SZYBKIE INFO:

Jeśli jeszcze nie przekonałeś się o wyższości seksu gejowskiego nad heteryckim - to dziś masz okazję ;)

piątek, 3 kwietnia 2015

Medytacja oddechowa - genialny sposób na nabranie dystansu do świata i problemów


Początkowo sprawa wydawała mi się nie tylko bezsensowna (bo po jaką cholerę siedzieć w bezruchu i wciąż koncentrować się na swoim oddechu?), ale także praktycznie niewykonalna (bo jakim cudem się nie rozproszyć po 5 sekundach?).

Ale zaparłem się i powiedziałem sobie: spróbuję. I zaskoczyło mnie to bardzo!

Co odkryłem?




20 minut - tyle właśnie trzeba spędzić w spokoju, by hormony stresu krążące wraz z naszą krwią uległy rozkładowi. Z jednej strony to niby niewiele. Ale jeśli naprawdę człowiek się czymś stresuje - to nie myśleć o obiekcie stresu przez 20 minut wydaje się być próbą wręcz niewykonalną.

Ale myliłem się.

Początkowo bowiem sądziłem, że w medytacji oddechowej chodzi o to, by ciągle - bez najmniejszej przerwy - koncentrować się na swoim oddechu. Gdy tylko łapałem się, że odleciałem myślami w bliżej nieokreślony kosmos - denerwowałem się na siebie. Cóż, mam naturę perfekcjonisty :)

Ale potem trafiłem na artykuł w Świecie Nauki (tłumaczony z Scientific American) o korzyściach płynących z medytacji (także oddechowej). Naukowcy badali, jak działa mózg w trakcie usilnych prób skoncentrowania się na oddechu. I okazało się, że nawet zaawansowani w technikach medytacji mnisi buddyjscy także na zmianę koncentrują się i dekoncentrują.

I odkryłem coś.

W medytacji oddechowej wcale nie chodzi o to, by ciągle i bez najmniejszej przerwy koncentrować się na oddechu - bo to niemożliwe. Chodzi o to, że gdy złapiesz się na podróżach astralnych, po prostu łagodnie wrócić do koncentracji na oddechu. I tyle. Bez obwiniania się, że coś poszło nie tak.

I wtedy odkrywa się coś jeszcze.

Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Nagle obraz obiadu i myśl, czy dostarczył mi witamin. Czy ten kotlet na pewno był zdrowy? Zaraz, zaraz. Wróć. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech... Ale Angela miała fajną fryzurę na studniówkę. Założę się, że połowie jej uczniów stanął drągal na jej widok :) Ej, zaraz. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech....

Czaisz?

Myśli kiełkują. Rosną. Prowadzą Cię po swoich torach, skojarzeniach. Od punktu A do B. I nagle, gdy wracasz do koncentracji na oddechu, obcinasz je u podstaw. Jakbyś je golił do poziomu ziemi. A one po jakimś czasie znów kiełkują. Więc znów je ścinasz, wracając do świadomego oddychania. A potem znów.

Uczysz się, jak zabijać myśli w zarodku.

Zanim wpadniesz w ich sieć. Zanim zaczną Cię prowadzić jak króliczek Alicję. Uczysz się je rozpoznawać. Widzieć ich absurd, bezsens.

I odkrywasz także, że stan bez myśli - w którym świadomie oddychasz, w którym jesteś świadomie tu i teraz (oddech zawsze jest w teraźniejszości) - jest Twoim stanem podstawowym.

Nie odczuwasz tam ani euforii, ani obaw. Ani radości, ani smutku. To stan idealnego balansu.

Po 20 minutach "gaszenia" pożarów myśli w swoim umyśle - otwierasz oczy. I jesteś jak dziecko, które dopiero się urodziło. Zdziwionymi oczami ogarniasz świat. Jesteś czystszy.

To zdecydowanie stan, o który warto się starać.

2 komentarze:

  1. Dzieki za ten artykul! Wlasnie ten blad za kazdym razem popelnialem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Od lat praktykuję medytację pustki, przebiega ona podobnie. Wielu radzi początkującym, by skupiali się na oddechu, dla mnie to był jednak zbyt duży dyskomfort, poza tym wolę koncentrować się bezpośrednio na tworzeniu "wewnętrznej pustki". To, jak często się dekoncentruję zależy od stanu ciała, psychiki i... wszystkiego. Wiele minut potrafię nie myśleć i utrzymywanie tego stanu jak najdłużej jest kluczowe dla robienia postępów. Po 20-30 minutach medytacji czuję spokój, jednakże jeśli wtedy ją przerywam, mam lekkie zawroty głowy i uczucie ciężkości. Jeżeli natomiast kontynuuję medytację, robi mi się lekko, aż w końcu nie czuję już ciała ani kiełkujących myśli, tylko Moc ciskania gromów :) Najtrudniejsza część to utrzymywanie tego ostatniego stanu, wytrwanie w nim, o ile to w ogóle możliwe. Najpewniej trzeba nauczyć się zachowywać równowagę emocjonalną (endokrynologiczną) w obliczu różnych skrajnych odczuć, zarówno złych i dobrych. Wtenczas będzie można pójść jeszcze dalej w swym poznaniu.

    OdpowiedzUsuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca