Możesz sobie powtarzać, że wygląd nie ma znaczenia. Że ciało to tylko powłoka. Że liczy się środek, a (ostatnio zasłyszane) "dusze znajdują się poprzez wewnętrzne wibracje, a nie wygląd zewnętrzny, ble, ble itd.
A potem wygooglujesz Sama Cushinga i wiesz, że te wszystkie bajki o kant chuja rozbił. Bo chyba połowa gejów w USA ma wibrację z jego duszą. Ludzie po prostu pieją z zachwytu nad jego urodą.
Zatem to już oficjalne: Sam Cushing jest prawdopodobnie najprzystojniejszym, najseksowniejszym gejem w całym znanym ludzkości Wszechświecie.
I jakby jeszcze tego było mało - pięknie gra na pianinie i ma super seksowny głos. Każdy jego gest, uśmiech, mina zdradzają, jak bardzo jest świadomy swojej zjawiskowej atrakcyjności.
Jak powiedziała jedna z bohaterek American Horror Story - "Piękno otwiera wszystkie drzwi świata". Sądzę, że niewiele jest drzwi, których Sam nie otworzyłby jednym uśmiechem.
Piękno to niebezpieczna broń. A przystojni goście potrafią jej używać.
Pytanie - czy da się poczuciem atrakcyjności... zarazić? Pożyczyć je? Wykształcić? Czego Sam Cushing może nas nauczyć o byciu przystojnym gościem?



















