SZYBKIE INFO:

Jeśli jeszcze nie przekonałeś się o wyższości seksu gejowskiego nad heteryckim - to dziś masz okazję ;)

poniedziałek, 7 października 2013

Gej na siłowni - jak zacząć, wytrwać i co daje siłownia (moja historia z hantlami i sztangami w tle)


Był luty 2013 roku, na zewnątrz piździło. Wtedy, pod silnym wpływem swojego marnego odbicia w lustrze, zapadła we mnie ważna decyzja - wybiorę się na siłownię! Zacznę ćwiczyć, biegać, katować swe ciało, aby w przyszłości (a konkretnie latem) wyglądać lepiej, muskularniej i atrakcyjniej w sensie społecznym. A miałem nad czym pracować, bowiem byłem przedstawicielem nacji suchoklatesów, bladych i wątłych, hodowanych przed komputerem. Pierwszy trening - mordęga. I 3 tygodnie przerwy, bo naciągnąłem sobie ścięgno. Czy się poddałem?




Siłownia jawiła mi się jako swego rodzaju kulturystyczny olimp ze wstępem tylko dla półbogów. Czułem, że jeśli tylko w lustrzanym odbiciu porównam siebie z jakimś umięśnionym ciachem, to ucieknę do domu i schowam się pod kołdrą. Ileż wewnętrznych afer musiałem rozwiązać, by umieć wypiąć swoją czerstwą klatkę i móc powiedzieć w myślach do tego tabuna gór mięśni rojących się przy hantlach: "Wy też tak zaczynaliście!". To prawda - nikt z nas nie rodzi się napakowany. I każdy kiedyś był albo cherlawym nastolatkiem, albo tłuściutką bułeczką. Więc jeśli ktoś popatrzyłby wtedy na mnie z góry na siłowni, to ja mam swoją merytoryczną obronę.

Jednak siłownia nie jest miejscem dobrym do dyskusji, toteż nigdy taka miejsca nie miała. Po 3 tygodniach chodzenia po lekarzach, gdy moja ręka się zregenerowała, znów ruszyłem na podbój siłowni. I bum - kolejna ściana. Każdy ma 100 000 porad na minutę. Co jeść, czego nie jeść, co ćwiczyć, jak ćwiczyć, jak często, jak rzadko i dlaczego on ma rację. Dyskusje szatniowe trwały długo, ale niewiele mogłem z nich wyciągnąć.

Wynająłem trenera. Ułożył mi program, o dietę i suplementy zadbałem sam (miałem już wcześniejsze doświadczenia). I zacząłem jechać z koksem 3 razy w tygodniu po 1,5-2 godziny. Byłem przygotowany z góry na wszelki typ niepowodzeń: od znużenia, które po paru miesiącach kazało mi niemal wymiotować na widok tych samych ludzi, tych samych drzwi, szatni i urządzeń; przez wizję samoośmieszenia się na oczach wszystkich i chorobę początkującego pt. "wszyscy na mnie patrzą", aż do bólów, zakwasów, kontuzji - które trzeba po prostu wliczyć w koszta chodzenia na siłownię.

Powody, by zacząć


  1. Dla zdrowia. Nie od wczoraj wiadomo, że ruch to zdrowie - lepsze krążenie, trawienie, życie seksualne, odporność (limfocyty żywo i pozytywnie reagują na Twój ruch), większa siła (a więc zdolność przetrwania w trudnych warunkach), mniej tkanki tłuszczowej, której rosnąca objętość koreluje się z np. cukrzycą itd. 
  2. Dla samopoczucia. Regularny ruch fizyczny bardzo poprawia samopoczucie - a to dzięki endorfinom, które działają euforycznie i uzależniają na nieco podobnej zasadzie, jak opium. Ruch działa antydepresyjnie w podobnym stopniu, jak nowoczesne leki psychotropowe, z tą jednak różnicą, że nie powodują takich skutków ubocznych a nawroty depresji są rzadsze.
  3. Dla seksu. Nie muszę chyba tłumaczyć, że jeśli lepiej wyglądasz - masz większą szansę na seks w kimś atrakcyjniejszym.
  4. Dla wyglądu i łechtania ego. Ego zbudowane wedle założeń kultury Zachodu opiera poczucie własnej wartości m.in. na wyglądzie czy wykonywaniu atrakcyjnych czynności (chodzenie na siłownię to wciąż powód do dumy). Wierz mi - nic tak nie podnosi motywacji geja do chodzenia na siłkę, jak widok rosnących muskułów!
  5. Dla widoków. Wyobraź sobie, że wkraczasz do męskiej szatni na siłowni - przy odrobinie szczęścia będziesz mógł bezkarnie (acz dyskretnie) popatrzeć na niemal gołych facetów na żywo :) Pewnie, że będzie tam też sporo początkujących (szczególnie w dużych miastach) oraz dziadków próbujących zrzucić bęben po jakiejś diagnozie lekarskiej, ale będzie też pewien procent facetów, z których ciężko Ci będzie zdjąć oko.
  6. ... wpisz tu swoje powody: ....


Wbrew temu, co się powszechnie sądzi - faceci na siłowni okazują się często
dość przyjaźnie nastawieni do nowicjuszy i chętnie służą radami.

Jak wciąż utrzymywać motywację do chodzenia na siłkę?


Przez ostatnie (prawie) 8 miesięcy chodziłem na siłownię regularnie 3 razy w tygodniu - wciąż mając tę samą, wysoką motywację, zaparcie i chęci. Nie patrzyłem na pogodę, samopoczucie, nie tworzyłem wymówek w postaci "lepiej porobić coś innego" itd. - siłownia stała się moim żelaznym nawykiem i coraz mniej wyobrażam sobie życie bez niej. Na czym polega "mój sekret"?

Porównuj się nie z  super
kulturystami,
lecz tylko z nieco lepszymi od Ciebie
"przeciętniakami"
- aby się nie zniechęcić.
Sekret polega na wielopoziomowej motywacji dzięki zastosowaniu tzw. operatorów modalnych. Brzmi strasznie, ale sprawa jest prosta - chodzi o to, by wypisać na kartce kilkanaście operatorów modalnych, którymi się na co dzień motywujemy: chcę, muszę, powinienem, trzeba, decyduję się... itd. Następnie dla każdego należy dodać odpowiednie powody, które Cię przekonają do chodzenia na siłownię. Oto moja lista:

Dlaczego chcę chodzić na siłownię?
- bo chcę dobrze wyglądać nago
- bo chcę mieć zajebistą klatę, szerokie ramiona
- bo chcę, by moi ex zobaczyli mnie na jakimś zdjęciu i żeby im żal dupe zmiażdżył (wiem, moje ego jest straszne :D)

Dlaczego muszę/ powinienem chodzić na siłownię?
- bo prowadzę siedzący tryb życia, pracuję przy komputerze a takie coś wcześniej czy później ZAWSZE doprowadzi do jakiś problemów zdrowotnych
- bo jednym z najgorszych moich koszmarów jest bycie tak grubym, że ludzie pokazywaliby mnie palcami na plaży albo patrzyli na mnie z obrzydzeniem

Dlaczego trzeba chodzić na siłownię?
- bo w dzisiejszych czasach najtańsza żywność to ta, która ma w sobie ogromne ładunki kalorii i jest wysoko przetworzona, a poza tym wszędzie jeździ się autami, przez co ludzie mają mniej ruchu - a jesteśmy jednak zwierzętami stworzonymi do ruchu, nie do siedzenia na Facebooku :)
- jak się raz przestanie chodzić na siłownię - ciężko potem wrócić (człowiek jest dość leniwy i łatwo przyzwyczaja się do wygody) - więc wszystkie efekty dotychczasowej pracy mogą pójść się je*ać...

Im więcej odkryjesz autentycznych dla Ciebie powodów, dla których chcesz, musisz czy powinieneś chodzić na siłownię - tym trwalszą motywację zbudujesz. Czasem motywacją będzie po prostu "chcę mieć bice jak mój ulubiony aktor", a jeśli ta motywacja wygaśnie, to zostanie jakaś inna, np. muszę chodzić, bo poza siłownią mało się ruszam. Bądź w tym procesie motywacyjnym aktywny i kreatywny, wciąż odkrywaj nowe powodu i cele, dla których chcesz/ musisz/ powinieneś. Oczywiście możesz dodawać także inne operatory, bo jest ich znacznie więcej.

Czego nauczyła mnie siłownia


Że w siłowni nie chodzi tylko o mięśnie. Chodzi tam o coś, czego nikt inny Cię nie nauczy, bo możesz tego nauczyć się sam - o świadome wybieranie swojego losu, o trenowanie swojej żelaznej woli i dyscypliny, o kierowanie swoją motywacją i nawykami. O bycie panem swojego losu - nawet, jeśli cały świat stoi na przeszkodzie, Ty wybierasz swoją drogę. To cudowna przygoda - zarówno z ciałem, jak i z umysłem - a może nawet przede wszystkim z umysłem. To przełamywanie barier, swoich kompleksów, kształtowanie się nie tylko przez pokazywanie sobie marchewki, ale też świadome wystawianie się na bicie kijem - bo budowa swojego ciała to pot, zmęczenie i ból. A to kształtuje nowy charakter człowieka - gotowego do działania, aktywnego, świadomego. Tego mnie nauczyła siłownia - a właściwie - tego nauczyłem się sam, chodząc regularnie na siłownię.

Tę umiejętność mobilizowania się i ciągłego, cierpliwego dochodzenia do efektów można przenosić potem śmiało na inne grunty - można podejść podobnie do nauki języka obcego, nauki rysowania czy pisania.

Dlatego zachęcam Was, moim Drodzy Czytelnicy, byście świadomie wybrali chodzenie na siłownię - wraz ze wszystkimi jej konsekwencjami: zarówno lepszym zdrowiem, wyglądem, samopoczuciem, jak i bólem, kontuzjami i zmęczeniem, które siłownia oferuje. Nie cyrtolcie się ze sobą, nie bądźcie ani zanadto pobłażliwi, ani surowi - po prostu bądźcie sami dla siebie najlepszymi trenerami.

Zachęcam też do dzielenia się w komentarzach własnymi doświadczeniami związanymi z siłownią. Chętnie też odpowiem na pytania dotyczące siłowni - jeśli takowe się pojawią.

Na koniec mały bonus >>> zdjęcie mojego ciała po 8 miesiącach pracy. Co prawda do supermodela mi brakuje - ale ostatniego słowa jeszcze nie powiedziałem :)

18 komentarzy:

  1. Zazdroszczę takiego podejścia do sprawy. Mnie akurat brakuje motywacji w nauce języka obcego, a jest taka konieczność aktualnie. Brak mi samozaparcia i nie wiem jak to zmienić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nieprawda, bo wiesz - jeśli czytałeś cały artykuł :) Zastosuj wielopoziomową motywację - wypisz, dlaczego musisz, chcesz, powinieneś uczyć się języka obcego. Znajdź autentyczne, przekonujące Cię argumenty. Jak wygrasz, to po prostu nie będziesz nie mógł się powstrzymać od nauki.

      Usuń
  2. Czytałem już każdy Twój artykuł. Czytałem wiele różnych książek typu poradników i jakoś nadal ciężko z tą motywacja. Liczę, że może w końcu ruszę z miejsca :).

    Pozdrawiam Dawid

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy musisz się motywować do rzeczy, które CHCESZ robić? Nie - motywujesz się tylko do tych, których robić nie chcesz. Dlaczego mógłbyś chcieć robić te rzeczy, których robić nie chcesz?

      Usuń
  3. Kiedyś chodziłem, chętnie bym wrócił tam, no ale jeszcze nie teraz bo czasu brakuje... ;-(

    OdpowiedzUsuń
  4. Tez chodze z na silke z kumplem. Wystarczylo ze troche przypakowalismy na klate i biceps i teraz mozemy przebierac w pasywach. Wystarczy sie usmiechnac zagadac postawic piwo i najladniejszy pasyw na imprezie dostaje kurwikow w oczach i wilgotnej dziurki. Pasywni fajnie jak Sa szczupli z lekko zarysowanymi miesniami. Aktyw jednak musi troche na mase przypakowac. Tym bardziej ze nie zajelo mi to wiele czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociażby dlatego warto chodzić na siłownię :)

      Usuń
  5. Trafiłem na twój blog kiedyś, ale za Chiny Ludowe nie mogłem go znów znaleźć. W końcu mi się to udało, a nawet poruszyłeś dobry temat w którym mam pytanie... Bo wszystko fajnie i okej, ale cóż zrobić gdy się by chciało pochodzić na taką siłownie od dłuuuuższego czasu, ale wyglądem nie przypominamy typowego heteryka, aż wybucha od nadmiaru testosteronu, a mamy takie elementy "wystroju" jak rozpychacze i kolczyki ? Co jak co, ale.... nie mogę znaleźć słowa, więc napiszę, że 3/4 (bo wiadomo, że nie wszyscy) raczej z "gejostwem" mają jakiś problem ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ktoś wstydzi się siebie - czyli np. swojego wyglądu - będzie miał stresy nie tylko na takiej siłowni, ale także na plaży, ulicy i innych miejscach publicznych. Gdybym spotkał taką osobę, spytałbym, co sobie tworzy w głowie, że powstrzymuje się od swobodnego czucia się na siłowni. Wtedy zapewne okazałoby się, że wyobraża sobie, jak inni faceci - hetero - patrzą na niego pogardliwym spojrzeniem, śmieją się z niego, patrzą litościwie, wyrażając żal i kpinę. I wtedy zadałbym mu pytanie, czy uświadamia sobie, że tu i teraz nie ma żadnych kpiących z Ciebie hetero-facetów? Są tylko w Twojej wyobraźni. Jakaś część Ciebie tworzy ich projekcje, by powstrzymać Cię przed pójściem na siłownię i "ośmieszeniem". Po co ta część to robi? Jakie ma przekonanie? I wtedy okazałoby się, że w takim człowieku zamieszkała sobie taka socjalna część zwana niekiedy krytykiem. I ten krytyk ma takie przekonanie często, że "nie należy się za bardzo wyróżniać", że "prawdziwy mężczyzna nie ma kolczyków" itd. I pewnie wiele więcej. Wdałbym się w dyskusję z tymi poglądami - czy są one prawdziwe? Co daje wiara w takie przekonania? Jak się czujesz, gdy tak myślisz? Kim byś był, jak byś się zachowywał, gdybyś nie mógł tak myśleć? Taka sesja dostarczyłaby takiemu człowiekowi odpowiednich doświadczeń, na bazie których byłaby większa szansa, że będzie w stanie dokonać świadomego wyboru - wierzyć w to - czy to odrzucić razem ze stresem, który te przekonania generuje. Taka osoba mogłaby wtedy stać się odporna na czyjeś kpiny, śmiechy czy dogryzania.

      Usuń
    2. Nie nie. Myśle, że mnie zrozumiałeś. Nie chodzi o to, że się siebie wstydzę bo jeśli już to właśnie chcę iść na tą siłownie by się pozbyć kompleksu "piwnego brzucha" (dokładniej to pobyt w szpitalu, zero ruchu przez miesiąc, wesele... i się nazbierało).
      Nie chodzi o litość, żal, ale kpina i pogarda by być mogła. Chodzi o to, że własnie okolczykowany jestem, mam te tunele i ogólnie siebie poza wagą się nie wstydzę, jednak kolesie jak kolesie - nawet mój 8 letni kuzyn wyjeżdża mi z tekstami typu "kolczyki są dla bab".
      Być może masz rację albo w pewnym stopniu, że sobie coś wmawiam, ale kpiny czy wyśmiania się nie boję, a odporny jestem. Lękiem mym jest raczej to jak zareagują na mnie "koledzy z siłowni" gdy mnie zobaczą, albo co mogą zrobić.... W końcu ilu chłopaków z gejowskim wyglądem na siłce spotkałeś ? ;> /Arr.

      Usuń
    3. " nawet mój 8 letni kuzyn wyjeżdża mi z tekstami typu "kolczyki są dla bab". "

      Parę lat temu wybierałem się na urodziny mojego kuzyna. Jest ode mnie młodszy i też takich ma znajomych. Bananowa młodzież - bogaci, rozpieszczeni i prześmiewczy. Wszyscy mieli się jakoś zabawnie przebrać. Poszedłem więc do sklepu i zobaczyłem przebranie Meksykańca - wielkie sombrero, plastikowy nos z wąsami. Nie kupiłem go, bo bałem się, że zrobię z siebie idiotę. Przebrałem się za gangstera. WOW - wyobraź sobie ten odlot. Czarna marynarka i kapelusz Vito Corleone. To było bezpieczne i zachowawcze. Przychodzę na imprezę a drzwi otwiera koleś w przebraniu zakonnicy. Po schodach schodzą pirackie laski w towarzystwie Jacka Sparrowa a mój kuzyn - w przebraniu rekina leży i pije. A ja? A ja ubrany na szaro, ciemno, nijako. Przejrzałem więc swój proces myślowy, który zabronił mi kupić sombrero - jak stanąłem w sklepie przed decyzją, co kupić, wyobraziłem sobie mojego kuzyna i jego rozchichotaną zgraję znajomych, jak się ZE MNIE nabijają. Nie ze stroju, ale ze mnie. Z tego, jaki jestem. Widzisz - to nie oni mnie wyśmiali. Tylko ja sam siebie, wtedy w sklepie. I nagle mnie olśniło - mój kuzyn i jego zgraja nie mieli z tym aktem decyzyjnym niczego wspólnego - jakaś część mnie "przebrała się" w strój mojego kuzyna i wyśmiała mnie jego głosem. I tak zaczęła się przemiana. Przestałem w pewnym momencie tworzyć takie filmy w głowie - niech moja wyobraźnia zajmie się tworzeniem lepszych scenariuszy. Gdy wyzbyłem się przekonań dot. tego, jak powinienem wypaść przed innymi - przestało mnie emocjonalnie interesować to, jak na to zareagują.

      A odnośnie Ciebie - jeśli nosisz kolczyki i jesteś facetem, to oznacza, że kolczyki są też dla facetów. Kropka. I to, co mówi Twój kuzyn - z całym szacunkiem do niego - zwyczajnie mija się z prawdą. Jeśli przejąłeś się tym, co powiedział (a przejąłeś się), to wcale nie jest to tylko echo Twojego własnego przekonania, którego oczywiście wcale nie wyznajesz.

      "a odporny jestem"

      Nie ma czegoś takiego, jak bycie odpornym w sferze mentalnej. Będzie kiedyś o tym post i to konkretny. Psychologia to nie immunologia czy fizyka. Umysł nie działa za pomocą siły, ataku czy odporności.

      "Lękiem mym jest raczej to jak zareagują na mnie "koledzy z siłowni" gdy mnie zobaczą, albo co mogą zrobić.... "

      Błagam zdradź mnię - jakie scenariusze stworzyła Twoja wyobraźnia? :)

      "W końcu ilu chłopaków z gejowskim wyglądem na siłce spotkałeś ? ;>"

      Zdziwiłbyś się. Mieszkam w małym mieście, są tu tylko dwie siłownie a wszyscy geje praktycznie się znają. Raz przyszedłem na siłkę ze swoim chłopakiem, a okazało się, że jest jeszcze trzech innych gejów. Jak poleciał z radia Freddy Mercury - to się uśmiałem. Spokojnie mógłbym przemianować tę siłownię wtedy na klub gejowski :)

      Usuń
    4. Jest jeszcze inna metoda - konfrontacja. Wyobraź sobie najgorszy scenariusz - idziesz na siłkę i wszyscy toczą z Ciebie niezłą bekę. Krzyczą - ale baba! Ma kolczyki, haha! Jak reagujesz? Wchodzisz z nimi w interakcję? Jeśli tak, to jaką? Co mówisz? Jak?

      Ja tworzyłem schizę, że wyglądam jak szczur - chude to i blade. A tam przecież sami bogowie z Olimpu chodzą. I co zrobię, jak zacznie się któryś ze mnie śmiać. Spytam go, jak on wyglądał nim pierwszy raz wziął sztangę w rękę. Na pewno wyglądał jak Arnold Schwarzenegger :-) Jasne :) Albo był takim samym suchoklatesem jak ja, albo wielką kluchą. Nie ma innej opcji - na logikę.

      A jaką Ty konfrontację byś zrobił?

      Usuń
  6. Nie wiem kto jest autorem ale oklaski ! Motywujesz z każdym słowem zamieszczonym tutaj. Jutro idę na siłownię :)
    Pozdrawiam i życze powodzenia chłopcy .

    OdpowiedzUsuń
  7. Motywacja jest bardzo wazna, ale wydaje mi się tez, ze dużo zależy od charakteru. Komus po prostu przychodzi latwiej "zmuszenie" się do pojscia na silownie z takich lub innych powodow. Ma po prostu więcej samozaparcia. Tak jak piszesz, trzeba się motywować.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dream, prosimy o jakąś aktualizację postępów na siłowni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mam tu nowego fana :)

      Pomyślimy :)

      Usuń
  9. Znacie jakąś siłownię w Warszawie z prysznicami bez ścianek, żeby można po treningu pod prysznicem mieć ładne widoki?

    OdpowiedzUsuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca