Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej
piątek, 17 czerwca 2011
Nie trzeba odwagi, by żyć życiem, jakiego pragniesz.
To moment, w którym Twoje przeznaczenie rzuca Ci rękawice.
I pyta: Podejmiesz wyzwanie? Czy dalej śnisz?
99,99% ludzi wybiera sen. Bo żona, bo dzieci, bo stała praca, bo obowiązki, kariera. Bo Matrix ich więzi. Jakakolwiek próba bycia sobą jest tępiona. Zauważysz to, gdy tylko spróbujesz. Ludzie nie chcą Ciebie prawdziwego, bo sami tacy nie są. Ludzie chcą, byś był taki, jaki oni chcą Cię widzieć. Chcą byś był uczynny, zaradny, samodzielny itd. Żebyś był JAKIŚ. Chcą byś żył pod ich dyktando. Każdy jeden. Im bliższa Ci osoba, tym bardziej tego chce. Myślisz, że oni tak prawdę chcą Twojego dobra? Oni tak myślą, ale w rzeczywistości skąd mogą wiedzieć, co jest dla Ciebie dobre? Skąd mogą to wiedzieć, skoro sami nie wiedzą, co jest dla nich dobre?
Tego dnia, gdy przeznaczenie rzuciło mi rękawice, spojrzałem w lustro. Zobaczyłem gościa, który 26 lat żył nie swoimi przekonaniami. Nie swoimi wartościami. Który karmił się obawami, które kazały mu się poniżać. Które kazały mu tkwić w złotej klatce. Złapałem się za głowę. Rzuciłem zawód, do którego uczyłem się X lat i który - jak mi się wydawało - był moją pasją. Copywriting. Gówno a nie copywriting. Nie chcę więcej nigdy już napisać żadnego tekstu reklamowego ani hasła, choć potrafiłem zarobić na jednym zdaniu kilka tysięcy złotych. Mam dość, mam tego po dziurki w dupie.
Co teraz?
Nie wiem, ale rzeczywistość mi to pokazuje w każdej chwili. W każdej sekundzie. Żeby to dostrzec, musisz wyciszyć umysł, przestać babrać się w jego opowieściach. Inaczej przesłonią Ci one oczywistą oczywistość, którą całe życie masz przed oczami.
Podniosłem rękawice. I nie wiem, jaki będzie wynik tego starcia.
Wiem, że po drodze do życia, jakim pragniesz żyć, jest tylko jedna przeszkoda. Tzw. złote klatki. Wygodne, luksusowe, usypiające więzienia. Więzienia zbudowane z naszych przekonań, nawyków, przyzwyczajeń. Jakie to klatki na przykład?
1. Masz tzw. "cudowny" związek od wielu lat. Niby go kochasz, on niby Ciebie. Niby wszystko jest okej. Tylko czemu myślisz o kimś innym? To nieważne, prawda? Ważne, że jest spokój, jest poczucie bezpieczeństwa. Wyjdź z tej klatki a zmierzysz się z demonami pt. samotność, porzucenie, rozpacz. One tam są, czekają na Ciebie. Póki wierzysz, że to Cię pokona, musisz siedzieć w złotej klatce i robić dobrą minę do złej gry. Ale gdy tylko partner nie widzi... O tak, wtedy - na delegacjach, w senatoriach itd. - TAM SIĘ DZIEJE DOPIERO. Pierdolą się po krzakach z byle kim, zaspokajając swoje seksualne ega. To jest dopiero konsekwencja gruchania w dupę swojego prawdziwego Ja.
2. Masz tzw. "stałą pracę". Poczucie bezpieczeństwa to piękna halna, bo ona zakłada, że gdzieś tam, poza złotą klatką, jest jakieś niebezpieczeństwo. Bliżej niezidentyfikowane. Szef sra Ci na łeb, robisz rzeczy, które nic nie znaczą tylko po to, by dostać jakąś kasę i móc przeżyć kolejny miesiąc. Ludzie dopiero na emeryturze robią to, na co mają ochotę. Jeśli jeszcze mają zdrowie!
3. Ktoś Cię utrzymuje - rodzice, partner, ktokolwiek. Uzależnia Cię od siebie, bo ma kasę i myśli, że sam nie da rady. Podciera sobie Tobą swoją dupę, bo boi się zmierzyć ze swoimi demonami (np. samotnością). Będzie jęczeć w nieskończoność, że płaci za Ciebie rachunki, że kładzie na Twoje utrzymanie, ale kurwa ZAPŁACI. Po co? Żebyś został. Żebyś go nie opuścił. Gdy nie ma już żadnych argumentów, trzeba użyć kasy. Jeśli ktoś nie ma czym kogoś skusić - osobowością, miłością etc. - zostaje mu już tylko mentalne kurwienie się.
Jest przepis, by sobie zjebać życie.
Nie bądź sobą. Bój się wyrażać prawdziwego siebie. Sprawdziłem to - działa zajebiście! 26 lat wchodziłem ludziom w dupy. Podlizywałem się, pozowałem, pokazywałem, jaki to ja niby jestem. Hipokryzja pełną gębą. A summa summarum okazało się, że mało tego, że jedno wielkie rzadkie gówno z tego było, to jeszcze moja samoocena leżała i kwiczała.
Nie musisz być odważny, by żyć życiem, jakiego pragniesz.
Tu chodzi bowiem nie o odwagę, ale o wyzbycie się lęków. A konkretnie - historii, wierząc w które, generujesz w sobie lęk. Historii o śmieci, chorobach, biedzie, odrzuceniu i samotności, utracie reputacji. Przekonałem się, że gdy się boję tych rzeczy, to choruję, umieram, jestem biedny, odrzucam samego siebie i tracę resztki szacunku do siebie. Kierując się tymi lękami, staczam się i zamykam w złotych klatkach. One kastrują mnie z możliwości, jakie daje Wszechświat.
Gdy wychodziłem z mojego pierwszego szkolenia w Warszawie, byłem zdumiony. Kiedyś tak bardzo bym się tym stresował. A teraz... po prosty płynąłem. Bez myślenia, bez zastanawiania się. I czułem, że jestem sobą. Że oto w tym świecie realizuję się zgodnie ze swoimi intencjami. Jestem w pełni sobą, w każdym calu. Tak bardzo oparty na samym sobie, że wiedziałem, że mogę na sobie polegać.
Życzę tego uczucia Tobie.
Życie na pół gwizdka nie jest warte przeżycia. Nie ważne którą stronę swoje wewnętrznego konfliktu wybierzesz - jeśli to, co robisz, nie jest robione CAŁYM Tobą, to nie ma sensu. Spytaj największych myślicieli, filozofów, mentalistów. Spytaj siebie. Tam w środku jest odpowiedź. Chciałbym Ci powiedzieć wytarty frazes, że "tylko Ty ją znasz", ale to nieprawda. Nie znasz odpowiedzi na pytanie, kim naprawdę jesteś i co chcesz robić. Nie znasz siebie, gówno o sobie wiesz. Niech to będzie Twoje założenie operacyjne podczas poszukiwań. Ludzie myślą naiwnie, że wiedzą, kim są, podczas gdy są to tylko wyuczone pozy, wystudiowane role.
Nie mam ochoty na poznawanie Twoich masek, wizerunków, pozorów. Nie mam też ochoty na poznawanie Twojego wnętrza i prawdziwego Ja, bo wiem, jakie jest. Skąd? Stąd, że wszyscy w środku jesteśmy tacy sami. Jeśli odkrywam Siebie, odkrywam również Ciebie. To tak intymne, tak prawdziwe, tak głębokie, że cały ten plastikowy matrix wydaje się przy tym walentynkową, hollywoodzką sztampą, tandetną szmirą i nieciekawym przedstawieniem.
W trakcie dochodzenia do prawdziwego Siebie, zacząłem rozumieć, że to, co dzieje się z innymi ludźmi, to nie moja sprawa. Nie rusza mnie to. Ale UWAGA! To nie znaczy, że nie utrzymuję kontaktów z ludźmi. Ba! Wręcz przeciwnie - dopiero teraz zaczynam mieć prawdziwe relacje - z prawdziwym środkiem ludzi a nie ich maskami, powłokami. Widzę, jak inspiruję otoczenie i to inspiruje mnie. To, że umiem oddzielać swoje myśli od innych, nie sprawia też, że popadam w ignorancję, że mówię innym, że mam ich w dupie. Po prostu zauważam, za co jestem odpowiedzialny i na co mam wpływ. To daje moc.
Niech ta moc będzie z Tobą :-)
środa, 15 czerwca 2011
Jak sprawić, by facet Cię zdradzał?
Element pierwszy - nudne życie.
Och tak, chodzenie do nudnej pracy dzień w dzień. I opowiadanie, jak to pani Marysia z działu finansowego wylała na siebie kawę. Albo że w Excelu pojebały Ci się kolumny, hahahahaha. Bardzo zabawne. To brzmi jak życie Indiana Jonesa. Nudzisz się w swoim życiu? Masz styl życia bibliotekarki z 2 kotami? A Twoje zainteresowania dla innych wydają się być dziwactwem i patrzą na Ciebie z niezrozumieniem, gdy opowiadasz o kolumbijskich jedwabnikach? Albo w ogóle nie masz zainteresowań prócz jakże wyszukanych dziedzin, jak muzyka, film itd...
A może sam jesteś nudziarzem? Całymi dnami oglądasz tv i w kółko pierdolisz o tym samym? Może jesteś wiecznie cichy, nieśmiały, boisz się cokolwiek ze sobą zrobić?
Natalia Kukulska śpiewa, że "wierność jest nudna". Bullshit Panowie i Panie.
To nie wierność jest nudna. To partner jest nudny.
Jeśli sam się nudzisz w swoim życiu, nie zmienia się ono od lat - to jakim cudem Twój facet ma się dobrze bawić? Jakim cudem ma przy Tobie nie usnąć na stojąco?
Twój styl życia jest Twoją wizytówką. Jeśli dobrze się bawisz w swoim życiu i zapraszasz ludzi, którzy Ci odpowiadają - mało kto odmówi. Jeśli natomiast chcesz, by facet się Tobą znudził - twórz związek oparty na arcynudnych nawykach. A jeśli chcesz, by on cały czas był Tobą zaabsorbowany - niech wasz związek będzie emocjonalnym rollercoasterem. Ma być jak w filmie - ma być kłótnia, smutek, potem hepi end. A potem znów to samo... ale ostrzej! Poprzednie skale emocjonalne są nudne po iluś razach, za każdym razem potrzebujecie nowych wyzwań i podnoszenia poprzeczki.
Drugi element - on ma być w centrum.
Zapamiętaj: Ty się nie liczysz. On jest najważniejszy. Masz środek ciężkości Twojego życia przesunąć na niego. On będzie Twoim Słoneczkiem, a Ty - planetką, która obraca się wokół niego. Lataj wokół niego, rób mu dobrze, nie patrz na siebie. Będziesz szczęśliwy tylko, jeśli on będzie w Twoim życiu. A Ty musisz zrobić wszystko, by go zatrzymać, uwiązać, zamknąć w złotej klatce.
Czego go wtedy nauczysz?
Nauczysz go, że on jest wszystkim. A Ty...? No własnie. Niczym. A skoro on jest tak cudownym, wartościowym i wspaniałym samcem, a Ty latasz wokół niego na każde zawołanie - zgadnij, jak będzie na Ciebie patrzył? Czy zobaczy Twoją wartość? O tak, jasne. Jak nie widzi, jak Cię nie szanuje - staraj się bardziej. Może kiedyś spadnie okruch z pańskiego stołu.
Co będzie dalej?
Po pierwsze - zanudzisz go na śmierć. Tym, że masz nudne życie, że jesteś nudny, że nie przeżywasz emocji albo chowasz te złe pod dywan, bo przecież nie wolno się złościć ble ble ble. O to właśnie chodzi. Cały czas załatwiaj sprawy dyplomatycznie. To działa, jasne, tylko jest tak piekielnie nudne, że ja pierdolę. Jak życie polityczne Unii Europejskej. Chowaj i tłamś swoje emocje - zajebioza też. Wtedy będziesz siedział jak kukła, która się cały czas uśmiecha. To jest ciekawe bardzo. Oj kurwa, bardzo.
Po drugie - nauczysz go, że nie jesteś nic warty. Zrób to, efekty są świetne. Niech on siedzi jak król, a Ty przy garach całe życie. I pamiętaj, żeby mu kupić piwo, jak będziesz w sklepie. A będziesz, bo ktoś zakupy musi zrobić. Musisz być dobrym mężem, on nie musi, bo sam w sobie jest tak cudowny, że ja pierdolę szczena opada. Może sobie pozwolić na oschłość, oziębłość, obojętność. Ty musisz być natomiast zawsze czułym romantykiem czekającym na ruch z jego strony.
I wtedy każdy z wyższą samooceną niż Ty, który wpadnie Twojemu facetowi w oko, natychmiast będzie w obszarze jego zainteresowań. Może to JEGO wina. A może Ty dałeś dupy. Tym razem tylko w przenośni.
niedziela, 31 października 2010
Przegląd ruchaczy polskich - co się kryje za seksoholizmem
O co chodzi? Co się za tym kryje?
Moja genetycznie uwarunkowana ciekawość świata nie pozwalała mi przejść obok tego obojętnie. Czyżby chodziło tylko i wyłącznie o hedonistyczne zaspokojenie siebie? O atawistyczne popędy seksualne, które wciąż na nowo eksplodują pomimo wszechobecnej socjalizacji?
Również.
Ale nie tylko. Kryją się za tym najróżniejsze historie.
Przyczyny?
Prawdopodobną przyczyną seksoholizmu jest instalowany społecznie wstyd przed poruszaniem tematu seksu, robienie wokół seksu tematu tabu. Szczególnie wokół seksu gejowskiego. Sprawia to, że wielu gejów swoją seksualność spycha na dalszy plan, próbuje schować w mentalnej piwnicy, związać ją kaftanem bezpieczeństwa. Na co dzień są miłymi, sympatycznymi ludźmi, całkowicie społecznie poprawnymi. I za nic w świecie nie podejrzewałbyś, że ten socjalny wzór ma w sobie ukrytego seksualnego demona, który dojrzewa w ciemności. Niezaspokojone żądze, ciekawość i mnóstwo innych historii narasta w tle i z biegiem czasu daje o sobie znać. I wychodzi przez skórę. Na delegacjach, na sex czatach, na fellow i gayromeo.
Zastanawiające, że tylko ludzie są zdolni do seksoholizmu, że tylko ludzie miewają seksualne zboczenia, fetysze itd. Zwierzęta nie. Dlaczego? Bo z seksu nie robią społecznego tabu, nie okrywają seksu wstydem i nie wypierają się go. Pomyśl, to ma sens.
Jakie funkcje pełni seksoholizm? Czym ekscytują się seksualne ega?
1. Budowanie "szczęścia" - seksoholicy definiują szczęście jako przyjemność. W rzeczywistości szczęście nie jest przyjemnością, bo gdyby tak było, narkomani byliby najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Szczęście jest pojęciem związanym z koherencją serca i czystym umysłem, a nie wiecznym nakręcaniem sobie napięcia (seksualnego też) i szukania sposobów, aby je rozładować.
2. Tworzenie swojej atrakcyjności. Im więcej partnerów przerucham, im więcej kutasów miałem w sobie, im większe były, im częściej i obficiej się spuszczały, tym jestem atrakcyjniejszym facetem - czy to prawda? Na tej historii bazuje cała idea gejowskiej atrakcyjności. Jak w grach RPG - im wyższy "poziom" zdobędziesz, tym większy budzisz respekt. Podważenie tych historii wiąże się z opuszczeniem konceptu atrakcyjności i uniezależnieniem go od ilości przeruchanych facetów.
3. Poszukiwanie czułości. Tak, moi Drodzy, wielu gejów myli seks z czułością - tak, jak ludzie z zaburzeniem odżywiania mylą stres z głodem. Wielu z "ruchaczy" poszukuje przytulenia, czułości, poczucia bliskości, co stanowi poważny problem niemal narkotyczny. Ponieważ uznali, że "zbudowanie czegoś trwałego jest niemożliwe", zaspokajają się na seks randkach. To przykre, bo uzależniające, to nałogowe. No i ryzykowne. To tak, jak zapicie mordy, gdy ma się problem emocjonalny. Działa na chwilę. Po momentu zapalenia papierosa i przewrócenia się na bok. Potem wszystko wraca. Wraca poczucie samotności, poczucie bycia bezwartościowym człowiekiem. To z tym trzeba pracować.
4. Ekscytacja z powodu łamania tabu. Sprawdzanie, kto jest odważniejszy. Gejowski seks jest tak cholernie potępiany społecznie, tak niedopuszczalny, zabroniony, niemile widziany, że uprawianie go budzi u gejów dodatkową ekscytację - że robią coś, co jest zakazane, niedozwolone, niedostępne. W psychologii społecznej zowie się to reaktancją. Lub przekorą.
5. Wiele, wiele innych - jak chociażby cała ideologia dorobiona do "pasywów" czy "aktywów", historie, które za nimi idą (uległość i dominacja), to, co umysł dokleja do konceptów ruchania i bycia ruchanym. Historie na temat SM, upokarzania, poniżania, wąchania białych skarpetek, spijania nasienia itd.
Tego jest mniej więcej tyle, ile kategorii filmów na portalach porno. Gdyby podważyć prawdziwość wszystkich historii, które się za tym kryją, nagle seks byłby niczym więcej, niż wkładaniem chuja w dziurę, czyli tym, czym był pierwotnie - bez dorabiania do tego tożsamości, ideologii, doklejania dodatkowych znaczeń. Byłby sam fakt wzwodu, ejakulacji i chrapania na dobranoc. I nic poza tym.
A wtedy widzielibyśmy w sobie kogoś więcej, niż tylko istoty seksualne, chodzące dupy i penisy, które tylko czekają na to, by coś z nimi zrobić.
środa, 19 maja 2010
3 formy walki o tolerancję LGBT w Polsce
A zabawne, bo jest i 3 forma.
Mieć opinię heteronormatywnej większości w dupie i zająć się sobą.
Sami się Koledzy i Koleżanki najpierw tolerujmy, reszta stanie się sama. Na co drugim profilu na portalu na f. jęczenie i narzekanie - że wszyscy geje to kłamliwe, zdradliwe cioty + wielkie wylewy urazów psychicznych, wręcz powódź sloganów pt. "nie znoszę kłamstwa" itd. Gdyby się autor takich słów zorientował, że kłamstwo nie istnieje a są tylko słowa, którym zawierzył, budując sobie oczekiwania niezgodne z rzeczywistością, które są potem wspaniałym fundamentem rozczarowania - może przestałby się oszukiwać, że nie ma żadnego wpływu na swoje życie, i w końcu zacząłby uświadamiać sobie, że je kreuje, zamiast wiecznie "dawać się okłamywać".
Jeśli nie wierzysz, że się da, to weź przykład ze mnie.
Nie wierzę w to, co ludzie mówią o sobie, o mnie i w ogóle w to, co mówią. Nie wierzę nawet do końca w to, co sam mówię i to jest bardzo, bardzo, bardzo praktyczne i korzystne.
Po pierwsze - jestem elastyczny i sam wybieram, w co wierzę w czasie rzeczywistym. Ostatnio gadałem z klientem, który rzucał mi sumami typu 50-100 tysięcy złotych za zlecenie. Czy się podnieciłem? Nie. Czy go skreśliłem? NIE! Po prostu poczekałem na to, co pokaże rzeczywistość.
Po drugie - nie jestem niewolnikiem własnych słów. "DreamWalkerze, mówiłeś, że trzeba to i tamto". I co z tego? To mówił tamten DreamWalker - wtedy. Dziś masz do czynienia z tym DreamWalkerem i jest teraz. Dostosowuję swoje przekonania do tego, co dzieje się tu i teraz, więc nie będę się trzymał przekonań, które kiedyś były dobre a dziś mogą mi przynieść klęskę.
I dlatego nigdy nie będę się zajmował na chwilę obecną (tak, dobrze napisałem) walką o "równouprawnienie", "tolerancję" etc. Z jednego względu - bo uważam, że już jestem równym obywatelem, toleruję siebie - ba! - nawet akceptuję. I nie potrzebuję już o to walczyć. Nie obchodzi mnie, jak traktują mnie inni - ważne, jak traktuję sam siebie.
Nie potrzebuję, by mnie ksiądz wziął na kolanka, pogłaskał po główce i powiedział, że to nie szkodzi, że jestem gejem, że Bóg mnie kocha itd. Ja wiem, że Bóg mnie kocha, a nawet uwielbia mnie całym Sobą - bo widzę to każdego dnia. On chce dla mnie jak najlepiej, ale przede wszystkim daje mi wolną wolę - a więc to ja wybieram, czego chcę.
Ludzie szkodzą samym sobie i swojemu otoczeniu, wierząc w toksyczne przekonania pt. "geje piją krew" (http://www.joemonster.org/phorum/read.php?f=18&t=427091). To ich sprawa, ja się tym nie interesuję, bo im więcej interesuję się nimi - tym mniej interesuję się sobą. A to nigdy nie było dobre.
Nie potrzebuję też łaski polityków, ich przyzwoleń dla Gejów. Niepotrzebna mi ustawa o związkach gejowskich, aby z kimś być. Niepotrzebny mi klimat pt. "wszyscy kochają Gejów", aby czuć się dobrze w swojej skórze i w swoim życiu.
Nie potrzebuję też pozwoleń od rodziny, ich akceptacji lub sprzeciwów, nie potrzebuję ich opinii, by żyć. Chcą - mogą się oburzać, wkurzać, frustrować, próbując zmienić coś, czego zmienić nie potrafią i nie muszą. To ich emocje, ich kortyzol, który niszczy im zdrowie, ich adrenalina, która wykańcza ich serca. Patrzę na to z przykrością, ale wiem, że to ich decyzja.
Najlepsze, co mogę zrobić dla ludzi nietolerujących homoseksualizmu - to w pełni zaakceptować siebie. Tak bezczelnie, wprost, bez dorabiania ideologii, bez tłumaczenia, dlaczego.
Czy myślisz, że ci wszyscy sprzeciwiający się LGBT ludzie pokroju LPR, Młodzieży Wszechpolskiej, mocherów itd. są szczęśliwi?
Pobawię się w czytanie w ich myślach i odgadnę: nie są. Żyją w lęku przed kochającym ich Bogiem. Żyją w lęku, że ich rodziny oraz ich samych zaatakuje zło, które nie istnieje. To jest przykre, ale możemy tym ludziom pomóc! Jak?
Pokochać siebie. Zaakceptować siebie. W pełni.
Wtedy będziemy mogli w pełni pokochać innych. I w pełni zaakceptować konserwatystów - bo póki co - nie tolerujemy ich nawet, a co dopiero mówić o kochaniu ich czy akceptowaniu. Spójrzmy w lustro - jako Geje wybieramy cały czas jebanie innych na swoich profilach, wybieramy krucjaty przeciwko mocherom, Wojciechom C., którzy boso przez świat idą (i niech idą :) itd.
Ich poglądy - ich sprawa - ich zdrowie - ich konsekwencje.
Prawda - ta prawdziwa Prawda a nie umysłowy matrix, w jakim żyje 99,9% społeczeństwa - jest piękna, doskonała i nieskazitelna - Jestem Gejem. Kocham facetów. I czasem z jakimś nawet uprawiam seks, bo mam z tego dużo przyjemności. To cała historia. Każdy fatalny osąd, każda próba negatywnego ocenienia tego - jest klęską dla tego, kto w to uwierzy.
Tacy ludzie muszą udowadniać całemu światu, że homoseksualizm jest zły. Ja nie muszę nikomu nic udowadniać, bo wiem, że Prawda obroni się sama.
To jest właśnie Świadomość - gdy to, w co wierzysz, jest zgodne z tym, co jest tu i teraz, jak również korzystne dla Twojego życia.
I nawet jak usłyszę za sobą "pedał!" - o je je jej, strasznie mnie to zmartwi ;-) Pozdrowię kolegów z ławki, bo trzeba im dużo zdrowia, jeśli hodują w sobie takie przekonanie.
Ci, którzy walczą o tolerancję LGBT - myślisz, że walczą o CZYJĄŚ tolerancję... czy SWOJĄ?
Ci, którzy walczą z LGBT - myślisz, że walczą z CZYJĄŚ orientacją seksualna... czy ze SWOJĄ?
Z tymi pytaniami zostawiam Cię póki co. Baw się i żyj swoim życiem, abyś pewnego dnia nie obudził się na kolorowej platformie, oblepiony cekinami i z tęczową flagą w dupie, walcząc o coś, co możesz dostać tylko od siebie.
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Gdzie są Twoje granice?
- analogowa - czyli płynna. Na im więcej on sobie pozwala, tym bardziej się denerwujesz. Ale płynnie. Trochę denerwujesz się, gdy on siedzi na GG, bardziej - gdy spotka się z kimś na żywo.
- cyfrowa - czyli granica typu albo albo. Albo ja, albo goście z neta. Albo nie denerwujesz się w ogóle, albo na maksa.
- typ - analogowa lub cyfrowa,
- obszar, który obejmują,
- zakres czasowy,
niedziela, 14 czerwca 2009
Najlej Krycha bo wysycham - czyli o niemożności zabawy bez alkoholu
Mały Gucio wychował się w porządnym domu... poprawczym. Tam jego opiekunowie, by dziecko nie nasiąknęło (zbyt szybko) negatywnymi wzorcami, gdy chlali na umór, zamykali się w pokoju, tłumacząc Guciowi, że to tylko lemoniada.
Gucio jednak bystrym chłopcem był i szybko zakumał, że dorośli mają swoje wywary, szczochy z gumijagód, po których ze smutnych, szarych i przeciętnych osób, zmieniają się w dusze towarzystwa - są dowcipni, inteligentni i wyluzowani. Wszystko po lemoniadzie.
Jako że zakazany owoc smakuje najlepiej, Gucio już w edukacyjnym nowotworze zwanym gimnazjum szybko zainteresował się procentami. Nie chodzi bynajmniej o miłość do matematyki. Marzenia o dużej flaszce zajmowały w głowie Gucia drugie miejsce po marzeniach o dużym chuju (Gucio był oczywiście gejem :)
I tutaj zaczyna się ciekawie. Gucio walił na wszystkie impry, na których można było nieco łyknąć. Początkowo był nieśmiały, zamknięty w sobie, bał odezwać się do ludzi. Ale z pomocą przychodził alkohol. Z dziką łatwością pomagał przełamać pierwsze lody - tudzież nawet pozwalał je robić pod stołem - a Gucio wszystkich umiejętności socjalnych uczył się bedąc pod jego wpływem.
Po jakimś czasie mózg Gucia nauczył się reguły - jestem klawy, pod warunkiem, że jestem wstawiony. Gucio na trzeźwo bowiem nadal jest nieśmiały, zamknięty i odizolowany od innych.
Czy znasz drogi Geju historię gościa, który uczył się jeździć na rowerze po pijaku? Czy wiesz, że facet ten stał się obiektem badań naukowych, bo na trzeźwo nie umiał tego robić? Wyobraź sobie - gość umiał jeździć na rowerze tylko pod wpływem alkoholu. Peszek, bo jak tu wrócić do domu?
I tu oto zdradzam kolejny wielki sekret ludzkiego umysłu: jeśli jesteś w stanie umysłowym X, to masz dostęp tylko do takich umiejętności oraz informacji, jakich nauczyłeś się będąc w stanie X.
Jeśli ktoś był smutny, ucząc się całek, na egzaminie będzie musiał powrócić do stanu smutku, by cokolwiek zaczaić. Jeśli ktoś uczył się prowadzić auto w stanie permanentnego stresu - zgadnij, w jaki stan będzie musiał wejść, by używać tej umiejętności?
Jeśli czyta to minister edukacji, to niech kurwa wie, że jeśli dziecko przykuje się do ławki, zestresuje a potem się je czegoś uczy, to potem, po wyjściu ze szkoły, dzieciak w sposób naturalny będzie chciał unikać nieprzyjemnego stanu stresu, tym samym unikając wiedzy i umiejętności, jakie przyswoiło będąc w tym stanie.
Gucio zrobił to samo, tylko w innym kontekście. Uczył się, jak wchodzić w interakcje z ludźmi po alkoholu. W związku z tym na trzeźwo nie umie tego robić. Nie umie się dobrze bawić, cieszyć, śmiać, jest po prostu - generalizując nikczemnie - smutnym palantem jeśli się nie napije. Co za szkoda, że Gucio nie wie, że mógłby być równie fajnym gościem na trzeźwo. Traci cenną możliwość a swą wątrobę skazuje na okropne fatum.
Nie przez przypadek piszę tego posta w niedzielę rano, gdy okazuje się, że jestem jednym z niewielu, którzy nie najebali się ostatniej nocy i teraz nie rozmawiają z tygrysem, nie haftują ścian wzorkami menelskimi. Na tym tle czuję się jak nienormalny kosmita, dziwak, odmieniec, bo jak odmawiam picia, to mówię tylko, że nie pijam na trzeźwo. Oni tego nie kumają, bo myślą, że ja coś tracę, podczas gdy ja po prostu nauczyłem się upijać nie alkoholem, lecz atmosferą. Nauczyłem swój móżdżek wchodzić w stan upicia bez alkoholu, co się nawet fizjologom nie śniło.
Tu nawet nie chodzi o oszczędność kasy czy szacun dla swojej wątroby. Tu chodzi o to, że ja mogę wejść w ten stan w 5 minut, bez żadnych zabiegów i akrobacji z kieliszkami. Może to niemodne, ale kurwa mam w dłoni argument, którego nikt mi nie odbierze:
Nazywa się on habituacją.
Im więcej piją, tym więcej pić muszą w przyszłości, bo ta sama dawka alkoholu przestaje wystarczać. Kiedyś, żeby się zajebać, trzeba było 3 piwa. Dziś 6. Jutro 11. Itd. Ja stan "zajebania" mam pod ręką i poniekąd pijany DreamWalker jest narzędziem, którego używam, gdy po prostu chcę się pobawić w towarzystwie.
I przyznam bez gwałtu, że mam nie mam twardej głowy, że pewnie, gdybym napił się kropel na żołądek, to bym skończył w pobliskim rowie. A to przecież wstyd, co nie? Norma w naszym kraju nakazuje mieć głowę twardą i umierać, jak prawdziwy Polak - na marskość wątroby. Kiedyś pierdolną tym wszystkim ludziom pomnik Anonimowego Alkoholika - będzie to wielka wątroba przebita bagnetem.
Wybacz moją dziwność, ale stan alkoholowego odlotu nie jest dla mnie celem samym w sobie - tak jak zresztą cała gama innych gówien, które Matrix instaluje nam w głowie, takich jak telefony, auta czy inne zabaweczki. To wszystko to narzędzie do osiągania rezultatów. Kto o tym zapomina, budzi się na drugi dzień z głową w kiblu i widzi w tafli rzygów na dnie swoje marne, blade odbicie z podkrążonymi oczami. Miał się dobrze bawić, a skończyło się jak zawsze. A zważywszy, że umysł klasyfikuje doświadczenia głównie ze względu na to, jak się one zakończyły - kolo ma problem - bo jego życie składa się z rytmu naprzemiennego picia i leczenia kaca.
I smuci mnie ten fakt, że my - ludzie XXI wieku - znamy marne kilka sposobów na zarządzanie swoimi stanami emocjonalnymi: zakupy, alkohol i inne używki. Tośmy kurwa osiągneli bogate spektrum narzędzi. Ale do kogo mam mieć pretensje, skoro o tym, jak wpływać na swoje emocje mądrze i ekologicznie, wie na tym świecie garstka ludzi, którzy co prawda chcą się tą wiedzą dzielić, ale często są wrzucani do worka z podpisem "szarlatani". Przecież lepiej sie napić, niż pierdolić o takich głupotach, jak ludzki umysł i to, jak na niego wpływać, co nie?
Na koniec będzie mały bonusik - zrób eksperyment neurologiczny. Weź kilka głębokich wdechów, odpręż się i wróć myślami do chwili, gdy byłeś totalnie nachlany i naprawdę dobrze się bawiłeś. Zobacz to, co wtedy widziałeś, usłysz to, co docierało do Twoich uszu. Wtedy też poczujesz się tak, jak wtedy. Pozwól sobie zatopić się w tym stanie. Fajnie, co nie?
Złap ten stan, np. chwyć go - dosłownie - w swoje ręce. Ten gest pozwoli Ci potem łatwo powrócić do tego stanu, gdy tylko będziesz chciał.
Teraz idź w inną stronę. Przypomnij sobie sytuacje, w których Ci tego brakowało. Sztywna rozmowa w biurze? Lipny klimat wśród nowopoznanych osób? Wejdź w te doświadczenia raz jeszcze i podobnie jak poprzednio - poczuj to, co wtedy czułeś. Gdy to się uda, weź stan "zajebania" i wsadź go znów w siebie - w czym pomoże Ci owy gest, który wykonałeś przed chwilą. Poczuj się tak, jakbyś był po alkoholu, tylko w kontekstach, w których zazwyczaj po alkoholu nie jesteś i Ci tego - powiedzmy - brakuje.
Ba! Możesz wyobrazić sobie nawet, że urodziłeś się w tym stanie i przeszedłeś całe życie, mając swobodny do niego dostęp. Zauważ, jak inaczej wyglądałoby Twoje życie, gdyby tak było. To się nazywa powtórnym wdrukowaniem i jest bardzo przydatną techniką zmiany osobistej.
Na koniec mój mały apel, który pewnie nic nie da, ale przynajmniej będę miał czyste sumienie, że to napisałem - traktuj alkohol jak narzędzie do osiągania czegoś, nie jak cel sam w sobie, bo to się potem trudno leczy. Naucz się odmawiać, mówić "stop, kurwa, nie chcę już, bo już mam to, co chciałem alkoholem osiągnąć". Tylko ludzie silni potrafią tak powiedzieć w obliczu tłumu znajomych, którzy nakłaniają do picia. A Ty jesteś silny, prawda?
piątek, 1 maja 2009
Gej się nie starzeje, lecz dojrzewa jak wino
czwartek, 30 kwietnia 2009
Bycie Gejem a wiek
piątek, 24 kwietnia 2009
Homo-szczęście
środa, 22 kwietnia 2009
Czym jest ten blog i kim ja jestem?
piątek, 27 marca 2009
Okres kokainowy w życiu Geja
- zbierać nowe doświadczenia a na ich podstawie odkrywać, kim się chce być naprawdę oraz z kim, na jakich zasadach.
- wyszaleć się, by przed wejściem w ten właściwy związek, mieć odpowiedni poziom świadomości - bez tej świadomości, będziesz spał i będziesz zdany na przypadek.
czwartek, 12 marca 2009
Bądź swoim własnym księciem z bajki
-
Nowe HomoFascynacje! - *Hej! Wiesz, że powstała nowa wersja HomoFascynacji?* Nowe opowiadania + uwielbiana przez Was klasyka w nowych okładkach, gejowski sexletter oraz całodob...
TOP 10 miesiąca
-
Ponad 1000 pasywów z całej Polski wypowiedziało się , jakiej wielkości kutasy lubią poczuć w swoich dupach. Chcecie wiedzieć, co mi powiedzi...
-
Podobno generalnie swoim blogiem jakoby psuję prawidłowy obraz gejów w społeczeństwie. Czemu? A no bo blog, jak przystało na wytwór stereot...
-
Aktualizacja: 5.12.2015 - 52 pozycje Aby seks analny nie był... banalny - nim ruszycie dupą, trzeba najpierw ruszyć głową. Odp...
-
Wszystkie niesprawiedliwości, jakich doświadczamy od wieków jako geje, Bóg postanowił nam wynagrodzić - dając nam męski punkt ...
-
Problem z posiadaniem płomiennej pasji jest jeden: kto igra z ogniem, ten może się po prostu spalić. Przyznam, że nie podchodziłem do tego z...
-
Kochani - dzieje się! Akcja "Piękno Gejowskich Ciał" przekroczyła popularnością moje najśmielsze oczekiwania. Można powiedzieć, ż...
-
Wyrażają głęboki zachwyt nad ciałem i duszą partnera / partnerów. Są wizualnie wysłanym komplementem, cielesnym wyszeptaniem: "Kurw...
-
Ten rodzaj gejowskich uciech cielesnych budzi chyba największe emocje. W końcu dupa zazwyczaj służy do czegoś innego. Jednak okazuje...
-
Jesień przyszła, liść się złoci - fiut się szybko ogołoci . Okej, już kończę z poezją - za to mam dla Was kolejną dawkę małych podniet i tem...
-
Kochani! Witam, tulę i całuję :*** Moje zniknięcie wywołało falę spekulacji - łącznie z podejrzeniami o to, że umarłem ;) Wszystkich hejteró...