SZYBKIE INFO:

Jeśli jeszcze nie przekonałeś się o wyższości seksu gejowskiego nad heteryckim - to dziś masz okazję ;)

czwartek, 18 lutego 2010

Rocznica założenia bloga

Wszystko zaczęło się 18 lutego 2009 roku. To była środa. Zainspirowany nie wiadomo czym DreamWalker całkowicie spontanicznie postanowił założyć bloga. Ku jego własnemu zaskoczeniu - udało mu się nawet regularnie go prowadzić.

Dziś, 104 posty dalej, ogląda się wstecz i widzi: Dream, odwaliłeś kawał dobrej roboty.

Było wiele spięć na tym blogu, było wiele kontrowersyjnych i ciekawych tematów, komentarzy, było też wiele podziękowań i maili. Dużo odkryć, zmian oraz introspekcji.

Do kamieni milowych rozwoju osobistego mijającego roku zaliczam dwa główne nurty postów. Pierwszy - dotyczący koherencji serca. Drugi - dotyczący The Work, czyli 4 magicznych pytań kwestionujących myśli. Te dwa narzędzia nie tylko doskonale uzupełniają się, ale też wiodą do zupełnie nowego świata - świata istniejącego poza umysłowymi schematami - świata, który można poznać tylko sercem.

A gdy pomyślę sobie, jak wiele fantastycznych odkryć może przynieść kolejny rok - aż mi włosy dęba stają z podekscytowania :)

Dziękuję wszystkim, którzy inspirowali i wciąż inspirują mnie do tworzenia tego bloga i do tego, by ten blog tworzył mnie. Dziękuję Tobie, że razem ze mną uczysz się myślenia poza utartymi schematami i wychodzenia świadomością mocno poza to, co ogólnie przyjęte.

Do poczytania Podróżniku,
DreamWalker

niedziela, 14 lutego 2010

Spacer poza historie

3 dni temu zdarzyło się coś niezwykłego. Późną porą wyszedłem na spacer. I zadałem sobie pytanie: "Jakby to było, gdybym nie mógł uwierzyć w prawdziwość jakiejkolwiek myśli na temat tego spaceru?".

I zaczęły dziać się rzeczy niezwykłe...

Oto stare ulice, znane miejsca i pozornie banalne widoki nagle przeistoczyły się w magiczną krainę. Oprószone śniegiem, oświetlone mdłym światłem latarni ulicznych pejzaże okazały się zupełnie nowe, świeże, absolutnie wyjątkowe. Mój umysł wciąż produkował historie: "To już znasz, wiesz gdzie idziesz, wiesz, po co. Byłeś tu setki razy." Ktoś zwany DreamWalkerem szedł wiedziony historiami. Ale jego dusza nie mogła uwierzyć w żadną z nich. Czas się rozpłynął. Nie wiem, która była, gdy płynąłem przez przygodę zwaną spacerem. To, co pokazywał zegarek, nagle nie miało żadnego znaczenia.

To było jedno z najbardziej mistycznych doświadczeń, jakie miałem w życiu.

Słowa nie oddadzą tego doświadczenia, bo słowa mogą tworzyć tylko kolejne historyjki. Wiem tylko, że doświadczenie to było efektem ubocznym ciągłej pracy z pytaniami z The Work (poszukaj na blogu).

Szedłem ulicą a umysł dyktował: "Tam jest Twój dom. Możesz tam wrócić, możesz położyć się do łóżka i zasnąć." Nie mogłem uwierzyć, że to prawda. Chciałem to sprawdzić. Ogarnęła mnie fascynacja, czy faktycznie prawdą jest to, co dyktował mi mój umysł. Mówił: "W kieszeni masz klucze do tego domu". Sprawdziłem - były! Byłem wniebowzięty. Mój umysł oferował mi bardzo adaptacyjne historie. Pojawiały się i znikały, bo nie próbowałem oszukiwać się, że są moje.


Każda opowieść, którą snuje nasz umysł, pochodzi skądś. Każdego słowa, które znamy, nauczył nas Wszechświat. Umysł nie należy do nas. Mówimy "mój umysł", ale on nie jest nasz. Nigdy nie był.

Ktoś mówi: "Nie zasługuję na to, by żyć". A ja go pytam: "Kto tak mówi?". A oni: "Ja!". Nie! Sam by na to nie wpadł. Ktoś mu tak powiedział a on uznał to za swoją myśl.

"Nasze" myśli pochodzą od rodziny, znajomych, przyjaciół, telewizji, radia i gazet. Swobodnie płyną przez eter Wszechświata, a my zachłannie nazywamy je swoimi, wdrukowując sobie w mózg kolejne obwody. Obwody, które będą potem odpalać się w odpowiednich sytuacjach i sugerować nam, do czego dążyć i czego unikać.

Tamtego wieczoru zwątpiłem w swój umysł.

To było piękne - zobaczyłem Rzeczywistość taką, jaka jest naprawdę. Bez opowieści. Bez mojej historii, która zawsze ogranicza, zawsze zakłada klapki na oczy. Zawsze upraszcza i zniekształca rzeczywistość. Nagle zobaczyłem ćpuna na ławce. Moje fizyczne "ja", które nawet nie jest moje, wystraszyło się i w jednej chwili wpompowało do krwiobiegu mnóstwo adrenaliny. Ale to nie była moja adrenalina, to nie było moje ciało. To było ciało, z którym zwykłem się identyfikować. Moja dusza pozostawała w spokoju.

Wszedłem do swojego domu, rozejrzałem się i wszystko było nowe. Rozdziewiczałem spojrzeniem każdą ścianę, każdy przedmiot. Tak, jakby powstawały dopiero teraz. DreamWalker zadecydował, że położy się do łóżka w ubraniu. Tak też zrobił i zasnął.

Magia.

niedziela, 7 lutego 2010

Sposób na trwały związek - zakochaj się... celowo!

Nasza europejska, jak i amerykańska kultura zdaje się być zakochana w samej idei nagłego zakochiwania - zauważył to już dawno Richard Bandler w swojej książce "Wolność jest wszystkim, miłość całą resztą." I faktycznie - lada moment będą Walentynki, kwiaciarnie już po gałach walą wielkimi, czerwonymi sercami a ludzie zdają się zapominać, że jeśli ktoś jest zakochany - to Walentynki ma codziennie. A jak ktoś nie jest - to i tak mu wszystko jedno.

Zwykliśmy myśleć o miłości jak o czymś, co nadchodzi samo i w sposób niekontrolowany. Oto nagle z dnia na dzień zakochujemy się w kimś i zapominamy o całym świecie. Nadzwyczaj często też, gdy zakochanie mija, okazuje się, że partner wcale nie jest taki wspaniały, jak nam się wydawało... I wtedy mamy problem. Bo skoro miłość "przychodzi sama" - to i odejść może "sama" i teoretycznie gówno możemy z tym zrobić.

Ale na szczęście tylko teoretycznie teoria zgadza się z praktyką, bo w praktyce różnice między teorią a praktyką często występują. Jak pokazują badania przeprowadzone przez Roberta Epsteina z Uniwersytetu Harvarda - jest cudowny sposób, aby stan miłości i zakochania zachować na dłużej:

Można zakochać się świadomie!

Może zacznijmy od minusów tego rozwiązania.

Po pierwsze - świadome zakochiwanie się nie jest tak spektakularne, jak to spontaniczne, będące efektem robienia sobie z drugą osobą w głowie dzikich filmów porno-romantycznych. Świadome zakochiwanie się w kimś jest efektem pracy nad sobą, ciągłego, systematycznego i konsekwentnego przywiązywania się do wybranej osoby.

Po drugie - możesz spotkać kulturowo wdrukowany opór pt. "serce nie sługa", że "tego nie da się zaplanować" i takie tam. Jak się zaraz przekonasz - to wcale nie musi być prawdą.

Ale świadome wywoływanie zakochania, które stopniowo przerodzi się w głęboką intymność, bliskość i namiętność ma też swoje ogromne plusy, które warto zaznaczyć.

Przede wszystkim - świadomie dobierasz partnera. To cudowny przywilej w świecie, w którym raz na jakiś czas spotyka się ludzi z zamkniętym sercem, ubranych w maski czy opętanych myślami o seksie. Możesz z góry określić kryteria, jakie musi spełniać ktoś, w kim będziesz chciał się zakochać i to daje Ci gigantyczną strategiczną przewagę - mniej pomyłek, szybsze dotarcie do celu.

Po drugie - związek, który rozpoczyna się świadomie wywoływanym stanem zakochania (jak to się robi - o tym za moment), jest o wiele trwalszy, niż związki powstałe w wyniku niespodziewanego ugodzenia strzałą Amora. Udowodnili to naukowcy porównujący trwałość małżeństw z wyboru i małżeństw zawieranych pod presją np. rodziny (stanowiących ok. 50% wszystkich małżeństw na świecie!). Małżeństwa z wyboru były efektem nagłego zakochania, które z czasem przemijało pozostawiając za sobą rozczarowanie (w Polsce rozpada się 1/4 małżeństw - na Zachodzie - co drugie!). Z kolei małżeństwa, które zwierane były pod presją rodziny - okazywały się o wiele szczęśliwsze wraz z upływającym czasem. Tam partnerzy wiedzieli, że nie mają jak zwiać, więc ćwiczyli okazywanie sobie miłości - aż w końcu faktycznie się pokochali.

Wniosek - warto zakochiwać się świadomie - by mieć odpowiedniego partnera, by miłość trwała dłużej i by uniknąć rozczarowań, przykrych emocji i lat próbowania stworzenia czegoś z nieodpowiednimi osobami.

Teraz pojawia się kluczowe pytanie:

Jak zakochać się świadomie?

Epstein wraz ze swoimi współpracownikami przeprowadzili szereg bardzo interesujących eksperymentów dot. zakochania. Dzięki nim udało się wyłonić te zachowania, które decydują o tym, czy w kimś się zakochamy, czy nie. Jak się okazało - zakochanie zmusza nas do pewnych zachowań - a pewne zachowania zmuszają nas, byśmy się zakochali. Wykonując świadomie pewne zachowania - narażamy się na ryzyko zakochania się, bo oba te elementy stanowią sprzężenie zwrotne.

Zobaczmy, jakie to zachowania (wymieniam tylko te ciekawsze i dające się zastosować w praktyce):

  • Patrzenie sobie w oczy - to bardzo łatwe i przyjemne zarazem. James Laird z Clark University zauważył w latach 80., że patrzenie sobie w oczy powoduje ocieplenie uczuć i podwyższa poziom sympatii do drugiej osoby. Potwierdził to też wspomniany Robert Epstein. Możesz to łatwo sprawdzić, unikając spoglądania w oczy Twoim rozmówcom - natychmiast będą czuli się zaniepokojeni i będą Cię unikać. Jeśli jednak zależy Ci na efekcie odwrotnym - warto patrzeć sobie w oczy. Już po 2 minutach zauważysz i poczujesz pierwsze pozytywne efekty.
  • Odzwierciedlanie zachowań - Epstein nie rozwodzi się nad tym aż tak, ale to temat rzeka. Umiejętność subtelnego i eleganckiego odzwierciedlania zachowań drugiej osoby to potężne narzędzie, dzięki któremu możesz niemal scalić się z umysłem drugiej osoby, rozumieć ją bez słów i tworzyć głęboką więź emocjonalną. Trzeba jednak uważać na to, z kim się buduje taką więź, bo jest to broń obosieczna. Będę o tym mówił szerzej w przyszłości, bo to temat cholernie ważny i stanowi absolutną bazę do budowania dobrych związków.
  • Wymiana sekretów - powolne odkrywanie swoich kart, ujawnianie rzeczy, których nie powiedzielibyśmy nikomu obcemu - to nie tylko wyraz zaufania (czyli braku lęków), ale też sposób, by zbudować silny związek z drugą osobą - poprzez poznanie jej bliżej.
  • Zbliżanie się do siebie - centymetr po centymetrze zbliżanie się do siebie powoduje powolne przełamywanie lodów i owej niewidzialnej bariery intymności. Oczywiście nie wolno tego robić nachalnie, bo źle to się skończy. Warto zacząć od subtelnych, niby przypadkowych dotknięć podczas zwykłej rozmowy, która wraz z biegiem czasu pozwala Ci zbliżyć się do wybranej osoby coraz bardziej. Zawsze sprawdzaj, jak czuje się z tym druga osoba - jeśli wykazuje zadowolenie - możesz pozwolić sobie na pójście nieco dalej i dalej i dalej...
Niby banał, prawda? Ale wierz mi - to dopiero wierzchołek góry lodowej potężnej wiedzy o tym, jak komunikują się nasze nieświadome umysły.

Zakochać się może niemal każdy w każdym - tak przynajmniej twierdzą naukowcy rozpracowujący mechanizmy zakochiwania się. Dlaczego więc nie działać w pełni świadomie? Dlaczego więc nie "upolować" sobie kogoś sympatycznego, z miłą aparycją i nie zakochać się w nim?

Ach tak - pojawia się obawa: a co, jeśli ja zakocham się w nim, a on we mnie nie? Widzisz - kolejne eksperymenty Epsteina udowodniły, że jeśli okazujemy komuś miłość - on (zgodnie z odkrytą przez Cialdiniego regułą wzajemności znaną z psychologii społecznej) również zacznie nam okazywać wyrazy sympatii. A to powoli może sprawić, że zacznie widzieć w nas kogoś więcej, niż tylko przypadkowego przechodnia.

Wierzę, że w miarę rozpoznawania miłosnej mechaniki, nasze społeczeństwo będzie ewoluować od nagłych porywów serca do świadomego wpływania na siebie i na swoje stany emocjonalne. A to zaowocuje tym, że będziemy żyć o wiele harmonijniej - nie tylko jako partnerzy w związku, ale również jako społeczeństwo.

Uczmy się mądrze zakochiwać! Do napisania!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca