Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej

Skondensowany i praktyczny mini przewodnik dla początkujących, którzy chcą dawać dupy bezpiecznie, zdrowo i przyjemnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dualizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dualizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 października 2010

Anihilacja myśli - kolejna genialna technologia zmiany

Drodzy Panowie, Drogie Panie. W dzisiejszym poście chciałbym Wam przedstawić kolejną, jakże genialną i skuteczną technologię zmiany i poszerzania świadomości. Technologię, która wyrosła na gruncie Pracy i która pozwala drążyć naszą nieświadomość jeszcze głębiej i jeszcze dokładniej ją badać.

Technologia zwana anihilacją myśli.

Anihilacja w fizyce to proces, w którym cząstka i antycząstka spotykają się, wzajemnie znoszą i zmieniają w energię promienistą. Podobnie jest z myślami. Gdy teza konfrontuje się z antytezą i znajdujesz dowody na potwierdzenie obu - wzajemnie się znoszą a dana kategoria logiczna, którą tworzą, znika. Anihiluje się. I zmienia w światło. Stąd umysł staje się jaśniejszy.

Procedura jest prosta i logiczna, będziesz zachwycony prostotą tej metody i efektami, jakie przynosi.

1. Weź na tapetę jakąś osobę, najlepiej swojego największego wroga - kogoś, kto Cię nie znosi, nienawidzi, życzy Ci wszystkiego najgorszego. Jeśli nie masz kogoś takiego, znajdź kogoś, kto Cię po prostu nie lubi z jakiegoś powodu, jest na Ciebie obrażony, sfoszony, nie odzywa się. Albo się Tobą brzydzi, unika Cię, uważa Cię za idiotę itd. Cokolwiek.

2. Wejdź w wyobraźni w jego pozycję, jego rolę, jego punkt patrzenia. Spójrz na siebie. Kogo widzisz? Oceń samego siebie. Jaki jesteś? Bądź bezpośredni, szczery i nie próbuj tego cenzurować. Spisz wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Szczególnie te rzeczy, które będą budzić w Tobie największe emocje.

3. Masz już piękną listę "obelg" pod swoim adresem. Teraz czas zacząć je anihilować. Napisz pierwszą z nich, niech to będzie np. "[X] jest nieudacznikiem" (gdzie X to Ty). Znajdź teraz minimum 3 przekonujące Cię dowody, że tak jest. To mają być dowody, które pochodzą z Twojego doświadczenia i które Cię przekonują o tym, że faktycznie tak jest. Po zakończeniu tego dochodzenia masz być serio przekonany, że prawdą jest, że jesteś np. nieudacznikiem lub inną "etykietką".

4. Teraz odwróć myśl o 180 stopni. "X jest nieudacznikiem" -> "X jest człowiekiem sukcesu" albo coś takiego. I znajdź teraz min. 3 dowody, że to odwrócenie faktycznie jest prawdziwe. Gdy zakończysz ten etap, masz być niemal pewien na 100%, że odwrócenie, jakie utworzyłeś, jest dla Ciebie prawdziwe.

5. Anihilacja. Kim jesteś? Czy jesteś nieudacznikiem? Czy człowiekiem sukcesu? Jednym i drugim, bo udowodniłeś sobie obie tezy. Połącz je w jedno. Połóż swój obraz nieudacznika na jednej ręce, na drugiej - obraz człowieka sukcesu. Sprasuj je. Scal w jedność.

Oto prawdziwszy Ty!

Pogratuluj sobie i działaj z kolejną myślą. Aż anihilujesz wszystkie kategorie i zyskasz najbardziej realistyczny obraz siebie, jaki możesz mieć na daną chwilę.

poniedziałek, 26 października 2009

Nie ma wybaczania, bo nie ma zranienia

Dziś uczynimy wspólnie kolejny krok w wychodzeniu poza modele neurologiczne. Mówiliśmy już o tym, że ludzie nie są sobie wierni i jednocześnie się nie zdradzają, gdyż oba te pojęcia to tylko kategorie umysłowe. Dziś odkrywamy kolejną mentalną przegródkę - zranienie i wybaczanie.

Jak wspomniałem wcześniej, prawo dualizmu mówi, że ilekroć powołujemy w swojej jaźni jakieś pojęcie, natychmiast tworzymy anty-pojęcie. Umysł jest logiczny a to prawo jest jak najbardziej logiczne. Pomyśl - abyś wiedział, czym jest dobro, musiałeś zaznać zła. Bez zła dobro nie istnieje i pewnie zaraz znajdzie się dziesięciu mądrych, którzy powiedzą "a nieprawda!". A kurwa prawda, bo to jest jak yin i yang - dwie energie, które definiują się wzajemnie.

Idźmy dalej.

Ludzie powołali instytucję "wybaczania", aby oczyszczać się z syfu, jaki mają w głowie. W sumie nikt tak naprawdę nie wie, co to kurwa jest to wybaczanie, na czym dokładnie polega i co więcej - nikt specjalnie nie ma ochoty, aby wybaczać innym swoje krzywdy. A przecież wszyscy powtarzają jak katarynki, że "trzeba wybaczać".

Nie trzeba! Ba, powiem więcej, to niemożliwe!

Dlaczego?

Powód jest prosty - w rzeczywistości nie ma czegoś takiego, jak zranienie. Nie wierzysz?

Przyjrzyj się np. Mietkowi. Mietek spotkał Adama i zakochał się w nim. Natychmiast postanowił usidlić Adama, obiecując sobie samemu, że Adam nigdy go nie zostawi (lol - pamiętaj, że możemy obiecywać tylko samemu sobie, nigdy komuś - to niemożliwe!). Adam - mówiąc delikatnie - nie odwzajemnił uczucia i zwiał prędzej, niż Mietek zdążył cokolwiek zrobić.

I czuł się zraniony.

Łapiesz strukturę owego "zranienia"?

Czy zatem zranienie istnieje? Nie! Jest tylko to, co ludzie robią w swoich głowach i jak się potem z tym czują, gdy rzeczywistość - jako że jest położona poziom logiczny wyżej, niż nasz umysł - odkrywa swoje karty i musimy się z tym godzić.

I teraz zabawny epizod: Mietek chciałby wybaczyć Adamowi, ale nie umie, bo czuje się zraniony. Prawda jest taka, że nikt nigdy Mietka nie zranił, więc Mietek nie ma komu wybaczać. To, co Mietek nazywa "zranieniem", jest informacją zwrotną z jego umysłu, która mówi mu, że uwierzył w coś, co nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, mianowicie, że "Adam z nim będzie".

Kierując się sercem w relacjach międzyludzkich i nieustannie wywalając z głowy lipne historie, które sprzedaje nam umysł (za pomocą 4 pytań, które przedstawiałem w poprzednich postach dot. pracy z historiami) - nie możesz być zraniony w żaden sposób i nie musisz nikomu nic wybaczać.

Kiedyś sam obijałem się jak gówno od brzegu pomiędzy tymi ideami. Ciągle ktoś mnie ranił, rozczarowywał, zdradzał - a teraz, gdy zrozumiałem, że oni nigdy nic mi nie zrobili, lecz to ja sam zastawiłem na siebie mentalną pułapkę bezpodstawnych oczekiwań - nie musiałem im nawet wybaczać. Płaczem oczyściłem się mentalnie, podważyłem swoje myśli i okazało się, że zostałem z ogromną miłością, wyrozumiałością i akceptacją, która pozwoliła mi spojrzeć na wszystko z zupełnie innej strony.

Kocham ludzi, których spotkałem w swoim życiu. Dziękuję im za to, że byli tacy, jacy byli dokładnie wtedy, kiedy ich spotkałem.

Jestem wdzięczny mojemu byłemu facetowi, że mnie zostawił, gdy tak bardzo go potrzebowałem i tak bardzo go kochałem - gdyż tylko wydawało mi się, że go potrzebuję i nigdy nie odkryłbym tej iluzji, gdyby mnie nie zostawił w tamtej chwili.

Dziękuję mojemu kolejnemu facetowi, który pił, nie miał do mnie szacunku i olewał mnie totalnie - dzięki niemu nauczyłem się szacunku do samego siebie i odkryłem, co to znaczy kochać prawdziwego człowieka, który kryje się pod etykietami "pijak", "cham" itd.

Dziękuję mojemu następnemu facetowi za to, że podejrzewał mnie - zupełnie bezpodstawnie - że go zdradzam. Nauczyłem się, że prawda obroni się sama i nie muszę nikomu nic udowadniać. Dziękuję, że mnie "zdradził" 2 razy - nauczyłem się, że drugi człowiek, bez względu na to, co obiecał, nadal ma wolną wolę i może zmienić zdanie w każdej chwili. I nigdy nie będzie moją własnością.

Dziękuję kolejnym, których spotkałem na swojej drodze. Nauczyli mnie, że ich fochy i pretensje są wołaniem o pomoc, poszukiwaniem miłości i akceptacji. Bo uwierzyli w historie, że nie posiadają tych zasobów.

Tyle się nauczyłem, że aż rozpiera mnie energia, gdy pomyślę, ile jeszcze się nauczę!

Nie muszę nikomu nic wybaczać, bo nikt nigdy mnie tak naprawdę nie zranił. To ja zraniłem siebie - mając ogromne i kompletnie bezpodstawne oczekiwania, oszukując się, że mam potrzeby w związku, że nie ma wystarczająco dużo miłości w moim życiu. To bajdy. Teraz już wiem. Otworzyłem oczy.

"Zranienie" polega tylko na tym, że uwierzyliśmy w myśl, która jest niezgodna z rzeczywistością. Jeśli zweryfikujemy swoje myśli, podważymy je, zwątpimy w nie - nagle okaże się, że wszystko jest w porządku. I już nie ma wrogów, nie ma komu wybaczać. Ani też czego.

I wtedy otwieramy serce, zalewając innych ciepłem, empatią, akceptacją i miłością. I to jest piękne!

niedziela, 25 października 2009

Wierność nie istnieje - czyli znów wyłazimy poza socjalny model

Oto kolejny lipny koncept, który czyni nas niewolnikami własnych umysłów. Ludzie powołali instytucję wierności, nie wiedząc, że jednocześnie budzą demona zwanego zdradą.

Kłania się świeżynka w świecie rozwoju osobistego, a więc prawo dualizmu, które mówi, że jeśli powołujesz coś do istnienia w umyśle, tworzysz jednocześnie anty-coś.

Pierwsza haluna - wierność - daje całkowicie bezpodstawne i iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa, które może się dramatycznie posypać w każdej chwili: "Partner będzie tylko ze mną, jest dla mnie na wyłączność, bo przecież obiecał mi, że tak będzie." - jesteś kurwa pewien? Ludzie obiecują coś i nie dotrzymują słowa - tak było, jest i będzie, bo wszyscy się zmieniamy. Możesz z tym walczyć i z frustracji chujem sobie oko wybić. A możesz po prostu zaakceptować ten stan rzeczy i zacząć rozumieć, że rzeczywistość prawdopodobnie ma w dupie, co Ty sądzisz o tym, jaka być powinna .

Wierząc w ułudę wierności, oddajesz swoje samopoczucie drugiemu człowiekowi. Mówisz sobie, że on będzie Ci wierny, a on na drugi dzień idzie ze swoim kumplem na lody. I chuj trafił Twoje samopoczucie - oddałeś je bowiem jemu.

Nie ma wierności. Wierność to ułuda. Widziałeś kiedyś wierność np. leżącą na trawniku i pięknie połyskującą w słońcu? Pomyśl - ludzie są ze sobą, bo tego chcą na którymś poziomie. A jeśli nie chcą, to nie są. Łapanie kogoś w pułapki pt. "obiecaj mi, że ze mną będziesz", jest produktem nie miłości, ale lęku - lęku przed samotnością, porzuceniem, zranieniem (kolejnymi halunami). Wydaje się, że to dobre rozwiązanie - bo jak będzie chciał odejść, to powiesz mu: "Przecież obiecałeś mi, że ze mną będziesz!" i zrobisz mu poczucie winy, tudzież wstyd. I co? Fajnie, będziesz z przepełniony owymi lipnymi emocjami fantomem, który jest z Tobą nie z miłości, ale z powodu lipnych emocji. Gratuluję. Zapowiada się fajny związek.

Tak samo - co za tym idzie - nie istnieje zdrada. Ludzie z natury są istotami obdarzonymi wolną wolą - wolną! A więc bez względu na to, co powiedzą czy powiedzieli kiedyś w przeszłości - mogą robić, co chcą i z kim chcą. Jeśli masz pogląd, że "on nie powinien/ on powinien" - będzie Cię to wiele kosztować. To nie jest prawdziwe. Tworzy frustracje, bo on może mieć w dupie, co Ty sądzisz, że wg. Ciebie on powinien lub nie.

Nie ma wierności = nie ma zdrady.

Zaczynasz już pewnie dostrzegać, że pojęcia "wierność" oraz "zdrada" to nie doświadczenia, ale etykiety na doświadczenia, a więc próba kategoryzowania przez umysł tego, co widzisz, słyszysz i czujesz. A to każdy robi inaczej. Wiesz o tym dobrze, jeśli ze swoim facetem nie mogłeś ustalić, czy pocałowanie kogoś innego w usta jest już zdradą czy nie.

Rzeczywistość jest następująca: ludzie nie są ani sobie wierni, ani się nie zdradzają. Kolejny paradoks, którego zrozumienie da Ci absolutnie jakościowe życie osobiste. Wyjście poza koncept pt. "mój partner jest moją własnością" jest uwolnieniem jego, jak i siebie z ogromnej pułapki, która sprzedaje Ci czasem fajne a czasem kiepskie - ale zawsze nieprawdziwe - emocje.

A to nie emocjami, które idą z umysłowych historii, robi się związek, ale uczuciami - bo one idą z serca i są bezwarunkowe. Weź to sobie do serca.

TOP 10 miesiąca