SZYBKIE INFO:

Jeśli jeszcze nie przekonałeś się o wyższości seksu gejowskiego nad heteryckim - to dziś masz okazję ;)

poniedziałek, 26 lipca 2010

Czy Twój związek się uda? - niezawodna recepta

"Najlepszego przyjaciela mam w sobie,
Sobie nigdy krzywdy nie zrobię,
Najlepszego przyjaciela w sobie mam
I na innych z góry...

... patrzę!"

To, czy Twój kolejny związek się uda, zależy od tego, na ile jakościowy i satysfakcjonujący jest Twój związek z samym sobą.

Naiwnie wierzymy, że mamy jedną, spójną tożsamość. Jednak wystarczy zadawać sobie pytanie "kim jestem?" aby umysł zaczął sypać odpowiedziami: synem, przyjacielem, kumplem, właścicielem firmy, autorem książek, tekstów, człowiekiem, fanem "Przyjaciół" itd.

Niektóre z tych tożsamości mogą stać w konflikcie, ich cele mogą ze sobą kolidować. Np. tożsamość syna i geja. Syn może chcieć być hetero i nie lubić geja, bo dla syna najważniejsza jest relacja z rodzicem. Gej może natomiast chcieć być sobą i swobodnie być autentycznym.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że są tam kolejne wewnętrzne tożsamości, których sobie nie uświadamiamy. Jeśli np. jedna z tożsamości to syn, to na 100% mamy w sobie wewnętrznego (zinternalizowanego) rodzica lub rodziców. Syn bowiem bez rodzica nie istnieje.

Dziesiątki, setki naszych tożsamości istnieją nieraz w niełatwym przymierzu.

A pytanie "kim jestem?" wciąż pozostaje bez satysfakcjonującej odpowiedzi. Kim jesteś? Każdą z tych tożsamości i jednocześnie żadną z nich. Twój umysł wytwarza obrazy każdej z tożsamości, wytwarza ich systemy wartości, przekonania, sposoby, w jakie wchodzą oni w interakcję ze sobą. Cały ten system skomplikowanych relacji jest matrycą, którą Twój umysł używa do tworzenia związków wszelkiego typu, generowania emocji i podejmowania decyzji o Twoim zachowaniu.

Jeśli kogoś nie znosisz, oznacza to, że jedna Twoja tożsamość nie znosi drugiej. Jeśli kogoś kochasz - to jedna Twoja tożsamość kocha drugą. Dopiero potem za pomocą analogii lub metafory Twój umysł przenosi wewnętrzne doświadczenia na "obiektywną rzeczywistość" - tworząc niekończące się systemy projekcji.

Nie lubisz X? Masz go w sobie! Będziesz zachowywał się tak, jak on i nawet nie będziesz o tym wiedział. Cokolwiek zarzucasz komuś - zarzucasz przede wszystkim sobie. Jeśli masz do kogoś pretensje - masz je do siebie. Jeśli dajesz komuś komplement - dajesz go sobie. Jeśli komuś radzisz - to tylko sobie. Jeśli kogoś wyzywasz - wyzywasz siebie. Jeśli kogoś kochasz - kochasz siebie.

Sens i zrozumienie tych słów leży poza logicznym myśleniem.

Dojrzewam do ich pełnego pojęcia każdego dnia i coraz bardziej mnie to oczarowuje. Powoli wychodzę z matrixa umysłu i dostrzegam, że jestem tylko świadomością. I jedyne, co mogę, to spokojnie, w czystej koherencji serca, obserwować swoje myśli, swoje haluny dot. tożsamości. Widzę ich lęki, widzę, jak straszą się nawzajem. Widzę ich nadzieje i to, jak obiecują sobie wzajemnie różne rzeczy. Widzę, jak się kłócą i jak się godzą, jak stawiają sobie warunki i jak z nich odstępują.

Twój związek z kimś uda się dopiero, gdy Twoje wewnętrzne tożsamości będą żyły w harmonii. Pytanie tylko - jak je do tej harmonii przekonać?

Dopóki sądzisz, że Twoja opinia na swój własny temat jest prawdziwa - masz problem. Sądzisz, że Twoja tożsamość jest czymś obiektywnym, czymś, co da się niemal zmierzyć, zważyć. Takie myślenie to wsadzanie się do więzienia. Jeśli jesteś X, to nie jesteś nie X. Jeśli jesteś dobry, to nie jesteś zły. Jeśli jesteś romantykiem, to nie jestem pozytywistą. Itd. To zamykanie się w szufladkach i stawianie sobie ograniczeń. A Twoja dusza nie zna tego pojęcia - zna je tylko umysł.

Twoje tożsamości będą żyły w harmonii tylko, jeśli będą podlegać sercu. Jeśli sprowadzają się do nieprzeszkadzania Ci w byciu w koherencji serca - żaden problem nie ma prawa zaistnieć. Jeśli celem istnienia tożsamości jest Twoje szczęście, a szczęście to synonim koherencji serca, to każda myśl, którą wyznaje tożsamość, winna być pro-koherentna. Jeśli nie jest - sam sobie robisz kupę do studni, z której potem będziesz pił.

Czy więc istnieje recepta na udany związek z kimś? Tak - udany związek z sobą.

Umysł to śmietnik. Szum informacyjny, steki myśli, które nie mają z prawdziwym Tobą nic wspólnego. Myślisz, że jesteś jakiś, jednocześnie oddzielając się od tego, co rzekomo Tobą nie jest. Tworzenie podziałów to specjalność umysłu. W rzeczywistości wszystko jest jednością. Na świecie jesteś tylko Ty sam. I nikogo więcej nie ma. Myślisz sobie, że te słowa pisze do Ciebie jakiś DreamWalker, ale to Ty sam je tu i teraz tworzysz i myślisz, że to nie Ty. Jesteś tylko Ty sam. I jesteś ciągle tworzącym swój świat Bogiem.

A idąc jeszcze dalej w stronę prawdy - Twój związek nie może się nie udać. Nie może się nie skończyć. Bo jedyny prawdziwy związek to Twój związek z samym sobą. On się nie kończy, on wiecznie się zaczyna. Ciągle na nowo i nowo. Ciągle dajesz sobie nowe szanse robienia z sobą jeszcze bardziej satysfakcjonującego związku.

Jeśli pragniesz czyjejś miłości - pragniesz swojej własnej miłości. Jeśli pragniesz czyjejś akceptacji - pragniesz tylko swojej własnej akceptacji. Jeśli pragniesz by ktoś się zmienił - tak właśnie - pragniesz byś to Ty był tym kimś. Idąc dalej - chcesz czyjejś pokory? Chcesz pokory od samego siebie. Pytanie, czy już to sobie uświadomiłeś czy wciąż żyjesz w matrixie pt. "obiektywny świat istnieje".

Nie istnieje.

To my tylko tworzymy jego iluzję za pomocą czasowników "mieć", "być", za pomocą zaimków osobowych "ja, ty, on, ona, ono, wy etc.", ubierając procesy w maski statycznych obiektów za pomocą rzeczowników itd.

To jedna wielka ściema.

Jeśli mózg pracuje tak samo u osób, które jedzą żółty ser i u osób, które tylko to sobie wyobrażają - to czym jest prawda? Czym jest obiektywna rzeczywistość? Wygląda to tak, jakby rzeczywistością był tylko zbiór obrazów, dźwięków i odczuć, które w danej chwili uznajemy za prawdę.

Gdybym wkleił tu swoje uśmiechnięte zdjęcie - czytałbyś sobie moje słowa miłym tonem wewnętrznego głosu. Jeśli wlepiłbym zdjęcie na którym mam wrogą minę - czytałbyś sobie moje słowa wrogim tonem. Tak samo jak w polemice użyję słowa "kurwa" - przypiszesz mi agresję, wulgarność, zmieniając ton wewnętrznego głosu, którym czytasz moje odpowiedzi. Jeśli NAPISZĘ COŚ DUŻYMI LITERAMI - zaczynasz na siebie krzyczeć w myślach tymi słowami, które dużymi literami SĄ NAPISANE! Podobnie zmienia się ton głosu podczas czytania, gdy "użyję pewnych słów w cudzysłowie, ponieważ sądzisz, że to są słowa już kogoś innego, niż Ciebie".

To zabawne, jak sami siebie robimy w chuja.

Czy jestem w stałym związku na chwilę obecną? Tak, bo nigdy nie byłem poza związkiem. To oszustwo, że nie jesteśmy w związku. Od urodzenia jestem w związku z samym sobą i nie mogę nie być. Traktuję siebie różnie, czasem lepiej, czasem gorzej. Wierzę, że mogę na sobie polegać. Takie słowa, jak się, sobie, sobą etc. - wskazują na wewnętrzne relacje człowieka z samym sobą i zwą się predykatami tożsamości.

Myślisz, że czegoś chcesz. Myślisz, że coś musisz. Że coś trzeba, że czegoś nie wolno, że można to i tamto. To Twoje tożsamości wierzą w takie przekonania. Prawdziwy Ty nie wierzy w nic i wierzy we wszystko naraz. To paradoks, którego logiką nie obejmiesz, dlatego potrzebne Ci serce.

Bo umysł wariuje, jeśli ma pojąć samego siebie.

Niekończąca się rekurencja tożsamości doprowadza do absurdu.

Czym ona jest?

Wyobraź sobie samego siebie np. idącego ulicą. To właśnie rekurencja tożsamości - jesteś jednocześnie treścią, jak i autorem obrazu. Jeśli np. stworzysz obraz siebie żrącego kamienie, to jako autor obrazu, który wierzy, że on sam na nim jest, zaczniesz się krzywić i powiesz, że "nie chcę żreć kamieni". Kto to powiedział?

Wyjdź z siebie i zobacz samego siebie tworzącego obrazy samego siebie. To wielokrotna rekurencja. Ty tworzysz siebie, który tworzy siebie, który tworzy siebie, który... Jak widzisz - nawet pod względem lingwistycznym to nie ma końca.

Umysł nie ogarnia samego siebie, dlatego potrzebuje lustra w postaci serca. To serce informuje nas, czy idziemy dobrą drogą, czy nie. To ono bowiem jest albo nie jest w koherencji i to właśnie po tym możemy poznać, czy nasze myślenie ma cokolwiek wspólnego z prawdziwym Wszechświatem zwanym czasem Bogiem.

Generujesz swoje tożsamości, aby osiągać cele, które nie istnieją (gdyby istniały, to byś nie musiał ich osiągać ani tworzyć), jak również rozwiązywać nieistniejące obiektywnie problemy w relacjach z samym sobą. Póki wszystko, co dzieje się w umyśle, nie służy Twojej koherencji serca - chuj bombki strzelił, spokoju nie uzyskasz. I dlatego ktoś, kto twierdzi, że pierdolę od rzeczy - informuje mnie, że jedno jego wyobrażenie o samym sobie twierdzi coś o drugim wyobrażeniu o samym sobie. A moja reakcja na to informuje mnie o tym, co jedno wyobrażenie o samym sobie sądzi na temat drugiego.

To tylko obrazki, dźwięki, symbole którym nadajemy znaczenie.

A gdzieś pod tym wszystkim kryje się Twoje szczęście - złożone ze spokoju, wdzięczności, miłości, radości, zaufania i akceptacji. To świat, w którym nie ma walki, nie ma stresu, nie ma nienawiści, smutku, podejrzliwości i całego syfu, który generuje umysł wierząc, że uczyni Cię to kimś lepszym, niż byłeś. Że Ci to w czymś pomoże.

9 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, umysł to śmietnik. W tym sensie, że nasze przekonania i wartości są po prostu śmieciami wrzuconymi do umysłu przez przypadkowych ludzi - rodziców, znajomych, media etc.

    A my, jako umysłowe żule, by szczęśliwiej żyć, możemy wybrać z tego śmietnika to, co jest przydatne i użyteczne, a resztę utylizować.

    No chyba że wolimy żyć z tymi śmieciami. Wybór zawsze jest.

    "Chciałbym poznać naukowe dowody na działanie tej "recepty". Jakieś badania, wyniki, ekspertyzy?
    Konkrety?"

    Nie poznasz, bo ich nie ma. Nauka zajmuje się światem obiektywnym, świat umysłu to świat subiektywny. Nie dostaniesz wydruku z komputera z podpisem że oto masz tożsamość, że masz wartości czy przekonania, że robisz projekcje, czytanie w myślach etc.

    Ale jest dobra wiadomość - nie potrzebujesz naukowych dowodów, by zacząć działać jeszcze lepiej. Bo jak zaczniesz - sam dowody znajdziesz.

    "Zastanawia mnie też dlaczego tak często przypisujesz związkom gejowskim podejrzliwość, zdradę, nienawiść, stres i "ten cały syf"."

    Nawet jeśli przypisuję - to nie Twoja sprawa. Twoją sprawą jest wziąć z tego posta to, co Ci się przyda, byś był jeszcze szczęśliwszy. Robienie na mnie psychoanalizy zostaw mnie.

    "Najlepiej krótką, w jednym komentarzy jakbyś mógł"

    Najlepiej przyjmij proszę do wiadomości, że zadajesz pytanie i Twoja rola się kończy a odpowiedź (w tym jej długość i forma) zależy od odpowiadającego.

    Pozdrawiam,
    DreamWalker

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie MN,

    Mam w sobie sporo dobrej woli - szczgólnie dla osób, które chcą brać z tego bloga to, co im się podoba, a co nie. Znacznie mniej dla tych, którzy sądzą, że ich własna opinia na temat tego bloga jest czymś więcej, niż ich własną opinią na temat tego bloga.

    "Mam być szczęśliwszy ponieważ czytam wypociny kogoś, kto uważa, że umysł to śmietnik?
    Żartujesz sobie :) "

    Mój przekaz - jeśli wciąż go nie odkodowałeś - brzmi: możesz być szczęśliwszy. Tak, umysł to śmietnik. Tylko wiara w jego idiotyzmy może Cię unieszczęśliwić.

    "Oczywiście, że to moja sprawa jeżeli oczekujesz, że ja-czytelnik mogę żyć lepiej wprowadzając w życie to, co napiszesz."

    Powoli chyba coś się do Ciebie przebija. Z tą różnicą, że nie oczekuję od Ciebie niczego. Ty ode mnie tak, ale tak naprawdę oczekujesz tylko od samego siebie. Kiedyś w końcu to do Ciebie dotrze.

    "Czy nie brakuje Ci dojrzałości?"

    A po co Ci moja dojrzałość? Po co Ci moja pokora, o którą tyle razy wcześniej apelowałeś? Wg Ciebie świat powinien składać się tylko z dojrzałych i pokornych ludzi? Dlaczego? Bo na takich łatwiej wpływać, prawda? Zamknięci w konwenansach, w zasadach dobrego wychowania, poważni, przytakujący - marzenie każdego dzieciaka, który tupnie nóżką, bo chce lizaczka.

    "Czytelnicy w komentarzach wielokrotnie zarzucali Ci, że się mylisz."

    Pomyłki nie istnieją, dlatego "zarzucają". A raczej prezentują mi swoje historyjki, w które wierzą. Jeśli czują się przez to np. mądrzejsi ode mnie - niech się czują.

    OdpowiedzUsuń
  5. "To także daje do myślenia - mi. Chyba, że przyjmiesz strategię "nie podoba się to won, nie czytać" co wcale by mnie nie zdziwiło. Jeżeli tak by było to po co ten blog? :)"

    Sam sobie dajesz do myślenia, na bloga nie zwalaj. Taką mam strategię i oczywiście Cię to nie zdziwiło, bo znasz mnie oczywiście lepiej, niż ja sam, o znawco natury człowieka. A na Twoje pytanie już odpowiadałem. Blog jest dla mnie. Polemizuję w nim sam ze sobą. A Ty lubisz się dołączać.

    "Kreujesz mimowolnie świat geja, jako nieszczęśnika liżącego chwilowe szczęście, ale i tak skazanego na syzyfowe mordy."

    JA? hahaha!

    A Ty się w ten świat pchasz od paru postów ze świętą misją ratowania lub zmieniania kogoś, nie wiedząc, że sam pragniesz w głębi duszy uratować lub zmienić siebie.

    "Starasz się dawać rady"

    JAAAA? Buhahaha!

    "to właśnie Ty oczyszczasz się na tym blogu wyrzucając z siebie śmieci w formie negatywnych przeżyć, doświadczeń i emocji."

    JAAAAAA? hihihehehehe

    "możesz mieć problem z wyciąganiem wniosków, lub - co gorsza - formowania myśli we wnioski. "

    Po raz n-ty - sądzisz, że to JA mam taki problem? Tak, tak, najpierw musisz mnie przekonać, że mam problem z wyciąganiem wniosków, a potem - że Twoje wnioski są bardziej prawidłowo wyciągnięte, od moich. Nie rozśmieszaj mnie, bo mam zajady :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Pokazałem Twojego bloga koleżance i koledze - przeczytali kilka wpisów i stwierdzili, ze blog jest niewart czytania i traktowania go na poważnie."

    Ubaw po chuja :) Towarzystwo wzajemniej adoracji - jedno oburzy się na bloga, reszta mu wtóruje, by nie wylecieć z grupy. Czytacie blogi nie warte czytania, wlepiacie tam komentarze, próbujecie czegoś dowieść - i kto tu ma problem z wyciąganiem wniosków? I choć blog nie jest wart traktowania go poważnie - to mam kurwa przedziwne wrażenie, że to do Ciebie nie dociera.

    Mam już paru anty-fanów poza Tobą i Twoimi znajomymi. Nie znoszą mnie, twierdzą, że wypisuję same szkodliwe brednie i czytają mnie regularnie. Żyją z definiowania się jako opozyja do tego, co piszę. Miło mi. Gdy skasuję bloga, ich tożsamości się posypią. Bo anty-czemu wtedy będą?

    Nie chcę użyć fatalnego powiedzenia "Psy szczekają, a karawana jedzie dalej", ale czasem samo ciśnie się na usta.

    PS Dzięki za reklamę bloga. Kiedyś odkryjesz, że krytyka na wyższym poziomie logicznym jest oznaką zainteresowania.

    "To, co piszę też wg Ciebie jest "śmieciem"?"

    JA tak sądzę? Ty naprawdę myślisz, że Ty mnie pytasz?

    "Bardziej pamiętnik, niż poradnik "jak być gejem, na co uważać i jak się zachowywać"."

    Myślisz, że to mnie próbujesz do tego przekonać?

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja napiszę, że zryło mi to już i tak zryty mózg. Pozostanę jednak przy opcji pojmowania świata jako obiektywnej rzeczywistości, kierując się sercem. ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Komentarze i odpwowiedzi na nie prawie tak samo ciekawe jak sam artykuł (?). Umsysł to śmietnik, to jest fakt z któtrym nie można dyskutować. Myśli to śmieci. Tak samo jak to czym bombardują nas media, rodzice, znajomi. Emocje to dzieci myśli. Czyli projekcje. Umysł nie jest w stanie pojąć sam siebie - fakt. Z tym twierdzeniami trudno się nie zgodzić. Jedno mnie tylko uwiera, mianowicie rola serca jako zwierciadła dla umysłu. Dla mnie to jest niespójne. "serce informuje nas, czy idziemy dobrą drogą, czy nie" w jaki sposób nas serce o tym informuje ? Dlaczego aukurat serce a nie np. wątroba albo nerki ? Czemu serce tak wyróżnione? Przecież to organ jak każdy inny. Ja na to patrzę w ten sposób, że faktycznie jest sposób na spojrzenie z boku na wariacje umysłu. Jest to możliwe dzięki wewnętrznemu głosowi, który każdy człowiek posiada, postawiłbym nawet tezę, że głos ten pochodzi od duszy, od tego boskiego pierwiastka, który jest, jako jedyny, niezależny od umysłu. Niezależny od jego projekcji i fanaberii. Osiągniecie koherencji duszy i umysłu oto cel życia;)

    pozdrawiam
    nique

    OdpowiedzUsuń
  9. "Emocje to dzieci myśli. Czyli projekcje."

    Emocje to nie projekcje. Można projektować emocje, ale to nie to samo.

    "w jaki sposób nas serce o tym informuje ?"

    Za pomocą stanu koherencji lub dekoherencji. Odsyłam do: http://gay-relations.blogspot.com/2009/09/koherencja-serca-klucz-do-szczescia.html

    "Dlaczego aukurat serce a nie np. wątroba albo nerki ? Czemu serce tak wyróżnione?"

    Jesteśmy zbyt głupi, aby odpowiedzieć na to pytanie.

    "Przecież to organ jak każdy inny."

    W żadnym razie. Gdy ktoś odchodzi po wielu latach związku, to rani Ci nerki? Trzustkę? XII-stincę? Nie! Rani serce! Jak Ci powiem, że jesteś człowiekiem bez jelita... to się uśmiejesz. A jak Ci powiem, że jesteś bez serca...? Albo że masz miękkie serce? Albo WIELKIE serce? Wciąż myślisz, że serce to tylko pompka? W poście, do którego linka Ci dałem, jest wszystko opisane.

    "Osiągniecie koherencji duszy i umysłu oto cel życia;)"

    Samo pojęcie celu pochodzi już z umysłu. Na przykład filozofowie Wschodu powiedzieliby, że owa koherencja to nie cel, ale DROGA. I co Ty na to?

    OdpowiedzUsuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca