Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej

Skondensowany i praktyczny mini przewodnik dla początkujących, którzy chcą dawać dupy bezpiecznie, zdrowo i przyjemnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zasoby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zasoby. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Integracja konfliktów - model

W poprzednim poście pisałem wiele o konfliktach - o tym, skąd się biorą, jak wyglądają i o tym, że można mieć konflikt tylko z samym sobą a tzw. "zewnętrzne" konflikty to tylko ekspresja tych wewnętrznych. W tym rozumieniu świata - nie możesz mieć sprzeczki z kimś, jeśli sam jesteś wewnętrznie absolutnie spójny i wiesz, czego chcesz.

Teraz czas na praktykę - jak dokonywać integracji samego siebie?

To, co opiszę, jest strukturą pewnej umiejętności. To nie jest coś, co możesz odwalić raz i mieć to za sobą - to procedura, którą warto znać, stosować i stawać się mistrzem w jej praktyce. Inwestycja w nią bardzo Ci się opłaci.

1. Rozpoznanie konfliktu

Kiedyś wydawało mi się to najtrudniejszą opcją. Teraz zaczynam rozumieć, że jest to stosunkowo łatwe. Wystarczy przejrzeć swoje życie i poszukać znaczących konfliktów, które się miało ze znaczącymi osobami: rodzicami, bliższą rodziną, przyjaciółmi, byłymi facetami itd. Oczywiście chodzi o to, by odnaleźć te konflikty, które z naszego punktu patrzenia nie zostały rozwiązane i wciąż odnawiają rany.

2. Integracja konfliktu

Przykładowo odkryłeś w swoich wspomnieniach nierozwiązany konflikt z kimś, kto jest (lub sądzisz, że był) dla Ciebie osobą znaczącą. Oczywiście w rzeczywistości to doświadczenie się skończyło - być może nawet dawno - ale wciąż odtwarzasz je w swojej podświadomości, nie mogąc dojść z nim do porozumienia.

Wyciągnij przed siebie obie dłonie i ustaw na nich siebie i tę osobę, z którą miałeś konflikt. Ta druga osoba to oczywiście nie ona - bo jej tu i teraz może już nawet nie być. To Twoja nieuświadomiona część Ciebie. Będziesz bardzo zdziwiony, że przejąłeś od niej wiele zachowań, z których w ogóle nie zdawałeś sobie sprawy. Tak, jak ja, gdy uświadamiałem sobie, że w wielu przypadkach zachowuję się tak, jak ci, których nie znosiłem. W rzeczywistości nie znosiłem części siebie i widziałem ją u innych - tylko nie u siebie.

Oooooo - teraz zaczynasz kumać, że masz do przejrzenia cały swój system rodzinny, szkolny, matrymonialny itd. To wielkie wyzwanie i Twoje pole to popisu. Potraktuj to jako ekscytującą podróż wgłąb siebie.

Zatem pierwszy etap to odkrycie, jakie Twoje zachowania produkuje część pierwsza i druga. Tutaj możesz odkryć, że jedna gra ofiarę, druga kata. Albo smutnego i wesołego gościa. Jedna część może być rodzicem, druga - co oczywiste i implikowane z tego faktu - będzie dzieckiem (nie istnieje przecież rodzic bez dziecka). Jedna część może być cwaniakiem, który każdego wydyma - druga - jego naiwną ofiarą. Jedna romantykiem, druga - chłodnym draniem. Opcji jest wiele.

Teraz czeka Cię kolejne odkrycie. Jedną z tych części nazywałeś "ja", drugą "on/ ona". Ze zaimki pomagają Ci dysocjować się lub asocjować z danymi tożsamościami. Innymi słowy - łatwiej identyfikowałeś się (utożsamiałeś) z częścią zwaną "ja", niż z częścią, którą nazywałeś "on/ ona".

Dla bezpieczeństwa i zachowania dystansu - obie nazywaj "on/ ona". Choć obie są częściami Ciebie jako Pełni - zaimki w trzeciej osobie pomogą Ci utrzymać tzw. metapozycję, którą właśnie osiągnąłeś. Ona daje Ci możliwość bezpiecznego rozwiązania konfliktu bez popadania w trudne emocje. Metapozycja jest wtedy, gdy nie jesteś po żadnej ze stron - a więc nie sprzyjasz jednej bardziej, a drugiej mniej.

Gdy masz już obie części na swoich dłoniach, przyjrzyj się im, przysłuchaj i poczuj je. Każda z nich będzie wyglądała inaczej, będzie miała inną pozę ciała, inny głos, ton, będzie używała innych słów, odczuwała inne emocje w obliczu różnych sytuacji, które zdarzają się w Twoim życiu. Najpewniej te części będą miały swoje linie czasu, a więc sposoby, w jakie wyobrażają sobie przeszłość, odmienne przekonania (gdyby nie miały odmiennych przekonań - nie byłoby konfliktu, prawda?) itd. Zbierz o obu tych częściach jak najwięcej informacji.

Teraz czas na kolejny krok - poproś jedną i drugą, aby popatrzyły się na siebie i powiedziały, co myślą o sobie nawzajem. Na tym etapie nie będzie to oczywiście na pewno nic serdecznego. Najpewniej będą się wzajemnie negatywnie oceniać i to jest ok - wydobywasz z nich kolejne historie / przekonania.

Możesz pozwolić sobie wcielać na zmianę raz w jedną, raz w drugą i wymieniać zdania między nimi. Wejdź w pozycję pierwszej i popatrz na drugą. Co byś jej powiedział? Co byś usłyszał? Jakbyś się z tym poczuł? I potem w drugą stronę - wciel się w drugą część i zrób to samo względem pierwszej. To zupełnie niezwykłe doświadczenie - jeśli oczywiście zrobisz to dokładnie.

Idźmy dalej.

Znajdź pozytywne intencje najpierw jednej części, potem drugiej. Może ich być wiele, zatem przygotuj sobie kartkę i ołówek. Np. ofiara może chcieć miłości, czułości, ciepła. Kat - spokoju, odcięcia od problemów etc. Cwaniak - może chcieć zysków, kasy, prestiżu społecznego. Dający się dymać frajer - może chcieć zbawienia, odrodzenia i ch*j wi co jeszcze. Wypisz, czego chce każda z nich. Do czego dąży? Czego pragnie? Po co robi to, co robi? Po co powołałeś do istnienia tę tożsamość? Jakie masz z tego korzyści? Po co Ci one? Idź i drąż dalej.

Teraz masz wypisane pozytywne intencje jednej i drugiej części.

Spytaj część pierwszą, czy rozumie i akceptuje pozytywne intencje drugiej. I vice versa - niech druga część rzuci okiem na pozytywne intencje pierwszej i powie, czy je rozumie i akceptuje. Jeśli tak - ok. Jeśli nie - musisz wykonać dodatkową pracę. Jeśli część nadal nie akceptuje i nie rozumie intencji drugiej części - spytaj, jaka jest pozytywna intencja tejże właśnie pozytywnej intencji. Np. jedna część może chcieć więcej pracować. Drugiej może się to nie podobać. Spytaj więc, po kiego gniota chce ona pracować więcej. Dowiesz się, że chce ona mieć więcej kasy. I tu robi się już jaśniej - część ta dysponuje historią, że "im więcej pracuję, tym więcej będę miał kasy", co jest oczywistym bullshitem, bo można więcej pracować i nie mieć więcej kasy, jak również można mniej pracować i mieć więcej kasy.

Tak więc rozumiesz, że istnieją poziomy pozytywnych intencji. Twoim zadaniem jest wspinanie się w górę po to, by odkryć jak najbardziej ogólną intencję każdej z części. Wtedy okryjesz, że jest nią Twoje szczęście i że obie te części tego właśnie chcą - tyle, że na różne sposoby!

Zrobiłeś więc coś ważnego - odnalazłeś ich wspólny cel, w obliczu którego będą mogły razem działać i współpracować, by go osiągnąć. Z pewnością razem zrobią to znacznie efektywnej, niż osobno - zgodzisz się ze mną, prawda? Powiedz to swoim obu częściom - ważne, by poznały korzyści płynące ze współpracy i wzajemnego rozumienia.

Teraz poczyń kolejny istotny krok - sporządź listę zasobów (zasób to coś, co pozwoli Ci osiągnąć cel) obu tych części. Np. jedna może mieć pozytywną energię, druga - umiejętność refleksji, zadumę itd. Sam rozumiesz, że nie chodzi o to, by trzymać się cały czas jednego zasobu, lecz umiejętnie z nich korzystać, gdy jest ku temu potrzeba. Każda ze skonfliktowanych części posiada cenne zasoby, których nie posiada druga. Gdy nauczą się wzajemnie korzystać ze swoich zasobów - szybciej i elastyczniej osiągną wspólny cel. Ba! Może inaczej - powiem tak, byś wziął za to odpowiedzialność. Gdy TY nauczysz się korzystać z zasobów obu tych części, szybciej osiągniesz swój cel! To się nazywa synergia - gdy suma części jest czymś więcej, niż ... ich sumą!

Wypisz zatem zasoby każdej z części konfliktu i zastanów się, gdzie i kiedy warto korzystać z danego zasobu i jakie to może przynieść konsekwencje.

Możesz też wypisać słabe strony każdej z nich. Np. jedna z części może być wspaniałym marzycielem, ale do dupy realizować plany. Druga może wspaniale realizować plany, ale robi je kiepsko - bez polotu i fantazji. Gdy połączysz obie - okaże się, że potrafisz robić kiepskie plany bez fantazji i polotu, jak również do dupy je realizować :) Czy to nie wspaniałe? haha

Poproś teraz jedną i drugą część, by spojrzały na siebie jak na źródło owych cennych zasobów. Opowiedz jednej, jakie zajebiste rzeczy ma ta druga i jak fajnie byłoby się od niej tego wszystkiego nauczyć, by móc szybciej i lepiej wcielić swoje plany i zamiary w życie.

Teraz Twoim zadaniem będzie upodobnienie obu części do siebie. Zrób tak, by obie były na tej samej wysokości, były mniej więcej takiej samej wielkości, miały podobną pozycję ciała. Zadbaj, by mówiły do siebie podobnym tonem głosu, bo może było tak, że jedna krzyczała a druga cicho szeptała pod nosem. Zadbaj o to, by zaczęły nadawać na tej samej fali - mówiąc krótko. Mogą też podać sobie rękę, mogą zbliżyć się do siebie, objąć się itd. (bez fantazji erotycznych, zboku! :)

Teraz poproś swój umysł, aby zintegrował obie części, byś mógł swobodnie w każdej przyszłej sytuacji korzystać z zasobów i umiejętności obu tych części, bo przyświeca Ci waży cel - Twoje szczęście, zdrowie i dobrobyt. Bądź czujny na tzw. sygnały spójności lub niespójności. Jeśli części nie są jeszcze gotowe na integrację - mogą nie chcieć stać się jednością. Rozpoznaj, co im w tym przeszkadza, wydobądź ich przekonania i pamiętaj, że one również są cennym zasobem, z którego warto korzystać w jakiejś sytuacji.

Ostatecznie, gdy uda Ci się połączyć w jedno obie części, poczujesz sporą ulgę - ten moment nazywa się spójnością i jest ze wszech miar leczniczy, kojący i wyzwalający. Jesteś Pełnią i możesz lepiej korzystać z życia.

***

Podsumowanie

1. Rozpoznaj konflikt
2. Ustaw tożsamości na swoich dłoniach.
3. Zobacz je, wysłuchaj ich i poczuj to, co one
4. Zobacz, jakie zachowania produkuje każda z nich
5. Nazwij je "on" lub "ona" - żadna z nich nie jest Tobą (w całości), łatwiej utrzymasz metapozycję
6. Niech ocenią siebie nawzajem
7. Znajdź pozytywne intencje każdej z nich
8. Znajdź pozytywne intencje ich pozytywnych intencji - pytaj "po co Ci to?", by wspiąć się na maksymalnie ogólny poziom
9. Znajdź ich wspólny cel, do którego obie chcą dążyć
10. Sprawdź, gdy wzajemnie rozumieją i akceptują swoje pozytywne intencje każdego poziomu
11. Zobacz, jakie zasoby posiada każda część - wypisz je
12. Znajdź te zadania, z którymi dana część sobie nie radzi i w których ta druga mogłaby okazać się pomocna
13. Upodobnij części do siebie pod względem wizualnym, wzrokowym i czuciowym
14. Poproś je, niech uczą się od siebie nawzajem
15. Sprawdź, jak będą współpracować w przyszłych sytuacjach
16. Złącz je razem - niech będą jedną tożsamością, z którą będziesz mógł się od dziś identyfikować

Trudne? Początkowo tak - potem robi się łatwiejsze. To nie jest procedura na raz. To umiejętność, którą można ćwiczyć i stać się w niej mistrzem. Dlatego działaj i korzystaj.

czwartek, 21 stycznia 2010

4 pytania, które zmieniają życie - czyli ponownie o The Work

Wiele razy wracałem do tematu The Work - rewolucyjnej metody pracy z własnymi myślami opracowanej przez Byron Katie (polecam ten post, jeśli jeszcze nie wiesz, o co chodzi).

Dziś dorzucam świeżą garść przemyśleń o The Work - przemyśleń, które pozwolą Ci jeszcze lepiej stosować tę metodę w praktyce.

1. Rzeczywistość jest, myśli są jakieś.

Ta historia jest prosta. Gdyby na świecie nie było w ogóle ludzi - to czy istniałyby jakiekolwiek problemy? Hmm... Oczywiście nie namawiam Cię do eksterminacji ludzkości. Niech jednak odpowiedź na to pytanie da Ci wniosek, że to my, ludzie, odpowiadamy za to, jakie sytuacje postrzegamy jako problematyczne.

Rzeczywistość jest doskonała i zawsze dobra. Sama w sobie nie posiada problemów. To nasze myśli mogę sprawiać nam problemy. A właściwie wiara w lipne myśli.

Spisz na kartce dowolne myśli, które Cię dręczą, np. "Nikt mnie nigdy nie pokocha."

Zastanów się, jak się czujesz, gdy dajesz wiarę tej myśli... Czy ta myśl wnosi w Twoje życie spokój czy stres? Jeśli spokój - to znaczy, że jest prawdziwa, a więc zgodna z rzeczywistością. Jeśli jednak wnosi stres - znaczy to, że nie jest prawdziwa, bo nie zgadza się z rzeczywistością.

Myśli "Nikt mnie nigdy nie pokocha" wnosi stres w życie. Zatem nie jest prawdziwa.

Stres jest efektem myślenia niezgodnego z rzeczywistością. Co innego myślimy, co innego jest w rzeczywistości. Nasze Serca to czują i z tego powodu ogarnia je niepokój - co zaburza koherencję. Tylko jeśli myśli - a więc procesy zachodzące w mózgu - są zgodne z tym, co czuje Serce (które jest jedynym skutecznym narzędziem poznania rzeczywistości) - możemy odczuć koherencję serca w danym kontekście życia.

2. The Work - a więc 4 pytania + odwrócenie myśli - to nie metoda usuwania czy zmiany przekonań - używaj jej wtedy, gdy chcesz poznać prawdę.

Tak jak oprogramowanie Twojego komputera, by chronić Cię np. przed wirusami, musi być aktualne i dostosowane do rzeczywistości "tu i teraz" - tak samo The Work pozwala Ci zaktualizować swoje myśli i odświeżyć swój umysł.

Dzięki 4 pytaniom odkryjesz, co jest prawdą. A prawda - jak mówi pewna książka - Cię wyzwoli.

3. The Work to umiejętność. W miarę jej używania, stajesz się coraz bardziej biegły.

Dla przykładu tego, jak zręcznie można używać The Work, chciałbym przytoczyć rozmowę Byron Katie z pewną grupą seminaryjną odnośnie historii społecznej pt. "Potrzebuję więcej pieniędzy."

Byron Katie: Czy to prawda, że potrzebujesz więcej pieniędzy?
Publiczność: Taaaaak!
B.K.: Czy jest na świecie człowiek, który ma więcej pieniędzy, niż ma...?
P.: [cisza i konsternacja]
B.K.: Jak więc się czujesz, gdy uważasz, że potrzebujesz więcej pieniędzy, niż masz, mając ich tyle, ile masz? Czy ta historia wnosi spokój w Twoje życie, czy raczej stres?
P.: [śmiechy]
B.K.: Kim byś był, gdybyś nie miał myśli "Potrzebuję więcej pieniędzy"...?
P.: [różne głosy] Cieszyłbym się tym, co mam. Byłbym szczęśliwszy...

Otóż to.

4. Jak wydobywać historie i jak z nimi pracować? - efektywna procedura

Gdy z jakiegoś powodu czujesz się źle - spisz swoje myśli na kartce lub na komputerze. Spisz wszystko, co Cię dręczy. Pisz krótkimi zdaniami. Zwięźle.

Następnie odłóż kartkę i zrób coś, by poczuć się lepiej:

  • 15 minut ćwiczeń aerobowych - w efekcie da Ci to przypływ endorfin (hormonów szczęścia) oraz neurotropiny (uelastycznia neurony);
  • oglądnij jakieś kabarety, żeby się pośmiać
  • spotkaj się z fajnymi, wesołymi znajomymi, by zapomnieć o troskach
  • obejrzyj jakiś fajny, pozytywny film (np. bajkę)
  • rozpyl w powietrzy olejki eteryczne - np. lawendowy, melisowy czy grejpfrutowy - udowodniono, że wpływają na układ nerwowy niczym naturalne, kojące hormony, które odprężają
  • rozluźnij ciało, pomasuj napięte mięśnie - szczególnie twarz
  • powspominaj miłe rzeczy - odtwórz najpiękniejsze chwile Twojego życia
  • stwórz wspaniałe, motywujące wizje przyszłości - np. wyobraź sobie siebie bez problemów i kłopotów w różnych kontekstach Twojego życia
Teraz, gdy czujesz się już odprężony i w pełni zrelaksowany - wróć do swoich spisanych czarnych myśli. Odczytaj je na głos. To ważne, bo gdy czytamy na głos, zaczynają pracować inne ośrodki mózgowe, niż gdy tylko czytamy w myślach. Teraz Twoje słowa, które przedtem spisałeś, będą wydawać Ci się dziwne, nieprawdziwe, czasem wręcz nierealne. To doskonały moment, by zadać tym myślom 4 magiczne pytania The Work:

Czy to, co napisałem, jest prawdą?
Czy mogę być pewien na 100%, że to prawda?
Czy ta myśl jest korzystna dla mojego życia?
Kim bym był, gdybym nie mógł uwierzyć w tę myśl?

A następnie poodwracaj myśli, stwórz ich odwrotności, po czym zapytaj siebie, czy mogą być one prawdziwe jeśli nie prawdziwsze, niż myśl pierwotna, np.:

"Nikt mnie nie pokocha" -> "Ktoś mnie pokocha"

Czy to może być prawda, że ktoś Cię pokocha? Oczywiście - jest taka możliwość. Zauważ, ile pozytywnej energii wnosi wiara w tę myśl. Dlatego jest ona zgodna z rzeczywistością. Czy to nie fantastyczne?

Do napisania!

sobota, 9 stycznia 2010

Encyklopedia Zasobów - nadzieja

Naukowcy to jednak czasem sadyści w białych kitlach. Ale jeśli ich sadyzm jest ukierunkowany - działa na korzyść nas wszystkich. Skąd taki wniosek? Czytałem o badaniach, w których naukowcy przeprowadzili dość ciekawy i właśnie dość sadystyczny eksperyment.

Eksperyment z nadzieją

Do wysokich pojemników z wodą wrzucono szczury, które - by się nie utopić - musiały cały czas przebierać energicznie łapkami. Sprawdzano, które z nich toną szybciej, a które później. Fajny pomysł, prawda? Ale nie o topienie szczurów w nim chodziło.

Chodziło o sprawdzenie, czy nadzieja potrafi faktycznie przedłużyć życie.

Cześć pojemników z wodą - nabierała stopniowo więcej wody. Przez co jej lustro podnosiło się powoli acz systematycznie a szczury widziały wyjście z pojemnika coraz bliżej. Gdy porównali długość żywota szczurów w pojemnikach "beznadziejnych" z żywotem szczurów w pojemnikach w podnoszącą się wodą oraz nadzieją na wydostanie - zgadnij co?

Tak, masz rację - okazało się, że te szczury, które widziały możliwość wydostania się z opresji (pomimo, że nie miały de facto żadnej możliwości wpływu na rozwój sytuacji) potrafiły wiosłować dłużej. Znacznie dłużej! Podczas, gdy ich towarzysze w pojemnikach bez wyjścia opadali już swobodnie na dno - one wciąż dawały z siebie wszystko, by ciągle utrzymać się na powierzchni.

Tym przykładem mógłbym właściwie zamknąć swoje dzisiejsze dywagacje na temat nadziei. Ale nie - nie byłbym sobą, gdybym w strukturę nadziei nie wniknął głęboko niczym woda w suchą gąbkę.

Wiara, która trzyma przy życiu

Nadzieja jest wiarą w to, że wszystko skończy się dobrze - nawet, jeśli szansa, że tak będzie, wydaje się mała. Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia - i coś w tym jest. Pacjenci, którzy cierpią na straszne, nawet nieuleczalne na chwilę obecną choroby, znacznie lepiej radzą sobie z chorobą niż osoby, które nadziei są pozbawione. Szybciej zdrowieją, łatwiej ulegają efektowi placebo. I czują się lepiej.

Tak naprawdę brak nadziei w sytuacji, w której człowiek cierpi, jest poważnym ciosem. To, że odbiera to siłę do walki i życia, to zwyczajnie naraża ludzi na stres i - co za tym idzie - osłabienie układu odpornościowego.

Neurologia nadziei

Ludzie różnie reprezentują sobie nadzieję w swoim umyśle. Niektórzy widzą ją jako migoczący obraz w przyszłości, który na zmianę pokazuje dobre i złe zakończenie danej historii. Inni widzą rozwidlającą się linię czasu dotyczącą przyszłości i różne możliwe - złe i dobre - zakończenia. Wszystkie jednocześnie. To jedno - dobre - na którym nam zależy - jawi nam się jako jedna z alternatyw.

Pod względem lingwistycznym, nadzieja manifestuje się za pomocą modalnego operatora możliwości "chciałbym". Słowo "chciałbym" wyraża nasze preferencje i jednocześnie uznaje, że są pewne czynniki, które grają w sytuacji istotną rolę a na które nie mamy wpływu. Możemy więc powiedzieć: "Chciałbym żeby kryzys minął" - ale jednocześnie uznajemy tutaj istnienie sił wyższych, od których zależy, czy to się stanie, czy nie.

Nadzieja - podobnie, jak lęk - zawsze dotyczy przyszłości. Jest uczuciem "w tle" - biernym, o wolnym tempie, spokojnym. Jej kluczową cechą jest wielkość - można mieć małą nadzieję lub wielką. Jeśli Twoja jest za mała - powiększ obraz pozytywnego zakończenia Twojej historii do sporych rozmiarów i poczuj różnicę.

Nadzieja jest cudownym i wspierającym zasobem podczas choroby czy egzaminu. Czy jednak nadzieja może obrócić się przeciwko nam?

Źle użyta nadzieja

Pierwszym przykładem - chyba najczęstszym - jest pokładanie nadziei w czymś, na co mamy absolutny wpływ. Ktoś mówi: "Chciałbym umieć dobrze grać na gitarze". Zastanówmy się - od kogo zależy, czy ten człowiek będzie grał dobrze na gitarze? Czy nie przypadkiem od niego samego? W tym kontekście nie chodzi o to, by mieć nadzieję, że kiedyś się nauczę. Tu chodzi o to, by to robić. To wszystko. "Chciałbym zrobić sobie mięśnie", "Chciałbym zrzucić 2 kg" itd. Nie, nie chciałbyś. Ty chcesz. Podejmij decyzję i działaj.

Drugim częstym przykładem nadziei niekonstruktywnej jest trwanie w lipnej sytuacji z własnej woli, trzymając się obsesyjnie nadziei, że jednak to się zmieni. Wiesz o co chodzi? Np. o toksycznie związki. Ludzie potrafią spędzić lata u boku partnera, który ich dręczy i męczy na wszystkie możliwe sposoby, bo nie chcą spojrzeć w oczy sytuacji teraźniejszej, lecz w kółko uciekają w przyszłość, mając nadzieję, że "on się zmieni". Oczywiście - można to robić w nieskończoność. Zbierać cięgi, pozwalać sobie na poniżanie, upokorzenie, na utratę znajomych, wpędzać się w depresję. Ale czy to jest warte tego? Oczywiście - partner może kiedyś się zmieni na lepsze. Pytanie tylko - czy za Twojego życia?

Podobnie wygląda struktura uzależnienia od hazardu - ktoś, pomimo oczywistych oznak, że mu nie idzie, brnie dalej do przodu, wciąż wierząc naiwnie, że "tym razem się uda". Wiara w tę myśl może przynieść fatalne skutki.

Jak więc widzisz - nadziei, podobnie, jak pozostałych zasobów, należy umieć używać w odpowiednich kontekstach.

czwartek, 7 stycznia 2010

Encyklopedia Zasobów - lęk

Tak, tak - dobrze przeczytałeś: lęk. Pytasz pewnie, jakim cudem lęk może być zasobem, a więc czymś, co pomoże Ci osiągnąć Twoje cele i marzenia. Kulturowo przecież wyrzekliśmy się tej emocji - potępiamy tchórzostwo, śmiejemy się z "boidup" a na pomniki wynosimy herosów, którzy popisali się odwagą.

Jednak przekonasz się, że lęk może być przydatny - i to bardzo! W niniejszym wpisie przybliżę Ci naturę lęku - byś mógł go poznać lepiej, przyjrzeć mu się bliżej i - co najważniejsze - nauczył się z niego korzystać.

System wczesnego ostrzegania

Konstruktywnie działający lęk jest swego rodzaju systemem wczesnego ostrzegania przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Jego główną funkcją jest przesłanie komunikatu pt. "przygotuj się, bo zbliża się coś, co może Ci zagrozić!"

Lęk najczęściej wzywa nas do reakcji zastygnięcia w bezruchu (byśmy mogli ukryć się przed niebezpieczeństwem). Te reakcje są obserwowane zarówno u zwierząt, jak i ludzi.

Gdyby nie lęk, ludzie rozpędzaliby się autem do 250km/h na terenie zabudowanym, myli okna wychodząc na parapet na zewnątrz budynku czy bez zahamowań współżyli bez prezerwatyw. Słowem: zachowywaliby się w sposób bardzo nierozsądny.

Jak więc widzisz - lęk jest bardzo potrzebny.

Fizjologia lęku

Pod względem fizjologicznym lęk wywołuje natychmiastowe reakcje ciała. Każdy z nas zna uczucie zimnego potu spływającego po czole czy plecach, drżenie rąk, tężenie mięśni, mrowienie skóry. Serce zaczyna nam walić jak oszalałe ("serce podeszło mi do gardła"), rośnie też - co za tym idzie - ciśnienie krwi. Oddech staje się płytki oraz szybki. Praca jelit przyspiesza, co może skończyć się bólem brzucha oraz biegunką ("srał się ze strachu"). Na linii środkowej ciała generalnie rozgrywają się dramaty - ścisk w gardle, brzuchu, mostku etc.

Aleksytymia to nieumiejętność rozpoznawania własnych emocji. Ktoś, kto tego nie umie, gdy się boi, może w ogóle nie zdawać sobie sprawy z tego, że odczuwa lęk, lecz zwracać uwagę tylko na wyżej wymienione symptomy lęku.

Neurologia lęku

Nie będziemy wnikać w szczegóły pt. lęk pobudza jądra migdałowate w mózgu limbicznym etc. Skoncentrujemy się na tym, jakie cechy ma myślenie lękowe i jak je rozpoznawać.

Lęk praktycznie zawsze ma tę samą strukturę. Ktoś w głowie kręci film, który zaczyna się niewinnie a kończy się źle - czasem nawet tragicznie lub traumatycznie. Np. wyobraża sobie, że idzie na spacer do parku a tam napadają go zbóje i urywają łeb. Cóż - wierząc w tę historię, na pewno trudniej nam wybrać się do parku.

Co więcej - dochodzą do tego dialogi wewnętrzne, które dramatycznym, wręcz spanikowanym głosem pytają: Jak ja sobie poradzę? Kto mnie uratuje? A potem odpowiadają same sobie: Nikt! Umrę tam! Nie dam sobie rady! Będę leżał do końca życia sparaliżowany w łóżku i srał pod siebie!

Oczywiście coś takiego musi wywołać silny lęk. Czasem jest to bardzo przydatne! Jeśli taki film + dialogi ktoś odpala, naciskając mocniej na pedał gazu, mogą go one powstrzymać przed idiotyczną brawurą. Badania potwierdzają, że najskuteczniejsze kampanie mające na celu zmniejszenie śmiertelności na drogach opierały się właśnie na wzbudzeniu silnego lęku. Pokazywały tragiczne konsekwencje chwili nieuwagi. A ludzie dzięki nim zaczynali jeździć wolniej.

Generalnie rodzimy się podobno tylko z dwoma lękami, które są genetycznie zakodowane - lękiem przed upadkiem i zbyt głośnym dźwiękiem (wtedy odruchowo zatykamy uszy). Reszta lęków instalowana jest w drodze socjalizacji.

Choć nie jest to do końca prawdą. Udowodniono też, że istnieją w nas bardzo prymitywne mechanizmy, które powodują reakcje lękowe. Bardzo popularna fobia przed pająkami lub lęk wysokości - mają swoje ewolucyjne uzasadnienie i niektórzy badacze sugerują, że one również mogą mieć podstawy genetyczne. W końcu ci, którzy bali się pająków i dużych wysokości - żyli dłużej, bo byli ostrożniejsi.

Poza tym odkryto, że lęk odruchowo jest spowodowany też widokiem czegoś dużego, co zbliża się bardzo szybko w naszym kierunku (wizualnie powiększa) oraz widokiem wielkich oczu ("Strach ma wielkie oczy"). To dlatego, idąc ciemną ulicą, gdy zobaczysz wielkiego zbira z wybałuszonymi oczami idącego w Twoją stronę szybkim krokiem - zaczynasz się panicznie bać. Szczególnie te wielkie, szeroko otwarte oczy - okrągłe, świecące białkami - sprawiają wrażenie, że masz do czynienia z psychopatą. Zrób test. Stań przed lustrem, podnieś wysoko powieki, patrząc na siebie. Poczujesz, o co chodzi.

Zatem lęk przed upadkiem, głośnym dźwiękiem (bach! za plecami), pająkami, wysokością, wielkimi oczami i zbliżającymi się do nas wielkimi obiektami może być raczej spuścizną biologiczną. Inne lęki to historie, w które wierzymy i którymi straszymy się po nocach. Czasem są to historie zgodne z rzeczywistością, czasem zupełnie niestworzone.

Warto też zaznaczyć, że lęk powoduje efekt widzenia tunelowego. Gdy czegoś zaczynamy się obawiać, koncentrujemy się na tym bardzo mocno, wycinając z naszej subiektywnej rzeczywistości inne elementy informacji. Siedzisz sobie teraz przed komputerem, czytasz to, co napisałem, a tu nagle JEB! w drzwi i krzyk na zewnątrz. Cóż - nieważne, jak ciekawie i wciągająco bym nie pisał - odłożysz lekturę na bok, wstrzykniesz sobie adrenalinę, kortyzol i parę innych chemikaliów w krwiobieg a następnie podejmiesz jakąś decyzję, co z tym zrobić. Lęk silnie skoncentruje Cię na reprezentacji, która budzi Twój niepokój, wycinając cały świat. Co więcej - Twój mózg zintensyfikuje tą reprezentację. Jeśli zobaczysz w oddali coś niepokojącego - powiększysz to w wyobraźni, by lepiej się temu przyjrzeć. Jeśli to głos - pogłośnisz go, by lepiej mu się przysłuchać. To, czego się boimy, jest dla nas większe. Kobieta, która pozbyła się fobii przed psami (która paraliżowała jej życie), była bardzo zdziwiona, że psy są takie małe w rzeczywistości. Jej wydawały się większe.

Dlaczego mózg powiększa obrazy i pogłaśnia dźwięki, których się boimy? Chodzi o to, że Twoja podświadomość chce zebrać jak najwięcej informacji o zagrożeniu, być mógł efektywniej go uniknąć. Dlatego też przerażające chwile zazwyczaj pamiętamy bardzo szczegółowo - sekunda po sekundzie.

Summa summarum - lęk ratuje nam dupsko.

Wzorce myślenia lękowego

Lęk wprowadza nasz umysł w stan gotowości, czujności i ostrożności. Powoduje to zupełna reorientację wzorców myślenia i podejmowania decyzji. Przede wszystkim - o czym już wspomniałem - silnie koncentrujemy się na źródle lęku (które w przypadku chronicznego lęku mylnie identyfikujemy - o czym będzie później). A więc nie myślimy wtedy w kategoriach korzyści i celów, lecz w kategoriach awersji - czyli problemów, których bardzo chcielibyśmy uniknąć. Gdy spierdalamy przed lwem - nie myślimy, dokąd mamy spierdalać. Wiemy tylko, od czego chcemy znaleźć się jak najdalej.

Lęk - gdy jego źródło jest w "tu i teraz" - a więc ktoś np. przystawia nam spluwę do głowy - nazywa się w psychologii strachem. Z kolei lęk, który pojawia się u kogoś przed pójściem spać - to efekt wycieczek w przyszłość. Tak - możemy się bać tylko tego, co może przynieść przyszłość. Tworzymy scenariusze zagłady, porażek, ośmieszenia, kompromitacji i wierząc w nie - boimy się, że staną się prawdą.

Lęk ma też swoje poziomy natężenia i tempo. Stąd mamy wiele określeń na tę samą emocję. Jeśli lęk jest mało intensywny i powolny - nazywamy go niepokojem lub zamartwianiem się. Jeśli jego natężenie oraz tempo są wysokie - wtedy nazywamy go paniką.

Lęk do pewnego stopnia jest emocją bierną. Zmusza nas do zastygnięcia w bezruchu. Myślimy też za pomocą stron biernych: "będę bity", "będę zgwałcony" (wiem, wiem, że niektórzy na to zamiast lękiem reagują nadzieją :), "będę uszkodzony", "będę porzucony", "będę samotny" etc.

Problemy z lękiem

Wszystko jest okej, jeśli lęk działa na naszą korzyść - ostrzega nas przed realnymi zagrożeniami, uruchamiając w nas czujność i ostrożność. Odczuwamy go wtedy tylko od czasu do czasu i w pełni rozumiemy, dlaczego się pojawił, przyjmując go z akceptacją i wyrozumiałością.

To stan idealny.

Zdarza się jednak, że ktoś obawia się czegoś i nie wie czemu. Lęk przeszkadza mu wtedy w spokojnym i szczęśliwym życiu, pojawiając się w sytuacjach, w których nikt by sobie tego nie życzył. Psychologowie nazywają to "zaburzeniami" - sugerując pacjentowi, że coś jest z nim nie tak, że jego mózg jest nieprawidłowy, że nie działa, jak należy. Jak zaraz się przekonamy - nic bardziej mylnego. Działamy bowiem doskonale na bazie swoich życiowych doświadczeń. Jakie kto ma doświadczenia - takie ma zachowania.

Lęk może u niektórych robić spore problemy: fobie (paniczne napady lęku w kontakcie z określonym bodźcem lub rodzajem bodźca), choroby psychosomatyczne (wyuczone wzorce reagowania ciała współdziałające z silnymi emocjami), kompulsje (przymus robienia czegoś - np. powracanie do domu dziesiątki razy celem sprawdzenia, czy zamknęło się drzwi), zespół szoku pourazowego czy lęku uogólnionego (wieczny niepokój).

Wszystkie wspomniane "zaburzenia" moją swoją przyczynę w doświadczeniach danej osoby. We wspomnieniach, którymi wciąż ona żyje. Próg aktywacji lęku jest u tych osób znacznie obniżony - są one o wiele wrażliwsze na kolejne ataki lęków, paniki, na wdrukowywanie sobie negatywnych wspomnień. Często ludzie ci nie są świadomi, jakie konkretnie doświadczenie życiowe wywołuje u nich takie a nie inne reakcje lękowe. Czasem są one konsekwencją długiej serii przykrych doświadczeń (złe traktowanie, tortury, molestowanie).

Z punktu widzenia mózgu to wszystko trzyma się kupy. Mózg przeżył coś szokującego - zatem zmienia swoje funkcjonowanie, aby zrobić wszystko, co w jego mocy, aby uniknąć tego w przyszłości. Nawet, jeśli kosztem tego jest wiecznie nękający niepokój, panika, fobia etc.

Niemniej należy pamiętać, że to my jesteśmy panami swoich mózgów, a nie one naszymi. Na szczęście są one dość plastyczne i da się dzięki temu zneutralizować nawet najgorsze tramy życiowe. Trzeba tylko wiedzieć, jak. A do tego potrzebne nam są technologie zmiany.

Wychodzenie z traum, szoków pourazowych, wywalanie fobii, wyciszanie lęków, niepokojów itd. to temat rzeka. Na pewno do tego wrócimy wcześniej czy później na łamach bloga.

Póki co - przeszedłeś podstawowy kurs rozumienia lęku - jednego z naszych najwspanialszych zasobów. Wolność emocjonalna nie polega na tym, żeby lęku nie odczuwać w ogóle, lecz na tym, aby mądrze z niego korzystać, rozumieć jego intencje, funkcje i skutecznie na niego reagować.

Jeśli masz do mnie pytania odnośnie lęku - pisz śmiało w komentarzach. Z pewnością odpowiem. Póki co - bój się mądrze :) Do napisania!

TOP 10 miesiąca