SZYBKIE INFO:

HOT NEWS!

Obczajcie HomoFascynacje - nowe, gorące opowiadanie zawitało na ich łamy :)

wtorek, 29 września 2009

Zinternalizowana homofobia - nasz największy problem

"Ale ta ciota ma przegięte ruchy... Popatrz, jak się ubiera, jak dziewczynka. Kolorowe fatałaszki, puder na ryju. Co za panienka."

Powyższe słowa to apogeum nietolerancji i braku akceptacji. Podszyte są agresją, powodowane świętym oburzeniem i pogardą. Ich autor buduje swoje ego na obniżaniu czyjejś wartości, aby samego siebie pokazać w lepszym świetle. W domyśle jest: "Zobacz, jaki ja jestem męski w porównaniu z nim!".

Autorem tych słów nie jest napity działacz LPR-u, skin w dresie popijający tanie piwo z biedronki.

Autorem tych słów jest wykształcony homoseksualista. Dobrze ubrany, elegancki, dbający o swój wygląd.

Tak, uczcijmy to minutą ciszy.

...

Wiesz już, do czego zmierzam?

Jęczymy, że o Gejach krąży w społeczeństwie wiele krzywdzących stereotypów. Że się wszyscy, co do jednego, kurwimy, że mamy wszyscy HIV'a, że jesteśmy niedojrzali i nikt z nas nie potrafi stworzyć stabilnych związków opartych na prawdziwych uczuciach.

Jednocześnie zdecydowana część Gejów negatywnie ocenia innych Gejów. Że są przegięci, puszczalscy, że kłamią, że zdradzają i zabili Kennedy'ego.

To własnie zinternalizowana homofobia w pełnej krasie.

Jeśli jeden Gej z pogardą wypowiada się na temat "przegiętości" innych, to daję sobie chuja obciąć, że ma w sobie delikatną, kobiecą część, którą totalnie stłamsił i której wyrzekł się, bo społeczeństwo w procesie socjalizacji (czyli opowiadania bzdurnych historyjek) wjebało mu do głowy, że bycie męskim jest jakościowo lepsze, niż bycie kobiecym.

Taka osoba nigdy nie będzie autentyczna. Zawsze będzie - ze strachu przed zdemaskowaniem - utrzymywać pewną sztuczną pozę. Zakładać maskę pt. "Oto jestem supermęskim samcem" podczas gdy w środku coś próbuje się wydostać i nie może.

Niestety Kochani - nie akceptujemy samych siebie. Jakim więc prawem mamy wydębić od heteroseksualnej większości legalizację związków czy prawo do adopcji dzieci???

W socjologii istnieje zjawisko, w którym mała grupa potrafi narzucić swoje poglądy większej. Wiesz jak? Tym, że jest bardziej spójna. Gdybyśmy przemówili jednym głosem, który brzmiałby mądrze i spójnie, nikt by się nie ugiął.

A podczas, gdy ja tłumaczę to, co tłumaczę, w tle rozbrzmiewa jeszcze idiotyczny dialog wewnętrzny, że przegiętość jest fe. A ja dochodzę do wniosku, podczas gdy ten dialog w końcu być może właśnie się wycisza, że wolałbym być z przegiętym, ale autentycznym facetem, niż z takim, który gra "prawdziwego mężczyznę", tworząc pozy i zakładając maski.

Wiesz, że piszę teraz do Ciebie, prawda? Właśnie do Ciebie.

Więc weź sobie to, co piszę, głęboko do serca - odrzuć lęk, kieruj się sercem i zaakceptuj za jego pomocą siebie - w pełni i do końca taki, jaki jesteś. I wierz mi - nie wiesz, jaki jesteś. Nie znasz siebie, bo masz filtry, które przepuszczają o Tobie tylko takie informacje, które sam chcesz zbierać.

Zinternalizowana homofobia - niechęć do "przegiętych ciot", przejawów bycia sobą, tuszowanie się na siłę i hipnotyczne powtarzanie popierdolonych, kompletnie bezmyślnych stereotypów w stylu "wszyscy geje są..." - to NASZ NAJWIĘKSZY PROBLEM.

Dlatego nie piszę bloga dla heteryków, ale właśnie dla Gejów.

Chcesz żyć w społeczeństwie, w którym nie robią wielkich oczu na widok dwóch trzymających się za rękę facetów? Zacznij więc zmieniać to społeczeństwo. Zacznij najpierw od jednej osoby. Od kurwa siebie. Bo jesteś jego częścią i je współtworzysz.

Przegiętość jest okej. No chyba, że podpisujesz się pod stwierdzeniem społecznym, że "facet powinien być męski". A co, jeśli nie jest? Będziesz budował swoje iluzoryczne ego pt. "jaki to ja jestem lepszy od niego, bo jestem bardziej męski"...? Będziesz się wściekał, oburzał? A może obśmiewał złośliwie? A on i tak ma Cię w dupie, podczas gdy Ty wciąż jeszcze wpierdalasz sobie do żył hormon stresu, szkodząc sobie jednocześnie.

Kto powiedział, że facet powinien być męski? Społeczeństwo! To samo, które wybrało Kaczyńskiego na prezydenta! Znaleźli sobie ideał męskiego przywódcy!! Hahahahaha!!!

A może jeszcze nie przyszło nikomu do głowy, że definicja męskości mogłaby być rozszerzona o wrażliwość, delikatność i czułość, która czasem wychodzi w postaci, którą ktoś o prawdopodobnie niskim poziomie intelektualnym nazwał "przegiętością"...?

Przgiętość jest OKEJ - to jej interpretacja budzi zgrozę i tworzy problemy. Ktoś myśli, że taki facet to nie facet. Nie skądże, ma jaja, ma chuja, ma zarost - wypisz wymaluj baba!

I założę się z Tobą o loda :) że nawet nie wiesz, kiedy to się stanie, że zaczniesz myśleć o tym w zupełnie inny sposób, który polega na tym, że ilekroć nazwiesz kogoś "przegiętą ciotą" albo "jebanym pedałem", zobaczysz w swojej wyobraźni wielkie lustro, w którym się pięknie odbijasz i usłyszysz, jak mówisz to do siebie za każdym razem, gdy oceniasz innych, oceniasz siebie, choć tego nie rozumiesz jeszcze.

Jeśli za kogoś myśli społeczeństwo - niech wyłączy umysł, bo błądzi. Lepiej przełączyć się na serce.

Pozdrawiam i do napisania!

Witaj a gabinecie luster

Od początku istnienia tego bloga mam do czynienia z pewnym ciekawym zjawiskiem. Bliżsi i dalsi znajomi przysyłają mi jego fragmenty i pytają: "To o mnie?". Hahaha! Zauważyłeś? Sami sobie odpowiadają na to pytanie - samym faktem, że je zadają!

Jesteś tym, co myślisz o sobie. A ten blog jest Twoim lustrem, w którym się przeglądasz. Nawet, jeśli czytasz go od deski do deski, to w Twojej głowie zostaną tylko te fragmenty, które potwierdzają Twój model rzeczywistości. Będą też takie fragmenty, które będą wzbudzac w Tobie wyjątkowe emocje i wtedy - bez względu na to, czy się z nimi zgadzasz, czy nie - też utkwią Ci w pamięci.

Pisuję tutaj od ponad pół roku. Jebałem ludzi z góry na dół, wielu się obrażało, waliło fochy, wdziało w moich słowach obelgi. Byli też tacy, którzy pisali mi, że piszę mądre rzeczy i że ten blog daje im cenne wskazówki, którymi chcą się w życiu kierowac.

Kto ma racje?

Czym jest ten blog? Czym są moje wpisy?

Są tym, czym myślisz, że są. To Ty, Drogi Czytelniku, decydujesz, jak interpretowac słowa, które tutaj wstawiam. Widzisz obelgę - masz rację. Widzisz naukę - też masz rację. Wysyłam Ci informacje - ale to, do jakiej przegródki zdecydujesz się je wsadzic w swojej głowie, to już Twoja sprawa.

To trudna lekcja, szczególnie, jeśli boli.

Ale daję sobie rękę obciąc albo nawet coś wiecej, że moje słowa - ani żadne inne - nie mają możliwości ranienia kogokolwiek. No chyba, że skonstruujesz sobie model świata, w którym słowa są niczym naboje, które mogą trafic i zranic, zamiast myślec o nich, jak o porcjach informacji z załączonym pytaniem: "co to znaczy?"...

Raz jeszcze powtórzę - ten blog jest lustrem. Cokolwiek w nim widzisz, jest odbiciem Twojego oblicza. Wielu przyjąc tego na klatę nie umie, bo nie potrafią - albo nie chcą! - do siebie dopuścić myśli, że to ich własne odbicie. Unikają więc pewnych zwrotów, sytuacji, bo boją się zobaczyc tam samych siebie.

Cały świat, w jakim żyjesz, jest Twoim zwierciadłem.

Choc wielu ręce umywa i mówi: "Nie, to nie ja zrobiłem, to inni ludzie". Nazywa się to zdjęciem odpowiedzialności z siebie i oddaniem jej czynnikom, na które nie mamy bezpośredniego wpływu.

Ktoś mówi: "Świat jest zły". A ja się pytam: Na jakiej dokładnie podstawie tu i teraz osądzasz cały świat jako zły?

I nagle ich olśniewa - to nie świat jest zły, bo świat nie posiada atrybutu pt. poziom zła. To my tworzymy go a następnie - za pomocą fatalnie dobranych opisów - zdejmujemy z siebie odpowiedzialność.

"Geje to zdradzieckie cioty" - a więc pytam: na podstawie jakiś Twoich osobistych doświadczeń klasyfikujesz wszystkich gejów jako zdradzieckie cioty?

I znów niespodziewanie przejmują kontrolę nad rzeczywistością. Dlaczego? Bo używamy właściwych słów, dzięki którym docieramy do historii, które ich bolą!

A więc wracamy do tego, o czym pisałem ostatnio - do historii, jakimi karmi się umysł. Tu już nie chodzi o to, co jest prawdą, bo prawdy z historyjek się nie dowiesz. Tu chodzi o to, jakie konsekwencje w Twoim życiu mają historie, w które wierzysz i którymi się kierujesz.

"Kuba mnie zranił" - tak, bo dałeś mu taką możliwość w swoim umyśle. Zrobiłeś to zanim mnie poznałeś. Uznałeś, że ktoś może Cię zranić za pomocą słów. Dałeś mu taką możliwość. Stworzyłeś pojęcie pt. zranienie i określiłeś kryteria, na podstawie których Twój umysł będzie to zranienie rozpoznawał i pozwalał Ci czuć się z tym źle.

Nie umiem opisać tego procesu już dokładniej.

Sam wiele lat żyłem iluzją zranienia. Bolało mnie tyle rzeczy. Aż stoczyłem się na dno i zobaczyłem, że w końcu muszę coś zmienić w swoim myśleniu o rzeczywistości, bo inaczej zwariuję. Dziękuję wszystkim, którzy mnie "zranili". Pokazali mi oni moją słabą stronę, z którą mogłem potem pracować i którą uczyniłem mocną.

Pokazali mi oni, że nie chcę żyć oczekiwaniem na coś, co ma nastąpić, lecz tym, co jest tu i teraz, bo to jedyne prawdziwe życie.

Pokazali mi, że słowa nie mają żadnego znaczenia, jeśli my im tego znaczenia nie nadamy. Przez to nikt nie jest w stanie zranić mnie, mówiąc cokolwiek.

Pokazali mi, jak na największą agresję, arogancję i chamstwo patrzeć z miłością, która potrafi ten syf rozpuścić.

Pokazali mi, że wszystkie złe zachowania ludzi są wołaniem o pomoc.

To wiem tylko z tego, że przeglądałem się w świecie i ludziach niczym w lustrach. Z dnia na dzień jest we mnie coraz mniej lęku, coraz mnie obaw. Nie boję się, że kogoś lub coś stracę. A jeśli tylko choć przez chwilę się tym zmartwię, Wszechświat natychmiast pokazuje mi, że tego robić nie powinienem. Natychmiast zsyła chaos i zniszczenie.

W swoim życiu miałem już kilka solidnych luster, w których zobaczyłem każdą swoją słabość. Jednym z nich był facet, który nadużywał alkoholu i którego kochałem nad życie. On pokazał mi, że mam o siebie dbać bardziej, niż o kogokolwiek na świecie. On pokazał mi, że póki sam siebie nie uszanuję, to nikt mnie nie uszanuje. Przeszedłem piekło i jestem za to wdzięczny losowi, bo gdyby nie to, nadal byłbym miękką cipką, która sypie się przy pierwszym lepszym problemie.

W związkach nie boję się niczego.

Nie boję się, że on zacznie pić. Że mnie zdradzi. Że odejdzie. Że zacznie mnie oszukiwać. Wyzbyłem się obaw i wiesz co - trudno mnie na nie złapać. Trudno mnie zaszantażować, wystraszyć. "Jeśli nie będziesz taki, jaki chcę byś był, odejdę" - to nie argument. To nie agresja. To wołanie: "Pomocy! Ja cierpię!"

W związkach wyzbyłem się "świętych zasad" - że np. nie wolno się kłócić, podnosić głosu, wyzywać etc. Przez to naprawdę ciężko wrzucić mnie w poczucie winy albo zawstydzić. Robię to, co mi podpowiada intuicja i najczęściej okazuje się to naprawdę dobrym rozwiązaniem.

Nazywam to byciem autentycznym.

Wielu ludzi nie rozumie, że póki istnieje coś, czego się boją, nie mogą być w pełni autentyczni - jak dzieci. Lęk uniemożliwia dostęp do takich zasobów, jak zaufanie, radość, spokój czy akceptacja.

A więc pieprzy koherencję, wrzucając serce w chaos.

Każda zasada pt. "powinno być tak a tak" wyklucza możliwość akceptacji tego, co będzie, jeśli zasada zostanie złamana. Wtedy ludzie chodzą z historią "On nie powinien był tego robić." A brak akceptacji = cierpienie.

Umysł nie jest w stanie akceptować wszystkiego. Umysł zawsze stawia jakieś warunki. A to oznacza, że myśląc tylko umysłem (lub głównie nim), zawsze będziesz w stanie częściowej nieakcaptacji (bo jeśli istnieją warunki, to istnieje też coś, co warunków nie spełnia) a zatem będziesz w stanie częściowej dekoherencji. Tylko serce akceptuje bezwarunkowo.

Moje słowa dot. energii serca zawsze będą dla Ciebie pustką i będziesz je przyjmował bez specjalnych emocji i zrozumienia, póki nie doświadczysz na własnym sercu, co oznacza czysta koherencja i jak piękny jest to stan.

Będąc w cudownym stanie koherencji, przyjrzyj się historyjkom, w jakie wierzy Twój umysł. Część z nich będzie wyprowadzać Cię ze stanu koherencji i to właśnie z tymi historiami trzeba pracować - tak długo, aż myśląc o nich będziesz nadal mógł być w pełni koherentnym.

Powyższy akapit przeczytaj co najmniej 3 razy! To jedna z najbardziej skutecznych metod pracy nad sobą.

O tym, jak pracować nad swoimi historiami, będzie jeszcze nie raz. Póki co, korzystaj z metody, jaką opisałem w poście o historiach umysłowych. A ten blog - nawet, jeśli padają w nim słowa, które Twój umysł sklasyfikuje, jako przykre - niech będzie dla Ciebie areną, na której hartujesz swojego ducha. To dobry sposób, byś jutro był lepszy, niż dziś.

Baw się znakomicie w swoim życiu! Do napisania!

sobota, 26 września 2009

Jakimi historiami żyje Twój umysł?

Pamiętasz jeden z najważniejszych postów na tym blogu - post o koherencji serca? Chyba wspomniałem w nim, że rodzimy się wszyscy w tym właśnie niezwykłym stanie - mając bezpośredni dostęp do najwspanialszych zasobów. Rodząc się, kochamy świat. Akceptujemy w nim wszystko, co jest - takie, jakie jest. Ufamy też światu - nie wychodzimy z cipy mamy podejrzliwie, lecz oddajemy się mu od razu. Potrafimy się cieszyć wszystkim, co nas otacza - wtedy nawet kulka z papieru jest czymś zabawnym i fascynującym. Jesteśmy wdzięczni za każdy dzień swojego życia. I jesteśmy pewni - co objawia się tym, że nie mamy męczących nas wątpliwości.

To właśnie koherencja serca.

Coś jednak dzieje się po drodze do "teraz", że ten stan gubimy. Popadamy w zwątpienie, lęki, frustracje i cały ten syf. Jak to się dzieje? Początkowo nie przeszkadzamy sobie niczym w byciu w koherencji serca. Potem jednak uruchamiamy nasz umysł. A jego pożywieniem są historie. Społeczeństwo i otoczenie karmi nas najróżniejszymi historiami na temat świata, innych ludzi i zjawisk, które dzieją się dookoła.

Tak nasz umysł buduje model rzeczywistości, który z rzeczywistością nie ma nic wspólnego.

Ludzie, niczym małe mrówki, chodzą po bezkresnym Wszechświecie niczym po niekończącej się pustyni. Każdy z nas dostrzega tylko mały fragment jego ogromnej historii oraz przestrzeni i tylko ze swojej perspektywy. Na podstawie tych mikrodoświadczeń budujemy swoją historię osobistą - złożoną z setek, tysięcy mocno splecionych historyjek, które tworzymy, znacząc na naszej linii czasu "początki" i "końce" pewnych epizodów. I mocno w to wierzymy, trzymając się tego, że "moja wersja jest prawdziwa". Do kurwy - żadna nie jest.

Rzeczywistość po prostu jest. A historie zawsze są jakieś - dobre, złe, stresujące bądź zabawne.

I tak właśnie nasz mózg relacjonuje każdą chwilę, którą przeżyłeś. Przytacza czyjeś słowa, które opowiadają dalsze historie, w których ktoś opowiada swoją historię, jak przeżył pewną historię... Umysł topi się w tym, gubi i popada nieraz w ogromne sprzeczności.

Wyobraź sobie dwóch ludzi, którzy wiodą podobne życie pełne naprzemiennych wzlotów i upadków. Jeden mówi swoją historię: "Zawsze, gdy coś zaczyna się dobrze w moim życiu, potem się wali". Drugi mówi swoją historię: "Zawsze, gdy coś wali się w moim życiu, udaje mi się potem pozbierać i wtedy zaczyna się coś dobrego."

Zauważyłeś? Oni mówią o tym samym. Tylko w inny sposób.

Który z tych dwojga ludzi czuje się lepiej w swoim życiu?

Umysł nieustannie żyje historiami. Rozejrzyj się dookoła i przyjrzyj się dowolnej rzeczy, która jest obok Ciebie. Np. ten komputer, na którym to czytasz. Masz historię, jak on do Ciebie trafił. Masz historię, co z nim robiłeś do tej pory. Masz historię, co zrobisz z nim, gdy kupisz nowy. To wszystko haluny. To wszystko nie istnieje tu i teraz. Tu i teraz jest tylko komputer. Reszta pochodzi z umysłu.

Pal licho, jeśli Twój umysł żyje motywującymi, wspaniałymi historiami, którymi nie przeszkadzasz sobie w byciu w koherencji serca. Gorzej, jeśli ktoś nieustannie od nowa przeżywa swoje smutne historie - historie porzuceń, zdrad, rozczarowań i samotności. Historie lubią się zapętlać. Wtedy widzisz smutnych ludzi, którzy zataczają koła. Próbują rzucić alkohol, ale nie mogą. Którzy chcą pokochać, ale nie potrafią, bo się boją.

Kiedyś patrzyłem na nich swoim umysłem i mówiłem sobie: co za nieudacznicy - nie potrafią dać sobie z tym rady. Gdybym ja był na ich miejscu, od razu rozwiązałbym problemy, które oni mają. Tak było, dopóki mój umysł nie odkrył, że ja sam zamknięty jestem w umysłowych pętlach, z których nie umiałem znaleźć wyjścia. Popadłem w panikę i czułem się, jak w pułapce zbudowanej z lęków, frustracji i wstydu.

Aż w końcu spojrzałem sercem.

To zmieniło tak wiele. Koherencja to stan, w którym się rodzimy i w którym winniśmy umierać. Ze spokojem, z miłością, z bezwarunkową akceptacją. Patrząc sercem na siebie, zobaczyłem kogoś, kto cierpi i walczy z nieuleczalną chorobą, dzień w dzień zmagając się z bólem. Zobaczyłem kogoś zapatrzonego w swój umysł, który wyniósł na ołtarze, zapominając o tym, co umysłem nie jest. Popłakałem się i to mnie oczyściło. I wciąż oczyszcza.

Potem spojrzałem sercem na innych ludzi i zobaczyłem, jak wiele jest w ich umysłach toksycznych historii - okradną mnie, zabiją, zgwałcą, złapię HIV'a, umrę w samotności. Zdradzą mnie. Nigdy nikogo nie poznam...

Zobaczyłem ludzi, którzy kryją się pod maskami agresji, przebojowości, perfekcjonizmu, podczas gdy ich serca wołają o pomoc. Zrobiło mi się tak cholernie smutno. Tak bardzo chciałbym im pomóc! Pokochałem ich, bo zobaczyłem w nich siebie sprzed jakiegoś tam czasu.

Czytelniku!

Popatrz na tego bloga. On ewoluuje wraz ze mną. Byłem intelektualnym kozakiem. Mój umysł wojował wściekle, poniżał i szarpał się z innymi na litery i słowa. A teraz każdy wyraz na tym blogu rodzi się z miłości do ludzi. Z miłości do Ciebie. Tak, o Tobie mowa.

Ludzkie umysły wierzą w naprawdę parszywe historie. W historie, które sprawiają, że popadają w chaos, w stres i zniszczenie. To właśnie te parszywe historie niszczą naszą koherencję serca, nie pozwalając dojrzeć Rzeczywistości takiej, jaka jest w istocie.

Nie otaczają Cię żadni ludzie - ale ich etykietki, do których Twój umysł przyczepił historie, w które wierzy. Gdybyś zdjął te etykiety, pod płaszczami pt. "chłopak", "kumpel" czy "sąsiad" zobaczyłbyś LUDZI. Takich samych, jak Ty, czy ja. Nie lepszych ani nie gorszych - po prostu innych.

Słowa pochodzą z umysłu. Opowiadają historie, w które on wierzy, że są prawdziwe. Pewne historie są pożyteczne. Idziesz do knajpy i masz w głowie historię, że jak zamówisz piwo X, to będzie Ci smakowało. Masz historię, że jak zawołasz kelnera, to Ci je przyniesie. I mnóstwo innych, które pozwolą Ci osiągnąć pożądany rezultat.

Pewne historie, w które wierzą nasze umysły, są jednak przykre i bolesne. Jest historia, że "on pokocha, a potem odejdzie, a ja będę cierpiał". Jest historia, że "geje to kurwy i ciągle się puszczają, więc nie mogę nikomu zaufać (muszę się bać, być ostrożnym)". Są te i wiele innych, które są bolesne, wnoszą stres, ale nie są prawdziwe, bo nie mogą być.

Każda historia jest tylko halucynacją umysłu tworzoną tu i teraz w jakimś celu. Tylko tyle.

Ktoś widzi profil na fellow, na którym jest napisane "tylko sex", i tworzy historię, że "geje myślą tylko o seksie". Wszyscy? Zawsze? Bez przerwy? O jakim seksie myślą? Tylko? Pomyśl, co to za wierutna bzdura! A jednak wydaje się taka prawdziwa, co nie?

"Nigdy nie poznam kogoś, kto mnie pokocha" - to nie jest możliwe. Poznasz jeszcze mnóstwo osób, to nieuniknione. Jesteśmy na małym kawałku skały krążącej po bezkresnym Wszechświecie. A na tym kawałku skały żyje 6 miliardów ludzi. Nie możesz nikogo nie poznać. A ktokolwiek będzie obok Ciebie na dłużej, to wierz mi - tylko dlatego, że będzie w koherencji z Twoim sercem. A więc... będzie Cię kochał na swój sposób.

"Boję się, że on mnie zdradzi lub zostawi" - ponownie to nie jest możliwe. Mogą się rozstać umysły wyznaczając sobie rozbieżne cele i stawiające sobie warunki. Ale nie mogą się rozstać serca, bo serce jest tylko jedno. Podobnie nie można zdradzić. Można tylko tworzyć oczekiwania względem innych osób i się rozczarowywać, że te oczekiwania nie zostały spełnione. Problem nie tkwi w zdradzie, ale w tworzeniu tego pojęcia przez nasze zagubione umysły. W oczekiwaniu wierności. Co za bullshit.

Ułudy Panowie. Niekończące się osądy i klasyfikacje, porównania, ciągi przyczynowo-skutkowe, etykiety i czytanie w myślach. Wszystko to produkty naszych umysłów, które czasem są przydatne, ale zawsze przysłaniają nam Rzeczywistość - czyli to, co jest tu i teraz.

A kto nie żyje tu i teraz, ryzykuje, że przegapi całe życie.

Wychodzenie ze swoich historii.

1. Zadaj sobie pytanie, jakimi historiami żyje Twój umysł. On szybko Ci odpowie. Co myślisz o np. związkach gejowskich? Myślisz, że mogą być trwałe i szczęśliwe? Czy że są skazane na niepowodzenie? Cokolwiek odpowiesz - będzie to historia. Co myślisz o tym, czy poradzisz sobie w życiu? Czy uda Ci się zrealizować marzenia? Czy poznasz smak prawdziwej miłości? Czy żyjesz w dobrym miejscu i czasie? Czy wszystko jest z Tobą okej? Oto Twoje historie Kolego. Wybierz te historie, które chcesz porzucić.

2. Spytaj siebie, czy dana historia jest prawdziwa. Na pewno? Na 100%?

3. Wylicz, jakie konsekwencje w Twoim życiu niesie kierowanie się tą historią?
  • czy ta historia wnosi w Twoje życie spokój (jest w koherencji z sercem) czy może stres i chaos lub jakieś inne niemiłe uczucie?
  • ile kosztuje Cię miesięcznie wiara w tę historię?
  • ile czasu przez nią marnujesz?
  • ile zdrowia?
  • jak się czujesz, gdy przytaczasz w umyśle tę historię?
  • kim jesteś w tej historii?
  • co dzieje się w Twoim ciele, gdy odtwarzasz tę historię?
  • co będzie, jeśli będziesz się trzymał tej historii przez najbliższe 10 lat?
  • co tracisz, trzymając się tej historii? czego nigdy nie doświadczysz, kierując się nią?
  • czy coś zyskujesz? Zastanów się - Twój umysł po coś w nią wierzy!
4. Jaką nową historią chciałbyś się kierować? Napisz ją a następnie podaj minimum 5 naprawdę dobrych powodów, by się jej trzymać:
  • co dobrego da Ci nowa historia?
  • czy da Ci kasę, zdrowie, miłość?
  • na jakie doświadczenia otwiera Cię nowa historia?
Przykład:

"Boję się zaangażować, bo potem on może odejść, zostawić mnie i będę cierpiał."

Wierząc w tę historię, otrzymujesz następujące rezultaty:

- nie angażujesz się w związki, przez co ograniczasz mocno swoje szanse na znalezienie tego dobrego związku, w którym on Cię nie zostawi i w którym będziesz szczęśliwy
- zyskujesz doskonałą ochronę przez rozczarowaniem i samotnością - jednocześnie będąc samotnym (to tak, jakbyś oddał wszystko, co masz, w obawie, że Ci coś ukradną).

Nowa historia: "Angażuję się ostrożnie i z ciekawością w związki z odpowiednimi osobami" - daje Ci następujące rezultaty:

- otwiera Cię na nowe, ekscytujące doświadczenia miłosne
- jednocześnie dając Ci ochronę przed cierpieniem - zwracasz uwagę na to, czy jest to odpowiednia osoba i angażujesz się ostrożnie (zamiast sytuacji, w której nie angażujesz się w ogóle, bo się boisz).

Właśnie wywaliłeś lipną historię i zamieniłeś ją na lepszą. To też haluna, ale o wiele bardziej praktyczna. Ta historia pozostaje w spójności z Twoim sercem (w przeciwieństwie do poprzedniej, która niosła ze sobą chaos).

Nie walcz ze swoimi historiami. One same odejdą, gdy nadejdzie odpowiedni czas. A Ty po prostu pracuj, wciąż podważając słuszność swoich myśli. To pozwoli Ci oczyszczać się systematycznie z niemiłych hisotryjek, co odblokuje Twoją koherencję serca i pozwoli Ci w pełni być tu i teraz.

To najcudowniejsze uczucie na świecie. Baw się tym.

Jak się rozczarować - praktyczna instrukcja

Rozczarowanie to jedna z najbardziej przykrych emocji, jakich doświadcza człowiek. A ponieważ emocje pochodzą m.in. z głowy - mają swoją neurologiczną strukturę, która musi być zachowana, aby móc się rozczarować.

Kiedyś jeden z najbardziej niezwykłych trenerów programowania neurolingwistycznego (NLP) - Robert Dilts - powiedział, że każde rozczarowanie wymaga uprzedniego zaplanowania.

Pomyśl - ile razy w ciągu dnia mówisz jeszcze do siebie teksty w stylu: "Jeśli Janek nie przyjdzie na spotkanie, to się wkurzę". Hmmm - brzmi, jak świetny plan!

Zatem w generowaniu nieprzyjemnego doznania, jakim jest rozczarowanie, bierze udział tzw. oczekiwanie rezultatów. Oczekiwanie jest obosiecznym mieczem, o istnieniu którego przypomniałem sobie właśnie dziś.

Rano ubrałem się w najlepsze ciuchy, popsikałem perfumami, ułożyłem fryzurkę i nałożyłem kontakty. Popatrzyłem na zegarek - miałem jeszcze trochę czasu, nim odjedzie pociąg. Miałem jechać do miasta nieopodal by spotkać się z pewnym facetem. Dostał u mnie wielki plus za wygląd, za elegancję, więc pomyślałem - czemu się z nim nie spotkać?

Jednak zaczęły od niego napływać niepokojące SMSy - że może nie zdążyć, bo stoi w jakimś korku. Potem kolejny - po godzinie - że nie ruszył się wiele dalej i że najpewniej się spóźni. Im bliżej odjazdu, tym coraz większe wahania. W końcu, na 5 minut przed odjazdem pociągu, zdecydowałem się nie jechać. Najprawdopodobniej nie udałoby nam się spotkać.

Zrobiło mi się smutno.

Usiadłem na stacji i patrzyłem na odjeżdżające pociągi. Była piękna pogoda - ciepła jesień, złote liście opadały z drzew. A ja miałem w głowie fajny film, którego nie mogłem zrealizować. I pomyślałem, że przecież sam się wpuściłem w maliny.

Oczekiwałem.

Oczekiwałem, że zdarzy się coś konkretnego. Miałem plan oparty na drugiej osobie. Na osobie, której nie znam i której nie mogę być do końca pewien. A tego typu plany zawsze obarczone są ryzykiem niepowodzenia.

Nakręciłem inny film. Z moim przyjacielem usiedliśmy na brzegu rzeki i rąbaliśmy czosnkowe paluszki, popijając je Nestea. Rozmawialiśmy o życiu, polityce, o związkach, kasie. Była tak przyjemnie. Tak po prostu koherentnie.

Jak się więc rozczarować?

To proste. Zaplanuj, co będzie robiła druga osoba. Im bardziej szczegółowo to zrobisz, tym większa szansa, że on się tego planu trzymać nie będzie. Że zboczy z niego, nawet zupełnie niechcący, zupełnie nieświadomie. I najlepiej udawaj, że ta osoba ma umiejętność czytania w Twoich myślach i z pewnością odgadnie, co masz na myśli.

"Jeśli mnie kochasz, będziesz wiedział, co robić." "Jeśli Ci zależy, to wiesz, co masz zrobić" itd. To mordercy komunikacji. Halun oparty na halunie, który z prawdziwą Rzeczywistością nie ma nic wspólnego. To filmy z dobrym scenariuszem, ale bez reżysera.

Dziś przypomniałem sobie ważne słowa: Planuj tylko w oparciu o siebie i pewne sytuacje.

Do napisania!

czwartek, 24 września 2009

Indykatory zainteresowania - po czym poznać, że on chce coś więcej?

Dziś będzie w kurwę ważna lekcja, która może uratować Twoją dupę przed inwestowaniem w kogoś, kto nie jest Tobą zainteresowany na dłuższą metę. Lekcja ta będzie o tzw. indykatorach zainteresowania (indicators of interest - IOI).

Czym one są?

IOI to sygnały, jakie daje Ci facet, gdy jest Tobą zainteresowany seksualnie bądź romantycznie. I nie mówię tutaj tylko o oczywistych znakach w stylu SMS'a: "Podobasz mi się, chcesz ze mną chodzić?" :) Mówię tutaj o umiejętności, którą sam w sobie rozwijam dość intensywnie - czyli zdolności do dostrzegania tych nawet najbardziej subtelnych wskazówek, że komuś wpadłeś w oko.

I wierz mi - to ważna inwestycja, bo może ona zaoszczędzić Ci sporo czasu i rozczarowań, kiedy to budujesz oczekiwania w związku z kimś, kto myśli o Tobie zaledwie w kategoriach dalszego znajomego do piwa i nic więcej.

Dlaczego rozpoznawanie IOI jest ważne?

Życie plecie różne scenariusze. Może być sytuacja, w której delikwent nie rozpozna, że się komuś bardzo spodobał, bo ma lipne filtry na rzeczywstość. Niektórzy mają w głowie schemat "nikomu się nie podobam, wszyscy mnie olewają" i oni naprawdę nie są w stanie zauważyć, że komuś wpadli w oko - nawet oczywiste sygnały będą interpretować, jako kłamstwo, pomyłkę albo przypadek (nie, nie mogę mu się podobać, na pewno chodziło mu o coś innego - np. bawi się moimi uczuciami etc.). Najczęściej taki schemat jest wynikiem niskiej samooceny lub lęku przed rozczarowaniem. Efektem jest to, że ludzie tacy przegapiają mnóstwo okazji, by stworzyć z kimś świetną relację.

W innym typie sytuacji będą goście, którzy neutralne sygnały wysyłane od innych będą interpretować jako oznakę tego, że się im spodobali (syndrom Johnnego Bravo). To z kolei efekt narcyzmu i zbyt wysokiej samooceny (jestem taki zajebisty, że podobam się każdemu). Takie coś jest podstawą do tego, że inni robią brechty z tego typu ludzi i nie traktują ich poważnie (no chyba, że robi się to dla jaj, co jest dość ciekawym zbiegiem :)

Aby uniknąć dwóch matrixów - "nikomu się nie podobam" i "wszystkim się podobam" (oba to totalne iluzje) - poznaj IOI.

Poznaj je też dlatego, że może się zdarzyć, że spotkasz kogoś, kto wpadnie Ci w oko i będziesz do niego startował, poświęcał mu czas, wysiłek i kasę, a on z grzeczności i aby Cię nie urazić po prostu nie powie Ci, że go nie interesujesz. Z jednej strony będzie chciał od Ciebie zwiać (i zrobi to przy pierwszej lepszej okazji), z drugiej nie będzie chciał powiedzieć Ci wprost, że to nie to, bo boi się, że Cię skrzywdzi. To dobrzy ludzie, po prostu mają w głowie konflikt i tyle. Oni nie potrafią go rozpoznać, dlatego Ty go rozpoznaj i mądrze na niego zareaguj.

IOI możemy dla ułatwienia podzielić na 2 typy: werbalne i niewerbalne.

Werbalne IOI (wyrażane słowami - jakby ktoś nie wiedział, co to znaczy "werbalne":) to słowa, które w wypowiedzi Twojego rozmówcy nie znalazły się przez przypadek. Co możemy wrzucić do tego worka?

- komplementy - nawet te przemycane niby mimochodem - są oznaką zainteresowania seksualnego - ktoś, komu się nie podobasz, nie jest w stanie wymyślić nic specjalnego na Twój temat. Jeśli komplement dotyczy np. Twojej twarzy - robi obrazy przytulania i całowania się z Tobą. Jeśli komplement dotyczy Twojego ciała - robi obrazy erotyczne z Tobą. Jeśli natomiast chwali Twój charakter, zaradność życiową, umiejętności, postawę - może to oznaczać, że robi z Tobą obrazy związku. Brak tych komplementów niekoniecznie oznacza, że ich nie robi. Może się po prostu nie przyznawać (nieśmiałość). Brak komplementów równie dobrze może też oznaczać, że po prostu nic do Ciebie nie czuje i tyle.

- gdy wychodzisz z kumplami (lub kumplem!) na piwo - on pyta, z kim byłeś, gdzie byłeś i kto to dla Ciebie jest - to logiczne. Nie wie, czy wasza dopiero rodząca się relacja nie jest zagrożona przez kogoś z zewnątrz, a znak daje mu zazdrość, która się w nim rodzi. Jeśli delikwent nie pyta Cię o takie rzeczy (z kim się spotykasz, kto to jest dla Ciebie, jak długo się znacie, co was łączy etc.) to najprawdopodobniej nie przejmuje się tym, że ktoś mógłby Cię sprzątnąć mu sprzed nosa, a więc nie zależy mu po prostu. Jasne, jak słońce.

- gdy próbujesz się z nim pożegnać, nalega, byś został dłużej - kontakt z Tobą sprawia mu przyjemność, a więc chce to przedłużyć. Kiedy jednak stanowczo decydujesz się pożegnać (bo masz np. jakiś ważny powód), on smutnieje i pyta, kiedy zobaczycie się następnym razem lub chociaż kiedy zadzwonisz. Jeśli jednak rozstaje się z Tobą bez żadnych ceregieli (- muszę spadać. - spoko, to na razie.) to ta relacja ma dla niego charakter koleżeński i to wszystko.

- pyta - tak generalnie rzecz ujmując - zadaje pytania. Jednymi z najbardziej charakterystycznych pytań, które są IOI, to: masz chłopaka? (testuje dostępność), jaki typ faceta Ci się podoba? (sprawdza, czy jest w Twoich kryteriach), jakie masz plany na przyszłość? (sprawdza, czy zgadzają się z jego planami i czy ewentualny związek ma szanse zaistnienia - jeśli Ty masz szkołę lub pracę tutaj, a on za miesiąc leci na rok do Uzbekistanu - to nic z tego nie będzie).

- rzutuje w przyszłość - "następnym razem, jak się spotkamy, to pójdziemy do tej knajpy" etc. To znak, że on chce Cię poznawać dalej. Projektuje z Tobą przyszłe wydarzenia, próbując wciągnąć Cię na swoją linię czasu.

- SMSy - wrzuca emotki. Uśmieszek ;-) nie jest jednoznaczny, natomiast całusek :-* jest już dość konkretnie interpretowany.

- coś mu wypadło i nie może się z Tobą spotkać - to wybitnie dobry jakościowo test. Oczywiście to się zdarza każdemu. Ty jednak zobacz, jak się z tego tłumaczy. Jeśli w tłumaczeniu proponuje przełożyć spotkanie na później (i podaje konkretny termin, np. spotkajmy się jutro, bo dziś nie dam rady) - to ok - jest to oznaka, że mu zależy i chce to ciągnąć dalej, a wypadło mi po prostu coś pilnego. Jednak jeśli jego tłumaczenie wygląda tak: "nie dam rady dziś, sory" - i nie podaje żadnej alternatywy, kolejnego terminu albo ewentualnie "spotkamy się jeszcze kiedyś, gdzieś jakoś" (zero konkretów) - wiesz, co jest grane. Marne szanse.

- zobacz, jak reaguje werbalnie na Twoją propozycję spotkania - zasada jest prosta, jak drut. Jeśli ktoś chce - szuka sposobu. Jeśli ktoś nie chce - szuka wymówki (najczęściej: nie mam czasu, coś mi wypadło, nie dam rady, nie mam kasy, mam sprawę do załatwienia [ponownie zero konkretów - gdyby faktycznie miał sprawę to by powiedział konkretnie, jaką, żebyś nie pomyślał, że Cię olewa]).

Tyle jeśli chodzi o werbalne IOI. Jadnak werbalne IOI to zdecydowanie za mało, aby ostatecznie rozpoznać, czy facet jest Tobą zainteresowany. Dlaczego? Jest taka myśl, że tam, gdzie zaczynają się słowa, kończy się prawda. W związku z tym wszystkie werbalne IOI mogą w rzeczywistości nie być IOI, lecz "szumem komunikacyjnym" - mogą znaczyć coś innego, niż Ci się wydaje, bo słowa to tylko symbole, które każdy z nas na własną rękę interpretuje w swoich głowach.

Dlatego, by mieć całkowitą pewność, potrzebujesz otrzymać zestaw niewerbalnych IOI, a te - jak wiadomo - możesz dostać właściwie tylko w rozmowie na żywo (ewentualnie przez skypa). Każdy kanał komunikacji oparty na słowach (GG, SMS, czat) okaże się tutaj zwodniczy i nie da Ci dostatecznej ilości dobrych jakościowo informacji.

Niewerbalne IOI:

- ton głosu - obniża się znacząco - kieruje tym prosta zasada. Jeśli delikwent jest w systemie wzrokowym w danym momencie, mówi szybko i wysokim tonem głosu. Gdy w słuchowym - będzie mówił dość melodycznie i harmonijnie, choć ton jego głosu też będzie raczej wyższy. Najniższy ton głosu gość ma, gdy jest w systemie kinestetycznym, a więc systemie przetwarzającym m.in. emocje/ uczucia. Jeśli mu się spodobałeś, zaczyna robić pozytywną kinestetykę a ton głosu za tym podąża. Będzie miał niski ton głosu i harmonijny.

- uśmiecha się - tak po prostu. Uśmiech to oznaka sympatii i tego chyba tłumaczyć nie muszę. Sam uśmiech oczywiście nic nie oznacza, ale np. fakt, że śmieje się z Twoich - czasem nawet marnych - dowcipów (by Cię nie zranić) - jest już czymś, co możesz wziąć pod uwagę w ocenianiu poziomu zainteresowania Twoją osobą.

- wzrok - do dziś nie wiem, na czym polegają legendarne kurwiki w oczach, natomiast z pewnością rozszerzone źrenice są oznaką, że wpadłeś mu w oko. To dlatego ludzie na randki umawiają się nie na solarium, ale w miejscach, w których światło jest przyciemnione (np. klimatyczna knajpka) - w takim kontekście poszerzają im się źrenice i wyglądają na bardziej atrakcyjnych. Poza tym oczywiście wzrok ma inne parametry, np. długość patrzenia. I coś w tym jest, że faceci geje, szczególnie testosteronowcy (czyli Ci bardziej męscy) będą na Ciebie patrzeć dłużej, jeśli wpadłeś im w oko. Im dłużej, tym bardziej wpadłeś :) Z kolei estrogenowcy (Ci bardziej delikatni) nie będą się zdradzać długim patrzeniem na Ciebie - nawet, jeśli im się podobasz. Dlaczego? Nie mam pojęcia :) Przyjrzyj się a zobaczysz, że tak jest.

- podtrzymywanie kontaktu - czy inicjuje spotkania? dzwoni? pisze smsy jako pierwszy? Czy ma w tym oczywisty interes (np. napraw mi komputer) czy kontaktuje się tylko, by podtrzymywać kontakt z Tobą (jak się czujesz? jak leci? jak samopoczucie?). Jak często pierwszy kończy rozmowy/ spotkania? Jak długo trwają kontakty - rozmowy, spotkania? To wszystko daje Ci obraz tego, czego on może od Ciebie chcieć.

- wchodzenie w Twoją energię i podążanie - rzucasz seksualną metaforę/ żart. Wchodzi w to i dobrze się czuje, żartując z Tobą w taki sposób? Czy może czuje się skrępowany i zmienia temat na mniej atrakcyjny?

- ubranie - na spotkania przychodzi ubrany w miarę schludnie czy w dresie? Jest rozczochrany czy uczesany? Śmierdzi czy ma perfumy?

- miejsce spotkań - chce się spotykać w miejscu publicznym czy może dąży do tego, abyście znaleźli się w kontekście bardziej intymnym - np. zaprasza Cię do swojego domu albo wpada do Twojego (pomyśl, tam możecie się całować bez krępacji! jeśli chce się spotkać w domu to znaczy, że ma ochotę pójść dalej, a jeśli ciągnie Cię na miasto - chce być z Tobą w kontekście, w którym raczej nie posuniesz się do kontaktu fizycznego - a więc nie ma na to ochoty po prostu).

- pretekst spotkań - jeśli się z Tobą spotyka, to czy robi to przy okazji innych zajęć ("będę na mieście robił zakupy, to podskoczę") czy może wybiera się specjalnie do Ciebie? Innymi słowy - jesteś tylko punktem listy spraw do załatwienia w jego planie dnia, czy może celem samym w sobie?

- odległość między wami - to jasne jak słońce. Twoja intymna strefa to 30 cm od ciała. Jeśli nagminnie kręci się wokół niej (niby musi coś zrobić na laptopie i pochyla się nad Tobą) to jest Tobą zainteresowany. Jeśli idziecie razem np. na zakupy - to jest przy Tobie. Jeśli natomiast oddala się od Ciebie pod dowolnym pretekstem, nie czeka na Ciebie, gdy przymierzasz cicha w przymierzalni, tylko lata po całym sklepie, albo Ty wchodzisz do sklepu a on czeka pod jego drzwiami - to nie jest zainteresowany. Jeśli masz wrażenie, że w jego towarzystwie otacza Cię nieprzenikalny bąbel, którego oni nie chce przekroczyć - a więc trzyma się w odległości np. metra od Ciebie - wiesz, co to znaczy.

- emocje - by rozpoznać, jakie emocje mu towarzyszą w kontaktach z Tobą, musisz dysponować umiejętnością kalibracji, a więc rozpoznawania. Pewne emocje będą świadczyć, że jest Tobą zainteresowany - oto one i wskazówki, jak je rozpoznać:
  • zazdrość - wynika z obawy, że Cię straci - pyta o Twoich kumpli, sprawdza, gdzie wychodzisz, co robisz i z kim, dlaczego. Niby przez ciekawość. Weryfikuje Twoją wiarygodność. Gdy przesadzisz z kimś (pójdziesz z kimś w ślinę przy nim), może walnąć focha albo... paradoksalnie bardziej się o Ciebie starać. Jeśli jest obojętny, to nie jest Tobą zainteresowany. Zazdrość zaznacza się dość mocno u testosteronowców - to element ich samczej natury. W ich modelu zazdrość jest konsekwencją tego, że uznali Cię za swoją własność. Estrogenowcy mogą ukrywać zazdrość, tłumić ją w sobie i znosić ją niczym cierpiętnicy (uważają najczęściej, że to złe uczucie i trzeba je powstrzymywać), choć jeśli dobrze się im przyjrzysz, to i tak będziesz widział, jak się czują, gdy kręcisz z kimś innym (będą np. podejrzanie smutni "bez powodu").
  • opiekuńczość - jeśli go o coś poprosisz, zrobi to. Będzie dbał, żebyś nie pochlapał się przy jedzeniu, pomoże Ci w remoncie pokoju, otworzy Ci drzwi, umyje Ci plecy. Pomoże Ci nawet porzucając swoje zajęcia. Mówi "jedź ostrożnie" gdy wsiadasz do auta. Martwi się o Ciebie, gdy Cię nie ma lub się nie odzywasz. To cecha szczególnie wychodząca u estrogenowców - dla nich jest to elementem definicji związku. Jeśli delikwent próbuje wykręcić się od Twojej prośby, odpada. Nie interesujesz go, nie myśli o Tobie przyszłościowo lecz jak o jakimś problemie, którego trzeba się pozbyć.
  • pożądanie - będzie Cię mimowolnie dotykał, niby przez przypadek. Będzie Cię obejmował podczas rozmowy - niby po przyjacielsku. Będzie patrzył na Ciebie wzrokiem zdobywcy uśmiechając się zawadiacko. Będzie chciał się z Tobą bić na poduszki, zrobić Ci masaż karku lub siłować na ręce - żeby stworzyć kontekst, w którym możecie się bezkarnie dotykać. Będzie reagował emocjonalnie, gdy odkryjesz kawałek swojego ciała (np. podniesiesz koszulkę i będziesz się masował po brzuchu - że niby np. jesteś najedzony). Zareaguje emocjonalnie na Twoje nogi, ramiona a najbardziej na piersi i sutki - mamy to zakodowane genetycznie. Będzie też wisiał na granicy Twojej intymnej strefy (bliżej niż 30 cm od Twojego ciała w naszej kulturze), czekając na znak, by tę strefę przekroczyć. Gdy wspomnisz coś o całowaniu - jego usta staną się czerwone i nabrzmiałe (efekt, jeśli występuje, jest kosmiczny! przyjrzyj się!) - jeśli tak, to robi z Tobą obrazy całowania i to konkretne obrazy. Gdy siada naprzeciw Ciebie, rozszerza nogi tak, że znajdujesz się pomiędzy liniami, które wyznaczają jego uda. Ważną wskazówką jest też, że płaszczyzna tych dwóch linii przecina Twoje genitalia. W ten sposób demonstruje otwarcie czakry energii seksualnej, która znajduje się nad genitaliami, pod pępkiem. Pod względem werbalnym łatwo wchodzi z metafory seksu - nagle wszystko mu się kojarzy z seksem - niby dla żartów, ale wierz mi - gdyby siedział obok kogoś, kto mu się nie podoba fizycznie, nigdy by w to nie wszedł. No i oczywiście sygnał najbardziej pierwotny - wstaje i poprawia się w kroczu. Jak myślisz, dlaczego? :)
  • złość - razem rozmawiacie i nagle przychodzi Twój znajomy i dosiada się do waszego stolika w knajpie. On wyraźnie traci energię i zapał do rozmowy, robi się lekko sfochowany i zły, izoluje się od niego niewerbalnie. Dlaczego? Bo właśnie ktoś przeszkodził mu w poznawaniu Ciebie i rozproszył Twoją uwagę. Jeśli taka reakcja nie występuje (on wita się radośnie z Twoim znajomym a potem wciąga go w rozmowę między wami) - to nie interesujesz go pod względem romantyczno-erotycznym. Gdy go olewasz, robi się drażliwy (np. nie odpisujesz na SMSy, nie odbierasz tel. albo jesteś lakoniczny w kontaktach z nim: - co słychać? - a w porzo. na razie.) i robi Ci wyrzuty, że się do niego nie odzywasz.
Dużo tego, co nie? Na koniec pozwolę sobie dać Ci pewną opcję: idąc na spotkanie z kimkolwiek (bez względu na to, które to spotkanie z kolei), zdejmij okulary pt. "na pewno nic z tego nie będzie" i te pt. "na pewno coś z tego będzie". I załóż te pt. "może wydarzyć się wszystko - więc mam oczy otwarte i tworzę mądre reakcje".

Aby nasza percepcja była jak najbardziej zbliżona do rzeczywistości. Baw się.

P.S. Na koniec chciałbym pozdrowić Dawida z Kluczborka (widzisz, jednak pamiętałem :) Dzięki za wczorajszą rozmowę i cieszę się, że wreszcie razem wybierzemy się na jakieś zakupy do Wroc :)

czwartek, 10 września 2009

Koherencja serca - klucz do szczęścia

Wyobraź sobie lek, który dobrze radziłby sobie z 80% chorób, a leczenie całej reszty mocno by wspomagał. Wyobraź sobie lek, który by odmładzał, odstresowywał, poprawiał gospodarkę hormonalną ciała, wzmacniał odporność oraz układ nerwowy - i nie miałby żadnych skutków ubocznych. Lek ten potrafiłby leczyć nie tylko ciało, ale też umysł i to na bardzo głębokim poziomie. Poprawiałby jakość Twojego życia, leczyłby toksyczne związki, sprawiał, że lepiej dogadywałbyś się z ludźmi.

Taki lek istnieje. I co najciekawsze - jest całkowicie za darmo, dostępny od zaraz. Każdemu.

Zanim jednak pójdziemy dalej, chciałbym, żebyś miał pełną świadomość tego, że ten post jest jednym z najistotniejszych na tym blogu. Dlatego też weź go sobie głęboko do serca. Dlaczego do serca? No właśnie...

Wspomniany "lek" odkryli naukowcy z HeartMath Institute w USA. Badając wykresy zmienności rytmu serca różnych ludzi, zauważyli, że przez większość dnia większa część ludzi żyje w chaosie. Objawia się to tym, że wspomniane wykresy zmienności rytmu serca przypominają górskie, ostre szczyty. Są chaotyczne, postrzębione i nieregularne.

Ale raz na jakiś czas ludzie wpadają w specyficzny stan. Gdy się uspokajamy, myślimy o czymś przyjemnym etc. nasze serce zaczyna bić bardziej regularnie - jego tempo powoli rośnie a potem delikatnie opada, by po chwili znów wzrosnąć. Wtedy też wykres zmienności rytmu serca zaczyna przypominać regularną sinusoidę. I wtedy też wysyła ono do mózgu limbicznego - z którym jest bezpośrednio związane - sygnał: "Możesz wyluzować, zagrożenie minęło. Nie musisz ani walczyć ani uciekać - możesz zacząć zbierać się do kupy".

To właśnie magiczny stan koherencji serca.

Mózg limbiczny jest w kurwe istotny - dowodzi on bowiem naszymi emocjami, jak i zarządza pracą naszych organów. Prawdopdobnie wszystkie choroby czynnościowe (problemy z trawieniem, oddychaniem - np. astma, jak również alergie, arytmie, nadciśnienie etc.) biorą się właśnie z tego powodu, że nieustannie jesteśmy w stanie gotowości - albo walczymy albo uciekamy, nie dając sobie chwili na regenerację w ciągu dnia. Stąd wzięło się przekonanie, że "gromadzimy w sobie" emocje, zupełnie, jakby były jakimś płynem. Mózg limbiczny odpala programy zwane emocjami, które następnie tlumimy za pomocą mózgu kognitywnego (ma taką możliwość, póki nie śpisz), bo uważamy nasze emocje za "nieadekwatne" albo "nienormalne". Mózg limbiczny szaleje i potrzebuje Twojej koherencji, by wrócić do równowagi.

Naukowcy dobrze przyjrzeli się stanowi koherencji i zbadali jego rolę oraz efekty. Jak się okazało - koherencja serca jest niezwykle ważna dla utrzymania naszej równowagi na wielu róznych poziomach. Ba! Okazało się, że to coś znacznie więcej, niż tylko rytm serca. Stan koherencji potrafi zupełnie odmienić procesy, które w nas zachodzą. A reprekusje tych zmian widać nie tylko na poziomie psychicznym, ale też fizycznym i czysto duchowym.

Serce ma swój układ nerwowy, który potrafi działać niezależnie od mózgu. Wydziela swoje własne hormony i - co ciekawe - roztacza wokół człowieka dość silne pole elektromagnetyczne wyczuwalne przez aparaturę w promieniu nawet kilku metrów.

Odkryto, że regularne przebywanie w stanie koherencji i praktykowanie jej niesie ze sobą szereg korzyści.

Pod względem psychicznym:

- pozwala opanowywać z łatwością swoje emocje - napady gniewu, paniki, lęku etc.
- pozwala uzyskiwać dostęp do najważniejszych zasobów płynących z serca: bezwarunkowej akceptacji, miłości, spokoju, zaufania, radości, pewności i wdzięczności - powracasz dzięki temu do swojego wczesnego dzieciństwa, gdy nie żyłeś umysłem i jego historiami, lecz sercem - to właśnie je wkładałeś w każdą rzecz, którą wtedy robiłeś - choćby to było gówno do nocnika - i sprawiało Ci to tyle radości,

Na poziomie fizycznym:

- znacząco obniża poziom kortyzolu - hormonu stresu,
- reguluje poziom hormonów i neuroprzekaźników na bardzo głębokim poziomie (u kobiet zaobserwowano np. zmniejszenie siły bólów miesiączkowych),
- łagodzi wszelkie bóle pochodzenia psychosomatycznego (bóle brzucha, karku, głowy etc. nieznanego pochodzenia) oraz nieweluje choroby czynnościowe organizmu,
- podwyższa poziom DHEA (hormonu młodości) nawet o 100%!!!
- uruchamia nautralne procesy samoleczenia organizmu - szybciej goją się rany, układ immunologiczny zaczyna lepiej pracować,
- podobnie z umysłem - mózg limbiczny, odpowiedzialny za emocje, z którym serce ma bezpośrednie połączenie - zaczyna proces samonaprawy - czasem pojawia się spontaniczny płacz, wychodzą na jaw wyparte wspomnienia, człowiek się oczyszcza,
- będąc w stanie koherencji szybciej kojarzymy fakty i poprawia nam się refleks,
- amplituda koherencji z wiekiem maleje - gdy spadnie do zera, człowiek umiera w przeciągu miesiąca (stąd starzy ludzie często wuczuwają, kiedy umrą).

W kontekście związków:

- ludzie będący w koherencji lepiej się dogadują - znajdują lepsze słowa, są wyrozumiali, empatyczni, uprzejmi,
- wchodząc w koherencję serca prawdopodobnie modyfikujemy właściwości pola elektromagnetycznego, które roztaczamy wokół siebie - niewykluczone, że w ten sposób wpywamy swoim nastrojem na ludzi, który nas otaczają (serce być może jest naszym emiterem uczuć i emocji, jak również ich odbiornikiem - w końcu skądś wzięły się w naszym języku takie powiedzenia, jak "ktoś roztacza wokół siebie jakąś aurę" [np. tajemniczności, miłości, ciekawości, złą aurę etc.]).
- zakochani ludzie wchodzą w identyczne koherencje - "nadają na tej samej fali" - koherencja to z definicji nic innego, jak nakładanie się fali o tych samych właściwościach.

Pod względem duchowym:

- otwierają czakrę serca - dając dostęp do ogromnej palety pozytywnych uczuć - tak subtelnych, delikatnych i wspaniałych, że nie ma nawet słów, by je opisać.

***

O istocie serca jako subukładu nerwowego może świadczyć mnogość metafor związanych z sercem, jakich często używamy - mieć złamane serce, wbić nóż prosto w serce, mieć serce na dłoni, miękkie serce, serce z kamienia, człowiek wielkiego/ małego serca, bez serca, podążyć za głosem serca, robić coś z sercem etc. Jak wiemy, nasze metafory często bezpośrednio opisują procesu neurologiczne, które w nas zachodzą.

I teraz posłuchaj mnie uważnie:

Bez koherencji serca nie ma zdrowia fizycznego - bez niej jest tylko stres, wieczna walka powodowana wściekłością lub ucieczka motywowana lękami. A Twój organizm reaguje na to w jeden sposób: nie możesz odpocząć i się zregenerować, całą energię trzeba włożyć w walkę lub ucieczkę - najbardziej prymitywną reakcję, którą mamy jeszcze od dziadków gadów.

Bez koherencji serca nie ma zdrowia psychicznego - bez niej człowiek w nieskończoność mota się w chujowych emocjach, gubi we własnych myślach, zatapiając się w stostach iluzorycznych wniosków, które wyciąga chłodny umysł dysponujący całkowicie logicznymi mapami świata i setkami nieraz sprzecznych historii.

Bez koherencji serca nigdy nie poznasz smaku prawdziwej miłości - która wybacza, która kocha całym sercem. Miłości bezwarunkowej, miłości nie tylko erotycznej, ale takiej, która spaja ludzi - przyjaciół, znajomych, sąsiadów.

Dzięki koherencji zyskałem równowagę psychiczną i fizyczną, która przedtem była dla mnie nieosiągalna. Zyskałem spokój, siły, czystość umysłu. Zyskałem dostęp do prawdziwej miłości i zobaczyłem, że jej najwspanialsze źródło jest nie gdzieś daleko, ale we mnie, w środku. Dzięki koherencji otworzyłem swoje serce na ludzi i zobaczyłem, jak bardzo cierpią, jak krzyczą o pomoc, jak desperacko szukają miłości, bliskości, intymności. Dzięki niej zyskałem ludzi w swoim otoczeniu, których mogę nazwać najprawdziwszymi Przyjaciółmi. Gejów, którzy na początku, patrząc przez pryzmat umysłu, wydawali mi się przeciętnymi ludźmi, lecz gdy spojrzałem na nich sercem, stali się dla mnie wyjątkowi, bogaci duchowo, złożeni, wpanali i wielowymairowi.

I czując to, co czuję teraz, myśląc sercem, zastanawiam się - czego u licha nie uczą tego w przedszkolu, w każdej szkole? Czemu nikt o tym nie wie?!

Tu już nie chodzi o poziom kortyzolu czy DHEA. Widzę, jak zmienia się moja rodzina pod wpływem mojej coraz bardziej stabilnej koherencji. Widzę, jak zmieniają się moi znajomi, po raz pierwszy czuję w swoim życiu miłość do ludzi. Tak po prostu. Świat byłby rajem, gdybyśmy opanowali tą wspaniałą umiejętność.

Co czuje Twoje serce?

Spytaj je. Teraz. Nie zdziw się, że popłyną Ci łzy, jeśli latami traktowałeś swoje serce jak szmatę. Ono ma swoje potrzeby, pragnienia, słabości i miłości. Ono chce Ci coś przekazać. Chce Cię poprosić, byś wrócił do momentu w swoim życiu, w którym czułeś się w pełni bezpieczny, kochany, spokojny i radosny. Zobacz to oczami swojej wyobraźni, usłysz to, co wtedy słyszałeś, i poczuj to w sobie. Czujesz to ciepło w klatce piersiowej? Właśnie otworzyłeś swoją czakrę serca. Gdy na Twojej twarzy powoli pojawia się lekki uśmiech zadowolenia - to znak, że jesteś w koherencji. Poczuj, jak czyste są wtedy Twoje myśli. Wszystko jest okej. Widzisz to i czujesz całym sobą. To jest koherencja. Nie musisz wspominać - możesz po prostu mądrze pokierować swoją fantazją. Ja wyobrażam sobie bezkresne, soczystozielone łąki zatopione w złotych, ciepłych promieniach słońca, chłody wiatr na twarzy i setki kolorowych kwiatów, wśród których bzyczą owady. I ten słodki zapach ziół, liści, trawy... Wtedy jestem sobą w 100%. Mój umysł nie musi już walczyć ani uciekać, bo jestem w domu. Czuję, jak moje serce mi dziekuje, że to dla niego robię, że pozwalam sobie na zebranie sił w tym cudownym otoczeniu.

Im dłużej ćwiczysz, tym lepiej.

Im głębiej wchodzisz, tym lepiej.

Pierwszy tydzień moich ćwiczeń koherancji był walką ze sobą. Każda myśl mnie rozpraszała i sprawiała, że koherencja mijała. Drugi tydzień przyniósł zmiany. Potrafiłem wytrwać w koherencji już po kilka, kilkanaście minut dziennie bez przerwy. W trzecim tygodniu uczyłem się wchodzić w koherencję wszędzie - na ulicy, w sklepie, u znajomych. Dziś stała się tłem mojego życia, jestem w niej większość dnia i czuję się cudownie. Wiem, że to nie koniec. Wiem, że w końcu wyprodukuję tak silną i stabilną koherencję, że każdy, kto się do mnie zbliży, stanie się lepszym człowiekiem od razu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Chcę by tak było i nawet już tak jest. Bo każdy człowiek jest kopanią dobra w czystej postaci. Możesz z niej wydobyć, co tylko zachcesz. Pod warunkiem, że wiesz JAK.

Ta prawda rosła w moim wnętrzu wiele miesięcy i dziś już wiem, jak ją ująć w słowa.

Kocham Cię. Tak, właśnie Ciebie.

czwartek, 3 września 2009

Rozstania i pożegnania

Chmury czekały za horyzontem, by przyćmić coraz bardziej jesienne słońce w odpowiednim momencie. Spadł deszcz. Zrobiło się tak ciemno i depresyjnie.

Wyjeżdżasz. Ty i Ty i Ty.

Kto wie, może ostatni raz częstuję Cię jabłkową gumą Orbit. Być może już nigdy nie usłyszę już "Dziękuję, mam na sobie". Być może ostatni raz słyszę to charakterystyczne "pi bi" Twojego srebrnego auta, gdy zamykasz je pilotem.

Może obejrzałem ostatni odcinek Death Note'a? Może ostatni raz przybijaliśmy żółwika? Może ostatni raz słuchaliśmy razem "Sexy Bitch" albo Dub FX? Może zjadłem ostatniego w swoim życiu naleśnika z parówką i serem?

Były grille, były spalone hamburgery "drobiowe" z Kauflandu, był namiot, były romantyczne komedie, jezioro, plaża, śmiech, oglądanie się za dupami. Były wakacje, które dziś się skończyły... Czy na pewno?

Kiedyś ktoś powiedział, że życie to proces, który nigdy się nie kończy a zawsze się zaczyna.

Nie ma końców. Są ciągłe początki.

Tak więc poprawka - te wakacje się nie skończyły. Żyją we mnie i w Tobie i w Tobie. I w Tobie też. Życzę Wam i sobie, by były cennym zasobem, do którego będziemy wracać myślami zawsze wtedy, gdy będzie to nam potrzebne.

Każdy z nas kroczy swoją drogą. Każdy z nas jest epizodem w życiu innych. Pojawiamy się na chwilę, odgrywamy jakąś rolę, a potem odchodzimy w swoich kierunkach. To cudownie, że udało nam się te role odegrać tak dobrze.

Pamiętacie, co tamtego wieczoru napisaliśmy o sobie na kartkach, które potem wrzuciliśmy do puszki..? Tak, tak, nadal je mam.

Paweł:
- milczący,
- tajemniczy,
- sympatyczny,
- zazdrośnik,
- uczuciowy,
- pomocny,
- przystojny,
- wrażliwy,
- inteligentny.

Tomek:
- przebojowy,
- marzyciel,
- uczuciowy,
- towarzyski,
- miły,
- wysoki,
- dojrzały,
- ambitny,
- inteligentny.

Andrzej:
- dowcipny,
- często dziecinny :)
- towarzyski,
- imprezowy,
- energiczny,
- szałowy,
- uśmiechnięty,
- ze swobodnym podejściem do życia,
- dusza towarzystwa.

Kuba:
- pozytywnie "pierdolnięty",
- ambitny,
- kreatywny,
- inteligentny,
- towarzyski,
- trzeźwo stąpający po ziemi,
- ułożony, staranny,
- przebojowy,
- wesoły,
- zajebiście inteligentny (heh, ponownie :)

Ciekawe, o ile bardziej zajebiści będziemy, gdy spotkamy się w przyszłości.

Powodzenia Chłopaki! Wszyscy jesteście kimś więcej, niż myślicie. Pokażcie światu, na co Was stać. Idziemy w swoje strony, mając w głowie to, co udało nam się z tych wakacji nauczyć najlepszego. Ja nauczyłem się jednego:

Samotność jest potrzebna, by umieć docenić czyjąś obecność.

Doceniam. Dzięki za wszystko. Za każdą chwilę. Bawcie się.

środa, 2 września 2009

Generator idealnego faceta

Dziś zdradzę Ci pewną technikę, która zrodziła się niedawno w moim umyśle i nie tylko. Technika ta pozwala efektywnie stworzyć wizję Twojego idealnego faceta. Po raz kolejny będziemy odwoływać się w niej do Twoich najcenniejszych energetycznych części składowych.

Marzysz o facecie, który będzie Ci dawał satysfakcję na każdym poziomie Twojego życia. Pytanie tylko - co to konkretnie znaczy? Będzie Ci dawał kasę? Dupę? Przytulał Cię? O to właśnie będziesz pytał dziś najmądrzejszą osobę, jaką znasz - siebie.

Na początek odpręż się, weź kilka głębszych wdechów, by się dotlenić, pomyśl o czymś miłym i zapnij pasy - oto bowiem wchodzisz w kwantową krainę bez granic, w której możesz wykreować wszystko, o czym marzysz.

1. Spytaj swojego fiuta

Dziś skorzystasz ze swoich genitaliów inaczej, niż dotychczas. Często mówi się, że ktoś "myśli główką a nie głową" - najczęściej w negatywnym znaczeniu. Ale może ten styl myślenia można do czegoś wykorzystać?

Spytaj swojego penisa, o czym marzy... :)

Czujesz reakcję? Właśnie do Twojego krwiobiegu jaja wstrzeliły odrobinę testosteronu. O czym marzy Twój penis? Pozwól mu się wypowiedzieć i nakręcić w Twojej głowie ogromny, trójwymiarowy, barwny i dynamiczny film z systemem orgazm surround 5.1.

Zobacz w tym filmie swój erotyczny ideał - faceta, który działa ekstremalnie na wszystkie Twoje zmysły. Zobacz, jak wygląda, jak cudownie się porusza, jak się uśmiecha i patrzy na Ciebie tak, że o miało nie masz już ksielu w majtach.

Umysł miałby problemy ze stworzeniem tego obrazu, ale Twój penis (no i jaja - jako że to one robią hormony) z dziką rozkoszą pokaże Ci, co by z tym facetem zrobił. Poczuj to i sprawdź, czy czujesz się z tym okej. Te odczucia będą Twoim drogowskazem w poszukiwaniu Twojego erotycznego ideału - faceta, który pod względem łóżkowym da Ci to, o czym od zawsze marzyłeś, ale wstydziłeś się przyznać nawet przed samym sobą...

2. Spytaj swojego umysłu

Okej, masz już w głowie swój erotyczny ideał, czyli obraz najbardziej kręcącego Cię faceta, jaki na chwilę obecną umiesz wygenerować. Teraz podziękuj swoim genitaliom - zrobiły dla Ciebie kawał dobrej roboty.

Teraz przejdziemy do siły Twojego umysłu, by ten obraz odpowiednio... skomentować! Umysł kocha narrację, dialogi wewnętrzne i historie. Spytaj go więc, co takiego musi mieć Twój idealny facet?

Umysł kieruje się kalkulacją zysków i strat. Niewątpliwie odpowie Ci coś w tym stylu:

- Twój facet musi się zajmować w życiu czymś w miarę poważnym - bycie dozorcą w szalecie miejskim nie wróży mu kariery, ale np. praca w kancelarii adwokackiej - tak (choć oczywiście WSZYSTKO zależy od Twoich preferencji)

- Twój facet musi się zdrowo odżywiać - wyobraź sobie: spotykasz się z nim a on Cię ciągnie do McDonalda i zamawia 4 WieśMaki, 2 porcję frytek i do tego dietetyczną colę. Teraz jest szczupły. Za 5 lat może już nie być w stanie zobaczyć swoich jaj.

- Twój facet nie może palić - ta sugestia pochodzi z mojego modelu rzeczywistości, ale jeśli chcesz być z kimś, kto 1) będzie Cię codziennie truł dymem, 2) na 50% umrze na jakąś chorobę wywołaną paleniem papierosów (takie są statystyki), 3) mało tego - nie umrze, tylko będzie umierał 10 lat na nowotwory albo coś tam (dzisiaj lekarze nie pozwalają ludziom tak łatwo umrzeć) - Twój wybór. Mnie to nie pasi, więc z Basi.

- Twój facet musi umieć zarabiać kasę - byś np. nie musiał mu wiecznie pożyczać na piwo. Poza tym kasa też o czymś świadczy - chociażby o tym, że gość jest zaradny, inteligentny itd. Posiadanie - jakkolwiek krytykowane wśród romantyków - jest obietnicą lepszego życia w przyszłości.

Umysł będzie Ci podpowiadał przede wszystkim głosem społecznym i doskonale uzupełniał obraz Twojego erotycznego ideału. Pod koniec tego etapu oczywiście podziękuj swojemu umysłowi, że tak się dla Ciebie wysilił.

3. Spytaj swojego serca

Teraz przechodzimy do najważniejszego etapu - do serca. Serce, jak już wielokrotnie o tym pisałem, jest odpowiedzialne za tworzenie relacji. Produkuje takie bezcenne uczucia, jak akceptacja, miłość, radość, wdzięczność, pewność, spokój i zaufanie. Bez tych siedmiu uczuć zbudujesz kupę a nie związek, więc serce jest konieczne, by pójść... za jego głosem.

Spytaj swojego serca:

Jakiego partnera chciałoby ono pokochać?

Odpowiedzi mogą być naprawdę różne. Może męskiego, chłodnego drania z ciepłym sercem? Może kogoś, kto będzie niezależny i będzie Ci imponował? A może kogoś opiekuńczego, kto będzie Cię wspierał? Jedni wolą kogoś perfekcyjnego, mocnego i niezależnego - serce innych podpowiada im, że najlepiej pokochac kogoś niesfornego, zabawnie niezaradnego i ciepłego. Tutaj nie ma przepisu, bowiem serce ma swoje reguły, których ani umysł, ani żadna inna część Twojego ciała, nie zna. Z jakiś kosmicznych powodów wybierze dla Ciebie tego kogoś a nie nikogo innego. Zaufaj mu - ono wie, co robi.

Pozwól sercu się wypowiedzieć a następnie wyobraź sobie, że Twój obraz idealnego faceta, który do tej pory malowałeś penisem, jajami i umysłem, posiada te właśnie cechy, które podszeptuje Ci Twoje serce. Czujesz, że mógłbyś kogoś takiego pokochać? Tak więc to jest to.

Na koniec...

Pozwól wszystkim trzem ośrodkom przejść w stan całkowitej spójności. Niech połączą się obrazy, dźwięki i odczucia, które płyną z genitaliów, umysłu i serca w jedną, mocną, spójną całość, aż ze wszystkimi szczegółami dojrzysz tego, z kim mógłbyś być po kres swoich dni.

Oto, jakie zasoby wysyłają w Twoim kierunku różne Twoje części:
  • Genitalia -> napęd życiowy, czyli emocje (np. podniecenie, zakochanie, fascynacja), obraz erotycznego ideału
  • Umysł -> racjonalne myślenie, rozsądek, kalkulacja zysków i strat
  • Serce -> uczucia (miłość, radość, wdzięczność, zaufanie, akceptacja, spokój, pewność)
Dlaczego ta tachnika jest taka ważna?

W procesie rozwoju nauczyliśmy się preferować jedną z tych części a czasem nawet niektóre blokować. Spotykasz ludzi, którzy wybierają partnerów umysłem, odrzucając podszepty serca czy genitaliów. Albo takich, którzy wyłączają serce i umysł, a myślą tylko fiutem. Albo takich, którzy kierują się tylko sercem, choć pozbawione jest to kompletnie rozsądku - i wiążą się np. z alkoholikami.

Technika ta pozwala Ci dotrzeć do wszysktich Twoich części i je zrównoważyć - by zamiast rywalizować, zaczęły ze sobą współgrać.

Co więcej - umiejętnie aktywując pewne ośrodki i deaktywując inne, jesteś w stanie mądrze zarządzać swoimi relacjami. Np. uruchamiając względem kogoś tylko umysł, a zamykając serce i genitalia - tworzysz z kimś relację, która ma jakiś wspólny cel - np. przeprowadzenie transakcji. Z kolei otwierając umysł i serce, jednocześnie zamykając genitalia - tworzysz przyjaźń.

Proste jak chuj w erekcji :)

Bo związek na najwyższym poziomie tworzysz, synchronizując ze sobą serce, umysł i genitalia. Jeśli jeszcze nie wierzysz, prześledźmy, co się dzieje, gdy któraś z części jest niezadowolona w związku z drugą osobą:

Przypadek 1

Partnerzy wspaniale się dogadują, mają podobne cele i poglądy na rzeczywistość (zgodność umysłów), kochają się (zgodność serc), niemniej nie potrafią się erotycznie zrealizować (niezgodność genitaliów). Pomijam fanaberie energi seksualnej, która potrafi nagle rosnąć i opadać - czasem po prostu partnerzy nie do końca pociągają się seksualnie.

Przypadek 2

Partnerzy się kochają (zgodność serc), są na siebie wzajemnie napaleni, jak reaktory jądrowe (zgodność genitaliów), ale nie potrafią się dogadać - mają inne poglądy, cele, plany, marzenia, zainteresowania... (niezgodność umysłów). I zonk. Podobnie, jak poprzednio - taki związek może się szybko rozpaść.

Przypadek 3

Partnerzy potrafią znakomicie się dogadać (zgodność umysłu), lecą na siebie (zgodność genitaliów), niemniej ich serca poszukują kogoś innego - np. kogoś bardziej męskiego, niezależnego albo bardziej czułego - albo jeszcze kogoś innego (niezgodność serc).

To oczywiście przypadki "doskonale niedoskonałe" - w życiu najczęściej spotyka się niezgodności występujące na wielu różnych poziomach w różnych momentach - to relacja dynamiczna i ciągle zmieniająca się.

Aby uniknąć rozczarowań, po prostu słuchaj wszystkich swoich energetycznych części. Każda z nich ma mądrość, której nie mają pozostałe. Z pewnością większe korzyści odniesiesz synchronizując wszystkie te części, niż z nimi walcząc czy też przeciwstawiając je wzajemnie. Żadna z nich nie jest mądrzejsza od pozostałych. Umysł ma wiedzę, serce uczucia a genitalia - moc napędu.

Ponadto wiedz, że warto z każdą z tych części budować solidne relacje. Jeśli będziesz miał postawę pt. "powiedz, co myślisz i spadaj" - nie uzyskasz tak dobrych rezultatów, jak naprawdę mocno wczuwając się w swoje serce, genitalia i umysł.

Powiem Ci, jak było u mnie. Najmocniej od zawsze byłem związany z umysłem. To obszar, na którym czuję się bardzo kompetentny i totalnie wszechmocny.

Od jakiegoś czasu buduję mocną relację z moim sercem i korzyści są po prostu spektakularne. Z jakiś nie do końca wyjaśnionych przyczyn potrafię nagle wzruszyć się radośnie z byle powodu, czerpać radość z prostych czynności, zwykłych chwil. Nauczyłem się być wdzięcznym za wiele rzeczy - szczególnie tych codziennych. Znów uczę się kochać naiwnie i bezwarunkowo - jak zza starych dobrych czasów :)

Najgorszą relację miałem z genitaliami - mój umysł je odrzucał, bo twierdził, że kierowanie się chujem jest złe i sprowadzi mnie na złą drogę. Co za bullshit. Teraz pracuję nad relacją z własnym fiutem i jajami - co z pewnością da mi kolejne korzyści i rozwinie mnie jako człowieka. I z pewnością opiszę to tutaj.

Niech dzisiejsza technika będzie elementem Twojej codziennej postawy. Nie musi ona być skoncentrowana na idealnym partnerze - możesz nią tworzyć cokolwiek, chociażby lepsze wizje przyszłości. Baw się!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca