SZYBKIE INFO:

3 MLN WYŚWIETLEŃ - DZIĘKUJĘ!!! :)

Dzień obfity we wpisy - 2 nowe i oba o seksie :)

Na HomoFascynacjach nowe opowiadanie - zapraszam serdecznie :)

środa, 13 czerwca 2012

Mechanizmy obronne - wprowadzenie

Witajcie drodzy Czytelnicy. Z maili i komentarzy wynika jasno, że temat cierpienia i konfrontacji z nim poruszył Was dogłębnie. Dlatego temat też będę kontynuował i zgłębiał - byśmy wszyscy wspólnie skorzystali.

Gdy cierpimy - pragniemy coś zmienić w swoim życiu. Jednak praktyka pokazuje, że często ta zmiana nie następuje. Tkwimy w toksycznych związkach, choć wiemy, że serce nam od nich wysiada. Bywamy nieszczęśliwie zakochani, idealizujemy obraz drugiej osoby, choć mamy jawne dowody na jej obojętność albo nawet wrogość. Latami chodzimy do pracy, której nie znosimy i wysłuchujemy docinek, tłamsząc w sobie gniew lub smutek. Chowamy przed światem wstydliwe choroby ciała i umysłu, bo boimy się odrzucenia i niesprawiedliwych osądów.

Tak naprawdę jednak w głębi serca nie chcemy zmiany. Boimy się zmiany. Bo zmiana to ZAWSZE ryzyko. Jeśli nie ma ryzyka, to nie ma zmiany.

W tym celu nasze ego, przez które rozumiem wszelkie przekonania zaczynające się od "jestem...(jaki? kim?)", wytwarza skomplikowane mechanizmy mające na celu ochraniać nas przed cierpieniem. Mechanizmy te - zwane w psychologii mechanizmami obronnymi - to złożony system myśli, emocji i zachowań, które mają jeden cel - pozwolić nam zagłuszyć własne cierpienia, odsunąć je choć na chwilę, na moment o nich zapomnieć.

Jeśli zatem na którymś poziomie pragniesz zmiany - szczerze - a mimo to zmiana nie zachodzi, to oznaka, że tkwisz w głębi nieuświadomionego mechanizmu obronnego, który bojkotuje Twoje starania. Nie zrobisz tutaj nic na siłę - umysł jest szybszy niż Twoja świadomość, podejmuje decyzje "za Ciebie" - w tle, obok, zanim zdążysz się połapać.

Mechanizm obronny zakłada, że coś Cię atakuje. Jedyne, co Cię atakuje, to Twoja własna wiara w myśli, które są dla Ciebie niekorzystne. Jednak póki nie rozpoznałeś prawdy, wierzysz myślom, w które wierzysz, i choćby prawda stała przed Tobą w całej okazałości, umysł będzie Cię zaślepiał na wszelkie sposoby, by utrzymać swoją iluzję, która rzekomo ma Cię chronić.

Postanowiłem zatem omówić najważniejsze mechanizmy obronne i pokazać Ci sposoby, jak te mechanizmy porzucić, aby móc skonfrontować się z prawdą. To nie żart - gdy ją poznasz, naprawdę Cię ona wyzwoli. Ale trudno ją poznać, gdy się człowiek przed nią broni, myśląc, że "prawda może być bolesna". Prawdziwa prawda nie jest nigdy bolesna. Bolesne są zawsze tylko myśli, w które wierzymy i które za prawdę uznaliśmy. Tak mówi mi moje doświadczenie. I zmiany, których doświadczam od kilku miesięcy.

Ok, jedziemy z koksem. Jakie mechanizmy obronne wytwarzają ludzie, aby chronić siebie i swoje status quo?

1. Wyparcie

Każda myśl, w którą wierzysz - podkreślam: KAŻDA - dokonuje wyparcia. Jeśli uważasz, że "Gienek jest spoko gościem" - to wypierasz doświadczenia, gdy nie był spoko. Gdy uważasz, że "Gienek to chuj" - wypierasz doświadczenia, w których Gienek był spoko. Itd. Będą myśli, które łatwo podważysz. Powiesz komuś "popatrz na to z drugiej strony" - a on po prostu popatrzy i stanie się bardziej świadomy. Będą jednak przypadki, gdy ktoś ewidentnie będzie trzymał się swojego przekonania, że "Gienek jest (jakiś)". Lub jakiegokolwiek innego. Po co? Po to, że to przekonanie jest mu do czegoś potrzebne. Ano do czego? Pomyślmy. Po co ktoś miałby utrzymywać ewidentnie złą lub ewidentnie dobrą opinię na czyiś temat? Dlaczego matki bronią swoich synów morderców i złodziei i twierdzą, że są oni niewinni pomimo nieraz oczywistych dowodów? Dlatego są przypadki, że mąż leje żonę, a ona nadal uważa go za "ideał"? Po co im to? Po co im te przekonania?

To proste: chcą chronić swój własny dobry obraz.

To działa na dwa sposoby.

W pierwszym przypadku ktoś utrzymuje o kimś (czymś) jednoznacznie negatywną opinię, ponieważ w ten sposób na jego (tego) tle czuje się lepszy. Standardowy przykład: zazdrość. Gdy ktoś z naszych bliskich, równych nam "ziomów" nagle ni stąd ni zowąd, bez pracy, bez wysiłku, osiąga sukces - przez co rozumiem to, co my sami wyznaczyliśmy sobie jako życiowe cele - nie sposób tego ominąć. Zaczynamy zazdrościć. Dobra zazdrość to taka, w której czyiś sukces mówi nam: "Ooo, super, to znaczy, że ja też mogę!". Destruktywna zazdrość ma jednak w tle przekonanie pt. "jestem kimś gorszym". Trudno się pozbyć takiej zazdrości, toteż wpadamy łatwo w mechanikę obronną pt. "To głupi chuj, udało mu się! Farciarz pieprzony". I oczywiście wszystko zaczyna się potwierdzać. A gdy robimy The Work i szukamy dowodów na potwierdzenie tezy przeciwnej ("To spoko gość") - nagle okazuje się, że wszystkie te "dowody" są jakieś takie... nieprzekonujące. Oczywiście! Przyznanie się przed samym sobą, że "tak, oto jestem kimś gorszym, bo mi się nie udało, a jemu tak, a on nadal jest spoko gościem" - powoduje cierpienie, które intuicyjnie chcemy od siebie odsunąć. To własnie wyparcie (choć jest tam wiele innych jeszcze mechanizmów).

Drugi przypadek wyparcia to utrzymywanie pozytywnego obrazu czegoś lub kogoś. Wspomniana żona utrzymuje pozytywny obraz męża pijaka, bo gdyby przyznała szczerze, że to najgorszy gamoń w kosmosie, to musiałaby dopuścić do siebie straszną myśl, że ma przejebane, zmarnowane życie i jest kimś beznadziejnym, skoro tylko zapluty pijak ją chce. Taka myśl, której bardzo ludzie nie chcą mieć w głowie, choć miewają, powoduje takie cierpienie, że trzeba je jakoś minimalizować - np. poprzez wypieranie negatywnej opinii o mężu. Och, mamy to samo, co ta biedna kobieta! "Ta praca wcale nie jest taka zła...". "Myślę, że wcale tak bardzo nie jestem kiepski w łóżku...". "Mój fiut jest większy... niż mój fiut."

Wypieramy. Cały czas. Filtrujemy rzeczywistość i łapiemy się opinii, które nam służą do tego, byśmy maskowali swoje cierpienia. W ten właśnie sposób tkwimy w gównie po uszy nieraz latami. Ciągle utrzymując fałszywe opinie - bo ich zdestabilizowanie wiązałoby się z tak wielkim cierpieniem, że NATYCHMIAST musielibyśmy podjąć kroki, aby całkowicie zmienić swoje życie. A to wysiłek. A to lęk. To ryzyko, którego tak naprawdę boimy się najbardziej. Nie boimy się dostać po ryju tak, jak dostawaliśmy już wiele razy. Nie boimy się raz jeszcze nieszczęśliwie zakochać. Nie boimy się umrzeć z głodu na ulicy, błagając o 3 grosze na bułkę. Boimy się nieznanego.

Jak z tego wyjść?

Zrób listę osób, które uważasz za zajebiste. I listę osób, które uważasz za wrogów/ wieśniaków itd. Następnie odpowiedz sobie szczerze - po co Ci dobra i zła opinia o tych ludziach? Jaki obraz siebie próbujesz w ten sposób ochronić? Jaki obraz siebie próbujesz wykreować?

Krytykujesz kogoś, kto ma kasę? Może masz przekonanie, że sam nigdy niczego się nie dorobisz, bo nie jesteś wystarczająco dobry? Krytykujesz głupią, naiwną miłość? Zakochanie? To może sam cierpisz z powodu nieszczęśliwej miłości? Otaczasz się tylko ludźmi, którzy mają jakąś cechę? Może sam jej nie masz?

Następnie ustal fakty. Z ręką na sercu, w pełnej otwartości umysłu, na spokojnie, szczerze odnajdź w tym wszystkim FAKTY - niezaprzeczalne fakty, które mówią same za siebie. Jacy oni naprawdę są? Czy naprawdę są tacy, jakimi widzi je Twoje skrzywdzone ego? W obliczu realnych faktów trudno polemizować. Rzeczywistość nie jest kwestią negocjacji. Modele rzeczywistości są. Myśli są. Ale nie rzeczywistość.

Na końcu ważny krok: określ nowe działania. Co nowego zamierzasz zrobić w tej sprawie? Zamierzasz nadal wchodzić w mechanizmy obronne? Zamierzasz nadal utrzymywać za wszelką cenę te super dobre i super złe opinie na czyiś temat? Czy może na bazie faktów chcesz podjąć nowe zachowania? Jeśli tak - to jakie?

DreamWalker: Jaki jest Twój szef?
Kumpel: To niekompetentny ciołek.
DW: Co Ci daje ta opinia?
K: Hm... Nie wiem.
DW: Po co ją masz? Jaki obraz Ciebie jako pracownika chroni?
K: Szczerze?
DW: Nie, możesz kłamać przed światem dalej. Ale jest jedna osoba, której nigdy nie okłamiesz...
K (śmieje się): Samego siebie?
DW: Bystrzak jesteś. A teraz do rzeczy. Jaki obraz siebie chronisz, wierząc w myśl, że Twój szef jest "niekompetentnym ciołkiem"?
K: Siebie jako... hm... mogę być leniwy. Nie muszę nic robić w pracy, bo skoro szef jest ciołkiem, to dlaczego ja mam się starać?
DW: Bingo. Masz to. Jakie są fakty? Czy twój szef serio jest aż takim niekompetentnym ciołkiem?
K: Heh, aż takim nie...
DW: Twoje ego negocjuje. Może nie jest AŻ takim ciołkiem, ale takim malutkim jest, co nie?
K: Haha.
DW: Znajdź fakty o nim.
K: Umie prowadzić spotkania biznesowe... o ile się na nie nie spóźnia.
DW: Patrz! Ego widzę walczy dalej i MUSI dojebać, co nie? Powiedz: "Umie prowadzić spotkania." I kropka.
K: Umie, umie, masz rację. Umie.
DW: Co jeszcze?
K: Umie walczyć o nasz zespół. Umie rozmawiać z zarządem firmy i walczyć o  nasze prawa i nasze sprawy.
DW: Co jeszcze?
K: Hmmm... Umie powiedzieć wprost, co myśli.
DW: Ty nie umiałeś. Teraz się dopiero uczysz. Masz więc fakty, które w jawny sposób przeczą, że on jest niekompetentnym ciołkiem". Co z tym zrobisz? Będziesz nadal utrzymywał opinię, że jest niekompetentny? Czy może podejmiesz nowe działania?
K: Ale on... naprawdę jest nie do końca...
DW: Ile lat jest szefem Twojego działu?
K: Bodaj 3 albo 4.
DW: Serio jedzie 3-4 lata na dobrej opinii?
K: Masz rację...
DW: Jakie nowe działania podejmiesz?
K: Ok... skończę z tym. Skończę z krytykowaniem go. Wezmę się bardziej do roboty.
DW: Gratuluję. Przestałeś się oszukiwać.

Tak to działa. Zatem do roboty! Zrób ćwiczenie. ZRÓB je. ZRÓB JE TERAZ. Inaczej NIC nie zmienisz. NIC. Samo przeczytanie tego posta gówno Ci da. Ego Ci powie: "Tak, tak, ładny przykład, ALE..." + bełkot. Nie daj się nabrać. Ego będzie się bronić, bo myśli, że nie da rady znieść cierpienia związanego z rozpoznaniem prawdy. Ono nie da rady.

Ale Ty dasz.

To tylko cierpienie. To tylko emocje. Mogą boleć na początku, ale potem je "rozchodzisz". Okiełznasz je pod warunkiem, że nie oddasz ich ego, ale swojej świadomości. I pozwolisz je sobie przeżyć. Przepuścisz to cierpienie przez swoje ciało i umysł. Obserwuj je, gdy się pojawia. I nie próbuj go zmieniać, nie próbuj na nie wpływać. Masz do odrobienia lekcję z życia. Znów uciekniesz na wagary? Czy może w końcu zmierzysz się z faktami? Gdy uciekasz, dajesz sobie sygnał, że jesteś słabszy niż cierpienie. A ono dzięki temu rośnie. Gdy się konfrontujesz, wysyłasz sobie samemu jasny sygnał: dam radę. Bo dasz. Jesteśmy wymyśleni tak, by dawać radę. By przeżyć to, co mamy do przeżycia.

Dlatego zrób ćwiczenie. Szczerze i namiętnie, z otwartym sercem i  umysłem. Dla siebie. Dla swojej prawdziwej wolności. Na bazie Twojego cierpienia wyrośnie nowy, lepszy Ty. Do dzieła!

11 komentarzy:

  1. Niezaprzeczalnie , droga do prawdziwej wolności umysłu to odwaga do otworzenia nowych drzwi , druga broń to czyste niezaprzeczalne fakty .Kiedy to pierwsze miejsce w myśleniu zajmują tylko emocje , a rozum zostaje gdzieś daleko niestety wstedy stajemy się fałszerzami swojej rzeczywistości , zamykamy się w swoim małym urojonym świecie .Podjęte nasze decyzje będą całkowicie błędne . Wygląda to tak jakbysmy na siłe zmuszali się do jakiejś czynności a rozum z otchłani krzyczy nie .Powstaje dysonans , zaczynamy cierpieć , czujemy się nieszcześliwi .Pozwólmy dojść do głosu umysłowi .
    Elemnty wyparcia świadomego o kyórych piszesz myśle że są niegrożne , ponieważ wystarczy zmienić swoje myślenie i nastawienie jeśli tego chcemy , sytuacja gorzej wygląda z wyparciem nieświadomym tak ładnie nazwyaną chorobą somatyczną gdzie nasza ucieczka przybiera rózne inne formy chorób i objawów fizycznych .Nie wiesz tak naprawde kiedy zareagujesz w taki czy inny sposób , umysł może reagować nawet na bodzce które nie sa skierowane do ciebie . I co wtedy robić i w jakiej otchłani szukać przyczyn ?
    Chodzić do psychoanalityka ?
    Pewnego dnia powiedzieć sobie że dosyć grzebania w tym cierpieniu i otworzyć nowe drzwi ?
    Ignorować objawy i pomomo wszystko zacząc żyć ?
    Co myślisz ?
    ps. gratulacje jesteś pociągająco -inspirującym
    umysłem .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Dodam jeszcze jedno .Najlebszą pożywką do wypierania jest lęk ..lęk ..lęk .Zagłusza nam swoją wartość , myśli że stać nas na piękniejsze życie bez toksyn psychicznych . Blokuje nam odcięcie sie od chorej sfery .
    Może poszukajmy na początek własnego silnego ja ?

    OdpowiedzUsuń
  3. "I co wtedy robić i w jakiej otchłani szukać przyczyn ?
    Chodzić do psychoanalityka ?
    Pewnego dnia powiedzieć sobie że dosyć grzebania w tym cierpieniu i otworzyć nowe drzwi ?
    Ignorować objawy i pomomo wszystko zacząc żyć ?
    Co myślisz ?"

    Dobre pytanie. Jak będę wiedział na 100%, to Ci powiem. Póki co moja intuicja mówi mi jedno: obserwować, obserwować, obserwować. Być świadomym świadkiem swojego cierpienia. Nie odcinać się od niego, ale też nie oddawać go ego, które z cierpienia uczyni momentalnie swoim narzędziem do osiągania celów. A to nie o to chodzi. Chodzi o zrozumienie. A zrozumienia nie da się osiągnąć bez obserwacji powtarzających się wzorców.

    OdpowiedzUsuń
  4. dziekujemy ci dreamwalkerze za nowy wpis i za wspanialy blog. Odkrylem go przez przypadek dwa tygodnie temu, gdy szukalem informacji o otwartych zwiazkach, bo moj wtedy partner chcial sie otworzyc na swiat. oczywiscie zylem iluzja i zluda przez zbyt dlugo, bo ten toksyczny zwiazkem trwal w polotwarciu przez 4 lata, a ja wlaczajem sobie wszystkie mechanizmy obronne jakie tutaj wymieniles, pozwalajac robic z siebie totalnego idiote. Ale czuje sie fenomenalnie. Pojecie zdrady i wybaczenia moga rownie dobrze dla mnie nie istniec. Zrozumialem popelnione bledy, ale i tak nie chcialem sie dusic w tamtym zwiazku. wzialem sprawy w swoje rece i zaryzykowalem. analizujac twoje teksty (no i kilka doskonalych ksiazek z angielskich bibliotek seksualnych) czuje ze zmeznialem i dojrzalem emocjonalnie do znosnego poziomu, ktorego zazdroszcza mi znajomi. teraz ja ich edukuje. wyzbylem sie kompleksow i negatywnych emocji, usmiecham sie w zasadzie caly czas, stalem sie autentyczny i szczesliwy i zrozumialem jak moge pokochac najpierw siebie i zaczac cwiczyc koherencje serca. w zasadzie nie przeszedlem bezbolesnie przez break up co pewnie dowodzi skutecznosci metod podanych na twoim blogu. po raz pierwszy udowodnilem sobie, ze do swietnej zabawy w ogole nie potrzebuje alkoholu bo moge sie wkrecic w ten stan mentalnie (i tak pilem go bardzo malo). wszystko siedzi w naszej glowie, no, i w sercu i w kutasie tez oczywiscie. z ciekawosci mam trzy pytania:

    1) idac za idea energia wszechswiata, czy wierzysz w tarota (hahaha, oczywiscie pytam bo to tarot to swietna zabawa)?

    2) czy znasz kanal davey wavey'a na youtube? sluchajac jego przemyslen widze ze w wielkim stopniu ma podobne spojrzenie na szczesliwe gejowskie zycie.

    3) czy moglbys nam polecic kilka dobrych stron lub pdfow w internecie ktore mowia o przedstawianych w twoim blogu zagadnieniach? preferowalbym angielskojezyczne zrodla

    dziekuje,
    pozdrowienia,
    Ricky

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej Ricky,
    Dzięki za miłe słowa.

    1) Nie mam doświadczeń z Tarotem, trudno mi cokolwiek powiedzieć.

    2) Nie znam.

    3) Niestety nie znam taki źródeł. Moim źródłem inspiracji jest rzeczywistość. To naprawdę dobre źródło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej DreamWalker.

    Mam kluczowe pytanie - czy ta metoda nie jest mieczem obusiecznym? Czy nie można w ten sposób wybielić ludzi, którzy jednak są chujami, wkręcając sobie ich pozytywne przebłyski a skopać sobie opinie o ludziach, ktorzy jednak są genialni, ale, jak kazdy czlowiek, popelnili kiedys jakis blad a nam on by ladnie pasował pod "nie jestem pewny na 100% ze ten ktos jest zajebsty". Czy w ten sposob, analizujac Twoją postac i uznając np, że nie jesteś wiarygodny, bo zmieniasz poglądy i nie wiadomo co bedzie za rok, powinnismy unikac Twojego toku myślenia?

    pozdrawiam, Piterso

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Piterso,

      "są chujami" oraz "są genialni" - czy zauważyłeś, że to tylko oceny? A skoro jest ocena, to jest oceniający i kryteria oceniania. Kto kogo nazywa chujem lub geniuszem i na jakiej podstawie? Widzenie kogoś tylko i wyłączne w złym lub w dobrym świetle - jak myślisz? To dobre czy złe? Kwestionując swoje myślenie, dojdziesz do punktu, w którym nie zauważysz różnicy między chujem a geniuszem - i nagle umysł nie będzie już umiał podtrzymać tej kategorii myślowej, dostrzegając, że są tylko ludzie.

      Wygląda na to, że dla Ciebie np. wiarygodność to trzymanie się ciągle tych samych poglądów. Dla mnie to definicja stania w miejscu, stagnacji, ograniczeń mentalnych. Bo dla mnie przekonanie to tylko narzędzie do osiągania określonych celów - zarządzania swoimi zachowaniami i emocjami. Zmieniają się cele - zmieniają się poglądy. Czasem też na odwrót. Kwestionowanie swojego myślenia zawsze jest nieustanną podróżą.

      Nie jest moją sprawą, co myślisz o obrazie DreamWalkera, jaki stworzyło Twoje ego. Mogę jednak zachęcić Cię do tego, byś sam znalazł w sobie odpowiedź, po co wytworzyłeś taki a nie inny obraz, i jaki obraz Ciebie samego pozwala Ci ten zabieg utrzymać. Jeśli Twoje ego uzna, że powinno unikać mojego toku myślenia - to nie jest mój biznes - z całym szacunkiem do Ciebie, unikaj go.

      Usuń
  7. Pozwól, że sparafrazuje to co sie odbywa w mojej głowie. Nie ma ludzi "genialnych" i "chujów". Odznaczają sie oni tylko cechami, które jeśli są dla mnie pozytywne bądź negatywne, są moimi projekcjami. Muszę odnaleźć je w sobie i zapytać siebie dlaczego są dla mnie pozytywne bądź negatywne aż nie dojdę do ich "rdzenia", czyli głównej cechy, która za nimi stoi, która jest zawsze "pozytywna", ponieważ podświadomość nie zna dobra i zła, zna tylko wynik. A ludzie są ludźmi o okreslonych cechach i to zderzenie ludzi ze sobą pozwala na weryfikacje siebie. Tego, co sie w nas nie podoba, co pobudza ewentualną zmianę, pochodzącą zawsze z wewnątrz nas. Czy to możliwe, że bóg został stworzony z całym wachlarzem cech przez ludzi będąc ich drogowskazem, jeśli pogubią sie wśród innych ludzi, poszukując "człowieka idealnego"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że znakomicie orientujesz się w swoich własnych poglądach :)

      Kolejna generalizacja - tzw. cecha - to tylko nieco mniejszy kawałek wyobraźni. Aby dobrać się do tego stylu myślenia, mógłbym polecić kwestionowanie: Gdzie i kiedy dana zła cecha może okazać się dobra? Wychodzisz wtedy z myślenia odnoszącego się do konkretnych osób (Ciebie lub kogoś) i rozważasz użyteczność takich czy innych zachowań w różnych kontekstach.

      Odnośnie Twojego pytania - tak, w mojej opinii to ludzie stworzyli bóstwa na swoje podobieństwo - dokonując projekcji i obdarzające bóstwa swoimi własnymi cechami. Dlatego też chrześcijański Bóg średniowieczny był okrutny, a ten oświeceniowy już bardziej miłosierny - zgodnie z tym, jak ewoluowała ludzka myśl.

      Usuń
  8. Też tak pomyślałem, że każda cecha (która sama w sobie jest pojęciem neutralnym) jest jakby pewną drogą, pewnym sposobem na reakcję w danej sytuacji i od nas zalezy którą chcemy podążać, która jest zgodna z wnętrzem, z sercem. Niestety, mam 21 lat i rodzicow, ktorzy zainstalowali mi software, ktory nie jest z moim sercem zgodny i wlasnie jestem w trakcie jego zmiany przez "core transformation". Ale dzieki Tobie i temu blogowi wszystko staje sie latwiejsze i bardziej przejrzyste, puzzle sie w końcu układają w całość, dzięki :)

    i gratulacje!
    Serafin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób ma podobną sytuację - tzn. odczuwają, że mają zainstalowany zły software od rodziców, który jest niezgodny z tym, co mają. Czasem to prawda, czasem też ten software jest źle rozumiany - tzn. ktoś próbuje go usunąć, bez zrozumienia, jaka jest jego pozytywna intencja i zamysł. Rodzice przekazują czasem mądre rzeczy, jednak nie zawsze w mądry sposób. Jak zrozumiesz ich intencje - zrozumienie pozwoli Ci spojrzeć na ten software inaczej.

      Dzięki za miłe słowa :)

      Łączę pozdrowienia,
      D.

      Usuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca