposób, który polega na tym, że ilekroć nazwiesz kogoś "przegiętą ciotą" albo "jebanym pedałem", zobaczysz w swojej wyobraźni wielkie lustro, w którym się pięknie odbijasz i usłyszysz, jak mówisz to do siebie za każdym razem, gdy oceniasz innych, oceniasz siebie, choć tego nie rozumiesz jeszcze.

Jeśli za kogoś myśli społeczeństwo - niech wyłączy umysł, bo błądzi. Lepiej przełączyć się na serce.

Pozdrawiam i do napisania!

środa, 17 czerwca 2009

Największy gejowski mit - "Geje myślą tylko o seksie"

Wg jakiejś tam zapomnianej mitologii, żył kiedyś król o imieniu Pigmalion (uroczo, prawda?). Pigmalion, prócz dzierżenia insygnii królewskich, uwielbiał rzeźbić. Pewnego dnia naszła go wena i wyrzeźbił z marmuru piękną kobietę (lub faceta - to mit w wersji gejowskiej). Była ona tak porażająco piękna, że się w niej zakochał. To oczywiście doprowadziło go do depresji, bowiem wyrzeźbiona panna, mówiąc metaforycznie i dosłownie, miała serce z kamienia i była chłodna, jak głaz.

Bogowie, widząc rozpacz Pigmaliona, postanowili ożywić posąg kobiety, by król mógł zaznać smaku prawdziwej miłości. Potem naturalnie żyli długo i szczęśliwie. Czy to nie romantyczne?

Opowieść ta jest metaforą tzw. zjawiska samospełniającej się wyroczni - czasem zwanego też właśnie efektem Pigmaliona. Zjawisko to polega na tym, że zazwyczaj dostajemy to, czego się spodziewamy. Zakładając z góry, jakie będą efekty np. naszej komunikacji z szefem w sprawie podwyżki, tworzymy rezultaty. Gdy pracownik idzie do przełożonego z zaciśniętymi zębami i z myślami w stylu "Pewnie mi skurwiel nie da, więc idę się tylko upewnić, że jest skurwielem" - szef na nieświadomym poziomie wyłapie, co myśli o nim pracownik, i odeśle go z kwitkiem. Bo niby dlaczego miałby mu płacić, jeśli delikwent tak o nim myśli?

Fakt, że nasze losy kształtują się zgodnie z tym, co sądzimy, że się wydarzy, burzy niektórym krew w żyłach. Z jednej strony jest to cholernie wyzwalające - "oczekuj najlepszego" to dobra rada w tym momencie - z drugiej mało kto chce przyznać, że wszystkie te porażki, które ma na koncie, są jego autorstwa. Niemniej jak inaczej można się uczyć, jeśli nie bierze się odpowiedzialności za swoje porażki?

Przejdźmy jednak do sedna, a więc do totalnie fałszywego, zubażającego myślenia, że "geje myślą tylko o seksie".

Ten okrutny stereotyp powstał wieki temu. W każdym społeczeństwie Geje tworzyli undergroundowe struktury - kluby, sauny etc. - w których się spotykali. W czasach, gdy homoseksualizm był takim tabu, że nawet nikomu nie przyszło na myśli, by ten temat wywlekać publicznie (prawie, jak dziś), Geje żyli w wiecznym strachu. Spotykając się z facetami, ryzykowali swój status, reputację, posady, czasem nawet życie. W takich warunkach nie było mowy o stworzeniu żadnej stałej relacji opartej na uczuciach. Pewnie zdarzały się zakochania i to nieraz. Niemniej przeciętny Gej tak silnie był zdominowany głosem społecznym (czyli Matrixem), że wybijał sobie z głowy marzenia o wspólnym mieszkaniu z facetem. Uciekał więc po nocach od żony i dzieci, by bzyknąć jakiegoś kolesia w bardzo romantycznych miejscach, jak nieczynne fabryki czy podziemne przejścia.

Myślisz, że to było dawno?

Jeszcze zza komuny takie coś było - powiedzmy - normalką. Pomyśl - nie było Internetu i komórek. Anonse towarzyskie Geje pisali na ścianach szaletów miejskich, o której chcieliby się spotkać. Oczywiście był to sport dla tych bardziej odważnych zawodników, bo Ci z tzw. dobrych domów siedzieli na tyłku i wybijali sobie z głowy myśli o nagich facetach.

Dziś czasy się zmieniły. Za sprawą potęgi Internetu coraz więcej osób decyduje się założyć profil i poszukać swojej drugiej połówki. Oczywiście, że pierwsi, którzy to zrobili, to sportowcy, którzy szukają na raz, góra dwa - stąd wrażenie, że jest ich tak wielu. Przynajmniej takie wrażenie było kilka lat temu, gdy 90% anonsów miał w temacie "sex", a nawet, jeśli nie miał, to i tak o seks chodziło.

Ja jednak zawsze w głębi serca wierzyłem, że sprowadzanie relacji męsko-męskich tylko do seksu jest objawem lęku - lęku, przed stworzeniem związku i trudną walką o utrzymanie go w naszym dość konserwatywnym społeczeństwie. Umawianie się na seks jest też często nieudolnym wrażaniem potrzeby bliskości. Ktoś mówi, że chce na seks, a w głębi siebie nawet nie potrafi się przyznać przed sobą, że chciałby po prostu się przytulić. Bo to takie "niemęskie", co nie?

Niemniej - jak to bywa z ludźmi - odświeżanie mózgu idzie im nieco gorzej niż odświeżanie powietrza w kiblu czy okienek Windowsa. Dlatego zubażający stereotyp pt. "Geje myślą tylko o seksie" nadal - niestety - jest podtrzymywany przez sporą rzeszę sfrustrowanych, zgnuśniałych kolesi. Pomyśl - do czego może prowadzić takie myślenie?

Pamiętam moment, gdy przyznałem się swojej koleżance do tego, że jestem gejem. Przyjęła do wiadomości, jednocześnie przyklejając mi łatkę "erotomana", który za wszelką cenę chce się ruchać. Nie powiedziała oczywiście tego wprost - wypływało to z jej pół śmiesznych, pół ironicznych tekstów, że ja się "dość często spotykam z facetami" itd. Oczywiście, że się spotykam dość często. I co z tego? Co to znaczy?

Co tu zaszło, uważny obserwatorze? Otóż to - efekt Pigmaliona. Spodziewała się zobaczyć erotomana napaleńca - i zobaczyła. Pozdrawiam Cię Madziu.

Mało, że takie łatki przyklejają nam heterycy - to robimy to sami sobie. Non stop przecież doszukujemy się dowodów, że inni Geje ruchają się na lewo i prawo, w każdym spojrzeniu, dotyku widzimy "coś zbereźnego". Kurwa mać - dajmy se słomy. Jesteśmy facetami i - podobnie, jak heterycy obu płci - myślimy o seksie jakieś 12489792384798 razy dziennie albo nawet więcej.

Co wcale nie znaczy, że stereotyp "Geje myślą tylko o seksie" jest prawdziwy. Zadajmy kilka mądrych pytań, aby się z tym mitem rozprawić:

Wszyscy Geje myślą tylko o seksie? Nie ma takiego, który by nie myślał?

Geje myślą tylko o seksie ... cały czas? 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu? Wątpię! Nawet ja robię sobie 5-cio minutowe przerwy :)

Poza tym, skąd możemy wiedzieć, co myślą wszyscy Geje na świecie? Ja nie wiem, bo nie mam kryształowej kulki i nie wróżę z fusów.

A nawet, jeśli myślą o seksie - to w jaki sposób? Czy myślą o nim, jak o np. sporcie, sztuce, zabawie, sposobie wyrażania uczyć, sposobie na zmanipulowanie kogoś? Na pewno style myślenia o seksie wśród gejów różnią się diametralnie w każdym przypadku, ponieważ każdy z nas ma inne doświadczenia, wartości, przekonania etc.

Więc kurwa, zanim ktoś jebnie tekst "Geje myślą tylko o seksie" - niech puknie się w swoją czakrę umysłu - tj. w czoło - i zastanowi się 2 razy.

Prócz tego, że jesteśmy Gejami, jesteśmy też ludźmi. Mamy swoje zajęcia, stanowiska, firmy, szkoły, hobby, ulubione programy w TV, strony internetowe, pasje, sporty etc. Sprowadzanie nas do roli automatów do robienia lodów jest nawet nie tyle zubażające, co prostackie i tak wyrafinowane, jak sałatka z buraka pastewnego.

A na koniec pewna ciekawostka. Wg pewnych badań, które jakieś pół roku temu opublikował Newsweek, ponad 90% Gejów w Polsce ma przekonania konserwatywne - chcą mieć jednego partnera, stałego, bez (s)ekscesów, zdrad i przygód na boku. Zaskoczony? Bo ja nie.

To było raczej dla mnie oczywiste. Paranoja, że wszyscy się ruchają za bułkę z masłem, to efekt myślenia, które degraduje ludzi do miotanych prymitywnymi instynktami zwierzątek, dymających się surykatek. Ja już wiem, że ludzie mają więcej wymiarów, niż wymiar kutasa. O wiele więcej... Tylko czy umiesz je już dostrzec?

TOP 10 miesiąca