SZYBKIE INFO:

3 MLN WYŚWIETLEŃ - DZIĘKUJĘ!!! :)

Dzień obfity we wpisy - 2 nowe i oba o seksie :)

Na HomoFascynacjach nowe opowiadanie - zapraszam serdecznie :)

wtorek, 7 czerwca 2016

Płacz i łap ze sobą kontakt - czyli jak wykorzystać własny smutek, by się rozwijać


Parę dni temu odszedł mój Przyjaciel. Po długiej, ciężkiej chorobie, która go praktycznie skonsumowała. Umarł w domu - wśród rodziny. Odczułem miażdżący smutek, który zmusił mnie do czegoś, za co jestem wdzięczny. Do konstruktywnej refleksji nad swoim życiem.

Dotarło do mnie z całą mocą, że te "negatywne" emocje nie są wcale złe. Są nieprzyjemne, to fakt. Ale prowadzą nas do wielkich odkryć...


Ten wpis nie będzie długi - ale będzie treściwy.

W nocy przed jego pogrzebem przyszedł smutek.

Nie, nie smutek - Smutek. To był Smutek. 

Załamanie. 

Zacząłem myśleć nad swoim życiem - zyskałem do niego dystans, mogłem w głębokiej refleksji przejrzeć swoje postępowanie, decyzje. Zobaczyć, z których jestem zadowolony. A które sprowadziły na mnie nieszczęście.

Gdy pojawiły się łzy, zyskałem głęboki kontakt emocjonalny z samym sobą. Zobaczyłem wyraźnie myśli, przekonania, które nabyłem w dzieciństwie i które dotyczą moich najbliższych, najbardziej intymnych relacji z samym sobą.

Zobaczyłem, że przez lata część z tych przekonań udało mi się skutecznie przepracować.

A część ciągle tkwi we mnie jak drzazga.

Dzięki płaczowi uzyskałem wgląd do swojego wnętrza. Zobaczyłem, co boli mnie najbardziej. Nad czym mogę jeszcze pracować.

Smutek jest dobry.

Smutek jest ludzki. Jest potrzebny, jak każda inna ludzka emocja.

Pozwala nam zobaczyć i poczuć, na czym nam zależy. Co straciliśmy. Gdzie popełniliśmy błędy.

Gdy nachodzi Cię smutek - nie walcz z nim.

Zaproś go do siebie jak dobrego gościa i pozwól mu się rozsiąść w Twoim ciele. Niech się wygada, wyżali. Niech dotrze do jądra swojego cierpienia.

Jeśli ten gość nawiedza Cię często - to właśnie w tym jądrze odkryjesz główną drzazgę. Najpewniej będzie tkwiła w Tobie od dzieciństwa, gdzie uczymy się wielu generalnych i wielkich przekonań na swój temat. I na temat świata oraz ludzi.

Płacz pozwala złapać bezpośredni kontakt z tymi przekonaniami.

Jest to bardzo intymne, głębokie doświadczenie, gdzie całym ciałem można poczuć, co jedna lub kilka niefortunnych myśli zasianych lata temu potrafi zrobić z naszym samopoczuciem, ciałem.

Niesłychane, jak te historie mogą łączyć się z różnymi kontekstami naszego życia. Jak potrafią niepotrzebnie komplikować związki, siać choroby, podkopywać nasze finanse i pewność siebie.

Ten płacz - którego tak często się wstydzimy, boimy - jest drogą to samopoznania.

Człowiek wesoły 24 godziny na dobę to człowiek pozbawiony autorefleksji. Fajnie być wesołym, ale fajnie też wiedzieć, co w naszej duszy gra i co w niej płacze.

Bo można odkryć o sobie wiele ukrytych, spychanych na boczny tor "prawd". Przekonań tak globalnych, tak wielkich, że aż będących "oczywistą oczywistością". W życiu nie przyszłoby nam do głowy, że można je kwestionować - bo są tak "prawdziwe".

A jednak to tylko myśli.

Myśli, które nie są dla nas korzystne. Płacz to wstęp do tego, byśmy je sobie uświadomili.


Gdy łapie Cię dół:

1. Wzmocnij smutne myśli i rozpłacz się.
2. Obserwuj swoje ciało i myśli uważnie, nie oceniaj ich i nie walcz z nimi. To dobry gość.
3. Formułuj smutne myśli w sposób możliwie najbardziej generalny, ogólny. Aby dość do "prawdy" o sobie.
4. Zapisz tę "prawdę" na kartce. To może mieć różne formy. "Nie mam prawa czuć tego, co czuję", "Jestem nieważny", "Nie powinienem istnieć" itd. To są bardzo generalne koncepty.
5. Gdy trafisz na to, co trzeba - poczujesz ulgę i nadchodzący spokój.
6. Potem zacznij kwestionować zapisane myśli za pomocą The Work, Racjonalnej Terapii Zachowań lub innej metody.

Nie od razu pokonasz potwora. Czasem trzeba wielu podejść i nauki. Ale rób spokojnie swoje - dystansuj się, kwestionuj, odwracaj myśli tak długo, aż utrwalisz nowe myślenie.

***

Dziękuję Ci Przyjacielu, że swoją śmiercią dałeś mi taką lekcję. Spoczywaj w pokoju.

9 komentarzy:

  1. Dziękuję za ten wpis. Będę korzystał z Twoich rad.
    Spokojnego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
  2. ....piszesz,że choroba skonsumowała Twojego przyjaciela...to bardzo porażające i jednocześnie przerażające jak szybko ciało ulega degradacji i anabiozie...piszesz o konstruktywnym podejściu do smutku i żalu....czy nie masz wrażenia,że tak naprawdę płaczemy nad sobą,że boli nas nie tyle odejście bliskiej osoby ile fakt co zrobimy bez tej osoby,przeraża nas pustka i brak pomysłu jak tę pustkę wypełnić.To co mnie dołuje,to fakt,że odejście bliskich przechodzi bez echa,moja refleksja mniej lub bardziej konstruktywna odejdzie wraz ze mną...żadne prawo fizyki,przyrody nie przestanie choćby na milisekundę obowiązywać by upamiętnić zmarłego....Tak jakby wszechświat mówił: i co z tego,ty czy Aleksander Wielki,Napoleon...wszyscy jesteście tylko mgnieniem,jak przechodzień,mrugnięcie powieki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jego zwłoki zostały skremowane. Stałem przed urną i nie mogłem uwierzyć, że facet, któremu parę dni wcześniej ściskałem dłoń, stał się kupką popiołu, która mieści się w słoiku.

      Myślę, że płaczemy nad rozdartym związkiem emocjonalnym. Już małe dzieci w kołysce płaczą, gdy zabierze im się zabawkę, do której się przyzwyczaiły. Ot - nagle mózg wysyła sygnały i nie dostaje takiej odpowiedzi, jak zawsze. Źródło pewnych bodźców umarło i nie wróci. Trzeba wytworzyć nową równowagę - zalewając mózg hormonami stresu, by stał się bardziej neuroplastyczny i zmienił połączenia w sposób bardziej efektywny.

      Jesteśmy doskonale przystosowani do radzenia sobie z cierpieniem. Nasz gatunek od pradziejów tracił bliskich - ludzie umierali na choroby, z powodu wojen itd.

      Przemijamy z każdą sekundą.

      Warto o tym pamiętać. I wykorzystywać czas efektywnie - cokolwiek to dla kogoś znaczy.

      Usuń
    2. ....to musiała być bardzo ważna osoba dla Ciebie,zwykle piszesz bardzo rzeczowo,bez nadmiernej ekspiacji.Tym razem po mimo metodologicznego podejścia,(hieratycznością tego bym nie nazwał) ale jednak tekst jest "miększy"...no,no pomyślałem jednak faceta emocje podżarły....myślę,że kremacja jest bardzo dobrym rozwiązaniem,bardzo chciałbym żeby to co pomnie nada się,wzięto do przeszczepu,a resztę skremowano.Co sądzisz o donacji ciała? ...nie wiem czy to romanessowki poziom rozważań(tak,tak to znów ja) ale sądzę,że zdołasz to jakoś właściwie ogarnąć i wyeksplikować bez nadmiernej egzamplifikacji....(kurcze do jakiego wysiłku umysłowego mnie zmuszasz:) )

      Usuń
    3. To była bardzo inspirująca osoba - twórcza, niezwykła. Wnosiła sporo swojego wnętrza w ludzkie życia.

      Ja po śmierci także chciałbym oddać to, co możliwe, do przeszczepu. A całą resztę poleciłbym zmienić w pył, nawieźć tym pyłem ziemię, na której ktoś posadzi dąb.

      Uwielbiam dęby.

      Usuń
  3. To bardzo piekny wpis. Dziekuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Autorze sprawiasz wrażenie bardzo fascynującej osoby. Drugiej takiej nie znam. Już sama orientacja czyni cię wyjątkowym w jakiś sposób (wg mnie tak), a elokwencja i otwartość umysłu są godne podziwu :) Zatem wracaj do nas cokolwiek się stało i dawaj nam poznać siebie na tym blogu. Pozdrawiam gorąco :) wierny czytelnik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję uprzejmie za te wyjątkowo miłe słowa :)

      Usuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca