SZYBKIE INFO:

HOT NEWS!

Obczajcie HomoFascynacje - nowe, gorące opowiadanie zawitało na ich łamy :)

piątek, 17 czerwca 2011

Nie trzeba odwagi, by żyć życiem, jakiego pragniesz.

Prawdopodobnie wcześniej czy później spotyka to każdego. Pewnego dnia budzimy się i boleśnie uświadamiamy sobie, że nie żyjemy życiem, jakie pragniemy. Że nie pracujemy tak, jakbyśmy chcieli. Że nie jesteśmy z osobą, z którą chcemy być. Że nie mówimy ludziom tego, co byśmy chcieli.

To moment, w którym Twoje przeznaczenie rzuca Ci rękawice.

I pyta: Podejmiesz wyzwanie? Czy dalej śnisz?

99,99% ludzi wybiera sen. Bo żona, bo dzieci, bo stała praca, bo obowiązki, kariera. Bo Matrix ich więzi. Jakakolwiek próba bycia sobą jest tępiona. Zauważysz to, gdy tylko spróbujesz. Ludzie nie chcą Ciebie prawdziwego, bo sami tacy nie są. Ludzie chcą, byś był taki, jaki oni chcą Cię widzieć. Chcą byś był uczynny, zaradny, samodzielny itd. Żebyś był JAKIŚ. Chcą byś żył pod ich dyktando. Każdy jeden. Im bliższa Ci osoba, tym bardziej tego chce. Myślisz, że oni tak prawdę chcą Twojego dobra? Oni tak myślą, ale w rzeczywistości skąd mogą wiedzieć, co jest dla Ciebie dobre? Skąd mogą to wiedzieć, skoro sami nie wiedzą, co jest dla nich dobre?

Tego dnia, gdy przeznaczenie rzuciło mi rękawice, spojrzałem w lustro. Zobaczyłem gościa, który 26 lat żył nie swoimi przekonaniami. Nie swoimi wartościami. Który karmił się obawami, które kazały mu się poniżać. Które kazały mu tkwić w złotej klatce. Złapałem się za głowę. Rzuciłem zawód, do którego uczyłem się X lat i który - jak mi się wydawało - był moją pasją. Copywriting. Gówno a nie copywriting. Nie chcę więcej nigdy już napisać żadnego tekstu reklamowego ani hasła, choć potrafiłem zarobić na jednym zdaniu kilka tysięcy złotych. Mam dość, mam tego po dziurki w dupie.

Co teraz?

Nie wiem, ale rzeczywistość mi to pokazuje w każdej chwili. W każdej sekundzie. Żeby to dostrzec, musisz wyciszyć umysł, przestać babrać się w jego opowieściach. Inaczej przesłonią Ci one oczywistą oczywistość, którą całe życie masz przed oczami.

Podniosłem rękawice. I nie wiem, jaki będzie wynik tego starcia.

Wiem, że po drodze do życia, jakim pragniesz żyć, jest tylko jedna przeszkoda. Tzw. złote klatki. Wygodne, luksusowe, usypiające więzienia. Więzienia zbudowane z naszych przekonań, nawyków, przyzwyczajeń. Jakie to klatki na przykład?

1. Masz tzw. "cudowny" związek od wielu lat. Niby go kochasz, on niby Ciebie. Niby wszystko jest okej. Tylko czemu myślisz o kimś innym? To nieważne, prawda? Ważne, że jest spokój, jest poczucie bezpieczeństwa. Wyjdź z tej klatki a zmierzysz się z demonami pt. samotność, porzucenie, rozpacz. One tam są, czekają na Ciebie. Póki wierzysz, że to Cię pokona, musisz siedzieć w złotej klatce i robić dobrą minę do złej gry. Ale gdy tylko partner nie widzi... O tak, wtedy - na delegacjach, w senatoriach itd. - TAM SIĘ DZIEJE DOPIERO. Pierdolą się po krzakach z byle kim, zaspokajając swoje seksualne ega. To jest dopiero konsekwencja gruchania w dupę swojego prawdziwego Ja.

2. Masz tzw. "stałą pracę". Poczucie bezpieczeństwa to piękna halna, bo ona zakłada, że gdzieś tam, poza złotą klatką, jest jakieś niebezpieczeństwo. Bliżej niezidentyfikowane. Szef sra Ci na łeb, robisz rzeczy, które nic nie znaczą tylko po to, by dostać jakąś kasę i móc przeżyć kolejny miesiąc. Ludzie dopiero na emeryturze robią to, na co mają ochotę. Jeśli jeszcze mają zdrowie!

3. Ktoś Cię utrzymuje - rodzice, partner, ktokolwiek. Uzależnia Cię od siebie, bo ma kasę i myśli, że sam nie da rady. Podciera sobie Tobą swoją dupę, bo boi się zmierzyć ze swoimi demonami (np. samotnością). Będzie jęczeć w nieskończoność, że płaci za Ciebie rachunki, że kładzie na Twoje utrzymanie, ale kurwa ZAPŁACI. Po co? Żebyś został. Żebyś go nie opuścił. Gdy nie ma już żadnych argumentów, trzeba użyć kasy. Jeśli ktoś nie ma czym kogoś skusić - osobowością, miłością etc. - zostaje mu już tylko mentalne kurwienie się.

Jest przepis, by sobie zjebać życie.

Nie bądź sobą. Bój się wyrażać prawdziwego siebie. Sprawdziłem to - działa zajebiście! 26 lat wchodziłem ludziom w dupy. Podlizywałem się, pozowałem, pokazywałem, jaki to ja niby jestem. Hipokryzja pełną gębą. A summa summarum okazało się, że mało tego, że jedno wielkie rzadkie gówno z tego było, to jeszcze moja samoocena leżała i kwiczała.

Nie musisz być odważny, by żyć życiem, jakiego pragniesz.

Tu chodzi bowiem nie o odwagę, ale o wyzbycie się lęków. A konkretnie - historii, wierząc w które, generujesz w sobie lęk. Historii o śmieci, chorobach, biedzie, odrzuceniu i samotności, utracie reputacji. Przekonałem się, że gdy się boję tych rzeczy, to choruję, umieram, jestem biedny, odrzucam samego siebie i tracę resztki szacunku do siebie. Kierując się tymi lękami, staczam się i zamykam w złotych klatkach. One kastrują mnie z możliwości, jakie daje Wszechświat.

Gdy wychodziłem z mojego pierwszego szkolenia w Warszawie, byłem zdumiony. Kiedyś tak bardzo bym się tym stresował. A teraz... po prosty płynąłem. Bez myślenia, bez zastanawiania się. I czułem, że jestem sobą. Że oto w tym świecie realizuję się zgodnie ze swoimi intencjami. Jestem w pełni sobą, w każdym calu. Tak bardzo oparty na samym sobie, że wiedziałem, że mogę na sobie polegać.

Życzę tego uczucia Tobie.

Życie na pół gwizdka nie jest warte przeżycia. Nie ważne którą stronę swoje wewnętrznego konfliktu wybierzesz - jeśli to, co robisz, nie jest robione CAŁYM Tobą, to nie ma sensu. Spytaj największych myślicieli, filozofów, mentalistów. Spytaj siebie. Tam w środku jest odpowiedź. Chciałbym Ci powiedzieć wytarty frazes, że "tylko Ty ją znasz", ale to nieprawda. Nie znasz odpowiedzi na pytanie, kim naprawdę jesteś i co chcesz robić. Nie znasz siebie, gówno o sobie wiesz. Niech to będzie Twoje założenie operacyjne podczas poszukiwań. Ludzie myślą naiwnie, że wiedzą, kim są, podczas gdy są to tylko wyuczone pozy, wystudiowane role.

Nie mam ochoty na poznawanie Twoich masek, wizerunków, pozorów. Nie mam też ochoty na poznawanie Twojego wnętrza i prawdziwego Ja, bo wiem, jakie jest. Skąd? Stąd, że wszyscy w środku jesteśmy tacy sami. Jeśli odkrywam Siebie, odkrywam również Ciebie. To tak intymne, tak prawdziwe, tak głębokie, że cały ten plastikowy matrix wydaje się przy tym walentynkową, hollywoodzką sztampą, tandetną szmirą i nieciekawym przedstawieniem.

W trakcie dochodzenia do prawdziwego Siebie, zacząłem rozumieć, że to, co dzieje się z innymi ludźmi, to nie moja sprawa. Nie rusza mnie to. Ale UWAGA! To nie znaczy, że nie utrzymuję kontaktów z ludźmi. Ba! Wręcz przeciwnie - dopiero teraz zaczynam mieć prawdziwe relacje - z prawdziwym środkiem ludzi a nie ich maskami, powłokami. Widzę, jak inspiruję otoczenie i to inspiruje mnie. To, że umiem oddzielać swoje myśli od innych, nie sprawia też, że popadam w ignorancję, że mówię innym, że mam ich w dupie. Po prostu zauważam, za co jestem odpowiedzialny i na co mam wpływ. To daje moc.

Niech ta moc będzie z Tobą :-)

10 komentarzy:

  1. Ja żyłem w klatce przez lat 19. A później stwierdziłem 'fuck the system' i zacząłem z niej wychodzić. Myślę, że dalej w pełni mi się to na pewno nie udało, ale w jakimś stopniu mam poczucie, że jestem na dobrej drodze. W końcu czuję się lepiej. Bardziej niezależnie. Wolny. Lubię siebie i akceptuję swoje wady i jest mi dobrze z trochę niedoskonałym całokształtem siebie. Nie udaję przed innymi i przed sobą, że jestem inny, niż jestem.
    Mam nadzieję iść naprzód najdalej jak się da, oswobodzić się w pełni, wyjść z klatki. :P

    OdpowiedzUsuń
  2. ja wczoraj usłyszałem, że jestem pusty i traktuję go jak worek pieniędzy ;(

    OdpowiedzUsuń
  3. Klasyka gatunku. Sprawdź, czy to prawda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm.. tylko jak wyjsc z tej zlotej klatki, swiadomosc ze takie istnieją nie wystarcza przeciez..Jak zrobiles ten pierwszy krok DreamWalker? Czy aby przestac snic musi zabolec, trzeba dotknac dna?

    OdpowiedzUsuń
  5. @Serenity: Wg moje doświadczenia świadomość to jest właśnie ten pierwszy krok. Należy spojrzeć prawdzie w oczy. To bywa czasem szokujące, ale trzeba to zrobić. Uświadomić sobie, że się jest w mentalnej pułapce. Druga sprawa - zobaczyć, co jest kijem, a co marchewką. W złotej klatce zawsze znajduje się wartość dodatnia, np. bezpieczeństwo, miłość, akceptacja. Poza klatką zawsze masz przeciwieństwa, czyli wartości z bieguna ujemnego: zagrożenie, samotność, odrzucenie itd. Nie opuszczaj klatki, póki nie poczujesz wewnętrznie, że w efekcie pracy nad sobą jesteś w stanie zmierzyć się ze swoim demonem. Nie sądzę, że jest możliwe opuszczenie klatki całkowicie bez cierpienia. Trzeba być na to gotowym i nastawić się na to, że to cierpienie będzie okazją do zidentyfikowania historii/ przekonań, które to cierpienie powodują.

    Gdy spieprzyłem z związku, który był dla mnie ciężarem i ograniczeniem (tak mi się wydawało), bardzo cierpiałem przez kilka miesięcy. Ale w końcu odkryłem, jaka myśl powodowała cierpienie. I kwestionowałem ją tak długo, aż się od niej odlepiłem. Teraz już nigdy żaden związek nie może być dla mnie cierpieniem na dłuższą metę. Mogę wrócić do złotej klatki, ale ona nigdy nie będzie dla mnie już pułapką. Zrozumiałem, że miłość jest we mnie - więc mogę być, gdzie chcę. Sam lub z kimś, żadna różnica.

    Teraz czeka mnie opuszczenie kolejnej klatki. Co z tego będzie - na pewno ciekawe wnioski.

    OdpowiedzUsuń
  6. DreamWalker - to co napisałeś jest mi teraz bardzo bliskie i bardzo za to dziękuję. Właśnie uwalniam się ze swojej złotej klatki, czyli rzuciłem świetną pracę i dobre perspektywy "rozwoju zawodowego", przez które straciłem moją pasje i prawdziwy sens życia. Wbrew obawom przerwałem beznadziejny, flustrujący związek i pomimo początkowego bólu i zagubienia teraz poczułem całym sobą, że to była najlepsza dla mnie decyzja. Właśnie odbudowuję samego siebie od podstaw, cegiełka po cegiełce, ale teraz wiem, że robię to bo chcę, a nie bo muszę. Ostatnio czuję, że żyję właśnie tu i teraz, spełniam się i nie odkładam niczego na starość, której mogę przecież nigdy nie doczekać, więc nie ma na co czekać.

    Dzięki za motywacje do dalszych starań o dobre życie i życzę powodzenia w twoich staraniach :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hym.. Chciałabym napisać tu coś długiego, jakieś podziękowania, itp. Zobaczymy, co z tego będzie. Pierwsze, jakkolwiek to nie zabrzmi, dzięki. Cała mój światopogląd poszedł się właśnie kochać z jakimś facetem. Wiesz.. Miałam zawsze inny obraz geja w głowie. I chociaż mam wielu znajomych homo, to jakoś nie wnikałam w ich życie osobiste, odczucia. Po prostu nie wypada, prawda ? A dzięki Twojemu blogowi ' poznałam ' geja od podszewki wręcz. Naprawdę, świetne uczucie.
    W internecie jest wiele opowiadań typu yaoi < opis męsko-męskiej miłości, psychicznej i fizycznej > Gdzie jest zawsze tak prosto.. Nie ma wielu problemów, chyba że autorka jest jakaś uchynięta. To, co tu piszesz, jest całkowicie sprzeczne z tym, co ja, jako yaoistka, wiem.
    Druga sprawa.. Zgaduj, ile mam lat :)
    Dobra, nie zgadniesz. Piękne 14,5. Zaskoczony ? Nie wiem.
    Kolejne dzięki. Naprawdę, fajnie się to czyta.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki Sayu. Fajnie, że mimo, że to, co piszę, jest sprzeczne z tym, co wiesz, to jednak masz otwarty umysł. Chwała Ci za to.

    OdpowiedzUsuń
  9. Otwarty umysł ? Tak, pewnie masz rację, aczkolwiek, to tez zależy od sytuacji. Parę postów, które przeczytałam, jest inna, ale zupełnie mi nie wchodzą do umysłu, jakoś nie moge ich przyswoić. Nie będę wymieniać, jakoś mi się nie chce.
    Wgl, wielka euforia, DreamWalker mi odpisał. W sumie, nie liczyłam na to

    OdpowiedzUsuń
  10. Niby nie trzeba odwagi, by żyć jak chcesz, ale trzeba się odważyć, by wyjść ze "złotej klatki".
    Prawdziwy sens życia, to czuć się spełnionym i robić to, co się kocha, czego wszystkim życzę :)

    OdpowiedzUsuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca