Chłopiec zaczął myśleć, że coś jest z nim nie tak.
Szkoła była dla niego wielkim stresem. Choć był bardzo grzeczny i uczył się najlepiej, jak tylko mógł, ciągle chorował. Bóle brzucha, przeziębienia. Gdy w jednym roku szkolnym z powodu chorób opuścił więcej, niż 100 godzin lekcyjnych, prawie nie został promowany do klasy następnej. Uratowała go tylko interwencja jego mamy - nauczycielki w tej samej szkole.
Potem dostał niewyobrażalny opierdol. Za to, że chorował...
Przedłużający się stres i choroby próbował kontrolować, jak tylko mógł. Wiedział, że nie może zawieść swojej matki. Liczył, że ona choć raz pokocha go takiego, jakim jest - bez względu na stan zdrowia, bez względu na zachowanie.
Chłopiec zaczął unikać WF-ów. Czuł, że nie jest tak sprawny, jak inni chłopcy. Oni śmiali się z niego i wyzywali go od ciot, gdy tylko WFista opuścił salę. Albo w szatni - gdzie nikt nie słyszał.
Gdy chłopiec poskarżył się swojej mamie - ona chłodno go zbeształa. Że ma umieć sam się obronić. Że ona mu nie pomoże.
I był taki moment, gdy chłopiec pozostał sam. Sam ze swoimi problemami, niewyobrażalnymi lękami, stresem i upokorzeniem, jakie odczuwał.
Minął jakiś czas i chłopiec zaczął dorastać. Odkrył, że bardziej interesują go chłopcy. Jednak wyparł się tego, nie chciał się do tego przyznać nawet przed samym sobą. W tle w końcu stała apodyktyczna matka, której jedynym celem było całkowite podporządkowanie sobie woli swojego dziecka. Chłopak dorastał w częściowej izolacji, w piekle zamkniętym w czterech ścianach. Ilekroć rozbolał go brzuch, dostawał opieprz. I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że w sercu czuł rozpacz i niewyobrażalną pustkę za każdym razem, kiedy tak bardzo mocno się starał, aby matka go pokochała. I za każdym razem, gdy odtrącała go jako swojego syna.
Pewnego dnia zakochał się.
W chłopaku oczywiście. Doznał tak pięknego uczucia, iż zrozumiał, że jego odmienność nie może być niczym złym. To świat się pomylił w osądzaniu tego. I powiedział o tym swojej matce.
Tak otworzyły się wrota piekieł.
Tak zaczęły się próby leczenia. Tak zaczęły się kontrole i inwigilacje. Tak zaczął się potok niekończących się chorych podejrzeń - z kim to robił, gdzie, z jak wieloma... Podczas, gdy chłopak chował się pod biurkiem i płakał godzinami, bo wiedział, że jego świat właśnie runął.
Nie miał innego wyjścia.
Musiał ukrywać wszystko przed światem. Potajemne spotkania, potajemnie poznani chłopacy przez internet. Ci, których spotykał, też się bali. To było małe miasteczko. Wszyscy wszystkich znali.
Próby stworzenia przez niego jakiegokolwiek udanego związku zawsze legły w gruzach.
Oto przepowiednie wszystkich pesymistycznych psychologów się spełniały. Ktoś, kto został nauczony, że jest kimś gorszym, że jest nikim i nie należy mu się miłość, szacunek i uznanie, że nie jest wart tych rzeczy, jest tak głęboko o tym przekonany, że przekonuje do tego cały świat.
Chłopak wiele razy zakochiwał się. Zawsze przypłacał to bólem, złamanym sercem. Zawsze był odtrącany, odpychany, odrzucany.
Kilka razy udało mu się zbudować nieco dłuższą relację, ale zawsze z kimś nieodpowiednim. Z kimś, kto nim gardził, wyśmiewał go, kto zlewał go obojętnością. Chłopak zamarzał od środka. Czuł tak nieopisaną samotność, że nie ma słów, aby ją opisać. Czuł lęk, że nikt nigdy do końca życia go już nie pokocha. Czuł rozpacz z powodu tego, że jest kimś nieuleczalnie gorszym i niewartym miłości.
Pewnego razu poznał kogoś bardzo wyjątkowego. Zakochał się w nim ze wzajemnością. Nigdy z nikim tak dobrze się nie dogadywał. Każdy dzień mieszkania z nim przekonywał go, że jest on miłością jego życia. Każda sekunda wspomnień, które z nim wspólnie stworzył, wyryła się głęboko w jego umyśle - zmieniając jego życie raz na zawsze.
A gdy wielka miłość chłopaka oznajmiła, że jednak nie umie przestać kochać swojego poprzedniego chłopaka, zapadła ciemność.
Uciekł.
Biegł przed siebie, jak najdalej. Świat robił się ciemny i dziwnie rozmazany.
Wrócił do swojej apodyktycznej, chłodnej matki. Ta przyjęła go z miną wyższości pt. "A nie mówiłam, że tak będzie. Że wrócisz..."
Wtedy życie chłopaka zmieniło się w wegetację. Budził się, jadł, robił, co do niego należy, a potem szedł spać. I tak przez wiele miesięcy. Światło letniego słońca oświetlało jego pokój, ale nie docierało wgłąb jego pogrążonego w rozpaczy umysłu.
Pomimo, że był dorosły i mógł żyć własnym życiem - wewnątrz nosił dziecko. Małe, skrzywdzone, odtrącone dziecko. Dziecko inne. Dziecko chorowite. Dziecko niechciane, które nigdy miało się nie urodzić. Dziecko, które płakało z rozpaczy, samotności i przejmującego smutku.
Na zewnątrz natomiast chłopak nosił maskę chłodu i agresji.
Stał się wulgarny, oziębły, zdystansowany. Zgnuśniały i zepsuty. Kiedyś grzeczny chłopiec, który przynosił mamusi na świadectwie samie piątki i szóstki z nadzieją, że może chociaż z tego powodu mamusia go pokocha. Dziś - opryskliwy, agresywny, chłodny niczym lodowiec.
Wyrósł z bycia ofiarą. Zaczął być katem.
***
Oto w jakiej kulturze żyjemy. Jesteś facetem? To bądź hetero. Broń Boże nie bądź jak baba. Okazuj tylko złość. Okazuj tylko chłód. Doświadczanie jakichkolwiek innych emocji jest złe. Bądź dominujący. Nie wolno Ci mieć problemów. A jeśli je masz - musisz radzić sobie sam. Tak robią PRAWDZIWI faceci.
A co jeśli się boisz?
A co jeśli nie umiesz poradzić sobie ze swoimi problemami i akurat nie masz pod ręką najpopularniejszego wśród PRAWDZIWYCH mężczyzn panaceum na wszystkie problemy, czyli alkoholu?
Wiesz co?
Nie jesteś PRAWDZIWYM mężczyzną.
Jesteś tylko ciotką. Dziewczynką. Miękką cipką. Albo...
Uwierzyłeś w stereotyp "prawdziwego mężczyzny".
Cóż, nie Twoja wina. Taka kultura, nie inna. Twoja wina będzie, jeśli nic z tym nie zrobisz. Sam wpadniesz w sidła, które zastawił na Ciebie Twój umysł. Zjesz swój własny ogon. Wewnątrz może będziesz miał ochotę płakać, ale powstrzymasz się (przynajmniej w towarzystwie), bo faceci nie płaczą.
Ojcowie nie płaczą na pogrzebach swoich dzieci, choć w środku rozrywa ich ból.
A potem ktoś jest zdziwiony, że mężczyźni są bardziej chorowici od kobiet...
To zaślepienie, że część kobiet pretenduje do wstąpienia w "męskie role". Nie jest to takie pewne, czy warto.
Bycie mężczyzną w tej kulturze to forma choroby psychicznej, która jest tak popularna, że zyskała status standardu. Jednak te wszystkie wynaturzone, pseudonieemocjonalne zachowania nie leżą w naszej naturze. O czym informują nas nasze ciała, nasze emocje, nasze myśli.
- To okej mieć emocje i uczucia.
- To okej być uległym.
- To okej płakać.
- To okej być słabym i chorym.
- To okej nie radzić sobie z problemami i poszukiwać pomocy kogoś innego.
- To okej być gejem.
Nie daj się kurwa nabrać. Nasza kultura oszalała. To obłęd pt. kto jest bardziej męski. To obłęd ganiania za kasą i kupowania nowych zabawek, żeby pokazać, kto sobie lepiej radzi w życiu i jest bardziej "prestiżowy". To kult ciała, kasy, pracy, stanowisk, władzy. Chcesz grać w grę, w której nie ma wygranych a są tylko przegrani?
Przyjrzyj się bacznie - ci wszyscy "prawdziwi" faceci nie są szczęśliwi.
Owszem, nauczyli się udawać, że jak mają alkohol i kasę, to są. Ale przyjrzyj się uważniej, zdradzą ich szczegóły. Zdradzą ich te krótkie mikroekspresje twarzy, gdy mówią o swoich byłych kobietach. Zdradzą ich te niemal niezauważalne gesty smutku, desperacji. I ukrytego strachu przed utratą męskiej dumy, godności. I popatrz ogólnie - oni nie piją bez powodu. I nie daj się zwieść - nie chodzi o dobrą zabawę.
Chodzi o to, by przestać myśleć, cierpieć, umierać.
Ja już podjąłem decyzję - nie chcę być "prawdziwym" mężczyzną. Chcę być nieprawdziwym mężczyzną. Chcę być słaby, chorowity, chcę płakać na Bambi, chcę wyrażać swoje emocje. Chcę być homo. Chcę doświadczyć w pełni bycia sobą.
Dlaczego?
Powodów mam mnóstwo. Ale jest jeden najważniejszy.
To ja byłem tym chłopcem...
No toś mnie poruszył do głębi ......
OdpowiedzUsuń na zawszeWięc to jest kwestia bycia facetem ? Myśle, że takie problemy nie mają płci. Oczywiście, kobiety nie mają oporów przed wyrażaniem emocji, ale nie zawsze jest przed kim się wypłakać. Wiem, że nawet mniejsze przeszkody z dzieciństwa potrafią psuć teraźniejszość. Pomimo świadomości pewnych schematów, nie potrafie się ich pozbyć. Podziwiam Cię i zazdroszcze determinacji w zmienianiu siebie.
OdpowiedzUsuń na zawszeTo jest kwestia tego, że uznaliśmy stereotyp "prawdziwego mężczyzny" za ideał.
OdpowiedzUsuń na zawszeCo do schematów i problemów - nie zmienisz niczego, jeśli tego najpierw nie zaakceptujesz. Nie uznasz istnienia tego i z czystym sercem nie będzie umiała przyznać: okej, niech tak będzie, jak jest. Wtedy - paradoksalnie - zaczyna się zmiana. To moje doświadczenie w tej materii.
ja gdzies jestem w akcji zabijania tych złudnych priorytetow, jak w KillBillu, rozpierdalam mieczem dookola
OdpowiedzUsuń na zawszedługa droga jeszcze do tego, praca u podstaw, ale kiedys dojde
a co do bycia nieprawdziwym mezczyzna to uwielbiam ten stan, mimo ze od lat ( a szczegolnie w obecnej sytuacji bezrobocia) musze sie zmagac z krytyka nie bycia prawdziwym mezczyzna
Na Bambi sie nie wzruszam, ale juz na ogladaniu zdjec Boo na fejsie tak
Ja dziś jestem takim chłopcem, tylko cztedziestoletnim, który boi się żyć prawdziwie...
OdpowiedzUsuń na zawszeHej Anonimowy. Nie jesteś takim chłopcem, tylko czterdziestoletnim mężczyzną. Utrzymujesz umysłową iluzję, że jesteś nadal dzieckiem, bo jest Ci to do czegoś potrzebne. Odkryj, do czego. To pierwszy krok do zmiany.
OdpowiedzUsuń na zawszePS I nie można żyć "na niby". Twoje życie jest prawdziwe - bez względu na to, jakie by nie było. Halunę, że prowadzisz "nieprawdziwe życie", tworzy druga osobowość - zwana też rodzicem (skoro masz w sobie dziecko, to i rodzica - nie da się inaczej). W ten sposób - sugerując, że Twoje życie nie jest prawdziwe - chce Cię zmobilizować do zmiany - dorośnięcia na przykład.
OdpowiedzUsuń na zawszejestem właśnie po lekturze kilku wpisów na Twoim blogu. czy szanowny Autor zna Anthony'ego de Mello? :>
OdpowiedzUsuń na zawszeWitam,
OdpowiedzUsuń na zawszeZnam Anthon'ego, ale nie czytałem jeszcze żadnej jego książki. A warto?
Pozdrawiam.
większość rzeczy, które tu piszesz, brzmi jak żywcem wyjęte z "Przebudzenia". więc ;)
OdpowiedzUsuń na zawszePóki ludzie śpią, mają swoje światy. Ale ludzie przebudzeni mają jeden, wspólny. Może to jest wyjaśnienie, dlaczego mamy podobne wnioski. Ty też będziesz miał podobne, jeśli zaczniesz praktykować świadome istnienie oraz czujność.
OdpowiedzUsuń na zawszeCzekamy na nowy wpis! Pozdrowienia!
OdpowiedzUsuń na zawszeHistoria, znana ... także mi osobiście.
OdpowiedzUsuń na zawszeMoment o tym, że 'bycie facetem to w tej kulturze forma choroby psychicznej' - genialny.
Tekst daje do myślenia i jest bardzo konkretny.
zapraszam do mnie
bolimnieglowa.blogspot.com
pozdrawiam
Czy "dziękuję" wystarczy?
OdpowiedzUsuń na zawszeŻeby myślenie Naszego społeczeństwa się zmieniło trzeba wielu pokoleń, niestety... ale wierzę mocno w to, że kiedyś homoseksualiści będą mieć te same prawa co heteroseksualiści bo powinni je mieć od samego początku swego istnienia, to oczywiste. Czy jesteś hetero, homo, bi, czy masz skórę jasną, czarną czy "żółtą" to nie ważne. Ważne, że jesteś człowiekiem, istotą czującą i myślącą a KAŻDEMU człowiekowi należą się takie same prawa, również to do szczęścia i miłości.
OdpowiedzUsuń na zawszeI choć jestem heteroseksualna, podziwiam homoseksualistów i homoseksualistki, że udaje im się żyć w tak popieprzonym społeczeństwie jakim jest Nasze polskie, w tak przesiąkniętym hipokryzją świecie, w tak bardzo nietolerancyjnym i niszczącym wszelką inność, chociaż na każdym kroku podkreślane jest, że Polska to kraj pełen tolerancji. Gówno prawda. Tolerancja ma tu bardzo okrojone skrzydła. Jest tylko wtedy, kiedy "coś" mieści się w granicach "normy". Taka tolerancja to żadna tolerancja.
Jeszcze co do stereotypu "prawdziwego mężczyzny"... niestety to coś gorszego niż stereotyp. Stereotyp można zmienić... ale żeby zmienić punkt widzenia mężczyzn (kobiet też) potrzeba setek lat... od zarania dziejów to mężczyźni byli tymi twardymi, walczącymi o przetrwanie i o byt dla rodziny, to mężczyźni byli chłodni, waleczni - przecież nie mogli być "miękcy" bo nic by nie zdobyli. Kobiety zaś były tymi, które dbały o ognisko domowe, uczyły dzieci ciepła, były bardziej uległe i delikatne. I to przekazywane jest z pokolenia na pokolenie i tak niestety zostanie dopóki na całym świecie W TYM SAMYM MOMENCIE nie zmieni się wszystko od podstaw... Ojciec uczy nas jak radzić sobie z problemami, matka uczy nas jak stworzyć ognisko domowe.
Nie twierdzę, że nie należy walczyć o zmiany, wręcz przeciwnie! Dlatego napisałam na początku, trzeba głośno o wszystkim mówić, mając nadzieję, że w pewnym momencie społeczeństwo w końcu ruszy swoimi szarakami i zatrybi. Ale nie ma co oczekiwać cudu, że stanie się to jeszcze za Naszego życia...
Osobiście ciesze się, że jest coraz więcej takich osób jak Ty :-)
Pozdrawiam, Gośka.
codziennosczycia.blog.pl
Przeczytałam już pewną część Twoich notek... blog powinien nosić nazwę "Sztuka bycia człowiekiem" bo tak naprawdę wszystko o czym piszesz dotyka każdego z Nas, niezależnie od orientacji :-)
OdpowiedzUsuń na zawszeNimfomanko, bycie gejem w Polskim społeczeństwie nie ma nic wspólnego z "udawaniem się". Nie udaje nam się żyć. My po prostu żyjemy czy się to komuś podoba, czy nie :-)
OdpowiedzUsuń na zawszeOszem :-) miałam na myśli to, że udaje Wam się pokonać więcej przeciwności losu niż pospolitego heteroseksualnego Kowalskiego i między innymi za to Was podziwiam ;-) udaje się nie w znaczeniu "udawania" ale raczej przezwyciężania :-)
OdpowiedzUsuń na zawszePrzeczytałem ten artykuł bardzo logicznie.Jest prawdziwy,należy wyrażać swoje emocje jak najbardziej,mężczyzna też jest człowiekiem!!!.Zgadzam się,że kobiety niezadowolone z życia krzywdzą własne dzieci ale są super wobec swojego otoczenia.Dzieci powinny wychowywać się z obojga rodzicami.Jeżeli wychowuje nas tylko jedno z rodziców ,tracimy bardzo wiele.To nie są odosobnione sytuacje ,matki polki nawet w związku pełnym często wykluczają ojców z wychowywania własnych dzieci.Dziecko staje się własnością matki,rządzą prawa zakazu i nakazu,a przecież rolą rodziców jest przygotowanie dziecka do dorosłego życia.Dlatego jest tak dużo niekoniecznie pięknych kawałów o teściowych.
OdpowiedzUsuń na zawszeWiem, że to dziwnie zabrzmi... Ale jak przeczytałam ostatnie zdanie, to miałam ochotę Cię przytulić. o_0
OdpowiedzUsuń na zawsze