Pierwsza randka, jest pięknie. Starasz się o niego parę tygodni. W końcu pierwszy seks. Jest cudownie. Planujecie wspólne życie, zamieszkanie. A potem on mimochodem wspomina, że dokładnie nie pamięta, ilu miał facetów w życiu. Drążysz temat.
- To ILU ich było, że nie pamiętasz? - pytasz.
A on, że może ze trzydziestu albo czterdziestu. Czy ile tam. Tłumaczy, że to były tylko "przelotne znajomości". Takie tam seksy na pierwszej randce i tyle.
Podczas gdy Ty miałeś np. dwóch czy trzech partnerów. Ty musiałeś starać się o niego miesiąc - tamci mieli go po jednym piwie...
Ach, przecież nic się nie stało, prawda? Przecież to przeszłość, na którą nie mamy wpływu. Było, co było. Nie odstanie się. Nie można być przecież zazdrosnym o coś takiego. Trzeba więc przejść z tym do porządku dziennego, prawda?
Żeby życie było takie proste...






