SZYBKIE INFO:

HOT NEWS!

Obczajcie HomoFascynacje - nowe, gorące opowiadanie zawitało na ich łamy :)

wtorek, 7 kwietnia 2015

DreamWalker Story [02]: Wyzwalające zakochanie w Bernardzie

Ja dziś - 7.04.2015

Zakochanie jest jak szalony żywioł. Przychodzi nagle i potrafi przestawić całe życie. Przeniknąć je na wskroś swoją totalną siłą. Budującą. Albo śmiertelnie niebezpieczną. Wszystko zależy od jednego: w kim się zakochałeś.

Pamiętam jak jeszcze w liceum ściągałem zdjęcia lasek z internetu (jeszcze wtedy baaaardzo raczkującego) i... waliłem konia, patrząc na nie. Pomyślałem tak: jeśli skojarzę widok kobiety z podnieceniem, na pewno pójdzie jak z płatka. Jakoś przerobię to swoje gejostwo na normalność.

A potem się zakochałem w chłopaku. I tyle z moich mizernych, żałosnych i naiwnych (z mojej dzisiejszej perspektywy) prób "wyleczenia" się z bycia gejem.

Problem był tylko jeden: ten chłopak był setki kilometrów ode mnie. I nigdy go nie spotkałem...

Choć skłamałbym, gdybym powiedział, że było to moje pierwsze zauroczenie.

Pierwsze miało miejsce w pierwszej klasie liceum. Do mojej klasy chodził pewien prześliczny chłopaczek o imieniu - przyjmijmy - Krystian.

Był typem klasowego głupka, który popisywał się przed innymi. I oczywiście uczył się kiepsko.

Ale to mi nie przeszkadzało. Strasznie mi się podobał fizycznie. To było jakby okolicznością łagodzącą dla wszystkich jego wybryków i występków. 

Czy się w nim zakochałem?

Serce mocniej mi waliło, gdy go widziałem. Lubiłem na niego patrzeć. Wydawał mi się prześliczny.

Ale czy to było zakochanie?

Dopiero w trzeciej klasie liceum (chodziłem jeszcze do tego czteroklasowego, przed reformą) okazało się, że nie. Że prawdziwe zakochanie graniczy tak naprawdę z czystym obłędem.

To nie deklaracja, że "on mi się podoba". To deklaracja "nie mogę bez niego żyć".

To narkotyk w czystej postaci.

Jak to się zaczęło?

Byłem wtedy redaktorem szkolnej gazetki. Nosiła zawadiacki tytuł "Byle do piątku".

Ktoś wpadł na pomysł, by napisać maila do laureatów pewnego bardzo znanego talent show, który emitowany był na Polsacie. I poprosić ich o krótki wywiad.

Oczywiście pomysł był naiwny, jak cholera. Niby czemu ludzie, którzy wtedy byli rozchwytywani przez media, mieliby odpisać redaktorom z pseudogazetki szkolnej. Ale spróbować by nie zaszkodziło, prawda?

I był wśród nich taki jeden koleś. Oj, też mi się podobał. I to bardzo, bardzo.

I gdy ktoś wydrukował adresy mailowe do wszystkich finalistów - ja oczywiście zadeklarowałem, że napiszę pytania do niego. Dajmy mu imię Bernard :)

Bernard miał wtedy 20 lat z plusem i był moim chodzącym ideałem. Robił sobie jaja na scenie, podbijał serca publiki i brylował zacnie w towarzystwie kamer.

Obserwowałem każdy jego ruch, oglądałem powtórki programów - tylko po to, by móc na niego popatrzeć chwilę dłużej.

I gdy na moim biurku wylądowała kartka z adresem e-mail do niego - moja wyobraźnia zaczęła szaleć. Wyobrażałem sobie, o co mógłbym go zapytać. Jakież to pytania mógłbym mu zadać. I co on mógłby na te pytania odpowiedzieć...

Serce waliło mi coraz mocniej i mocniej. Myślałem nad tymi pytaniami, a im bardziej myślałem, tym bardziej działo się ze mną coś dziwnego.

Odbijało mi.

Widziałem go oczami swojej wyobraźni. Myślałem, co może teraz porabiać. Myślałem, jakby to było, gdyby odezwał się do mnie tym swoim męskim, silnym głosem... I kolana mi się uginały.

Wiecie, kiedy do mnie dotarło, że się zakochałem?

Brałem wtedy prysznic i po prostu wraz z ciepłą wodą wręcz zalała mnie fala ekstazy i nieopanowanej euforii. Nie mogłem już dłużej oszukiwać się, że nie jestem gejem. Że nic nie czuję do mężczyzn.

To uczucie było tak totalnie piękne, tak cudowne, tak boskie w każdym aspekcie - że uznałem, że to wręcz niemożliwe, że może być złe.

To uczucie musiało być dobre. Po prostu musiało. To nie żadna choroba, to nie żaden defekt tak kochać. Wtedy, gdybyśmy się spotkali, a on poprosiłby mnie o to, bym się zabił, bym to zrobił.

Siedziałem w zamkniętej łazience i ryczałem. Ze szczęścia, że spotkało mnie takie uczucie. I z nieszczęścia, bo przeczuwałem już, że całe to upojenie pójdzie na marne.

Aż dziwnie mi o tym pisać teraz - będąc w pełni dojrzałym facetem. Pisać o tym durnym DreamWalkerze, który z tamtej miłości się narodził. Tak właśnie - ten mój pseudonim - pojawił się w mojej głowie właśnie podczas mojego pierwszego zakochania.

Bo nie mogłem nigdy spotkać mojego Bernarda. Nie było mi - jak to się mówi - to pisane. Mogłem go odwiedzać tylko w snach. Stąd też wędrowałem w tych snach dniami i nocami po Warszawie. I dlatego stałem się DreamWalkerem.

Wtedy jeszcze Warszawa nie kojarzyła mi się z Traumą, której miałem tam doznać za kilka lat. Ale o tym innym razem.

Głupio mi teraz, gdy się Wam z tego zwierzam.

Ale gwałtowność tamtego zakochania, narkotyczność tego absolutnie odlotowego doświadczenia pokazuje, jak bardzo byłem zdesperowany.

Bo byłem.

Byłem kompletnie samotnym chłopakiem.

Samotnym jak palma na środku pustyni.

Nie znałem nikogo, komu mógłbym się zwierzyć ze swojej inności.

Ojciec był wiecznie za granicą, matka - której kiedyś poświęcę zapewne osobny rozdział - była apodyktyczna i chłodna.

Koledzy? Sami hetero. Dokładnie co do jednego - jak jeden mąż - oglądali dupy na ulicy w czasach burzy hormonów.

A ja? Udawałem, że też interesują mnie laski.

To głupie, ale grałem hetero. I ludzie się na to nabierali. Serio. Serio - do dziś nikt, kto o mnie nie wie, nawet mnie nie podejrzewa. Wiem, że to nie tylko kwestia udawania czy pozy, bo tej się już wyzbyłem w dużej mierze.

To kwestia tego, że po prostu jestem dość męski :)

Męski, choć samotny. Ta samotność była jak klątwa, z której jeszcze przez wiele lat nie przyszło mi się wyzwolić w pełni.

Taka zła samotność, która dobija. Która szepce do ucha, że "chłopaku, nie jesteś warty miłości".

Na mojego maila z pytaniami do Bernarda oczywiście nikt nie odpisał. Mój mail zaginął gdzieś między gigabajtami innych wiadomości. 

Czy Bernard był chociaż gejem?

Jak się okazało wiele miesięcy później - tak.

Popytałem ileś osób i trafiłem w końcu na geja z Warszawy, który znał Bernarda. Mówi, że widuje go w gejowskich klubach. Ba! Dostałem nawet prywatnego maila do Bernarda!

Ale nic z tego nie wyszło. Wymieniliśmy kilka maili, powiedziałem mu, co czuję, a potem kontakt się urwał.

Czy było mi przykro?

Po paru miesiącach mentalnego romansu z Bernardem, moja miłość weszła na wyższy poziom. Stała się miłością uniwersalną, zdolną do przyklejenia się do kogoś innego. Więc za bardzo przykro mi nie było. Spodziewałem się tego.

Zabawne - bo potem opisali to naukowcy, którzy badali zjawisko zakochania. Stwierdzili, że zakochanie trwa do bodaj 3 miesięcy, a potem jesteśmy w stanie zakochać się już w kimś innym.

Tak czy inaczej - wtedy też uznałem, że gej nie może się zakochać w heteryku.

LOL, czujecie to?

Wyobrażałem sobie, że istnieje jakaś taka tajemna, magiczna sieć miłosna do przekazywania emocji czy informacji, która dba o to, by hetero zakochiwali się tylko w hetero, a geje tylko w gejach...

Co za naiwność, nie sądzisz? Tym większa, że już niebawem miało się okazać, że można się zakochać w hetero...

Zanim to jednak nastąpiło, stało się coś jeszcze bardziej dramatycznego. Powiedziałem o sobie swojej matce. I to - wierzcie mi - dostarczyło mi mnóstwa dodatkowych emocji...

Ale to już temat na kolejny wpis.

Tamto dziwne zakochanie wyzwoliło moją uciśnioną orientację. Zacząłem o siebie dbać, kupować lepsze ubrania. Powiedziałem sobie - świat mogę oszukiwać. Ale nie będę oszukiwać już więcej samego siebie. Jestem gejem. I to jest piękne.

10 komentarzy:

  1. Hmmm... Chyba nie pozostaje mi podsumować tego wpisu cytatem, który napiszę w pełni szczerze odnosząc też do siebie:
    Jestem gejem. I to jest piękne.

    PS bo tak naprawdę nie wyobrażam sobie innego życia, innej orientacji :)

    Inny25

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonała samoakceptacja. I cudowne uczucie.

      Usuń
  2. Opisujesz swoje życie, a dowiedziałem się wielu nowych rzeczy.
    Wielkie dzięki.

    Kusza92
    PS Czy mógłbyś umieścić wpis o książkach które warto, wg Ciebie, przeczytać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki też jest cel tych wpisów - byśmy wszyscy mogli się z tego czegoś nauczyć :)

      Pomysł z książkami ciekawy. Chyba tak zrobię :)

      Usuń
  3. Dobry wpis. Czyżby inicjały tego "Bernarda" to BH?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ze zdjęcia do wpisu wnioskować można, że męski facet z Ciebie, choć to tylko fragment, a pozory mogą mylić. Nie istotne w sumie to, ale wierzę na słowo o Twojej męskości. Swoją drogą wykazujesz się obszerną wiedzą i mądrością - to też w relacjach z ludźmi wychodzi nam na plus.

    Świetna droga do samoakceptacji. Mogę powiedzieć, że przeżyłem coś podobnego, bardzo podobnego, jednkaże pełna akceptacja nastąpiła zupełnie w innym momencie, znacznie później ;-)

    Bycie sobą jest wspaniałe, uwalnia i pozwala żyć pełną piersią, bez łańcuchów, poprostu bycie wolnym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko mnie odróżnić od hetero. Ma to swoje plusy i... minusy :)

      Dziękuję za miłe słowa. A pod ostatnim zdaniem podpisuję się wszystkimi dostępnymi członkami :)

      Usuń
  5. Piękne jest takie zakochanie, nieprawdaż?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne. I też przerażająco zabójcze. Z tym trzeba uważać jak z narkotykami :)

      Usuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca