Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej

Skondensowany i praktyczny mini przewodnik dla początkujących, którzy chcą dawać dupy bezpiecznie, zdrowo i przyjemnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uwodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uwodzenie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 stycznia 2020

Feromony - czy staniesz się dzięki nim gejowskim Casanovą


Czy feromony rzeczywiście działają? Czy działają na nas, gejów? A jeśli tak, to jak? Czy za ich pomocą da się odkryć czyjąś orientację seksualną? Czy gej potrafi "wywąchać" drugiego geja?

Dziś sprawdzamy, jak pachniemy - i jakie to może nieść konsekwencje :)

środa, 15 czerwca 2011

Jak sprawić, by facet Cię zdradzał?

Potrzebne są 2 kluczowe elementy. Ich synergia prawie zawsze sprawi, że facet, z którym jesteś, będzie Cię zdradzał i pewnie nawet okłamywał. Albo nawet odejdzie dla innego.

Element pierwszy - nudne życie.

Och tak, chodzenie do nudnej pracy dzień w dzień. I opowiadanie, jak to pani Marysia z działu finansowego wylała na siebie kawę. Albo że w Excelu pojebały Ci się kolumny, hahahahaha. Bardzo zabawne. To brzmi jak życie Indiana Jonesa. Nudzisz się w swoim życiu? Masz styl życia bibliotekarki z 2 kotami? A Twoje zainteresowania dla innych wydają się być dziwactwem i patrzą na Ciebie z niezrozumieniem, gdy opowiadasz o kolumbijskich jedwabnikach? Albo w ogóle nie masz zainteresowań prócz jakże wyszukanych dziedzin, jak muzyka, film itd...

A może sam jesteś nudziarzem? Całymi dnami oglądasz tv i w kółko pierdolisz o tym samym? Może jesteś wiecznie cichy, nieśmiały, boisz się cokolwiek ze sobą zrobić?

Natalia Kukulska śpiewa, że "wierność jest nudna". Bullshit Panowie i Panie.

To nie wierność jest nudna. To partner jest nudny.

Jeśli sam się nudzisz w swoim życiu, nie zmienia się ono od lat - to jakim cudem Twój facet ma się dobrze bawić? Jakim cudem ma przy Tobie nie usnąć na stojąco?

Twój styl życia jest Twoją wizytówką. Jeśli dobrze się bawisz w swoim życiu i zapraszasz ludzi, którzy Ci odpowiadają - mało kto odmówi. Jeśli natomiast chcesz, by facet się Tobą znudził - twórz związek oparty na arcynudnych nawykach. A jeśli chcesz, by on cały czas był Tobą zaabsorbowany - niech wasz związek będzie emocjonalnym rollercoasterem. Ma być jak w filmie - ma być kłótnia, smutek, potem hepi end. A potem znów to samo... ale ostrzej! Poprzednie skale emocjonalne są nudne po iluś razach, za każdym razem potrzebujecie nowych wyzwań i podnoszenia poprzeczki.

Drugi element - on ma być w centrum.

Zapamiętaj: Ty się nie liczysz. On jest najważniejszy. Masz środek ciężkości Twojego życia przesunąć na niego. On będzie Twoim Słoneczkiem, a Ty - planetką, która obraca się wokół niego. Lataj wokół niego, rób mu dobrze, nie patrz na siebie. Będziesz szczęśliwy tylko, jeśli on będzie w Twoim życiu. A Ty musisz zrobić wszystko, by go zatrzymać, uwiązać, zamknąć w złotej klatce.

Czego go wtedy nauczysz?

Nauczysz go, że on jest wszystkim. A Ty...? No własnie. Niczym. A skoro on jest tak cudownym, wartościowym i wspaniałym samcem, a Ty latasz wokół niego na każde zawołanie - zgadnij, jak będzie na Ciebie patrzył? Czy zobaczy Twoją wartość? O tak, jasne. Jak nie widzi, jak Cię nie szanuje - staraj się bardziej. Może kiedyś spadnie okruch z pańskiego stołu.

Co będzie dalej?

Po pierwsze - zanudzisz go na śmierć. Tym, że masz nudne życie, że jesteś nudny, że nie przeżywasz emocji albo chowasz te złe pod dywan, bo przecież nie wolno się złościć ble ble ble. O to właśnie chodzi. Cały czas załatwiaj sprawy dyplomatycznie. To działa, jasne, tylko jest tak piekielnie nudne, że ja pierdolę. Jak życie polityczne Unii Europejskej. Chowaj i tłamś swoje emocje - zajebioza też. Wtedy będziesz siedział jak kukła, która się cały czas uśmiecha. To jest ciekawe bardzo. Oj kurwa, bardzo.

Po drugie - nauczysz go, że nie jesteś nic warty. Zrób to, efekty są świetne. Niech on siedzi jak król, a Ty przy garach całe życie. I pamiętaj, żeby mu kupić piwo, jak będziesz w sklepie. A będziesz, bo ktoś zakupy musi zrobić. Musisz być dobrym mężem, on nie musi, bo sam w sobie jest tak cudowny, że ja pierdolę szczena opada. Może sobie pozwolić na oschłość, oziębłość, obojętność. Ty musisz być natomiast zawsze czułym romantykiem czekającym na ruch z jego strony.

I wtedy każdy z wyższą samooceną niż Ty, który wpadnie Twojemu facetowi w oko, natychmiast będzie w obszarze jego zainteresowań. Może to JEGO wina. A może Ty dałeś dupy. Tym razem tylko w przenośni.

piątek, 15 kwietnia 2011

Ukryte mechanizmy w związkach gejowskich: nauczyciel i uczeń

Dochodzimy do kolejnego ukrytego mechanizmu: nauczyciel i uczeń.

Wchodzisz na czyiś profil i widzisz mądre cytaty, nauki o tym, jak być powinno i o tym, co jest źle. Gość pisze, jakby zjadł wszystkie rozumy świata na śniadanie. On wie lepiej - to podstawowa historia umysłowa kogoś, kto wciela się w nauczyciela.

Chcesz poderwać nauczyciela? Chcesz załapać z nim doskonały kontakt? Uznaj jego historię za prawdziwą. Powiedz: "Tak, Ty wiesz lepiej! Nauczaj mnie". Innymi słowy - bądź jego uczniem.

Podobnie, jak ega w mechanizmie rodzic - dziecko, podobnie tutaj: oba się uzupełniają i jedno nie istnieje bez drugiego. Czy widziałeś kiedyś nauczyciela bez uczniów? Albo ucznia bez nauczyciela?

Są też typowi uczniowie, którzy grają głupków, twierdzą, że na niczym się nie znają i bez najmniejszego oporu intelektualnego przyjmują to, że jesteś od nich mądrzejszy, bardziej wygadany, elokwentny etc. Czyli uznają Cię za nauczyciela.

Inną, nieco bardziej hardcorową formą tego ukrytego mechanizmu jest mechanizm guru - wyznawca. Guru zawsze wie wszystko lepiej, nigdy się nie myli. Wyznawca z kolei podąża za naukami guru i bezdyskusyjnie za prawdę przyjmuje to, co guru rzecze.

Mechanizm nauczyciel - uczeń czasem przebija się w relacjach m-m i nie tylko. Nauczyciel mówi swoim charakterystycznym, dydaktycznym tonem, opieprza, wykłada, robi lekcje, kontroluje postępy w nauce. Uczeń z kolei podlizuje się, by dostać wyższą ocenę. Obserwuj - ten typ mechanizmu przewija się często w relacjach międzyludzkich.

Następny mechanizm: gwiazda - fan

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Style uwodzenia - Gejów i nie tylko

Od miesiąca nie było imprezy, żeby coś się nie działo. Albo chłopak koleżanki stwierdził, że mam czarującą osobowość. Albo poszedłem w ślinę z kolegą ze studiów (tzw. "studencka wymiana dymka") - i to przy jego lasce. Albo jakiś zupełnie nieznany mi facet w totalnie heteronormatywnym klubie smyra mnie bo brodzie i dziko śmieje się do swojego kolegi.

Ostatnia impreza zaczęła się u mnie na działce a w trakcie przeniosła się na plażę. Tam, przy własnej muzyce, której granice brzemienia wyznaczały nasze imprezowe terytorium, poznawaliśmy nowych ludzi. W tym Kamila, który zaczął - ni stąd ni zowąd - wychwalać moją urodę modela i wchodzić w dyskusję z koleżanką, co we mnie jest takiego niesamowitego, co tak magnetycznego, że imprezy ze mną przechodzą do klasyki gatunku.

Dobra dobra - posmyrałem sobie ego, to na pewno. Moja wymyślona osobowość właśnie zaczyna się mentalnie masturbować. Ale pod tym wszystkim kryje się podejście zwane przeze mnie "uwodzeniem życia". Chuj mnie obchodzi, jakiej jesteś płci, ile masz lat i kasy na koncie - będziesz uwodzony. Będziesz kurwa bawiony. Będziesz kurwa brany ;-)

Ale od początku.

Uwodzenie to po pierwsze normalna rzecz. To proces, w którym robię co mogę, aby stworzyć innym kontekst, w którym bawią się dobrze. W którym czują się wyjątkowo. W którym czują się - podobnie jak ja - oczarowani moją osobą ;-)

I tutaj zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki - bo siedzisz na imprezie i zadajesz sobie pytanie, co jeszcze mogę zrobić, by było im lepiej, by czuli się jeszcze fantastyczniej. By na sam Twój głos już robili dzikie brechty, bo standardy masz wysokie, podobnie jak ambicje, by były jeszcze wyższe.

Najpierw uwodzisz samego siebie.

Impreza zaczyna się w Tobie. Od dobrej muzy, od świetnych komentarzy walonych dialogiem wewnętrznym. Ekologicznych, inteligentnych, subtelnych choć bywa, że dostanych. W środku masz rytm, masz barwne obrazy jak z kreskówki i salwy śmiechu, by podkręcać endorfiny. Jak uwiedziesz samego siebie - reszta podaży.

Nigdy nie bądź jakiś.

Bądź mądry i głupi, bądź energiczny i flegmatyczny, bądź chamski i kulturalny - na zmianę. Zwariują, bo nie będą w stanie powiedzieć, jaki naprawdę jesteś. Dlatego opowiadam o swojej pracy, o magii słowa, o lingwistyce wpływu tak, by słuchali uważnie, a potem tańczę Bad Romance w peruce Lady Gagi.

Po co?

Bo mnie to bawi, bo wciąga, bo czuję się z tym świetnie. Jeśli ktoś czuje się z tym źle - a wiedz, że mimo % we krwi - to bardziej we krwi mam również nieustanną kalibrację nastrojów innych ludzi - widzę to i reaguję. I dbam, by każdy dowcip był śmieszny dla każdego. Jak ktoś spina dupę, to uczę go dystansu. Jak nie chce się uczyć, izoluję go z grupy albo pokornie robi to sam. Proste - chcemy ludzi nastawionych na hedonizm, na brechty, na sprawdzenie, jak wiele przyjemności są w stanie znieść.

Impreza to show, który ma prowadzącego.

W mojej osobie. Bawimy się i jest okej, bo dbam, by było. By nie było gadania o tragedii Smoleńskiej, o przesileniu wiosennym i innych smutach. A jeśli już - to muszą być brechty.

Jak uwodzić ludzi?

Jak już wspomniałem - najpierw uwodzisz siebie. Z całą pewnością ulegasz swojemu własnemu urokowi. Elastycznie znajdujesz się w każdej towarzyskiej sytuacji. Masz gotowe zawadiackie teksty, zboczone skojarzenia. Wsadzasz w to wszystko dużo intelektu, serca i energii seksualnej - by każdy był w kontakcie z Tobą bez względu na energetyczny balans. Jako Gej masz wielki atut - swobodnie operujesz energią męską i żeńską. Z chłopakami gadasz o sporcie, z dziewczynami - o podpaskach. To dla Ciebie nie problem, bo masz mózg po części kobiecy, po części męski. To cudowne, dzikie połączenie, które powinno być kurwa czczone w każdej kulturze.

Style uwodzenia

Style, pomiędzy którymi poruszasz się elastycznie i swobodnie. Nadają się na imprezy, gdzie uwodzisz towarzystwo, jak i na randki, gdzie całego focusa walisz na jedną osobę.

  • Na Goofiego - nieporadny chłopiec, który niby przypadkiem wylewa na siebie zupę, by wzbudzić instynkt opiekuńczy. Który móffffi sepleniąc i do mistrzostwa opanował robienie oczu kota ze Shreka przy jednoczesnym "plossssssssseeeeęęę" - nikt się nie oprze, bo jesteś tak słodki, jak cukiereczek i każdy chce Cię przytulać, opiekować się Tobą a nawet kurwa adoptować
  • Na bad boya - na moment stajesz się nieodpowiedzialnym, rozkapryszonym gówniarzem, skorym do zadry, lekko bezczelnym, prowokacyjnym. Ta nieprzystępność czyni z Ciebie obiekt pożądania. Masz w zapasie mnóstwo zawadiackich tekstów, bywasz złośliwy, masz na twarzy wypisane "Podobasz mi się, nie spierdol tego". Gdy ktoś Cię pyta, czy masz minutkę, odpowiadasz - Dla Ciebie Słonko nawet pięć. I szelmowsko się uśmiechasz.
  • Na romantycznego pisarza - gdy tylko księżyc w pełni - zaczynasz kwilić. Piszesz wiersze, zachwycasz się słowem, poezją, winem i atmosferą. Z absolutną szczerością płynącą z serca długo i z uśmiechem patrzysz w oczy drugiej osoby i widzisz, jak odbija się w nich drgający płomień świecy. Potrafisz walić takie komplementy, że ludziom nogi się uginają. Potrafisz się ukłonić, potrafisz z uśmiechem i optymizmem przywitać każdą sytuację. Kultura to Twój wyznacznik. Jesteś niemal wyrafinowany a na pewno bardzo elokwentny.
  • Na dojrzałego faceta z klasą - hehe siedzisz z papierosem, popijasz jakiś alkohol, patrzysz z lekko zadartym do góry nosem (lekko, bo jak przesadzisz, to wyjdziesz na zarozumiałego!), wiesz, że jesteś nie do zdobycia, ale zdobyć możesz każdego. Wypuszczasz powoli dym i rozkoszujesz się każdą chwilą, co chwilę rzucając szorstkim dowcipem i testując granice tolerancji rozmówcy. Czarny humor, ironia i uszczypliwość to Twoja domena. Jesteś nieprzewidywalny i przygodowy. Każdy marzy o kimś takim, jak Ty - pewnym siebie, emanującym poczuciem atrakcyjności i mającym swoje zasady, kierującym swoim życiem facecie. Jesteś dojrzały i męski, można się wesprzeć na Twoim ramieniu.
  • Na lekkiego dziwaka - bo lubisz ubrać dziwny ciuch, bo nie boisz się wyróżnić, bo masz silną społeczną ramę. Ludzie kochają lekkich dziwaków, bo jest o kim gadać, jest się czasem na kogo oburzyć - ale zawsze jest ktoś, kto przyciąga uwagę. Lekki dziwak jest ekscentryczny, ma swoje dziwne zwyczaje, których ludzie nie rozumieją, ale z czasem - uczą się do nich szacunku. Nie tłumaczysz ich, po prostu je masz i koniec. Kochasz zakładać fioletowe skarpetki, bo pasują Ci pod kolor brwi - i to jest dla Ciebie ważne. Nie boisz się być innym i za to jesteś podziwiany.
To oczywiście lista otwarta. Dopisz swoje role i swoje style, które wykształcasz w towarzyskim uwodzeniu. I przede wszystkim - baw się. Jakkolwiek to rozumiesz!

poniedziałek, 19 lipca 2010

Gra wstępna z samym sobą - czyli konstruowanie tożsamości

Pogrążona w mrokach pracownia DreamWalkera. Blade światło matrycy laptopa. Stosy mądrych książek, rozsypane na biurku pigułki pesudoefedryny i drotaweryny. Otwarte czerwone wino. Setki kartek i karteczek z pośpiesznie sporządzanymi notatkami.

I DreamWalker we własnej osobie. Myślący, co jeszcze nieokiełznany instynkt każe mu napisać. Może o potężnym orgazmie, który wczoraj miał. Czemu nie?

Powiedzmy sobie szczerze - są orgazmy i ograźmiki. O sile orgazmu decyduje najstarsza gra na świecie - gra wstępna. Jakże często przez napalonych i niecierpliwych samców pomijana, spychana na dalszy plan. Jakże kojąca, gdy w dłuższym związku powoli wygasa żar namiętności i świeżości. Gdy bezlitosna habituacja daje o sobie znak, gdy neurony przestają już reagować na te same bodźce.

Kiedyś ciało partnera było niczym sacrum - można by je podziwiać dniami i nocami. Jednak wierząc swoim umysłom zaczynamy rozumieć, że nawet najładniejszy obrazek w końcu "się nudzi". Dopiero wątpiąc w historie, które mamy w głowach, zaczynamy odkrywać, że może nie ma świeżych obrazów, ale są świeże spojrzenia.

Gra wstępna.

Czyli wyciskanie soczku z cytrynki. To moment, w którym przed konsumpcją wąchasz potrawę i rozkoszujesz się jej widokiem. Robisz w głowie filmy, jak ją zjadasz. Projektujesz w myślach jej konsystencję, aromat, bukiet smaków.

Gra wstępna to napalanie w piecu. Chcesz mieć długą, ciepłą noc? Więc dosyp węgla, niech żar trwa jak najdłużej. Niech ciągnie rurami aż do łóżka.

Gra wstępna to też zabawa w odtwarzanie ról.

Rozpal dziesiątki świec w mroku łazienki, nalej wody o idealnej temperaturze i wsadź swojego faceta w pienistą rozkosz. Powiedz mu, że jego jedynym zadaniem jest się odprężyć a Ty zajmiesz się resztą, mianując się gejem romantykiem, którego życiową misją jest robienie dobrze swojemu facetowi. On tylko zamawia ilość orgazmów, Ty zajmujesz się resztą.

Możesz też zostać gejem łowcą. Upoluj go jak sarenkę, rzuć twarzą do łóżka, atawistycznie przygryź mu lekko kark niczym lew kopulujący na sawannie, zdominuj swoją męską dumą i wsuń swój sprzęt w niego. On ma być Twoim przyrządem do sprawiania Ci przyjemności, Twoją ofiarą, która podda Cię się pokornie i którą po porządnym orgazmie odepchniesz, jakby był zużyty, i odwrócisz się na bok.

To role, to gra, to zabawa.

Póki wiesz, że tożsamości, które tworzysz, to tylko narzędzia w rękach Twojego serca - wszystko jest okej. Póki wiesz, że to iluzja - zabawa trwa.

Gra wstępna nie jest na punkty. Gra podnosi jakość Twoich orgazmów. Baw się.

niedziela, 7 lutego 2010

Sposób na trwały związek - zakochaj się... celowo!

Nasza europejska, jak i amerykańska kultura zdaje się być zakochana w samej idei nagłego zakochiwania - zauważył to już dawno Richard Bandler w swojej książce "Wolność jest wszystkim, miłość całą resztą." I faktycznie - lada moment będą Walentynki, kwiaciarnie już po gałach walą wielkimi, czerwonymi sercami a ludzie zdają się zapominać, że jeśli ktoś jest zakochany - to Walentynki ma codziennie. A jak ktoś nie jest - to i tak mu wszystko jedno.

Zwykliśmy myśleć o miłości jak o czymś, co nadchodzi samo i w sposób niekontrolowany. Oto nagle z dnia na dzień zakochujemy się w kimś i zapominamy o całym świecie. Nadzwyczaj często też, gdy zakochanie mija, okazuje się, że partner wcale nie jest taki wspaniały, jak nam się wydawało... I wtedy mamy problem. Bo skoro miłość "przychodzi sama" - to i odejść może "sama" i teoretycznie gówno możemy z tym zrobić.

Ale na szczęście tylko teoretycznie teoria zgadza się z praktyką, bo w praktyce różnice między teorią a praktyką często występują. Jak pokazują badania przeprowadzone przez Roberta Epsteina z Uniwersytetu Harvarda - jest cudowny sposób, aby stan miłości i zakochania zachować na dłużej:

Można zakochać się świadomie!

Może zacznijmy od minusów tego rozwiązania.

Po pierwsze - świadome zakochiwanie się nie jest tak spektakularne, jak to spontaniczne, będące efektem robienia sobie z drugą osobą w głowie dzikich filmów porno-romantycznych. Świadome zakochiwanie się w kimś jest efektem pracy nad sobą, ciągłego, systematycznego i konsekwentnego przywiązywania się do wybranej osoby.

Po drugie - możesz spotkać kulturowo wdrukowany opór pt. "serce nie sługa", że "tego nie da się zaplanować" i takie tam. Jak się zaraz przekonasz - to wcale nie musi być prawdą.

Ale świadome wywoływanie zakochania, które stopniowo przerodzi się w głęboką intymność, bliskość i namiętność ma też swoje ogromne plusy, które warto zaznaczyć.

Przede wszystkim - świadomie dobierasz partnera. To cudowny przywilej w świecie, w którym raz na jakiś czas spotyka się ludzi z zamkniętym sercem, ubranych w maski czy opętanych myślami o seksie. Możesz z góry określić kryteria, jakie musi spełniać ktoś, w kim będziesz chciał się zakochać i to daje Ci gigantyczną strategiczną przewagę - mniej pomyłek, szybsze dotarcie do celu.

Po drugie - związek, który rozpoczyna się świadomie wywoływanym stanem zakochania (jak to się robi - o tym za moment), jest o wiele trwalszy, niż związki powstałe w wyniku niespodziewanego ugodzenia strzałą Amora. Udowodnili to naukowcy porównujący trwałość małżeństw z wyboru i małżeństw zawieranych pod presją np. rodziny (stanowiących ok. 50% wszystkich małżeństw na świecie!). Małżeństwa z wyboru były efektem nagłego zakochania, które z czasem przemijało pozostawiając za sobą rozczarowanie (w Polsce rozpada się 1/4 małżeństw - na Zachodzie - co drugie!). Z kolei małżeństwa, które zwierane były pod presją rodziny - okazywały się o wiele szczęśliwsze wraz z upływającym czasem. Tam partnerzy wiedzieli, że nie mają jak zwiać, więc ćwiczyli okazywanie sobie miłości - aż w końcu faktycznie się pokochali.

Wniosek - warto zakochiwać się świadomie - by mieć odpowiedniego partnera, by miłość trwała dłużej i by uniknąć rozczarowań, przykrych emocji i lat próbowania stworzenia czegoś z nieodpowiednimi osobami.

Teraz pojawia się kluczowe pytanie:

Jak zakochać się świadomie?

Epstein wraz ze swoimi współpracownikami przeprowadzili szereg bardzo interesujących eksperymentów dot. zakochania. Dzięki nim udało się wyłonić te zachowania, które decydują o tym, czy w kimś się zakochamy, czy nie. Jak się okazało - zakochanie zmusza nas do pewnych zachowań - a pewne zachowania zmuszają nas, byśmy się zakochali. Wykonując świadomie pewne zachowania - narażamy się na ryzyko zakochania się, bo oba te elementy stanowią sprzężenie zwrotne.

Zobaczmy, jakie to zachowania (wymieniam tylko te ciekawsze i dające się zastosować w praktyce):

  • Patrzenie sobie w oczy - to bardzo łatwe i przyjemne zarazem. James Laird z Clark University zauważył w latach 80., że patrzenie sobie w oczy powoduje ocieplenie uczuć i podwyższa poziom sympatii do drugiej osoby. Potwierdził to też wspomniany Robert Epstein. Możesz to łatwo sprawdzić, unikając spoglądania w oczy Twoim rozmówcom - natychmiast będą czuli się zaniepokojeni i będą Cię unikać. Jeśli jednak zależy Ci na efekcie odwrotnym - warto patrzeć sobie w oczy. Już po 2 minutach zauważysz i poczujesz pierwsze pozytywne efekty.
  • Odzwierciedlanie zachowań - Epstein nie rozwodzi się nad tym aż tak, ale to temat rzeka. Umiejętność subtelnego i eleganckiego odzwierciedlania zachowań drugiej osoby to potężne narzędzie, dzięki któremu możesz niemal scalić się z umysłem drugiej osoby, rozumieć ją bez słów i tworzyć głęboką więź emocjonalną. Trzeba jednak uważać na to, z kim się buduje taką więź, bo jest to broń obosieczna. Będę o tym mówił szerzej w przyszłości, bo to temat cholernie ważny i stanowi absolutną bazę do budowania dobrych związków.
  • Wymiana sekretów - powolne odkrywanie swoich kart, ujawnianie rzeczy, których nie powiedzielibyśmy nikomu obcemu - to nie tylko wyraz zaufania (czyli braku lęków), ale też sposób, by zbudować silny związek z drugą osobą - poprzez poznanie jej bliżej.
  • Zbliżanie się do siebie - centymetr po centymetrze zbliżanie się do siebie powoduje powolne przełamywanie lodów i owej niewidzialnej bariery intymności. Oczywiście nie wolno tego robić nachalnie, bo źle to się skończy. Warto zacząć od subtelnych, niby przypadkowych dotknięć podczas zwykłej rozmowy, która wraz z biegiem czasu pozwala Ci zbliżyć się do wybranej osoby coraz bardziej. Zawsze sprawdzaj, jak czuje się z tym druga osoba - jeśli wykazuje zadowolenie - możesz pozwolić sobie na pójście nieco dalej i dalej i dalej...
Niby banał, prawda? Ale wierz mi - to dopiero wierzchołek góry lodowej potężnej wiedzy o tym, jak komunikują się nasze nieświadome umysły.

Zakochać się może niemal każdy w każdym - tak przynajmniej twierdzą naukowcy rozpracowujący mechanizmy zakochiwania się. Dlaczego więc nie działać w pełni świadomie? Dlaczego więc nie "upolować" sobie kogoś sympatycznego, z miłą aparycją i nie zakochać się w nim?

Ach tak - pojawia się obawa: a co, jeśli ja zakocham się w nim, a on we mnie nie? Widzisz - kolejne eksperymenty Epsteina udowodniły, że jeśli okazujemy komuś miłość - on (zgodnie z odkrytą przez Cialdiniego regułą wzajemności znaną z psychologii społecznej) również zacznie nam okazywać wyrazy sympatii. A to powoli może sprawić, że zacznie widzieć w nas kogoś więcej, niż tylko przypadkowego przechodnia.

Wierzę, że w miarę rozpoznawania miłosnej mechaniki, nasze społeczeństwo będzie ewoluować od nagłych porywów serca do świadomego wpływania na siebie i na swoje stany emocjonalne. A to zaowocuje tym, że będziemy żyć o wiele harmonijniej - nie tylko jako partnerzy w związku, ale również jako społeczeństwo.

Uczmy się mądrze zakochiwać! Do napisania!

czwartek, 24 września 2009

Indykatory zainteresowania - po czym poznać, że on chce coś więcej?

Dziś będzie w kurwę ważna lekcja, która może uratować Twoją dupę przed inwestowaniem w kogoś, kto nie jest Tobą zainteresowany na dłuższą metę. Lekcja ta będzie o tzw. indykatorach zainteresowania (indicators of interest - IOI).

Czym one są?

IOI to sygnały, jakie daje Ci facet, gdy jest Tobą zainteresowany seksualnie bądź romantycznie. I nie mówię tutaj tylko o oczywistych znakach w stylu SMS'a: "Podobasz mi się, chcesz ze mną chodzić?" :) Mówię tutaj o umiejętności, którą sam w sobie rozwijam dość intensywnie - czyli zdolności do dostrzegania tych nawet najbardziej subtelnych wskazówek, że komuś wpadłeś w oko.

I wierz mi - to ważna inwestycja, bo może ona zaoszczędzić Ci sporo czasu i rozczarowań, kiedy to budujesz oczekiwania w związku z kimś, kto myśli o Tobie zaledwie w kategoriach dalszego znajomego do piwa i nic więcej.

Dlaczego rozpoznawanie IOI jest ważne?

Życie plecie różne scenariusze. Może być sytuacja, w której delikwent nie rozpozna, że się komuś bardzo spodobał, bo ma lipne filtry na rzeczywstość. Niektórzy mają w głowie schemat "nikomu się nie podobam, wszyscy mnie olewają" i oni naprawdę nie są w stanie zauważyć, że komuś wpadli w oko - nawet oczywiste sygnały będą interpretować, jako kłamstwo, pomyłkę albo przypadek (nie, nie mogę mu się podobać, na pewno chodziło mu o coś innego - np. bawi się moimi uczuciami etc.). Najczęściej taki schemat jest wynikiem niskiej samooceny lub lęku przed rozczarowaniem. Efektem jest to, że ludzie tacy przegapiają mnóstwo okazji, by stworzyć z kimś świetną relację.

W innym typie sytuacji będą goście, którzy neutralne sygnały wysyłane od innych będą interpretować jako oznakę tego, że się im spodobali (syndrom Johnnego Bravo). To z kolei efekt narcyzmu i zbyt wysokiej samooceny (jestem taki zajebisty, że podobam się każdemu). Takie coś jest podstawą do tego, że inni robią brechty z tego typu ludzi i nie traktują ich poważnie (no chyba, że robi się to dla jaj, co jest dość ciekawym zbiegiem :)

Aby uniknąć dwóch matrixów - "nikomu się nie podobam" i "wszystkim się podobam" (oba to totalne iluzje) - poznaj IOI.

Poznaj je też dlatego, że może się zdarzyć, że spotkasz kogoś, kto wpadnie Ci w oko i będziesz do niego startował, poświęcał mu czas, wysiłek i kasę, a on z grzeczności i aby Cię nie urazić po prostu nie powie Ci, że go nie interesujesz. Z jednej strony będzie chciał od Ciebie zwiać (i zrobi to przy pierwszej lepszej okazji), z drugiej nie będzie chciał powiedzieć Ci wprost, że to nie to, bo boi się, że Cię skrzywdzi. To dobrzy ludzie, po prostu mają w głowie konflikt i tyle. Oni nie potrafią go rozpoznać, dlatego Ty go rozpoznaj i mądrze na niego zareaguj.

IOI możemy dla ułatwienia podzielić na 2 typy: werbalne i niewerbalne.

Werbalne IOI (wyrażane słowami - jakby ktoś nie wiedział, co to znaczy "werbalne":) to słowa, które w wypowiedzi Twojego rozmówcy nie znalazły się przez przypadek. Co możemy wrzucić do tego worka?

- komplementy - nawet te przemycane niby mimochodem - są oznaką zainteresowania seksualnego - ktoś, komu się nie podobasz, nie jest w stanie wymyślić nic specjalnego na Twój temat. Jeśli komplement dotyczy np. Twojej twarzy - robi obrazy przytulania i całowania się z Tobą. Jeśli komplement dotyczy Twojego ciała - robi obrazy erotyczne z Tobą. Jeśli natomiast chwali Twój charakter, zaradność życiową, umiejętności, postawę - może to oznaczać, że robi z Tobą obrazy związku. Brak tych komplementów niekoniecznie oznacza, że ich nie robi. Może się po prostu nie przyznawać (nieśmiałość). Brak komplementów równie dobrze może też oznaczać, że po prostu nic do Ciebie nie czuje i tyle.

- gdy wychodzisz z kumplami (lub kumplem!) na piwo - on pyta, z kim byłeś, gdzie byłeś i kto to dla Ciebie jest - to logiczne. Nie wie, czy wasza dopiero rodząca się relacja nie jest zagrożona przez kogoś z zewnątrz, a znak daje mu zazdrość, która się w nim rodzi. Jeśli delikwent nie pyta Cię o takie rzeczy (z kim się spotykasz, kto to jest dla Ciebie, jak długo się znacie, co was łączy etc.) to najprawdopodobniej nie przejmuje się tym, że ktoś mógłby Cię sprzątnąć mu sprzed nosa, a więc nie zależy mu po prostu. Jasne, jak słońce.

- gdy próbujesz się z nim pożegnać, nalega, byś został dłużej - kontakt z Tobą sprawia mu przyjemność, a więc chce to przedłużyć. Kiedy jednak stanowczo decydujesz się pożegnać (bo masz np. jakiś ważny powód), on smutnieje i pyta, kiedy zobaczycie się następnym razem lub chociaż kiedy zadzwonisz. Jeśli jednak rozstaje się z Tobą bez żadnych ceregieli (- muszę spadać. - spoko, to na razie.) to ta relacja ma dla niego charakter koleżeński i to wszystko.

- pyta - tak generalnie rzecz ujmując - zadaje pytania. Jednymi z najbardziej charakterystycznych pytań, które są IOI, to: masz chłopaka? (testuje dostępność), jaki typ faceta Ci się podoba? (sprawdza, czy jest w Twoich kryteriach), jakie masz plany na przyszłość? (sprawdza, czy zgadzają się z jego planami i czy ewentualny związek ma szanse zaistnienia - jeśli Ty masz szkołę lub pracę tutaj, a on za miesiąc leci na rok do Uzbekistanu - to nic z tego nie będzie).

- rzutuje w przyszłość - "następnym razem, jak się spotkamy, to pójdziemy do tej knajpy" etc. To znak, że on chce Cię poznawać dalej. Projektuje z Tobą przyszłe wydarzenia, próbując wciągnąć Cię na swoją linię czasu.

- SMSy - wrzuca emotki. Uśmieszek ;-) nie jest jednoznaczny, natomiast całusek :-* jest już dość konkretnie interpretowany.

- coś mu wypadło i nie może się z Tobą spotkać - to wybitnie dobry jakościowo test. Oczywiście to się zdarza każdemu. Ty jednak zobacz, jak się z tego tłumaczy. Jeśli w tłumaczeniu proponuje przełożyć spotkanie na później (i podaje konkretny termin, np. spotkajmy się jutro, bo dziś nie dam rady) - to ok - jest to oznaka, że mu zależy i chce to ciągnąć dalej, a wypadło mi po prostu coś pilnego. Jednak jeśli jego tłumaczenie wygląda tak: "nie dam rady dziś, sory" - i nie podaje żadnej alternatywy, kolejnego terminu albo ewentualnie "spotkamy się jeszcze kiedyś, gdzieś jakoś" (zero konkretów) - wiesz, co jest grane. Marne szanse.

- zobacz, jak reaguje werbalnie na Twoją propozycję spotkania - zasada jest prosta, jak drut. Jeśli ktoś chce - szuka sposobu. Jeśli ktoś nie chce - szuka wymówki (najczęściej: nie mam czasu, coś mi wypadło, nie dam rady, nie mam kasy, mam sprawę do załatwienia [ponownie zero konkretów - gdyby faktycznie miał sprawę to by powiedział konkretnie, jaką, żebyś nie pomyślał, że Cię olewa]).

Tyle jeśli chodzi o werbalne IOI. Jadnak werbalne IOI to zdecydowanie za mało, aby ostatecznie rozpoznać, czy facet jest Tobą zainteresowany. Dlaczego? Jest taka myśl, że tam, gdzie zaczynają się słowa, kończy się prawda. W związku z tym wszystkie werbalne IOI mogą w rzeczywistości nie być IOI, lecz "szumem komunikacyjnym" - mogą znaczyć coś innego, niż Ci się wydaje, bo słowa to tylko symbole, które każdy z nas na własną rękę interpretuje w swoich głowach.

Dlatego, by mieć całkowitą pewność, potrzebujesz otrzymać zestaw niewerbalnych IOI, a te - jak wiadomo - możesz dostać właściwie tylko w rozmowie na żywo (ewentualnie przez skypa). Każdy kanał komunikacji oparty na słowach (GG, SMS, czat) okaże się tutaj zwodniczy i nie da Ci dostatecznej ilości dobrych jakościowo informacji.

Niewerbalne IOI:

- ton głosu - obniża się znacząco - kieruje tym prosta zasada. Jeśli delikwent jest w systemie wzrokowym w danym momencie, mówi szybko i wysokim tonem głosu. Gdy w słuchowym - będzie mówił dość melodycznie i harmonijnie, choć ton jego głosu też będzie raczej wyższy. Najniższy ton głosu gość ma, gdy jest w systemie kinestetycznym, a więc systemie przetwarzającym m.in. emocje/ uczucia. Jeśli mu się spodobałeś, zaczyna robić pozytywną kinestetykę a ton głosu za tym podąża. Będzie miał niski ton głosu i harmonijny.

- uśmiecha się - tak po prostu. Uśmiech to oznaka sympatii i tego chyba tłumaczyć nie muszę. Sam uśmiech oczywiście nic nie oznacza, ale np. fakt, że śmieje się z Twoich - czasem nawet marnych - dowcipów (by Cię nie zranić) - jest już czymś, co możesz wziąć pod uwagę w ocenianiu poziomu zainteresowania Twoją osobą.

- wzrok - do dziś nie wiem, na czym polegają legendarne kurwiki w oczach, natomiast z pewnością rozszerzone źrenice są oznaką, że wpadłeś mu w oko. To dlatego ludzie na randki umawiają się nie na solarium, ale w miejscach, w których światło jest przyciemnione (np. klimatyczna knajpka) - w takim kontekście poszerzają im się źrenice i wyglądają na bardziej atrakcyjnych. Poza tym oczywiście wzrok ma inne parametry, np. długość patrzenia. I coś w tym jest, że faceci geje, szczególnie testosteronowcy (czyli Ci bardziej męscy) będą na Ciebie patrzeć dłużej, jeśli wpadłeś im w oko. Im dłużej, tym bardziej wpadłeś :) Z kolei estrogenowcy (Ci bardziej delikatni) nie będą się zdradzać długim patrzeniem na Ciebie - nawet, jeśli im się podobasz. Dlaczego? Nie mam pojęcia :) Przyjrzyj się a zobaczysz, że tak jest.

- podtrzymywanie kontaktu - czy inicjuje spotkania? dzwoni? pisze smsy jako pierwszy? Czy ma w tym oczywisty interes (np. napraw mi komputer) czy kontaktuje się tylko, by podtrzymywać kontakt z Tobą (jak się czujesz? jak leci? jak samopoczucie?). Jak często pierwszy kończy rozmowy/ spotkania? Jak długo trwają kontakty - rozmowy, spotkania? To wszystko daje Ci obraz tego, czego on może od Ciebie chcieć.

- wchodzenie w Twoją energię i podążanie - rzucasz seksualną metaforę/ żart. Wchodzi w to i dobrze się czuje, żartując z Tobą w taki sposób? Czy może czuje się skrępowany i zmienia temat na mniej atrakcyjny?

- ubranie - na spotkania przychodzi ubrany w miarę schludnie czy w dresie? Jest rozczochrany czy uczesany? Śmierdzi czy ma perfumy?

- miejsce spotkań - chce się spotykać w miejscu publicznym czy może dąży do tego, abyście znaleźli się w kontekście bardziej intymnym - np. zaprasza Cię do swojego domu albo wpada do Twojego (pomyśl, tam możecie się całować bez krępacji! jeśli chce się spotkać w domu to znaczy, że ma ochotę pójść dalej, a jeśli ciągnie Cię na miasto - chce być z Tobą w kontekście, w którym raczej nie posuniesz się do kontaktu fizycznego - a więc nie ma na to ochoty po prostu).

- pretekst spotkań - jeśli się z Tobą spotyka, to czy robi to przy okazji innych zajęć ("będę na mieście robił zakupy, to podskoczę") czy może wybiera się specjalnie do Ciebie? Innymi słowy - jesteś tylko punktem listy spraw do załatwienia w jego planie dnia, czy może celem samym w sobie?

- odległość między wami - to jasne jak słońce. Twoja intymna strefa to 30 cm od ciała. Jeśli nagminnie kręci się wokół niej (niby musi coś zrobić na laptopie i pochyla się nad Tobą) to jest Tobą zainteresowany. Jeśli idziecie razem np. na zakupy - to jest przy Tobie. Jeśli natomiast oddala się od Ciebie pod dowolnym pretekstem, nie czeka na Ciebie, gdy przymierzasz cicha w przymierzalni, tylko lata po całym sklepie, albo Ty wchodzisz do sklepu a on czeka pod jego drzwiami - to nie jest zainteresowany. Jeśli masz wrażenie, że w jego towarzystwie otacza Cię nieprzenikalny bąbel, którego oni nie chce przekroczyć - a więc trzyma się w odległości np. metra od Ciebie - wiesz, co to znaczy.

- emocje - by rozpoznać, jakie emocje mu towarzyszą w kontaktach z Tobą, musisz dysponować umiejętnością kalibracji, a więc rozpoznawania. Pewne emocje będą świadczyć, że jest Tobą zainteresowany - oto one i wskazówki, jak je rozpoznać:
  • zazdrość - wynika z obawy, że Cię straci - pyta o Twoich kumpli, sprawdza, gdzie wychodzisz, co robisz i z kim, dlaczego. Niby przez ciekawość. Weryfikuje Twoją wiarygodność. Gdy przesadzisz z kimś (pójdziesz z kimś w ślinę przy nim), może walnąć focha albo... paradoksalnie bardziej się o Ciebie starać. Jeśli jest obojętny, to nie jest Tobą zainteresowany. Zazdrość zaznacza się dość mocno u testosteronowców - to element ich samczej natury. W ich modelu zazdrość jest konsekwencją tego, że uznali Cię za swoją własność. Estrogenowcy mogą ukrywać zazdrość, tłumić ją w sobie i znosić ją niczym cierpiętnicy (uważają najczęściej, że to złe uczucie i trzeba je powstrzymywać), choć jeśli dobrze się im przyjrzysz, to i tak będziesz widział, jak się czują, gdy kręcisz z kimś innym (będą np. podejrzanie smutni "bez powodu").
  • opiekuńczość - jeśli go o coś poprosisz, zrobi to. Będzie dbał, żebyś nie pochlapał się przy jedzeniu, pomoże Ci w remoncie pokoju, otworzy Ci drzwi, umyje Ci plecy. Pomoże Ci nawet porzucając swoje zajęcia. Mówi "jedź ostrożnie" gdy wsiadasz do auta. Martwi się o Ciebie, gdy Cię nie ma lub się nie odzywasz. To cecha szczególnie wychodząca u estrogenowców - dla nich jest to elementem definicji związku. Jeśli delikwent próbuje wykręcić się od Twojej prośby, odpada. Nie interesujesz go, nie myśli o Tobie przyszłościowo lecz jak o jakimś problemie, którego trzeba się pozbyć.
  • pożądanie - będzie Cię mimowolnie dotykał, niby przez przypadek. Będzie Cię obejmował podczas rozmowy - niby po przyjacielsku. Będzie patrzył na Ciebie wzrokiem zdobywcy uśmiechając się zawadiacko. Będzie chciał się z Tobą bić na poduszki, zrobić Ci masaż karku lub siłować na ręce - żeby stworzyć kontekst, w którym możecie się bezkarnie dotykać. Będzie reagował emocjonalnie, gdy odkryjesz kawałek swojego ciała (np. podniesiesz koszulkę i będziesz się masował po brzuchu - że niby np. jesteś najedzony). Zareaguje emocjonalnie na Twoje nogi, ramiona a najbardziej na piersi i sutki - mamy to zakodowane genetycznie. Będzie też wisiał na granicy Twojej intymnej strefy (bliżej niż 30 cm od Twojego ciała w naszej kulturze), czekając na znak, by tę strefę przekroczyć. Gdy wspomnisz coś o całowaniu - jego usta staną się czerwone i nabrzmiałe (efekt, jeśli występuje, jest kosmiczny! przyjrzyj się!) - jeśli tak, to robi z Tobą obrazy całowania i to konkretne obrazy. Gdy siada naprzeciw Ciebie, rozszerza nogi tak, że znajdujesz się pomiędzy liniami, które wyznaczają jego uda. Ważną wskazówką jest też, że płaszczyzna tych dwóch linii przecina Twoje genitalia. W ten sposób demonstruje otwarcie czakry energii seksualnej, która znajduje się nad genitaliami, pod pępkiem. Pod względem werbalnym łatwo wchodzi z metafory seksu - nagle wszystko mu się kojarzy z seksem - niby dla żartów, ale wierz mi - gdyby siedział obok kogoś, kto mu się nie podoba fizycznie, nigdy by w to nie wszedł. No i oczywiście sygnał najbardziej pierwotny - wstaje i poprawia się w kroczu. Jak myślisz, dlaczego? :)
  • złość - razem rozmawiacie i nagle przychodzi Twój znajomy i dosiada się do waszego stolika w knajpie. On wyraźnie traci energię i zapał do rozmowy, robi się lekko sfochowany i zły, izoluje się od niego niewerbalnie. Dlaczego? Bo właśnie ktoś przeszkodził mu w poznawaniu Ciebie i rozproszył Twoją uwagę. Jeśli taka reakcja nie występuje (on wita się radośnie z Twoim znajomym a potem wciąga go w rozmowę między wami) - to nie interesujesz go pod względem romantyczno-erotycznym. Gdy go olewasz, robi się drażliwy (np. nie odpisujesz na SMSy, nie odbierasz tel. albo jesteś lakoniczny w kontaktach z nim: - co słychać? - a w porzo. na razie.) i robi Ci wyrzuty, że się do niego nie odzywasz.
Dużo tego, co nie? Na koniec pozwolę sobie dać Ci pewną opcję: idąc na spotkanie z kimkolwiek (bez względu na to, które to spotkanie z kolei), zdejmij okulary pt. "na pewno nic z tego nie będzie" i te pt. "na pewno coś z tego będzie". I załóż te pt. "może wydarzyć się wszystko - więc mam oczy otwarte i tworzę mądre reakcje".

Aby nasza percepcja była jak najbardziej zbliżona do rzeczywistości. Baw się.

P.S. Na koniec chciałbym pozdrowić Dawida z Kluczborka (widzisz, jednak pamiętałem :) Dzięki za wczorajszą rozmowę i cieszę się, że wreszcie razem wybierzemy się na jakieś zakupy do Wroc :)

wtorek, 18 sierpnia 2009

Związki neurohormonalne - czyli jak stworzyć idealny związek?

Jak stworzyć związek idealny?

To pytanie nieustannie rozbrzmiewa w naszych umysłach a jego echo roznosi się daleko w czasie i przestrzeni. Co jest receptą na udany związek? Odpowiedź jest niezwykle trudna, zważywszy, że wszelkie badania tego typu prowadzone są na parach heteroseksualnych, a Geje zostają gdzieś na marginesie zainteresowań naukowców.

Dziś omówimy jeden z bardziej interesujących modeli, który opisuje, jak ludzie dobierają się w pary: model neurohormonalny.

Jak wiadomo - hormony i neuroprzekaźniki (substancje znajdujące się w synapsach neuronów, które pomagają przewodzić impulsy nerwowe) wpływają na to, jak postrzegamy rzeczywistość, jak się zachowujemy a nawet na to, jaką mamy osobowość. Tak przynajmniej powiedzą Ci neurologowie wszelkiej maści.

Ja dodam coś od siebie - poziom wszelkich hormonów i neuroprzekaźników zmienia się w naszych ciałach w zależności od tego, co jemy, jak się zachowujemy i co myślimy o sobie.

Wojna neuroprzekaźników: dopamina i serotonina

To dwa, bardzo ważne neuroprzekaźniki, które kochają sobie - powiedzmy metaforycznie - wchodzić w paradę. Co ciekawe - oba te neuroprzekaźniki są nazywane w literaturze "hormonem szczęścia". Oba są absolutnie niezbędne do życia, choć ich poziom jest różny u różnych ludzi.

Ludzie, który mają więcej dopaminy, kochają wyzwania i są bardzo otwarci na nowe doświadczenia. Nie znoszą nudy, są impulsywni, pełni energii, optymistyczni. Mają ogromne poczucie niezależności, czasem bywają agresywni. Uwielbiają nieprzewidziane sytuacje, robią rzeczy pod wpływem chwili, nudzą się powtarzaniem tych samych czynności. Mają bardzo szerokie zainteresowania, są kreatywni. Są też kolekcjonerami nowych doznań. Są ciekawi ludzi i świata, chętnie podróżują. Typ imprezowicza.

Z kolei ludzie, który mają więcej serotoniny, cenią sobie spokój i ład. Są bardziej sumienni niż dopaminowcy, lubią mieć wszystko starannie zaplanowane, są precyzyjni i trzymają się terminów. Stoją twardo na ziemi. Są też towarzyscy, bywają też apodyktyczni. Są domownikami, powtarzalne rytuały nadają ich życiu ład i spokój. Są ostrożni, cenią sobie szacunek i lubią spokojne, powtarzalne rytuały - spacery, kolacje etc. Typ domownika.

I tu interesująca uwaga: każdy z nas w jakimś stopniu jest i serotoninowcem, jak i dopaminowcem. Bardzo łatwo zauważyć, kiedy w naszym organiźmie zmienia się poziom tych neuroprzekaźników. Bywają momenty, w których mamy ochotę zaszaleć, rzucić to, co robimy, i pojechać w nieznane. To właśnie dopamina szepcze nam do ucha te wszystkie szalone pomysły. Z kolei gdy jedyne, czego pragniemy, to spokojna kolacja przy kominku i lampce wina z ukochaną osobą, to znak, że mamy więcej serotoniny.

Nasze nawyki myślowe i setki przyzwyczajeń sprawiają, że mimo to bardziej będziemy skłonni przechylić się w stronę jednego z tych dwóch neuroprzekaźników. Ja osobiście, pomimo epizodów dopanergicznych, generalnie jestem serotoninowcem (co zresztą potwierdził test). Różnice jednak są tak niewielkie, że mógłbym w zasadzie je olać :)

Co to wszystko znaczy? To proste - dopaminowcy powinni dobierać się z dopaminowcami, a serotoninowcy z serotoninowcami. W przypadku neuroprzekaźników bowiem podobieństwo gra pierwsze skrzypce. Wyobraź sobie parę: jeden ceni sobie spokój, ład i jest domownikiem, a drugi szuka nowych doznań i chce podróżować. Nie, to nie przejdzie. Obserwując swoje zachowania i preferencje, możesz odkryć, którego neuroprzekaźnika masz więcej. Podobnie - obserwując swojego potencjalnego partnera. Odkryj, co lubi, słuchaj jego historii i będziesz wiedział, czy jest on odpowiedni dla Ciebie pod względem neurologicznym.

Hormony płciowe: testosteron i estrogen.

Jak się okazuje - również poziom hormonów płciowych ma wpływ na to, czy związek jest udany czy też nie.

Geje posiadający dużo testosteronu - są męscy, lubią wyzwania, rywalizację. Są chłodni, logiczni, bezpośredni. Rozumieją działanie złożonych systemów, szukają zasad, którymi się onie kierują. Trzymają się faktów, są nastawieni na sukces i zdobywanie. W dyskusji lubią mierzyć się z innymi i udowadniać, że są lepsi. Często są uzdolnieni sportowo. Czasem są tak emocjonalni, że nie potrafią nad tym zapanować. Sprawiają wrażenie obojętnych czy nawet chłodnych. Oni w związku są "górą". Typ męskiej, szowinistycznej świni :)

Z kolei Ci, których natura obdarzyła większą ilością estrogenu - są bardziej wrażliwi oraz empatyczni. Wczuwają się w emocje innych ludzi, wspierają, doradzają i negocjują. Nie lubią rozwiązywać konfliktów agresją czy kłótnią (jak ludzie z testosteronem) lecz rozmową. Oglądają sytuacje z wielu różnych perspektyw, są ciekawi ludzi, ufni z natury i sympatyczni. Mają ogromną potrzebę bliskości i tworzenia głębokich, emocjonalnych związków. Wzruszają się bardzo na filmach, pogrążają się w myślach, fantazjują. Są ulegli i bardziej skorzy iść na kompromis. Taki typ psycholożki :)

Najbardziej trwałe związki w kategorii hormonów płciowych to związki, w których partnerzy dobierają się na zasadzie przeciwieństw. Kiedyś pisałem posta o narkomanach miłości i zimnych sukach, pamiętasz? (jeśli nie, kliknij tu). To właśnie testosteron i estrogen wpływają na taki układ. Jeden partner jest narkomanem miłości, któremu estrogen wycieka uszami, drugi - testosteronową zimną suką. W moim przypadku (też się testowałem) również jestem bardzo wyrównany - mam podobny poziom testosteronu i estrogenu.

Gdy poszukujesz partnera - sprawdź, których hormonów płciowych ma więcej. Jest twardym męskim facetem, czy czułym i wrażliwym artystą? Wybieraj przeciwnych. Jeśli jesteś wrażliwy - najtrwalszy związek stworzysz z testosteronowcem, a gdy sam masz full testosteronu - wybierz estrogenowca, bo z nim masz największe szanse stworzenia dobrego związku.

Brak korelacji pomiędzy hormonami i neuroprzekaźnikami

Bywają związki, w których osoba ze sporą dawką estrogenu jest z osobą pełną testosteronu. I teoretycznie wszystko powinno grać, ale jednak nie. Dlaczego? Bo okazuje się, że pomimo iż są dobrze dobrani pod względem hormonów płciowych, ich neuroprzekaźniki są nie zgadzają. Testosteronowiec, którego dodatkowo wzmacnia dopamina, chce wyruszyć w świat i go zdobyć. A estrogenowiec, którego neurony kąpią się w serotoninie, woli spokój i zacisze domowe.

W związku z tym, z tego całego neurohormonalnego mętliku, wyłaniają się tylko dwa, dobrze dobrane typy związków:

1. Typ dopanergiczny

Partner 1: dużo testostronu i dopaminy
Partner 2: dużo estrogenu i dopaminy

Dopełniają się płciowo i jednocześnie oboje szukają nowych doznań, są impulsywni, energiczni - mogą razem podróżować i szukać nowych doswiadczeń.

2. Typ serotonergiczny

Partner 1: dużo testosteronu i serotoniny
Partner 2: dużo estrogenu i serotoniny

Ponownie - dopełniają się pod względem hormonów płciowych, choć jednak oboje są domownikami, cenią sobie spokój, ład i harmonię.

Co, jeśli już jesteś w związku, a wasze profile neurohormonalne się nie zgadzają?

Objawia się to niezgodnością, poczuciem, że "coś jest nie tak" w zwiazku. Masz dwa wyjścia - oba polegają na zmianie poziomu swoich neuroprzekaźników i hormonów.

Możesz chcieć zakończyć związek. Aby to zrobić - wyprodukuj więcej hormonu płciowego, którego nie posiadasz. Jeśli masz więcej testosteronu - wyprodukuj więcej estrogenu. Lub odwrotnie. Jak? To proste. Naśladuj zachowania ludzi, którzy mają nadmiar przeciwnego hormonu płciowego, niż Twój. Ja w ten sposób ogromnie zwiększyłem poziom swojego testosteronu, wyrównując go z estrogenem. Samce napędzane testosteronem wiele rzeczy robią zupełnie inaczej niż ci nakręcani estrogenem. Inaczej siedzą, jedzą, mówią, poruszają się. Naśladuj ich i cud stanie się sam. Dwóch wypełnionych testosteronem samców prawodpodobnie długo ze sobą nie wytrzyma, bo zaczną ze sobą rywalizować o terytorium. Z kolei dwóch napędzanych estrogenem gości straci sobą zainteresowanie, bo wolą kogoś bardziej męskiego.

Możesz chcieć wzmocnić związek, by wyeliminować poczucie, że coś jest nie tak. W ten sposób musisz zbliżyć się pod względem poziomu neuroprzekaźników do swojego partnera. Jeśli on kieruje się bardziej dopaminą, a Ty masz więcej serotoniny - zacznij robić dopaminę. I odwrotnie. Jak? Och, to również jest proste. Chcesz wiecej dopaminy? Naśladuj ludzi z nadmiarem dopaminy - naucz się znajdować w nowych sytuacjach, zacznij zdobywać nowe doznania. Wróć do momentu w Twoim życiu, w którym chciałes podbić świat. To właśnie TO uczucie. Z kolei jeśli chcesz mieć więcej serotoniny - zrób podobnie, tylko wyszukaj momentu, w którym wolałeś zostać w bezpiecznym, ciepłym domku, za oknem lało a Tobie było tak dobrze i spokojnie, gdy leżałeś wtulony w kogoś, przykryty kocem popijałeś kakao. Ćwicz wchodzenie w te stany, aż będziesz biegły i mógł na zawołanie tworzyć dany neuroprzekaźnik.

Neuro-uwodzenie - czyli jak wykorzystać w praktyce swoje neurohormony

Dąż do wyrównania poziomów swoich neuroprzekaźników, jak i hormonów płciowych. Bądź w równym stopniu dopaminowcem, jak i serotoninowcem. Bądź tak samo męski, jak i kobiecy. To daje Ci elastyczność i wybór.

Umawiasz się na randkę i gość wpada Ci w oko. Robisz szybką anlizę jego hormonów i neuroprzekaźników - i wiesz, jak masz działać.

Spotykasz ewidentnego serotoninowca - opowiedz mu, że ze swoim facetem będziecie grzać się przy kominku podczas świąt Bożego Narodzenia, razem będzie odpakowywać prezenty. Zapewnij go swoimi historiami, że dasz mu stabilizację, bezpieczeństwo, przewidywalność - łyknie to.

Gdy z kolei spotkasz dopaminowca - opowiedz mu, że razem podbijecie świat. Opowiadaj o planach, podróżach, o spontaniczności, dobrej zabawie. Zero nudy - będziecie razem poznawać świat i doświadczać nowych rzeczy razem.

Gdy spotkasz gościa, który ma dużo estrogenu - bądź męski i szowinistyczny. Nie przejmuj się jego humorami i fochami, rób to, na co masz ochotę i nie pytaj go o zdanie. Siedź w dużym rozkroku, nie pochylaj się w jego kierunku, możesz nawet go trochę olewać. On to pokocha.

Gdy spotkasz testosteronowca - bądź empatyczny, czuły i wrażliwy - pomimo jego chłodu i pozornego braku zaangażowania. On uwielbia marzycieli, którzy myślą syntetycznie i wielopoziomowo, którzy są czuli, kochani i wrażliwi. Idź na kompromisy, pozwalaj mu być suką i on to łyknie.

Baw się swoimi neurohormonami. To jest frajda :)

środa, 3 czerwca 2009

Tekst, który masz znać na pamięć

Jako człowiek ufny temu, że jesteśmy istotami wolnymi, wierzę, że mamy prawo robić to, na co mamy ochotę. Z tą wolnością wyboru jednak wiąże się nierozłącznie odpowiedzialność za to, co się robi. Cokolwiek wybierasz, poznasz tego konsekwencje i z tym liczyć się musisz. Taka jest cena wolności i to jest okej - bo dzięki temu się uczysz.

To reguła ogólna, która znajduje zastosowanie w każdym aspekcie życia - w szczególności w tworzeniu relacji międzygejowskich.

Kiedyś pisałem o tworzeniu relacji krótko- i długoterminowych. Że na początku jesteś nastawiony na zabawę i poznawanie drugiej osoby, którą jesteś wstępnie zainteresowany, a potem, po zebraniu odpowiedniej ilości danych, oceniasz, czy chcesz być z tą osobą na dłużej. Trudno być z kimś na dłużej, jeśli najpierw nie było się krócej. Trudno też obiecywać sobie Bóg wie co po jednym czy dwóch spotkaniach.

I teraz patrz mnie na usta i słuchaj, co do Ciebie mówię: jeśli Ty jesteś na etapie niezobowiązującej znajomości i ktoś Ci mówi lub sugeruje, że na Ciebie leci, zaczyna wiązać z Tobą nadzieje, zaczyna oczekiwać czegoś więcej itd. - jesteś za to odpowiedzialny.

Ty tym kierujesz.

Oznacza to, że bierzesz wtedy gościa na bok i mówisz mu mniej więcej tak:

"Znamy się od niedawna, jesteś spoko gościem. Chciałbym Cię bliżej poznać, spędzić z Tobą miło czas, niemniej nie mogę Ci obiecać, że będę z Tobą za tydzień, za miesiąc czy za rok - bo nie jestem w stanie teraz tego ocenić. Dlatego cieszmy się tym, co jest tu i teraz. A będzie, co będzie."

Naucz się tego na pamięć.

To jest w kurwe ważne, by nie robić komuś nadziei, jeśli sam nie wiesz jeszcze, czego chcesz. Być może nie rozumiesz, że jeśli się prześpisz z kimś, kto miał nadzieję na coś więcej z Twojej strony, a potem go olewasz, to sprawiasz mu ból i cierpienie. Oczywiście - zgodnie z wykładnią inteligencji emocjonalnej - on sam jest odpowiedzialny za swój stan. Pytanie - czy to oznacza, że Ty nie jesteś odpowiedzialny? NIE. Ty też jesteś. Obaj jesteście.

I ja, i ludzie, których znam, zbyt często jeszcze błądzimy, zbyt często przemilczamy to, co wcześniej czy później i tak trzeba będzie powiedzieć wprost. Uderzam się w pierś i obiecuję sobie, że zrobię, co mogę, by tworzyć jasne sytuacje - dla siebie i dla innych.

Ta jedna regułka, którą powyżej przytoczyłem - taka prosta a ile cierpień mniej, ileż mniej rozczarowań i bólu w przyszłości.

piątek, 29 maja 2009

Gej-marketing: podstawowy błąd atrybucji

Dziś po raz kolejny poprwadzę Cię po meandrach ludzkiej percepcji i wyjaśnię, czym jest tzw. podstawowy błąd atrybucji, jak również jakie konsekwencje ma to, że popełniamy go niemal zawsze i wszędzie.

A co najważniejsze: jak nie dać zrobić się w chuja i robić w chuja innych za jego pomocą :)

Jakiś czas temu pisałem, że ludzie będą generalizować przekonania o drugim człowieku na bazie nawet szczątkowych informacji o nim. Przykład: na scenę wychodzi komik. Śmieje się, opowiada dowcipy i żartuje. Widownia naiwnie myśli: jaki ten gość jest zabawny. Wydaje im sie, że jest on zabawny wszędzie (w każdym miejscu), zawsze (od urodzenia aż do śmierci) i wobec każdego, kogo napotka.

Bullshit.

Kto wie, jaki jest w domu? Kto wie, jak traktuje swoją żonę/ męża :P czy dzieci? Kto wie, jakie ma podejście do np. gejów, Murzynów etc.?

To właśnie podstawowy błąd atrybucji - przypisywanie ludziom (i nie tylko) właściwości (atrybutów), których mogą oni nie posiadać.

Gdy oglądasz amerykańskie filmy, niemal od razu wiesz, kto jest dobrym, a kto złym charakterem. Skąd? Reżyserzy odkryli tę zasadę - dobierają aktorów o takiej twarzy, aby łatwo nam było osądzić, kto jest kim.

Biały charakter będzie miał twarz symetryczną (podświadomie klasyfikujemy ją jako zdrową), będzie miał białe, równe zęby, będzie się uśmiechał a jego rysy będą zbliżone do uśrednienia rysów przedstawicieli całej populacji (gdybyś nakładał półprzeźroczyste zdjęcia twarzy mężczyzn jedno na drugie, uzyskałbyś właśnie owo uśrednienie - jest ono wzorcem kulturowym - im czyjeś rysy są bliższe temu uśrednieniu, tym uważamy czyjąś twarz za bardziej atrakcyjną).

Czarny charakter z kolei będzie miał wąskie oczy (jakby mrużył je w gniewie), najczęściej dysproporcjonalną twarz (np. wielkie czoło albo masywną żuchwę), np. "tępe" spojrzenie albo tak ułożone brwi, jakby się złościł.

Dzięki temu na pierwszy rzut oka rozpoznajemy, kto stoi po jakiej stronie. I jest to kolejny błąd atrybucji. Po prostu wydaje nam się, że potrafimy czytać z twarzy (a wierz mi - naprawdę czytać z twarzy to potrafi 200 ludzi na świecie, którzy szkolili się latami). Co więcej - bardzo ufamy swoim osądom na temat innych ludzi. Wnioskujemy, że jeśli ktoś ma sympatyczną twarz, to pewnie jest sympatyczny. I vice versa - jeśli ktoś ma "złą" twarz - to pewnie jest zły.

Ktoś ma okulary? To na pewno jest molem książkowym, co nie?

To przykre i krzywdzące. Niestety też prawdziwe. Weź dwóch ludzi, którzy 50% czasu zachowują się uprzejmie, a 50% czasu są chamami, przy czym jeden będzie miał sympatyczny wygląd, "śmiejące się" oczy etc., a drugi będzie wyglądał jak bandyta z westernu - ludzie skonstruują zupełnie odmienne osądy na ich temat. W przypadku "sympatycznego" - powiedzą, że gość jest okej, tylko zdarza mu się czasem źle zachować. W przypadku "bandyty" - powiedzą, że gość jest psycholem, pomimo, że czasem zdarza mu się zachowywać normalnie przez chwilę.

No i epic fail.

Udowodniono, że najlepsi sprzedawcy na świecie, nie popełniają podstawowego błędu atrybucji. Po prostu wiedzą, że wygląd nie implikuje żadnych cech człowieka. Dlatego bez uprzedzeń potrafili podejść zarówno do dobrze wyglądającego klienta, jak i do klienta o fizjologii nosferatu. Nie robili lipnych dialogów wewnętrznych (które ZAWSZE widać po mimice, wystarczy się przyjrzeć), nie przewracali oczami, nie tupali nózką. Z uwagą i szacunkiem słuchali swoich klientów i doradzali im, co mogą wybrać.

Pierwsza lekcja dla Ciebie: to, że ktoś wygląda tak, a nie inaczej, nie implikuje posiadania żadnych cech.

Ktoś może wyglądać przystojnie i słodko, a być olewatorem, ignorantem, wariatem itd. Ktoś może wyglądać jak przybysz z ciemnej strony księżyca, a być szlachetnym, inteligentnym i uczciwym człowiekiem.

Nie ufaj swoim osądom na temat drugiego człowieka opartym na fizjologii - błagam! Nie rób sobie i komuś tej krzywdy, nie czyń tej niesprawiedliwości, bo nikt z nas nie wybiera tego, jak wygląda. Dopuść do siebie myśl, że możesz się mylić.

Całe szczęście, możesz wykorzystać podstawowy błąd atrybucji, by lepiej się zaprezentować ludziom, którzy o tym mechaniźmie nic nie widzą.

Druga lekcja dla Ciebie: zrób tak, że jeśli już będą popełniać błąd atrybucji, to przynajmniej na Twoją korzyść.

Dodaj na profil swoją uśmiechniętą fotkę. Dobierz zdjęcie tak, by Twoja twarz wyglądała korzystnie - w grę wchodzi oświetlenie i kontrast. Zdjęcie niech będzie kolorowe (a nie np. czarno-białe, bo tak przedstawia się w mediach osoby, które umarły!).

Nie rób se foty z flachą w ręce, bo zgeneralizują, żeś pijak. Nie pal na zdjęciu, nawet, jesli jesteś nałogowym palaczem - ludzie zachowają Twoje zdjęcie w pamięci i będą traktować, jako reprezentacyjny obraz Ciebie!

Zrób sobie profesonalną, wyraźną i ciekawą fotkę, a nie zamazaną, z komórką w ręce w lustrze. 

Jeśli masz ciałko - możesz je pokazać, ale pamiętaj - prawdopodobnie zostaniesz wtedy sklasyfikowany jako faker szukający seksu! Jeśli ubierzesz się w garnitur - ludzie powiedzą, że jesteś elegancki i dbasz o siebie. Że lubisz luksus etc.

A może chcesz być postrzegany jako luzak? Załóż kolorowe, luźne ciuchy i strzel se fotkę na plaży.

To proste jak konstrukcja chuja. Ludzie będą wierzyć swoim osądom na Twój temat, zatem elegancko i z wyczuciem dobieraj foty tak, by stworzyć sobie wizerunek, jaki będzie Ci służył.

Druga sprawa - odpowiednio dawkuj informacje o sobie i przedstaw je tak, żeby robić dobre wrażenie. Zamiast mówić, że wykładasz towar na półki w sklepie, powiedz, że jesteś ekspertem ds. ekspozycji towaru. Zamiast mówić, że pracujesz jako sekretarka, powedz, że jesteś coffe and tea manager :)

Kumasz?

Gdy mówię ludziom, że w EMPIKU znajdą 2 książki z moim nazwiskiem na okładce, to szybko generalizują: "o, jaki inteligentny, młody człowiek" :) [i kurwa mają rację :P] Gdy pytają, czym się zajmuję, mówię, że m.in. uczę Gejów, jak być liderami swojego własnego życia. Gdy pytają, czym się interesuję - mówię, że tajemnicami genialnych umysłów, projektowaniem pomyślnego życia itp. itd.

Skoro już błądą, niech błądzą na korzyść.

Na pewno zastanawiasz się już, gdzie zastosujesz zdobytą dziś wiedzę - czy na profilu, czy w kontaktach na żywo czy może jeszcze gdzieś indziej. Rób to mądrze i odpowiedzialnie. No i zrób z tego dobrą zabawę :) To tylko gra z ludzką percepcją.

czwartek, 28 maja 2009

Kilka prawd o budowaniu relacji

Tyle samotnych ścieżek musiałem przejść, by zrozumieć tych kilka prostych prawd. Tak banalnych, oczywistych.

1. Jeśli podobasz się facetowi - naprawdę trudno to zjebać.

Stan zakochania napędzany samotnością ma to do siebie, że zakłada ludziom klapki na oczy. Temu właśnie służy, taka jest jego biologiczna funkcja: "wytnij wady, zostaw same zalety". Stan zakochania ma na celu stworzenie stałej relacji z drugą osobą.

Jeśli ktoś się w Tobie zakochał lub wpadłeś komuś mocno w oko - co zresztą możesz bardzo łatwo poznać po nad wyraz często wysyłanych SMS'ach, licznych próbach kontaktu, telefonach w stylu "co słychać" etc. - ciężko będzie Ci to zjebać. Możesz mieć dredy pod pachami, krzywy ryj, śmieszne brwi i tak się nie opędzisz.

Czasem nie odgonisz się nawet, jeśli dasz komuś do zrozumienia, że nic z tego.

2. Jeśli nie spodobałeś się facetowi - można to zmienić.

Istnieją pewne sposoby, by sprawić, by się ktoś w Tobie zakochał, zauroczył etc. Są to patterny, techniki kotwiczenia przestrzennego i inne cuda. Ich użycie wymaga ogromnej elegancji, wyczucia i odpowiedzialności. Dlatego wiedzę tę staram się dawkować i sprzedawać w formie, po której ktoś nie zrobi z siebie idioty :)

Podstawowa rzecz, jaka jest Ci potrzebna, by wiedzieć, jak zatrzymać przy sobie kogoś na dłużej, to wiedza, jak ludzie przywiązują się do siebie. A robią to na 2 sposoby:
  • poprzez przeżywanie emocji - jeśli jesteś w stanie sprawić, by ktoś przyżył przy Tobie fajne emocje - euforię, radość, spokój itd. - jest Twój. Działa to banalnie prosty mechanizm neuroasocjacji - Twoja osoba kojarzy się z dobrymi stanami emocjonalnymi i ilekroć się pojawiasz - odpalasz je. Ludzie, czując się dobrze w Twoim towarzystwie, będą do Ciebie lgneli. Co więcej - będą Ci się odwdzięczać, jeśli zrozumieją, że dajesz im te pozytywne stany bezinteresownie.
  • poprzez powtarzanie - jeśli dostatecznie często będziesz pojawiał się w czyimś życiu (ale nie zbyt często!), w sposób naturalny staniesz się jego częścią. Gdy znikniesz - niby nic, ale jednak pozostawisz po sobie pustkę. Pustkę, którą trudno zapełnić.
Oczywiście strategie budowania relacji opierają się na mieszance tych obu sposobów. Dajesz osobie dobre emocje i jednocześnie powtarzasz to - by wzmocnić wzorzec.

Zanim jednak sięgniesz po którąś z tych strategii - zastanów się, jaki jest Twój cel. Strategia zastosowana bez kontekstu, jaki stwarza sformułowanie pozytywnego celu, jest jak jechanie drogą tylko po to, by jechać drogą.

Czy chcesz tylko przeżyć z drugą osobą przygodę? Czy chcesz zbudować z nią zwiazek na lata? A może chcesz poznać ją bliżej i dopiero potem zdecydować, co dalej? Określ, co chcesz, a następnie wyznacz drogę do tego. Im konkretniej, tym lepiej.

To oczywiście ogóły i generalny zarys dobrej postawy, niemniej ważny, ponieważ nadaje ogólną ramę temu, co będziesz robił, by kogoś zdobyć.

czwartek, 2 kwietnia 2009

Najlepszy na świecie, gejowski seks

Ocho, już widzę, jak Twoje jaja zaczynają produkować testosteron :) Oto nareszcie, po tygodniach wyczekiwań, DreamWalker pisze o seksie :)

Jak już pewnie zdążyłeś zauważyć - faceci różnią się od kobiet :) Kobiety hetero pilnują swoich picz o wiele bardziej, niż my, Geje. Jest to spowodowane nie tylko tym, że my nie będziemy musieli potem przez 9 miesięcy po seksie taszczyć brzucha, lecz również... naszymi hormonami.

Faceci, zarówno homo, jak i hetero, pierwotnie nie widzą korelacji pomiędzy seksem a uczuciami wyższymi. Dopiero potem, w miarę tzw. socjalizacji, zaczynają kumać, że pieprzenie to sposób wyrażania tychże emocji.

Jedni łapią to wcześniej, inni później.

Stąd też w branży możesz spotkać często tzw. sportowców, dla których jebanie w odbyt jest kolejną dyscypliną olimpisjką, zaraz po rzucie młotem i wyciskaniem sztangi.

Żebyśmy jednak mieli jasność - to jest okej, nie mam nic przeciwko, ponieważ nie zamierzam poświęcać nawet pół kalorii swojej energii, by to oceniać. Po prostu akceptuję fakt, że niektórym w mózgu nie połączyły się pewne ośrodki tak, jak mnie przykładowo, i zapewne trafi swój na swego.

Tak, przyznam - jebałem się bez emocji i było to takie uczucie, jakbym kąpał się w czyiś zimnych widzielinach. Czułem się, jak wibrator w czyiść rękach, przyrząd do masturbacji. Nigdy więcej, dziękuję, do widzenia. Nigdy bym nie przypuszczał, że jestem w stanie sam siebie zgwałcić i to na dodatek mentalnie (fizycznie byłoby przyjemniej, jak mniemam).

Z czasem wszyscy zaczynamy kumać, że seks jako sport, gdzie bijesz kolejne rekordy, staje się pusty i smutny, nie daje satysfakcji a nawet gorzej - potrafi przybić. Bo zamiast w jakość, idzie się w ilość.

Osobiście ani nie podnieca mnie ani nie bawi kontakt fizyczny z kimś obcym, jeśli nawet nie wiem, czy on się umył dobrze (czy w ogóle?!) ani gdzie trzymał kutasa zaraz zanim zacznie próbować wsadzać mi go w japę. A ponieważ nie chcę mieć między zębami serka feta spod napleta ani innych wydzieln czyjegoś ciała - podchodzę do sprawy inaczej.

Śmieszy mnie, że jak facet hetero wyrywa laski, to jest maczo, a jak gej wyrywa innych gejów - to jest kurwą :) Jeśli uważasz podobnie - wyjdź proszę z poziomu naklejania ludziom etykiet, jak to robią dzieci w piaskownicy, i spójrz dalej - faceci są przystosowani do częstego, szybkiego seksu. Taka już jest biologia i możesz się z tym nie zgadzać, choć myślę, że na własną niekorzyść.

Uważam też, że skoro jestem facetem i biologicznie jestem przystosowany do podniecania się w 15 sekund na widok niezłego ciacha, to dlaczego więc miałbym nie wkorzystać tego daru przyrody do sprawiania sobie przyjemności - w mądry i bezpieczny sposób, oczywiście.

Problemem było jednak to, że brak emocji w stosunku do obcych osobników, nie pozwalał mi cieszyć się seksem w pełni. Po orgaźmie zostaje gorzka pustka i najlepiej, by koleś wziął zabawki i spieprzał czym prędzej.

Zatem seks zarezerwowany jest u mnie dla gości, którzy zbudowali ze mną zajebistą relację opartą na fajnych emocjach i energiach. Nie oznacza to, że jest od razu moim facetem na resztę życia, ale nie jest też facetem, którego przez resztę życia już nigdy nie zobaczę. Czuję do niego sympatię, pociąg i wtedy mam motywację, która pozwala mi zajrzeć mu w majtki i czuć się z tym spójnie. Bo wtedy nautralnie chcę mu dać coś więcej, bo tak i już.

Zatem, co trzeba zrobić, by mieć najlepszy seks na świecie?

1. Bądź autentyczny. Pozbądź się masek i udawania kogoś, kim nie jesteś. Jest to możliwe dzięki dobrej relacji z samym sobą - wiesz, co czujesz, wiesz, co myślisz, jesteś tego świadomy i reagujesz na to z zaciekawieniem i akceptacją.

2. Gdy spotykasz kogoś i poznajesz - sprawdzasz, jakie energie są między wami. Czy czujesz serdeczność? Przyjacielskość? Czy czujesz energię seksu? - zarówno po jego, jak i Twojej stronie? Te energie mogą rozwijać się z czasem, więc go sobie dajcie - nic w pośpiechu, wszystko ma swoją dynamikę.

I tu tajemnica - jeśli czujecie między sobą fajne emocje - nic już nie musisz specjalnego robić. Po prostu wchodząc swobodnie w taką relację, wcześniej czy później dojdzie to seksu i będzie on zbudowany nie tylko na chęci zaspokojenia swojej chuci, ale też na bazie Twojej empatii i chęci wyrażenia swoich emocji względem drugiej osoby.

Seks jest bowiem naturalną konsekwencją emocji, które są między wami.

I wtedy jest to seks najlepszy z możliwych. Inne sytuacje, czyli tzw. spotykanie się na seks i jebanie, "bośmy się tak umówili", gasi emocje, które są naturalnym paliwem dla seksu, i sprawia, że staje się on mechanistyczny oraz bezduszny. Równie dobrze możesz jebać goryla, bo też ma otwór a oporu - po kilku bananach - stawiać nie powinien.

Zatem by mieć fajny seks - nie musisz stawać na głowie i klaskać pośladkami. Wystarczy Twoja autentyczność, osoba, która wejdzie z Tobą w odpowiedni kontakt, fajne emocje między wami, atmosfera i wszystko samo się stanie. I będzie to coś, do czego oboje dojrzeliście i czego oboje chcieliście.

A jeśli nie - to nie. Na siłę nic nie zrobisz, więc wyluzj podślady, bo frustracja szkodzi na nerki :)

środa, 25 marca 2009

Zakochanie niczym narkotyk

Spotkanie, spojrzenie prosto w oczy. Twój mózg analizuje. Obserwuje jego skórę, zęby, usta. Podświadomie szuka sumetrii ciała, bo wie, że jest oznaką zdrowia. Wysyła miliony impulsów do dziesiątków ośrodków, by przekalkulować. Pada wyrok: wpadł Ci w oko.

Jeden oddech powietrza, które zawiera jego feromony. Tylko jeden wystarczy, by narząd lemieszowy w Twoim nosie w połączeniu z mózgiem zaczął analizować prawidłowość waszych kodów DNA. Ponownie wszystko się zgadza.

Im bliżej siebie siedzicie, tym płytszy jest wasz oddech a ciśnienie krwi wyższe. Źrenice powiększają się, tentno wzrasta. Wargi nabrzmiewają od napływającej, gorącej krwi.

I pierwszy pocałunek.

Wtedy też mózg uruchamia neurologiczne pandemonium. Twoje żyły wypełniają endorfiny, które odpowiadają za poczucie szczęścia, oksytocyny, które odpowiadają za uczucie przywiązania. Fenyloetyloamina, alkaloid o silnym działaniu psychotropowym, zmienia świat w kolorowe szaleństwo. Układ napięć elektrycznych w Twoim mózgu zaczyna silnie odbiegać od normy. Gdyby zrobić Ci zdjęcie tomografem, Twój mózg pod względem funkcjonowania byłby identyczny, jak mózg człowieka chorego na ostrą psychozę.

Teraz rozwiązania się tylko dwa.

Jeśli wszystko pójdzie okej - druga osoba zachce występować w Twoim życiu w rolu dilera narkotyku, jakim jest stan zakochania. Jeśli nie - zaczynają się schody.

Ponieważ mózg jest już wtedy w stanie totalnego upojenia hormonalnego, powrót do normalności musi potrwać. Nie możesz już po prostu wrócić do domu, zrobić sobie kolacji i pójść spać. Jest już za późno na normalność.

W stanie psychozy miłosnej układ pokarmowy przestaje normalnie funkcjonować. Sygnał głodu jest zagłuszany przez istny koktajl biochemiczny, który sprawia, że świat z jednej strony staje się niebem, z drugiej - piekłem. A granice tych dwóch światów są bardzo nieostre.

Ktoś mądry powiedział kiedyś: "Jeśli idziesz przez piekło - idź dalej."

Zatem idę.

Stan zauroczenia lub zakochania pod względem fizjologicznycznym niczym nie różni się od uzależnienia od narkotyków. Jeśli ktoś zakochuje się od pierwszego/ drugiego/ dziesiątego wejrzenia - to tak, jakby po którymś razie uzależnił się od opiatów.

Wobec takiego uzależnienia jest tylko jedna postawa - żelazna wola.

To nie mój umysł mną rządzi, ale ja nim. Więc trzeba go nauczyć, jak ma działać. Bezwzględnie. Umysł jest tylko narzędziem, nie wyrocznią. A skoro tak, możemy nauczyć się nim posługiwać.

Wierzę, że z każdego cierpienia rodzą się cudowne rzeczy. Nauki, które zmieniają świat na lepsze. Jedną z nich jest cytat pewnego filozofa, który powiedział, że: "Cierpienie jest potrzebne tak długo, aż zrozumiesz, że jest niepotrzebne."

Ten moment chyba jeszcze nie nadszedł.

wtorek, 24 marca 2009

Nadzieja - pigułka przeciwbólowa

Ten post będzie nieco inny niż poprzednie. Poprzednie pisałem na bazie wiedzy i doświadczeń, które zdobyłem już dawno. Ten post będzie na bazie doświadczeń, do których dostęp uzyskałem właściwie przed chwilą.

Myślę, że po długich mentalnych poszukiwaniach, znalazłem odpowiedź na to, czym jest nadzieja i dlaczego tak bardzo się do niej - podobnie jak wielu innych ludzi - przywiązałem.

Gdy spotykasz kogoś, kto wpada Ci w oko, czujesz, że chcesz więcej. Budzisz wtedy w sobie ciepłe, wyjątkowe uczucia i chciałbyś je wyrazić. Czasem bywa tak, że osoba, względem której te uczucia uruchamiasz, trzyma Cię na dystans - by nie robić złudnych nadziei.

Nikt z zewnątrz nie może nikomu robić nadziei. Tylko my sami ją robimy.

Nadzieja to umysłowa pigułka przeciwbólowa. W głowie tworzysz film, z którego wynika, że wszystko może ułożyć się dobrze. Ale wiesz, że ta umysłowa superprodukcja jest poza Twoim zasięgiem. Że tylko ten ktoś mógłby przyjść, przytulić, pocałować i powiedzieć coś czułego na ucho, by obraz miłosnej rozkoszy przybliżył się i był w zasięgu ręki.

Nadzieja jest dobra na krótką metę. Opłaca się w nią inwestować, gdy scenariusz Twojego życia może potoczyć się różnie a Ty wciąż nie masz podstaw, by wiedzieć, co nastąpi. Wtedy nadzieja podtrzymuje na duchu, pokazuje kierunek i dodaje energii do działania.

Niestety - wielu ludzi potrafi żyć złudnymi nadziejami całymi miesiącami a nawet latami. Nawet pomimo oczywistych faktów, które mówią, że nic z tego nie będzie, że się nie uda.

I tu, małymi krokami, powoli dochodzimy do sedna sprawy. Czym jest nadzieja?

Nadzieja to brak akceptacji stanu obecnego.

Gdybyś absolutnie i bezwarunkowo akceptował to, co jest tu i teraz i takie, jakie jest - nie potrzebowałbyś nadziei już nigdy. Po prostu wiesz, że cokolwiek się dzieje - akceptujesz to i przechodzisz z tym do porządku dziennego. Wtedy nadzieja staje się kompletnie bezużyteczna. Podobnie jak walka o cokolwiek.

Dziś, patrząc w czyjeś piękne oczy, pojąłem to wszystko i chyba znacznie więcej. Dawno nie spotkałem kogoś takiego, jak on. Kogoś, kto ma w sobie tyle ciepła, które czuć było w jego pocałunkach. Nie wiem, czy choć część tego ciepła jest mi przeznaczone, choć mam podstawy, by sądzić, że... że może nie tak...

Dlatego też, zamykając drzwi jego jakże wielkiego super auta, i czując na plecach zimy powiew wiatru, gdzieś tam w głębi począłem szukać. Szukać źródła akceptacji tego, co jest. Tego, że dziś w nocy znów będę sam, że obejmę poduszkę do snu i zatopię się w samotnym śnie. Wierząc, że w każdej sekundzie spędzonej z nim, gdzieś pod pozorem zwyczajności, kryje się magia i piękno, które pomimo upływu czasu na zawsze już pozostanie w mojej głowie.

Nie poszedłem wprost do domu, jak zwykle.

Położyłem się na ławce na pustym, mrocznym podwórku ukrytym między blokami i patrząc w gwiazdy poczułem się zatrważająco samotnie objęty przez Wszechświat. Oto bowiem mam koncept, który oferowali mędrcy od pokoleń. Koncept, który mówi, że bezwarunkowa akceptacja jest kluczem do szczęścia. Koncept, do bycia którym dopiero dojrzewam.

Czasem boleśnie.

Nie możemy czasem zaakceptować tego, co jest, więc robimy sobie nadzieję, że będzie inaczej.

I pytam w tej chwili swojego umysłu, czy po raz kolejny zażyć pigułkę o nazwie "nadzieja", która uśmieży cierpienie na jakiś czas, czy może po prostu zaakceptować bezwarunkowo. Wszystko. Na zawsze.

Chyba odpowiedź jest jasna.

środa, 18 marca 2009

Geje lecą na kasę - prawda czy mit?

Jeśli świat byłby maszyną, jej paliwem byłoby kilka rzeczy - seks, miłość i kasa. Bez względu, czy sądzisz, że to okrutne i niesprawiedliwe, czy też uważasz, że to okej - warto zanurzyć się w tym temacie, by lepiej pojąć mechanikę interakcji socjalnych.

Jeden ze stereotypów mówi, że Geje lecą na kasę. Nim odważyłem się mieć zdanie na ten temat, długo obserwowałem. I muszę się z tym zgodzić, jednocześnie też temu zaprzeczyć.

To prawda - faceci przy kasie wydają się bardziej atrakcyjni. Nie mogę się oszukiwać i twierdzić, że ogromne wrażenie robi na mnie biedny uliczny artysta, a facet podjeżdżający na randkę wypasioną furą pozostaje mi obojętny.

Niedawno poznałem bardzo sympatycznego mężycznę. Gdy zobaczyłem, że przyjechał na spotkanie totalnie odjechanym, drogim, wielkim, pięknym autem - jego wartość w moich oczach skoczyła pod niebiosa.

Czy to znaczy, że jestem materialistą? :)

I tu wchodzi na scenę prawda nr. 2 - Geje nie lecą na kasę. Lecimy na to, co daje kasa! Będąc w związku z kimś, kto ma odpowiednie stany konta, masz zapewnioną jakąś stabilizację życiową, poczucie bezpieczeństwa, rozrywki, których z biednym gościem nigdy byś nie zaznał. Mam rację?

Czy wiec chodzi o materializm? Czy o zdrowy rozsądek?

Oczywiście - możesz wybrać sobie partnera, który będzie non stop na skraju biedy i będzie pożyczał od Ciebie kasę. Możesz wybrać gościa, który nieustannie lawiruje na pograniczu egzystancji a jego życie w przypadku dowolnego czynnika losowego może się zawalić. Ale czy chcesz?

Teraz już wiem, że ów skok wartości na widok czyjegoś stanu posiadania to nie materializm - to wspaniały okrzyk radości - oto facet sobie radzi! Oto potencjalny partner, który może zapewnić (sobie a nawet komuś) życie na poziomie. Każdy z nas tego chce. Każdy chce czuć się bezpiecznie i być spokojnym, gdy myśli o przyszłości. A kasa to jedno z narzędzi, które to zapewniają.

To dlatego faceci przy kasie budzą tyle emocji i pożądania.

Jest jeszcze druga strona medalu - czy musisz w związku z tym mieć góry pieniędzy, żeby mieć powodzenie? Czy musisz podcierać dupę stuzłotówką, aby ktokolwiek się Tobą zainteresował?

Odpowiedź brzmi oczywiście "nie".

Jeśli wiesz, co tak naprawdę kryje się za pożądaniem kasy (pragnienie bezpieczeństwa, lepszego życia, spokoju, stabilizacji etc.) - okazuje się, że ten sam cel możesz osiagnąć na wiele innych sposobów. Jakich?

  • inteligencja - to umiejętność wykorzystywania szans, które są tu i teraz. Wiele pseudoautorytetów mówi, że jest wrodzona. Bullshit. Umiejętność to umiejętność - można ją ćwiczyć i stać się w niej mistrzem. Znam gości, który twierdzili, że są głąbami, i którzy po kursach i szkoleniach stali się doskonali w różnych dziedzinach. Inteligencja jest cholernie pociągająca - ponieważ podobnie, jak w przypadku kasy - jest obietnicą wyższego poziomu życia w przyszłości.
  • wykształcenie - przez wielu wciąż mylone z inteligencją, pomimo iż można być wykształconym głąbem albo inteligentnym absolwentem szkoły średniej. Tak czy owak, wykształcenie wciąż jawi się jako gwarancja pewnego statusu społecznego i majątkowego.
  • pewność siebie - brak obaw przed przyszłością, uśmiech na twarzy, pewny krok, spokój w sposobie bycia etc. Wszystko to składa się na wrażenie, że facet ma asa w rękawie i uratuje nas wszystkich przed zagładą :)
Są jeszcze inne sposoby na równoważenie braków na swoim koncie. Ale o tym innym razem :) Póki co - korzystaj.

sobota, 14 marca 2009

Lingwistyka uwodzenia - pytania

Dziś kolejny sposób, jak sprawić, by gość poczuł się przy Tobie wyjątkowo.

Gdy się spotykacie, rozmawiacie. Wiele osób uważa, że rozmowa to "wymiana poglądów". Można i tak, choć mnie zdecydowanie w takiej definicji czegoś brakuje. Brakuje mi pytań.

Pytania to magiczna część lingwistyki. Żadne inne narzędzie nie otwiera w głowie tylu możliwości, co pytanie. Zadając mądre pytania, otrzymasz odpowiedzi, które dadzą Ci mnóstwo ważnych i praktycznych informacji o osobie, z którą rozmawiasz.

Twoim celem nr 2 jest też to, by gość poczuł się przy Tobie wspaniale. Dlatego też nie będziesz mi zadawał pytań w stylu "Czym się martwisz?" albo "Co jest największą tragedią Twojego życia?" - bo gdy zacznie na nie odpowiadać - od razu będzie czuł się źle i skojarzy ten stan z TOBĄ, mój Drogi.

Dlatego mądra rada: zadawaj tylko takie pytania, na które odpowiadając, na pewno będzie czuł się wspaniale.

Nawet nie wiesz, jakie to ważne! Sam nie chciałbyś być na spotkaniu z kimś, kto będzie Cię wypytywał o szczegóły Twich problemów, bo będziesz się wtedy źle czuł. Chcesz, by ktoś aktywował w Tobie pozytywne pokłady energii.

Dlatego dawaj dobry przykład i sam pytaj.

Przykłady pytań, które robią pozytywną energię:

- Co sprawia, że czujesz się cudownie?
- Co Cię w życiu najbardziej kręci?
- Co trzeba robić, żeby wyglądać tak, jak Ty?
- Ile czasu spędzasz na siłowni? (i patrzysz z zachwytem na jego ramiona)
- Czy krzyczysz podczas orgazmu? Czy może przeżywasz go w ciszy...?
- Co sprawiło, że do mnie napisałeś?
- Co Cię we mnie na tyle zainteresowało, że chciałeś się ze mną spotkać?
- Co Ci się najbardziej podoba w facetach?
- Co jest Twoją największą pasją?
- Co kochasz robić?
- Jak wspaniałe to uczucie być Tobą?
- Jak wiele przyjemności jesteś w stanie znieść?
- Co możemy razem zrobić, abyś poczuł się teraz jeszcze lepiej?

Wymyślaj oczywiście swoje pytania. I naucz się je zadawać. Niech to nie będzie przesłuchanie - raczej bardziej ukryj i zamaskuj swoje pytania, np.

"Ciekawi mnie, jak taki facet, jak Ty, przeżywa prawdziwą miłość od pierwszego wejrzenia...?"

"Czasem pytam się facetów, z którymi się spotykam, co ich we mnie na tyle zainteresowało, że chcieli się ze mną spotkać...?"

"Czy kiedykolwiek sprawdzałeś, jak wiele przyjemności jesteś w stanie znieść w trakcie jednej nocy?"

***

Kiedyś siedzę w knajpie z pewnym fajnym facetem i pytam go o wszystko, co mu sprawia radość, przyjemność, czym się pozytywnie nakręca a on do mnie z wyrzutem - "Ty chcesz na mnie wpłynąć, żebym się dobrze poczuł!!!". HAHAHA!!! TAK, dokładnie tego chcę! Przepraszam, to się już więcej nie powtórzy! ;-)

Nie będę mu już przeszkadzał w czuciu się źle, obiecuję! :P

Lingwistyka uwodzenia - negi

Pamiętasz post o komplementach? Napisałem wtedy, że komplementów nie daje się ludziom o zbyt wysokiej samoocenie, z brakiem dystansu do siebie, przerważliwionych na swoim punkcie.

Wyjaśniłem też, że wtedy używasz tzw. negów. Co to są negi i do czego służą - oto temat dzisiejszego, jakże ciekawego wykładu :)

Jesteś w klubie i widzisz superprzystojniaka, który zamawia właśnie colę przy barze. Zdobywasz się na odwagę i uderzasz. Witasz się, przedstawiasz, a on... nawet na Ciebie specjalnie nie spojrzał. Po jego wzroku, gestach i sposobie zachowania widzisz, że gość traktuje Cię z góry, ma siebie za mega gwiazdę i jest przyzywczajony do tego, że co chwilę ktoś do niego uderza z maślanymi oczami, błagalnym niemal tonem prosząc o chwilę uwagi.

Czas go zrównać. Właśnie wtedy z pomocą przychodzą negi.

Neg to zawadiacka mieszanka komplementu, żartu i subtelnej obrazy. To tekst, którego podmiot nie umie ocenić i nie wie, czy mówisz to na serio, czy na żarty. Jego celem jest umyślne obniżenie wartości osoby, z którą rozmawiasz. Niektórzy po prostu mają siebie za takie bóstwo, że trzeba ich zrównać do swojego poziomu po to, aby móc w ogóle się z nimi komunikować. To taki lingwistyczny pstryczek w nos.

Przykłady negów:

"Wyglądasz rewelacyjnie dzisiaj... To chyba przez to oświetlenie (uśmiech)."

To przykład doskonałego negu. Dajesz delikwentowi komplement, by zaraz potem subtelnie podkreślić, że owy rewelacyjny wygląd jest zapewne wynikiem oświetlenia. Jednocześnie uśmiechasz się (ważne!), aby nadać odpowiednie znaczenie tego komunikatu. Jeśli powiesz to poważnym tonem - nie będzie to miało charakteru żartu, lecz obelgi.

"Ładny zegarek. Podobny miał mój dziadek (uśmiech)."

Ten neg także doskonale łączy komplement z prześmiewczością. Tu także wymagany jest uśmiech, aby Twój rozmówca nadał odpowiednie znaczenie tego komunikatu i od razu wiedział, że robisz sobie z niego żarty.

Inne przykłady:

"Masz ładne tęczówki. Czy to nie przypadkiem te tanie szkła kontaktowe z Allegro? (uśmiech)"

"Ładna koszula. Ile ważyła? (uśmiech)."

"Nie jesteś kieszonkowcem, prawda? (uśmiech)"

"Nie jesteś w moim typie... ale masz w sobie coś interesującego (uśmiech)."

"Wiesz... dałbym Ci 10/10... chociaż nie... 7. Jesteś 7-ką... No co? 7-ka też dobra. Nikt nie jest ideałem, co nie? (uśmiech)"

"Masz wyczucie w doborze kolorów. Dobrze dobrałeś kolor szmniki do swojej bladej karnacji (uśmiech)."

"Chyba sobie zburzyłeś trwałą (uśmiech)."

"(...) Po prostu boję się, że mnie pobijesz torebką (uśmiech)."

***

Negi to dość potężne narzędzie i dlatego wymaga Twojej precyzji i wyczucia. Używasz ich głównie wtedy, gdy ktoś w rozmowie z Tobą wynosi się ponad Ciebie (w swojej wyobraźni), uważa się za kogoś lepszego, ładniejszego, lepiej usytuowanego etc.

Dobry neg to taki, który jest przede wszystkim żartem. Powinien być powiedziany na luzie, z uśmiechem i wynikać z Twojego luźnego stylu bycia. W warstwie lingwistycznej jest szorstki, ale ma być powiedziany z prawdziwą serdecznością w głosie i uśmiechem na ustach.

Rzucania negów możesz się nauczyć od hollywoodzkich herosów. To oni zazwyczaj w filmie spotykają chłodną, trudną do zdobycia kobietę i swoim zawadiackim i zarazem dowcipnym podejściem rozpuszczają pierwsze lody.

Lingwistyka uwodzenia - komplementy

Na wstępie chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, którzy z pomocą tego bloga poprawili jakość swojego życia i którzy wyrazili to naprawdę wielkimi, pięknymi słowami.

Dzięki!

To dla Ciebie właśnie piszę tego bloga. Tak, o Tobie mowa :)

Dziś będzie małe wprowadzenie do sztuki dawania komplementów.

Gdy poznajesz kogoś nowego, kto wpadł Ci w oko, chcesz, by czuł się z Tobą dobrze. Ponieważ musicie o czymś rozmawiać i poruszać różne tematy - siłą rzeczy będziecie używać ust najpierw do rozmowy :-)

Komplementy są wspaniałą rzeczą pod warunkiem, że wiesz, kiedy i jak ich użyć. Oto pewne zasady ogólne, które pomogą Ci w odpowiednim komplementowaniu:

1. Komplement z Twoich ust jest nagrodą. Ktoś zachował się tak, jak Ci się podoba. Ktoś ma coś, co lubisz. Wykazuje jakąś cechę, którą uwielbiasz. Wtedy wynagradzasz za to, np. dając komplement.

2. Komplementy są u Ciebie bardziej wyjątkiem niż regułą. Zbyt często komplementowanie obniża wartość komplementów. Wyobraź sobie, że siedzisz na randce z gościem, który Cię obsypuje komplementami z góry na dół. Raz, że podjerzane. Dwa, że wydaje się być nieszczere. Trzy, że masz wrażenie, że to bez znaczenia.

3. Nie dajesz komplementów osobom o wysokiej samoocenie lub takim, które traktują siebie zbyt serio (nie mają dystansu). Dlaczego? Gdy dasz mu komplement - może go nie docenić, bo uzna go za oczywistość. Po drugie - może sklasyfikować Cię jako dupka, który nie zna swojej wartości i chce się podlizać. Na takich gości są negi (będzie i o negach, obiecuję:)

4. Dajesz wyjątkowe komplementy. Pieprzenie o ładnych oczach jest takim banałem, że w 5 sekund o tym zapomni. Znajdź w nim coś, co jest naprawdę wyjątkowe i pochwal to. Jeśli nikt przed Tobą tego nie zrobił - Twoje słowa zostaną w jego głowie na wieki. Poza tym zyskujesz - dojdzie to wniosku, że jesteś bystry - przecież zauważyłeś coś, czego nikt przed Tobą nie zauważył.

5. Jeśli myślisz o seksie - dajesz komplementy zwiazane z wyglądem. Wtedy też patrzysz, jaka będzie reakcja podmiotu komplementowanego :) Jeśli pozytywna - znaczy, że chce się z Tobą bzyknąć. Proste, co nie?

6. Jeśli chcesz z nim stworzyć dłuższą relację - najpierw doceniaj jego intelekt i cechy umysłowe (bystrość, dowcip etc.). To ważne, bo jeśli zaczniesz od razu od zachwycania się jego wyglądem - zostaniesz sklasyfikowany jako "one night stand" (przygoda na jedną noc).

7. Komplement musi być szczery. Nieszczerości i sztuczności zostaną sklasyfikowane podświadomie przez bystry rozum Twojego odbiorcy jako próba manipulacji. A nawet jeśli nie, to tylko namieszają w relacji, bo będziesz dawał niespójne sygnały na zewnątrz (komplementujesz, jaki to ktoś niesamowicie obeznany w znaczkach pocztowych, ale tak naprawdę masz to gdzieś).

Dawanie komplementów ma być naturalnym elementem Twojego stylu bycia, a nie jakąś "techniką", wedle której postępujesz. Gdy będą one wynikały z Twojej bystrości, elokwencji i spontaniczności, ich efekt będzie bardzo pozytywny.

Baw się!

niedziela, 8 marca 2009

Inner game - uwodzenie emocjami

Jedno jest pewne - człowiek produkujący pozytywne emocje jest człowiekiem atrakcyjnym. Uśmiech, morze endorfin i oksytocyn oraz wspaniałe myśli to element, którym zdobywasz sympatię innych ludzi.

Co zrobić, by władać megaseksownym spojrzeniem na zwołanie? Jak wprawić kogoś w szalony nastrój, który daje Wam możliwość wspaniałej zabawy?

Bez względu na to, gdzie jesteś i co robisz, prowadzisz ze sobą inner game - wewnętrzną grę, w której udział biorą Twoje myśli - obrazy, dźwięki, jak również wszelkie odczucia, które pojawiają się w reakcji na nie. Ta gra, w zupełnie nieświadomy sposób, przenosi się na ludzi w Twoim otoczeniu - szczególnie na tych, z którymi masz dobry kontakt.

Jak to działa?

Wsłuchaj się w tę opowieść i wyciągnij z niej jak najwięcej.

Łukasz jest mistrzem inner game. Ma bujną wyobraźnię, którą mądrze wykorzystuje, by uczynić świat lepszym.

Spotyka się z Robertem, który dość szybko wpada mu w oko. Łukasz szybko otrzymał od niego indykatory zainteresowania, więc daje mu to pole do popisu. Siedzą przy stoliku. Niby nic specjalnego się nie dzieje, ale Łukasz dziko się uśmiecha i lekko podryguje w rytm niesłyszalnej muzyki. Oto bowiem w jego głowie rozbrzmiewa właśnie jego ulubiona piosenka, która nastraja go pozytywnie i dodaje energii. Łukasz sprawdza cały czas, jak Robert reaguje na te małe zmiany. I widzi, że podąża, co wróży im cudowny wieczór.

Łukasz idzie zatem dalej. W jego wyobraźni wokół ich stolika tańczy gęsty tłum przystojnych facetów - półnagich, po których spływają stugi potu. Zabawa trwa. Łukasz powoli wchodzi w niesamowitą euforię - nie odrywając wzroku od Roberta.

A ponieważ oboje mają podobną pozycję ciała i podkreślają swoje podobieństwa, również Robert - choć nie wie dlaczego - zaczyna powoli przejmować euforyczny stan od Łukasza. Łukasz, widząc efekty pracy swojej soczystej neurologii, idzie dalej. I choć rozmawiają o banałach, szkole, pracy czy robieniu sałatki z dorsza, w jego wyobraźni Robert siedzi przed nim bez koszulki. Już widzi, jak dotyka go po klacie i ssie jego pyszne sutki. Podnieca się tą myślą, dzięki czemu jego źrenice powiększają się. To nieświadomy sygnał dla Roberta, który na poziomie świadomym nie wie, co się dzieje... ale jego mózg reaguje.

I wtedy wystarczy, że Łukasz sekswonie zmierzy wzrokiem tors Roberta i przez głowę przepuści serię totalnie erotycznych obrazów z nimi w roli głównej, a Robert w zupełnie nieświadomy sposób czuje już na sobie jego wzrok, ciepły oddech i niewidzialny dotyk. I choć tylko zajada krakersa, Łukasz w jego ustach widzi coś znacznie więcej...

Oto inner game w wydaniu erotycznym :)

Idea jest następująca - obrazami, dźwiękami i odczuciami budujesz wokół siebie atmosferę. Łapiąc z kimś dobry kontakt (o budowaniu rapportu też będzie) sprawiasz, że Twój rozmówca nieświadomie przejmuje Twój nastrój i wchodzi w Twój wyjątkowy świat.

A co w nim może być jeszcze? Np.

Romantic pattern - tworzysz w wyobraźni wokół was dziką plażę nocą. W piasek wbite są palące się pochodnie, subtelnie rozświetlając nierówności piasku dookoła. Na niebie wisi piękny księżyc w pełni. Słyszysz cichy szum fal. Odprężasz się i relaksujesz, czując na skórze ciepłe podmuchy wiatru. Wszystko, co dzieje się w realu, komentujesz spokojnym, odprężonym i uśmiechnietym tonem wewnętrznego głosu.

Impreza pattern - wewnątrz swojej głowy słyszysz swój ulubiony, energetyzujący kawałek, który sprawia, że Twoje ciało samo zaczyna podrygiwać w rytm. Dookoła widzisz tańczących ludzi, którzy świetnie się bawią. Robisz duże, trójwymiarowe obrazy rzeczywistej wielkości, widzisz blask dyskotekowych świateł i czujesz, jak po Twoim cele rozprzestrzeniają się cudowne, euforyczne doznania. I choćbyś w tym czasie był na zjeździe ZBOWIDu - będziesz się świetnie bawił, ponieważ Twój mózg nie rozróżnia, czy ma do czynienia z percepcją czy halucynacją.

Erotic/ porno pattern - ma wiele wersji i wcieleń i służy do stworzenia atmosfery dzikiego fliru, gdzie erotyzm i seks wiszą gęsto w powietrzu. Jeśli jesteś pewien, że masz przed sobą kogoś, z kim chciałbyś stworzyć lub podtrzymać wspaniałą erotyczną relację - to rozwiązanie jest dla Ciebie. Sprawdza się zarówno a przypadku randek, jak i stałych związków z wieloletnim stażem.

Jedna z najprostszych wersji tego patternu mówi tak - oglądasz część ciała kogoś, z kim rozmawiasz, i wyobrażasz sobie - w dużych, kolorowych i soczystych obrazach - co byś najchętniej robił z tą częścią ciała. Mówi się, że ktoś kogoś "rozbiera wzrokiem" - tutaj ten ktoś już jest rozebrany a Ty uruchamiasz pokłady swojej kreatywności, by stworzyć w swojej głowie istne porno z jego udziałem. Hehe, namiętnie patrzysz na jego rozporek i oblizujesz usta... Sam czuejsz, o co chodzi :)

Są inne wersje tego patternu. Możesz np. wziąć ulubiony kawałek jakiegoś pornola i umieścić go za osobą, z którą rozmawiasz. Wtedy Twoje spojrzenie nabierze bardzo mocno erotycznego wyrazu - sam chyba rozumiesz, jaki komunikat wysyłasz wtedy drugiej osobie.

Ba! Możesz sobie wyobrazić, że własnie zaczynasz uprawiać fantastyczny seks. Wyobraź sobie - pijecie kawę, rozmawiacie, niby nic, a Ty czujesz na sobie ciepły, cudowny dotyk i pieszczoty, a w głowie słyszysz te jęki i stękania, które sprawiają, że Twój oddech się spłyca a usta nabrzmiewają krwią (zresztą nie tylko one ;) W oczach swojego rozmówcy stajesz się wtedy o wiele bardziej atrakcyjny, zmysłowy i seksowny.

Oczywiście to dopiero początek i na pewno w Twojej głowie pojawiają się już kolejne pomysły, jakie patterny budować w swojej głowie, by bawić się jeszcze lepiej.

Jest kilka uwag dotyczących robienia inner game i warto, byś się z nimi zapoznał, zanim zaczniesz swoją przebogatą neurologią konstruuować lepsze rzeczywistości.

1. Patterny zaprojektuj wcześniej.

Gdy będziesz już w akcji, nie chcesz mieć żadnch wątpliwości, jakiego rodzaju obrazy i dźwięki chcesz konstruuować w swojej wyobraźni. Dlatego usiądź wygodnie i wybierz te, które najbardziej Cię interesują. Gdy to zrobisz, odpowiednio dobierz tzw. submodalności, czyli cechy owych obrazów i dźwięków.

W przypadku obrazów - zazwyczaj im większe, bardziej kolorowe, trójwymiarowe obrazy tworzysz, tym bardziej są oddziaływujące. Zrób z nich film, niech dzieje się tam niezwykła akcja, która poruszy Cię emocjonalnie.

W przypadku obrazów - im dźwięk głośniejszy, wyraźniejszy a jego źródło bliższe - tym lepsze będzie oddziałwywanie tego dźwięku. Możesz dodawać, co chcesz - ulubioną muzykę, która wprawi Ci w odpowiedni nastrój, odgłosy (jęki, krzyki) oraz dialogi wewnętrzne, które rozbudzą Twoje zmysły (mruczącym głosem: "Ach, Tygrysie, zaraz Cię pogrrrrrryzę...").

Gdy już skonstruujesz taki neurologiczny krajobraz - załóż na niego kotwicę, czyli po prostu stwórz skojarzenie. W momencie najsilniejszego odczuwania emocji, które w sobie wzbudziłeś, delikatnie stykasz np. kciuk i mały palec lewej dłoni. To własnie kotwica - guzik, który ułatwi Ci odpalić pattern na zawołanie w różnych styuacjach.

2. Mądrze stopniuj i dobieraj patterny i wiedz, czego chcesz.

Mój znajomy poznał kiedyś faceta i zaczął z nim momentalnie kręcić dzikie pornole w głowie. I choć początkowo nic na to nie wskazywało, facet nagle dał mu bardzo jednoznaczne sygnały, że chce go zaprosić do siebie i ... Mój znajomy przeraził się nieco skutecznością tej techniki, bo - jak to ujął - sprawy potoczyły się zbyt szybko.

Jeśli zależy Ci na szybkim seksie - ok, rób co uważasz i poznaj tego konsekwencje.

Jeśli jednak chcesz mądrze ukierunkować waszą znajomość, zacznij od chociażby impreza albo romantic pattern, a dopiero potem, gdy sytuacja się rozwinie, korzystaj z bardziej erotycznych narzędzi - również pamietając o umiejętnym ich stopniowaniu.

3. Odbieraj informacje zwrotne.

Zanim zaczniesz tworzysz szaloną neurologię w czyimś towarzystwie - upewnij się, że druga osoba za Tobą podaża. Robisz to nie tylko dla siebie, ale też dla niej, dlatego musisz być pewien, że odbiera Twój wyjątkowy prezent. Nie chcesz skończyć z jęzorem na wierzchu, podczas gdy druga osoba, odchylona na krześle, będzie ziewać z nudów i zerkać na zegarek.

Dlatego najpierw zrób coś delikatnego i subtelnego, np. uruchom fajną muzykę w głowie i pozwól, aby Cię prowadziła. Jeśli widzisz, że gość dobrze na to reaguje i wchodzi ten klimat, wiesz, że możesz zrobić następny krok w dobrą stronę.

Wtedy np. dodajesz fajne obrazy i znów patrzysz, jak na to reaguje. Jeśli mu się podoba, zaczynasz dodawać kolejne dźwięki, odczucia i obrazy. Za każdym razem jednak upewniając się, że dotrzymuje Ci kroku.

***

Siła inner game zależy od jakości, którą tworzysz w swojej głowie. Jeśli będziesz robił lipne, małe, ciemne, płaskie i odległe obrazki - nici z tego wyjdą. Twoje zadanie polega na tym, aby stworzyć naprawdę mocne emocjonalnie, kolorowe i wyraźne filmy oraz scenerie, w których rozbrzmiewa cudowna muzyka, słuchać odpowiednie dźwięki i dialogi wewnętrzne. Wtedy wejdziesz w wyjątkowy stan emocjonalny - a inni za Tobą podążą.

I oczywiście - nie baw się tym w żadnym wypadku. Bo to oczywiście nie jest zabawa i trzeba to brać bardzo na serio. I oczywiście wiesz, że nie żartuję w tej chwili :) Do następnego.

TOP 10 miesiąca