Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej

Skondensowany i praktyczny mini przewodnik dla początkujących, którzy chcą dawać dupy bezpiecznie, zdrowo i przyjemnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koherencja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koherencja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 stycznia 2017

Tyrania rozwoju - czas z tym skończyć i wrzucić na luz


Jeśli marzyć - tylko z konkretnym terminem realizacji i planem.

Jeśli się bawić - tylko celowo, by się uczyć przydatnych umiejętności. Jeśli odpoczywać lub spać - to tylko dlatego, że to podnosi ogólną efektywność.

Dotarliśmy już do apogeum. Wszystko, co robimy - czy to drapiemy się po tyłku, podziwiamy śnieg czy zmieniamy kanał w telewizorze - powinno być rozwojowe. Powinno dawać umiejętności, kasę, wyniki.

Przestaliśmy robić rzeczy tak o, bez celu. Dla zabawy i relaksu. Dziś - o tyranii rozwoju, fetyszu efektywności i tym, czym to się kończy.

poniedziałek, 14 maja 2012

Wpuść cierpienie do swojego życia

Powódź dobrych rad. Kopalnie życiowych poradników. To moda, która przyszła do nas z Zachodu, niemniej potrzeba sięgania po takie publikacje wynika z nas samych, z prostego faktu, że cierpimy i nie godzimy się na to. Setki technik, dziesiątki "prostych sposobów" na usunięcie żalu, smutku, bólu, cierpienia, wstydu, poczucia winy, strachu. "Rozwalacze depresji", "Destruktory lęku" itd.

A cierpienie i tak powraca.

I będzie powracać. Jak boomerang - im silniej, im dalej chcesz go wyrzucić, tym z większym impetem powróci. Oczekuj go.

W którymś momencie ten boomerang tak mocno uderzył mnie w głowę, że wiedziałem już, że nie wygram. Wszedłem na mroczną ścieżkę samooszukwiania się, skrywanej przed światem depresji, rozrywającej piersi rozpaczy, którą dobrze przypudrowałem przed innymi ludźmi.

W końcu nie było innego wyjścia, niż zatopić się w tym. Poddać się temu. Wpuścić do serca wszystkie trucizny, wszystkie zjadliwe toksyny krążące w krwiobiegu. Sam siebie podziwiam za tę odwagę.

Gdy schodzisz na dno piekieł, gdy cały świat wydaje się płonąć, zatapiać w czarnej, gęstej smole, z której nie można się wydostać, gdy cierpienie jest tak wielkie, że aż nie można oddychać - serce wciąż niestrudzenie bije. Zapada nieprzenikniona cisza. Przez moment to bicie serca jest jedyną oznaką życia, bo wszystko dookoła umiera.

I wtedy, w chwili największego cierpienia, gdy Twój umysł po prostu je zaakceptuje, gdy powie mu "tak", gdy zdobędzie się na odwagę, by uznać jego istnienie, uznać fakt, że się cierpi, że się leży na dnie hadesu przykrytym metrami mułu - wtedy to cierpienie łagodnieje, zaczyna płynąć, zmieniając się w pewnego rodzaju subtelną ulgę. Coś rusza, coś odżywa, coś otwiera oczy i patrzy na świat świeżym spojrzeniem.

To nowy Ty.

Ty zbudowany na bazie trudnych doświadczeń. Ty uczący się jak być lepszym człowiekiem. Ty rozumiejący bardziej to, czym jest życie, kim jest człowiek.

Zgnuśnienie to brak akceptacji. Zgnuśnienie jest czymś przeciwnym do akceptacji. Otwórz swoje serce na największe cierpienia i pozwól mu przepompować je dalej, zmienić w coś budującego. Wyjdziesz ze spirali, która ściągała Cię na dno.

Zrób w swoim życiu miejsce na cierpienie.

Ugość je, zaproś do swojego życia, do swojego serca. Zaparz mu kawę, podaj ciastko i porozmawiajcie. Niech wyjdzie z cienia. Niech ten ból, który nosimy pod skórą, te wszystkie lęki, smutki, wstyd, rozpacz czy wina - niech to wszystko wyjdzie na jaw. Niech zostanie oświetlone światłem świadomości. Nie walcz, nie oceniaj, bo stracisz energię. Chyba że chcesz - by przekonać się, że to nie ma sensu. Nie jesteśmy komputerami, nie da się wyłączyć pewnych rzeczy jednym pstryknięciem. Na zrozumienie pewnych rzeczy trzeba lat obserwacji. Trzeba cierpliwie powracać do pewnych kwestii, do pewnych tematów - z otwartym, spokojnym, szczerym sercem. Sercem, które gotowe jest na przyjęcie bólu. Na zmierzenie się z najczarniejszą, najokrutniejszą prawdą.

Miej odwagę! Stać Cię na to!

Nie chcesz spędzić całego życia na udawaniu, że wszystko jest okej - jeśli nie jest.

Sam mam rany, które liżę od lat. Których ból budzi mnie w nocy, które tak bolą, że czasem jedyne, czego chcę, to zasnąć i zapomnieć. Ale nie. To tak nie działa. Jak już nie wiadomo, co z cierpieniem zrobić, połóż rękę na sercu, weź kilka głębokich oddechów i pozwól swojemu sercu się tym zająć. Pozwól sobie PRZEŻYĆ cierpienie, zamiast ciągle nim żyć. Pozwól sobie na doświadczenie pełni traumy, zamiast ciągle z nią walczyć. Twoim zadaniem jest tylko i wyłącznie utrzymywanie świadomości, że jesteś tu i teraz. Regularnie oddychanie, trzymanie ręki gdzieś na stabilnym gruncie teraźniejszości.

A serce niech przetwarza.

Tylko ono wie, jak z wyjść z pętli cierpienia. Tylko serce podpowie Ci, co zrobić. Tylko w jego głębokiej mądrości odkryjesz spokój i ciszę, gdzieś tam w środku, w oku cyklonu, panuje cisza i harmonia. I wtedy wszystko dookoła może się walić, ale na Twojej twarzy znów rysuje się uśmiech.

A wtedy każdy kolejny krok w Twoim życiu wydaje się już lżejszy. Bardziej świadomy.

Pogódźmy się z faktem, że cierpienie jest naturalną częścią naszego życia. Że musimy je przeżywać do momentu, w którym już go nie przeżywamy. Paradoksalnie tylko nasza zgoda na wpuszczenie cierpienia do życia jest sposobem, by je zrozumieć, zaakceptować a następnie sobie z nim poradzić.

Z pozdrowieniami,
Dream

niedziela, 3 października 2010

Kocham ludzi, bo na to zasługuję

Tak, to prawda. Prawda może jeszcze nie dla Ciebie, ale na pewno dla mnie. Czułem się źle, ilekroć źle pomyślałem o kimś. W miarę, jak moja Praca trwa, zaczynam to widzieć coraz wyraźniej. Myślenie źle o innych ludziach nie jest korzystne. A wchodząc głębiej okazuje się, że źle myślimy tylko i wyłącznie nie o ludziach, ale o konceptach. O konceptach pt. "moherowy beret", "fanatyczny katol" lub "obłudnik", "paranoik". Te koncepty nie są osobowe, nie mają imienia i nazwiska. Te koncepty są tylko w umyśle. Są zawsze częścią tego, kto je dostrzega. Bo nie można dostrzec kłamcy, jeśli się nie ma wyobrażenia kłamcy. Czy to wyobrażenie jest prawdziwe? Czy jakiekolwiek jest?

Wczoraj zapukała w moje drzwi pewna starsza pani. Powiedziała, że przyszła w sprawie ... katastrofy Smoleńskiej. Że zbiera podpisy pod petycją o to, aby wszcząć nowe, międzynarodowe dochodzenie w sprawie przyczyn rozbicia prezydenckiego samolotu. Przez głowę przeszły mi myśli, że jest paranoiczką. Że nie ufa państwu, które nawet nie zdążyło skończyć swojego śledztwa, a ona już by chciała nowe. Że pewnie jest jedną z tych fanatycznych moher-bab spod krzyża, że ble ble ble. W żadną z tych opowieści nie mogłem uwierzyć. I pokochałem tę panią od progu. Z całkowitą życzliwością i absolutną serdecznością, tak szczerą i autentyczną, że aż sam się sobie zdziwiłem, odmówiłem jej i życzyłem powodzenia. Niech śni własnym snem. Ma do tego prawo.

Nie musisz się wysilać, aby kochać ludzi. To przyjdzie samo w miarę praktykowania Pracy. W miarę, jak negatywne historie dot. ludzi zaczną się powoli rozpuszczać, Twoje serce samo wskaże Ci kierunek. I tak banalna sprawa, jak życzliwość, stanie się Twoim udziałem.

To niekorzystne i nieprawdziwe myśli przeszkadzają nam kochać.

Pracuj nad sobą, bo nie zasługujesz na to, by kogoś nienawidzić. Nie zasługujesz na to, by zazdrościć, by się stresować, by się smucić. Jesteś warty najwspanialszych uczuć. Ale nie wierz mi na słowo. Doświadcz tego za pomocą Pracy. Za pomocą bycia szczerym z samym sobą.

KPH chce odejścia pani Radziszewskiej. Mówią "Radziszewska musi odejść" i walą w bębny na ulicy. KPH chce tolerancji. Ale czyjejś. Bo na swoją własną ich nie stać. Zaczniesz to rozumieć, jak zaczniesz to rozumieć. Nie wcześniej.

Umysł dojrzewa w ciszy. Przestałem słuchać Lady Gagi, zacząłem słuchać siebie. I gdzieś w ciszy zaczynam słyszeć Mądrość przez duże "M". Ona pozwala mi wyjść poza utarte schematy i dostrzegać prawdę. Prawdę, która brzmi nie inaczej, jak "jest to, co jest". Rozejrzyj się dookoła, zobacz swoje ręce, komputer, przed którym siedzisz, pokój, w którym jesteś. To jedyna prawda. Reszta jest opowieścią Twojego umysłu. Nie będziesz mógł tego nie kochać, jeśli zwątpisz w swój umysł. Bo tylko tak możesz uwierzyć znów w swoje serce.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Jak medytować? - czyli sposób na poznanie swojego umysłu

Pozycja kwiatu lotosu, mistyczna mantra "ooooommmmm" wydobywająca się w ust, zapach kadzideł - oto, jak wyobrażamy sobie medytację. Jednak prawdziwy artysta rozwoju osobistego potrafi medytować zawsze i wszędzie - nawet podczas zmywania naczyń. Po co? By odkrywać swoją wewnętrzną, podświadomą strukturę. To wspaniała inwestycja, bo medytując osiągasz wiele celów:

  • poznajesz szczerze samego siebie - swoje lęki, radości, nadzieje itd.
  • poprawiasz stan swojego zdrowia fizycznego i psychicznego
  • wewnętrznie się uspokajasz, znajdujesz błogość i harmonię
  • poprawiasz jakość swojego życia
  • wywalasz śmieci ze swojego umysłu, co pozwala Ci klarowniej myśleć
  • częściej jesteś tu i teraz, zamiast odpływać w przeszłość czy przyszłość
Na czym jednak polega medytacja? Co trzeba robić w swoim umyśle, aby medytacja spełniała swoją funkcję. Odsuńmy na bok na razie różne szkoły medytacji rozsiane na całym świecie, z których każda ma swoje zalecenia i sposoby, i skoncentrujmy się na jednej z ciekawszych definicji: medytacja to świadome obserwowanie swoich myśli. To osiąganie wglądów.

Tak, to nie wydaje się przekonujące. Bo po co niby to obserwować? Przecież to niczego nie zmieni, prawda? Nie, to nie jest prawda. Świadomość tego, co i jak się myśli, daje Ci dostęp do możliwości dokonywania wyboru. Nieuświadomione myśli są deterministyczne - tworzą Cię i o tym nie wiesz. Uświadomione myśli to myśli, które stają się opcją a nie koniecznością. Nie od razu, ale im dłużej medytujesz, tym lepsze efekty osiągniesz.

Z zeszłym roku na łamach bloga opisywałem metodę zwaną The Work, która w skrócie polega na tym, że zapisujesz swoje myśli i zadajesz im 4 pytania, aby ją podważyć: 1. Czy to prawda? 2. Czy mogę być tego pewien na 100%? 3. Czy wiara w tę myśl jest korzystna dla mojego życia? 4. Kim bym był, gdybym nie mógł w to uwierzyć? A następnie odwracamy myśl, np. zaprzeczając jej lub odwracając relację, która w niej występuje, by sprawdzić prawdziwość tych odwróceń. The Work to wspaniała metoda rozwiązywania problemów, która polega na aktualizowaniu myśli, które rzadko kiedy doganiają złożoność i dynamiczność rzeczywistości.

The Work z czasem zmieniło się dla mnie z systemu rozwiązywania problemów na sposób na medytację i uzyskiwanie wglądów. Kiedyś odpowiadałem na pytania TW szybko i w miarę logicznie, co jednak okazało się nieefektywne w 100%. Gdy zadajesz sobie pytanie dot. danej myśli, najpierw zawsze odpowie dialog wewnętrzny, który - za przeproszeniem - chuja wie. Wciąż powtarzaj pytanie aż POCZUJESZ odpowiedź w ciele. Wtedy masz pewność, że pytanie dotarło do części limbicznej mózgu odpowiedzialnej za emocje i stany fizjologiczne ciała - a więc głęboko w Twoją podświadomość. Na to trzeba czasu i cierpliwości. Bywa, że chodzę z jednym pytaniem kilka dni, zanim w pełni uświadomię sobie, jaką rolę w moim życiu pełni wiara w daną myśl i po co mi ona.

Wgląd to bardzo miła sprawa. Oto bowiem - czasem zupełnie nagle - okazuje się, że Twój problem ma korzenie zupełnie gdzie indziej, niż się tego spodziewałeś i zaczynasz wchodzić w świat swoich myśli i obserwować je, jak latają dookoła Ciebie, jak wnikają w Twoje ciało, jakie reakcje to powoduje, co słyszysz w myślach, co widzisz oczami wyobraźni. Magia i zupełny odlot, szczególnie, gdy Twoje serce jest w stanie koherencji, co pozwala Ci obserwować swoje myśli w zupełnym spokoju i błogości ducha i jednocześnie podchodzić do nich z dużym dystansem.

Wszystkie nieszczęścia ludzi polegają na tym, że uwierzyli, że są swoimi myślami.

Mózg to organ, który reaguje na wszystko. To, co nazywasz myślami o sobie, to nie Ty, ale tylko Twoje myśli o sobie. Zawsze jest jeszcze ten, kto myśli. Stąd zawsze jesteś kimś więcej, niż swoją myślą o sobie.

Naucz się wchodzić w koherencję serca (poszukaj o tym na blogu), uświadamiaj sobie swoje myśli, zadawaj sobie pytania i wczuwaj się w odpowiedzi. Daj sobie czas, daj sobie cierpliwość i luz. Niczego nie zmieniaj, to tylko myśli, które odpłyną, jeśli nie będą już potrzebne. A jeśli są, to znaczy, że są potrzebne. Po co? To dobre pytanie, aby uzyskać wgląd.

Baw się medytacją, do której gorąco zachęcam. Chcesz o sobie świadomie wiedzieć więcej, jednocząc części swojej tożsamości w jedną, spójną całość. A to jedyna tak dobrze sprawdzona droga.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Czy Twój związek się uda? - niezawodna recepta

"Najlepszego przyjaciela mam w sobie,
Sobie nigdy krzywdy nie zrobię,
Najlepszego przyjaciela w sobie mam
I na innych z góry...

... patrzę!"

To, czy Twój kolejny związek się uda, zależy od tego, na ile jakościowy i satysfakcjonujący jest Twój związek z samym sobą.

Naiwnie wierzymy, że mamy jedną, spójną tożsamość. Jednak wystarczy zadawać sobie pytanie "kim jestem?" aby umysł zaczął sypać odpowiedziami: synem, przyjacielem, kumplem, właścicielem firmy, autorem książek, tekstów, człowiekiem, fanem "Przyjaciół" itd.

Niektóre z tych tożsamości mogą stać w konflikcie, ich cele mogą ze sobą kolidować. Np. tożsamość syna i geja. Syn może chcieć być hetero i nie lubić geja, bo dla syna najważniejsza jest relacja z rodzicem. Gej może natomiast chcieć być sobą i swobodnie być autentycznym.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że są tam kolejne wewnętrzne tożsamości, których sobie nie uświadamiamy. Jeśli np. jedna z tożsamości to syn, to na 100% mamy w sobie wewnętrznego (zinternalizowanego) rodzica lub rodziców. Syn bowiem bez rodzica nie istnieje.

Dziesiątki, setki naszych tożsamości istnieją nieraz w niełatwym przymierzu.

A pytanie "kim jestem?" wciąż pozostaje bez satysfakcjonującej odpowiedzi. Kim jesteś? Każdą z tych tożsamości i jednocześnie żadną z nich. Twój umysł wytwarza obrazy każdej z tożsamości, wytwarza ich systemy wartości, przekonania, sposoby, w jakie wchodzą oni w interakcję ze sobą. Cały ten system skomplikowanych relacji jest matrycą, którą Twój umysł używa do tworzenia związków wszelkiego typu, generowania emocji i podejmowania decyzji o Twoim zachowaniu.

Jeśli kogoś nie znosisz, oznacza to, że jedna Twoja tożsamość nie znosi drugiej. Jeśli kogoś kochasz - to jedna Twoja tożsamość kocha drugą. Dopiero potem za pomocą analogii lub metafory Twój umysł przenosi wewnętrzne doświadczenia na "obiektywną rzeczywistość" - tworząc niekończące się systemy projekcji.

Nie lubisz X? Masz go w sobie! Będziesz zachowywał się tak, jak on i nawet nie będziesz o tym wiedział. Cokolwiek zarzucasz komuś - zarzucasz przede wszystkim sobie. Jeśli masz do kogoś pretensje - masz je do siebie. Jeśli dajesz komuś komplement - dajesz go sobie. Jeśli komuś radzisz - to tylko sobie. Jeśli kogoś wyzywasz - wyzywasz siebie. Jeśli kogoś kochasz - kochasz siebie.

Sens i zrozumienie tych słów leży poza logicznym myśleniem.

Dojrzewam do ich pełnego pojęcia każdego dnia i coraz bardziej mnie to oczarowuje. Powoli wychodzę z matrixa umysłu i dostrzegam, że jestem tylko świadomością. I jedyne, co mogę, to spokojnie, w czystej koherencji serca, obserwować swoje myśli, swoje haluny dot. tożsamości. Widzę ich lęki, widzę, jak straszą się nawzajem. Widzę ich nadzieje i to, jak obiecują sobie wzajemnie różne rzeczy. Widzę, jak się kłócą i jak się godzą, jak stawiają sobie warunki i jak z nich odstępują.

Twój związek z kimś uda się dopiero, gdy Twoje wewnętrzne tożsamości będą żyły w harmonii. Pytanie tylko - jak je do tej harmonii przekonać?

Dopóki sądzisz, że Twoja opinia na swój własny temat jest prawdziwa - masz problem. Sądzisz, że Twoja tożsamość jest czymś obiektywnym, czymś, co da się niemal zmierzyć, zważyć. Takie myślenie to wsadzanie się do więzienia. Jeśli jesteś X, to nie jesteś nie X. Jeśli jesteś dobry, to nie jesteś zły. Jeśli jesteś romantykiem, to nie jestem pozytywistą. Itd. To zamykanie się w szufladkach i stawianie sobie ograniczeń. A Twoja dusza nie zna tego pojęcia - zna je tylko umysł.

Twoje tożsamości będą żyły w harmonii tylko, jeśli będą podlegać sercu. Jeśli sprowadzają się do nieprzeszkadzania Ci w byciu w koherencji serca - żaden problem nie ma prawa zaistnieć. Jeśli celem istnienia tożsamości jest Twoje szczęście, a szczęście to synonim koherencji serca, to każda myśl, którą wyznaje tożsamość, winna być pro-koherentna. Jeśli nie jest - sam sobie robisz kupę do studni, z której potem będziesz pił.

Czy więc istnieje recepta na udany związek z kimś? Tak - udany związek z sobą.

Umysł to śmietnik. Szum informacyjny, steki myśli, które nie mają z prawdziwym Tobą nic wspólnego. Myślisz, że jesteś jakiś, jednocześnie oddzielając się od tego, co rzekomo Tobą nie jest. Tworzenie podziałów to specjalność umysłu. W rzeczywistości wszystko jest jednością. Na świecie jesteś tylko Ty sam. I nikogo więcej nie ma. Myślisz sobie, że te słowa pisze do Ciebie jakiś DreamWalker, ale to Ty sam je tu i teraz tworzysz i myślisz, że to nie Ty. Jesteś tylko Ty sam. I jesteś ciągle tworzącym swój świat Bogiem.

A idąc jeszcze dalej w stronę prawdy - Twój związek nie może się nie udać. Nie może się nie skończyć. Bo jedyny prawdziwy związek to Twój związek z samym sobą. On się nie kończy, on wiecznie się zaczyna. Ciągle na nowo i nowo. Ciągle dajesz sobie nowe szanse robienia z sobą jeszcze bardziej satysfakcjonującego związku.

Jeśli pragniesz czyjejś miłości - pragniesz swojej własnej miłości. Jeśli pragniesz czyjejś akceptacji - pragniesz tylko swojej własnej akceptacji. Jeśli pragniesz by ktoś się zmienił - tak właśnie - pragniesz byś to Ty był tym kimś. Idąc dalej - chcesz czyjejś pokory? Chcesz pokory od samego siebie. Pytanie, czy już to sobie uświadomiłeś czy wciąż żyjesz w matrixie pt. "obiektywny świat istnieje".

Nie istnieje.

To my tylko tworzymy jego iluzję za pomocą czasowników "mieć", "być", za pomocą zaimków osobowych "ja, ty, on, ona, ono, wy etc.", ubierając procesy w maski statycznych obiektów za pomocą rzeczowników itd.

To jedna wielka ściema.

Jeśli mózg pracuje tak samo u osób, które jedzą żółty ser i u osób, które tylko to sobie wyobrażają - to czym jest prawda? Czym jest obiektywna rzeczywistość? Wygląda to tak, jakby rzeczywistością był tylko zbiór obrazów, dźwięków i odczuć, które w danej chwili uznajemy za prawdę.

Gdybym wkleił tu swoje uśmiechnięte zdjęcie - czytałbyś sobie moje słowa miłym tonem wewnętrznego głosu. Jeśli wlepiłbym zdjęcie na którym mam wrogą minę - czytałbyś sobie moje słowa wrogim tonem. Tak samo jak w polemice użyję słowa "kurwa" - przypiszesz mi agresję, wulgarność, zmieniając ton wewnętrznego głosu, którym czytasz moje odpowiedzi. Jeśli NAPISZĘ COŚ DUŻYMI LITERAMI - zaczynasz na siebie krzyczeć w myślach tymi słowami, które dużymi literami SĄ NAPISANE! Podobnie zmienia się ton głosu podczas czytania, gdy "użyję pewnych słów w cudzysłowie, ponieważ sądzisz, że to są słowa już kogoś innego, niż Ciebie".

To zabawne, jak sami siebie robimy w chuja.

Czy jestem w stałym związku na chwilę obecną? Tak, bo nigdy nie byłem poza związkiem. To oszustwo, że nie jesteśmy w związku. Od urodzenia jestem w związku z samym sobą i nie mogę nie być. Traktuję siebie różnie, czasem lepiej, czasem gorzej. Wierzę, że mogę na sobie polegać. Takie słowa, jak się, sobie, sobą etc. - wskazują na wewnętrzne relacje człowieka z samym sobą i zwą się predykatami tożsamości.

Myślisz, że czegoś chcesz. Myślisz, że coś musisz. Że coś trzeba, że czegoś nie wolno, że można to i tamto. To Twoje tożsamości wierzą w takie przekonania. Prawdziwy Ty nie wierzy w nic i wierzy we wszystko naraz. To paradoks, którego logiką nie obejmiesz, dlatego potrzebne Ci serce.

Bo umysł wariuje, jeśli ma pojąć samego siebie.

Niekończąca się rekurencja tożsamości doprowadza do absurdu.

Czym ona jest?

Wyobraź sobie samego siebie np. idącego ulicą. To właśnie rekurencja tożsamości - jesteś jednocześnie treścią, jak i autorem obrazu. Jeśli np. stworzysz obraz siebie żrącego kamienie, to jako autor obrazu, który wierzy, że on sam na nim jest, zaczniesz się krzywić i powiesz, że "nie chcę żreć kamieni". Kto to powiedział?

Wyjdź z siebie i zobacz samego siebie tworzącego obrazy samego siebie. To wielokrotna rekurencja. Ty tworzysz siebie, który tworzy siebie, który tworzy siebie, który... Jak widzisz - nawet pod względem lingwistycznym to nie ma końca.

Umysł nie ogarnia samego siebie, dlatego potrzebuje lustra w postaci serca. To serce informuje nas, czy idziemy dobrą drogą, czy nie. To ono bowiem jest albo nie jest w koherencji i to właśnie po tym możemy poznać, czy nasze myślenie ma cokolwiek wspólnego z prawdziwym Wszechświatem zwanym czasem Bogiem.

Generujesz swoje tożsamości, aby osiągać cele, które nie istnieją (gdyby istniały, to byś nie musiał ich osiągać ani tworzyć), jak również rozwiązywać nieistniejące obiektywnie problemy w relacjach z samym sobą. Póki wszystko, co dzieje się w umyśle, nie służy Twojej koherencji serca - chuj bombki strzelił, spokoju nie uzyskasz. I dlatego ktoś, kto twierdzi, że pierdolę od rzeczy - informuje mnie, że jedno jego wyobrażenie o samym sobie twierdzi coś o drugim wyobrażeniu o samym sobie. A moja reakcja na to informuje mnie o tym, co jedno wyobrażenie o samym sobie sądzi na temat drugiego.

To tylko obrazki, dźwięki, symbole którym nadajemy znaczenie.

A gdzieś pod tym wszystkim kryje się Twoje szczęście - złożone ze spokoju, wdzięczności, miłości, radości, zaufania i akceptacji. To świat, w którym nie ma walki, nie ma stresu, nie ma nienawiści, smutku, podejrzliwości i całego syfu, który generuje umysł wierząc, że uczyni Cię to kimś lepszym, niż byłeś. Że Ci to w czymś pomoże.

czwartek, 22 lipca 2010

Wyciszanie szalonych umysłów - czyli jak nie dać się zwariować

Alkohol, jedzenie, TV, muzyka, Google, iPhone - jest naprawdę wiele sposobów, by zagłuszyć samego siebie.

Zrób eksperyment.

Zamknij się w 4 ścianach na kilka dni - bez telefonu, laptopa, bez dostępu do informacji z zewnątrz. Jesteś tylko Ty i Twoje myśli.

Większość ludzi się schizuje.

To podobno największa kara dla pedofilów, morderców i wszelkiej maści zwyrodnialców - wytrzymać z samym sobą przez X dni. Znieść swoje wykańczające dialogi wewnętrzne, wysłuchać wszystkich zjebanych historii, które ma do opowiedzenia szalony umysł.

O czym świadczy fakt, że nie umiemy wytrzymać ze swoimi umysłami? Że musimy je tłumić za pomocą używek, mediów, bombardowania informacjami?

To rachunek, jaki płacimy za rozwój technologiczny i socjalny. Kiedyś, gdy ludzie pracowali na polu i orali zębami buraki, potrafili skupić się na sobie i swoich odczuciach. Ich umysły były ubogie i proste, więc nie musieli ich doganiać. Tymczasem nasze współczesne umysły zapakowane są wieloma zbędnymi, stresującymi i nieraz sprzecznymi informacjami. W szkole uczymy się o pantofelkach i wpisywaniu koła w kwadrat, telewizja dokonuje nam bezpośrednio iniekcji zbędnych informacji, które niczego nie zmieniają w życiu. W Afganistanie pierdolnęła mina, kaczor znów każe się przepraszać a plama ropy w Zatoce Meksykańskiej jak była, tak jest. A i tak zbierzesz dupę i jutro pójdziesz do pracy, jak gdyby nigdy nic. Co więc kurwa za różnica?

I tak robimy sobie z głów śmietnik, gubiąc się w stosie zbędnych historii, prób racjonalizacji naszych rozhuśtanych emocji i poszukiwania sensu w tym wszystkim.

Wyłączyłem zbędności, odstawiłem używki i zajrzałem wgłąb siebie. Wpadłem do mrocznej studni, która mnie przeraziła. Oto mój umysł wariuje. Bliżej nieokreślony niepokój, chwilę potem - ekscytacja i podniecenie, które pojawiły się tylko po to, bym mógł poczuć potem wypalenie i nudę. Słyszę czyjeś głosy. Słyszę głos swojej matki, która każe mi posprzątać pokój. Odpowiada jej Barack Obama, że zaraz zdejmie tę jebaną plamę ropy. A zaraz potem wyświetla mi się obraz padłej z głodu dziewczynki w Leningradzie podczas oblężenia przez Niemców w czasie II wojny światowej. Akurat dziś oglądałem program o tym.

To bez sensu.

Umysł miele informacje, tasuje je, przerzuca, łączy, mnoży, dzieli. Robi mętlik emocji, obrazów i komentarzy, chcąc poskładać je niczym puzzle w jeden spójny obraz. Jeśli mu się to uda - to mu kurwa pogratuluję.

Jest tylko jedno miejsce, w którym znalazłem spokój. To serce. Te magiczne 40 000 neuronów, które w gęstej sieci je otacza, tworzy mój azyl. Pytam się go, co jest prawdą, a ono odpowiada błogością i odprężeniem.

Mam taki wewnętrzny świat. Świat w którym nie ma żadnych problemów, nie ma nic do osiągnięcia, nie ma żadnych historii. Jest tylko czysta koherencja serca. To Archipelag Przyjemności - kilka przepięknych, malowniczych egzotycznych wysp. Na jednej z nich jest szczególne miejsce - laguna, na której ciągle zachodzi słońce. Zanurzam się w jej krystalicznie czystych wodach, które pachną grejfrutami (?), czuję na ciele, jak dotykają mnie kolorowe wodorosty, i opierając się o skałę podziwiam zachód słońca oraz to, jak jego promienie odbijają się w falach na horyzoncie oceanu.

Mając cudowną świadomość tego, jak wiele pozytywnej chemii wydziela wtedy mój mózg, wracam do świata umysłowego mętliku i wyławiam jedną lub kilka myśli, by móc zastanowić się, na ile są one prawdziwe. Czy są one do czegoś przydatne? Czy może warto je od siebie odsunąć? Czy opisują rzeczywistość? Czy może tylko są czyjąś opinią na jej temat?

Umysł doznaje ukojenia, jeśli staje się sługą serca.

A gdy się od niego odcina, bo wydaje mu się, że wie lepiej - zaczyna się mentalna erozja.

Prawdziwa myśl to taka, z którą czujemy się szczęśliwi. To myśl, względem której nasze serca są w koherencji. Jeśli przestajemy słuchać serca - odcinamy się od rzeczywistości. Bo tylko serce ma z nią kontakt. Umysł ma kontakt tylko z własnym wyobrażeniem rzeczywistości. A to spora różnica. Jak pomiędzy Europą a mapą Europy.

Wyciszanie to sztuka, której warto się nauczyć. A żeby się nauczyć - trzeba ją ćwiczyć. Zacznij teraz, okiełznaj swój umysł.

czwartek, 21 stycznia 2010

4 pytania, które zmieniają życie - czyli ponownie o The Work

Wiele razy wracałem do tematu The Work - rewolucyjnej metody pracy z własnymi myślami opracowanej przez Byron Katie (polecam ten post, jeśli jeszcze nie wiesz, o co chodzi).

Dziś dorzucam świeżą garść przemyśleń o The Work - przemyśleń, które pozwolą Ci jeszcze lepiej stosować tę metodę w praktyce.

1. Rzeczywistość jest, myśli są jakieś.

Ta historia jest prosta. Gdyby na świecie nie było w ogóle ludzi - to czy istniałyby jakiekolwiek problemy? Hmm... Oczywiście nie namawiam Cię do eksterminacji ludzkości. Niech jednak odpowiedź na to pytanie da Ci wniosek, że to my, ludzie, odpowiadamy za to, jakie sytuacje postrzegamy jako problematyczne.

Rzeczywistość jest doskonała i zawsze dobra. Sama w sobie nie posiada problemów. To nasze myśli mogę sprawiać nam problemy. A właściwie wiara w lipne myśli.

Spisz na kartce dowolne myśli, które Cię dręczą, np. "Nikt mnie nigdy nie pokocha."

Zastanów się, jak się czujesz, gdy dajesz wiarę tej myśli... Czy ta myśl wnosi w Twoje życie spokój czy stres? Jeśli spokój - to znaczy, że jest prawdziwa, a więc zgodna z rzeczywistością. Jeśli jednak wnosi stres - znaczy to, że nie jest prawdziwa, bo nie zgadza się z rzeczywistością.

Myśli "Nikt mnie nigdy nie pokocha" wnosi stres w życie. Zatem nie jest prawdziwa.

Stres jest efektem myślenia niezgodnego z rzeczywistością. Co innego myślimy, co innego jest w rzeczywistości. Nasze Serca to czują i z tego powodu ogarnia je niepokój - co zaburza koherencję. Tylko jeśli myśli - a więc procesy zachodzące w mózgu - są zgodne z tym, co czuje Serce (które jest jedynym skutecznym narzędziem poznania rzeczywistości) - możemy odczuć koherencję serca w danym kontekście życia.

2. The Work - a więc 4 pytania + odwrócenie myśli - to nie metoda usuwania czy zmiany przekonań - używaj jej wtedy, gdy chcesz poznać prawdę.

Tak jak oprogramowanie Twojego komputera, by chronić Cię np. przed wirusami, musi być aktualne i dostosowane do rzeczywistości "tu i teraz" - tak samo The Work pozwala Ci zaktualizować swoje myśli i odświeżyć swój umysł.

Dzięki 4 pytaniom odkryjesz, co jest prawdą. A prawda - jak mówi pewna książka - Cię wyzwoli.

3. The Work to umiejętność. W miarę jej używania, stajesz się coraz bardziej biegły.

Dla przykładu tego, jak zręcznie można używać The Work, chciałbym przytoczyć rozmowę Byron Katie z pewną grupą seminaryjną odnośnie historii społecznej pt. "Potrzebuję więcej pieniędzy."

Byron Katie: Czy to prawda, że potrzebujesz więcej pieniędzy?
Publiczność: Taaaaak!
B.K.: Czy jest na świecie człowiek, który ma więcej pieniędzy, niż ma...?
P.: [cisza i konsternacja]
B.K.: Jak więc się czujesz, gdy uważasz, że potrzebujesz więcej pieniędzy, niż masz, mając ich tyle, ile masz? Czy ta historia wnosi spokój w Twoje życie, czy raczej stres?
P.: [śmiechy]
B.K.: Kim byś był, gdybyś nie miał myśli "Potrzebuję więcej pieniędzy"...?
P.: [różne głosy] Cieszyłbym się tym, co mam. Byłbym szczęśliwszy...

Otóż to.

4. Jak wydobywać historie i jak z nimi pracować? - efektywna procedura

Gdy z jakiegoś powodu czujesz się źle - spisz swoje myśli na kartce lub na komputerze. Spisz wszystko, co Cię dręczy. Pisz krótkimi zdaniami. Zwięźle.

Następnie odłóż kartkę i zrób coś, by poczuć się lepiej:

  • 15 minut ćwiczeń aerobowych - w efekcie da Ci to przypływ endorfin (hormonów szczęścia) oraz neurotropiny (uelastycznia neurony);
  • oglądnij jakieś kabarety, żeby się pośmiać
  • spotkaj się z fajnymi, wesołymi znajomymi, by zapomnieć o troskach
  • obejrzyj jakiś fajny, pozytywny film (np. bajkę)
  • rozpyl w powietrzy olejki eteryczne - np. lawendowy, melisowy czy grejpfrutowy - udowodniono, że wpływają na układ nerwowy niczym naturalne, kojące hormony, które odprężają
  • rozluźnij ciało, pomasuj napięte mięśnie - szczególnie twarz
  • powspominaj miłe rzeczy - odtwórz najpiękniejsze chwile Twojego życia
  • stwórz wspaniałe, motywujące wizje przyszłości - np. wyobraź sobie siebie bez problemów i kłopotów w różnych kontekstach Twojego życia
Teraz, gdy czujesz się już odprężony i w pełni zrelaksowany - wróć do swoich spisanych czarnych myśli. Odczytaj je na głos. To ważne, bo gdy czytamy na głos, zaczynają pracować inne ośrodki mózgowe, niż gdy tylko czytamy w myślach. Teraz Twoje słowa, które przedtem spisałeś, będą wydawać Ci się dziwne, nieprawdziwe, czasem wręcz nierealne. To doskonały moment, by zadać tym myślom 4 magiczne pytania The Work:

Czy to, co napisałem, jest prawdą?
Czy mogę być pewien na 100%, że to prawda?
Czy ta myśl jest korzystna dla mojego życia?
Kim bym był, gdybym nie mógł uwierzyć w tę myśl?

A następnie poodwracaj myśli, stwórz ich odwrotności, po czym zapytaj siebie, czy mogą być one prawdziwe jeśli nie prawdziwsze, niż myśl pierwotna, np.:

"Nikt mnie nie pokocha" -> "Ktoś mnie pokocha"

Czy to może być prawda, że ktoś Cię pokocha? Oczywiście - jest taka możliwość. Zauważ, ile pozytywnej energii wnosi wiara w tę myśl. Dlatego jest ona zgodna z rzeczywistością. Czy to nie fantastyczne?

Do napisania!

piątek, 13 listopada 2009

Mentalna rewolucja - prawdopodobnie najlepszy sposób na wszelkie cierpienia

Tak, jak obiecałem w poprzednim poście - przedstawiam prawdopodobnie najlepszą metodę na usuwanie stresów, osiąganie celów i wewnętrzne wyzwalanie się od wszelakiej maści cierpień. Metoda ta robi aktualnie ogromną furorę w świecie rozwoju osobistego, po tym, jak jej autorka - Byron Katie - została zaproszona do słynnego The Oprah Winfrey Show. I wierz mi - nie jest to tylko tymczasowa moda. Metoda ta opiera się na głębokich i naprawdę mocnych założeniach, które warto poznać.

Rzeczywistość zawsze jest lepsza niż nasza opinia o niej.

Mówi się, że strach ma wielkie oczy. Przypomnij sobie, ile razy bałeś się czegoś lub martwiłeś się o coś, co się nie wydarzyło. Badania pokazują, że 75% naszych zmartwień nigdy się nie sprawdza. A te, które się sprawdzają, zazwyczaj okazały się wyogromlone, gdyż stosunkowo łatwo poradziliśmy sobie z problemem. Zaledwie 1-2% wydarzeń okazuje się tak tragicznych, jak się spodziewaliśmy w najgorszych koszmarach (ale i tak potem dajemy radę). Oznacza to, że 98-99% zmartwień jest niemal kompletnie niepotrzebnych.

Problem zawsze polega na tym, że wierzymy w jakąś stresującą, nieprawdziwą myśl.

Nasz wielki i zapomniany nieco rodak - Alfred Korzybski - twórca semantyki ogólnej, zauważył kiedyś, że "mapa nie jest terenem". Ta metafora sugeruje nam, użytkownikom własnych umysłów, że to, co myślimy o świecie nie jest samym światem. Problemem psychologicznym zawsze jest więc dawanie wiary w stresującą myśl, która tylko i wyłącznie jest ubogą reprezentacją świata zewnętrznego. Wygląda to tak, że patrzysz na mapę i widzisz tam ogromną, porywistą i szeroką rzekę i myślisz sobie: nie dam rady jej przekroczyć. I nawet nie zaczynasz podróży. Gdybyś zaczął, okazałoby się, że w rzeczywistości rzeka jest mniejsza i od 3 lat istnieje tam solidny most, po którym można suchą stopą przejść na drugą stronę - most, którego Twoja mapa nie uwzględniała, bo zaktualizowałeś ją ostatni raz 10 lat temu albo - co gorsza - ktoś Ci ją zaktualizował, kto nawet tam nie był, lecz tylko słyszał... Masz opinię o Amerykanach, Szkotach, Niemcach, Francuzach... i być może nie byłeś nawet w ich krajach...!

Myśli nie są rzeczywistością.

Po raz kolejny - mylimy nasze myśli na temat rzeczywistości z samą rzeczywistością, ślepo im wierząc. Myśli nie mogą być prawdziwe i koniec kropka. Są mocno przefiltrowaną informacją na jego temat. Myśli zawsze usuwają coś, generalizują i zniekształcają. A świat ma to w dupie i po prostu jest w pełnej okazałości, której być może nigdy nie ogarniemy. Widzimy tylko to, w to umiemy uwierzyć. Pamiętasz z lekcji historii, jak hiszpańscy konkwistadorzy przybyli do Ameryki? Wyobraź sobie, że wielu Indian w ogóle nie widziało ich statków, dopóki na samym brzegu nie wysiedli z nich Hiszpanie - a lampili się na horyzont oceanu całe życie. Dlaczego ich nie dostrzegli? Proste - ich mózgi (a więc i oczy) nie przewidywały czegoś takiego, jak nadpływające statki.

Okej, bierzmy się do roboty. Twoja głęboka i fascynująca zmiana osobista nie może już dłużej czekać. W trakcie sesji możesz zmienić wszystko to, czego tak bardzo pragniesz. Możesz rozwiązać swoje najgłębsze konflikty, utorować sobie drogę do realizacji największych marzeń i uczynić z siebie wersję jeszcze lepszą, niż najlepsza, jaką w tej chwili jesteś. Traktuj to na luzie, baw się tym i pamiętaj - bez względu na to, w jakie krzywdzące brednie wierzył Twój mózg - wszystko jest wyuczone i wszystkiego możesz się oduczyć. To Twój układ nerwowy - czyli najbardziej złożony i fascynujący system, jaki kiedykolwiek odkryliśmy w kosmosie. Absolutnie elastyczny i cudownie przebogaty. W swoim DNA masz zapisane całe dziedzictwo wszelkich organizmów, które żyły przed nami - ich doświadczenia i mądrość. A Twój umysł, jako niesamowita kwantowa i samoświadoma cybernetyczna maszyna, jest w stanie tworzyć galaktyki i niszczyć lipne wszechświaty - bo jesteś kimś więcej, niż kiedykolwiek Ci się wydawało w najśmielszych snach.

Baw się i do dzieła!

***

ETAP 1: Wydobywanie historii.

Zaopatrz się w kartkę i długopis. Usiądź wygodnie i odpręż się. Weź kilka głębokich wdechów i przejdź w stan koherencji serca. Jeśli jeszcze nie opanowałeś tej sztuki - masz teraz ogromną okazję, by to uczynić. Koherencja to synonim szczęścia, przepływu i wewnętrznego bogactwa, więc gra jest warta świeczki.

Będąc w stanie koherencji, spytaj swojego serca, czego naprawdę pragnie. Poproś je, by stworzyło Ci w głowie bogate, złożone i wielopoziomowe obrazy Twojego najcudowniejszego, szczęśliwego życia. Zobacz siebie, jak żyjesz pełnią życia, w różnych kontekstach - w pracy, w domu, rodzinie, wśród bliskich Ci osób. Na razie - to ważne! - nie pozwól wtrącać się swojemu umysłowi - może on zgłaszać obiekcie, stwierdzić "nie, to niemożliwe, byś to miał", "nie nadaję się" etc. Japa w kosz! Teraz jest czas dla serca. To ono ma Ci podpowiedzieć, jakie są Twoje najbardziej skrywane pragnienia - te tłamszone latami, spychane. Wyzwól je. Są w Tobie od zawsze.

Spytaj serca, jak cudownie możesz żyć.

Spytaj je, jaki zawód jest dla Ciebie. Spytaj, jakimi ludźmi chce, byś był otoczony. Pozwól swojemu sercu przemówić. Poczuj jego ciepło i pozwól mu działać. Niech nakreśli Ci panoramiczną, głęboką wizję Twojego cudownego, bogatego, szczęśliwego życia. Życia, jakie zawsze pragnąłeś... w głębi serca.

Daj sobie tyle czasu, ile będziesz potrzebował. To nie wyścigi. Puść w tle muzykę, która doda Ci wiary i podniesie na duchu. Czy to nie cudowne? Czujesz to już w pełni? Czujesz, jak każda komórka Twojego ciała krzyczy: Tak, to jest to, co chcę robić! To jest to, czym chcę żyć!

Masz to? Super.

Naciesz się tą wizją.

A teraz... Zadaj sobie ważne pytanie:

"Co mnie jeszcze powstrzymuje przed osiągnięciem tego wszystkiego?"

Zwróć uwagę na wszystko, co przeszkadza Ci być w stanie koherencji serca!

Po pierwsze - emocje. Jakie emocje powstrzymują Cię przed osiągnięciem tego cudownego życia? Każda emocja to jakaś historia, która żyje w Twoim umyśle i ciele. Jeśli się boisz - spytaj siebie: czego się boję? Podobnie, jeśli się czegoś wstydzisz, masz poczucie winy, złość etc. Spisz wszelkie historie, które uda Ci się zwerbalizować. Jeśli czujesz coś, co Cię powstrzymuje, ale nie umiesz tego nazwać ani nic o tym powiedzieć - opisz samo doznanie - gdzie jest w ciele? Co może oznaczać? Na ile jest intensywne? Itd.

Po drugie - jakie obiekcje przedstawia Twój umysł? Jakie dialogi wewnętrzne masz, gdy widzisz tę wspaniałą wizję, którą wykreowało Twoje serce? Czy są wspierające? Jeśli tak - to ok. Zostaw je. Jeśli jednak są demobilizujące - spisuj je. To one wyrzucają Cię ze stanu koherencji. Każda wątpliwość z umysłu to kolejna historia, którą warto przerobić i wyrzucić, by nie przeszkadzała Ci kierować się w Twoim życiu sercem.

Po trzecie - obrazy. Czy masz jakieś obrazy lub filmy, które zagrażają wykreowanej przez Twoje serce wizji? Może do tej wizji wkradło się coś, czego tam nie chcesz? Coś, co sprawia, że nie jesteś w pełni koherentny, widząc to tam. Spytaj swojego umysłu, co to znaczy i skąd się to wzięło. Jeśli w Twojej cudownej wizji pojawiło się cokolwiek, co Ci się nie podoba (jakby mimowolnie) - to kolejna historia do przerobienia. Pozwól swojemu umysłowi powiedzieć, dlaczego ją tam dodał i co mu kazało to zrobić. Otrzymaną odpowiedź spisz - będziemy nad nią pracować.

Po tym etapie powinieneś mieć konkretną listą zawierającą wszystkie Twoje historie umysłowe, które powstrzymują Cię przed osiągnięciem wizji wykreowanej przez Twoje serce czy też życiem tą wizją. Będziemy je rozbrajać za pomocą wnikliwych pytań.

ETAP 2: Podważanie historii.

Każdej historii, która powstrzymuje Cię przed życiem, jakiego pragniesz, będziesz zadawał pytania i spisywał odpowiedzi. Nie walczysz z żadną historią! Historia sama odejdzie, kiedy będzie jej pora. Póki co - po prostu zbierasz odpowiednie informacje i tyle. Gdy zadasz historii odpowiednie pytanie, poczujesz, jak sama znika i Twoje życie robi się piękniejsze. Nic nie musisz robić, nie musisz się o nic starać. Po prostu zadajesz pytania i odpowiadasz na nie.

Wersja podstawowa obejmuje 4 pytania:

1. Czy to prawda?
2. Czy mogę być pewien, że to prawda?
3. Czy ta myśl/ historia jest korzystna dla mojego życia?
4. Kim bym był, gdybym nie mógł uwierzyć w tę myśl/ historię?

Często wystarczą te 4 pytania, aby dana historia poddała się i odeszła. Sprawdź sam, jakie to proste! 70% moich lipnych historyjek wyłożyło się na 2 pierwszych pytaniach (wydają się podobne, ale niech Cię to nie zmyli!). Po prostu okazało się, że zwyczajnie nie mogę być pewien tego, w co wierzyłem. I zachciało mi się śmiać, że kiedykolwiek byłem pewien, że te shity to prawda.

W trakcie zadawania pytań, mogą wychodzić kolejne historie! Ba! Nawet będą, bo wszystkie historie są ze sobą połączone - Tobą! Możesz trafić na całą galaktykę myśli, konstelacje lipnych opowieści, które możesz chcieć wyrzucić, bo wszystkie wzajemnie się wspierają. Np.

"Ryszard mnie skrzywdził" - ta historia zawiera generalnie założenie, że "ludzie mogą mnie skrzywdzić", że "krzywda istnieje" etc. - gdybyś w to nie wierzył, nie mógłbyś dopuścić myśli, że Ryszard Cię skrzywdził.

Wersja extended pytań jest dla historii, które nie chcą odejść od razu, powracają lub takich, które wydają Ci się naprawdę ważne, wielkie i krzywdzące - warto je przerobić, by wiedzieć, na czym dokładnie stoisz i móc im się dobrać do dupy na nowe sposoby. Nie wszystkie pytania będą pasować do wszystkich historii, dlatego zadawaj i opowiadaj na te, które uznasz, że mają sens.

1. Czy to prawda?
  • Jak jest naprawdę?
  • Czy dana sytuacja naprawdę ma miejsce?
2. Czy możesz być pewien, że to prawda?
  • POWINNOŚĆ: Jak być powinno wg Ciebie?
  • ZAKRES WIEDZY: Czy wiesz więcej od tej osoby/ od Boga/ od Wszechświata? Czy naprawdę wiesz, co jest dla Ciebie/ dla tej osoby najlepsze?
  • POLE DZIAŁANIA: Czyją sprawą się zajmujesz? Swoją czy czyjąś?
  • Czy jesteś pewien, że byłbyś szczęśliwszy, gdybyś dostał to, czego chcesz?
  • Co najgorszego mogłoby się wydarzyć - zgodnie z tą myślą?
3. Czy ta myśli jest korzystna dla Twojego życia?

KONSEKWENCJE:
  • Jaki dialog wewnętrzny wywołuje dana myśl? (zamknij oczy, wypowiedz myśl i przysłuchaj się, jak nawijasz w głowie... co mówisz...?)
  • Jakie obrazy wywołuje ta myśl w Twojej głowie? (ponownie - tym razem skup się na obrazach)
  • Jakie emocje produkuje ta myśl? Wnosi w Twoje życie stres czy spokój? Jakie to emocje, gdzie są w Twoim ciele i jak intensywne są w skali od 1 do 10?
  • Jakie zachowania powoduje wiara w tę myśl? Co musisz robić, gdy dajesz jej wiarę? (nawyki, nałogi etc.)
LINIA CZASU:
  • Czy ta myśl buduje jakąś Twoją przeszłość? Jeśli tak, to jaką? Opisz swoje halucynacje.
  • Czy ta myśl tworzy jakąś przyszłość? Jeśli tak, to jaką? Opisz swoje iluzje.
ILUZJE:
  • Jakie zniekształcenia powoduje ta myśl?
  • Jak odbierasz świat poprzez tę myśl?
  • Na jakich uogólnieniach opiera się ta myśl? (jakie ukryte "zawsze", "nigdy" etc. zawiera ta myśl?)
  • Co ta myśl usuwa, by mogła być prawdziwą? Podaj co najmniej 3 wiarygodne kontrprzykłady.
ŹRÓDŁO:
  • Skąd masz tę historię?
  • Czy masz ją ze swojego doświadczenia czy ktoś Ci ją opowiedział?
  • Kiedy nauczyłeś się tej historii?
RELACJE:
  • Jakie relacje z sobą tworzysz, gdy wierzysz w tę myśl?
  • Jak traktujesz innych, gdy w nią wierzysz?
  • Jak postrzegasz siebie poprzez tę myśl?
  • Jak postrzegasz innych, gdy w nią wierzysz?
ODPOWIEDZIALNOŚĆ:
  • Gdzie w tej historii jest odpowiedzialność? U Ciebie czy na zewnątrz?
  • Kto ma kontrolę w tej historii?
  • Jakie są tego konsekwencje?
POWODY:
  • Czy mógłbyś mieć jakiś powód, by utrzymać tę myśl?
  • Czy ta historia ma filary, a więc inne historie, które ją podtrzymują?
  • Po co Twój umysł dawał wiarę tej historii?
  • Jakie masz minimum 3 dobre powody, by porzucić tę historię? (nie porzucaj jej, sama odejdzie, podaj tylko powody i zostaw)
4. Kim byś był, gdybyś nie miał tej myśli/ historii?
  • Jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś nie mógł uwierzyć w tę myśl/ w tę historię?
  • Jak traktowałbyś siebie?
  • Jak traktowałbyś innych ludzi?
Wszystkie odpowiedzi spisz na kartce lub na komputerze. Pisząc je, zdysocjujesz się względem nich i będzie Ci prościej. Jeżeli w trakcie wyjdą kolejne historie - powtórz cały proces, pracując z kolejnymi historiami.

ETAP 3: Odwracanie myśli

Weź pierwotną myśl/ historię i odwróć ją na minimum 3 różne sposoby:
  • zaprzecz jej logiczne, stawiając "nie",
  • odwróć relację, która występuje w historii,
  • przesuń odpowiedzialność - weź ją na siebie lub przesuń na czynniki zewnętrzne.
Do każdego odwrócenia zadaj sobie pytanie: Czy to może być prawda? Jeśli tak, to dlaczego?

Przykłady odwróceń:

"Ryszard mnie skrzywdził"

- Ryszard mnie nie skrzywdził
- To ja skrzywdziłem Ryszarda
- To ja skrzywdziłem siebie

"Zarażę się chorobą i będę cierpiał."

- Nie zarażę się chorobą i będę cierpiał.
- Zarażę się chorobą i nie będę cierpiał.
- Nie zarażę się chorobą i nie będę cierpiał.
- To ja zarażę chorobę i ona będzie cierpieć.
- To choroba zarazi mnie.

"Jestem nieszczęśliwy"

- Nie zawsze jestem nieszczęśliwy. -> Bywam szczęśliwy.
- Nie jestem nieszczęśliwy -> Jestem szczęśliwy.
- Inni są ze mną nieszczęśliwi.

KONIEC.

Wiem, że widząc ogrom tych pytań, wydaje Ci się, że ta praca nie będzie miała końca. Jednak pozory mylą. Oczywiście, na pewno znajdą się historie, które będą wracać - nawet tygodniami czy miesiącami (pamiętaj, że uczyłeś się ich wiele lat!!!) a Ty będziesz pracował nad nimi w kółko wciąż od nowa, ale wierz mi - jeśli historia wraca, to znaczy, że nie wyciągnąłeś z niej wszystkiego i coś jeszcze chce Ci ona przekazać. Znajdź to, znajdź swoją naukę i uwolnij się. Stawką jest Twoje życie, szczęście i pomyślność - a więc gra jest warta świeczki, prawda?

Pamiętaj:
  • Każdy Twój związek (aktualny i ex) to jakaś historia,
  • Każda choroba to jakaś historia,
  • Każda praca, sposób w jaki zarabiasz pieniądze, to historia
  • Twoja nauka i wyniki w szkole - kolejna historia
  • Twoja rodzina, stosunek do rodziców i innych - kolejne historie
  • etc.
Niektóre rzeczy będą okej i je zostaw. Pracuj nad tym, co przeszkadza Ci być w stanie koherencji. Na koniec wróć do swojej cudownej wizji przyszłości i sprawdź, na ile koherentny czujesz się w związku z nią. Czy jest jeszcze coś, co przeszkadza Ci w pełnej koherencji? A może czujesz już całym sobą, że... to jest to!

Zmiany, które zachodzą podczas korzystania z niniejszej technologii są magiczne. Jestem w głębokim szoku, gdy pomyślę, jak bardzo zmieniłem się w przeciągu ostatnich tygodni. Ile niepotrzebnych obaw i stresów wyrzuciłem... O ile lepiej czuję się we własnym ciele, we własnym życiu, z ludźmi, którzy mnie otaczają...

Technologia ta jest uniwersalna. Można nią uzdrawiać związki (zaczynając od siebie), leczyć, wzmacniać zdrowie, pozwalać sobie zarabiać więcej kasy, zdobywać przyjaciół - cokolwiek wymyślisz. Ostatecznie pamiętaj też - to nie metoda działa, leczy Ty. I to Ty jesteś odpowiedzialny za efekty, jakie uzyskujesz. Samo nie zadziała. Dlatego zrób sobie 2 godziny dla siebie, zaopatrz się w kartki, długopisy lub laptopa i eksploruj swoje myśli, badaj swój umysł i zmieniaj go tak, jak tego pragniesz - aż uzyskasz efekty, o jakich marzyłeś.

Baw się swoim nieskończenie bogatym układem nerwowym, myślami i ciałem i twórz coraz lepszy, coraz wspanialszy świat.

Zmiana zaczyna się w Tobie a trwa w całym Wszechświecie.

Do napisania!

P.S. Prócz oczywiście Byron Katie, dziękuję również Mateuszowi G. - za to, że poprawił pytania, podnosząc ich już i tak ogromną skuteczność i wynosząc tę metodę daleko ponad przeciętność. I wszystkim ludziom, którzy zapewnili mi lipne historie - dzięki wam nauczyłem się, jak z nimi pracować!

środa, 28 października 2009

Sekret odróżniania emocji od uczuć - zrozum, jak działa człowiek

W skrzynce mej znalazł się mail: "Oddałbym całą kasę, by odróżniać emocje od uczuć." Człowiek, który to napisał, wie, jak ważna jest ta wiedza. Bez niej bowiem jesteśmy zagubieni we mgle, obijamy się jak gówno od brzegu.

Po co uczyć się odróżniać emocje od uczuć?

Korzyści jest wiele. Przede wszystkim - mądrzejsza komunikacja. Dzięki umiejętności odróżniania emocji i uczuć lepiej komunikujesz się z samym sobą. Wiesz, co chcesz osiągnąć, kim jesteś, czemu służy Twój lęk, miłość etc.

Resztę korzyści odkryjesz, gdy nauczysz się tej cennej umiejętności.

Wiedza, którą to zawieram, była zdobywana przeze mnie wiele lat. Doceń to, że Ty zrobisz ten krok w czasie nieporównanie krótszym.

Czym różnią się emocje od uczuć?

Emocje idą z umysłu.

Uczucia - z serca, które również ma swoje sieci nerwowe.

Emocje mają swoją konkretną neurologiczną strukturę, którą można opisać. Uczucia - nie.

Emocje mają wektor motywacji, bo emocje są motywacją. Emocja może mieć wektor DO (zazdrość, pożądanie, frustracja) lub wektor OD (lęk, obrzydzenie, złość). Uczucia - miłość, wdzięczność, radość, pewność, akceptacja, spokój etc. - nie mają wektorów motywacji - one są, po prostu są. Tylko czasami je tłumimy swoimi emocjami, to inna bajka.

Emocje są konsekwencją wiary w określone historie umysłowe. Np. lęk bierze się z historii, która kończy się w tragiczny sposób i urywa, byś nie wiedział, co robić dalej (np. "jedziesz autem, przyspieszasz, rozwalasz się i leżysz ze zgniecionymi nogami we wraku, bez możliwości opuszczenia go" - gdy opowiesz sobie taką historię jadąc autostradą, natychmiast zwolnisz, bo uruchomisz w sobie obawy). Z kolei gniew bierze się z historii, że "ktoś mnie atakuje" (w rzeczywistości nie ma czegoś takiego, jak atak - to też haluna, kiedyś o tym podyskutujemy). I tak dalej. Każda emocja to efekt wiary w określoną historię o określonej strukturze - a więc konsekwencja używania języka.

Innymi słowy - opowiadając historie, jesteś w stanie wzbudzić emocje. Wiesz to, bo czytasz książki, oglądasz filmy, słuchasz opowiadań różnych ludzi.

Uczuć nie wzbudzisz za pomocą historii, bo one są tam cały czas. Nie wzbudzisz w kimś miłości czy wdzięczności opowiadając bajeczkę. Możesz je za to tłumić - opowiadając historie, które budzą chujowe emocje. Nazywamy to stanem dekoherencji, a więc chwilą, w której umysł wierzy w lipną historię i przeszkadza sercu spokojnie przetwarzać uczucia - a więc być w stanie koherencji.

Gdy wywalasz lipne historie i przestajesz czuć złe emocje - zaczynasz być świadomy uczuć. Wracasz do pierwotnego stanu, w którym się urodziłeś - do koherencji serca.

Przykład - spokój. Czy możesz wywołać w sobie spokój? Nie! Możesz tylko usunąć to, czym się stresuje Twój umysł. A świadomość spokoju pojawi się sama.

Emocje mają sprawić, że coś osiągniesz lub czegoś unikniesz - są bowiem nastawione na rezultaty. Uczucia - mają tworzyć relacje, związki.

Emocje są warunkowe - tzn. są odpalane przez umysł, gdy są spełnione określone kryteria wejściowe. Coś musi pasować do wzorca, którego się wyuczyłeś, byś mógł zareagować emocją.

Uczucia się bezwarunkowe - a więc występują cały czas i wszędzie. Tylko przez lipne historie i emocje tracimy świadomość tego faktu. To nie jest tak, że my kogoś kochamy lub nie. My jesteśmy miłością - ogromną, bezkresną i wspaniałą - tylko nieustannie przeszkadzamy sobie to odczuwać, bo wierzymy w historie pt. "miłość jest nieosiągalna", "nigdy nikt mnie nie pokocha" itd.

Póki nie znasz tego z doświadczenia - nie zrozumiesz. To, co tu piszę, jest intelektualnym konstruktem, a nie doświadczeniem. Jeśli chcesz wiedzieć, o czym tutaj piszę - musisz tego doświadczyć na własnej skórze.

Emocje to nic innego, jak programy odpalane w różnych sytuacjach, abyś sobie radził. To hormony, które modyfikują pracę Twojego ustroju, byś się mógł dostosować w mgnieniu oka. Kiedyś było to bardzo praktyczne. Widzisz niedźwiedzia, boisz się, spierdalasz i przeżyłeś. Dziś takimi niedźwiedziami są: matura, egzamin, wystąpienie publiczne etc. Odpalamy tam hormony stresu i to jest chujówka, bo to zamiast pomagać, przeszkadza. Emocje wymknęły nam się spod kontroli. Ludzie latami stresują się czymś, co nie jest zagrożeniem. Podniecają się czymś, co nie daje im praktycznie żadnych korzyści prócz dodatkowych emocji i instalacji hipnotycznych.

Emocje są krótkotrwałe. Mijają. Wciąż się habituują. Nie rajcujemy się tym, czym 10 lat temu. Potrzebujemy wciąż nowych historyjek, by się podniecać, bać, frustrować etc. Stare to przeżytek. Chcemy nowych! Tak się kręci cały biznes na świecie.

Uczucia nie potrzebują niczego i się nie habituują. Prawdziwa miłość wygląda tak - patrzysz na kogoś i czujesz, jak rozpiera Cię cudowna, ciepła energia. Ten ktoś wrzeszczy na Ciebie, wyzywa Cię i wychodzi, mówiąc, że nigdy już nie wróci i trzaskając drzwiami. A Ciebie nadal rozpiera cudowna, ciepła energia. Bo wiesz, że on przeżywa tylko lipną emocję, bo wierzy w lipną historię. To wszystko. To nie ma znaczenia.

Gdy tylko coś zakłóci mi ten cudowny przepływ - wykrywam, w jaką historię uwierzył mój umysł, i ją wywalam. I wracam do flow.

Nie powiem, że wywalenie wszystkich historii jest łatwe i przyjemne i że to dzieje się od razu. Niektóre historie nie chcą odejść natychmiast. Niektóre przerabiam tygodniami. Ale wcześniej czy później poddają się wszystkie. I dają mi spokój.

Uczuć - tych najpiękniejszych - nie trzeba w sobie wytwarzać. One już w Tobie są. Jest w Tobie bezgraniczna miłość, wdzięczność, radość. Jest w Tobie spokój, pewność i akceptacja. Jest dar współodczuwania. To, co najpiękniejsze w całym Wszechświecie, jest już w Twoim sercu od zawsze. Tylko sobie nie przeszkadzaj w ich przepływie.

To dlatego tyle nawijam o wywalaniu chujowych historii - bo to nimi właśnie przeszkadzamy sobie w odczuwaniu przepływu cudownych uczuć.

Łapiesz już?

poniedziałek, 12 października 2009

Największy cios, który zadaliśmy czakrze energii seksualnej

Cofnijmy się do starożytnego Rzymu czy Grecji. Wtedy człowiek był bliżej natury, niż kiedykolwiek. Seks był czymś normalnym, pospolitym i łatwo osiągalnym. Był rozrywką, sportem. Był elementem celebracji życia. Tamci ludzie rozumieli, że rodzimy się nadzy i nagość jest całkowicie naturalna. Facet uprawiał seks z facetem dla czystej przyjemności - bez nadawania aktowi seksualnemu jakichkolwiek poważniejszych znaczeń. Na łożu leżeli dwaj przyjaciele. Kochali się miłością prosto z serca. Ich energie seksualne czasem wzmagały się i nie krępowali się, by dać sobie wzajemnie ogromny prezent - kawał ogromnej przyjemności w postaci kilku mocnych orgazmów. To było takie ekscytująco proste.

Potem pojawił się Kościół Katolicki, który powiedział: "Seks dla przyjemności to zło." I tym samym powołał zło do istnienia w umysłach ludzi. Nagle seks musiał służyć tylko prokreacji. Nagle wszyscy musieli zasłaniać swoje ciała. Krępować swoją energię seksualną. A to jeden z największych grzechów, jaki można popełnić. Pojawiły się gwałty, przemoc - jako efekt krępowania swoich popędów. Małżeństwa nie miały się opierać na miłości, lecz na bezwzględnej wierności, co prowadziło do frustracji. Ktoś pomieszał seks z miłością.

Co więcej - ktoś powołał pojęcie "wierności" i nie wiedział, że jednocześnie powołuje pojęcie "zdrady".

Dziś nowoczesne społeczeństwa dziedziczą to bolesne brzemię.

Leżę z facetem na jednym łóżku. Mam dziką ochotę na seks. Widzę, że on też. Mam trudną do okiełznania ochotę zrobić mu dobrze. A on mnie. Ale do niczego nie dojdzie. Dlaczego? Bo oboje wierzymy w historię pt. "Nie mogę być łatwy. Byłbym kurwą, gdybym mu zaproponował seks. Ośmieszyłbym się."

To smutne, co ze sobą zrobiliśmy.

Zamiast dodawać sobie możliwości, stawiamy sobie zapory. Zamiast wymieniać się przyjemnością bez ograniczeń, stawiamy sobie irracjonalne zapory. Jeszcze.

Gdybyśmy żyli p.n.e. - w ogóle tego typu myśli nie przeszłyby nam przez głowę. Nagość i seks byłyby naturalne i spontaniczne. Powiedziałbym mu po prostu: Słuchaj stary, mam ochotę zrobić nam dobrze. I zacząłbym się do niego dobierać. A on nie stawiałby oporu, bo nie miałby głupiej historyjki, że będzie łatwą dajką, jeśli pozwoli mi się przerżnąć. I mielibyśmy fantastyczny seks - tak o, bez dialogów wewnętrznych. A po fakcie byłoby jasne, że nadal jesteśmy przyjaciółmi. Że nie będę zdychał z zazdrości, jeśli on zrobi to samo z kimś innym. A i on powie, że to okej, jeśli powtórzę to z innym facetem.

A miłość idąca z serca, a więc całkowicie bezwarunkowa (występująca zawsze i wszędzie) po prostu nadal będzie nas łączyć.

Tak bardzo uwierzyliśmy naszym umysłom, że nawet nie podważamy tego, co wydaje nam się takie oczywiste i prawdziwe.

Jako Geje nieudolnie kopiujemy heteryckie i - uwaga! - katolickie wzorce związków do swojego świata. Domagamy się legalizacji małżeństw homo, zakładamy sobie obrączki jako symbole związania, pilnujemy wzajemnie swojej wierności. To nie jest wolność. To jest pomieszanie energii i pojęć.

Moim wielkim marzeniem jest to wszystko uregulować. Najpierw w sobie, potem pokazać innym, jak to robić. To może być prostsze, niż myślimy.

Nie uważam, że mój facet powinien być mi wierny - w sensie nie sypiać z innymi. Wtedy bowiem powołałbym do istnienia pojęcie "zdrady", a więc coś, co mogłoby mi zaszkodzić emocjonalnie. Gdyby przespał się z kimś innym, to jedyne, co mogłoby mnie boleć, to moja historia umysłowa pt. "on nie powinien". Gdy kieruję się nie umysłem, lecz sercem, rozumiem, że on tego pragnął. Że chce przez to uzyskać swoje szczęście. A jego szczęście jest moim.

Nie ma czegoś takiego, jak krzywda i zranienie. Nie ma czegoś takiego, jak wierność i zdrada! To wszystko to tylko iluzje umysłowe. Kiedyś ktoś je wymyślił, być może były przydatne. Dziś to właśnie te koncepcje sprawiają nam najwięcej bólu! Opamiętajmy się.

Leży facet na facecie i robi mu odjazdowego loda. Oblizuje jego wielką pałę aż się błyszczy. Nagle ten jeden przeżywa ogromny orgazm i tryska. Mocno pompuje białą jak śnieg spermę prosto w usta pierwszego. Oboje czują się fantastycznie i wspaniale. Odprężają się, wyciągają i są łagodnie uśmiechnięci. A my nazywamy to "krzywdą", "zdradą", "zranieniem" - bo iluzorycznie uznaliśmy, że jeden z nich jest "naszym" facetem. I produkujemy emocjonalny ból, wierząc w te implikacje.

Łapiesz to?

Żaden facet nie jest "Twój" i nigdy nie będzie. Pojmij to. To tylko zaimek dzierżawczy. Kiedyś ktoś powiedział, że złodziej jest mistykiem, który ma nas uświadomić, że nie ma "moje" i "Twoje". Nie ma nawet "nasze". Rzeczy nie należą do nikogo. Pojęcie własności jest ułudą. Widziałeś kiedyś własność? Leżała sobie na trawniku - taka niewinna, co? Bullshit. Nie ma własności. Rzeczy nie wiedzą, do kogo należą. To Twój umysł rości sobie prawa do tego czy tamtego.

Mówiąc o kimś "to mój facet" - zastawiasz na siebie niewyobrażalnie bolesną pułapkę. On kiedyś może zechcieć odejść. On może kiedyś zechcieć wyjebać kogoś innego. ma taką możliwość i ma takie prawo! I co wtedy? Cała Twoja iluzja jebnie z hukiem. I będzie bolało! Będzie zazdrość, frustracja i rozczarowanie.

Tak samo z seksem - ten seks jest "małżeńskim obowiązkiem", a tamten "zdradą" albo "kurwieniem się". Miej otwarty umysł. Seks jest. I tyle. Zdejmij etykiety, boś zbyt głupi, żeby wiedzieć, czym dany seks jest w istocie. Tego nikt nie wie.

I gdy głębiej się nad tym zastanowisz - zauważysz kolejne etykietki. Że jest "kumpel", że jest "przyjaciel", że jest "kochanek" albo "chłopak". Kurwa, popatrz, jakie to ograniczające. Nazywając kogoś kumplem, zabraniasz sobie uprawiania z nim seksu. Nazywając kogoś chłopakiem, zabraniasz sobie np. rozmawiania z nim o innych dupach czy męskich szczerych rozmów przy piwie (jakie masz z kumplami).

A w rzeczywistości spotykasz się nie z kumplem, przyjacielem czy chłopakiem, lecz z człowiekiem. Możesz z nim robić wszystko, na co masz ochotę. Pomyśl o tym, co teraz przeszło Ci przez głowę. Spytaj swojego Serca, Umysłu i Penisa, co chcesz z nim robić. Serce może Ci powiedzieć - Kochaj go! Albo: Bądź mu wdzięczny! Umysł: Rób z nim interesy! A Penis: "Obciągnij mu".

Gdy wyjdziesz poza iluzje Umysłu - zobaczysz, że nie ma "kurwienia się", nie ma "wierności", "zdradzania", nie ma "bycia w związku" lub "niebycia" w nim. Nie ma "ranienia", nie ma "wybaczania". Jest tylko to, co ludzie robią między sobą i to, jak to nazywają, jak na to reagują.

Wejdziesz w totalną superpozycję - będziesz wszystkim i niczym, każdym i nikim, zawsze i nigdy. Dopuścisz do siebie każdą możliwość bez wyjątku, jednocześnie nie będziesz musiał robić nic. Gdy spotkasz faceta, będziesz mógł z nim gadać o kosmosie, grać w bierki, głaskać go i uśmiechać się do niego godzinami albo dać mu dupy czy wylizać mu jaja. Wszystko to będzie dla Ciebie jakąś opcją. Każda z nich będzie równie prawdopodobna. Nie będziesz miał żadnych emocji względem żadnej z nich (emocje pochodzą z Umysłu!), będziesz to po prostu robił z Sercem - a więc w stanie koherencji.

To jakby zupełnie inny świat niż ten, w którym przyszło żyć przeciętnemu człowiekowi. Przeciętny człowiek nieustannie OCENIA - a więc produkuje emocje: lęk, wściekłość, pożądanie czy potrzeby. Bez oceniania stajesz się koherentny. To dlatego ludzie, którzy jednoznacznie oceniają (świat jest czarno-biały, coś jest albo dobre, albo złe) częściej chorują na serce! To nie przypadek! Bez oceniania, nie unikasz ani nie dążysz. Wybierasz. Bez przywiązania do rezultatów. Bez emocji. Nic na siłę. Wszystko z uczuciem.

To czysty flow. Przepływ, którego doświadczenie - w co głęboko wierzę - jest zarezerwowane tylko dla mistyków. A ponieważ każdy z nas nim jest - jest ono również dla Ciebie. Sam dopiero wchodzę na tę ścieżkę, ale już czuję, że moje życie zmienia się w coś jeszcze bardziej cudownego, niż kiedykolwiek mógłbym podejrzewać.

Wyobraź sobie życie, w którym uprawiasz seks z kim chcesz, kochasz całym Sercem ludzi, którzy Cię otaczają a Twój wspaniały Umysł to wszystko realizuje i pomaga Ci to osiągać.

Był taki moment, przebłysk w półśnie, w którym energie wszystkich moich otwartych i uświadomionych czakr połączyły się w jedno i zobaczyłem

coś, dla czego chcę żyć.

O tym śnie będzie niebawem, bo jest to coś większego ode mnie. Coś tak pięknego, głębokiego, że mój Umysł jeszcze tego nie przetworzył. Ale gdy tylko uda mu się ubrać to w słowa, chcę się z Tobą tym snem podzielić.

Dziś czakra energii seksualnej oczyszczona z lipnych historyjek o seksie nauczyła mnie jednego: Seks jest cudowną celebracją przyjemności. Chcę go uprawiać jak najwięcej, jak najczęściej i jak najmocniej. Chcę się cieszyć ciałem swoim i innych facetów. Bez skrępowania, bez wstydu. Chcę cieszyć się orgazmami facetów i swoimi. Nie wstydzę się tego, nie boję się już, że ktoś nazwie mnie infantylnie "kurwą" albo "puczalskim pedałem". Bo seks jest bardziej mistyczny, niż nam się wydaje. Seks jest modlitwą, jest medytacją i oświeceniem. A połączony z Sercem - jest Świętością.

To głęboka zmiana. Ciekawe co przyniesie. Do napisania!

piątek, 9 października 2009

Jak pracować z własnymi historiami? - case study

Witaj ponownie. Dziś powrócimy do tematu, który jest ważny i poważny, a więc do pracy z własnymi historiami osobistymi.

Na wstępie podsumuję dotychczasowe posty i spostrzeżenia na ten temat.

Rodzimy się w stanie koherencji serca o dużej amplitudzie. To stan wrodzonej doskonałości - wtedy czujemy miłość, wdzięczność, pewność, akceptację, radość, spokój i zaufanie. Są to zasoby bezwarunkowe, a więc występują cały czas względem wszystkiego - każdego doświadczenia. W czystej koherencji kochamy Wszechświat, jesteśmy mu wdzięczni za to, co nam daje, ufamy mu w 100%, jesteśmy spokojni, radośni i akceptujemy w 100% wszystko, co nam zsyła, mając pewność względem tego, co robić i jakie decyzje podejmować. To wszystko składa się na Szczęście Doskonałe.

Wszystko jest okej do momentu, w którym nasz umysł zaczyna wdrukowywać sobie historie osobiste. Każdy ciąg doświadczeń jest kodowany w głowie w postaci historii właśnie, co patrząc przez pryzmat neurologiczny objawia się stworzeniem kolejnego obwodu nerwowego.

I sam fakt wdrukowywania historii nie byłby taki straszny, gdyby nie przykry fakt, że wdrukowujemy sobie mnóstwo fatalnych, lipnych i źle kończących się historii, które nasz umysł uważa za prawdziwe. Wiara w każdą lipną historyjkę zakłóca koherencję serca. Im więcej złych historyjek, tym więcej zakłóceń i chaosu w wykresie zmienności rytmu serca. Na poziomie psychicznym odbieramy to jako lęk, poczucie winy, wstyd, złość, frustracje, poczucie bezsilności etc.

Są pewne fałszywe, ale praktyczne generalizacje nt. historii umysłowych:
  • wszystkie historie są fałszywe - wszystkie, bez wyjątku. Popatrz na swój komputer. Pamiętasz, jak trafił na Twoje biurko? Masz historię swojego komputera w głowie. Twój umysł być może wierzy w jej prawdziwość tak bardzo, że dałbyś sobie rękę obciąć, że to "jest prawda", że kupiłeś go tam i dałeś za nie X zł. Dziś mój Drogi faktem jest tylko to, że masz komputer na biurku. I to jest rzeczywistość. To, jak do Ciebie trafił, to tylko obrazki, dźwięki i kinestetyka produkowana przez Twój układ nerwowy tu i teraz. A więc nie wróciłeś do przeszłości - lecz na nowo stworzyłeś ją tu i teraz. Pilnuj tego. Rozwalisz auto. Auto jest zniszczone. I to jest rzeczywistość. Natomiast "mam przejebane", "mam w życiu pecha", "starzy mnie zabiją" - to historie, które przyklejasz do rzeczywistości.
  • ilekroć odtwarzasz jakąś historię w swojej głowie, na nowo się jej uczysz. Raz przywołasz ją w stanie smutku i będziesz widział w niej co innego. Innym razem przywołasz ją w stanie euforii - i ona znów się zmieni. Za każdym razem jednak będziesz miał iluzję, że to jest prawdą. Czasem lepszą, czasem gorszą.
  • jest tylko jedna historia - Twojego życia. To Twój umysł uwielbia "początki" i "końce", więc wciąż przykleja te etykietki na Twoje doświadczenie. Początek dnia, początek pracy, koniec pracy, początek spotkania ze znajomymi, koniec spotkania, koniec dnia. Kumasz? Doświadczenie jest ciągłe. To umysł dzieli tę jedną ciągłą historię na kawałeczki i osobno klasyfikuje w kategoriach pt. dom, szkoła, związek, znajomi etc. Więc pracując z małą historią (a więc fragmentem tej wielkiej historii Twojego życia), zawsze wywołasz ogólne reperkusje w całym swoim życiu.
  • umysł klasyfikuje historie na "dobre" i "złe" (lub jeszcze inne) ze względu na to, jak się one zakończyły!!! - to w kurwę ważne, byś wiedział, o co w tym chodzi. Przykład. 2 historyjki. Pierwsza - idziesz do dentysty, bo boli Cię strasznie ząb. Dentysta daje Ci znieczulenie i szybko robi swoje zadanie. Wychodzisz z gabinetu i czujesz ulgę. Koniec historii. Druga - idziesz do dentysty profilaktycznie, pomimo, że nic Cię nie boli. Dentysta wypatrzył dziurę i chce wiercić. Zgadzasz się a on mówi klasyczne: "Nie będzie boleć" - nieświadomie instalując Ci na linii czasu ból. I wyrocznia się sprawdza - boli jak chuj, wychodzisz obolały z gabinetu, krew leci ciurkiem. Koniec historii. Która była zła? Czujesz, o co kaman? Pierwsza historia może posłużyć Ci do zbudowania większej i bardziej ogólnej historii pt. "Dentyści są fajni". Ta druga - wręcz przeciwnie! Wiele więc zależy od tego, w którym momencie postanowisz zakończyć historyjkę. Jeśli czujesz, że jakaś historia źle się skończyła/ kończy/ zakończy - ciągnij ją DALEJ - aż będzie ok! W myśl zasady - gdy idziesz przez piekło - idź dalej.
  • historie mogą dotyczyć Ciebie, kogoś innego lub Wszechświata - swoim modelem świata możesz niechcący wpierdalać się w modele świata innych ludzi lub próbować ingerować w rzeczywistość. Np. "moje plany szlag trafił" -> to historia, która dotyczy Ciebie, ale też Wszechświata. Coś zaplanowałeś, ale Wszechświat tak ułożył Twoje losy, że wyszło co innego. Tylko Wszechświat ma prawdziwe plany. "Pogoda sprawia, że czuję się źle" -> znów ktoś wchodzi w kompetencje Wszechświata. Pogody myślami nie zmienisz, więc po chuj się tym zajmować? "On powinien być bardziej czuły względem mnie" -> tą historią człowiek wpieprza się w model świata innej osoby. Skąd wiadomo, że on coś powinien??? A gdybyś wszedł w to głębiej, zrozumiesz, że wszystkie historyjki są o Tobie - choć czasem opowiedziane są tak, że nie dają Ci wyboru, nie pozwalają zmienić swojej postawy (np. w 100% skupiają się na innych ludziach, wycinając Twój udział w sytuacji - ideologia pt. "jestem tylko obserwatorem, ja z tym nie mam nic wspólnego").
Aby w pełni zrozumieć, jak historie potrafią zakłócić wrodzoną doskonałą koherencję serca, przyjrzyjmy się ich anatomii. Jakie historie pierdolą poszczególne składowe koherencji?
  • Miłość - miłość pierwotnie jest bezwarunkowa (przyjrzyj się, jak kochają zwierzęta - mają w dupie, czy właściciel jest pijakiem, czy je leje, czy ma kasę czy nie - one prawdziwie KOCHAJĄ, bo używają do tego Serca i wyłączają umysł). Potem nasz umysł dopowiada do niej swoje historyjki, które tę miłość zakłócają. Jakie? On chce mnie skrzywdzić, zranić, zdradzić (dopisywanie złych intencji innym ludziom -> myśli paranoiczne -> lęk). On mnie nie kocha (więc dlaczego ze mną jest? -> produkcja kolejnych lipnych historii: dla kasy, dla seksu etc.). Nie jestem na tyle wartościowy, by mnie kochać. (niska samoocena -> dobieranie sobie nieodpowiednich partnerów -> lipa!!!) On i tak odejdzie i tak (efekt samosprawdzającej się wyroczni -> gość będzie tak długo się frustrował, aż partner odejdzie -> no tak, miałem rację! jednak odszedł! wiedziałem od początku, że tak będzie!). Związki zawsze się kończą. Etc. Summa summarum - kończy się to nienawiścią do partnera, który "zranił".
  • Akceptacja - akceptacje niszczą wszelkie zasady oraz warunki, a więc wyznawanie historii z modalnymi operatorami konieczności: (nie) powinien, musi tak być, należy mi się. Brak spełnienia tych warunków powoduje złość, a więc walkę. Walka to przeciwieństwo akceptacji. A brak akceptacji z automatu tworzy problem. Ktoś nie dopuszcza do siebie jakiegoś faktu - np. że jest w trudnej sytuacji. I walczy na oślep, tracąc siły, miotając się. Tworzenie związków na siłę - to brak akceptacji. Ktoś taki krzyczy: Powinno być inaczej!!!!
  • Zaufanie - wszelkie historie, które źle się kończą, podważają zaufanie - do ludzi, do siebie, do Wszechświata. Pojawia się bowiem lęk. To on zakłóca wrodzoną ufność. Lęk bywa dobry, gdy uczymy się, by nie wpierdalać palców do kontaktu i by nie przekraczać 100km/h na zaśnieżonej drodze w nocy. Lęk jest dobry, jeśli chodzi o świat deterministyczny (przyczyna-skutek). Nie jest dobry w kontaktach międzyludzkich, czyli w rzeczywistości probabilistycznej. Im ktoś bardziej się boi, że "zostanie zraniony" - tym większa szansa, że tak się stanie. To z kolei produkuje kolejną przykrą historyjkę, która "potwierdza" (koleś sam sobie potwierdza za jej pomocą) stanowisko, że "nie warto ufać". Dziecko rodząc się, wychodzi na świat i ufa, że ktoś się nim tam zaopiekuje. Nie ma obaw pt. "czy moja matka jest normalna? czy okaże się wariatką?". Po prostu kocha ją i bierze jaką taką, jaka jest. Nie ma przekonań pt. "moja mama powinna być taka a taka". UFA z natury! Jak kot, który mruczy i pokazuje Ci swoją uległość pozwalając Ci drapać go po szyi! On Ci ufa z natury. (szyja jest bardzo wrażliwą strefą dla ssaków - zauważ, że w momentach zagrożenia intuicyjnie obniżamy brodę, by ją chronić - tam są tętnice i tchawica - bez tego ani rusz).
  • Radość - radość jest pieprzona przez oczekiwania. W trybie koherencji cieszymy się procesami, które się dzieją i nie oceniamy ich. korzystamy z nich, podłączając się do nich, czerpiąc radość. Wszelkie oczekiwania rezultatów, stawianie sobie celów i robienie planów jest obosiecznym mieczem. Jeśli się nie uda - człowiek zjebie sobie radość życia. Nadmierne przywiązanie do rezultatów ("muszę to mieć!!!") tworzy zgnuśniałoćś, nerwice i frustracje. Nie można się cieszyć tym, co jest tu i teraz, jeśli masz wizję, że "przyszłość jest lepsza". Nie jest, bo przyszłości nie ma. Przyszłość to haluna. Ona może będzie! Ale na pewno nie jest. Jest to, co jest i nie ma nic więcej.
  • Spokój - 99% czasu w życiu ludzi nie dzieje się nic złego!!! A jednak nie potrafią zachować spokoju - stresują się, martwią itd. Rozejrzyj się dookoła - nic się nie dzieje. Stoi se komp, Ty czytasz mojego bloga. I tyle. A Ty masz jakieś emocje - one powstają w wyniku historii, którymi żyje Twój umysł. Jakie historie - takie emocje. I wszystko jasne. Wkurwienie? To historia, że "ktoś mnie atakuje". Lęk? To nic innego, jak historia, że "coś skończy się źle". Poczucie winy? To z kolei historia pt. "zjebałem sprawę, (nie) powinienem był". Wstyd? Kompleksy? To historyjka pt. "coś jest ze mną nie tak, jestem gorszy, dziwny, inny". Frustracja? -> "nie mogę dostać tego, co chcę, choć tak bardzo się staram - tak mocno, tak często, tak silnie". Lipne historyjki zakłócają spokój.
  • Wdzięczność - ona jest jebana przez postawy roszczeniowe pt. mnie się należy. Kto powiedział, że Ci się należy? Na jakiej podstawie? Sorry, jestem zdania, że nic nam się nie należy. Żyjąc w halunie pt. "należy mi się", ryzykujesz, że przeoczysz całe gigantyczne piękno teraźniejszości, nieustannie wkurwiając się na to, że ciągle nie masz tego, co Ci się należy. I powstają kolejne historyjki: świat jest niesprawiedliwy, ludzie podli etc. Czy tak chcesz żyć?
  • Pewność - żyjąc w idealnej koherencji nie miałbyś cienia wątpliwości, co chcesz robić w życiu, jakie decyzje podejmować. Niestety - historyjki, w które wierzy nasz umysł, produkują wątpliwości. A wątpliwość to nic innego jak kolejna maska lęku - jest coś, co chcesz i coś, czego się boisz w związku z tym, czego chcesz. Wyrzucając lipną historię, przestajesz się bać. A wtedy znikają wątpliwości i nagle w tajemniczy sposób WIESZ skądś, co chcesz robić. Skąd? Z Serca. Kierujesz się Sercem i Twoje życie staje się Przepływem.
I ponownie nawołam Cię do tego - przyjrzyj się, jakimi historiami żyje Twój umysł??? Wsłuchaj się w nie - jak się z nimi czujesz?

Jakimi historiami dot. miłości żyje Twój umysł?

Jakimi historiami dot. zaufania, radości, wdzięczności, pewności etc. żyje Twój umysł???

Jakich zasobów spośród 7 wymienionych wyżej brakuje Ci w życiu najbardziej? Spokoju? A może miłości? A może zaufania?

Zadaj sobie kolejne pytania: Jakimi historiami przeszkadzasz sobie odczuwać te zasoby?

To bardzo istotne pytania, które mogą całe Twoje życie wywrócić do góry nogami. Moje wywracają każdego dnia i ciągle uczę się na nowo rozumieć to, co mnie spotkało - dawno i niedawno temu.

Cały Twój umysł to zbiór fałszywych historii. Sztuka nie, by ślepo łykać te matrixowe ułudy, lecz by zwątpić w swój własny umysł. Historie to tylko myśli, a myśli nigdy nie są rzeczywistością. NIGDY! Historie są słowami, a słowa to nie doświadczenie. Wszechświat jest nieskończoną kombinacją zdarzeń zmysłowych. Słowa nigdy nie opiszą wszystkiego, co się zdarzyło, co się dzieje i co się zdarzy. Tak więc postrzeganie świata przez pryzmat historyjek jest skazane na porażkę!!! Tam nie ma mnóstwa informacji a te, które są, są uproszczone, zgeneralizowane na inne konteksty i zniekształcone tak, by pasowały do innych historyjek, w które wierzy umysł.

Przestań wierzyć w swój umysł.

On nie mówi Ci prawdy. Umysł może Ci tylko powiedzieć, jak osiągnąć coś dobrego lub jak uniknąć czegoś złego. Jest pragmatyczny. Ale nie jest narzędziem poznania prawdy. Umysł posługuje się pojęciem prawdy, aby nadać sens swoim działaniom. Jednak w praktyce oznacza to tylko, że pewnym informacją nadaje atrybut prawdziwości a innym nieprawdziwości - wedle swoich zasad, wedle tego, co już za prawdę i nieprawdę uznał do tej pory. Świat jest jeden a każdy z nas żyje w innym jego modelu - każdy z nas ma swoje przekonania, wartości, zasady i możliwości. Jak to możliwe? Właśnie tak - prawdą jest to, co myślisz, że jest prawdą - pod warunkiem, że wierzysz, że niniejsze stwierdzenie jest prawdą... Paradoks.

Praca z historiami

ETAP 1: Identyfikacja historii

Zidentyfikuj momenty w swoim życiu, w których czujesz się źle - co wtedy do siebie mówisz? Co opowiada Ci Twój umysł? Spisz te słowa - to elementy Twojej historii, z którą będziesz pracował. Zadaj sobie pytania: Co przeszkadza Ci odczuwać bezwarunkową miłość w tym "kłopotliwym" momencie? Co przeszkadza Ci bezwarunkowo zaakceptować to, co się dzieje? Co przeszkadza Ci cieszyć się tym doświadczeniem?

Spisz wszystko na kartce. Bądź otwarty na to, że w tracie pracy z jedną historią, będą wychodzić inne historie z ukrycia - historie, które wspierają pierwotną historię.

Przykładowe historie:

"Coś jest nie tak z moim zdrowiem"
"Zenek mnie skrzywdził"
"Świat jest niesprawiedliwy"
"Mirek to sukinsyn"

ETAP 2: Praca z historią

Pierwsza rzecz - nie walcz z historią. Ona sama odejdzie, gdy nadejdzie odpowiedni moment. Twój umysł sam dojdzie do wniosku, że kierowanie się daną historią jest bez sensu i podąży w innym kierunku - takim, jaki je nadasz.

1. Czy to jest prawda?

- Czy dana sytuacja naprawdę ma/ miała miejsce?
- Czy naprawdę coś jest nie tak z Twoim zdrowiem?
- Czy naprawdę Zenek Cię skrzywdził?
- Czy naprawdę świat jest niesprawiedliwy?
- Czy naprawdę Mirek to sunkinsyn?

Czasem już na tym etapie ludzie budzą się i mówią: nie, to nie jest prawda! Jak w ogóle mogłem w to wierzyć przez choćby 5 minut???

Czasem jest też tak, że ktoś mówi: tak, to prawda. Dałbym sobie rękę obciąć, że to prawda! Idziesz dalej.

2. Czy jesteś pewien na 100%, że to prawda?

- Czy możesz być pewien na 100%, że to prawda?
- Czy możesz być pewien, że coś jest nie tak z Twoim zdrowiem?
- Czy możesz być pewien na 100%, że Mirek to sukinsyn?

Prawda jest taka, że nie możesz być pewien na 100%, że np. Mirek to sukinsyn! Może nie znasz Mirka do końca? Może dolegliwości nie oznaczają, że coś jest nie tak ze zdrowiem, ale - paradoksalnie - Twój organizm doskonale radzi sobie z przeciwnościami!!

- Czy zajmujesz się teraz sprawą swoją, czyjąś czy Wszechświata?

Mirek sam ma prawo decydować, czy jest sukinsynem, czy nie. Twoje zdrowie w części zależy od Ciebie, w części od Wszechświata (otoczenia). Zenek skrzywdził, bo miał taką możliwość i chciał - sądzenie, że "nie powinien" jest wjebywaniem się w jego model świata. Świat jest niesprawiedliwy - bo ma cel, bo chce Cię czegoś nauczyć przez to, byś był lepszy.

- Czy jesteś pewien, że byłbyś szczęśliwszy, gdybyś dostał to, co pragniesz? Na 100% pewien???

Nie wiesz NIGDY, czy na 100% Twoje życie byłoby lepsze, gdyby świat był sprawiedliwy, Zenek Cię nie skrzywdził, Mirek nie był sukinsynem a z Twoim zdrowiem wszystko było ok. Nie masz pewności, bo nie wiesz do końca, co by to spowodowało!

3. Analizowanie konsekwencji kierowania się daną historią...

- Jakie konsekwencje niesie ze sobą kierowanie się tą historią?
- Czy dobrze żyje się człowiekowi, który kieruje się tą historią?
- Czy dobrze Ci się żyje, myśląc, że coś jest nie tak z Twoim zdrowiem?
- Czy dobrze Ci się żyje, wierząc, że Zenek Cię skrzywdził a Mirek to sukinsyn? Naprawdę?? Czy można być w pełni szczęśliwym wierząc, że zostało się skrzywdzonym a inni ludzie to sukinsyny?
- Jakie odczucia w Twoim ciele powoduje ta historia?? Są dobre czy złe?
- Jakie obrazy widzisz w swojej wyobraźni, gdy myślisz tę myśl?
- Jak postrzegasz swoją przeszłość/ przyszłość przez pryzmat tej myśli?
- Co mówisz do siebie, gdy myślisz tę myśl?
- Jakie rezultaty w życiu osiąga osoba, która się kieruje się tą historią?
- Po co się nią kierujesz? Co Ci to daje?
- Kim jesteś, gdy myślisz tę myśl?
- Jak traktujesz innych, myśląc tę myśl? Jak traktujesz Zenka, Mirka, swoje ciało, świat?
- Jak traktujesz siebie, gdy myślisz tę myśl?
- Czy ta myśl wnosi w Twoje życie spokój czy stres?

Na tym etapie, prócz ewidentnych złych konsekwencji wiary w daną historię, pojawi się też dobry powód, by w nią wierzyć. Ten powód to najczęściej kolejna historia do przepracowania. Zanotuj go osobno i potem się tym zajmujesz.

4. Kim byś był, gdybyś nie dawał wiary tej historii?

Gdybyś nie mógł pomyśleć tej myśli, nie mógł kierować się tą historią - kim byś był? Jakbyś się czuł? Jakbyś się zachowywał w różnych sytuacjach życiowych? Jak traktowałbyś siebie, swoje życie? Jak traktowałbyś innych ludzi? Jak traktowałbyś Wszechświat?

Czy nie byłoby lepiej?

ETAP 3: Odwrócenie historii

Teraz odwracamy historię i sprawdzamy rezultaty, np.:

- Zenek mnie nie zranił, on tylko... mnie czegoś nauczył? pokazał coś? zahartował?
- To nie Zenek mnie zranił, to... ktoś inny? jak sam?
- Mirek nie jest sukinkotem, on jest... dziwnym człowiekiem? outsiderem? zranionym facetem?
- To nie Mirek jest sukinkotem, tylko... jego otoczenie, które go zraniło? ja sam, że go tak oceniam?
- Z moim zdrowiem nie jest coś nie tak, wszystko z nim w porządku.
- To nie z moim zdrowiem jest coś nie tak, tylko z... moim myśleniem o zdrowiu?
- To nie świat jest niesprawiedliwy, tylko... ludzie? ja sam?

Wybierz wersję, która Ci odpowiada najbardziej a następnie podaj 5 dobrych powodów, dla których warto trzymać się nowej myśli, kierować nową historią.

"Z moim zdrowiem wszystko jest ok"
- moje ciało dostanie sygnał od umysłu, że wszystko jest z nim ok,
- mniej stresu w życiu, więcej spokoju
- etc.

"Zenek mnie nie skrzywdził - on mnie czegoś nauczył"
- mogę wziąć naukę z tej historii zamiast zwalać winę na kogoś
- mogę wyjść z pętli i w przyszłości zapobiec powtórce skrzywdzenia
- mam luz z tę myślą
- mogę normalnie kontaktować się z Zenkiem zamiast robić mu wyrzuty
- etc.

Pracuj z historią tak długo, aż poczujesz, że Cię opuszcza. Zadawaj jej dociekliwe pytania, jeśli będzie trzeba:

- skąd wiem, że to prawda?
- kto to powiedział? czy miał rację?
- w jaki sposób to, czego doświadczyłem, oznacza, że prawdą jest moja myśl?
- co innego może to oznaczać?
- co jeszcze?
- co to powoduje?
- a może to już się zmieniło?
- co by się stało, gdyby było inaczej?
- co by się stało, gdyby prawdą było zupełnie coś innego?

Kombinuj.

***

Podważając swoje lipne historie, umysł zacznie procesy samoczyszczenia się z nich. niektóre historie będą chciały Ci towarzyszyć dłużej i będą wymagały dłuższej pracy (nie cięższej! nie większego wysiłku - po prostu więcej pytań!).

Im mniej lipnych historii, tym lepsza teraźniejszość i głębsza koherencja serca. Tym lepsze zdrowie, tym lepsze życie, pełniejsze i wspanialsze. W głowie w końcu zostawisz sobie tylko mocne, wspierające historie, które będą dodawać Ci siły i które sprawią, że rozwiniesz swoje skrzydła.

Pracuj. Jak masz pytania - pytaj. I baw się.

poniedziałek, 5 października 2009

Maski i Autentyczność - oto, jak się robią skurwysyny

Dziś będzie o maskach zbudowanych z lęku i Autentyczności, która - pewnie będziesz zaskoczony - idzie z Serca. Będzie znów o koherencji i znów powtórzę parę rzeczy z poprzednich postów - wszystko w najlepszej intencji, byś był wspanialszy niż byłeś wczoraj i byś jutro był jeszcze wspanialszy.

Każde słowo w tym poście pójdzie z mojego doświadczenia. Nie z gazet naukowych, nie z książek. I będzie inspirowane Mav'em, który się obudził i zaczął mi walić zagubione komentarze.

Przyjrzyj się dzieciom. Zobacz, jak okazują miłość, radość, zaufanie. Niczego nie ukrywają. Nikogo nie udają. Są sobą. Są Autentyczne! Dorosły, jak ma złe doświadczenie, pierdoli dialogami wewnętrznymi, jaki to "świat jest zły a faceci to dranie" (tak Mav, znów się widzisz w lustrze - pomachaj do siebie!). A co robi dziecko? Płacze! Po prostu. Bo płacz oczyszcza.

Dziecko zna tę mądrość. Dorosły o niej zapomina.

Nasza kultura pierdoli w kółko farmazony, że "nie powinno się płakać". Dlaczego? Bo płacz to podobno objaw słabości - tak przynajmniej twierdzi głos socjalny. Ale ja mu kurwa nie wierzę. Odkryłem, że płacz jest objawem oczyszczania się z lipnych historii.

Gdy ludzie płaczą na psychoterapii - terapeuta wie, że oto dzieje się coś ważnego. Że otwieramy ważne drzwi. Mav tego jeszcze nie wie.

Przyznałem się na łamach tego bloga, że płakałem. Że mnie ktoś zranił. Tak - oto DreamWalker, który śmiał doradzać innym, jak sobie radzić ze smutkiem, z załamaniem - płacze i jest zraniony. Ktoś, kto widzi w tym niespójność, nie rozumie, że płacz to objaw tego, że się leczymy z emocjonalnych urazów.

To, że przyznałem się do swojego płaczu, było objawem mojej siły Mav. Ty byś się nie przyznał, co nie? Przecież jesteś takim silnym, zimnym skurwysynem. Ty nie płaczesz!

Wyryczałem się i jest mi kurwa lżej na dupie. Znów czuję energię życia. To coś, czego Mav nie doświadczy, bo on twierdzi, że "płakanie to objaw słabości". Że "płaczą tylko bachory". Cóż za smutne historie muszę się za tym kryć.

Anatomia zimnych suk

Był sobie Piotruś. Był szczerym, prawdziwym, autentycznym dzieckiem. Robił to, na co miał ochotę. Gdy było okej - cieszył się. Gdy było źle - nie grał kozaka, lecz po prostu płakał.

Gdy podrósł - zakochał się za zabój. Jednak miłość tak okazała się feralna - Piotruś został odtrącony, a jego uczucia zignorowane. Płakał wiele godzin do poduszki, aż w końcu mu przeszło i wrócił do normy.

Piotruś zakochał się potem po raz kolejny. Niestety - znów nieszczęśliwie. I znów płakał.

Historia ta powtórzyła się jeszcze 2 razy. Ostatni raz już nie płakał.

Co się stało?

Doszedł do wniosku, że był ofiarą (lipna iluzja). I że teraz to on chce ranić innych, że chce być agresorem (wjebał się w kolejną lipną iluzję). I zrezygnował z daru bycia Autentycznym na rzecz maski pt. "Jestem zimnym skurwysynem i nikt mnie już nie zrani".

Zrezygnował z empatii, czyli jedynej prawdziwej etyki. Zrezygnował z miłości, wdzięczności, radości. Teraz gra kozaka. I mocno wierzy w tę rolę. Zapomniał, że jest aktorem. Myśli, że przedstawienie jest jego życiem. Ryba nie wie, że siedzi w wodzie, dopóki się jej nie wyłowi. Tak samo Piotruś nie wie, jak bardzo siedzi w iluzji, dopóki nie opuści szamba, w jakie się wjebał swoimi halucynacjami.

Skąd ja to wszystko wiem? - to dobre pytanie.

Sam byłem taki. Dokładnie taki. Toczka w toczkę.

Gdy zaczynałem pisać tego bloga, byłem intelektualnym kozakiem. Oto ja, DreamWalker, zimna pizda, która pokaże Ci, jak można być samemu i czuć się z tym dobrze. Jak olewać facetów. Wiele moich komentarzy było złośliwych i kąśliwych, jak te Mava z ostatnich postów. Mój umysł szalał, w ogóle nie miałem kontaktu ze swoim Sercem. Żyłem w wiecznej dekoherencji.

Ale chwała Wszechświatowi - w ręce wpadły mi odpowiednie informacje. Odkryłem dzięki nim, że nie ma nic ważniejszego, niż bycie w spójnej koherencji - czyli stanie, w którym serce może spokojnie pracować.

I wtedy zaczęło wszystko stawać na głowie.

Płakałem z powodu związków, które skończyły się 2, 3 lata temu. Myślałem, że mam to za sobą, ale nie - ja to po prostu w sobie stłamsiłem, bo nie wiedziałem, co mam z tym zrobić. I historii do przepłakania było więcej i więcej a ja ryczałem jak dziecko. Wiele dni, długie godziny. Odrabiałem zadanie.

Ulga, jaka przyszła po tym, jest nie do opisania. Zacząłem znów otwierać się na ludzi. Nawiązałem głębokie przyjaźnie z ludźmi, których uwielbiam nad życie. Otworzyłem się na Miłość - tę megaprawdziwą, przyjemną, cudowną i leczniczą.

A drogą do tego był płacz.

Gdy się rodzimy - płaczemy. To jest Autentyczne. A Mav widzi w tym słabość, chwast mentalny i zakłócenia percepcji. Pyta mnie w komentarzu: czemu wcześniej nie rozpoznałem, że to nie TEN JEDYNY? Myśli, że całe życie trzeba się przed chronić przed wpadką - bo kieruje się lękiem a nie miłością. Ja nie potrzebuję rozpoznawać, czy to TEN JEDYNY, bo po pierwsze nie wierzę w ideologię, że istnieje ten jedyny, a po drugie - nie boję się, że mnie ktoś wyrucha i porzuci. Gdyby tak było, w ogóle nie zaczynałbym niczego z nikim.

Teraz, gdy jestem Sobą, można mnie zranić. To prawda. Koniec z maskami, że "nie można mnie zranić". Można a ja się tego nie boję. Chcesz? Przejedź się po mnie w komentarzu - proszę bardzo. Dotknie mnie to do żywego. Wypłaczę się, oczyszczę z kolejnej lipnej historii i będę lepszy niż byłem (a Ty niestety nie). Drugi raz tego nie zrobisz, bo moje serce uczy się teraz płynnie, w co/ kogo warto inwestować. A ja mu w tym nie przeszkadzam swoim umysłem, który do tej pory myślał, że "wie lepiej, co dla mnie dobre".

Kurwa, jak bardzo się mylił.

Typy masek
  • "Zimny Skurwysyn" - twierdzi, że faceci to dranie (sam jest facetem, więc wyraża opinię również o sobie samym!!!). Jest chłodny w obyciu. Nie ma w nim grosza empatii i niedoszukasz się jej (choć on sam twierdzi, że wie, co odczuwają inni). Podejmuje decyzje tylko w oparciu o swoje potrzeby (potrzeby wynikają z lęku!), wyrzekł się pragnień (pragnienia idą z serca!), całkowicie ignorując potrzeby i pragnienia innych ludzi (twierdzi, że powinni sobie sami radzić ze sobą i ma ich gdzieś). Odcina się od jakichkolwiek problemów - "co złego to nie ja". Mówi "To Twój problem, nie mam z tym nic wspólnego". Albo "Ja się życia nie boję". Często splata ręce na klatce piersiowej (broni energetycznie czakry serca - bo jest wrażliwa). O takich ludziach mówi się, że są "bez serca" - dosłownie oddając stan ich energii. Zimne skurwysyny tworzą siebie, wierząc w bolesne historie zranienia, rozczarowania i odrzucenia. Nie przepłakali ich, jak to robią dzieci (bardzo skutecznie), lecz uznali je za objaw swojej słabości, który trzeba wykorzenić, wyrzec się ich lub stłamsić.
  • "Ofiara Losu" - jest to lustrzane odbicie Zimnego Skurwysyna. Wszyscy go wciąż ranią, jest przecież taki delikatny i wrażliwy. Nawet podmuch wiatru może go zmieść z powierzchni ziemi. Oddają odpowiedzialność za swój stan emocjonalny wszystkim dookoła. Przejmują też ich cierpienie, bo są męczennikami. Ofiarom Losu żyje się źle, bo są wiecznie przepełnieni lękiem, czy ktoś znów ich nie zrani. Ofiara Losu kryje się wewnątrz każdego Zimnego Skurwysyna. Inaczej Zimny Skurwysyn nigdy nie musiałby powstawać. Ofiara, zgodnie z efektem samospełniającej się wyroczni, sprowadza na siebie samych katów - wszyscy chcą ją lać, bić, upokarzać, ranić bez sensu. Wiesz, my się tutaj możemy śmiać i widzieć, w jakim kurestwie tacy ludzie siedzą, ale oni tego nie widzą, jak ta ryba w wodzie. I bardzo cierpią, bo żyją w strasznym świecie.
  • "Wielka Kurwa" - to jest dopiero historia. Wielka kurwa cały czas opowiada o swoich podbojach. Wylicza fiuty, które ssał w swoim życiu, opowiada o podbojach, o wielkich kutasach, które lądowały bez oporu w jego dupie. Ile to on się nie rżnął, ile to on spermy nie wypił. Wielka kurwa naśmiewa się z prawiczków czy z ludzi, którzy w seksie widzą coś więcej, niż dyscyplinę sportową. "Spałeś tylko z dwoma facetami w życiu? hhahaha!" i ze śmiechu zakrywa usta. Ma Ci być wstyd, bo Wielka Kurwa buduje teraz swoje ego - myśli, że jest kimś lepszym, bo przejebał więcej facetów, niż Ty. O to w tym chodzi, nie wiedziałeś? Jaka historia kryje się za Wielką Kurwą? Historia wielkiej frustracji seksualnej. Ktoś latami marzył o wspaniałym seksie i nie mógł dopiąć swego. Ktoś, kto czuje, że pod względem seksualności coś jest z nim nie tak (kolejne baje). Więc buduje wokół siebie aurę, jaki to z niego nie jebaka, żeby nikt nie odkrył jego wstydliwego sekretu - że w życiu seksualnym nic mu się nie udaje.
  • "Cnotka Niewydymka" - lustrzane odbicie Wielkiej Kurwy. Uważa, że częste uprawianie seksu jest powodem do wstydu i trzeba się bać, żeby nikt się nie dowiedział, jak często się jebie. Trochę to przypomina chrześcijańską hipokryzję - "jestem bardziej święty, niż sam Papież". Cnotka Niewydymka ma obszary tabu. Nie rozmawia o seksie, uważa to za wstydliwe i nie na miejscu. Cnotka szybko złamie swoje zasady, jeśli nikt ważny tego nie widzi. Niby się nie kurwi - ale tylko przy swoim chłopaku. Gdy on zniknie, dostajesz od Cnotki list, że ma wolną chatę na weekend. Pozdrawiam Cię Adrian :)
Za tymi maskami kryje się zawsze smutny dramat. Historia, która przepełnia tych ludzi głęboki lękiem i każe im się bronić. To smutne i jeśli tak, jak ja, kierujesz się sercem, zauważysz, że trzeba im współczuć i wspierać ich w tym, aby w końcu zdjęli swoje maski i byli sobą.

Jak porzucić maski?

By być Autentycznym, jak dziecko, musisz porzucić swoje maski. Bez względu na to, jakie maski założyłeś, jest jedna droga, by je porzucić - skontaktować się ze swoim Sercem. Gdy wyrobisz sobie nawyk kontaktowania się ze swoim Sercem (zadając mu ciągle pytanie: jak się z tym czujesz?), na poziomie umysłu dotrzyj do swoich historii. Zobacz, kiedy to się zaczęło, w jakich okolicznościach powstało. I wtedy zaczniesz płakać.

Kto wie, ile będziesz płakać.

Znam przypadki, że ludzie płakali wiele dni, nawet tygodni, zanim ostatecznie się oczyścili.

A gdy będziesz płakać - ciągle miej kontakt ze swoim sercem. Ten płacz będzie się różnił od tamtych płaczów kiedyś, gdy cierpiałeś. Ten będzie Cię uwalniał. Będziesz czuł coraz większy spokój i równowagę. To będzie znak, że wracasz do stanu koherencji. Maska będzie zdjęta. A Ty bez skrępowania będziesz mógł przyznać się, z iloma facetami się bzykałeś i nie będziesz się bał, że ktoś to oceni i jak. Będziesz mógł powiedzieć, że jesteś miękką ciotką, która ryczy po nocach, a jeśli ktoś oceni Cię po tym i powie, że jesteś miękiszem i słabeuszem, będzie Cię to bawiło. Tak szczerze.

I oto ja - prawdziwy DreamWalker. Płaczę, jak dziecko, jak mały bachor, gdy ktoś mnie zrani. A potem znów uśmiecham się do życia. I piszę o tym tutaj, na tym blogu. I wiem, że czyta mnie wiele inteligentnych, wrażliwych osób, które nadają na tych samych falach koherencji, co ja.

PS. Do Mava: Chłopie, to jest już śmieszne :) Po Twoim ostatnim komentarzu widzę, że nie zakumałeś kompletnie NIC, że jesteś zamkniętą całością, która wie lepiej i koniec kropka. Przyjdzie mi się i z tym pogodzić. Chcesz mnie wrzucić w swoją ramę, ale ja jestem za stary na takie sztuczki. Moje odpowiedzi szły z empatii, bo współczuję Ci, że oceniasz najwspanialszą osobę w swoim życiu jako "skurwysyna" (siebie!). Twoje teksty idą z poziomu oceny umysłowej i nie mają na celu zmienienia mnie na lepsze, lecz uczynienia ze mnie kolejnej zimnej suki. W myśl zasady "dokopmy mu, niech się hartuje". Jestem poza Twoim zasięgiem już. Pierwszy raz Ci się udało, teraz mnie bawisz :)

Mav, weź sobie głęboko do serca, to co Ci teraz piszę: siedzi w Tobie mnóstwo umysłowego dziadostwa i póki tego nie przerobisz Sercem, będziesz widział w moim blogu odbicie samego siebie - czyli chamstwo, słabość, wulgarność i co tam jeszcze widzisz.

I zapamiętaj jedno - mój blog jest dla mnie i będę tu pisał, co mi się będzie podobało - bez względu na Twoje nierealne bajki, które opowiadasz. Czytaj sobie dalej moje teksty złośliwym tonem głosu :)

TOP 10 miesiąca