Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej

Skondensowany i praktyczny mini przewodnik dla początkujących, którzy chcą dawać dupy bezpiecznie, zdrowo i przyjemnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrada. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 lutego 2021

Kochać i Ruchać - jak pogodzić 2 sprzeczne natury gejów i zapobiec zdradom


"Jak ktoś naprawdę kocha, to nie będzie miał problemu z dochowaniem wierności". "Jeśli para jest szczęśliwa, to się nie zdradzi"
 - tjaasssne, chcielibyście! Gdyby to była prawda, to związki byłyby proste, łatwe i przyjemne.

A jak jest naprawdę, to sami dobrze wiecie.

Związki są skomplikowane, zmienne, pełne burzliwych emocji, kłótni i seksów. Nasza neurologiczna złożoność płata nam totalne figle. I zaprawdę powiadam Wam: obyście wiedzieli, co się z Wami dzieje, nim niekontrolowane instynkty zjebią Wam kolejne Walentynki.

Dlatego dziś MEGA ESEJ o tym:

  • Skąd się naprawdę biorą zdrady wśród gejów
  • Skąd się bierze rozbuchane libido
  • Dlaczego tak naprawdę nie kontrolujesz swoich popędów - i co z tym faktem począć
  • Po czym poznać, że możesz zdradzić swojego chłopaka (nawet, jeśli teraz uważasz, że tego nigdy nie zrobisz)
  • Jak mądrze opanować swoje popędy, nim wywrócą Ci życie

sobota, 19 listopada 2016

Gdy on woli gejowskie porno zamiast Ciebie [oj zazdro]


W Waszych mailach ten temat przewijał się już kilkukrotnie - więc postanowiłem odnieść się do niego tutaj.

Schemat jest podobny - "mój chłopak lubi oglądać pornole i do nich walić". Kiedy to zaczyna być problemem? Czy zazdrość o wirtualnych kochanków jest uzasadniona? I jak sobie z tym poradzić?

Postaram się dziś w miarę sensownie odpowiedzieć na te pytania :)

środa, 15 czerwca 2011

Jak sprawić, by facet Cię zdradzał?

Potrzebne są 2 kluczowe elementy. Ich synergia prawie zawsze sprawi, że facet, z którym jesteś, będzie Cię zdradzał i pewnie nawet okłamywał. Albo nawet odejdzie dla innego.

Element pierwszy - nudne życie.

Och tak, chodzenie do nudnej pracy dzień w dzień. I opowiadanie, jak to pani Marysia z działu finansowego wylała na siebie kawę. Albo że w Excelu pojebały Ci się kolumny, hahahahaha. Bardzo zabawne. To brzmi jak życie Indiana Jonesa. Nudzisz się w swoim życiu? Masz styl życia bibliotekarki z 2 kotami? A Twoje zainteresowania dla innych wydają się być dziwactwem i patrzą na Ciebie z niezrozumieniem, gdy opowiadasz o kolumbijskich jedwabnikach? Albo w ogóle nie masz zainteresowań prócz jakże wyszukanych dziedzin, jak muzyka, film itd...

A może sam jesteś nudziarzem? Całymi dnami oglądasz tv i w kółko pierdolisz o tym samym? Może jesteś wiecznie cichy, nieśmiały, boisz się cokolwiek ze sobą zrobić?

Natalia Kukulska śpiewa, że "wierność jest nudna". Bullshit Panowie i Panie.

To nie wierność jest nudna. To partner jest nudny.

Jeśli sam się nudzisz w swoim życiu, nie zmienia się ono od lat - to jakim cudem Twój facet ma się dobrze bawić? Jakim cudem ma przy Tobie nie usnąć na stojąco?

Twój styl życia jest Twoją wizytówką. Jeśli dobrze się bawisz w swoim życiu i zapraszasz ludzi, którzy Ci odpowiadają - mało kto odmówi. Jeśli natomiast chcesz, by facet się Tobą znudził - twórz związek oparty na arcynudnych nawykach. A jeśli chcesz, by on cały czas był Tobą zaabsorbowany - niech wasz związek będzie emocjonalnym rollercoasterem. Ma być jak w filmie - ma być kłótnia, smutek, potem hepi end. A potem znów to samo... ale ostrzej! Poprzednie skale emocjonalne są nudne po iluś razach, za każdym razem potrzebujecie nowych wyzwań i podnoszenia poprzeczki.

Drugi element - on ma być w centrum.

Zapamiętaj: Ty się nie liczysz. On jest najważniejszy. Masz środek ciężkości Twojego życia przesunąć na niego. On będzie Twoim Słoneczkiem, a Ty - planetką, która obraca się wokół niego. Lataj wokół niego, rób mu dobrze, nie patrz na siebie. Będziesz szczęśliwy tylko, jeśli on będzie w Twoim życiu. A Ty musisz zrobić wszystko, by go zatrzymać, uwiązać, zamknąć w złotej klatce.

Czego go wtedy nauczysz?

Nauczysz go, że on jest wszystkim. A Ty...? No własnie. Niczym. A skoro on jest tak cudownym, wartościowym i wspaniałym samcem, a Ty latasz wokół niego na każde zawołanie - zgadnij, jak będzie na Ciebie patrzył? Czy zobaczy Twoją wartość? O tak, jasne. Jak nie widzi, jak Cię nie szanuje - staraj się bardziej. Może kiedyś spadnie okruch z pańskiego stołu.

Co będzie dalej?

Po pierwsze - zanudzisz go na śmierć. Tym, że masz nudne życie, że jesteś nudny, że nie przeżywasz emocji albo chowasz te złe pod dywan, bo przecież nie wolno się złościć ble ble ble. O to właśnie chodzi. Cały czas załatwiaj sprawy dyplomatycznie. To działa, jasne, tylko jest tak piekielnie nudne, że ja pierdolę. Jak życie polityczne Unii Europejskej. Chowaj i tłamś swoje emocje - zajebioza też. Wtedy będziesz siedział jak kukła, która się cały czas uśmiecha. To jest ciekawe bardzo. Oj kurwa, bardzo.

Po drugie - nauczysz go, że nie jesteś nic warty. Zrób to, efekty są świetne. Niech on siedzi jak król, a Ty przy garach całe życie. I pamiętaj, żeby mu kupić piwo, jak będziesz w sklepie. A będziesz, bo ktoś zakupy musi zrobić. Musisz być dobrym mężem, on nie musi, bo sam w sobie jest tak cudowny, że ja pierdolę szczena opada. Może sobie pozwolić na oschłość, oziębłość, obojętność. Ty musisz być natomiast zawsze czułym romantykiem czekającym na ruch z jego strony.

I wtedy każdy z wyższą samooceną niż Ty, który wpadnie Twojemu facetowi w oko, natychmiast będzie w obszarze jego zainteresowań. Może to JEGO wina. A może Ty dałeś dupy. Tym razem tylko w przenośni.

piątek, 23 lipca 2010

Czy związki gejowskie są stałe?

50% - tyle osób homoseksualnych w Polsce wg statystyk jest w stałym związku [Wikipedia].

Mało! Mało!!! - krzyczy dusza romantyka, która przecież chciałaby, aby każdy znalazł swoją "drugą połówkę".

Na przeszkodzie stoi jednak kilka rzeczy:

1. Facet jest facetem. Biologicznie zaprogramowany na rozsiewanie swojego nasienia, zdolny do wytrysków nawet kilka razy dziennie. Przyroda utrudnia nam sprawę, bo również gejów wyposażyła a libido, które ciężko zaspokoić. Problem wypływa w stałych związkach - nie wszystkich! - ale jednak. Jeden facet, który fizycznie się nudzi - a tam na imprezie wojuje piękny, młody, umięśniony... Sam rozumiesz - to utrudnia stałe związki.

2. Brak związków formalnych. Podczas gdy w małżeństwie odejście wiąże się z kupą formalności i wyrzuceniem mnóstwa pieniędzy, facet od faceta może odejść praktycznie bez jakiejkolwiek obiekcji. Oczywiście zatrzymywanie partnera górą formalności nie jest sposobem na szczęście, ALE sam przyznasz, że w chwili słabości łatwiej wtedy podjąć decyzję o odejściu, podczas gdy hetero małżeństwa po prostu przeczekują burzę i po tym, jak emocje opadną, wracają do dialogu.

3. Ukrywane związki. Prawdopodobnie łatwiej się rozpadają ze względu na to, że są ... ukrywane. W hetero związku, który raczej jest jawny, każdy swoje 3 grosze wsadzi - rodzice, znajomi itd. Odejście od partnera wiąże się z oceną społeczną - "zostawił ją dla innej" itd. W przypadku związków homo, które generalnie się ukrywają - ocena ze strony otoczenia raczej nie wchodzi w grę. O ile łatwiej zerwać z kimś, jeśli wiesz, że nikt Ci nie będzie tego wytykał - np. rodzice.

4. Dzieci. W związkach hetero dzieci najpewniej wpływają na ich trwałość. Rodzice mogą już za sobą nie przepadać, ale zostają ze sobą dla dobra dzieci - co zwą poświęceniem. Gdy dzieci dorastają a rodzice chcą się rozwieść - często potomkowie pełnią rolę mediatorów i negocjują między zwaśnionymi rodzicami warunki dalszego bycia razem w imię rodziny. Jak wiesz - w homo związkach takie coś nie występuje. Przynajmniej na naszej szerokości geograficznej.

5. Rozwój społeczny i ekonomiczny. Kiedyś przeżycie w pojedynkę było trudne albo wręcz niemożliwe. Dziś świat stoi otworem - nawet dla singla, który może utrzymać się sam, bez nikogo. Kiedyś ludzie zostawali ze sobą w jednym gniazdku o wiele chętniej, bo wiedzieli, że bycie osobno wiąże się z obniżeniem jakości życia. Dziś niekoniecznie - partnerzy mogą się rozstać a i tak opłacą rachunki.

W sensie bardzo globalnym, mogłoby się okazać, że liczba stałych związków wśród gejów rośnie w miarę wzrostu tolerancji czy akceptacji społecznej. Po pierwsze - geje nie odczuwaliby potrzeby ukrywania swoich uczuć i ujawniali swoje związki. Po drugie - sformalizowanie związków homo oraz pozwolenie na adoptowanie przez nich dzieci mogłoby je umocnić i przedłużyć ich żywotność.

Jeszcze tylko trzeba wymyślić lek na obniżenie libido i będzie okej :-)

Pozdrawiam serdecznie,
DreamWalker

czwartek, 12 listopada 2009

Niewolnicy własnych historii, łączcie się!

- Nie lubię, gdy ktoś mnie wypytuje, z kim chodzę do kina. To koniec naszej znajomości - powiedział Zenek przez telefon. Odłożył słuchawkę i uśmiechnął się. Chwilowa ulga. Własnie odesłał fantoma, myśli, że pozbył się problemu. On mnie będzie kontrolował! - oburzał się w myślach na faceta, z którym właśnie zakończył kontakty. Zenek nie może sobie pozwolić na to, co spotkało go w poprzednim związku, w którym jego partner cały czas go szpiegował, śledził niczym maniak, wypytywał o tysiące szczegółów. Teraz Zenek chce być wolny. Zenek nie ma zielonego pojęcia, że im bardziej chce, tym mniej jest wolny...

- Idąc z Tobą do łóżka, nawet nie zakładałem, że kiedykolwiek mielibyśmy być razem. Myślałem o Tobie jak o kumplu - oznajmił Klemens chłopakowi, który siedział przed nim i płakał. Przed chwilą, nim poleciały pierwsze łzy, zdołał wykrztusić z siebie 2 magiczne słowa. Klemens jednak się ich... wystraszył. Boi się, że ktoś go wciągnie w swoje ramiona wbrew jego woli. Kiedyś był z facetem, który chciał go zamknąć z złotej klatce. Dziś nie może sobie pozwolić, by znów go to spotkało. Dziś musi bronić się przed "Kocham Cię". Bronić przed miłością.

- Chcę być sam, tylko sam, rozumiesz! - w ataku gniewu i przez łzy wykrzyczał Alfred. - Chcę być sam do końca życia! - warczał. Alfred kiedyś był kochanym, pełnym życzliwości i serdeczności człowiekiem. Jednak każdy kolejny związek sprawiał, że było z nim coraz gorzej. W końcu coś w nim umarło. Zwątpił. Poszedł do darkroomu. Uprawiał z kimś seks, nie wie nawet z kim dokładnie. Potem wciągnęło go to niczym lotne piaski...

Raz na jakiś czas spotykałem ludzi, których pojąć nie mogłem. Utrzymywali oni, że nie chcą związków na stałe, że im wystarczy przelotny seks z kimkolwiek, że chcą być wolni etc. Seksoholicy, nieraz delikatni, ale zawsze dzicy w środku. Niepojęci.

Skąd się tacy biorą?

Jako dzieci naturalnie przecież i bez lęku brniemy w związki emocjonalne i pragniemy je instynktownie podtrzymywać. Taka jest natura człowieka jako istoty społecznej. Naukowcy z Instytutu Matematyki Serca udowodnili, że pole elektromagnetyczne generowane przez serce jest 5000 razy silniejsze, niż pole generowane przez mózg. A serce odpowiada za tworzenie związków z ludźmi. Niech Ci to da do myślenia.

Co więc dzieje się z ludźmi, którzy - jak twierdzą - nie chcą związków na stałe? Których interesuje tylko seks - jak sądzą...?

Od jakiegoś czasu przyglądałem się im z bliska i z oddali i szukałem wspólnego mianownika dla wszystkich tych osób. I wszelkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że chyba znalazłem.

Wszystkie osoby, które spotkałem i które charakteryzowały się awersją do związków erotyczno-romantycznych, miały naprawdę megalipną historię związaną z... poprzednimi związkami.

Przypadek 1: Wielka miłość trwająca wiele lat. Zdrada. Ból. Rozstanie. W zdradzonym partnerze rosną 2 osobowości - ta, która nadal kocha i ta, która nienawidzi. Wewnętrzny konflikt jest miażdżący - bo jak można do kogoś mieć pociąg i jednocześnie odrazę...? By stłumić stres związany z tym dysonansem, zaczyna się... seks, alkohol, niekończące się imprezy. Zaliczanie kolejnych kolesi. I nieustanne myśli o exie. Trzeba sobie udowodnić raz jeszcze swoją atrakcyjność. Trzeba kusić, wyjebać w dupę i porzucić - niech inni też wiedzą, jak to jest.

Przypadek 2: Zauroczenie zmienia się w koszmar. Kłócą się o byle co. Niezgodność charakterów? Hm... cokolwiek to jest. Podbijają sobie oczy, łamią na sobie kije od miotły, zamykają sobie drzwi do domu. Patologia pełną gębą - powiedziałby niezależny obserwator. Oboje mają kogoś na boku. Zrobili sobie z życia koszmar, za który rachunek będą płacić jeszcze długo po rozstaniu. Ich neurony przyzwyczajając się, mieszkają skutecznie uczucie zauroczenia ze stresem i lękiem, co tworzy stałe połączenia nerwowe na przyszłość. Jak myślisz, jak będą się czuli, gdy poznają w przyszłości kogoś innego, kto wpadnie im w oko...?

Przypadek 3: Jego apetyt seksualny był większy, niż jego partnera. Wydawał mu się flegmatyczny, uśpiony. A on potrzebował - jak sądził - dzikiego, ostrego seksu. Jego frustracja rosła, a im bardziej naciskał - tym jego ukochany bardziej się zamykał. Seks stał się przyczyną stresu do ich obojga. Coś, co może być tak piękne, zostało zniszczone przez postawy roszczeniowe i stawiane sobie warunków. W końcu padło: albo będziesz robił w łóżku to, co chcę, albo odejdę. I musiał odejść, bo nikt nie może sprostać takim sutenerskim żądaniom. Poszukał sobie kogoś na seks. Potem kolejnego. Ale serce wciąż tęskniło za jego eksem. Chciał wrócić, ale było już za późno - on nie chciał o tym słyszeć. W swoich własnych oczach stał się ostatnią kurwą. Stracił do siebie szacunek tak bardzo, że nie mógł spojrzeć w lustro. Znienawidził swojego exa - bo to przecież była jego wina. Mógł się bardziej starać w łóżku, prawda?

Przypadek 4: Poznał go przez internet i zakochał się. Jego fascynacja była tak wielka, że praktycznie uzależnił się od swojego wybranka po kilku spotkaniach. Szczęśliwie jego facet też wyznał mu miłość. I zaczęła się frajda - wspólne kolacje, spacery, kina. Było jedno "ale - on nie chciał seksu. Mówił, że musi poczekać. Że nie jest jeszcze gotowy. Okej - każdy ma swoją dynamikę - myślał. On nie był jeszcze gotowy, gdy minął miesiąc. I drugi. I trzeci. Pół roku... Wciąż nie był gotowy. Wciąż odwlekał. Będziemy się kochać już niedługo, obiecuję - mówił. Półtora roku później był już wrakiem psychicznym. Wciąż czekał. I czeka do dziś...

To wszystko prawdziwe historie. Historie bardzo trudne, ciężkie. Psychologiczne katastrofy w Czernobylu. Ci, którzy brali w nich udział, mają ciężki bagaż doświadczeń w głowie - który zabiera im radość życia, który każdego dnia - zupełnie podświadomie - dobija ich zdrowie, samopoczucie i dziecięcą niewinność.

Ludzie Ci na słowo "związek" reagują stresem. Nie wystraszysz ich obrzucając ich inwektywami, nie wystraszysz ich grożąc im, bijąc ich - oni to dobrze znają, oswoili się z takim traktowaniem.

Wystraszysz ich słowami "Kocham Cię."

Nie wiem, który to już raz stykam się z podobną personą - niby chojrak, seksu się nie boi, niby niezależny, niby wolny emocjonalnie. Ale niech wspomni o swoim ex... I zmienia się w zahukanego, wystraszonego dzieciaczka. Zaczyna bać się wszystkiego, nie chce o tym rozmawiać a gdy naciskasz - wybucha złością i opierdala Cię - nawet nie wiesz, za co dokładnie. Albo płacze godzinami, opowiadając o tym, co było...

Oni nie reagują na to, co dzieje się tu i teraz. Oni reagują na swoją przeszłość, na swoje wspomnienia.

I smutno mi się robi, bo wiem, że oni cierpią katusze.

Widzę Pana X, który wiem, że coś chciałby ze mną coś więcej na którymś poziomie, ale nie może. Nie może się zakochać, nie umie wykrzesać z siebie nawet odrobiny czułości. Ucieka. Broni się przed własnymi halucynacjami, choć ja właściwie nic specjalnego nie zrobiłem.

Widzę Pana Y, który tkwi w toksycznym związku i nie może się z niego wydostać. Dzień w dzień cierpi, dobijając się swoimi - jakże prawdziwymi dla niego - zupełnie fałszywymi myślami. I wiem, że buduje teraz historię, którą będzie musiał potem wywalić ze swojej głowy, jeśli kiedykolwiek jeszcze będzie chciał być szczęśliwy.

Każdy z nas ma takie historie w swoich wspomnieniach. Każdy z nas zakochiwał się i cierpiał. Każdy z nas jakoś sobie z tym poradził. Jedni umieli spojrzeć na to z innej strony, bo wiedzieli, że najgorsze doświadczenie to zarazem największa lekcja życia. Inni nie umieli na to spojrzeć z tej perspektywy i teraz żyją w wiecznym konflikcie wewnętrznym - myślą, że chcą seksu, tak naprawdę chcą czułości i tak naprawdę boją się jej. Boją się zobowiązań.

Na myśl o poprzednich związkach popadają w impas - mętlik w głowie dobija ich a jedynym sposobem wytłumienia go są używki. Znasz na pewno dziesiątki erotomanów gawędziarzy. Znasz wiecznych masturbatorów. Znasz gości, którzy nie potrafią rozstać się z piwem. Albo takich, dla których każda okazja, by się totalnie zachlać, jest dobra. Znasz gości, którzy kompulsywnie trzymają się swoich nałogów - fajek, komputera, słodyczy, imprez. Kurwa, myślisz, że skąd się to bierze? To ich mechanizmy kompensacyjne, mające na celu wyjebanie stresu.

Stresu, który jest spowodowany historiami, w które wierzą.

Czy to, co przytoczyłem, jest już dla Ciebie wystarczającym powodem, aby zacząć pracować nad sobą i swoimi osobistymi historiami? Czy może potrzebujesz więcej chujowych przykładów?

Ludzie obarczeni chujowymi historiami nigdy nie stworzą dobrego związku. NIGDY! Pojmij to. Osobą, od której zaczniesz, jesteś Ty sam. Nie ma innej drogi. W przeciwnym wypadku wpadniesz w pułapkę obsesyjnych prób zmieniania swojego partnera.

Pomyśl - jeśli chcesz zmienić swojego partnera, to nie chcesz być z nim! Chcesz być z kimś innym! To logiczne i wiem, że to rozumiesz.

Miałeś w życiu jakieś związki, możne nawet masz nadal. To, w co wierzysz, to jakie masz opinie na ich temat - będzie Twoim przeznaczeniem.

Unikam facetów, którzy bluzgają na swoich exów. Wiem, że będę kolejnym, jeśli tylko odważę się spróbować czegoś więcej w ich kierunku. Nieraz startowałem o rękę takich gości i nieraz zostałem "kolejnym skurwysynem" - zupełnie bez wysiłku!

To ja zjebałem sprawę? Czy historia, w którą wierzą, jest ich smutnym przeznaczeniem...?

Kiedyś miałem historię, że nikt mnie nie kocha. Nawet, jeśli ktoś mówił, że mnie kocha, nie wierzyłem! Ciągle domagałem się dowodów. Kto mógł to znieść? Kto??? Nikt! Zostałem sam! I faktycznie - nikt mnie nie kochał. Potwierdziłem swoją wersję rzeczywistości - zrobiłem wiele, żeby mnie nikt nie kochał. Dopiero, gdy zakwestionowałem to przekonanie, pojawiły się osoby z sercem na ręce. Osoby, które wiem, że mnie kochają i które kocham i ja.

W kolejnym poście przedstawię Ci skuteczny i prosty sposób rozwalana swoich lipnych historii - w wersji ulepszonej. Stawką w tej grze jest Twoje szczęście, a więc... możesz to olać, prawda? Kto by się Tobą przejmował, w końcu to tylko Twoje życie... No chyba, że jednak Ci zależy na szczęściu. Wtedy bierz do ręki ołówek i kartkę i jedziesz.

Zanim jednak rzucisz się w wir osobistych zmian, wyjdź z boxa pt. "nie mam lipnych historii, nic mi nie trzeba, jest mi dobrze tak, jak jest..." Czy to prawda? Czy Twoje życie jest dokładnie takie, o jakim marzysz? Czy możesz być pewien, że w zakamarkach Twojego umysłu nie kryje się żadna myśl, która jebie Twoje szczęście?

Wcześniej mnie wielbłąd zgwałci, wcześniej poliżę własny łokieć, niż Ci uwierzę.

Znam kogoś, kto utrzymuje, że jest bardzo, bardzo szczęśliwy i niczego nie musi już w sobie zmieniać. Fajna historia, ale nie jest prawdziwa. Nieraz rozmawialiśmy i w trakcie wychodziły jego lipne historyjki, którymi psuł sobie nastrój. On ich jednak nie dostrzegał! Myślał, że to nie jego historie, lecz czyjeś. Lol.

Włącz filtr pt. "Jakie zjebane historie pierdolą moje szczęście?" i znajduj je a następnie wywalaj za pomocą pytań z The Work, które niebawem wlepię tutaj wraz z obszernym komentarzem. Pytania te - genialne w swojej prostocie - odkryją przed Tobą nowe, fascynujące krainy możliwości, dając Ci dostęp do strumienia cudownych zasobów psychicznych. Tam, gdzie kiedyś było cierpienie, w przeciągu 15 minut może zaświecić słońce - jeśli tylko rozwiejesz ciemne chmury.

W następnym poście będziesz miał prawdziwą ucztę - poznasz totalnie prostą i arcyskuteczną metodę wyzwalania się z psychologicznego cierpienia. Nie ma znaczenia, co to za cierpienie, skąd się bierze i jak silne jest - ta metoda to prawdziwa energetyka nuklearna zmian osobistych.

Do napisania!

niedziela, 25 października 2009

Wierność nie istnieje - czyli znów wyłazimy poza socjalny model

Oto kolejny lipny koncept, który czyni nas niewolnikami własnych umysłów. Ludzie powołali instytucję wierności, nie wiedząc, że jednocześnie budzą demona zwanego zdradą.

Kłania się świeżynka w świecie rozwoju osobistego, a więc prawo dualizmu, które mówi, że jeśli powołujesz coś do istnienia w umyśle, tworzysz jednocześnie anty-coś.

Pierwsza haluna - wierność - daje całkowicie bezpodstawne i iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa, które może się dramatycznie posypać w każdej chwili: "Partner będzie tylko ze mną, jest dla mnie na wyłączność, bo przecież obiecał mi, że tak będzie." - jesteś kurwa pewien? Ludzie obiecują coś i nie dotrzymują słowa - tak było, jest i będzie, bo wszyscy się zmieniamy. Możesz z tym walczyć i z frustracji chujem sobie oko wybić. A możesz po prostu zaakceptować ten stan rzeczy i zacząć rozumieć, że rzeczywistość prawdopodobnie ma w dupie, co Ty sądzisz o tym, jaka być powinna .

Wierząc w ułudę wierności, oddajesz swoje samopoczucie drugiemu człowiekowi. Mówisz sobie, że on będzie Ci wierny, a on na drugi dzień idzie ze swoim kumplem na lody. I chuj trafił Twoje samopoczucie - oddałeś je bowiem jemu.

Nie ma wierności. Wierność to ułuda. Widziałeś kiedyś wierność np. leżącą na trawniku i pięknie połyskującą w słońcu? Pomyśl - ludzie są ze sobą, bo tego chcą na którymś poziomie. A jeśli nie chcą, to nie są. Łapanie kogoś w pułapki pt. "obiecaj mi, że ze mną będziesz", jest produktem nie miłości, ale lęku - lęku przed samotnością, porzuceniem, zranieniem (kolejnymi halunami). Wydaje się, że to dobre rozwiązanie - bo jak będzie chciał odejść, to powiesz mu: "Przecież obiecałeś mi, że ze mną będziesz!" i zrobisz mu poczucie winy, tudzież wstyd. I co? Fajnie, będziesz z przepełniony owymi lipnymi emocjami fantomem, który jest z Tobą nie z miłości, ale z powodu lipnych emocji. Gratuluję. Zapowiada się fajny związek.

Tak samo - co za tym idzie - nie istnieje zdrada. Ludzie z natury są istotami obdarzonymi wolną wolą - wolną! A więc bez względu na to, co powiedzą czy powiedzieli kiedyś w przeszłości - mogą robić, co chcą i z kim chcą. Jeśli masz pogląd, że "on nie powinien/ on powinien" - będzie Cię to wiele kosztować. To nie jest prawdziwe. Tworzy frustracje, bo on może mieć w dupie, co Ty sądzisz, że wg. Ciebie on powinien lub nie.

Nie ma wierności = nie ma zdrady.

Zaczynasz już pewnie dostrzegać, że pojęcia "wierność" oraz "zdrada" to nie doświadczenia, ale etykiety na doświadczenia, a więc próba kategoryzowania przez umysł tego, co widzisz, słyszysz i czujesz. A to każdy robi inaczej. Wiesz o tym dobrze, jeśli ze swoim facetem nie mogłeś ustalić, czy pocałowanie kogoś innego w usta jest już zdradą czy nie.

Rzeczywistość jest następująca: ludzie nie są ani sobie wierni, ani się nie zdradzają. Kolejny paradoks, którego zrozumienie da Ci absolutnie jakościowe życie osobiste. Wyjście poza koncept pt. "mój partner jest moją własnością" jest uwolnieniem jego, jak i siebie z ogromnej pułapki, która sprzedaje Ci czasem fajne a czasem kiepskie - ale zawsze nieprawdziwe - emocje.

A to nie emocjami, które idą z umysłowych historii, robi się związek, ale uczuciami - bo one idą z serca i są bezwarunkowe. Weź to sobie do serca.

TOP 10 miesiąca