SZYBKIE INFO:

Jeśli jeszcze nie przekonałeś się o wyższości seksu gejowskiego nad heteryckim - to dziś masz okazję ;)

sobota, 16 czerwca 2012

Mechanizmy obronne - projekcja

Kolejny post z cyklu "Jak robimy siebie w bambuko?".

Pewna kobieta o imieniu Genowefa (jakże romantyczne imię) miała przedziwne wrażenie, że kochają ją wszyscy faceci. Gdy szła do sklepu i jakiś mężczyzna otwierał je drzwi - mówiła do siebie w myślach: "O, jaki uprzejmy, na pewno mnie kocha". Gdy któryś facet ustąpił jej miejsca w autobusie, również szybko interpretowała to jako wyraz dozgonnej miłości. "Wszyscy faceci mnie kochają!" - tak brzmiała jej historia. I była to historia, której Genowefa trzymała się jak tonący brzytwy - żadne próby racjonalnego zakwestionowania tej historii nie przynosiły rezultatu (choć oczywiście łatwo było znaleźć dowody na przeciwieństwo jej historii).

Zadane więc zostało kluczowe pytanie: Po co jej wiara w tę myśl?

Co by się stało, gdyby Genowefa nie mogła uwierzyć w tę myśl? I w odpowiedzi na to pytanie Genowefa wyraźnie posmutniała a przez jej twarz przebiegł grymas rozpaczy. To był ważny moment, bowiem właśnie wtedy Genowefa stanęła przed możliwością wyboru - albo znów brnąć w oszukiwanie się. Albo przyznać, co naprawdę czuje.

Mogła więc zaprzeczyć (kolejny mechanizm obronny), stłamsić swoją rozpacz (kolejny) albo np. zaatakować pytającego i obwinić go za powiedzmy zadawanie durnych pytań (i kolejny mechanizm). Jednak Genowefa dojrzała już do zmiany i do szczerości względem siebie i zrozumiała, przed czym ucieka. Przed rozpaczą, która rozrywała jej serce i która powstała wiele lat temu, gdy odszedł od niej mąż alkoholik. Wtedy jej cierpienie zostało powierzone ego, które wymyśliło, że będzie trzymać się myśli, że wszyscy ją kochają, bo ta myśl była jedną dostępną jej wtedy pigułką przeciwbólową. Pigułką, od której Genowefa musiała się wtedy uzależnić.

Mechanizmem obronnym Genowefy była...

3. Projekcja

... czyli przypisywanie swoich myśli innym ludziom. Projekcja ma dwa oblicza - może być komplementarna lub atrybutywna.

Projekcja komplementarna ma miejsce wtedy, gdy innym przypisujemy myśli będące przeciwieństwem naszych myśli. Idzie kozak ulicą, dumnie wypina pierś i myśli sobie o mijających go ludziach: Kurwa, ale to banda tchórzy! Przypisuje innym lęki i chęć ucieczki. Sam siebie w ten sposób w swoim myśleniu kreuje na kogoś odważnego i pozbawionego lęków. Cóż za machina samooszukiwania się. Kozak lęki, które ma i których się wyrzekł, "przelał" na innych po to, by wytworzyć i uchronić obraz siebie, który akceptuje - obraz siebie, jaki jednostki odważnej i pozbawionej obaw.

Projekcja atrybutywna z kolei to przypisywanie innym myśli, które są zgodne z naszym myśleniem. Ktoś uwielbiający jeść może pomyśleć, że przecież wszyscy mamy ochotę na czekoladowe ciasteczko. Bo skoro "ja mam ochotę, to znaczy, że inni też mają". Zauważ, jak cudowny jest to proces rozgrzeszania samego siebie. "Przecież nikomu nie chce się biegać o 6 rano w parku" - i bam! Już nie musimy tego robić.

Abyś mógł rozpoznać swoje własne projekcje, proponuję następujące ćwiczenie. Poświęć na nie choćby  nawet godzinę, ale najlepiej będzie, jeśli po prostu będziesz to ćwiczenie robił świadomie codziennie, w trakcie codziennych zajęć, stopniowo uzupełniając informacyjne luki.


  • Co wg Ciebie myśli o Tobie: Twoja rodzina? Twój partner? Twoi znajomi? Twój pracodawca? Twoi klienci?
  • Co chciałbyś, aby myśleli? Jaki obraz siebie chciałbyś wytworzyć w ich umysłach? Jak chcesz być postrzegany? Jak kto? Jako posiadający jakie cechy? Po co? Co Ci to da? A gdybyś tego nie miał? To co wtedy?
  • Co pomyśleli by o Tobie ważni dla Ciebie ludzie (rodzina, znajomi, partner itd.) gdybyś np. popełnił błąd? Zdradził? Rozwalił związek? Rozchorował się? Wydał wszystkie swoje pieniądze? Jakich myśli o sobie boisz się najbardziej?
Zauważ, jak reagują na te pytania Twoje obrazy innych ludzi w Twojej wyobraźni. Wydaje Ci się, że gdybyś robił pewne rzeczy, to jesteś w stanie przewidzieć reakcję innych ludzi na to. Zauważ, jak oburzają się na Ciebie obrazy tych ludzi. Zauważ, jak Cię odrzucają. Wyśmiewają, obwiniają. To nie prawdziwi ludzie. W tej chwili to Ty sam. To Twoje ego, które "przebrało" się za innych w Twoich myślach, udaje ich i próbuje Ci udowodnić, że inni wyznają Twoje wartości, normy, zasady. Wysłuchaj, co w Twoich myślach mówią o Tobie "inni ludzie" - za co Cię krytykują? Za co Cię chwalą? Za co Cię wyśmiewają i obwiniają? Za co Cię uwielbiają? Zgadnij co - to Twoje opinie na Twój temat. Po prostu wygłaszasz je w swoich myślach ustami "innych" ludzi.

Słuchanie i oglądanie swoich projekcji może być wspaniałym, wyzwalającym doświadczeniem, które jednak na początku może być bardzo trudne. Nie będę Cię oszukiwał - niektórzy ludzie całe swoje życie opierają na tym, aby zamknąć wirtualne usta wymyślonym obrazom ludzi w swoich głowach. Wyzywają ich, kneblują, obwiniają, ośmieszają, poniżają - najpierw w myślach, potem w prawdziwym życiu. Kiedyś powiedziałem komuś, że musi uważać na swojego ojca alkoholika (to fakt, jego ojciec jest alkoholikiem). Usłyszałem, że poniżam jego rodzinę. I bam! Projekcja. Przypisano mi złe intencje, których nie miałem. Taka osoba musi nieustannie słyszeć w głowie poniżający chór głosów, które - w razie czego - zawsze można komuś przypisać.

Moja rada na dziś: wysłuchaj swoich projekcji. Tylko tyle. I aż tyle!

Jeśli inni ludzie w Twoich myślach wyrażają negatywne opinie na swój temat, wiedz, że to Twoje własne opinie. I nie próbuj ich zmieniać. Po prostu otwórz się na nie, przyjmuj je do siebie i wycierp swoje. Oswój je, pobądź z nimi, obcuj z nimi aż będą Ci bardziej znajome. Zauważ moment w życiu, kiedy się pojawiły, z czyich ust padają te słowa. Po co ta osoba to mówiła? Czego chciała? Nie krytykuj. Nie zaprzeczaj. Nie polemizuj i nie kwestionuj - bo wszystko to znów będzie kolejnym mechanizmem ucieczki. Masz przyjąć do serca to, co Ci mówią projekcje i dać sobie z tym radę.

Jeśli inni ludzie w Twoich myślach mówią o Tobie pozytywne rzeczy - również otwórz się na to i wysłuchaj tego od A do Z. Co mówią, po co, dlaczego. Co Ci to daje? Jakie masz dzięki temu możliwości? Może tak się motywujesz? Może dla pozytywnej opinii ludzi jesteś w stanie mocno dać dupy? Pomyśl o tym.

Następnie, gdy już otworzysz się na projekcje, zastanów się, jaki obraz siebie chcesz za ich pomocą ochronić? Krytykowanie siebie w myślach ustami innych ludzi może pozwalać uchronić obraz siebie jako osoby profesjonalnej ("wyjdę przed ludzi, powiem coś głupiego, wyśmieją mnie, skrytykują i nie będę miał już obrazu  osoby profesjonalnej w ich oczach"). Wyobrażanie sobie, że inni nas odrzucą, jeśli np. wyjawimy swoją chorobę, może być oznaką chęci utrzymywania obrazu siebie jako osoby idealnej, bez skazy. A chwalenie siebie ustami innych ludzi może być oznaką chęci udowodnienia światu, że oto jestem osobą zdolną, bystrą itd. To może być źródłem potężnego stresu, bo tak czy inaczej za wszelką cenę chce się utrzymać w myślach ludzi jakiś obraz siebie.

Idźmy dalej i ustalmy fakty. Jaki jesteś naprawdę? Jakie są rzeczywiste fakty na Twój temat? Tutaj wychodzisz z poziomu hipokryzji i zaczynasz pracować na całości mechanizmu - na dobrym i złym obrazie samego siebie. Odkrywasz, że Twoje ego chciało wytworzyć u innych pozytywny obraz siebie, ponieważ samo o sobie ma obraz negatywny. Ktoś uznał siebie za głupka, więc chce udowodnić innym, że jest inteligentny i np. opowiada innym mądre rzeczy, gra mędrca, używa odpowiedniego namaszczonego tonu głosu i słów charakteryzujących styl oświeconego. I krytykuje innych za ich "głupotę". W ten sposób utrzymuje swój obraz siebie jako osoby inteligentnej, choć tak naprawdę sam w to nie wierzy. A ten fakt odbija się na komunikacji, tworząc niespójność. Wszyscy czują, że coś jest nie tak, ale nie wiedzą co. Odsuwają się a osoba samooszukująca się zastanawia się, o co chodzi. Najczęściej wtedy uznaje innych za głupców i koło się zamyka.

Innym przykładem może być sytuacja, w której ktoś uznał siebie za nieudacznika, więc zaczyna pozować na osobę zaradną, która w głębi duszy tak naprawdę umiera z przerażenia, że nie da sobie rady. Albo ktoś uznał siebie za lenia i pozuje na pracowitego i zapracowanego, kto wiecznie "nie ma czasu". A jeśli nikt nie widzi, to zamiast pracować, siedzi na kwejku czy fejsbuku.

Zabawne i tragiczne jednocześnie jest to, że takie mechanizmy potrafią trwać latami albo nawet całe życie, a osoba w nie uwikłana nie zdaje sobie z tego zupełnie sprawy. Zabawne jest to, że zaczniesz dostrzegać u innych wyraźnie te mechanizmy w momencie, gdy dostrzeżesz je u siebie - i to już nie będzie projekcja, ale obserwacja.

A jeśli złapiesz się na myśli "ooo, inni popadają w mechanizmy obronne, a ja nie, bo jestem świadomym i mądrym człowiekiem, a oni głupkami" - to właśnie zaczynasz projektować. Moje doświadczenie mówi mi, że nie ma jednostki wolnej od tego mechanizmu. Nawet, gdy już rozpoznasz i skonfrontujesz się ze swoimi projekcjami, odkryjesz ich rolę i sens, to i tak będziesz je wytwarzać nadal, ponieważ tak właśnie działa umysł, taka jest jego funkcja. Musiałbyś nie mieć mózgu, aby tego nie robić. Z czasem jednak zmieni się charakter Twoich projekcji. Zauważysz, kiedy Twoje ego będzie projektować i od razu rozpoznasz, po co to robi i jak bawi się z Tobą w kotka i myszkę. Gdy już niczym po nitce do kłębka dojdziesz do sedna swoich problemów i pozwolisz ich z całą siłą zamanifestować się w Twoim ciele, dysfunkcjonalne projekcje zaczną się rozpraszać, bo nie będą już potrzebne. Nie będziesz musiał uciekać do cierpienia, bo się z nim zmierzyłeś i przeżyłeś. A to da Ci świadomość, że sobie z nim radzisz. Wtedy zamiast projekcji w służbie ego pojawią się projekcje w służbie świadomości - gdzie celowo i z zamysłem będziesz projektował myśli innych ludzi po to, aby osiągnąć pewne zamiary. I to będą dobre zamiary - dobre dla Ciebie oraz innych ludzi (tak działa poszerzona świadomość). Wtedy projekcja "wszyscy mnie kochają" nie będzie wynikać z chęci ucieczki przed odrzuceniem, lecz ze świadomości, że ludzie nie mogą Cię nie kochać - bo nie możesz nie kochać samego siebie, gdy siebie kochasz.

Odłączysz się od matrixa i zobaczysz rzeczywistość. Tego życzę sobie i innym.

Pozdrawiam!

piątek, 15 czerwca 2012

Mechanizmy obronne - racjonalizacja

Witajcie. W ostatnim poście pisałem o mechanizmie wyparcia. Dziś nadszedł czas, by poznać kolejny mechanizm:

2. Racjonalizacja

Zdarza się, że podejmujemy poważną decyzję z długotrwałymi konsekwencjami w momencie emocjonalnego zaślepienia. Zaślepić nas może wiele emocji: gniew, lęk, pożądanie itd. Emocje jednak mają to do siebie, że szybko przechodzą. A my musimy żyć z decyzją, którą podjęliśmy.

Bywa, że nie idziemy w swoim życiu ścieżką, jakiej naprawdę byśmy pragnęli. Ścieżką podyktowaną przez rodziców, przez otoczenie, lansowaną przez mass media, pseudo-autorytety itd. I udajemy szczęśliwych, choć w głębi serca czujemy, że "to nie to".

Wtedy też, by zachować twarz i ułudę, że to, co robimy, jest słuszne - często wchodzimy w mechanizm zwany racjonalizacją. Czujemy co innego i mówimy co innego. Szukamy racjonalnego poparcia dla podjętych przez siebie decyzji. Staramy się udowodnić światu (choć tak naprawdę sobie), że dobrze robimy.

Racjonalizacja nie jest trwałym rozwiązaniem żadnego problemu. Owszem, chwilowo czujemy ulgę, bo przez moment upewniamy się, że jednak podjęliśmy dobrą decyzję. I to nas uspokaja. Niemniej racjonalne argumenty i wyszukane korzyści nie trafiają do serca, które czuje, że nadal coś jest nie tak.

A potem zdarza się, że ktoś u schyłku życia budzi się ze snu i z całym okrucieństwem dociera do niego, że nie żył życiem, jakiego pragnie, trzymając się sztucznych decyzji i chcąc za wszelką cenę uchodzić za człowieka konsekwentnego. Trzeba być wtedy gotowym na wpuszczenie wielkiego cierpienia do swojego serca, aby prawda mogła się zamanifestować.

Jest jeszcze czas przed każdym z nas. Warto więc zrobić coś, by opuścić pułapkę racjonalizacji. Jak to zrobić?

Jak porzucić racjonalizację?

1. Wypisz na kartce wszystkie sytuacje, w których robisz rzeczy, których nie czujesz, nie chcesz, i które uzasadniasz przed ludźmi i światem w jakikolwiek sposób. Może praca, w której pracujesz, nie jest tym, co chciałbyś robić? A może związek, w którym tkwisz, jest tylko i wyłącznie próbą reanimowania trupa a tak naprawdę kochasz kogoś innego? A może masz hobby dlatego, że jest ono modne, ale w rzeczywistości wcale Cię to nie kręci? A może chodzisz na siłownię nie dlatego, by czuć się dobrze, lecz dlatego, że masz kompleksy i boisz się wyśmiania? I tylko uzasadniasz sobie, że "tak trzeba, bo to zdrowe" itd.

2. Następnie wypisz, jaki obraz siebie próbujesz uchronić brnąć w to wszystko? Jak chcesz, by Cię postrzegano? Wiele osób odkrywa, że brnie w działania, których nie czują, ponieważ chce od nich tego otoczenie. Otoczenie otoczeniem, ale by zmusić się do czegoś, czego się nie chce, należy też mieć przekonanie, że trzeba być "jakimś". Trzeba być miłym, trzeba być konsekwentnym, trzeba pomagać rodzinie, trzeba dbać o innych, trzeba, trzeba, trzeba. I powinno się! I należy! Wszystkie te zupełnie sztuczne, narzucone z zewnątrz reguły będą - jeśli wierzysz w ich prawdziwość - dyktować Ci zachowania, których nie chcesz robić. Każą Ci brnąć w maski, w sztuczne postawy. Z lęku przed odrzuceniem.

3. Ustal, jakie są fakty. Co naprawdę czujesz w tych sytuacjach? Jakie są Twoje prawdziwe nadzieje i prawdziwe lęki? Co naprawdę chciałbyś robić zamiast tego? Bądź ze sobą szczery. Czy to, jak uzasadniasz swoje decyzje, jest prawdziwe? Czy naprawdę chodzisz biegać do parku, bo "to zdrowe"? Czy naprawdę jesteś z kimś w związku, bo "go kochasz"? Przemyśl to i dopuść do świadomości to, co Ci dyktuje serce. Nie oznacza to, że zaraz musisz mu ulegać i momentalnie porzucić swoje obecne życie. Czasem nie jest to możliwe od razu i trzeba miesięcy lub lat, aby wybrnąć z obecnej sytuacji i iść w stronę, której się rzeczywiście pragnie. Ale sam fakt uświadomienia sobie tych spraw może wiele zmienić.

4. Jakie nowe zachowania pragniesz wdrożyć w obliczu swoich odkryć? Czy dalej będziesz kontynuował swoje racjonalizacje? Czy może zapragniesz robić coś innego? Wypisz wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Możesz utworzyć plan wyjścia z oszustwa - rozpisany na miesiące lub lata.

***

W zeszłym roku moja bratowa poprosiła mnie, abym został ojcem chrzestnym jej dziecka. Zrobiła to w sposób niezwykle kulturalny i uprzejmy, z nutą oficjalności. Odmówiłem. Wtedy rozpoczęła się kampania pt. "Jaki to ja jestem zły" oraz "Dziecku się nie odmawia". Odarłem, że jestem dobry i nie odmawiam dziecku, ale wam. To proste. Nie wyobrażam sobie, że stanę przed całą rodziną i będę przyrzekał przed nią, że oto tego zupełnie nieświadomego chłopczyka będę wychowywał w duchu wiary Kościoła (brrr!). Kościoła, do którego nie chodzę, nie uznaję go i z którym nie identyfikuję się. Poziom dyskomfortu, który bym odczuwał, byłby ogromny. Byłoby to coś, czego bym kompletnie nie czuł. Tak też uzasadniłem swoją odmowę. W odpowiedzi usłyszałem, że "przecież to nieważne, bo to tylko taki powierzchowny rytuał". Więc spytałem - Skoro to nic nie znaczący rytuał, to po co to robić? Aby uniknąć gniewu babci?

Utrzymałem się przy swoim zdaniu i nie żałuję. Nie chcę mieć nic wspólnego z obrządkami kościelnymi, to nie moja wiara i nie mój świat. 

Idąc dalej ku prawdzie i zrozumieniu odkrywam, że to, czym się zajmuję zawodowo, nie było też do końca podyktowane odruchami serca i nie do końca daje mi szczęście. Owszem, mam wiele momentów w swojej karierze, które dają mi dumę i satysfakcję - niemniej zaczynam odkrywać, że serce ciągnie mnie w zupełnie inną stronę. Wysłuchuję go dokładnie i sprawdzam, na ile możliwe jest robienie tego, o czym ono mówi. Zobaczymy, co z tego będzie.

Zrób ćwiczenie i odkryj prawdziwego siebie zagrzebanego pod stosami racjonalnych wywodów. Tego Ci życzę!

środa, 13 czerwca 2012

Mechanizmy obronne - wprowadzenie

Witajcie drodzy Czytelnicy. Z maili i komentarzy wynika jasno, że temat cierpienia i konfrontacji z nim poruszył Was dogłębnie. Dlatego temat też będę kontynuował i zgłębiał - byśmy wszyscy wspólnie skorzystali.

Gdy cierpimy - pragniemy coś zmienić w swoim życiu. Jednak praktyka pokazuje, że często ta zmiana nie następuje. Tkwimy w toksycznych związkach, choć wiemy, że serce nam od nich wysiada. Bywamy nieszczęśliwie zakochani, idealizujemy obraz drugiej osoby, choć mamy jawne dowody na jej obojętność albo nawet wrogość. Latami chodzimy do pracy, której nie znosimy i wysłuchujemy docinek, tłamsząc w sobie gniew lub smutek. Chowamy przed światem wstydliwe choroby ciała i umysłu, bo boimy się odrzucenia i niesprawiedliwych osądów.

Tak naprawdę jednak w głębi serca nie chcemy zmiany. Boimy się zmiany. Bo zmiana to ZAWSZE ryzyko. Jeśli nie ma ryzyka, to nie ma zmiany.

W tym celu nasze ego, przez które rozumiem wszelkie przekonania zaczynające się od "jestem...(jaki? kim?)", wytwarza skomplikowane mechanizmy mające na celu ochraniać nas przed cierpieniem. Mechanizmy te - zwane w psychologii mechanizmami obronnymi - to złożony system myśli, emocji i zachowań, które mają jeden cel - pozwolić nam zagłuszyć własne cierpienia, odsunąć je choć na chwilę, na moment o nich zapomnieć.

Jeśli zatem na którymś poziomie pragniesz zmiany - szczerze - a mimo to zmiana nie zachodzi, to oznaka, że tkwisz w głębi nieuświadomionego mechanizmu obronnego, który bojkotuje Twoje starania. Nie zrobisz tutaj nic na siłę - umysł jest szybszy niż Twoja świadomość, podejmuje decyzje "za Ciebie" - w tle, obok, zanim zdążysz się połapać.

Mechanizm obronny zakłada, że coś Cię atakuje. Jedyne, co Cię atakuje, to Twoja własna wiara w myśli, które są dla Ciebie niekorzystne. Jednak póki nie rozpoznałeś prawdy, wierzysz myślom, w które wierzysz, i choćby prawda stała przed Tobą w całej okazałości, umysł będzie Cię zaślepiał na wszelkie sposoby, by utrzymać swoją iluzję, która rzekomo ma Cię chronić.

Postanowiłem zatem omówić najważniejsze mechanizmy obronne i pokazać Ci sposoby, jak te mechanizmy porzucić, aby móc skonfrontować się z prawdą. To nie żart - gdy ją poznasz, naprawdę Cię ona wyzwoli. Ale trudno ją poznać, gdy się człowiek przed nią broni, myśląc, że "prawda może być bolesna". Prawdziwa prawda nie jest nigdy bolesna. Bolesne są zawsze tylko myśli, w które wierzymy i które za prawdę uznaliśmy. Tak mówi mi moje doświadczenie. I zmiany, których doświadczam od kilku miesięcy.

Ok, jedziemy z koksem. Jakie mechanizmy obronne wytwarzają ludzie, aby chronić siebie i swoje status quo?

1. Wyparcie

Każda myśl, w którą wierzysz - podkreślam: KAŻDA - dokonuje wyparcia. Jeśli uważasz, że "Gienek jest spoko gościem" - to wypierasz doświadczenia, gdy nie był spoko. Gdy uważasz, że "Gienek to chuj" - wypierasz doświadczenia, w których Gienek był spoko. Itd. Będą myśli, które łatwo podważysz. Powiesz komuś "popatrz na to z drugiej strony" - a on po prostu popatrzy i stanie się bardziej świadomy. Będą jednak przypadki, gdy ktoś ewidentnie będzie trzymał się swojego przekonania, że "Gienek jest (jakiś)". Lub jakiegokolwiek innego. Po co? Po to, że to przekonanie jest mu do czegoś potrzebne. Ano do czego? Pomyślmy. Po co ktoś miałby utrzymywać ewidentnie złą lub ewidentnie dobrą opinię na czyiś temat? Dlaczego matki bronią swoich synów morderców i złodziei i twierdzą, że są oni niewinni pomimo nieraz oczywistych dowodów? Dlatego są przypadki, że mąż leje żonę, a ona nadal uważa go za "ideał"? Po co im to? Po co im te przekonania?

To proste: chcą chronić swój własny dobry obraz.

To działa na dwa sposoby.

W pierwszym przypadku ktoś utrzymuje o kimś (czymś) jednoznacznie negatywną opinię, ponieważ w ten sposób na jego (tego) tle czuje się lepszy. Standardowy przykład: zazdrość. Gdy ktoś z naszych bliskich, równych nam "ziomów" nagle ni stąd ni zowąd, bez pracy, bez wysiłku, osiąga sukces - przez co rozumiem to, co my sami wyznaczyliśmy sobie jako życiowe cele - nie sposób tego ominąć. Zaczynamy zazdrościć. Dobra zazdrość to taka, w której czyiś sukces mówi nam: "Ooo, super, to znaczy, że ja też mogę!". Destruktywna zazdrość ma jednak w tle przekonanie pt. "jestem kimś gorszym". Trudno się pozbyć takiej zazdrości, toteż wpadamy łatwo w mechanikę obronną pt. "To głupi chuj, udało mu się! Farciarz pieprzony". I oczywiście wszystko zaczyna się potwierdzać. A gdy robimy The Work i szukamy dowodów na potwierdzenie tezy przeciwnej ("To spoko gość") - nagle okazuje się, że wszystkie te "dowody" są jakieś takie... nieprzekonujące. Oczywiście! Przyznanie się przed samym sobą, że "tak, oto jestem kimś gorszym, bo mi się nie udało, a jemu tak, a on nadal jest spoko gościem" - powoduje cierpienie, które intuicyjnie chcemy od siebie odsunąć. To własnie wyparcie (choć jest tam wiele innych jeszcze mechanizmów).

Drugi przypadek wyparcia to utrzymywanie pozytywnego obrazu czegoś lub kogoś. Wspomniana żona utrzymuje pozytywny obraz męża pijaka, bo gdyby przyznała szczerze, że to najgorszy gamoń w kosmosie, to musiałaby dopuścić do siebie straszną myśl, że ma przejebane, zmarnowane życie i jest kimś beznadziejnym, skoro tylko zapluty pijak ją chce. Taka myśl, której bardzo ludzie nie chcą mieć w głowie, choć miewają, powoduje takie cierpienie, że trzeba je jakoś minimalizować - np. poprzez wypieranie negatywnej opinii o mężu. Och, mamy to samo, co ta biedna kobieta! "Ta praca wcale nie jest taka zła...". "Myślę, że wcale tak bardzo nie jestem kiepski w łóżku...". "Mój fiut jest większy... niż mój fiut."

Wypieramy. Cały czas. Filtrujemy rzeczywistość i łapiemy się opinii, które nam służą do tego, byśmy maskowali swoje cierpienia. W ten właśnie sposób tkwimy w gównie po uszy nieraz latami. Ciągle utrzymując fałszywe opinie - bo ich zdestabilizowanie wiązałoby się z tak wielkim cierpieniem, że NATYCHMIAST musielibyśmy podjąć kroki, aby całkowicie zmienić swoje życie. A to wysiłek. A to lęk. To ryzyko, którego tak naprawdę boimy się najbardziej. Nie boimy się dostać po ryju tak, jak dostawaliśmy już wiele razy. Nie boimy się raz jeszcze nieszczęśliwie zakochać. Nie boimy się umrzeć z głodu na ulicy, błagając o 3 grosze na bułkę. Boimy się nieznanego.

Jak z tego wyjść?

Zrób listę osób, które uważasz za zajebiste. I listę osób, które uważasz za wrogów/ wieśniaków itd. Następnie odpowiedz sobie szczerze - po co Ci dobra i zła opinia o tych ludziach? Jaki obraz siebie próbujesz w ten sposób ochronić? Jaki obraz siebie próbujesz wykreować?

Krytykujesz kogoś, kto ma kasę? Może masz przekonanie, że sam nigdy niczego się nie dorobisz, bo nie jesteś wystarczająco dobry? Krytykujesz głupią, naiwną miłość? Zakochanie? To może sam cierpisz z powodu nieszczęśliwej miłości? Otaczasz się tylko ludźmi, którzy mają jakąś cechę? Może sam jej nie masz?

Następnie ustal fakty. Z ręką na sercu, w pełnej otwartości umysłu, na spokojnie, szczerze odnajdź w tym wszystkim FAKTY - niezaprzeczalne fakty, które mówią same za siebie. Jacy oni naprawdę są? Czy naprawdę są tacy, jakimi widzi je Twoje skrzywdzone ego? W obliczu realnych faktów trudno polemizować. Rzeczywistość nie jest kwestią negocjacji. Modele rzeczywistości są. Myśli są. Ale nie rzeczywistość.

Na końcu ważny krok: określ nowe działania. Co nowego zamierzasz zrobić w tej sprawie? Zamierzasz nadal wchodzić w mechanizmy obronne? Zamierzasz nadal utrzymywać za wszelką cenę te super dobre i super złe opinie na czyiś temat? Czy może na bazie faktów chcesz podjąć nowe zachowania? Jeśli tak - to jakie?

DreamWalker: Jaki jest Twój szef?
Kumpel: To niekompetentny ciołek.
DW: Co Ci daje ta opinia?
K: Hm... Nie wiem.
DW: Po co ją masz? Jaki obraz Ciebie jako pracownika chroni?
K: Szczerze?
DW: Nie, możesz kłamać przed światem dalej. Ale jest jedna osoba, której nigdy nie okłamiesz...
K (śmieje się): Samego siebie?
DW: Bystrzak jesteś. A teraz do rzeczy. Jaki obraz siebie chronisz, wierząc w myśl, że Twój szef jest "niekompetentnym ciołkiem"?
K: Siebie jako... hm... mogę być leniwy. Nie muszę nic robić w pracy, bo skoro szef jest ciołkiem, to dlaczego ja mam się starać?
DW: Bingo. Masz to. Jakie są fakty? Czy twój szef serio jest aż takim niekompetentnym ciołkiem?
K: Heh, aż takim nie...
DW: Twoje ego negocjuje. Może nie jest AŻ takim ciołkiem, ale takim malutkim jest, co nie?
K: Haha.
DW: Znajdź fakty o nim.
K: Umie prowadzić spotkania biznesowe... o ile się na nie nie spóźnia.
DW: Patrz! Ego widzę walczy dalej i MUSI dojebać, co nie? Powiedz: "Umie prowadzić spotkania." I kropka.
K: Umie, umie, masz rację. Umie.
DW: Co jeszcze?
K: Umie walczyć o nasz zespół. Umie rozmawiać z zarządem firmy i walczyć o  nasze prawa i nasze sprawy.
DW: Co jeszcze?
K: Hmmm... Umie powiedzieć wprost, co myśli.
DW: Ty nie umiałeś. Teraz się dopiero uczysz. Masz więc fakty, które w jawny sposób przeczą, że on jest niekompetentnym ciołkiem". Co z tym zrobisz? Będziesz nadal utrzymywał opinię, że jest niekompetentny? Czy może podejmiesz nowe działania?
K: Ale on... naprawdę jest nie do końca...
DW: Ile lat jest szefem Twojego działu?
K: Bodaj 3 albo 4.
DW: Serio jedzie 3-4 lata na dobrej opinii?
K: Masz rację...
DW: Jakie nowe działania podejmiesz?
K: Ok... skończę z tym. Skończę z krytykowaniem go. Wezmę się bardziej do roboty.
DW: Gratuluję. Przestałeś się oszukiwać.

Tak to działa. Zatem do roboty! Zrób ćwiczenie. ZRÓB je. ZRÓB JE TERAZ. Inaczej NIC nie zmienisz. NIC. Samo przeczytanie tego posta gówno Ci da. Ego Ci powie: "Tak, tak, ładny przykład, ALE..." + bełkot. Nie daj się nabrać. Ego będzie się bronić, bo myśli, że nie da rady znieść cierpienia związanego z rozpoznaniem prawdy. Ono nie da rady.

Ale Ty dasz.

To tylko cierpienie. To tylko emocje. Mogą boleć na początku, ale potem je "rozchodzisz". Okiełznasz je pod warunkiem, że nie oddasz ich ego, ale swojej świadomości. I pozwolisz je sobie przeżyć. Przepuścisz to cierpienie przez swoje ciało i umysł. Obserwuj je, gdy się pojawia. I nie próbuj go zmieniać, nie próbuj na nie wpływać. Masz do odrobienia lekcję z życia. Znów uciekniesz na wagary? Czy może w końcu zmierzysz się z faktami? Gdy uciekasz, dajesz sobie sygnał, że jesteś słabszy niż cierpienie. A ono dzięki temu rośnie. Gdy się konfrontujesz, wysyłasz sobie samemu jasny sygnał: dam radę. Bo dasz. Jesteśmy wymyśleni tak, by dawać radę. By przeżyć to, co mamy do przeżycia.

Dlatego zrób ćwiczenie. Szczerze i namiętnie, z otwartym sercem i  umysłem. Dla siebie. Dla swojej prawdziwej wolności. Na bazie Twojego cierpienia wyrośnie nowy, lepszy Ty. Do dzieła!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca