SZYBKIE INFO:

HOT NEWS!

Obczajcie HomoFascynacje - nowe, gorące opowiadanie zawitało na ich łamy :)

niedziela, 24 sierpnia 2014

Błogosławieństwo samotności - jak czerpać energię z niebycia w towarzystwie



Na Ziemi jest już ponad 7 miliardów ludzi. To liczba zdecydowanie zbyt wielka, byśmy mogli ją przedstawić obrazowo. Wyobrazić sobie można grupę 10, 20, 50 osób. Ale nie 7 miliardów.

A będzie nas jeszcze więcej.

Wg ONZ - w 2050 roku ludzkość będzie liczyć już 9,5 mld jednostek. A gdy będę zamykał swe oko (prawdopodobnie koło 2070 roku - jeśli dobrze pójdzie [bo geny mam dobre]) - z pewnością jeszcze więcej.

Na tym tle samotność może okazać się prawdziwym... luksusem.


***

Gdy myślimy "samotność" - mamy w głowach generalnie dość kiepskie obrazy i nie czujemy się najlepiej. Samotność kojarzy się z udręką, smutkiem, cierpieniem...

Od paru lat popkultura próbuje nam zaszczepić inne skojarzenia - ludzie samotni to ludzie wyzwoleni, używający życia, hedonistyczni.

Jednak ja chciałbym Ci pokazać samotność z jeszcze innej, nieco mniej reklamowanej strony - od strony rozwoju osobistego.

Samotność to... kreatywność


Nasz mózg wykorzystuje ok. 30% zasobów, by wciąż zastanawiać się nad różnymi rzeczami niezwiązanymi z tym, co aktualnie robimy.

Oczywiście takim stanom sprzyja samotność, bo o wiele ciężej zastanawiać się nad różnymi aspektami życia czy problemów, gdy jesteśmy w pętli interakcji z drugą osobą - wtedy bowiem analizujemy jej mowę ciała, głos itd.

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego odkryli, że "mózg zastanawiający się" jest o wiele bardziej kreatywny i szybciej rozwiązuje problemy.

Obserwacje psychologów pokrywają się także z moimi doświadczeniami - stanów najwyższej kreatywności zawsze praktycznie doznawałem w samotności - bez obecności innych osób. Pojawiały się olśnienia, koncepty, inspiracje.

Nagła obecność kogoś innego potrafiła wybić mnie z tego cudownego stanu, w którym moja krew zdawała się mieszać z krwią bogów; w którym czułem się, jakbym miał wgląd z prawdziwą tkankę Wszechświata.

Badacze zauważyli, że ekstrawertycy co prawda brylują w towarzystwie i są mistrzami pierwszego wrażenia, ale to introwertycy są tymi, którzy chętnie ciężko pracują w samotności, po czym wracają z większą liczbą ciekawych pomysłów i rozwiązań.

Samotność to... rozwój.



Byron Katie - twórczyni genialnego systemu zmiany przekonań The Work - mawiała, że umysł rozwija się w ciszy. Bo tylko w ciszy jest w stanie usłyszeć sam siebie - swoje błagania i prośby - i dotrzeć do jądra swoich przemyśleń, do struktury swojego ego.

Żeby kogoś bliżej poznać - musisz z nim spędzać czas. Jak więc poznać siebie inaczej, niż spędzając czas z samym sobą?

Albert Einstein spędzał w samotności długie godziny - wciąż na nowo wyobrażając sobie, jakby to było podróżować na snopie światła. Podobnie Leonardo da Vinci - on podobno patrzył godzinami w pustą ścianę, wizualizując na niej różne koncepty i myśli.

Byli wtedy sami.

Dawno temu czytałem także artykuł, w którym badacze dowodzili, że większość pisarzy przestała tworzyć najlepsze dzieła po tym, jak... ożenili się (tudzież wyszli za mąż :)

Co prawda nie proklamuję tutaj samotności życiowej i singlowego stylu życia tylko po to, by utrzymać wysoki poziom twórczości - tylko zaznaczam, jak wspólne zamieszkanie z kimś (i co za tym idzie - pozbawienie się wielu godzin spędzanych samotnie) potrafi negatywnie wpłynąć na kreatywność i być może motywację.

Samotność to... wolność.




Będąc w towarzystwie, automatycznie wskakujemy w wyuczone role: kolegów, przyjaciół, konsumentów, obywateli, przechodniów. Dzięki tym społecznie wdrukowanym konceptom mamy jasność, co nam wolno, a czego nie wypada.

W samotności zdejmujemy te maski.

W samotności stajemy się uwolnieni od tych pęt, które nas ograniczają. Oto możesz się rozebrać do naga, wyrazić dowolną emocję (np. wkurw - czego byś nie zrobił, gdyby w pobliżu był ktoś inny), robisz też wtedy to, co naprawdę chcesz.

Wyobraź sobie przez moment, że jesteś jedyną osobą na Ziemi. Być może okazałoby się, że np. nie potrzebujesz być bogaty ani ładny.

Samotność to... rzeczywistość.



Zamykając się w seriach społecznych interakcji, nieskończonych pętli wymiany komunikatów z innymi ludźmi, rzeczywistość nam umyka. Konwersując, wpadamy to w coraz to inne generacje snów i ułudy - śniąc nieswoje sny o sukcesach i porażkach, planach i wspomnieniach.

Tylko będąc w samotności mamy tę niezwykłą okazję, by dostrzec to, co jest tu i teraz - jedyną prawdziwą rzeczywistość, której prawdziwości nie trzeba udowadniać - bo dowodem na nią jest nasze aktualne doświadczenie.

Dlatego uwielbiam samotność.


Nauczyłem się tego.

Podobnie, jak jeszcze wcześniej nauczyłem się w samotności cierpieć - dzięki romantycznym filmom, które jednoznacznie ochrzciły samotność czymś złym i wynaturzonym.

Na szczęście wpadłem w romans z samotnością - w długich i pustych godzinach ucząc się tego, jak okiełznywać swoje myśli, jak świadomie nimi sterować, jak kontrolować swoją fantazję, wzniecać ją i gasić.

Samotność to okazja, by wejrzeć w siebie.

By wyostrzyć swoje wewnętrzne postrzeganie siebie. Wyczuć wszelkie niuanse swojego myślenia.

I nie przejmuj się, że czasem zrobi Ci się smutno - smutek jest okazją do refleksji nad swoim życiem i czasem także do podjęcia wielkich, nowych decyzji.

Osoby wiecznie wesołe są bezrefleksyjne, głupie w swojej nieskończonej radości (a skoro nie ma osób, które byłyby wiecznie wesołe - nie ma także osób w 100% głupich).

Samotnością rozkoszuję się jak opakowaniem wykwintnych czekoladek.

Słucham interwałów cyknięć zegara, patrzę, jak chmury majestatycznie suną po niebie a przebłyski słońca ukazują się pomiędzy chwilami refleksji; czczę rzeczywistość w każdym otaczającym mnie detalu, rozkochuję się w tym, co aktualnie czuję - bez względu na to, czy jest to "pozytywne" czy "negatywne".

Przeciągam każdy łyk aromatycznej herbaty aż do lubieżności.

Wczuwam się w swoje ciało z pełną zagorzałości ciekawością i eksploruję jego ukryte zasoby. Uczę się, gdzie swoje filie pozakładały różne emocje i przemyślenia (bo myślimy nie tylko mózgiem, ale całym układem nerwowym, który rozpościera się wszędzie).


Korzystaj zatem ze swoich chwil samotności - bo już niebawem, w przeludnionym świecie promującym ekstrawertyzm, może się okazać towarem deficytowym.

Zdrowej samotności Ci życzę!

20 komentarzy:

  1. Świetny artykuł. Ja niestety w samotności zawsze dochodze do wniosku że wszystko wokół nie ma najmniejszego sensu i że ludzie to mentalni troglodyci bez głębszych przemyśleń. Jakbym żył w czasach dekadencji. Pewnie powiesz, że stosuje podświadomie jakieś mechanizmy obronne, ale czuje że to coś innego. To tak, jakbym znał drogę przez labirynt i widział wokół ludzi, którzy staneli przed ścianą w ślepym zaułku, poirytowani i wkurzeni na samych siebie, którzy tak bardzo nie chcą się cofnąć, że w tych zaułkach pobudowali sobie mur i w nim siedzą. Umysłowi zombie, niezdolni do perspektywicznego myślenia. Uderza mnie to zwłaszcza czytając co dzieje sie aktualnie na świecie. Czuję się tak, jakbym żył na tym świecie stanowczo za długo. Jakbym miał zbyt otwarte oczy, nie potrafiąc już cieszyć się będąc w błogiej nieświadomości jak dziecko, które cały dzień bawi się jedną zabawką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.
      A teraz pytanie: Czy to jest dla Ciebie problem? I jakie konsekwencje niesie ze sobą wiara w taki system przekonań? Jakie relacje z innymi budujesz, jeśli wierzysz, że inni to "mentalni troglodyci"?

      Usuń
    2. Tak, jest to problemem. W świetle tego, wszelkie motywacje ulatniają się. Wszelkie chęci z tej perspektywy nie mają sensu. W ciągu dnia pytań "Po co to wszystko" jest zbyt wiele. A brak motywacji to porażki po porażkach za cokolwiek się wezmę. Brak we mnie ślepej chęci, żeby zrobić coś dla siebie. Relacji jest mało. Buduje je z wąską grupą osób które w moich oczach są warte tych relacji. Z ludzmi którzy dla mnie są czegoś warci. Ale nawet oni nie są w stanie wyjrzeć za pobudowany przez siebie mur, przez co czuje sie, mimo ich obecności, sam. Jak ktoś nieśmiertelny, kto poznał zbyt dużo tajemnic i historii, kogo nic już nie dziwi, nie zachwyca. Patrze na innych i widze jak błądzą w swoim umyśle a ja nie potrafie im pokazać innej drogi, bo podświadomie już nie chcą jej znaleźć. Inni, nawet najbliższe osoby są dla mnie jak księga z początkiem i zakończeniem, które znam. Jakbym widział jak sie rodzili i jak umarli, ciągle błądząc.

      Usuń
    3. Powiedz mi - po co człowiek wytwarza takie przekonania? Co mu to daje? Ok, poczucie lepszości, wyższości - tak myślę. Po co mu takie uczucie? Narzędziem do osiągnięcia czego jest taki system przekonań?

      Usuń
  2. Nie czuję się lepszy lub wyższy od innych. Podziwiam ludzi, którzy doszli daleko. Ale mam jednocześnie wrażenie, że gdyby widzieli świat w całokształcie, zupełnie zmieniłoby sie ich postrzeganie. To nie tak, że wytworzyłem takie myślenie bo tego chciałem. To bardziej twór który sam powstał po analizowaniu tego co sie dzieje wokół mnie. Ludzie sukcesu, którzy zamkneli sie w swoich dziedzinach niczym autyści z którymi nie ma tematów do rozmów. Ludzie ślepo dobrzy, którzy albo już są w tarapatach, bo są wykorzystywani przez innych albo jeszcze jakimś cudem na takich nie natrafili. Ludzie pełni przekonania o swoich krzywdach, którzy sami je wyrządzają, bo "to zupełnie inna sprawa" lub "po której ty jesteś stronie?". To nie narzędzie. To stan umysłu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie czuję się lepszy lub wyższy od innych."

      Czy to prawda? Czy z takim systemem przekonań można się czuć na równi z innymi ludźmi?

      Masz przekonanie, że widzisz świat w całokształcie.

      Czy możesz być pewien na 100%, że nie istnieje nic, czego byś nie widział? Jakie są konsekwencje takiego myślenia? A gdybyś je odrzucił, zakwestionował? Gdybyś przestał w nie wierzyć, być może znów zacząłbyś dostrzegać świat takim, jaki jest - a więc jako nieskończoną kombinację zdarzeń zmysłowych, niewyczerpalne i tajemnicze źródło informacji. Biorąc to na logikę: umysł, który próbuje opisać Wszechświat, nie może nigdy stworzyć modelu Wszechświata tak doskonałego i szczegółowego, jak on sam. To, co myślimy o świecie, to zawsze duuuuuże uproszczenie. Tam jest o wiele więcej i nigdy tego nie pojmiemy.

      "To nie tak, że wytworzyłem takie myślenie bo tego chciałem. To bardziej twór który sam powstał po analizowaniu tego co sie dzieje wokół mnie."

      Oczywiście. Takie twory powstają w wyniku nieprzyjemnych doświadczeń i nazywają się mechanizmami obronnymi. Ich celem jest niedopuszczenie do tego, byś znów doświadczył czegoś przykrego.

      Sprawdźmy, czego.

      Wyobraź sobie, że to Ty jesteś ograniczony, walisz głową w mur, a inni widzą całokształt świata. Jak się czujesz? Znasz skądś to uczucie? To jest TEN trop właśnie. Przed tym się najprawdopodobniej bronisz.

      Problemem jest, gdy mechanizm obronny udaje rzeczywistość. Tak jest w Twoim przypadku. To wariacja mechanizmu pt. jestem nieomylny. Myślisz, że naprawdę jest tak, jak to opisujesz - nie zdając sobie sprawy, że nawet Twój opis wciąż zawiera pominięcia, uproszczenia, generalizacje. Pomija sytuacje, w których Ty sam jesteś ślepy i walisz głową w ścianę. Myślisz, że takich sytuacji nie ma? Przyjrzyj się temu. I oswój z tym uczuciem - bo ludzie jest błądzić. Każdy błądzi, każdy ma klapki na oczach i każdy popełnia błędy. To normalne, ludzkie i po prostu to zaakceptuj - tak było zawsze, jest i będzie. Nie ma jednej prawidłowej metodologii, prawidłowego myślenia i rozumowania życia.

      "To nie narzędzie. To stan umysłu."

      Umysł jest narzędziem. Gorzej, jeśli udaje rzeczywistość.

      Usuń
    2. Problem w tym, że właśnie czytając wszystkie twoje wpisy, przestałem sie mylić. I to jest najgorsze. Chciałbym się mylić, ale scenariusze układają się tak jak myślę. Są tak przewidywalne jak ludzie wokół mnie, którzy są przewidywalni aż do porzygu. Oczywiście, że nie ma prawidłowej metodologii. Jest ich tak dużo jak dużo jest ludzi. Każdy ma swoją. Jestem na nie otwarty. Problem w tym, że inni, wybierając swoją, wartościują przez ten pryzmat resztę i są wobec nich wrodzy.Nie chodzi o model wszechświata. Chodzi o to, że prawdziwie głębokie umysły są tylko zamknięte w książkach, opowieściach. A ludzie wokół, pośród których żyję (oczywiście oprócz paru wyjątków) są stadem na "auto-pilocie". DreamWalker, nie czujesz nigdy niczego podobnego? Tak jakbyś kiedyś sie poparzył i widział jak dziecko sięga ręką do ogniska? Normalną myślą jest: niech sie poparzy, ma do tego prawo. Problem zaczyna się, gdy takie dzieci wokół masowo skaczą w ogień, cokolwiek byś im powiedział. Marnują życie albo sobie albo innym. Tak, mają prawo zmarnować sobie życie. Mają prawo oceniać innych według własnych wartości. Ale jak można życ wsrod takiej społeczności? Kiedy nic nie cieszy, bo widzi sie, jak swiat pogrąża się w wojujących ze sobą "metodologiach", które zamiast sie akceptować, niszczą siebie nawzajem. A wszystko jest tylko bilansem tych szkód. Najlepiej z tą świadomością zamknąć się w pokoju i starać sie robić swoje. Problem w tym, że cokolwiek byśmy nie robili, mamy do czynienia z innymi ludzmi. Błędne koło. A nie da sie zamknąć całkiem przed tym światem. W tym miejscu właśnie się znajduję.

      Usuń
    3. "DreamWalker, nie czujesz nigdy niczego podobnego?"

      Wiele lat temu, gdy studiowałem mądre książki, takie uczucie się pojawiało. Oto naród ciemny przede mną a jasność umysłu we mnie. O matko, jak żem się srogo omylił.

      Wyszło z Ciebie kolejne przekonanie: "Ludzie nie są tacy, jak być powinni."

      Trzeba ich zmieniać, naprawiać, są wadliwi. I jak zwykle spytam: Czy to prawda i czy możesz być tego pewien na 100%?

      Ludzie są doskonali - wybierają najlepsze opcje spośród tych, które mają. Nie można inaczej. Nie mogą być inni w danej chwili, niż tacy, jacy są. Ty natomiast walczysz z faktami. Póki walczysz - tak być powinno. Jak przestaniesz - to znaczy, że powinieneś przestać. Akceptuję Cię, pomimo, że piszesz o swoim zupełnie jednostronnym postrzeganiu świata.

      "Problem zaczyna się, gdy takie dzieci wokół masowo skaczą w ogień, cokolwiek byś im powiedział. "

      Ups. Wygląda na to, że ktoś tu wchodzi w nieswój interes. Wiesz jak to się kończy? Frustracją i bezsilnością. Świata nie zbawisz - ale swój model świata już tak. Jeśli popracujesz.

      Przymierzyłem sobie Twoje przekonania mentalnie i pomyślałem, jakbym się czuł, gdyby to, co piszesz, było prawdą. To nie było miłe uczucie. To jakiś niekończący się dramat z generacjami samobójców w roli głównej skazanych na autodestrukcję.

      Brrr.

      A ja widzę też coś innego. Widzę świat pełen ludzi, którzy żyją zgodnie ze swoimi poglądami, wybierają to, co uznają za ważne. Rozmnażają się, jedzą, budują, tworzą. A to prowadzi do przeróżnych konsekwencji. Tak było zawsze, tak jest i będzie.

      Widzę i dobro i zło, i brzydotę i piękno. Jednego i drugiego mamy pod dostatkiem. Ty wybierasz tylko to patrzenie / myślenie, które daje Ci to, co masz. A teraz poodwracaj myśli, które masz - znajdź alternatywy. I przekonaj się, że na świecie jest także sporo zupełnie innych rzeczy, których nie dostrzegasz.

      Jest jeszcze inna rzecz - być może masz przekonanie, które każe Ci tak właśnie patrzeć na świat. Być może widzisz siebie jako mesjasza, zbawiciela, mędrca, który ma misję zbawić ten motłoch ciemny i pusty. A skoro tak - to ciężko Ci będzie dostrzec mądrość innych ludzi, ich bystrość i geniusz. Bo mędrzec otacza się głupcami, by ciągle móc być mędrcem.

      Usuń
    4. To nie jest tak, że nie widze tego drugiego. Widze to, o czym juz wspomnialem (że są wyjątki). Są wyjątki ludzi, którzy dla mnie są bystrzejsi, bardziej genialni. Ale co z tego, że jest ich jakiś promil, jeśli cała reszta jest zupełnie inna. Codziennie śledze to co sie dzieje na Ukrainie. To co sie dzieje w Iraku, w strefie Gazy. Chciałbym widzieć to co ty widzisz. Ale musiałbym codziennie siebie oszukiwać i zaprzeczać temu, co widze, by tak było. Ślady dobra, geniuszu są, oczywiście. Ale zalane całą resztą gówna. A żeby cieszyć się tymi okruszkami dobra, musiałbym przez swiat kroczyć ze spuszczoną głową i wyczekiwać aż coś dobrego napotkam. Albo zamknąć sie w swoim pokoju. Nie potrafię cieszyc sie, widząc zło wokół. Musiałbym być ślepy na nie. Dlatego powiedziałem, że chciałbym być nieświadomy jak cała reszta, która jest dzieki temu szczesliwsza. Nie moge popracować nad "swoim modelem świata", bo kazdy z nich zalezy od ludzi, którymi sie otaczam. Chyba że byłbym pustelnikiem. Nie chodzi o to , że ludzie nie są tacy jacy być powinni. Chodzi o to, że są tacy jacy być nie powinni. Nie muszą być dobrzy, dopóki nie są źli. Ja też widze ludzi dobrych.

      "Ludzie są doskonali - wybierają najlepsze opcje spośród tych, które mają."

      Wiesz doskonale, że to nieprawda. Jest cała masa ludzi, którzy wybierają złe opcje, by potem móc narzekać, że nie mieli wyboru, chociaż mieli. Mnóstwo jest takich osób wokół mnie. Poza tym, najbardziej opłacalne jest to, by wykorzystywać innych nie patrząc na nich i na ich potrzeby. Mówisz tak, jakby nie było żadnych granic. No nic, ja dalej bede szukał rozwiązań, ale niestety póki co, jak to mówił jeden bohater "kiedy wyłączy się moralność, jest to całkiem niezła zabawa". Szkoda tylko, że trzeba żyć w "swoim wyobrażeniu" żeby to poczuć, zamiast w świecie jaki jest naprawde z całym tym gównem, który sie wokół dzieje.

      Usuń
    5. Szanowny Piotrze,

      Byron Katie - twórczyni systemu zmiany przekonań The Work - powiedziała kiedyś, że ludzkość przez całe stulecia próbowała zmyć ten paproch z ekranu, na którym ogląda projekcję świata. The Work natomiast pozwala zmyć paproch z projektora - czyli z tego miejsca, gdzie ten paproch znajduje się rzeczywiście.

      Nikt nie wyrwie Cię z tego, co myślisz o świecie i jak go interpretujesz. Myślisz, że ja nie oglądam wiadomości i nie wiem, co się dzieje na Ukrainie czy w strefie Gazy? Pewnie, że czasem - mimo rozlicznych kompetencji osobistych - też szlag mnie trafia, gdy widzę trupy dzieci na ulicy - trupy bezsensowne, niepotrzebne, będące skutkiem ubocznym wierzeń w absurdalne przekonania i zabobony.

      Ale nie pozwalam, by te negatywne emocje przejęły nade mną kontrolę.

      Bo wiem, że nie przydam się światu, będąc w nich zatopionym. Że będę gorszą wersją siebie, sparaliżowaną narzekaniem, zgnuśniałością i smrodem.

      Dlatego patrzę całościowo. I widzę, że świat składa się z milionów innych rzeczy, niż ludzkiej głupoty czy nienawiści. I akceptuję świat taki, jak jest. I ludzkość - ze swoimi wrodzonymi przywarami, ograniczeniami i debilizmem. CZY TO OZNACZA PRZYZWOLENIE? NIE. Gdybym mógł, to bym ich powstrzymał Powstrzymał Putina, powstrzymał Izrael i Palestynę. Ale jestem pokorny i wiem, że to leży poza moimi możliwościami na chwilę obecną.

      "Wiesz doskonale, że to nieprawda."

      Wiem doskonale, że to prawda. Ty natomiast nie wiesz - bo pomyliłeś swój model świata z rzeczywistością. Owszem - i w moim, i Twoim modelu świata są morderstwa, głupota i nienawiść ludzka. Ale podchodzimy do niej inaczej. Ty - z tego, co piszesz - z pełnym zaangażowania sprzeciwem, który spotyka ścianę (bo nie może być inaczej), co powoduje u Ciebie najpewniej tony frustracji i bezsilności. Ja natomiast akceptuję wyrok Wszechświata - na tym etapie rozwoju ludzkości musimy się wciąż zabijać, wciąż walczyć, wciąż konkurować. Dostrzegam też drugą stronę medalu - że te wojny do czegoś prowadzą, że być może są potrzebne, ale ja jestem za głupi, żeby wiedzieć na chwilę obecną, do czego.

      Zmyj paproch ze swojego projektora. Nadal będziesz oglądał film wojenny, ale z innym nastawieniem. Być może bardziej konstruktywnym, bo z Twojego wywodu płynie niestety smutna bezsilność. Twoja smutna bezsilność.

      Bo narzekasz na wojny, ale nie dostrzegasz jednego - że w swoich myślach też prowadzisz wojnę. Ze światem, z ludźmi, z ich głupotą. Myślisz, że masz w niej jakieś szanse? Póki co - w mojej opinii - jeśli nie masz cudownej mocy zmieniania ludzi - raczej tylko gnuśniejesz i marnujesz swój cenny czas, jaki przyszło Ci spędzić na tej planecie. Bo koncentrujesz się na tym, czego zmienić się nie da. Bo wyrażasz sprzeciw w sprawach, na które nie masz wpływu i które mają Twój sprzeciw w głębokim poważaniu.

      Jeśli serio chcesz zmienić świat - zacznij od zmiany swojego postrzegania, interpretowania faktów, postawy i emocji. Tak, by były one spójną machiną - napędzaną dobrymi emocjami i skuteczną.

      Kiedyś czytałem o kobiecie w Afryce, której nocą do domu wpadli żołnierze sąsiedniego kraju. Jeden z nich wymierzył w nią broń a ona wstała z łóżka, zatkała palcem lufę i powiedziała mu: "Kocham Cię". Przeżyła. Jak widzisz - jest miejsce na miłość, na spokój, na mądrość - nawet w środku wojennego horroru.

      Moja sugestia - zaznajom się z systemem zmiany przekonań The Work Byron Katie. Poszukaj więcej o nim na moim blogu i bierz się do Pracy - bo sporo jej przed Tobą. Ale tylko jeśli nie chcesz umierać w swojej małej wojnie z całą ludzkością.

      Usuń
    6. Mówisz pięknie, ale to niestety czysty populizm i ogólniki. Przypominasz mi ptaka w klatce, który interpretuje rzeczywistość wokół siebie tak, by nie dostrzegał krat. Tymczasem żeby przestać walczyć z ludźmi i ich głupotą, jak już mówiłem, musiałbym siedzieć w domu. Albo jeszcze gorzej, traktować innych ludzi jak stado zwierząt, które okazyjnie zderza sie ze mną a ja bez emocji wchodzę z nimi w interakcję. Bo nie da sie uśmiechać do ludzi, o których wie sie, że prostactwo mentalne pcha ich do podłości, bez zrozumienia innych. Jak moge sie uśmiechać do ludzi, skoro co drugi wg danych najchetniej by mnie zagazował. Znam Byron i znam The Work. Przerabiałem ją aż nazbyt wiele razy. Tylko że Praca opiera sie na mnie, nie na innych.Tymczasem chciałbym wiedzieć jak ty DreamWalkerze, radzisz sobie z tymi ludzmi. Unikasz ich? Przecież sie nie da. Wyłączasz emocje i traktujesz ich jak podrzędne jednostki w systemie, z którymi musisz korelować dla osiagniecia swoich celów, ale pozbawiony emocji godnej robota? Wiem, że nic nie zdziałam w tej wojnie. Problem w tym, że nie wiem jak działać nie zostając trybikiem w tym systemie. Jak można cieszyć sie 1/4 czasu szczęścia, jeśli 3/4 dziennego czasu otacza sie zombie. Bo dla mnie uśmiechanie sie i pytanie "jak tam minął dzień?" osoby, która jest ograniczona swoim murem pełnym negatywnych przekonań i stereotypów jest dla mnie pewną paranoją i zahacza o psychoze. A świadomość że twarz mi sie uśmiecha a głowa najchetniej potrząsnęłaby tym kimś wymaga ode mnie ciągłego grania, jak aktor. Nie wiem co jest bardziej chore w tym wszystkim.

      Usuń
    7. "ograniczona swoim murem pełnym negatywnych przekonań i stereotypów"

      Weź proszę przeczytaj swoje komentarze kilku osobom - i spytaj, czy wg nich są pełne pozytywnych czy raczej negatywnych przekonań i stereotypów. Jeśli oni do Ciebie nie dotrą, to trudno - będziesz z tym wszystkim żył dalej.

      "Tylko że Praca opiera sie na mnie, nie na innych."

      To, co piszesz, jest dokładną opozycją do Pracy. Jedno z rozszerzonych pytań The Work brzmi: W czyim interesie siedzisz? Swoim, innych ludzi czy Boga/ Wszechświata? Każdy interes inny od swojego przynosi frustrację i rozczarowania. Tylko, że tego trzeba doświadczyć i sobie uświadomić. Tkwisz w interesie Boga i innych ludzi w 100%. Nie napisałeś ani słowa o swojej postawie (choć z Twoich słów postawę można odczytać) - ciągle piszesz o tym, czego zmienić się nie da.

      "Tymczasem chciałbym wiedzieć jak ty DreamWalkerze, radzisz sobie z tymi ludzmi."

      Nie "radzę" sobie z nimi - bo "radzić" sobie można z chorobami, przeciwnościami, problemami. Nie osądzam nikogo, nie klasyfikuję, nie wrzucam do mentalnych przegródek. Świat to dla mnie strumień doświadczeń, na którym ja serfuję jak na fali. Nie bawię się w te abstrakcyjne kategorie typu "jacy są ludzie" itd. Szkoda czasu. Każdy jest inny, każda sekunda różni się od poprzedniej.

      "Unikasz ich?"

      Trzeba mieć wiele negatywnych przekonań o ludziach, by ich unikać. Ja takich nie mam, więc nie mam powodu, by ich unikać. Tak samo, jak nie mam powodu ich gonić.

      "Wyłączasz emocje i traktujesz ich jak podrzędne jednostki w systemie, z którymi musisz korelować dla osiagniecia swoich celów, ale pozbawiony emocji godnej robota?"

      Nie mam ani jednego powodu, by wyłączać emocje. Emocje wyłączać chcą ludzie, którzy po pierwsze - doświadczają negatywnych emocji często (co jest konsekwencją zestawienia ich przekonań z rzeczywistością). A po drugie - tacy, którzy wyparli się negatywnych emocji - bo uznali, że nie powinni być: smutni, źli, rozczarowani, sfrustrowani, winni, zawstydzeni itd.

      Ja biorę te emocje, które się pojawiają, i je kontempluję.

      "Problem w tym, że nie wiem jak działać nie zostając trybikiem w tym systemie. "

      Cieszy mnie, że przynajmniej już zacząłeś zadawać pytania. Co prawda oparte o fatalne założenie ("jestem tylko trybikiem w maszynie" - fajna metafora społeczeństwa, nic tylko żyć), ale zawsze coś.

      "A świadomość że twarz mi sie uśmiecha a głowa najchetniej potrząsnęłaby tym kimś wymaga ode mnie ciągłego grania, jak aktor."

      Żyjesz w fatalnej rzeczywistości. To jest wielkie osiągnięcie, bo gdyby ktoś powiedział mi, bym ciągle grał jak aktor, to bym nie wiedział, jaki trzeba mieć mind set, by to utrzymywać. A teraz już wiem :)

      Twoja Praca nie jest skończona. Być może nie jest nawet zaczęta, bo - o czym mam nadzieję wiesz - samo przeczytanie książek B. Katie to za mało. Trzeba robić Pracę. A z Twoich komentarzy wynika, że chcesz zmienić wszystko prócz swojego myślenia.

      Życzę powodzenia!

      Usuń
  3. Zazdroszcze Ci otoczenia, w którym żyjesz, pracujesz i sie poruszasz - pełnym ludzi inteligentnych, pełnych empatii i zrozumienia. Gdzie "twój interes" jest czymś zależnym od ciebie a nie od widzimisie twojego wykładowcy/pracodawcy. Gdzie nie ma ludzi zawistnych, którzy, powodowani różnymi urazami w trakcie życia, tak nienawidzą swoich projekcji, że uprzykrzają im życie jak tylko mogą. Niepojęte jest dla ciebie jak inni ludzie mogą być czyimś "problemem". Z którym jakoś trzeba sobie poradzić. Twój sposób na życie to wgrywać sobie kłamstwo, które powtarzane wiele razy staje sie prawdą. Rozwiązałem wszystkie swoje problemy, które znalazłem dzięki The Work. Problem w tym, że zmiennej, którą jest człowiek, który źle mi życzy, nie zmienię dzięki temu, chociażbym nałożył na niego milion różnych wizualizacji. Poza tym to u Ciebie przeczytałem, że co innego przyjaciele a co innego system-społeczeństwo. Efekt aury i golema itd, lawirowanie w systemie na jego zasadach żeby osiągnąć zyski, więc troche sie czuje jakbym rozmawiał z paranoikiem. Dajesz rady ludziom, którzy defacto ich nie potrzebują. Bo przecież mają zły obraz społeczeństwa, które w rzeczywistości jest świetne. Więc po co te wszystkie rady, skoro jest tak super? No chyba że nie jest. Naprawde nie ma dla ciebie żadnych granic? Ludzie mogą niszczyć innym życie, bo oni na to pozwalają? Ludzie mają prawo do nienawiści i uprzykrzania innym życia? A co, jeśli nie da sie ich omijać? Należy uciekać? Nie masz powodu do unikania innych, ale co, jeśli oni ten powód sami dają? Ja też swojego czasu nie wrzucałem ludzi do mentalnych przegródek, aż sie na tym zjechałem, raz, drugi, trzeci. Ludzie uczą sie nie segregować innych, poprawności politycznej a potem tworzą sie takie twory jak dżihad, któremu pozwoliło się na zbyt wiele, bo nie segregowało się innych. Nie wierzysz w zło, problem w tym, że ono ma to głęboko gdzieś. Nauczyłem się wiele od ciebie dzięki tym wszystkim artykułom. Wiem co nieco o podświadomości, projekcjach itd itd. Że ludzie mają prawo podążać swoją ścieżką. Że nie musimy ich lubić, ale to ich ścieżka, razem z jej plusami i minusami w oczach innych. Ale jednocześnie wiem, że to wszystko ma prawo istnieć tylko wtedy, jeśli ludzie zdrowo do tego podchodzą. Ty miałeś szczęście. Ja na swojej drodze spotykam non stop małe dziewczynki, którym ktoś kiedyś kazał sie uczyć ponad ich możliwości i które stały się tyranami na uczelni, nierozumiejące jak można nie uczyć się cały dzień. Chłopców, którzy poniżani stają się mężczyznami, poniżającymi innych. Homofobów, niezdolnych do zaakceptowania swojej części homoseksualnej natury, chcących spalić wszystkich gejów na stosie. Ludzi którzy zdobywają pozycje, by tych pod nimi wycisnąć jak robaki. Co wtedy robić? Jak mawiałeś "moja wolność kończy sie na czubku Twojego nosa". Przestrzegam tej zasady we wszystkim, co robie. Problem w tym, że mało kto tą zasadą się kieruje. Powiesz mi, że zostaje sąd itd itd. Ale zdajesz sobie sprawe, że nie trzeba łamać prawa, by zrobić jego życie nieznośnym. A i po sądach ludzie wcale nie czują ulgi, wręcz przeciwnie, to ich jeszcze bardziej wykańcza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Piotrze,

      Nieraz już rozmawiałem tutaj z ludźmi, którzy z kolei rozmawiali z własnymi projekcjami. Z doświadczenia wiem, że wiele tu nie zdziałam. Masz prawo interpretować co chcesz i jak chcesz. To tylko blog i tylko słowa. I myślę, że możesz potrzebować - mówiąc zupełnie szczerze i bez cienia złośliwości - pomocy profesjonalisty. Poszukaj jej proszę w odpowiednich miejscach. Ten blog takim miejsce nie jest.

      Łączę pozdrowienia,
      DW

      Usuń
    2. Hmm, tak coś czułem, że nie bedziesz mi w stanie pomóc. Nie mówie tego, żeby zrobić z siebie beznadziejny przypadek. Od mniej więcej pół roku podejrzewam u siebie depresje i do tego czasu sądziłem że poradze sobie z tym bez leków. Wygląda na to, że nic z tego. Ale dzięki za próbę. Bardzo miło i przyjemnie wymieniało się z Tobą myślami. Pozdrowienia.

      Usuń
    3. Na depresję składają się zazwyczaj dwa przekonania: "jest źle" i "nigdy nie będę tego mógł / umiał zmienić". One powodują dwie emocje: przygnębienie i bezsilność. Pracuj nad tymi przekonaniami poprzez kwestionowanie ich prawdziwości i znajdowanie antytez / zaprzeczeń / alternatyw oraz dowód, które je potwierdzają (czyli cały The Work). Oprócz tego zgłoś się do lekarza, który sprawdzi, czy rzeczywiście masz depresję i zaleci Ci odpowiednie postępowanie medyczne. Czasem bez leków się nie obejdzie, a - jeśli rzeczywiście masz depresję - to im szybciej zaczniesz je zażywać, tym lepiej. To nic złego mieć depresję i każdy czasem przechodzi takie stany.

      Łączę pozdrowienia,
      DW

      Usuń
    4. Przemyślałem sprawe i doszedłem do wniosku, że to co widze to wszystko prawda. Zrozumiałem jednak, że nie chodzi o to, że to prawda. Chodzi o to, że to tylko jej część. Część, w którą chciałem wierzyć. Nie wiem dlaczego, po prostu było to łatwe. Widzenie samego zła pozwalało mi nie być zaskoczonym kolejnym. Nie być zranionym. A przecież, życie bez tego byłoby nudne, czyż nie? W końcu o to w tym wszystkim chodzi, o pokonywaniu go każdego dnia, żeby świat był lepszy. Może nie cały, chociaż ten wokół nas. Ogólnie nie lubie seriali, ale niechcący natrafiłem na pewien amerykański. Nie miał jeszcze premiery w Polsce. Nosi tytuł "The Fosters". I paradoksalnie coś, co uważałem za papke dla zmęczonego mózgu, okazało sie tym, co najbardziej go pobudziło w moim przypadku. Pchnęło w tą dobrą stronę. Pokazało mi, że świat owszem jest popaprany, ale zło nie jest permanentne i ktoś kto w naszych oczach zrobi coś złego, może być w gruncie rzeczy dobry, ale popełnił błąd. Może to jest mój problem, że nie akceptowałem ich. W każdym razie - dzieki jeszcze raz za tą rozmowę.

      Usuń
    5. "Chodzi o to, że to tylko jej część."

      W końcu! :)

      "Część, w którą chciałem wierzyć."

      Wierzyć można w przekonania. Prawda dociera do człowieka. Jeśli jednak tylko połowicznie - to jest to prawda ułomna - a więc nieprawda. Widzieć połowę świata nigdy nie będzie równać się z widzeniem całego.

      "Widzenie samego zła pozwalało mi nie być zaskoczonym kolejnym. Nie być zranionym."

      Mechanizm obronny. Koncentrowanie się głównie na tym, co złe (podobnie, jak na tym, co pójdzie źle), miałoby Cię ochronić przed kolejną krzywdą.

      Tam najpewniej jest głębiej jeszcze inne przekonanie: Nie dam rady, gdy zło mnie dopadnie.

      Pomyśl, kiedy to się zaczęło. Czego doświadczyłeś, że zacząłeś tak myśleć o świecie?

      Moją matkę bił ojciec alkoholik, który wynosił pieniądze z domu, żeby pić. Wytworzyła mechanizm obronny - chronić pieniądze. Obsesyjna oszczędność na wszystkim. Cenę płacimy my jako rodzina. A największą ona - żyjąc w permanentnym strachu. Widzi, jak z każdego kranu leją się pieniądze. Jak każda żarówka nabija licznik. To wszystko prawda - tak jest. Nie da się zaprzeczyć, że zużywanie wody czy włączanie żarówki nabija rachunki. Czy jednak warto z tego powodu żyć w wietrznym lęku?

      A Ty: dasz radę. Skoro raz już dałeś i przeżyłeś - dasz kolejny raz. Zło dopadnie każdego z nas. W końcu znów spotkamy chama, buraka, psychopatę, debila. Znów dopadnie nas choroba, znów będziemy cierpieć. Pytanie: Jak chcemy żyć zanim to nastąpi?

      Będzie, co ma być - mądrość ludowa - głębsza, niż mogłoby się wydawać. Jest jak jest. Co się stało, to się nie odstanie. Postawa idealnej akceptacji. Czy bierności? Nie. Robisz swoje, żyjesz dalej, tworzysz, doświadczasz, podróżujesz.

      "Może to jest mój problem, że nie akceptowałem ich."

      Brak akceptacji dla świata boli tylko Ciebie. Świat ma gdzieś, co o nim myślisz.

      Zadawaj sobie pytania The Work, żyj nimi i niech doświadczenia Ci odpowiadają. Prawda zacznie do Ciebie docierać - najpierw małymi kroplami, potem coraz szerszym strumieniem, a potem po prostu zobaczysz, że całe życie miałeś ją przed oczami.

      Tak, jak ja zobaczyłem pewnego dnia - gdy byłem bardzo smutny i załamany po rozstaniu z kimś - że za moim oknem nadal jeżdżą auta. Nadal słońce świeci, ptaki śpiewają, wieje wiatr i kwitną boskie, zielone drzewa. Że ludzie nadal chodzą do pracy, że kosmos nadal żyje - na poziomie ziarnka piasku i galaktyki. Po prostu. To jest prawda - to, co masz przed oczami tu i teraz. Tu nie dzieje się nic złego, nawet jeśli w nasz kraj właśnie wycelowana jest głowica nuklearna. Nawet, jak widzisz przed sobą faceta, który mierzy do Ciebie z pistoletu - wciąż nic się nie dzieje. Wciąż tylko mierzy. Zło? Moment, w którym dostrzeżesz, że zło to sposób innych na rozwiązywanie swoich problemów - osiągniesz hiperempatię. Wszechzrozumienie. Oni sobie radzą. Ty też.

      Usuń
  4. Poraził mnie fragment: "Wyobraź sobie przez moment, że jesteś jedyną osobą na Ziemi. Być może okazałoby się, że np. nie potrzebujesz być bogaty ani ładny". Cały tekst do mnie przemówił, ale te 2 zdania szczególnie utkwiły mi w głowie, wywołały szereg wspomnień i przemyśleń.
    Robert

    OdpowiedzUsuń
  5. Znakomity tekst! Z komentarzy pod nim też wyniosłem coś dla siebie :) Koniecznie też muszę przeczytać tę książkę Byron Katie! R.

    OdpowiedzUsuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca