SZYBKIE INFO:

[24.04.2017] Kochani, miałem przerwę od bloga i od maili, komentarzy. Ech - czas leci jak szalony. Postaram się odpisać na tyle maili, ile zdołam :) Póki co - pozdrawiam!

[12.03.17] Dziś temat przyjemny - o seksie na własną rękę :)

UWAGA: Zaczęła się wielka zbiórka pieniędzy na organizację największej w historii Parady Równości - zachęcam gorąco do dokonywania wpłat: Zobacz szczegóły. Wspólnie powalczmy o lepszą przyszłość dla nas wszystkich.

piątek, 30 grudnia 2016

Czym jest (moje) największe szczęście - czyli krótki przewodnik po trudnej sztuce niemyślenia


Są nim momenty, w których - zupełnie niezaplanowanie - udaje mi się spojrzeć na świat z idealnie czystym umysłem.

Umysłem, który jest niczym perfekcyjnie gładka tafla wody. Obrazu, który się w niej odbija, nie zniekształca żadna myśl. Żadna.

To czyste piękno. I być może dopiero dziś udało mi się je zdefiniować...


W takiej krótkiej chwili nie wiem nawet, że jest ona krótka - bo przeszłość i przyszłość nie istnieją.

Widzę świat taki, jaki jest.

Ustały wszelkie wojny i konflikty. Kule zawisły w powietrzu. Zamarzły uśmiechy i zmarszczenia brwi - stając się tylko makietą dawnych emocji.

Jestem wolny od wszelkich interpretacji, nie odczuwam żadnych emocji. Jestem idealnie spójny. Z niczym nie walczę, z niczym się nie godzę, przed niczym nie uciekam.

Ot, ptak zatacza koła na błękitnym niebie. Ot, drzewo jest poruszone popołudniowym wiatrem. Ot, słońce błyśnie zza chmury. Wszystko jest zwyczajne, jak zawsze - ale nie przywalone tonami przemyśleń. Nie zasłonięte wspomnieniami oraz imaginacją.

Jest tylko to, co widzę, słyszę i odczuwam w danej chwili.

I co się okazuje?

Że świat jest prosty.

I nie wymaga żadnej instrukcji.

Nie ma nic do zrobienia. Nic do odkrywania. Żadnej zagadki do rozwiązania, żadnej luki informacyjnej, którą trzeba byłoby uzupełnić. Żadnego znaku zapytania, bo wszystko jawi się przed moimi oczami i nie chce mi się wierzyć, że jest coś więcej.

Wszelkie plany okazują się tylko płonnym konceptem. Każdy wykrzyknik tylko głuchym wołaniem przeszłości. Nic nie muszę. Niczego nie chcę.

Czuję swoje ciało. Czuję napięcie mięśniowe, które ustępuje, bo ustąpiły myśli, które mięśniami szargały.

Nie ma nawet "mnie". Każde "ja" jest tylko myślą.

Nawet, jeśli się pojawia, to nie jest to "moja" myśl. To myśl wypluta przez nadajnik zwany umysłem. 

Umysł powtarza tylko to, co słyszał. I mieli to w kółko przez całe życie.

Część z tych rzeczy traktuje on jako święte prawdy. W takich chwilach stoję obok i zastanawiam się, w co ten "ja" wierzy, co myśli i jakie są tego konsekwencje.

Jestem tylko niemym, bezmyślnym obserwatorem swojego istnienia, myślenia i świata. Jestem myślany. Jestem "żyty", "istniany". Jestem animowany przez Wszechświat.

Nie ma we "mnie" żadnej głębi, historii ani oczekiwań - jest tylko to, co widzę, słyszę i czuję w danej nanosekundzie świata.

I to, co jest w tej nanosekundzie w mojej głowie.

Nim jedna sekunda abdykuje i nastąpi intronizacja kolejnej - myśli już zmieniły się. Przepłynęły. Są czymś innym. Pozwalam im na to - niech reagują na świat i na inne myśli. Ja tylko obserwuję.

Widzę siebie jak pod mikroskopem.

Widzę swoje myślenie, słyszę je dokładnie. Umysł przestaje być dla mnie czarną skrzynką.

Nim miewałem te momenty - umysł po prostu stawiał mnie przed faktem dokonanym. "Czujesz się nieprzyjemnie" - i tyle. Zero wglądu w przyczyny.

Teraz, gdy medytacje przeistoczyły moją świadomość w jaźń, widzę, jak te emocje powstają. Jak niepewnie kukają zza winkla, jak zbliżają się. Mogę je świadomie zatrzymać, gdy są jeszcze w zarodku.

Lub zmienić na coś innego.

Ale tego nie robię. Wiesz czemu? Bo musiałbym uwierzyć w myśl, że "ta emocja jest zła". A ona nie jest zła, tylko jest nieprzyjemna. Pozwalam więc jej zamanifestować się z całym swoim bogactwem - aby jej przekaz do mnie dotarł.

To są chwile całkowitego wglądu. Klarownego, czystego, pozbawionego interpretacji, osądów, prób odtworzenia biegów wydarzeń i tworzenia scenariuszy. Widzę świat taki, jaki jest. Czytelniej niż kiedykolwiek.

Lubię te chwile.

Czuję się tak idealnie komfortowo sam w sobie. Zaczynam rozumieć, jak dobrze jest być "mną". Że praktyki medytacje przemieniły moją mózgownicę tak, że nie ma tam już nic do "naprawiania". 

Jestem cudowny taki, jaki jestem - całym sobą.

I zaczynam rozumieć słowa Byron Katie, twórczyni The Work - "Spokój to jest to, kim jesteś - bez opowieści."

18 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat bez myśli, bez opowieści, jest pięknym miejscem.

      Usuń
  2. Inspirujący wpis i wielki cytat na końcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję - w imieniu swoim i Byron Katie "_

      Usuń
  3. Dream, pytanie nie na temat. Myślałeś kiedyś w swoim życiu o ojcostwie? Jak to by było być ojcem synka lub córki? I czy wolałbyś mieć syna czy córkę, czy jedno i drugie? Gdybyś oczywiście miał możliwość mieć swoje własne dzieci. Pytam, bo podczas świąt przyjechała do mnie rodzina. Mieli małego synka. Zakumplowałem się z małym, stąd taka refleksja się u mnie pojawiła, że wesoło jest mieć dzieci :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, myślałem.

      I jednak doszedłem do wniosku, że to by u mnie nie przeszło. Nie widzę się totalnie w roli ojca. I nie wiem co końca, dlaczego.

      Może dlatego, że dzieci mnie nie bawią, nie cieszą, nie rozczulają. Bardziej już koty :) Nie wiem, może coś ze mną nie tak, nie mam instynktów? Może w 100% zmieniłem te instynkty na potrzebę kreacji?

      Może też dlatego, że moje życie jest tak ułożone, że wszelkie rzeczy, którym chcę się poświęcać (lub muszę) zajęły już pełne 24 godziny mojej doby.

      Są natomiast momenty, gdy uświadamiam sobie, jaką miłością mógłbym obdarzyć istotę taką utkaną z genów moich i osoby, którą kocham - i to byłoby coś magicznego.

      A że kobiety nie pokocham i z moim chłopakiem nie spłodzimy potomstwa, to raczej nie dostąpię tego zaszczytu.

      Co jednak nie oznacza, że jakiemukolwiek gejowi czy jakiejkolwiek lesbijce miałbym stanąć na drodze do posiadania potomstwa - w ten czy inny sposób (np. adopcja). Uważam, że każdy powinien mieć takie prawo - bez względu na płeć i orientację.

      Usuń
  4. hmm jesteś pewny, że nie pokochasz? W życiu zdarzają się różne rzeczy. Przekonałem się już nieraz, że niczego być pewnym nie można. Może nawet w geju jest coś, co może sprawić, że poczuje coś do kobiet? Zastanawiałem się nad tym także. Jestem facetem i kobiety są dla mnie atrakcyjne także i być może nawet wyobrażam sobie taki związek (nie wiem jakby to w praktyce wyglądało :D), ale jednak jest pociąg do mężczyzn też. Wiem jakie są teorie, że orientacji zmienić nie można. Ale nie od dziś wiadomo, że cuda się zdarzają, a nauka i życie to czasami 2 różne rzeczy. Także... :D jestem ciekawy twoich przemyśleń i mam nadzieję, że nie zajmuję niepotrzebnie twojego cennego czasu :D Może to wynika z tego, że mam dopiero 19 lat i zbytniej naiwności? Nie myślisz, że to dobry pomysł aby popełnić wpis na ten temat? :D
    A twoje przemyślenia na temat ojcostwa ciekawe chyba większość osób kocha swoje dzieci, bo mają cząstkę ich samych i osoby którą kochają lub kochali ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewny na 100% nigdy być nie mogę. Niektórzy komentujący tutaj pisali o tym, jak mając żonę i dzieci nagle zakochiwali się w kumplu z pracy. Więc i ja pewien być nie mogę.

      Wiem tylko, że kobieta nigdy mnie nie podnieciła seksualnie. Nie zakochałem się w żadnej dziewczynie. Za to uwielbiam męskie kształty i ogólnie męskość - totalnie mnie rozpala, rozkochuje, doprowadza do szaleństwa.

      Nie czekam na "cud przemiany" i nie mam nadziei, bo dla mnie orientacja, jaką mam, jest tak samo wspaniała, jak każda inna. To tak, jakbym miał czekać, aż przestanę mieć niebieskie oczy i zacznę mieć np. piwne.

      Co za różnica? Uczucia są uczuciami. Cieszę się z ich bogactwa i głębi, bez względu na to, na widok kogo się odpalają.

      Ale po czasie widzę też, że moja orientacja daje mi dostęp do rzeczy, których hetero nie mają. Do pewnej wrażliwości, empatii, umiejętności tworzenia związków emocjonalnych dla samych emocji, a nie dla "spędzania razem czasu". Geje są kwintesencją bycia człowiekiem - mamy w sobie oba pierwiastki, męski i żeński. To jest cud. Dla którego nie chciałbym zmienić swojej orientacji nawet, jakby ktoś dał mi do niej pilota.

      A jeśli sam czujesz "coś" do kobiet - a to coś jest seksualne i miłosne - to uwaga: nie jesteś w 100% gejem. Jesteś biseksualny - a jakimś stopniu jesteś gejem, a w jakimś hetero. Nic w tym złego. Na swój sposób to też pasjonujące.

      A temat ojcostwa wśród gejów jest świetny i myślę, że wrócę do niego :)

      Usuń
  5. Hmm myślałem, że nie odpiszesz, a tu taka miła niespodzianka. Nie twierdzę, że jesteś gorszy z powodu twojej orientacji. W ten sposób obrażałbym sam siebie, a to by było głupie :D Dałeś mi trochę teraz do myślenia z tym jak faktycznie jest z moją orientacją. Ja to zepchnąłem trochę na boczny tor. Super, że masz coś, co cię rozpala, czyli fascynacje męskością. Zgodzę się, że jest pasjonująca. Ja miałem takie fascynacje więc cię rozumiem. A co do kobiet to nie potrafię powiedzieć tego jednoznacznie. Nie powiem, że kobiecość nie jest sexy, bo skłamię. Ma w sobie coś podniecającego chociażby cycki:)
    Napisałem poprzedni post, bo myślałem, że tak czuje każdy "gej":D Dzięki za to sprostowanie. A co do tematów to temat ojcostwa jest spoko, a mi bardziej chodziło o temat miłości geja i kobiety, jeśli takie coś jest możliwe :D Fajnie byłoby z Tobą porozmawiać nietylko w komentarzach :D Ale na mojego maila do ciebie nie dostałem odpowiedzi niestety.(Pisałem o prawach mężczyzn). Pozdrawiam!:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie twierdzę, że Ty twierdzisz, że jestem gorszy :)

      Cieszę się, że sięgnąłeś świadomością głębiej. Nie, nie każdego geja kręcą cycki - ba! Większość się wzdryga na samą myśl o nich :) Właściwie na tym polega bycie gejem ;)

      Jeśli kręcą Cię obie płcie - to super. To musi być totalnie fajne :)

      A na maila dostaniesz odpowiedź, spokojnie. Czas niestety jest na to wszystko potrzebny. A wierz mi, potrzeba go sporo.

      Usuń
    2. Że się tak wtrącę do rozmowy jeśli można :D Bycie bi, a tym samym pociąg to obydwu płci wcale nie jest taki fajny jakby się mogło wydawać. Może w teorii, ale w praktyce? Naprawdę daleko temu do bycia "fajnym". Jako "zadeklarowany" biseksualista mogę powiedzieć, że więcej z tym niestety problemów aniżeli pożytku, zarówno w funkcjonowaniu na gruncie bycia singlem oraz w związku. Ale z drugiej strony, nie mogę chyba narzekać na nudę :D

      Usuń
  6. Świadomości :D Nic wielkiego, dzięki ;)
    Ja mam full czasu więc trochę nie rozumiem, ale wiem, że inni mają go mniej :D Mam nadzieję, że kontakt z tobą będzie częstszy chociaż przez maila. Bo kogoś takiego ciężko spotkać haha :D Ciekawiło mnie tylko jeszcze czy wierzysz w Boga albo identyfikujesz się z jakimś systemem wierzeń, ale nie będę Cię o to męczył. Twoja wola czy chcesz to rozwijać. A co do orientacji to myślę, że lepiej być pewnym jednej płci, bo podwójny wybór to czasem podwójny problem :D A na maila będę czekał choćby 10 lat :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ciekawiło mnie tylko jeszcze czy wierzysz w Boga albo identyfikujesz się z jakimś systemem wierzeń".

      Nie :)

      "A co do orientacji to myślę, że lepiej być pewnym jednej płci"

      Tego nie wiesz, bo nie masz porównania. Masz tylko swój mózg do myślenia. I historie, jakby to było, gdyby było inaczej - historię, bez potwierdzenia w faktach (bo nie jest inaczej).

      Ale spoko, dojdziesz i do tego :)

      Usuń
  7. Czy dojdę? (Bez skojarzeń!):D hmm może z czasem. Zawsze masz mądre psychologiczne odpowiedzi no i rację w tej sprawie :) Powodzenia w dalszym odkrywaniu świata. Trzymaj się :D

    OdpowiedzUsuń
  8. ps.
    Tu się sprawdzą słowa Szymborskiej "Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono" :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć,

    jestem na trochę innym etapie niż Ty. Albo innego rodzaju.
    Też mam chwile czystości, klarowności. O dziwo, najczęściej się zdarzają gdy jadę na uczelnię pociągiem. Wtedy to w pociągu widzę i się dziwię że Hindus, i Arab i gruba murzynka to jedno i to samo. Ten sam gatunek, siostra i brat. I widzę świat, drzewa, ptaki i siebie- to przecież wszystko jest jedno i to samo. Właśnie świat, jeden, niepodzielny obrazek, na którym nieraz dostrzegasz kontury puzli. I nieważne co się stanie, czy z obrazu zniknie ptak, czy Hindus, to mimo tego że pozostanie zmieniony, to będzie taki sam.

    Nie medytuję. Tak po prostu czasem miewam. Tylko czasem sobie myślę, czy każdy tak ma, czy nieliczni? A może to tylko etap w moim życiu który minie?

    Myślałeś DreamWalkerze o stworzeniu bloga po angielsku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wielu ludzi miewa takie olśnienia.

      A o blogu po angielsku nie myślałem. A powinienem? :)

      Usuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca