SZYBKIE INFO:

Jeśli jeszcze nie przekonałeś się o wyższości seksu gejowskiego nad heteryckim - to dziś masz okazję ;)

czwartek, 12 kwietnia 2012

Jak ofiary wychowują katów?

Schemat tych historii jest zawsze podobny.

Okres miodowy

Początkowo są bardzo mili. Może aż za bardzo. Na pewno jednak nie są do końca naturalni, autentyczni. Pokazują, jak bardzo im zależy. W miarę jak się poznajecie, otwierają się coraz bardziej i bardziej. I nagle okazuje się, że pod lukrowaną powłoczką kryją się głębokie, jątrzące się od lat rany. A to ojciec bił, a to matka wyzywała. A poprzedni faceci dokładali tylko swoje kolejne powody do traum. To budzi Twoją litość i opiekuńczość. Boże, jaki on skrzywdzony - myślisz sobie. To początek Twojego końca.

Okres po tym, jak Cię już zdobędzie

Gdy on upewni się, że jesteś jego i go nie opuścisz, pocznie sprawdzać do jakiego stopnia jest w stanie Cię wytresować. Zaczynają się małe foszki, dąsiki na boku. Myślisz sobie - okej, zdarza się. Jednak pierwsza konkretna awantura mówi Ci, że coś jest nie tak. Awantury z nimi nie są takie, jak z innymi ludźmi. Są na śmierć i życie. Niemniej jednak ważniejsze jest to, co jest PO tych awanturach. Zapada cisza, a jego duma i uniesienie nie pozwalają mu pierwszemu wystawić ręki. Jeśli Ty tego nie zrobisz - on na pewno nie. Poważnym sygnałem ostrzegawczym jest to, że nie on nie chce wyjaśniać tej sprawy, nie chce od niej wracać. Całe nieporozumienie jest zamiatane pod dywan. A każda próba wyjaśnienia, co się tak naprawdę stało, kończy się pretensjami, że chcesz do tego wracać i "rozdrapywać rany". Och tak - księżniczka czuje się skrzywdzona, teraz rany się goją, więc zostaw je w spokoju. To dopiero pierwsze zadrapanie. Ofiara zaczyna gromadzić w sobie poczucie krzywdy.

Okres naporu

Takie incydenty zdarzają się cyklicznie - coraz częściej. Zaczyna się walka, po której nie ma pojednań i prób wyjaśnień. Na drugi dzień dzwoni do Ciebie i zachowuje, jakby się nic nie stało. Jeśli się na to łapiesz - to początek Twojego końca. Z czasem zaczyna z niego wychodzić sarkazm i ironia. Żarty żarciki, że niby zjebałeś mu życie. Że jesteś ciężarem, że go ograniczasz, poniżasz etc. Niepotrzebne skreślić. Zaczyna się żalenie koleżankom i kolegom, zaczyna się narzekanie, przewracanie oczami. Skrzywdzona tożsamość ofiary obudowuje się murem. Ty jesteś złem, przed którym ona musi się bronić.

Wybuch

Ostateczna batalia zaczyna się niewinnie. Od jakiejś pierdoły, od wysypanego cukry albo stłuczonej szklanki. To staje się pretekstem, żeby wyrzucić Ci "miesiące i lata upokorzeń". Jesteś totalnie zaskoczony, nie wiesz, o czym on mówi. Tak, to prawda - od dawna żyje już we własnym świecie. Chcesz spokojnie porozmawiać, ale jest już za późno. Ściana jest tak gruba, że jej nie przebijesz. Musisz zostać chujem, psem, idiotą. Pozornie uratujesz związek, jeśli się przyznasz. Do wszystkiego - co by to nie było. Do zdrad, do poniżania, do wyzwisk, do pobić, wyśmiewania... Co by to nie było - musisz się przyznać, bo jesteś zakłamanym padalcem. Nie liczy się już to, co robiłeś w najszczerszym odruchu serca. W niepamięć idą wspólne kolacje, kąpiele, noce i oglądanie filmów. Okazuje się, że "Ty zawsze" jakiś byłeś, że "Ty nigdy" czegoś nie robiłeś itd. Mur, o który rozbijasz sobie głowę. Jeśli w tym momencie uwierzysz, że coś jest z Tobą nie tak - polegniesz. Przyjmiesz postawę obronną, będziesz się tłumaczył, przepraszał a to będzie Twoja klęska. Nie przyznasz się - jesteś zakłamany.

Wtedy związek się kończy.

Zdziwisz się, jak szybko on znajdzie sobie kogoś nowego. Wtedy cykl polowania się powtarza. Dla niego znów jest kochanym, miłym, niewinnym chłopcem. Znów powtarza się okres miodowy.

***

Ofiary. Ofiary, które zrobią z Ciebie kata. Oskarżą Cię o wszystko i kopną w dupę. Okrutne, zamknięte umysły. I serca. Nieprzyjmujące żadnych innych punktów patrzenia. Niedopuszczające do siebie racji innych ludzi. Żyjące w swoich jedynie słusznych interpretacjach. Początkowo kochane i czułe, szybko pod wpływem byle sprzeczki przeistaczają się w chłodne, betonowe suki nieprzebierające w słowach.

Związek z ofiarą ma dwa finały. Albo rozstanie. Albo męczenie się z kimś w chłodnym, sztucznym, zdystansowanym i toksycznym związku. Ofiara kusi, a potem oskarża. Chce, abyś czuł się winny, gorszy, zestresowany. Bo wtedy łatwiej Cię owinąć wokół palca.

Główną cechą ofiary jest poczucie krzywdy. Ofiarę krzywdzą wszyscy - ludzie, okoliczności zewnętrzne, los, przyroda. Wszyscy i wszystko. Więzienia są pełne ofiar. Wszyscy zabili, bo musieli. Bo życie ich do tego zmusiło. Oni są niewinni.

Poczucie krzywdy całkowicie ich zaślepia i nie pozwala im przyjąć żadnej odpowiedzialności za swoje czyny. Winni są zawsze inni ludzie. A ofiara jest zawsze święta i niewinna.

Nie daj się wciągnąć w te toksyczne gierki. Ofiary nie uzdrowisz ani nie uświadomisz. Nie szukasz pacjentów, ale chłopaka, na którym możesz polegać. Który będzie Cię kochał i wspierał.

Jak rozpoznać ofiarę - nawet gdy się maskuje?

1. Bolesne zwierzenia

Późną nocą chcą wypłakać Ci się w ramię. Jaki to świat okrutny, jacy ludzie straszni. Jak to bardzo zostali zranieni. Nie daj się nabrać - to tylko poza, dzięki której chcą pozyskać od Ciebie współczucie, opiekę, zainteresowanie. Może potem dojść do tego, że gdy będziesz chciał odejść, będą się chcieć wieszać. To też bullshit. Nikt, kto na serio chce się zabić, nie informuje o tym innych ludzi, bo wie, że będą ich powstrzymywać. Ktoś, kto straszy, że się okaleczy lub zabije - nigdy tego nie zrobi. To będą tylko pozory.

2. Brak wyjaśniania sprawy po awanturach i zamiatanie pod dywan


Po awanturze na drugi dzień rozmawia z Tobą jakby się nic nie wydarzyło. Jeszcze wczoraj chciał Cię zabić, dziś - promieniuje uśmiechem. Nie daj się zwieść. Powiedz, że chcesz porozmawiać na spokojnie i szczerze o tym, co się wczoraj stało. Jeśli on będzie się wykręcał - nalegaj aż się ugnie. Nie pobłażaj i nie wybaczaj mu zbyt łatwo. Masz prawo do wyjaśnień - tym bardziej, jeśli nie rozumiesz, dlaczego się na Ciebie rzucił. Jeśli normalna, otwarta rozmowa o tym, co się stało, nie wchodzi w grę, bo on wybucha znów z tą samą siłą, co wczoraj - WYPIERDALAJ. Niech ta awantura będzie ostatnią. Nie zmieni się już. Nie umie się dogadywać i rozwiązywać konfliktów, umie je tylko tworzyć. To nie jest materiał na dobrego faceta i koniec kropka. We wczesnych etapach związku jest jeszcze szansa, że jeśli mu zależy, to się przełamie i nauczy normalnie z Tobą rozmawiać na trudne tematy. Jeśli nie - to zaczyna się koniec związku.

3. Oskarżenia, których nie rozumiesz


Ludzie mogą Cię oskarżać, o co chcą. Mogą Ci zwracać krytyczne uwagi na różne tematy - Twojego zachowania, tego, co mówisz itd. Z normalnym człowiekiem się dogadasz - po prostu powie Ci, co jest wg niego nie tak i co warto, byś u siebie zmienił. Zrobi to z sercem i z troską o Ciebie. Ofiara zrobi to inaczej. Wyleje na Ciebie jad - nagle i bez wyraźnego powodu. Potem może chcieć uciekać. Nigdy jej nie goń. Zawsze ignoruj coś takiego od A do Z. To nie jest informacja o Tobie, lecz o niej. Celem tych jadowitych oskarżeń jest to, byś poczuł się gorszy, winny, poniżony. A summa summarum chodzi o to, by ofiara Cię kontrolowała. Ona tak boi się Ciebie, że jedyne, czego pragnie, to kontroli nad otoczeniem. Głównie nad Tobą, bo jeśli jesteś dla niej bliską osobą, to łatwo możesz ją zranić. Lęk przed zranieniem zaślepia ją całkowicie.

***

Ofiary żyją w wiecznym cierpieniu. To fakt. Ale nie wolno Ci im współczuć. NIGDY. One tym właśnie się żywią. Będą chciały Ci pokazać, jak bardzo cierpią przez Ciebie - byś robił to, co one chcą. Grasz w ich grę, jeśli tylko im współczujesz. Zamiast współczuć - współodczuwaj. Rozum to, co czują, ale nie pomagaj, nie lituj się, bo zrobisz z nich jeszcze większą ofiarę. Ofiary muszą cierpieć tak długo i tak bardzo, aż do nich dotrze, że na NIKOGO to nie działa, że wszyscy mają to w dupie. To jedyna szansa, żeby ktoś wyszedł z roli ofiary i zaczął normalnie funkcjonować. Kompletne olanie z góry na dół jest największym prezentem, jaki możesz zrobić ofierze losu.

Testy wykrywające ofiarę


Gdy zaczynasz się z kimś spotykać, musisz być uważny i sprawdzić, czy przypadkiem nie wpadasz w sidła wiecznie skrzywdzonej ofiary, która najpierw zrobi z Ciebie kata a potem sama się nim stanie. Potrzebne Ci będą testy - czyli wystawianie tej osoby na sytuacje stresowe i konfliktowe po to, aby sprowadzić, jak sobie z nimi poradzi.

Co może być takim testem?

Możesz na przykład celowo spóźnić się na spotkanie, a potem przyjść i udawać obrażonego. Gdy spyta się, co się stało, zignoruj go, a jeśli spyta się ponownie, prychnij i przerzuć oczami. Sprawdź, kiedy wybuchnie. I jak to zrobi. Ważniejsze jednak będzie, jak zachowa się po tym. Będzie chciał się pogodzić? Czy będzie Ci to wypominał w nieskończoność? Oto odpowiedź na Twoje dylematy. Jeśli da się z nim dogadać po awanturze, to jest okej. Jeśli jednak chowa w sobie poczucie krzywdy - to fatalna cecha, która odwróci się przeciwko Tobie.

Ofiary łatwo rozpoznać szczególnie w sytuacjach trudnych, kryzysowych. Będą oskarżać Cię o swoje niepowodzenia, wypominać błędy i dążyć do Twojego upokorzenia i poniżenia. Brak szacunku jest jedną z najbardziej alarmujących oznak tego, że masz do czynienia z ofiarą i rodzącym się w niej kacie. Szkoda czasu na taką osobę. Olej ją i szukaj dalej. Im prędzej i im boleśniej zerwiesz z nią kontakt, tym lepiej. Ona MUSI zacząć mieć refleksje pt. "może to ze mną jest coś nie tak?". Ale takich refleksji nie będzie miała, jeśli nie potraktujesz jej jak szmaty do podłogi. Żadne tłumaczenia i uświadamiania nie wchodzą w grę. Ofiara ma ważny interes, by nie widzieć swoich wad, lecz wszystkich dookoła.

Podsumowując


Znajduj kogoś, kto przyznaje się do błędów. Kto Cię szanuje. Kogoś, komu na Tobie zależy i kto chce Cię zrozumieć i dogadać się z Tobą w razie nieporozumienia. Upewnij się na różne sposoby, że ta osoba faktycznie taka jest, zanim zwiążesz się z nią na stałe. To może Ci oszczędzić miesiące a może nawet lata przykrości.

44 komentarze:

  1. Dorzucę jeszcze, że w późniejszym etapie związku zaciera się to - nie zawsze można rozpoznać kto serio jest ofiarą, a kto katem. Sam wiem po sobie. Mógłbym znaleźć przykłady w swojej przeszłości na bycie tą negatywną stroną. Kluczowy jest chyba początek, a jeszcze bardziej koniec związku, wtedy wychodzi g. z powidła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli ofiara nauczy swojego partnera bycia katem, to po jakimś czasie sama dojrzewa do zemsty na swoim oprawcy. I wtedy role się odwracają na jakiś czas. Trzeba pamiętać jednak, że trzeba wejść w tę grę, żeby w nią grać.

    Jak mawiał klasyk - Są dwa sposoby, by poznać człowieka: wziąć z nim ślub albo od niego odejść.

    OdpowiedzUsuń
  3. dreamwalker to Twoje przemyślenia czy podparłeś sie wiedzą teoryetczną?

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje między innymi. Ale to nieważne - ważne, co możesz z nich wziąć dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  5. no właśnie biorę biorę...więc co radzisz drugiej stronie tej która w tej całej zabawie odgrywa rolę ofiary...?

    OdpowiedzUsuń
  6. Poszerzać swoją świadomość, dojrzewać i rozumieć siebie. Z czasem odzyskuje się odpowiedzialność i wychodzi się z roli ofiary.

    OdpowiedzUsuń
  7. z własnego doświadczenia co najbardziej pomogło Ci rozszerzyć swoją świadomość i odzyskać odpowiedzialność za swoje życie ?

    OdpowiedzUsuń
  8. Obserwacja, obserwacja i obserwacja. Dostrzeganie powtarzających się wzorców. To daje zrozumienie. A to z kolei akceptację. I w efekcie spokój.

    OdpowiedzUsuń
  9. Błąd. Prawdziwa ofiara, wywodząca się z patologii jak piszesz "Tata bił, mama wyzywała" nigdy nie są pewne, że jesteś jego i nie odejdziesz. Wystarczy sprawdzić profil psychologiczny osób z DDA lub DDD . Taka osoba często sama sabotuje swój związek, ponieważ nie zna innego typu związku jak toksyczny/dysfunkcyjny, i jej podświadomym celem jest jego zniszczenie.
    I szkoda, że witasz na profilu tylko gejów. ;)
    Jestem kobietą, a często tu zaglądam.
    Sara.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam (za dobrze) profilu DDA lub DDD, ale za to znam praktykę. Ten post był napisany właśnie w oparciu o znajome mi osoby będące Dorosłymi Dziećmi Alkoholików.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wszytsko prawda, cała prawda i tylko prawda, pozostaje jeszcze rozwiązanie tajemnicy dlaczego przyciągam do siebie takie osoby, a od roku nie trafia mi się nic innego jak DDA. Gdzieś musi być przyczyna....

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przyciągasz, ale wybierasz ich. Kim trzeba być, żeby przyciągać Dorosłe Dzieci Alkoholików? (podpowiem: rodzicem)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie cechy i zachowania kryją się za określeniem "rodzic"? Moje pierwsze skojarzenie to odpowiedzialność i bezinteresowność, ale może idę w złym kierunku. Mogę prosić o rozwinięcie tematu?

      Usuń
    2. Oczywiście zależy który rodzic. Mnie chodziło o to, że aby wybierać DDA, trzeba grać dla nich rolę rodziców - takich, którzy to DDA przygarną.

      Usuń
  13. W dzisiejszym świecie panuje niepojęta agresja . Zaczyna sie od rodziny , popełniane błędy wychowawcze kształtują spaczone psychiki dzieci które kiedyś dorosną . Tak to wszystko się zaczyna , rusza machina samozniszczenia której nie sposób zatrzymać . Małe ofiary stają sie w przyszłości oprawcami ,roznosicielami toksycznej zarazy ..przemocy psychicznej . I tutaj zaczyna się cała masa zniszczenia , złych relacji międzyludzkich . Tak takich ludzi nie można zmienić .Problem w tym że oprawcy się potrafią maskować , s ączyć jad powoli ,kiedy zorjętujesz się co się dzieje , twoja psychika jest zdruzgotana . Kat wykożystuje ludzką słabość ... uczucia ,przywiązanie . Pozostaje tylko mieć się na baczności .Można by tutaj poruszyć nowy temat kiedy człowiek jest gotowy wejść w związek .Jeśli jest dojrzały bedzie mógł dostrzec zagrożenie , jeśli jednak nie wpadnie w półapkę kata jak bezbronna muszka w pajęczyne .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. zgadzam sie jestem zarowno DDA jak i gejem i czasem zastanawiam sie czy jestem ofiara czy katem.
    moj wiazek sie zakonczyl rok temu i do dzis walcze z tym jako osoba DDA przyciagnolem faceta rownie z problemami ktorych on jednak niezauwazyl do dzis
    chcialem byc KOCHANYM poprostu

    OdpowiedzUsuń
  15. stanczykiewicz@vp.pl4 lipca 2012 11:54

    Test w postaci spóźnienia, udawania obrażonego itp. wydaje mi się bardzo nieuczciwy. Nawet, jeśli wystawiony na próbę zachowa się w sposób nie wzbudzający podejrzeń, może mieć coś przeciwko traktowaniu go jak królika doświadczalnego...

    Czy poddawanie innych testom nie świadczy o braku szacunku?

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. 1. Ludzie testują cały czas. Dzieci testują, gdzie są granice tolerancji rodziców. Kobiety testują facetów, na ile mogą sobie pozwolić. I tak dalej. Oczywiście nikt się nie przyzna do tego, bo przecież gdzie - ja? Testowanie? Nigdy w życiu?

    2. Testuje się nie ludzi, ale ich granice. A właściwie granice ich modeli rzeczywistości.

    3. Jeśli wolisz brać partnera na ślepo, to Twoja sprawa. Ja wolę sprawdzić, z kim mam do czynienia, niż zobowiązywać się do czegoś wobec kogoś, o kim nie mam zielonego pojęcia. Każda randka jest swego rodzaju testem. I nie ma to nic wspólnego z szacunkiem lub jego brakiem. Mam świadomość, że też jestem testowany i oceniany jako potencjalny: partner, kumpel, przyjaciel, pracownik, usługodawca itd. To się dzieje wszędzie cały czas. Kwestia uświadomienia sobie. Mam się obrazić, że ktoś to robi? A może po prostu zaakceptować fakt, że tak po prostu się dzieje i zrobić w swoim życiu na to miejsce i czas.

    4. Poza tym - testowanie niesie wiele korzyści nie tylko testującemu, ale też testowanemu. Ma on ogromną okazję zapoznać się ze swoimi reakcjami, odkryć siebie. Jak pisała poetka: "Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. stanczykiewicz@vp.pl27 lipca 2012 15:07

      Nadal mam wątpliwości. Zgadzam się, że wejście w bliską relację z osobą, której się nie zna, jest bardzo ryzykowne, uważam jednak, że ograniczenie tegoż ryzyka nie usprawiedliwia "testowania" drugiej strony. Zamiast tego powinna wystarczyć obserwacja zachowania danej osoby w różnych sytuacjach, bez celowego ich kreowania. Zadawanie pytań wprost, szczera rozmowa i obserwacja reakcji powinny być, moim zdaniem wystarczające.

      Korzyść testowanego jest oczywista, o ile zorientuje się, że jest testowany :) Pozdrawiam

      Usuń
  17. Doświadczyłem spotkania pierwszego stopnia z taką osobą... hmhm... bodaj na przełomie października. Ten, w zasadzie fikcyjny, związek ciągnął się od listopada, do dnia po walentynkach. Tuż po walentynkach odkryłem wszystkie kłamstwa i oszustwa. Byłem już tak zmęczony tym chłopakiem i jego próbami zdołowania mnie (zresztą udanymi), że w myślach prosiłem, aby te nikczemności okazały się prawdą. Wtedy nie miałbym czego żałować. Egoistyczna myśl, no nie?
    No więc nazajutrz odkryłem ostateczne dowody. Poinformowałem jego kolegów, którzy również okazali się być ofiarami kłamstw. Ta bezcenna chwila, gdy dowiadujesz się, że jakiś blondyn żyje dokładnie takimi samymi marzeniami, jak ty, z twoim chłopakiem w roli głównej. Wszystkie brudy wywlekłem na wierzch. Dzisiaj żałuję, że nie potraktowałem tego kolesia jak szmaty do podłogi w jakimś lazarecie. Wyciągnąłem z tego trzy nauki: jak poznawać, to do końca, mieć do siebie szacunek i przede wszystkim kazać spierdalać każdemu, kto marudzi na warunki, jakie ustaliłeś a na jakie się zgodził na samym początku.

    Długi wywód. Nie wiem, czy kogoś zainteresuje, ale cóż. Musiałem wylać nieco żali. : )

    OdpowiedzUsuń
  18. A co jeżeli facet ma tylko jedną cechę "ofiary" ale bardzo za to wyraźną, mianowicie- foszenie się z dupy, wszczynanie piekielnych awantur i późniejsze ich wykasowywanie: zabijanie rozmowy na ten temat, unikanie go, w ogóle zero rozmowy o problemach ale za to nigdy nie robi akcji "zniszczyłeś mi życie"???

    OdpowiedzUsuń
  19. zaznaczam, że znam byłych partnerów tego faceta- nigdy nikogo nie obwiniał o swoje nieszczęście

    OdpowiedzUsuń
  20. Olej. To wszystko. Z czasem albo dotrze do niego, że sam jest odpowiedzialny za swoje nieszczęścia. Albo odejdzie od Ciebie i pozbędziesz się problemu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo ciekawy post.
    Ostatnio spotkałem trochę innego rodzaju ofiarę - kogoś kto został kiedyś porzucony będąc bardzo zakochanym. Obecnie na najmniejszy problem w relacjach reaguje odrzuceniem i ucieczką. Woli dać komuś tzw. kosza żeby go nie dostać od kogoś. I najmniejsze problemy w relacjach traktuje jako dowód nieuchronnej katastrofy.
    Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że można mu wytłumaczyć jak się zachowuje i on się nawet z tym zgadza, ale lęk jest tak silny, że nic nie zmienia w jego zachowaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumaczenie nic nie daje, bo tłumaczenie to słowa i logika, a emocje to emocje. Jedynym sposobem jest świadome zaakceptowanie swojego cierpienia, zgoda na jego ewentualną powtórkę i zbudowanie w sobie przeświadczenia, że gdy się ono powtórzy, to "dam sobie radę". Dopiero wtedy będzie mógł zaryzykować raz jeszcze wejście w nową relację.

      Usuń
  22. Psychologia mówi jasna, ofiary dążą ku katom, a kaci (czesto, nie zawsze) do ofiar. Tak DreamWalker, to sie tyczy równiez Ciebie.

    Ja sam to widzę po sobie. Widzę ten mój gen kata który w odpowiednich okolicznosciach moze sie rozwinac... Widzę to po dziadku, który w zasadzie jest katem i swoim ojcu, który (gdyby tylko mama była slabsza jednostka) równiez móglby sie nim stac.

    Troche mnie to przeraza stad tez wole unikać ofiar :) -ktore i tak do mnie lgna...

    OdpowiedzUsuń
  23. przyznaję się- jestem ofiarą w związku. Jestem w związku i co drugi dzień rzucam gadkę "bo ty zawsze..." "bo ty nigdy...". Ale kochamy się i powiedziałem mu już kiedyś, że często robię i mówię, coś co jest ponad mną i że ma nie brać tego na poważnie. Nauczył się tego i gdy ja zaczynam swoje koncerty, on się z nich śmieje i wtedy ja wiem, że się zapędzam i sam z siebie żartuję.

    OdpowiedzUsuń
  24. Wszystko dobrze i zgadzam się, że należy "testować" nowo poznane osoby. Jednak podany przykład uważam za zbyt ekstremalny. Gdyby ktoś zaczął mnie tak testować, to bym mu podziękował za znajomość, bo uważałbym, że odstawia księżniczkę. Sam też nie czułbym się zbyt dobrze robiąc coś takiego.

    Masz może inne "testy", które jednak potrafią zachować szacunek zarówno do innych, jak i do samego siebie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne. Taki test nazywa się związkiem. Wtedy co prawda tracisz miesiące albo lata, ale z szacunkiem do wszystkich z czasem karty się odkrywają.

      Ja straciłem 1,5 roku i przypłaciłem związek ciężką depresją. Cały czas mając szacunek do siebie i drugiej osoby.

      Ten przykładowy test, który podałem i który jest ekstremalny, na tego typu toksyczne i dwulicowe osoby jest niestety jedyną metodą.

      To jest właśnie ten problem. Osoby opisane w tym artykule bazują na tym, że zachowujesz szacunek do nich. Otwiera się bowiem całe pole do wykorzystania.

      Po namyślę stwierdzam, że jednak nie trzeba testować. Wystarczy albo spotykać się z taką osobą i prawda wyjdzie na jaw wcześniej czy później (co niestety można przypłacić zdrowiem).

      Albo poznać rodziców absztyfikanta - to dużo Ci powie o tym, jaką ma mentalność i jak Wasz związek może wyglądać.

      Usuń
    2. No ale testując w ten sposób, możemy doprowadzić do tego, że nic nie stworzymy z chłopakiem, który może być całkiem normalny i wyszłoby nam gdyby nie ten test. Tym bardziej nic nie stworzą osoby nie darzące się szacunkiem. Takie zachowanie całkowicie przekreśla dalszą znajomość.

      Nie mówię, że nie należy testować przed rozpoczęciem związku, ale żeby testować w taki sposób, żeby jednak była szansa na stworzenie tego związku. Dlatego zapytałem, czy masz może jeszcze jakieś inne pomysły na to, żeby testować osobę, a ona się nie obraziła, kończąc znajomość i żeby testujący nie czuł się też wtedy jak pajac.

      Usuń
    3. Myślę, że całkiem sensownie można po prostu przetestować kogoś, wyrażając pewną niezależność. Np. spędzić sobotę ze znajomymi - zamiast z kandydatem na chłopaka. Wtedy zobaczymy, jak przeżyje takie "mikroodrzucenie". To pokazuje często, jak ktoś będzie reagował w poważniejszych przypadkach.

      Choć to wciaż może być niemiarodajne, bo początkowo ofiaro-agresor kryje się ze swoimi zamiarami.

      Ciężka sprawa.

      Usuń
    4. No właśnie ciężka. Jak zrobić, żeby dobrze kogoś "przetestować", ale jednocześnie nie wylać dziecka z kąpielą?

      No ten "test" jest oki. W końcu takie sytuacje zawsze się będą zdarzać od czasu do czasu, więc zastosowanie nie jest problemem. Ale jeśli to niemiarodajne, to może po prostu powtarzać tego typu rzeczy co jakiś czas i po jakimś czasie w końcu się odkryje? Jeśli to tego typu osoba rzecz jasna.

      Tak sobie myślę, że związku nie stworzymy z kimś po tygodniu znajomości, więc zamiast jednego ekstremalnego, to kilka mniejszych do zaakceptowania przez obie strony (rzecz jasna jeśli to nie jest typ ofiary-agresora). Ale czy to zdąży wyjść po takich mniejszych "testach", nawet jeśli ich będzie więcej. Oczywiście też nie mam na myśli tego samego, identycznego w kółko (choć nie wiem, może zadziałać), tylko kilka trochę różnych.

      Jak myślisz?

      Usuń
    5. Myślę, że sporo dają informacje na temat tego, w jakiej rodzinie się wychował i czy wobec niego była stosowana przemoc fizyczna i psychiczna.

      W omawianym przeze mnie przypadku - ojciec ofiary-agresora był alkoholikiem. Robił ekstremalne jazdy w domu, łącznie z gonieniem się z siekierami. Ciągły stres, walka, panika, lęk i agresja - tworzą osobowość ofiary-agresora. Kogoś, kto musi się bronić bez względu na to, czy jest atakowany. Takie coś rozwija u tych osób dużą elastyczność zachowań - potrafią grać na emocjach, manipulować - bo święcie wierzą, że dzięki temu przetrwają i to jest konieczne, bo bliska osoba może w każdej chwili zaatakować.

      Więc chyba wywiad rodzinny i emocjonalny może dać więcej, niż test.

      Usuń
    6. Wywiad rodzinny pewnie sporo by dał, ale nie zawsze jak ktoś miał ojca alkoholika to musi od razu sam być katem albo ofiarą. Nie zawsze też jest możliwy taki wywiad. Rodzina może mieszkać na drugim końcu Polski albo chłopak może nie chcieć o niej za dużo mówić. Czy za każdym razem mam wynajmować prywatnych detektywów, żeby mi ją znaleźli i sprawdzili? Co rozumiesz również pod pojęciem wywiad emocjonalny?

      Usuń
    7. No jasne, że nie zawsze jest możliwy taki wywiad. Ale jeśli jest, to warto skorzystać z tej szansy :)

      Co do wywiadu emocjonalnego - mam na myśli skalibrowanie, jak się koleś czuje w stosunku do swoich rodziców. Nie musi mówić, co czuje - wystarczy spojrzeć.

      Usuń
    8. Wystarczy spojrzeć? No oki, powie albo wywnioskujemy ze spojrzenia jaki ma stosunek do swoich rodziców. Co można z tego tak na prawdę wywnioskować? Nawet jak ma się złe stosunki z rodzicami to nie trzeba być katem albo ofiarą. A wśród gejów jest na porządku dziennym mieć na bakier z rodzicami, więc jak miarodajny jest ten test?

      Poza tym wywiad rodzinny też nie musi nic wykazać. Ktoś może stać się ofiarą po wyfrunięciu z rodzinnego gniazda, a niekoniecznie w dzieciństwie. A np. ojciec alkoholik może już nie żyć, bo zapił się na śmierć, a mama będzie super szczęśliwa, że jest wolna od niego i nie poznasz, że coś tu mogło się dziać.

      Usuń
    9. "więc jak miarodajny jest ten test?"

      Wiesz, to nie jest odczyn Biernackiego, morfologia czy inne badanie laboratoryjne - test jest na tyle miarodajny, na ile Ty jesteś biegły w rozpoznawaniu stanów emocjonalnych ludzi i wiesz, jak i o co pytać.

      Jak daleko można dojść w sztuce kalibracji czy też czytania ludziom z twarzy, gestów, głosu? Daleko. W książce "Błysk - potęga przeczucia" Malcolm Gladwell opisuje eksperta od mimiki, który ćwiczył rozpracowywanie ludzi na podstawie ich układów napięć w mięśniach mimicznych. Potrafi on powiedzieć, jakie przestępstwa popełniły dane osoby, patrząc tylko na ich zdjęcia na listach gończych.

      Więc na ile miarodajny jest ten test? Co można wywnioskować? Jak widać sporo. Oczywiście przeciętny człowiek nie ma takich zdolności - jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by zacząć je rozwijać. I zacząć także bacznie obserwować zachowanie innych osób.

      Udowodniono także, że do pewnego bardzo krótkiego czasu (ułamki sekund) nie jesteśmy w stanie ukryć prawdziwych emocji w stosunku do obiektu / osoby / zjawiska, o które pytamy rozmówcę. A więc baczna obserwacja pomoże lepiej rozpoznać emocje drugiej strony.

      Do tego dochodzi Twoja umiejętność zadawania dobrych pytań, kierowania rozmową czy rozpoznawania kłamstwa (są konkretne wskazówki, jak rozpoznać kłamstwo, kiedyś może strzelę o tym artykuł).

      To dość długi temat - jak sam widzisz.

      Wszystko, o czym piszesz, jest prawdopodobne. Jednak odpowiedzią, jak jest naprawdę, jest ten konkretny człowiek, z którym rozmawiasz. Zawsze w każdym przypadku. A nie jakaś gotowa reguła, test czy skrypt.

      Usuń
    10. Haha, no fajnie by mieć taki "szósty zmysł" i tylko spojrzeniem ocenić, czy wyjdzie z tym chłopakiem, czy nie? Wtedy by nawet testów i wywiadów nie trzeba było. No ale nie o to pytałem. Chodziło mi bardziej o interpretację tych emocji i informacji pozyskanych przy tych wywiadach.

      To, że ktoś może bać się swoich rodziców, albo wręcz ich nienawidzić nie będzie oznaczać, że jest ofiarą albo katem. Nie musi oznaczać, że się nad nim znęcali w dzieciństwie i skrzywili psychikę. Może po prostu potraktowali go jak śmiecia kiedy powiedział, że jest gejem i tyle. To samo jak ktoś został skrzywdzony, nawet poważnie, nie musi być ofiarą czy katem. Poza tym ofiara i kat mogą mieć całkiem dobry stosunek emocjonalny do rodziców.

      Dobrym pomysłem też byłoby np. jak wychować ofiarę na nie-ofiarę, dla kogoś kto będzie miał cierpliwość pracować nad kimś u podstaw, żeby go zmienić. Ale to na pewno nie dla mnie, ja wolę unikać ekstremalnych przypadków.

      Usuń
    11. "To, że ktoś może bać się swoich rodziców, albo wręcz ich nienawidzić nie będzie oznaczać, że jest ofiarą albo katem. "

      Obstawiam, że jest.

      "Może po prostu potraktowali go jak śmiecia kiedy powiedział, że jest gejem i tyle."

      Na jedno wychodzi. Nie tylko wczesne dzieciństwo wpływa na emocje - traumy można mieć także w dorosłym życiu.

      "To samo jak ktoś został skrzywdzony, nawet poważnie, nie musi być ofiarą czy katem."

      Pewnie, że nie. Generalnie da się rozróżnić np, osobę zdradzoną, która normalnie potem podchodzi do kolejnych związków, od osoby zdradzonej, która ma już psychozę na punkcie kolejnych możliwych zdrad.

      "Poza tym ofiara i kat mogą mieć całkiem dobry stosunek emocjonalny do rodziców."

      Być może tak, ale ja nie znam takich przypadków. Wszystkie, które spotkałem do tej pory, wychowały się w wielkim poczuciu krzywdy rodzinnej.

      Usuń
    12. Jak będziesz obstawiał, że wszyscy, którzy nie mają najlepszych relacji z rodzicami są tego typu osobami, to może Ci być trudno kogoś znaleźć. No racja, że ktoś może przeżyć od tego taką traumę, że stanie się ofiarą, ale czy na pewno będzie tak w każdym przypadku?

      No wiele rzeczy można odróżnić, ale jak piszesz ofiarę trudno dojrzeć. Ofiara może się tylko maskować, że normalnie podchodzi do kolejnych związków, a ta psychoza wychodzi dopiero w trakcie. To samo może ktoś się bać tworzenia nowego związku, a jak już do tego dojdzie to nie przejawia żadnych destrukcyjnych cech, bo ich po prostu nie posiada.

      No ale z logicznego punktu widzenia, jeśli ktoś się stanie ofiarą przez kogoś poznanego w dorosłym życiu poza rodziną, to nie będzie miał też żadnego poczucia krzywdy rodzinnej.

      Ale też jak ktoś doznał krzywdy rodzinnej nie musi być ofiarą. Niektórzy mają na tyle silną psychikę, że pomimo takiego stosunku do swojego dzieciństwa mogą mieć całkiem zdrowe relacje w dorosłym życiu.

      Usuń
    13. "Jak będziesz obstawiał, że wszyscy, którzy nie mają najlepszych relacji z rodzicami są tego typu osobami, to może Ci być trudno kogoś znaleźć."

      Nie, ja mówię tylko o sytuacji, w której ktoś - jak to napisałeś - nienawidzi rodziców. To się znikąd nie bierze. Można mieć sprzeczki i awantury z rodzicami, ale jeśli ktoś nienawidzi rodzica - to jest oznaka bycia katem (i ofiarą).

      "To samo może ktoś się bać tworzenia nowego związku, a jak już do tego dojdzie to nie przejawia żadnych destrukcyjnych cech, bo ich po prostu nie posiada."

      Obawianie się, że kolejny partner znów zdradzi (jak poprzedni) jest co prawda dość pospolitą reakcją, ale wciąż jest reakcją nie na teraźniejszość, ale na przeszłość. To umysł żyje przeszłością - nie analizuje tego, co jest tu i teraz. I to jest pewna destruktywna czasem cecha.

      "Ale też jak ktoś doznał krzywdy rodzinnej nie musi być ofiarą. "

      Jak nie jest ofiarą - to nie nazywa tego krzywdą. Bardziej mówi o doświadczeniu niż krzywdzie.

      "Niektórzy mają na tyle silną psychikę, że pomimo takiego stosunku do swojego dzieciństwa mogą mieć całkiem zdrowe relacje w dorosłym życiu."

      Silna i słaba psychika nie istnieją. To zapożyczenie z fizyki klasycznej, na tle której rozwijała się psychologia. Tak, jak nie możesz powiedzieć, że masz silny czy słaby program komputerowy - program to po prosty sposób, w jaki działa komputer. Może to mieć pewne punkty wejścia / wyjścia, mylić się w niektórych przypadkach.

      Usuń
    14. No nie sądzę, ktoś może nienawidzić swoich rodziców tylko dlatego, że są oni na prawdę popierdoleni. Nie trzeba być katem czy ofiarą i nie każdy musi mieć miłosierną naturę, żeby wszystkich kochać tak samo niezależnie jacy są.

      Ja piszę, że ktoś może się przesadnie obawiać tylko przed stworzeniem tego związku, natomiast później już nie i związek będzie udany. A ktoś inny dopiero dostanie psychozy po jakimś czasie związku. Nie ma reguły.

      Nazywanie zależy od zasobu słownictwa. Poza tym jeśli ktoś na prawdę doznał krzywdy z obiektywnego punktu widzenia, to nazywanie tego inaczej jest okłamywaniem samego siebie. A właśnie dzięki zaakceptowaniu zdarzeń jakimi były może się od nich uwolnić. Obawiałbym się bardziej kogoś kto doznał krzywdy i udaje, że nic się nie stało, bo kiedyś może mu ona wyjść w nieoczekiwanym momencie w bardzo skrajnym zachowaniu.

      Pomimo, że jestem informatykiem i lubię takie porównania to nie nazwałbym tego w ten sposób. Psychikę bym bardziej porównał do sprzętu, a nie programu. A tutaj sprzęt może być wystarczająco silny lub za słaby do działania jakiejś gry. Poza tym jeszcze inna analogia nasuwa mi się do głowy jeśli chodzi o programy. Mam na myśli antywirusa, który może być wystarczająco dobry, aby skasować wirusa, albo nie. Może też go jedynie wykryć i poddać kwarantannie, wtedy będzie czekać do momentu jak będzie w stanie się nim zająć.

      Usuń
  25. DreamWalker, załóżmy taka sytuację, że przytrafia mi sie coś traumatycznego i emocje są b. ciężkie, jest ich pełno, obserwuję je wszystkie. Jednak nadchodzi ten wieczór/noc, chce mi się iść spać. Ale ciężkie emocje trwają. Wiadomo.. po czymś traumatycznym w pierwszych dniach jest wiele do obserwowania, a potem przypuszczam tygodnie doczyszczania juz mniejszych ale jeszcze emocji. Tzn tak mi sie wydaje. Jednak chciałbym sie zapytać o ten pierwszy dzień kiedy nadchodzi noc, ciało domaga sie snu a cały ten mega stres,emocje trzymaja. Co według Ciebie w takiej sytuacji lepiej zrobić: iść normalnie spać, pomimo czucia emocji (ryzyko stłumienia ich?), czy zakupić energetyki i walnac nocke celem obserwacji emocji, byle tylko nie zasypiać? (przynajmniej 1-szej nocy). moze dziwnie to brzmi, ale pytam serio. Sam w przeszłości nie miałem wiedzy o tym, że w ogóle istnieje coś takiego jak świadomość, obserwacja emocji..etc przez co niestety emocjonalnie źle sie to dla mnie skończyło. Swoje pytanie odnoszę do obecnych czasów. Bo to dopiero teraz przestaję uciekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to dobry temat na post. Bo mam w tej kwestii kilka przemyśleń. Poszukam też badań, które wsparłyby moje tezy (lub im zaprzeczyły - zobaczymy). Póki co nie chcę rzucać pospiesznych porad, bo nie chciałbym, aby to się źle dla kogoś skończyło.

      Życzę równowagi.

      Usuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca