SZYBKIE INFO:

Jeśli jeszcze nie przekonałeś się o wyższości seksu gejowskiego nad heteryckim - to dziś masz okazję ;)

sobota, 27 grudnia 2014

Zaskakujący powód, dlaczego zdradzamy - i jak możemy temu zapobiec


Zdrada w gejowskich związkach. Można by o niej napisać spasłe księgi. Dlaczego geje zdradzają? Co sprawia, że partnerzy w stałym związku stają się dla siebie aseksualni i szukają uciech poza związkiem? Dziś odkryję przed Tobą ważną i zaskakującą przyczynę tego zjawiska. I podpowiem, jak zdradzie zapobiegać.

"Ubierz kalesony, jest zimno"; "Dziubuś, przytul swojego Misia Pysia"; "Ile razy mam ci powtarzać? Nie wydawaj kasy na pierdoły!".

Co powyższe teksty mają ze sobą wspólnego?

Po pierwsze - często słyszymy je w związkach.

Po drugie - osobowości, które je wygłaszają, NIE SĄ PARTNERAMI.

Tak, wiem - to wymaga wyjaśnienia.

Uwaga o kalesonach - to tekst, który można usłyszeć od babci. O przytulaniu Misia Pysia można usłyszeć od 4-letniej córeczki. A ostatni tekst o wydawaniu kasy na pierdoły - to żywcem jakby uwaga szefa do pracownika. Ewentualnie rodzica do dziecka.

Komuś się tu pomyliły role.

Nie będąc w pełni świadomymi, często kopiujemy wzorce zachowań np. od swoich rodziców czy różnych wzorców społecznych. A tam - jak się okazuje - żona często odgrywa rolę matki dla swojego męża. Albo mąż odgrywa rolę ojca dla swojej żony.

Identyczne rzeczy dzieją się w związkach homoseksualnych.


Jeden partner zachowuje się jak rodzic (upomina, ma podejście protekcjonalne), drugi - automatycznie wskakuje w rolę dziecka (robi się bezradny, dziecinny, sepleni, robi miłe oczka, czeka na instrukcje).

I odwrotnie.

Ten wzorzec jest tak wybitnie wyraźny, że aż bije po oczach wszystkich obserwatorów. Gdybyś spytał znajomych takiej pary, kto jaką rolę odgrywa, od razu będą wiedzieć. Odpowiedzą bez zawahania. 

Gorzej z samymi partnerami.

Oni tak bowiem przyzwyczaili się do takiego traktowania siebie, że kompletnie nie czują, kiedy wskakują w określone role. Robią to jak roboty.

A takie coś ma swoje skutki.

Rodzic - z założenia - jest zawsze mądrzejszy niż dziecko. Dziecko jest zależne od rodzica. Jest bierne, czeka na instrukcje, jak ma się zachowywać. Jest przez rodzica upominane, pouczane.

Jak więc widzisz, wejście w takie role w związku - nieświadomie - niesie ze sobą szereg konsekwencji. Negatywnych konsekwencji. A jedną z najgorszych jest to, że...


Partner-dziecko lub partner-rodzic staje się... aseksualny!


Tatuś rżnie synka? Czy kolega kolegę? Co jara Cię bardziej?


Jeśli mój partner ma mnie podniecać, ma być dla mnie mężczyzną. Mam widzieć w nim faceta. Jednak jeśli widzę, że zaczyna seplenić jak dziecko albo rozkazywać mi jak rodzic - tracę nim zainteresowanie.

Nie inaczej będzie w przypadku innych ról.

Np. partner-szef + partner-pracownik będą teatrzykiem równie oziębiającym relacje, jak układ rodzic-dziecko.


2 sposoby, jak sobie z tym poradzić:




1) Zrób rachunek sumienia i sprawdź, czy nie traktujesz swojego partnera, chłopaka, mężczyzny - jak kogoś innego, niż jest.

Czy widzisz w nim niedojrzałego chłopaczka, którego cały czas trzeba pilnować i upominać? Czy jest może dla Ciebie jakby ojcem, który daje Ci bezpieczeństwo i schronienie? A może myślisz o Waszym związku jak o firmie, w której Ty szefujesz a on gra rolę pracownika?

Zrezygnuj z tego.

Wyjdź poza box.

Stań obok i popatrz - do czego to zmierza? Czego uczysz się Ty i czego uczy się Twój partner? 

Zauważ, że być może ćwiczysz go i wspierasz w odgrywaniu tej roli, która wcale Cię nie kręci.

Jeśli robisz z niego dzieciaka - to nie dziw się potem, że Cię nie podnieca. Jeśli nie jesteś pedofilem, to raczej Cię to jarać nie będzie.

Załóż na nos okulary pt. "Świetny z niego mężczyzna." I sprawdź, czy nie zobaczysz przez nie czegoś więcej, co do tej pory Ci umykało. Widząc w nim niezależnego samca, sprawisz, że wróci Ci ochota na podryw.

Zmień także swoje komunikaty na takie, które będą adekwatne do roli partnera-kolegi. Zamiast krzyczeć "Załóż czapkę, bo zmarzniesz!" (brzmiąc jak babcia Gienia) - powiedz: "Jest 0 stopni. Pomyśl o czapce.". I w pełni zaakceptuj, że ten dorosły człowiek, do którego mówisz, możesz Ci odmówić.

Dwóch niezależnych samców kopuluje - to bardziej atrakcyjna wizja, niż apodyktyczny "nauczyciel", która popycha swojego głupkowatego "ucznia".


2) Sprawdź, kiedy Twój partner wchodzi w inną rolę niż partner, chłopak, mężczyzna. I zaczyna "dyktować" Ci Twoją rolę.

Role są komplementarne. Rodzic nie istnieje bez dziecka, tam samo, jak szef bez pracownika czy nauczyciel bez ucznia. Jeśli Twój partner ma tendencję do bycia np. nauczycielem - może Cię kusić, by stać się jego uczniem.

Przestań brać udział w tym teatrzyku.

Zobacz siebie samego nie jako bezradne dziecko, nie jako pouczającego rodzica, lecz jako niezależnego faceta. I wymagaj od swojego partnera, by tak właśnie Cię traktował. Nie daj się zwieść tej nieświadomej grze, w której obaj będziecie grać role, które nie są wam pisane.

Bo gdy on zacznie widzieć w Tobie dziecko i tak Cię też traktować - straci zainteresowanie Tobą. Przestaniesz być dla niego atrakcyjny. I zacznie szukać seksualnych uciech poza związkiem.

A tego - jak mniemam - nie chcesz.

Natomiast jeśli wszystko dobrze rozegrasz, to wciąż będziecie mogli cieszyć się takim pięknym, gejowskim seksem:




Czekam na Twój komentarz i spostrzeżenia! :)

31 komentarzy:

  1. Ale czy takie "matkowanie" lub chęć by ktoś nam matkował nie wynika z troski lub chęci poczucia troski od osoby na której na zależy? Przecież nie ma w tym nic złego, dopóki nie zaczynamy troszczyć się o błahe sprawy za bardzo. Po prostu trzeba pamiętać, że chłopak jest naszym chłopakiem a nie rodzicem czy dzieckiem i nie matkować mu tylko troszczyć jak o partnera. Byleby nie przedobrzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale odpowiedziałeś sobie na swoje pytanie: tak, matkowanie wynika z troski.

      Troska to jedno. To, jak ją wyrażamy, to drugie. Czy tylko matka może się troszczyć o dziecko? A partner o partnera nie? W mojej opinii - można się troszczyć po partnersku. A niekoniecznie po matczynemu.

      Usuń
  2. Witam !
    Mam małe dręczące mnie pytanie: Czy istnieją duże szanse na odnalezienie swojej drugiej połówki ? Czy jest coś takiego ja prawdziwa miłość miedzy mężczyznami ? Czy liczy się tylko SEX ? Pytam ponieważ chodząc po portalach szukając swojej połówki znajduje osoby, którym zależy na jednym....(wiadomo o co chodzi). Jestem młody , doskwiera mi samotność , mam znajomych lecz to nie to samo :/ brakuje mi czyjejś bliskości . Mieszkam w otoczeniu ludzi "prymitywnych" . I chciałbym Cię przeprosić za takie moje pytanie jeżeli Ci ono nie pasuje :( Nwm do kogo mam się zwrócić z tym, mam czekać aż miłość sama nadejdzie ? Wydaje mi się, że jako osoba obeznana w tych tematach potrafisz mi pomóc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś moi znajomi informatycy nosili koszulki z napisem: "To zależy".

      To zależy.

      Zależy od setek czynników i dlatego nie rozpatrywałbym Twoich szans w kategoriach prawdopodobieństwa. Szanse są, o ile je sobie dasz.

      Drugie pytanie: tak, istnieje coś takiego, jak miłość między mężczyznami.

      Wg naukowców składa się z 3 czynników: zakochania, przywiązania i pociągu seksualnego. Zatem seks też się liczy. Ale nie tylko. Zakochanie robi z nas idiotów, ale też jest pięknym uczuciem. Przywiązanie to coś, co cementuje związek i pozwala mu przetrwać trudne chwile.

      Chodzenie po portalach w stylu fellow bywa doświadczeniem przygnębiającym. Faceci deklarują chęć do szybkiego seksu (nie uważam tego za złe, ale dla romantyka to przykre), nie odpisują na wiadomości albo też urywają kontakt po pierwszym spotkaniu. Na to trzeba się przygotować i za te doświadczenia dziękować. Że - za przeproszeniem - odjebali się od nas nim narobili zamieszania.

      Czekanie jest tutaj kluczowe. Musisz czekać, ale nie musisz robić tego biernie. Stwórz zajebisty profil samego siebie - taki, dzięki któremu zwiększysz szanse na to, że ktoś Ci odpisze na Twoją wiadomość. Zagaduj do fajnych kolegów, pamiętając, że jak na serio się komuś spodobasz, to przyjedzie nawet 400 km, by Cię spotkać.

      Ale też miej swoje życie.

      Wchodź na portal, zagaduj, odpisuj, poprawiaj i wychodź. Nie siedź tam godzinami, w nadziei, że ktoś napisze. To obniży Twoją samoocenę. Organizuj swój czas tak, by był ciągle czymś wypełniony - wtedy nie będziesz się oddawał niepotrzebnym fantazjom, lecz żył tym, co jest i co przynosi los. To dobre rozwiązanie prawie zawsze.

      Zbuduj też w sobie pewne zaufanie do losu i przeznaczenia. To ważne i łatwe, jeśli jesteś osobą wierzącą. Jeśli nie - to też ważne, choć już nieco trudniejsze. Zaufanie do świata, że daje Ci takie doświadczenia, z którymi sobie poradzisz i które potrafisz przekuć na swoją korzyść. To poczucie spokoju i pewności.

      I radosnego oczekiwania. Bo jeśliś młody, to może nie zdajesz sobie sprawy, ale przed Tobą wiele przygód. Zakochań szczęśliwych i nieszczęśliwych, prób, błędów i starań. Otwórz się na te doświadczenia i przyjmij je takie, jakie będą - w pełnym zaufaniu, że dasz sobie radę.

      I bądź swoim najlepszym przyjacielem. Wierz w siebie, w to, że jesteś na tyle fajny, że ktoś się nie tylko w Tobie zakocha, ale także do Ciebie przywiąże i będzie się Tobą podniecał. Że jesteś warty dobrego związku, partnera i życia. Że jesteś pełnowartościowy, wystarczający i po prostu świetny. Zbuduj to przekonanie o sobie na bazie faktów, które albo już zaistniały w Twoim życiu. Albo które sam powołasz do istnienia.

      I - oczywiście - baw się :)

      Usuń
    2. Ojej jestem pod wielkim wrażeniem :) Wszystko tak fajnie napisane ahhh ;p Aż się uśmiecham sam do siebie jak głupi :D Potrafisz dać bardzo dobre rady , pierwszy raz się z takim czymś spodziewał aby ktoś trafił w 10 z odpowiedzią na moje "problemy". Ciesze się, że chciało Ci się tak skrupulatnie to napisać i nie spłynęło to po tobie jak po kaczce :) Jestem pozytywnie zaskoczony ;p Chyba albo raczej na pewno zyskałeś nowego czytelnika ;) Podejmujesz każdy ważny temat, nie to co na innych blogach. Pozdrawiam :)!!!

      Usuń
    3. Dream mowisz o poznawaniu ludzi (facetow) poprzez wyjście do nich np impreza czy cos ?
      -Mam nadzieje ze dobrze odbieram przekaz- a co jesli nie ma gdzie wyjść bo jest sie z małego miasteczka, gdzie szukac tego kontaktu z głownie facetami tolerancyjnymi chociaż :) ?
      U mnie w miasteczku wiekszosc to dresy i kibole (mowie o osobach 17-30 lat) jak wystajesz poza schemat to mozna w ryja dostac gdy zrobi sie szarowa...
      Uwazam Cie za moje medium i autorytet bo nie ma 2 takiej osoby ktora chodz troche mogłaby pomoc, jakby nie patrzeć pomagasz i to bardzo!!!
      Bardzo Cie lubie ale czasami tak dyplomatycznie odpisujesz ze musze 7 razy przeczytać zanim zrozumiem :)

      TakjesVze co do posta ja lubie jak facet slodzi i jest taki 'kochanienki' , w moich oczach nie odejmuje mu to męskości :)
      Ja chcialbym faceta ktory tylko dla mnie potrafiłby byc delikatny :) nie tylko w lozku ale i w życiu :)
      Brutale i gruboskorni faceci sprawiają ze czolbym sie nie swojo :)

      ~Dominik

      Usuń
    4. Cieszę się, polecam się na przyszłość i do usług :)

      Chciałbym też zwrócić uwagę na Twoją lingwistykę. Piszesz:

      - chciałbym Cię przeprosić za takie moje pytanie jeżeli Ci ono nie pasuje
      - ktoś trafił w 10 z odpowiedzią na moje "problemy"
      - chciało Ci się tak skrupulatnie to napisać i nie spłynęło to po tobie jak po kaczce

      Przepraszasz mnie za swoje pytanie, sugerujesz (cudzysłowem), że Twoje tzw. "problemy" nie są poważne. Upewnij się proszę, czy za tym nie kryje się osobowość w stylu "przepraszam, że robię problemy, moje problemy nie są tak poważne jak innych ludzi, zapewne nie zasługują na poważne potraktowanie, być może je sobie wymyślam"

      Jeśli uważasz, że Twoje problemy są poważne - to są i potraktuj je serio. I wymagaj tego od innych. Na pewnym poziomie każdy "wymyśla" sobie pewne problemy i nic w tym dziwnego ani wstydliwego - nie jesteśmy tak perfekcyjnie skonstruowani (nikt!), żeby od razy zdawać sobie z tego sprawę. Czasem trzeba długich medytacji i świadomych wglądów, czasem szybkiego działania - ale tak czy inaczej problem jest problemem i wzywa on do działania. Szanujesz siebie i innych, jesteś pełnowartościowy i tego się trzymaj, z tym założeniem komunikuj się innymi.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    5. Szanowny Dominiku,

      Problem, który poruszasz, jest dość obszerny. Geje rzeczywiście migrują w małych miast do dużych, a jeśli zostają w małych - to się kamuflują. Sam mieszkam w dość małym mieście (50 tys. mieszkańców), więc wiem, o czym piszę. Choć w moim mieście i tak źle nie jest, to jednak w mniejszych jest jeszcze gorzej.

      Niemniej nawet na skraju znanego nam Wszechświata - gdzie gej był sensacją na całą wioskę - zdarzało mi się spotkać osoby tolerancyjne i życzliwe. Więc szansa wciąż jest.

      Ewentualnie pozostaje poznawać ludzi z większych miast i spotykać się z nimi. Lub też przeprowadzić. To dla geja często najlepsza opcja.

      Usuń
    6. Dream powiem Ci, że piszesz z Anonimami :) Pisze w liczbie mnogiej bo ja napisałem komentarz pierwszy :) Tak dla sprostowania ;p Ale jak najbardziej podpisuje się pod kolegę. Chyba muszę założyć konto ;p I jak najbardziej zgadzam sie z komentarzami.

      Usuń
    7. To prawda, choć na pewnym poziomie komunikacji nie jest to dla mnie zbyt istotne - bo odnoszę się do treści, a sam autor jest tylko jakby ich "nosicielem" :)

      Usuń
  3. Sam się borykam z podobnymi problemami. Ja poszedłem do psycho-seksuologa i to mi bardzo pomaga. Co prawda mam troszkę więcej jeszcze problemów ale to mniejsza z tym.
    To co napisał DreamWalker w wielu aspektach pokrywa się z tym co robię na "terapii".
    Rady są znakomite! Jeśli się do nich zastosujesz, przeanalizujesz i wykorzystasz po własnej nawet interpretacji myślę, że osiągniesz sukces i nawet więcej!

    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że autor bloga wie co pisze :) Tutaj taka fajna odpowiedź na moje pytanko .... I patrząc pod wieloma innymi komentarzami z innych postów odpowiedzi są bardzo adekwatne do pytań :) TO CZŁOWIEK Z POWOŁANIEM :)

      Usuń
  4. często myślę że fajnie by było jakby homoseksualizm okazał się choroba i znaleźli na niego lekarstwo! Oddał bym za nie dużo :<
    Jestem gejem i wydaje mi się ze miłość wśród gejów nie istnieje :( a to ze faceta można poznać tylko przez jakieś portale to jest przerażające :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdybyś wiedział, że miłość wśród gejów istnieje - to też byś chciał, żeby wynaleźli "lekarstwo" na homoseksualizm?

      Odpowiem Ci tak: miłość wśród gejów istnieje, ale najprawdopodobniej jej obraz nie odpowiada Twojemu wyobrażeniu miłości. Pytanie: co zrobisz z tym dalej? Zaczniesz wymagać od rzeczywistości, by dopasowała się do Twoich wyobrażeń? Czy zaakceptujesz ją taka, jaka jest, co umożliwi Ci jej eksplorację i zrozumienie?

      Wybierz mądrze.

      PS Facetów nie trzeba poznawać tylko przez portale. Choć to wygodniejsze.

      Usuń
    2. ja chyba nigdy tego nie zaakceptuje...
      Najchętniej poszedłbym na terapię ale poprostu sie wstydzę :(
      Moje wyobrażenie jest takie jak u hetero!
      Nie wiem czy zrozumienie, wierność i szczerość to jakieś duże wymagania.

      Cały czas się zastanawiam co sprawia że wolę facetów ? I co zrobić żeby mi się odmieniło?

      Usuń
    3. tez tak mam jak anonimowy

      Usuń
    4. To można powiedzieć aby nikogo nie urazić: SMUTEK. Moim zdaniem to brak akceptacji samego siebie :( Nie o, że was oceniam to wasze życie, ale może najpierw postarajcie się to zrozumieć a pózniej wyciągnijcie wnioski co ? Takie moje przemyślenia.
      -Łukasz

      Usuń
    5. Pierwsza sprawa - jeszcze żadna terapia nie wyleczyła nikogo z homoseksualizmu. Za to z braku samoakceptacji już tak.

      Druga sprawa. Takie wielkie pragnienie "zrozumienia, wierności i szczerości" często podszyte jest jakimś lękiem przed (kolejno): brakiem zrozumienia (a więc odrzuceniem), zdradą (a więc zranieniem) i kłamstwem (a więc byciem oszukanym).

      Wykorzeń lęk i nie będziesz musiał się obarczać stresem wymagania od kogoś i oczekiwania rezultatów.

      Jest coś takiego w niektórych ludziach - że wymagają od innych prawdomówności, wierności itd. Dobrze wiemy, że płonne są nadzieje na taki obrót sprawy, bo ludzie - tak w ujęciu generalnym - po prostu kłamią. I zdradzają i ogólnie wykazują się brakiem zrozumienia. Choć nie zawsze, bo czasem też są wierni, wyrozumiali i uczciwi. Serio, wiem, że ciężko w to uwierzyć.

      Co więcej - wymaganie tego od nich (używanie w swoich dialogach założenia, że "oni powinni być: wierni, szczerzy itd.") jeszcze bardziej składnia partnerów do zdrad i konfabulacji. Mówi o tym zasada reaktancji - zakazany owoc smakuje najlepiej. Ja mówię swojemu facetowi: idź i mnie zdradź. Okłam mnie i oszukuj. Bezczelnością z mojej strony i ogromną protekcjonalnością byłoby rozważanie tego, czy mam od niego wymagać wierności czy nie - bo on ma wolną wolę i zrobi, co zechce. Kim ja jestem, by mu coś nakazywać? A on nagle, gdy widzi moją postawę - z dziecka - zmienia się w kogoś odpowiedzialnego. Wybierze, jak wybierze. I pozna konsekwencje. Nie muszę od niego niczego wymagać w tym względzie. I nie chcę, bo by to zniszczyło nasz związek.

      Nie wiem też, co takiego jest we mnie osobiście, że kompletnie nie przywiązuję wagi do tego wszystkiego. Po prostu przeszedłem z tym do porządku dziennego. I też zacząłem postrzegać rzeczy w większej liczbie wymiarów, niż tylko dobro i zło.

      Bo świat nie jest czarno-biały.

      Pod zdradą widzę próbującą się rozładować seksualną frustrację, pod kłamstwem - próbę zachowania swojej twarzy, uniknięcia kary itd. A pod brakiem zrozumienia - brak edukacji, niecierpliwość itd. itd. itd.

      Myślenie, o tym, co sprawia, że wolisz facetów, wiedzie donikąd. Do wyjaśnień w stylu "geny i hormony w życiu płodowym". Co za różnica. Wolisz facetów i już. Nie wiem, co okropnego musisz o nich myśleć, jakież to lęki projektować, że aż tak chętnie poddałbyś się terapii na homoseksualizm.

      Faceci są OK. Serio. Bywają tacy, że dech w piersiach zapiera. Znam ich paru, byłem w paru związkach. I było różnie. Były ekscesy, zdrady, trójkąty, awantury, nerwy, chora zazdrość, podejrzliwość. Ale też miłość, pożądanie, fascynacja, piękno, czułość i setki innych dobrych rzeczy.

      Ten eksperyment nazywa się życie.

      Naszą rolą jest je po prostu przeżyć i żyć. Doświadczać, uczyć się, wyciągać wnioski. A nie wymagać od świata, by zmienił reguły genetyki czy biochemii, żeby ludzie nagle się nie zdradzali. Bo w taki sposób właśnie zaczynasz umierać na chorobę zwaną "zgorzkniałość". To są dobijające dialogi w stylu "zżera nas konsumpcjonizm, małżeństwa się rozpadają, świat zmierza ku zagładzie".

      Taka zgorzkniałość jest znana od wieków. I jakoś świat ciągnie dalej :) Dlatego wyluzujmy, odpuśćmy im, zrozummy, że ludzie to tylko ludzie i daleko im do wyidealizowanych (i zarazem nudnych i przewidywalnych) postaci z Disneya czy telenowel, w których każdy postępuje godnie i właściwie. To iluzja i dlatego też coś się dzieje a my uczymy się z tym sobie radzić. I któreś z tych doświadczeń - to czy tamto - w końcu nas zabije. Ale dobrze będzie po śmierci pomyśleć, że w życiu coś się działo. Bez poczucia bycia ofiarą, lecz eksploratorem kosmosu - bo nimi właśnie jesteśmy.

      Usuń
    6. DreamWalker ma rację. Nie możecie winić każdego geja za to, że (no powiedzmy) te 3/5, więcej radości widzą w seksie niż w miłości. Każdy jest inny i każdy lubi co innego, nie ma w tym nic złego, dopóki nie rani się drugiej osoby z premedytacją. Tak samo dzielenie gejów na tych co są maniakami seksualnymi i tych co szukają miłości na całe życie jest złe, bo często znajdą się tacy co szukają tego i tego, nie ma tylko tych dwóch kategorii, zapomina się o pośrednich. Każda z tych grup jest wartościowa dla osoby która szuka dla osoby która szuka kogoś z danej grupy, a żeby znaleźć trzeba się naszukać, nikt nie mówił, że jedni ustawią się w pierwszym rządku, drudzy w drugim itd. Taka już uroda szukania swojego ideału - jedni znajdą go szybciej a inni się naszukają co nie miara :). Na pewno wiele w tym zabawy ale i innych dobrych i złych emocji, to naturalne. To tak jak z osobami które mówią, że wygląd się nie liczy - bzdura. Liczy się i to bardzo, każdy ma jakiś swój ideał piękna i granice piękna do których są w stanie z kimś być. Jedni mogą być niezbyt wymagający i będą z kimś nawet no...brzydkim a inni nigdy bo mają inne wymagania. Ja np. nie mam jakiś ogromnych wymagań, ważne by ta osoba była w miarę zadbana (niekoniecznie siłownia i super ciało), i np. nie zniosę dredów, no po prostu jest to coś co mnie odpycha już kilometr przed, tak samo długie włosy u facetów. No nie umiem się do tego przekonać i koniec. Jestem płytki? Trudno, nikt nie powiedział, że nie mogę być a czy muszę być wiecznie wyrozumiały, super och i ach i wszystko tolerować? Jesteśmy wszyscy tylko ludźmi i mamy prawo nie być idealnymi a zarazem mieć jakieś swoje "widzi mi się". Grunt to podchodzić do szukania partnera z rozsądkiem. Nie kategoryzować każdego geja ale też podchodzić z dystansem, zwłaszcza na początku znajomości.

      Usuń
  5. Dreamwalkerze (chyba tak się to odmienia?)
    Powiedz mi jak homoseksualiści widzą np. 20 letniego czy 25 letniego itp. geja prawiczka? Czy jest to dziwne czy raczej nie ma to jakiegoś znaczenia? Pytam bo u hetero gdy ktoś powie, że jest 20 letnim prawiczkiem to przecierają oczy i się dziwią, a jak to wygląda u osób homoseksualnych? Też wywołuje zdziwienie czy jakieś inne reakcje?
    Trochę głupie pytanie ale ciekawi mnie to a może wiesz coś więcej na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy homo - jak wszyscy pozostali ludzie - jest inny, a więc inaczej zareaguje. Będą tacy, których ego będzie wyśmiewać 25-letnich prawiczków, bo myślą, że są lepsi, bo ktoś ich przerżnął (mechanizm obronny polegający na dowartościowaniu samego siebie). Będą tacy, którzy się zmartwią, nie uwierzą albo po których taka informacja spłynie. Pytanie: Jakie to ma dla Ciebie znaczenie? Jeśli to dotyczy Ciebie - zastanów się, jaką reakcją otoczenia byś się przejął najbardziej. I dlaczego. Mogą się za tym kryć takie myśli, jak "skoro jest prawiczkiem w tym wieku, to pewnie coś z nim nie tak".

      Znam parę osób, które długo nie miały kontaktów seksualnych i wcale nie było z nimi nic złego. Po prostu nie rzucali się na żołędzie jak głodne dziki i tyle :)

      Usuń
    2. Mam na myśli poniekąd siebie ale nie pytałem tylko dlatego, chyba bardziej jednak z ciekawości. Osobiście nie chciałbym zrobić tego z pierwszym lepszym byleby tylko to mieć za sobą i móc powiedzieć, że już się to robiło. Wychodzę z założenia, że lepiej to robić ze stałym partnerem i kimś komu się ufa. Sam seks jako zabawa czy zaspokajanie przyjemności mnie raczej nie interesuje za bardzo. Chyba mam jakieś staroświeckie poglądy na te sprawy :D Ale bądź co bądź głupio trochę brzmi gdy ktoś pyta a ty mówisz, że masz te 20 czy ponad 20 lat i jesteś prawiczkiem. Trochę taki jakby "wstyd", zwłaszcza w dzisiejszych czasach gdzie nastolatki w gimnazjum mają bogate życie seksualne.
      Dzięki za odpowiedź ;)

      Usuń
    3. Według mnie 20 letni prawiczek to skarb ;) Dla mnie to oznaka dojrzałości w tym co mówisz ze nie chcesz zrobić tego z pierwszym lepszym :) Ja również czekam na tego 'jedynego' . Pytanie czy istnieje taki któremu wystarczy 1 partner :) tak btw nikomu nic do tego czy jesteś prawiczkiem, dziewica czy czymkolwiek innym :) To Twoje życie intymne i nikt prawa nie ma Ci się w nie wpierdzielac :)

      Pozdrawiam perełke wstód gejowskich społeczności ;) ~Dominik
      :**

      Usuń
    4. To nie jest jedyna perełka :* Ja też tak myślę. Co innego zaspokoić swoje fantazje z obcym a co innego z osobą, którą się kocha ... :) Seks z kimś takim to dopiero zabawa (tak myślę). I to cementuje związek.
      -Łukasz

      Usuń
    5. Dzięki Dominiku za miłe słowa. Jak widać wszyscy narzekają, że każdy gej leci na seks ale jednak są i wyjątki (potwierdzające regułę) :). Szkoda, ze tak mało tych wyjątków....

      Obawiam sie, że dojrzałość nie jest dzisiaj w cenie, teraz liczy się chyba kto więcej facetów zaliczył, ile razy, wygląd, fejm, popularność. Nie to że ktoś ma coś do powiedzenia na inne tematy, oryginalność (chyba, ze prowokacyjna), mądrość czy własne zasady moralne, one sprowadzają geja (i nie tylko jego) do małej grupy "drugiej kategorii". Przynajmniej takie niestety mam wrażenie z tego co czytam o świecie gejów. To jest naprawdę smutne...ale może i dzięki temu gdy trafi się na tę jak to określiłeś perełkę to bardziej ją docenimy, że jest przy nas, z nami i że ma w głowie coś więcej niż kogo by tu dziś ruchnąć i "świeże mięso". Te perły chyba nieźle się ukrywają albo wszystkie zajęte. Lub mają zbyt wielkie (aż nadto) wymagania co do partnerów i nigdy nikogo nie znajdą albo zawsze będą zawiedzeni, obojętnie jaki skarb czy pustak by przy ich boku nie był. Albo właśnie nie chce im się szukać i nie szukają albo zadowalają sie pierwszym lepszym. Nie wiem co w ich głowach siedzi. Wierzę jednak, że i tacy geje nie zdemoralizowani i nienasączeni światem gejowskim aż nadto (nie żeby było w tym coś złego, ale myślę, że wiesz o która część tego światka mi chodzi), też istnieją, gdzieś koło nas, tylko nie dają o sobie znaku, być może z lęku i strachu przed brakiem akceptacji, co wcale mnie nie dziwi.

      Owszem, masz rację. Nikogo nie powinno obchodzić czy jesteśmy prawiczkami czy nie, ale wiesz czasem gada się ze znajomym czy z kimś i temat zejdzie na ten i co wtedy mówisz? Kłamiesz czy mówisz wprost, że jesteś prawiczkiem? Można powiedzieć - "to nie twoja sprawa, nie gadajmy o tym" ale to już też wzbudzi większa ciekawość rozmówcy w tym temacie na nasz temat.

      Powodzenia w szukaniu swojego diamentu w takim razie ;)

      Usuń
  6. Kotek kiedy nowy poscik ? *.* :**** <3 Patyśśś ^^^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Patyś, Patyś. Moje wpisy to czysty flow i spontan, gdyż obiecałem sobie kiedyś, że na tym blogu będą się pojawiać tylko właśnie takie wpisy. Żadnych wymuszonych, "bo trzeba", "bo już pora" itd.

      Będzie, gdy będzie :) Ale nie martw się, moja wena ostatnio nie próżnuje :)

      Usuń
  7. Wow. Nie sądziłem, że takie komentarze przeczytam pod tym wpisem. Jakbym ja je pisał. Życzę powodzenia Wam i sobie. :)
    - M.

    OdpowiedzUsuń
  8. Są partnerami jeśli tak się czują. To sprawa podstawowa. Komuś może zwyczajnie odpowiadać układ nierówny. Nie przesadzajmy, nie przekombinujmy, odetchnijmy, bo kłótniom w związku nie będzie końca (hmm, czy on mnie przypadkiem nie traktuje jak dziecko??). Tym bardziej, gdy żyje się w przeintelektualizowanym społeczeństwie i niektórym trudno się w tym wszystkim połapać. Można deliberować gdy coś ma charakter skrajny.
    Chodziłem kiedyś na grupę spotkaniową dla homików prowadzoną przez psychologa. Co drugi temat związkowy i dzielenie włosa na 7 części. To było straszne.
    Rozwój polega chyba też na tym, że akceptuje się również ciemne strony życia. Pytanie podstawowe brzmi: Co przeszkadza mi być szczęśliwym bez względu na to co się dzieje?

    OdpowiedzUsuń
  9. moim zdaniem jedynym powodem tego czemu zdradzamy są polimorfizmy genów kodujących receptory dla wazopresyny i dopaminy.50% z nas skłonnych jest do zdrady.Porównanie tych polimorfizmów u zwierząt monogamicznych i poligamicznych to potwierdzają

    OdpowiedzUsuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca