Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej

Skondensowany i praktyczny mini przewodnik dla początkujących, którzy chcą dawać dupy bezpiecznie, zdrowo i przyjemnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Homoseksualizm a wiara w Boga - czy to się da pogodzić?


Uwaga: ten post będzie skrajnie kontrowersyjny - szczególnie dla osób, które uważają się za wierzące.

Kontrowersja ta jednak nie ma na celu podbijania kliknięć (no może trochę :), ale jest po prostu autentycznym wyznaniem mojej głębokiej niewiary. I tego, jak wiarę w Boga itd. porzucałem - aż ostatecznie stałem się totalnym Bezbożnikiem :)

Piszę to, bo wiem, że wielu z Was zmaga się z tematem wiary i jej rzekomej "sprzeczności" z homoseksualizmem. I być może moja opinia - w całej swojej subiektywności - pomoże komuś w jego sytuacji.

Czytasz na własną odpowiedzialność :)

niedziela, 19 lipca 2009

Narodziny lepszego Boga

Nie będę ukrywał, że jeśli poważnie myślisz o tzw. rozwoju osobistym, czyli rozwjianiu swoich kompetencji myślenia, podejmowania decyzji, robienia lepszych związków, zarabiania większej kasy czy w ogóle robienia lepszego życia - w którymś momencie będziesz musiał odrzucić to, czego naucza Kościół Katolicki. Po prostu jego wersja świata jest zbyt ograniczona, niespójna i - powiem więcej - generująca fatalne stany emocjonalne, by przeskoczyć pewne poprzeczki.

To, co naprawdę szkoda odrzucać, to Bóg.

Nie mówię jednak o koncepcji Boga, którą tworzy KK. To dwie różne rzeczy. Tamta konceptcja jest po prostu nie daje efektów. Człowiek modli się o coś i tak zazwyczaj gówno z tego jest. Widać nie o to chodzi.

Z racji budowy naszych układów nerwowych - nigdy nie poznamy prawdziwego Boga, bowiem zawsze będziemy widzieć tylko mały Jego wycinek (ten proces nazywa się usunięciem i zachodzi cały czas - np. teraz nie jesteś świadomy tego, jakie doznania płyną z Twojej lewej stopy... oczywiście do momentu, w którym o tym nie wspomniałem :), a informacje, które zbierzemy, uprościmy i zniekształcimy. Są to procesy umysłowe, które zachodzą zawsze i wszędzie, więc ich nie unikniemy.

Dlatego jednynym sposobem poznania Boga jest stworzenie jego użytecznej (czyt. wspierającej, generatywnej) koncepcji. Koncepcji, która zamiast nas osłabiać, będzie nas wzmacniać.

Aby ją skrystalizować, przekopałem mądre tomy, spasłe księgi filozoficzne i systemy wierzeń. Wyłowiłem kilka świetnych parełek, z których, niczym z mozaiki, wyłania się przepiękny, trójwymiarowy, barwny obraz Boga. Oto Bóg, w którego warto wierzyć. Przygotuj się na coś, co może lekko wstrząsnąć posadami tego, w co do tej pory wierzyłeś. Odłóż na chwilę na bok swoje dotychczasowe poglądy, przekonania nt. Boga, religii i tym podobnych rzeczy. Otwórz swój umysł maksymalnie, byś w pełni skorzystał z tego niezwykłego konceptu. I baw się przy tym.

"Bóg jest wszystkim, co istnieje, i nie ma nic, co by Nim nie było"

Czy to stwierdzenie nie jest po prostu doskonałe? Bóg chrześcijański to śmieszny koleś na chmurce w porównaniu z tym własnie Bogiem. Jest on wszystkim - mną, Tobą, powietrzem, internetem, słowami, elektronami, chmurami, kupą na pastwisku, kanapką z serem, hemoroidami i piramidami. Znaczy, że nie jest tylko miłością - jak głoszą Katolicy. Jest też nienawiścią, smrodem i ubóstwem. Jest wszystkim po prostu. Nie ma nic przeciwko Gejom - bo sam nimi jest (tak, jak jest też heterykami). Wszelkie podziały są sztuczne, są iluzją stworzoną przez umysł (etykietki naklejane przez nas na powtarzajace się wzorce doświadczeń), co nauka pewnie "odkryje" w przeciągu jakiś 10 lat - na oko (wersja optymistyczna). Trzymajmy kciuki za naukowców.

W związku z powyższym założeniem - nie można nie doświadczać Boga, bo...

"Bóg mówi do każdego człowieka za pośrednictwem doświadczeń."

Wszystko, czego w życiu doświadczyłeś, jest przekazem Boga. Nie jest on na tyle prymitywny i ograniczony, by zrzucać na Ziemię ksiązki zapisane Jego słowami. Wie, że ludzie natychmiast zaczęliby je zniekształcać tak, jak to zresztą zrobili z Biblią. Tę bajkę już znamy. Inteligentny Bóg nie posługuje się słowami.

Czasem być może myślisz, dlaczego Twoje życie układa się tak, jak się układa. Oprócz tego, że masz wolną wolę, zdarza się coś "na zewnątrz" - co "kieruje" Twoim losem. To właśnie On. Trafia do Ciebie za pośrednictwem Twoich oczu, uszu i wszystkich innych narządów zmysłów. Nawet w tej chwili, za pośrednictwem tego bloga. To nie przypadek, że czytasz te słowa. Bóg uznał, że jesteś na nie gotowy.

"Twoja wola jest wolą Boga - i odwrotnie. Spełnia się wszystko, o czym marzysz."

Oj, ciężki orzech do zgryzienia, prawda? Już widzę Twoją minę, która mówi: "To nieprawda". Prawda, tylko nie wiesz, jak to działa. Więc pozwól mi wyjaśnić. Bóg spełnia każde życzenie każdego człowieka. Problem nie w tym, że "to się nie dzieje" - tylko w tym, że zarówno Ty, jak i 6 miliardów ludzi na świecie, mamy ciągle sprzeczne życzenia. Ciągle zmieniamy zdanie, wielu ludzi kompletnie nie wie, czego chce. Spytaj siebie - wiesz, czego chcesz? Wiesz, co chcesz zrobić tu, na Ziemi? Więc się kurwa nie dziw, że się nie spełnia. Bo co się ma spełnić?

Zauważ, że jeśli ktoś naprawdę wie, czego chce, i jest w tym spójny (tzn. jest pewien, że to jest to, co by chciał) - najczęściej mu się udaje. Nie od razu i nie wszystko - bo dopiero byłby cyrk. Pomyślałbyś o czymś niemiłym i bum - już się stało. Czas. Po to jest czas. Bóg go stworzył, by te bardziej poważne i wielkie cele mogły nadejść dostojnie i powoli - abyś miał nad wszystkim kontrolę.

Pamiętasz pierwsze założenie? Bóg jest wszystkim. Czyli również...

"Ty jesteś Bogiem."

Wow! Dobre, co nie? Pozwól więc, że łagodnie Cię w ten temat wprowadzę. W głowie mamy neurony. W neuronach związki zwane mikrotubulami. W nich z kolei panują bardzo specyficzne warunki - tam cząstki elementarne wchodzą w bardzo dziwny stan, nazywany przez fizyków superpozycją. W tym stanie cząstka jednocześnie jest wszystkim i niczym. To nielogiczne i nie próbuj tego zrozumieć. Chodzi tylko o to, że to zjawisko najprawdopodobniej odpowiada za świadomość. Każdy z nas ma (jeśli tylko nie śpi) mnóstwo takich superpozycji w głowie (im więcej, tym człowiek jest bardziej świadomy). Mają one ogromną moc obliczeniową (spytaj tych, którzy konstruują komputer kwantowy). Dzięki nim właśnie nasz mózg jest tak niezwykły. Każda jedna dodatkowa cząstka w superopozycji zwiększa moc obliczeniową całego układu, z którym jest splątana, do kwadratu (w standardowym komputerze dodatkowy bit zaledwie podwaja moc obliczeniową układu, do którego należy). Pewna garść naukowców udowodniła jednak, że nie ma czegoś takiego, jak moja czy Twoja świadomość - jest ona bowiem nie cechą mózgu, ale właściwością Wszechświata - występuje zawsze i wszędzie (nazwane jest to zjawiskiem nielokalnym). Nasze mózgi są po prostu "odbiornikami" świadomości. Będzie o tym więcej kiedyś. Teraz najważniejsze jest tylko to, że jest tylko jedna świadomość. Nie jest ona ani moja, ani Twoja. Bardziej nasza. To Bóg właśnie.

Czyli można wysnuć wniosek, że wszyscy jesteśmy Bogiem.

Nasze mózgi i ciała to narzędzia w naszych rękach - a może raczej w rękach Boga. Możemy absolutnie wszystko - tylko czasem nie wiemy jeszcze, jak. Bo się uczymy, jak być Bogiem w lepszej wersji.

A skoro jesteś Bogiem, to...

"Ty tworzysz świat, w którym żyjesz."

To my tworzymy wszechświat w czasie rzeczywistym - choć nie mamy o tym pojecia. Dlaczego? Bo uważamy, że nie jesteśmy Bogiem, tylko jakimiś pionkami, które nie mają nic do gadania. Dowiedziono naukowo, że Wszechświat nie istnieje bez świadomego obserwatora (nie ma wtedy ani czasu, ani przestrzeni, ani materii). Jak nie patrzysz - wszystko, co materialne, znika i zmienia się w tzw. fale prawdopobobieństwa (najlepsze jest to, że fala musi rozchodzić się w jakimś ośrodku - a tutaj ten ośrodek jest nieznany! - dla poręczności fizycy nazwali go Zunifikowanym Polem, choć nazwa ta jest nieco mylna - tam nie ma przestrzeni, więc żadne "pole" nie może tam egzystować). Oznacza to, że może tam coś istnieć lub też nie. Eksperymenty na materii bez obserwatora dają inne wyniki, niż gdy ktoś je obserwuje. Dopiero nasza wola (intencjonalność) powołuje do istnienia coś materialnego w momencie, gdy zakładamy, że to coś tam będzie. To wszystko możesz złożyć w swojej głowie w jedną całość. Tylko musisz to odrobinę przemyśleć i sobie poukładać. Daj sobie czas.

Twórz lepsze wersje Wszechświata. To zadanie godne Boga. Oto otwiera się przed nami świat, w którym tworzymy, zamiast tylko być tworzonymi.

***

Powyższe koncepty pochodzą od różnych autorów, mistyków, psychologów, filozofów a część nawet od fizyków kwantowych i żaden nie jest w pełni mojego autorstwa. Zebrałem je tutaj do kupy, ponieważ tworzą one spójny system wierzeń.

Każde z tych stwierdzeń nawzajem się uzupełnia, dopełnia, tworząc jedną, naprawdę piękną całość. Ktoś nastawiony sceptycznie do niniejszego systemu, nigdy nie poczuje, jak wielka moc sie z nim wiąże. Mnisi buddyjscy powiedzieliby, że przekaz ten ma bardzo wysokie wibracje. A to w praktyce oznacza, że gdyby ktoś z Watykanu przeczytał mojego bloga, to kazałby pewnie zablokować serwery :)

W przeciwieństwie jednak do słabych merytorycznie wytworów Kościoła, takich, jak teologia, Biblia czy koncept Boga, które niestety same obronić się nie potrafią, ten system znakomicie broni się sam.

To wersja Boga, która jest miliardy razy skuteczniejsza, niż stary i spróchniały koncept chrześcijański. Pamiętaj, że to, w co wierzysz, jest prawdą - dla Ciebie. Jeśli uważasz, że powyższe koncepty nie są prawdziwe - masz racje, nie są! Bo to Ty decydujesz, co jest prawdziwe w Twoim Wszechświecie. Jeśli uważasz, że jesteś tylko trybikiem, który nic nie znaczy - masz rację. Jeśli uważasz, że Bóg jest gdzieś tam, daleko - też masz rację. Stworzysz Wszechświat, w którym tak właśnie jest.

Ten post nie jest do dyskusji w stylu "to nieprawda, bo Biblia, bo ksiądz itd. mówią inaczej" i z góry ostrzegam, że będę usuwał takie komentarze. Ten post jest do wzięcia lub do dodania swoich przemyśleń, które będą uzupełnieniem niniesjzego konceptu.

Geju, udław się opłatkiem - czyli jak skutecznie unikać miłosierdzia Kościoła

Oto Bóg stworzył Geja i powiedział mu - "kocham Cię Synu, ale nie rżnij się z facetami, bo inaczej ześlę Cię do piekła na wieczne potępienie". Gdzie tu sens? Gdzie logika?

Taką oto przyjemną wizję próbuje nam sprzedać Kościół - miejsce, gdzie wg. statystyk rodzi się ogromna ilość chorób psychicznych (wielu pacjentów psychiatrów to zagorzali wierni). Nic dziwnego - cała pseudonauka, zwana teologią, składa się mało, że z piramidalnych, piętrzących się bzdur, ale również z bzdur wzajemnie się wykluczających, sprzecznych i nielogicznych. Kiedyś to się sprawdzało. Ksiądz na ambonie powiedział, że jak idzie burza, to trzeba wystawić dupę przez okno, żeby odstraszyć pioruny. I cała wiocha wisiała potem z odbytami na zewnątrz, gdy tylko ściemniło się za oknem. To nie żart, poczytaj o tym. Ciemnogrodem można było dowolnie manipulować. Gdyby ksiądz powiedział im, że mają jeść gówno - pewnie w książce kucharskiej ze staropolskimi przepisami znaleźlibyśmy dzisiaj klopsiki z kupy marynowane w sosie własnym.

Dziś, w erze, gdy na większość pytań egzystencjonalnych ludzkości odpowiada wujek Google, ludzie są bardziej oczytani, oświeceni i inteligentni. Przeciętny człowiek żyjący w XVIII wieku pochłaniał taką ilość informacji, ile dziś mieści się w jednym wydaniu codziennej gazety. W porównaniu z naszymi przodkami jesteśmy megainteligentnymi superistotami. 90% naukowców, inżynierów i wylazaców, jacy kiedykolwiek istnieli w historii ludzkości, żyje dziś.

Oznacza to, że Kościół traci wpływy. Kiedyś, jak ktoś zachorował, modlił się do złotych ołtarzy, bo nic innego mu nie pozostawało. Dziś rolę religii przejmuje nauka. Modlimy się do koncernów farmaceutycznych, żeby znalazły lekarstwo na HIV czy raka. Nie pokładamy już nadziei w Bogu. I całe kurwa szczęście! Oto bowiem z błagających o życie ofiar i baranków bożych zmieniamy się w kierujące własnym życiem istoty. Sami możemy się wyleczyć, zważywszy, że miłosierny Bóg jakoś skąpi nam cudownych ozdrowień.

Powracając jednak na tematy gejowskie - osobiście cieszę się, że Kościół dyskryminuje Gejów. Dziś bowiem, w kontekście pedofilskich skandali skrzętnie tuszowanych przez Watykan, w kontekście 35 tysięcy zgwałconych i bitych przez księży w Irlandii dzieci, w kontekście wypraw krzyżowych i masowych mordów Indian, gdzie z hasłem "Bóg tak chce" na ustach nabijano na pal kobiety w ciąży a małe dzieci były rozszarpywane przez wściekłe psy, wyklęcie przez Kościół to pozytywne wyróżenie.

Nie chcę mieć z tą chorą, zdegenerowaną instytucją nic wspólnego. 2000 lat morderstw, paleń na stosie i ja kurwa, z uśmiechem na ustach, mam tam zadylać co niedzielę i błagać o przebaczenie. Ja mam bładać o przebaczenie, czujesz? A nie np. Jan Paweł II, który beatyfikował Jose de Anchieta - gościa, który mordował setki Indian i twierdził, że "Miecz i żelazny pręt to najlepsi kaznodzieje". To se kurwa Kosciół auorytet znalazł, co nie? Chrześcijaństwo religią miłości - brzmi to jak niesmaczny żart.

Bardzo się cieszę, że Kościół ma mnie w dupie. Jeszcze 300 lat temu, za to, kim jestem, w imię miłosiernego Boga puściliby mnie z dymem. Dziś ograniczyli się tylko do mdłej tolerancji na pograniczu ich własnej wytrzymałości. Dziękuję bardzo. Kościół pozwolił nam się przytulać, ale nici z dymania. A jeśli chcesz się kochać z facetem - won z domu Pana.

Niektórzy nawet powołują się na Biblię, w której na Sodomę i Gomorę Bóg zrzucuł meteoryt, bo robili tam nieczyste rzeczy. Może i bym się przejął, gdyby nie fakt, że w Biblii, prócz tego, jest też napisane, że ktokolwiek wydymał woła, to trzeba go ukamienować - razem z tym wołem, którego mięsa potem jeść nie wolno. A za pracę w niedzielę, trzeba karać śmiercią. I za rozpalanie ognia w domu w sobotę też. Za wszystko trzeba karać śmiercią. Taka starożytna wersja Kononowicza.

Ba! Tam jest nawet napisane, że noszenie długich włosów przez faceta, jest dla niego hańbą! Ciekawe, co powiedziałby Jezus, którzy prezcież miał włosy jak panna, gdyby to przeczytał.

Bóg, w którego ja wierzę, jest zdeczka inteligentniejszy, niż ten, którego wizerunek propaguje Kościół. Ich Bóg jest małym, rozkapryszonym bachorem, mściwym, surowym i domagającym się ofiar z ludzi. Myślę, że tylko naprawdę zjebany człowiek mógłby pomyśleć, że tak w istocie mogłoby być. Jest to równie głupie, jak wiara, że świat opiera się na 4 penisach ptaków dodo.

Wychodzenie poza Matrix Kościoła

To, w co wierzą w Kościele, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. To ich własne haluny, oparte o stek bzdur napisanych przez nieuków 2000 lat temu. Wierz mi, nic sie nie stanie, gdy olejesz Kościół. Traktuj tę instytucję w kategorii żywej szopki, mentalnego skansenu, gdzie ludzie co tydzień odwalają zrytualizowane przedstawienie. Robią to nie z miłości do Boga, ale ze strachu, że pójdą do piekła, więc miej dla nich litość i wyrozumiałość.

Zrozum też, że nie musisz mieć ich akceptacji i pozwolenia na cokolwiek. Przedstawiciele Kościoła to generalnie starcy, którym nogi trupem już śmierdzą i lada moment odwiedzą Pana w jego Królestwie. Nie trzeba się nimi przejmować, tym bardziej, że większość zagorzałych homofobów wg. statystyk nie zna ani jednego Geja. Czyli po prostu mają zestaw przekonań dotyczących osób, których nie spotkali (lub sobie tego po prostu nie uświadamiają). Przypomina mi to bajdy o smokach, które krążyły w średniowieczu - wszyscy wszystko o nich wiedzieli, ale nikt ich nie widział.

Dla świętego spokoju nie chodź też na msze - no chyba, że lubisz, jak Ci piorą mózg. Nie ma żadnego racjonalengo powodu, dla którego masz klęczeć na zimnej posadzce w niedzielę rano i bić się w pierś, jęcząc "Moja wina, moja wina..." Żadna kurwa Twoja wina. Oni dobrze wiedzą, że jak komuś wkręcą poczucie winy, to ten ktoś jest bardzie uległy i dlatego zaraz po tej kwestii przelecą się po kościele z tacą, żebyś rzucając dyszkę złagodził swój konflikt wewnętrzny. Sprytne, co nie?

Nie musisz nic robić, by sobie zasłużyć na "wieczne zbawienie". Wiara w Boga czy w cokolwiek innego nie ma nic wspólnego z aktywnością fizyczną, czyli chodzenem, klękaniem, całowaniem Jezusków na krzyżach, żarciem opłatków itd.

Odradzam Ci też bycie antyklerykałem. Warto dla zdrowia obśmiać Kościół (jak ja), ale bycie jego zagorzałym przeciwnikiem sprawi, że również Ty będziesz fanatykiem, który święcie oburza się na wieść o poczynaniach bogobojnych dziadków na złotych tronach. To nie ma sensu. Antyklerykał nie istnieje bez kleru. To symbioza - jeśli kler zginie, ktoś będzie musiał straić swoją tożsamość. Mógłbyś się zmienić w kogoś na kształt byłego Solidarnościowca - który pomimo braku najeźdzcy czy okupanta, na siłę wyszukuje wrogich sił, objawów działania demonów i robi strajki co rusz.

Pewnie to, co dziś napisałem, dla wielu bedzie "oczywistą oczywistością", niemniej tego posta kieruję do tych Gejów, którzy nie do końca zaakceptowali siebie, którzy kochając się z facetem mają jakieś poczucia winy itd. - w nadziei, że wyciągną z tego tekstu coś dla siebie. Kochaj się, rób co chcesz, bo Bóg generalnie i tak ma to pewnie gdzieś :)

TOP 10 miesiąca