SZYBKIE INFO:

Jeśli jeszcze nie przekonałeś się o wyższości seksu gejowskiego nad heteryckim - to dziś masz okazję ;)

sobota, 7 stycznia 2017

Tyrania rozwoju - czas z tym skończyć i wrzucić na luz


Jeśli marzyć - tylko z konkretnym terminem realizacji i planem.

Jeśli się bawić - tylko celowo, by się uczyć przydatnych umiejętności. Jeśli odpoczywać lub spać - to tylko dlatego, że to podnosi ogólną efektywność.

Dotarliśmy już do apogeum. Wszystko, co robimy - czy to drapiemy się po tyłku, podziwiamy śnieg czy zmieniamy kanał w telewizorze - powinno być rozwojowe. Powinno dawać umiejętności, kasę, wyniki.

Przestaliśmy robić rzeczy tak o, bez celu. Dla zabawy i relaksu. Dziś - o tyranii rozwoju, fetyszu efektywności i tym, czym to się kończy.


Duńczycy uchodzą za najszczęśliwszy naród na świecie (oczywiście w zależności, do jakiego rankingu zajrzycie). Jedzą słodycze, mają 6 tygodni urlopu w roku, mało pracują i dobrze się bawią.

Duńska koncepcja szczęścia - zwana hygge - robi na świecie zawrotną karierę. Czym jest?

W skrócie: umiejętnością cieszenia się chwilą.

Zachwytem nad przebłyskiem słońca, oddechem świeżego powietrza, smakiem czekolady. To spotkania ze znajomymi, który są "hygge" - sprzyjają relaksowi.

To palenie świeczek, to leżenie, czytanie książek przygodowych, robienie na drutach.

To te wszystkie chwile, w których pierdolisz bycie efektywnym, pierdolisz kolejnego guru od "zacznij działać już dziś!", pierdolisz wyniki.

Chcesz odpocząć. Pomarzyć bez celu i bez zmartwień, czy się uda.

Chcesz cieszyć się życiem takim, jakie jest - bo kosztuje Cię sporo, by je mieć.


Wewnętrzny tyran wydajności

Już jakiś czas temu zauważyłem u siebie pewne objawy wypalenia zawodowego.

Zawsze czytałem sporo książek ze swojej dziedziny. Chciałem wiedzieć więcej i więcej. Teraz - nie mogę na nie patrzeć. Rzygać mi się od nich chce.

Robię to, co muszę - ale straciłem sporo serca do tego.

Zauważyłem, że nie umiem się zrelaksować po godzinach pracy. Że wciąż jestem myślami przy strategiach, reklamach, klientach. Że mój wewnętrzny tyran powtarza: musisz myśleć, musisz wciąż kombinować, by wyszło szybciej, lepiej, bardziej, mocniej.

Aż w końcu podświadomie zacząłem go unikać.

Robić wypady na saunę, gdzie na 2 godziny zapominałem o świecie i pracy.

Zatapiać się w marzeniach o tworzeniu gier komputerowych, malowaniu, poezji. Bez tego tyrana. Oczywiście miał on swoje metody, by mnie przywołać - np. generując strach przed niezapłaconymi rachunkami, rozzłoszczonymi klientami itd.

Ale w końcu zdałem sobie sprawę, że to tylko trener, któremu kończą się środki przymusu.

Który się ode mnie oddala, bo traci moc i argumenty.

Czy naprawdę moje życie musi kręcić się wokół słowa "rozwój"? Czy wszystko, co robię, musi koniecznie prowadzić do tego, żebym był "lepszą osobą"? A co, jeśli nie? Jeśli to oleję?

Poczułem ulgę, gdy o tym pomyślałem.

Wielką ulgę. A dopełnieniem tego była...


Opowieść o Filipinach

Mój znajomy naczytał się o Filipinach. I zafascynował go ten kraj.

Tysiące niezamieszkałych, egzotycznych wysp. Owoce morza. Życie w luksusie za 1600 zł miesięcznie. Danie w knajpie za 3-4 zł i pokój z widokiem na plażę za 200 zł miesięcznie. Miejsce, gdzie pieniądze w końcu coś znaczą.

To uśmiechnięty, przyjazny (także gejom) naród. To niska przestępczość (poza stolicą), to spokojne życie. To ludzie, którzy w >90% mówią o angielsku i chodzą do (jeśli to dla Ciebie ważne) takiego samego kościoła, jak Ty.

Słowem: raj.

Świat, w którym można, jak się wydaje, żyć godnie bez zapierdolu i wiecznego dupościsku.

Bez zabijania się o kasę. Bez tyranii efektywności i presji wiecznego rozwoju.

Mam nadzieję, że Andrzej tam poleci (bilet w obie strony: 2300 zł!). Że zbada ścieżki i że pewnego dnia i moja bosa stopa stanie na filipińskiej wyspie.

Może na miesiąc. A może... na zawsze?

Ot, rozmarzyłem się. Bez stresu, czy się uda, czy nie. Jakie to przyjemne. Chyba mam hygge-moment.


Czy ten cały rozwój ma sens?

To wymysł ostatnich lat. Poprzednie pokolenia naprawdę nie widziały, że powinny się rozwijać. Po prostu - żyli i robili swoje. Sadzili rośliny, uprawiali pola, rąbali drewno i umierali. Tacy, jacy się urodzili - mniej więcej.

Dopiero nowoczesne społeczeństwa i szkolnictwo zaimplementowały nam koncept nieustannego rozwoju - wszczepiając wewnętrzną i zewnętrzną presję, by ciągle stawać się kimś lepszym.

Wszystko to oparte zostało na przekonaniu, że "nie jesteś wystarczająco JAKIŚ: mądry, szybki, silny, inteligentny itd."

Że coś jest z Tobą nie tak.

Że jak się zatrzymasz, to przegrasz.

Robię rachunek sumienia i widzę dokładnie, w czym rozwój osobisty naprawdę przyniósł mi plony, a gdzie okazał się wątpliwy.

Z pewnością pomogłem sobie opanować swoje emocje. Kiedyś byłem wiecznie przerażony, zestresowany. Targały mną złe emocje bez ustanku niemal, wykańczając mnie doszczętnie (także przez moją chorobę jelit).

Dziś... te emocje pojawiają się wtedy, kiedy trzeba - by dać mi sygnał, że czas coś zmienić. Ale 95% czasu czuję się ze sobą znakomicie. I nigdy nie sądziłem, że napiszę te słowa z taką pewnością, jak dziś.

Mam udany związek, który daje mi dużo satysfakcji - bo w końcu dorosłem do tego, by być odpowiedzialnym partnerem. Dogadujemy się, mamy świetny seks pomimo lat stażu. Doceniamy się wzajemnie.

Są też dziedziny, gdzie rozwój (osobisty czy zawodowy) przyniósł efekty raczej... takie sobie. Są to głównie dziedziny, na które nie mamy wpływu w 100%. To zarabianie kasy.

Nie jest źle, nie jem tynku ze ścian, ale żebym zmieniał w złoto, czegokolwiek się dotknę, to też nie powiem. Obwiniałem siebie, że wciąż nie mieszkam w pałacu, ale też nie mogę siebie obarczać w 100% winą, bo - znów dokonując szczerego rachunku sumienia - robię to, co robię, najlepiej, jak się da.

Czy da się więcej? Lepiej?

Czy znasz kogoś, kto robi rzeczy lepiej, niż robi?

Pod pewnymi względami jestem - choć nieskromność nie jest modna w tym kraju - naprawdę dobry. Ale tak naprawdę - w czym opinie klientów i współpracowników mnie utwierdzają. Robię rzeczy dobrze, na mega wysokim poziomie - i ciągle je ulepszam.

Widzę też wysiłki ludzi, z którymi współpracuję - są dobrzy w wielu różnych dziedzinach. Mówi się, że mają potencjał.

Problem jest niestety taki, że nawet, jak się ma potencjał, to jeszcze trzeba trafić na dobry grunt. Nasionko może być wypakowane świetnym DNA, zasobami i talentami, ale jak trafi na suchy, martwy grunt - to nie wyrośnie.

Nie, nie jesteśmy w 100% kowalami swojego losu.

Na nasz los, prócz naszej postawy, składa się też świat i jego postawa.

I choćbyś się zesrał, pewnych rzeczy nie zmienisz.

Mogę robić rzeczy dobrze, ale jeśli 3 razy z rzędu spotkam nieuczciwego klienta, to w końcu pójdę z torbami.

Jak to mawia mój partner w interesach: "Lepiej być biednym w bogatym państwie, niż bogatym w biednym."

To ekonomia, to polityka i wiele innych rzeczy, na które wpływu nie mamy, decyduje o nas bez nas.

Dlatego też mocno zakwestionowałem tę tyranię rozwoju. Rozwijać się można, oczywiście. Co więcej - jeśli robisz coś nowego, to nie możesz się nie rozwijać.

Ale odstawmy rozwój jako religię. Jako sens naszego życia. To jest na dłuższą metę dość toksyczne - wciąż wymuszać na sobie robienie nowych rzeczy i rozwijanie się.

Znam ludzi, którzy w życiu nie przeczytali jednej książki rozwojowej, a żyją lepiej, niż Ty czy ja - we własnych domach bez kredytów, z własnymi niezadłużonymi autami i ogrodami. Trochę bawi ich, gdy pływają w basenie i dzierżą te wymarzone drinki z palemką, jak cała ta reszta dramatycznie użera się o kasę.

I znam maniaków self-rozwoju, którzy jedzą koks z fusami, bo na więcej ich nie stać.

Chcielibyśmy widzieć siebie jako królów życia - którzy sami decydują, dokąd idą i co robią. Ale tak nie jest. Dochodzą do naszego podwórka wstrząsy z większego świata. Czy  nam się to podoba, czy nie.

Stąd cała koncepcja wywierania na siebie presji rozwoju nie jest zasadna w mojej opinii. Bo jeśli upadniesz, to i tak się rozwiniesz - czy tego chcesz, czy nie. A jeśli nie upadłeś i idziesz - to ta tyrania rozwoju może zabrać Ci spokój i zachwyt nad światem.

Na pewnym poziomie nie możemy się nie rozwijać.

Więc dajmy se spokój, porzućmy tego tyrana i skupmy się na rozwijaniu umiejętności cieszenia się tym, co mamy. Chwilą obecną.

I, jak ja ostatnimi czasy, rozsiądźcie się wygodnie na swoich kanapach, chwyćcie durną książkę lub magazyn o dekoracji wnętrz, także ciepłą herbatę, i rozmarzcie się. 

Cieszcie tym, co macie. Tym spokojem chwili obecnej.

Nie, nie będziesz miał z tego "progresu". Ale za to dużo odprężenia.

23 komentarze:

  1. Faktycznie, możemy wpaść w paranoję poprawiania naszego całego życia i jego wszystkich sfer poprzez rozwój osobisty. Zwłaszcza zaciągając pomocy u tych, co wymyślają nam problemy i znajdują magiczne rozwiązania.

    Napisałeś ważne rzeczy, aby nie popadać z jednej skrajności w drugą. Istotnym krokiem ku zmianie czegokolwiek jest zauważenie i zaakceptowania sytuacji, jaka jest w pierwszej kolejności. A do tego trzeba nam spokoju i równowagi.

    Ale nadal wierzę, że jesteśmy "Panami" własnego losu wystawianymi na wielorakie próby. Nie porzucajmy naszych ideałów, ale dajmy sobie czas i zrozumienie.

    OdpowiedzUsuń
  2. No masz, znowu twój wpis sprowokował mnie do dziwnych przemyśleń. Nazwij mnie komunistą/anty-kapitalistą/pomyleńcem, ale w moim odczuciu ten cały nacisk (wręcz pocisk) na rozwój osobisty itp. służy głównie tylko temu by wydawać kasę. Społeczeństwo, reklamy (tak, patrzę tutaj na Ciebie Dreamwalker)zdają się dawać nam sygnał, że tylko będąc ‘’takimi’’ ludźmi, mając ‘’takie rzeczy’’ będziemy w pełni spełnieni. Tylko mieszkanie w wielkim domu, nowy Maybach da nam spełnienie, sukces i szansę by zaruchać (czasem dla niektórych samo zaruchanie zdaje się być celem). W efekcie zaczynamy prześcigać się w rozwoju, zadaniach aby choć odrobinę bliżej tych, którym rzekomo się udało. W takiej perspektywie cała pogoń za rozwojem wydaje się być według mnie niesamowicie płytka. Czy sensem każdego człowieka jest pogoń za rzeczami, wartościami dyktowanymi przez innych ludzi – istoty, które czasem same nie wiedzą czego chcą?

    Rozwój czy to osobisty/zawodowy sam w sobie nie jest zły – cały życie czegoś się uczymy, doświadczamy, odkrywamy, jednak według mnie ważne jest by chęć poznania nowego wynikała z naszego wewnętrznego podszeptu umysłu/serca, naszej chęci odnalezienia swojego sensu życia, miejsca na świecie aniżeli dyktatu świata zewnętrznego, i choć nie zawsze tak się da, ważne aby chociaż próbować zachować pewną równowagę.

    Podobno Janusz Korczak mówił, że dziecko ma ‘’prawo do dnia dzisiejszego’’. Pozwólmy sobie od czasu do czasu na bycie takimi dziećmi.

    Przy okazji, cieszy mnie twój wpis. Nie zrozum mnie źle, jednak miałem Ciebie za lekkiego (podkreślam – lekkiego) akolitę tych wszystkich ‘’kołczów-srołczów’’. Miło, że zmierzasz ku Jasnej Stronie Mocy. :)
    A teraz spadam cieszyć się moim hygge – wanną pełną ciepłej wody i piany.
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
    Papillon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym sensie sukces materialny jest o tyle dobry, że daje nam podstawy do pewnego fundamentalnego spokoju. Ot, pewniej czujemy się, medytując w swoim mieszkaniu, niż w wynajętym.

      A zjawisko, o którym mówisz, obejmuje nie tylko reklamy - seriale, filmy, znajomi na FB - wszyscy pokazują tylko jeden, "słuszny" model sukcesu.

      Długo by o tym pisać :)

      A co do bycia akolitą, to aż musiałem sprawić w słowniku, jak bardzo mnie obrażasz ;)))

      Wiesz, kiedyś byłem entuzjastą rozwoju osobistego w tej formie takiej trochę "jesteś zwycięzcą". Ba, nawet do dziś widzę z tego JAKIEŚ korzyści. W pewnym sensie te iluzje, choć z definicji nieprawdziwe, motywują i są w pewnych kontekstach użyteczne (bo przecież czuć się przegranym to też nic dobrego).

      Natomiast od dłuższego już czasu podążam własną ścieżką. Zażegnałem wiele wewnętrznych wojen w ten sposób, odnalazłem drogę do bycia sobą - nawet, jeśli wymagało to poświęcenia materialnego, rezygnacji z pewnych wygód.

      Tak czy inaczej, chyba powinienem się cieszyć, że tak zyskałem w Twoich oczach ;)

      Łączę pozdrowienia i miłych hygge :)

      Usuń
  3. Super że woisy zaczely sie oojawiac coraz czesniej, mam nadzieje ze w 2017r tak juz zostanie ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Dream może napiszesz gdzie poznawać chłopaków, albo jak znaleźć w małej miejscowości :P

    OdpowiedzUsuń
  5. A co zrobić jeśli chcemy bardzo kogoś poznać, a nie wiemy jak? I jeśli okaże się, że rozczarowaliśmy się tą osobą? ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yyy, kogoś konkretnego?
      Takie trochę za mało konkretne te pytania :)

      Usuń
  6. Dream mam beznadziejną sytuacje życiową a to pytanie właśnie zadałem w odruchu smutku dlatego tak mało konkretnie. I nieistote jest.Autor powyższego pytania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisz swoją historię tutaj, to może ja lub Czytelnicy coś Ci doradzimy, tudzież wesprzemy emocjonalnie.

      Usuń
  7. Autorze, czasami się wydaje, że żyjesz w perfekcyjnym związku. Co daje Ci przyzwolenie by stawiać się w roli wyroczni i chlastać poradami na prawo i lewo? Pytam bez cienia złośliwości, może chodzi o doświadczenie, inteligencje, tylko nie pisz prosze o poczuciu obowiązku i sprawiedliwości Twojego wewnętrznego ja ;) Pytam o egoistyczny powód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Autorze, czasami się wydaje, że żyjesz w perfekcyjnym związku."

      Masz rację, wydaje się.

      A ja mimo to cieszę się z tego, co mam :)

      "Co daje Ci przyzwolenie by stawiać się w roli wyroczni i chlastać poradami na prawo i lewo? Pytam bez cienia złośliwości (...)"

      Jasne.

      Gdyby to było bez złośliwości, to "chlastać poradami" zmieniłoby się magicznie w "dzielić swoimi spostrzeżeniami".

      Twoje uprzedzenie w stosunku do Twojego obrazu mojej osoby jest widoczne już nawet w samym sformułowaniu pytania.

      "Stawiam się w roli wyroczni" - napisałem parę porad z dobrego serca. Nie sądziłem, że tak szybko stanę się wyrocznią :)

      Może to efekt tego, że czasem tańczę nad ogniskiem, w którym spalam magiczne zioła, po czym, w narkotycznym transie, przewiduję przyszłość gejowskiej nacji polskiej.

      Ot, taka rola wyroczni.

      Odpowiem na Twoje pytanie tak: Wszechświat.

      Tak, to on mi dał takie przyzwolenie. A poznaję to po tym, że mogę to robić - "chlastać poradami na lewo i prawo" (a czasem także w przód i w tył!).

      Tobie z kolei dał przyzwolenie, by sądzić o mnie, co chcesz. Na jakiejkolwiek chcesz podstawie.

      "Pytam o egoistyczny powód."

      Pisanie, seksowni faceci i ludzki umysł - ten zestaw zawsze mnie bawił, dawał frajdę i sprawiał, że czułem się świetnie.

      A czemu tak jest?

      Nie wiem, może jestem zboczony, może moje małe, niedowartościowane ego mentalnie się masturbuje myślą, że "czytają mnie miliony" itd.

      A może chcę komuś pomóc, bo sam kiedyś byłem w dupie i wiem, jak to jest?

      A może nie?

      Aha, a może chodzi o... poczucie obowiązku i sprawiedliwości mojego "wewnętrznego ja"? (to "zewnętrzne ja" niestety nie chce z Tobą dziś pogadać).

      I tak Twój umysł zdaje się ma już wyrobioną opinię, zatem cóż mogę dodać - jestem dla Ciebie tylko tym, co o mnie sądzisz.

      Na podstawie avatarka i paru postów, które ogarnąłeś na tym blogu.

      Żyj w pokoju. Tudzież w kuchni, byś z głodu nie odszedł z tego świata :)

      Tako rzecze Wyrocznia Gejowska :)

      Usuń
  8. Dream nie musisz być chamski kiedy ktoś się z tobą nie zgodzi, też potrafisz być złośliwy. Pozdro!:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dream nie musisz być chamski"

      1) Ale mogę :)
      2) Chamstwa to najwyraźniej jeszcze nie widziałeś. Bo wtedy widziałbyś, czym jest prześmiewczość.
      3) Każdy mierzy swoją miarą.
      4) "Kiedyś traktowałem ludzi dobrze. Dziś ze wzajemnością." - Anthony Hopkins

      Usuń
  9. "nie możesz" :) - anonim

    OdpowiedzUsuń
  10. Dream, w jakim wieku można być pewnym swojej seksualności? Pytam, bo znasz się w tym temacie, a ja mam wątpliwości. Czy na tym blogu panuje "heterofobia"?:D
    Maks

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orientacja seksualna jest wrodzona - albo masz taką, albo inną. Najlepiej samemu przekonać się, co Cię podnieca - aby rozwiać wątpliwości ;)

      A wg Ciebie panuje tu heterofobia?

      Usuń
  11. To taki żart tylko,niegroźny ;D
    Hm a jak nie mam możliwości fizycznie tego sprawdzić tzn móc spotykać sie z chlopakiem, jestem z małej miejscowości :D to pozostają mi domysły i twój blog?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tylko niegroźnie pytam ;)

      Co do Twojej orientacji - już chyba sam fakt, że tu trafiłeś, o czymś świadczy, co nie? :)

      Gdybyś okazał się gejem - jakbyś na to zareagował? Zaakceptowałbyś to?

      Usuń
  12. Wątpię :D Biję się sam z takimi myślami. Źle bym się czuł? Jestem tolerancyjny,dla innych, a dla siebie nie potrafie. Paradoks? Zastanawiam się jakby rodzice takie coś przyjęli, myślę, że na początku byłoby dziwnie ale potem może ok. Mam 19 lat i kończe szkołe:) Zawsze miałem tradycyjną wizję rodziny. Zawiedli by się na mnie może nawet. Dziwna sytuacja. Na razie mogę powiedzieć, że mam jakiś lęk w sobie z tego powodu,że siebie nie znam.
    A, co do heterofobii to nie sądziłem, że będziesz to kontynuował :D To blog dla gejów prowadzony przez najbardziej gejowskiego geja :D hah dlatego tak napisałem - w formie pozytywnego żartu, pochwały humoru :D Dzięki, że starasz się jakoś mi pomóc. Miło z twojej strony ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajny tekst. Wszystkie książki , kursy rozwoju miały ludziom pomoc a okazało się ze wpędziło to w jeszcze większe kompleksy i problemy .
    Jak wspomniałeś nic nie musimy . Dla Jędrych ważny jest rozwój dla innych czas z bliskimi przed tv. Najważniejsze by czuć się dobrze i do takich chwil dążyć
    Pozdawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Dream, jestem gejem i mam 19 lat i nie mam nikogo z kim mógłbym o tym pogadać. Co byś mi doradził? :) Proszę o jakąś radę czy wskazówkę, co robić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie, z kim chciałbyś rozmawiać, o czym, w jaki sposób, gdzie i kiedy. Pozytywnie sformułowany cel jest podstawą skuteczności :)

      A następnie działaj - poznawaj ludzi. Oczywiście najlepiej przez Internet. Choć to nie kontakt na żywo, ale potrafi dać dużo :)

      Usuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca