SZYBKIE INFO:

HOT NEWS!

Obczajcie HomoFascynacje - nowe, gorące opowiadanie zawitało na ich łamy :)

niedziela, 1 listopada 2015

Geje i starość - czy powinniśmy się bać?


Mamy dziś dość ponure święto - ale to też święto, które skłania do refleksji nad przemijaniem, starzeniem się i śmiercią. I o ile samej śmierci się nie boję, to boję się tego, co może dziać się nim ona nastąpi. A perspektywy nie są niestety najlepsze. Szczególnie dla geja. Szczególnie w Polsce.

Czy jest cokolwiek, co możemy zrobić?


Popkultrua traktuje starość jako chorobę. Proponuje się "leki" na starość - botoksy, kwasy hialuronowe wstrzykiwane w każdą obwisłą część ciała, złote siateczki, cudowne kolageny i oczywiście operacje plastyczne.

Eksperci przewidują, że już za parę lat na każdym osiedlu będzie miniklinika, w której każdy będzie mógł leczyć się ze starości. Starość jest passe. A kto nie ma kasy - będzie, tak jak to ma miejsce teraz na Zachodzie, zamykany w "gettach" - osiedlach ludzi starych i opuszczonych przez rodziny.


Jaki los czeka nas, gejów?

Już teraz jest cierpko i gorzko. Nie myślimy o tych starszych homoseksualnych facetach, którzy - bez rodzin, bez dzieci, bez żon i mężów - siedzą i umierają w samotności. Udajemy, że temat nas nie dotyczy, bo przecież mamy te 20, 30, 40 lat.

W tym roku skończyłem 30 lat. I wraz z pierwszym powiewem jesieni poczułem, co znaczy przemijanie. Że coś się symbolicznie kończy i zaczyna. Mojej twarzy nie przeorał jeszcze czas - dbam o skórę, wcieram retinol, koenzym Q10 - ale w końcu konstrukcja kolagenowa zacznie więdnąć jak kwiat, co mu wód w wazonie brak.

I od pewnego momentu nie będę już dostawał tych żenujących propozycji seksów na fellow, bo już nie będę dżusi i dżezi - dołączę do śmietnika homo-śmieci, odpadów, starzejących się facetów, których nikt nie potrzebuje.

Geje wyznają kult młodości.

To przykre, ale fellow to bazar ciał i kremowanych twarzyczek. Póki co mi to nie przeszkadza, ale kiedyś pomysły na odmładzanie się skończą lub okażą się nieskuteczne. Ileż można oszukiwać przyrodę?

Dziś mam wszystkie włosy na głowie, ale za jakiś czas moje zakola pogłębią się jak kryzys w strefie euro, a te resztki wiechci, które będę miał na głowie, posiwieją i zrobią się suche.

Każdego z nas czeka ten smutny los, bo wszyscy musimy umrzeć.


Jedyne, co pozostaje, to zacząć budować poczucie swojej wartości na czymś innym, niż na wyglądzie.


Trzeba oferować światu coś więcej, niż piękne oczka, pudrowany nosek i seksi wygląd na stosie fotek na Instagramie.

Trzeba uruchomić w sobie pokłady intelektu i energii serca - by nie zostać wyrzuconym poza obieg. Przyciągać i zatrzymywać ludzi dobrymi emocjami, empatią, zrozumieniem a także ciekawą dyskusją.

Zawsze chciałem, by po mojej śmierci zostało po mnie coś więcej na tym świecie, niż stos selfików. I już wiem, że zostanie. Moje książki, ten blog, który też pomoże mam nadzieję przyszłym generacjom gejów lepiej i mądrzej żyć.


Starzeć się z godnością - czy to możliwe? Historia mojej babci:

Dziś taki dzień, że bierze mnie na wspomnienia. Wspomnienia o najdroższej mi osobie, która odeszła ponad 2 lata temu.

O mojej babci.

Opiekowała się mną od początku i zawdzięczam jej cudowne dzieciństwo - pełne smaku malinowych pomidorów z cebulą, solonych ogórków z jej działki, agrestu i porzeczek, którymi mnie karmiła. Zapachu niedzielnego obiadu drżącego w nasłonecznionym powietrzu salonu na drugim piętrze.

To najpiękniejsze wspomnienia, jakie mam w życiu.

Dlatego ja opiekowałem się przez 2 lata - ostatnie jej 2 lata życia, gdy najgorsze choroby zadręczyły jej ciało. Byłem przy niej do ostatniej chwili jej życia.

Pamiętam ten moment, gdy podałem jej ostatni obiad. Zjadła, powiedziała, że jej smakował, a potem jej wzrok stał się pusty.

Patrzyła na mnie na wylot, na przestrzał, jakby zaglądnęła właśnie z najgłębszą otchłań kosmosu, pustki.

Zamknąłem jej powieki.

Ciężko oddychała.

Wiedziałem, że nie ma sensu już dzwonić na pogotowie. Że to tylko przedłużyłoby jej agonię. Nie było już żadnego lekarza ani lekarstwa, które mogłoby ją wyleczyć. Lista chorób była tak niewyobrażalna, tak przygnębiająca, że nie pozostawiała żadnych nadziei.

Los zrobił z niej osobę całkowicie skazaną na łaskę otoczenia. Osobę, która przez ostatnie 2 lata nie mogła załatwić najprostszej czynności sama. Czy w przypadku takiego starzenia można mówić o godności?

Zmarła o 6:00 rano w nocy.

Nim jej ciało zostało wyniesione - przyłożyłem rękę do jej zimnego policzka i powiedziałem "Dziękuję".

Mam nadzieję, że jeszcze to słyszała.

Nie muszę odwiedzać jej grobu. Płomień, który symbolizuje moją pamięć o niej, płonie w moim sercu i zawsze będzie dla mnie bardzo ważny.

Pamiętam, jak wiele razy prosiła mnie, bym przedawkował jej leki. Albo zapomniał wstrzyknąć jej insulinę. By mogła zasnąć. Bo już nie chciała żyć. A ja nie mogłem. Musiałem ją podtrzymywać przy życiu, bo nie mógłbym potem spojrzeć sobie w twarz.

Nie mogłem zdecydować się jechać do weterynarza, gdy mój kochany kot Tygrys konał w bólach na moim łóżku. Bo wiedziałem, że jednym lekiem dla niego byłaby śmiertelna dawka leku usypiającego. 

A co dopiero mówić o mojej babci.

Tym właśnie jest kres życia. Kres życia to niestety sranie pod siebie i powolne konanie. Gdy jeszcze wokół jest rodzina - być może ten ból nie jest tak wielki. Ale jaka rodzina będzie wokół nas, gejów? Jaka rodzina podetrze nam dupę i przytuli? Jaka rodzina poda nam obiad i powie, że wszystko będzie dobrze?

Nawet, jeśli będzie to kłamstwem.

My, geje, jesteśmy "nieproduktywni". Z punktu widzenia nowej władzy - właściwie należałoby nas utylizować, bo przecież niczego nie wnosimy, nie rozmnażamy się, jesteśmy zbędnym skutkiem ubocznym jakiejś mutacji.

Czy ktokolwiek zajmie się nami w Polsce za te 45-50 lat - jeśli dane mówią, że będziemy wymierającym narodem starych, niedołężnych ludzi?

Być może najlepszym rozwiązaniem będzie zaplanowana, przemyślana eutanazja

Gdy człowiek znajdzie się już na skraju godnego życia - ale będąc jeszcze w pełni władz umysłowych - pożegnać się ze światem, z ludźmi, podziękować im. A następnie usnąć lekkim snem, w głębi którego nasze serca zatrzymają się.

I pozwolić zapamiętać się dobrze. Zostawić w głowie ludzi obraz, który byłby obrazem człowieka godnego, świadomie pogodzonego ze swoją śmiertelnością.

To przykry temat, wiem. Ale kiedy indziej mamy go poruszyć, jeśli nie właśnie dziś?

11 komentarzy:

  1. Szczerze mówiąc, to chyba nie mogę się doczekać starości. Bycia kimś takim jak Sir Ian McKellen, mieć gdzieś co ktoś o mnie myśli. Nie bać się iść ze swoim staruszkiem (niegdyś chłopakiem) za rękę, bo prędzej młodzi chłopcy dostaną w pysk niż starsi panowie.

    A rodzina? Jaka rodzina? Mam 24 lata, widzę ludzi, z którymi łączy mnie drzewo genealogiczne i mam wrażenie, że nic nas nie łączy. Nie podoba mi się zakładanie rodziny i "robienia" dzieci tylko po to, żeby miał się kto mną opiekować. Nie od tego jest rodzina, bo każdy z nas ma swoje życie, pracę, dom, itp. Nigdy nie chciałbym, żeby ktoś z rodziny musiał się mną opiekować tylko dlatego, że jest z mojej rodziny.

    A co do samej starości, to czy gej, czy hetero - stary i tak się zrobi, więc nie ma tu chyba większej różnicy ;)

    Pozdrawiam,
    inny25

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Dream!
    Oczywiście odpowiedzią jest Twój artykuł o domu dla gejów - liczę, że go założymy i problem będzie z głowy :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Poruszyłeś tu tylko temat gejów... a ile jest par hetero które z wyboru lub choroby, dzieci nie posiadają albo ludzie których dzieci giną w wypadkach, dają sobie radę!
    Wydaje mi się ze rozwiązaniem jest zaplanowanie sobie pogrzebu i opłacenie domu starców, których jest coraz więcej. Drugim wyjściem jest wyjazd za granicę gdzie można wziąść ślub wydaje mi się ze wtedy jest ławiej :)
    Może byłby inaczej gdyby geje kierowali się rozumem sercem i kutasem a nie tylko kutasem ...
    ~Dominik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem, czy tylko temat gejów? O ile wiem, to moja babcia była hetero.

      Sytuacja osób starszych jest w Polsce dramatyczna, wiem to z autopsji. Ale sytuacja gejów jeszcze gorsza - z racji tego, że często nawet nie mają potomków, którzy mogliby zająć się podstawowymi rzeczami.

      Dlatego dla nas sytuacja jest trudniejsza, szanowny Dominiku.

      Ślub za granicą? Spoko. Potrzebne Ci tylko zaświadczenie z Urzędu Stanu Cywilnego. Jak się dowiedzą, że się chcesz hajtnąć z facetem - kaprys urzędnika może przekreślić małżeńskie plany.

      No i radziłbym już zostać za tą granicą, bo w Polsce śluby homo nie są w żaden sposób przez prawo uznawane.

      Po 30-stce chyba gejowi krew z kutasa zaczyna wracać do mózgu - a propos Twojej dygresji :)

      Usuń
  4. Cholibka, nie ma co histeryzować. Można nie mieć rodziny i mieć towarzystwo i wsparcie i mieć rodzinę i być samemu. Człowiek będzie sam gdy wymrze mu nagle ponad 7 miliardów ludzi.Nie ma co rozpaczać. Posiadanie dzieci dla zabezpieczenia itp jest chore. My jako dzieci nie mamy obowiązku opiekować się rodzicami bo się na świat nie prosiliśmy. Za to rodzice winni są nam pomagać nawet jeśli już mamy 40 czy 50 lat. Ja marzę o byciu w związku przez np. 50 czy 60 lat a nawet byciu wdowcem choćby aby pokazać, że geje też mogą tworzyć udane związki. W internecie widziałem różne pary homoseksualne z ponad 60 letnim stażem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, że skłaniasz się ku eutanazji.Dom dla gejów w wieku starczym to też jakaś opcja.Ja jednak najbardziej boję się samotności.Nie znam niestety tak długoletnich związków homoseksualnych, a życie niesie ze sobą stałe zmiany i przeróżne pokusy.Jak dwóch facetów przejdzie przez kryzys wieku średniego? Jesteś właśnie w najświetniejszym okresie życia, mądrym ciachem, z którym można pogadać i mieć wspaniały urozmaicony seks.Narazie życie ciągle ci daje.Nastąpi jednak czas, kiedy zacznie niezauważalnie zabierać kawałek po kawałku bezlitośnie.Te fajne chłopaczki zaczną mówić Dzień dobry panu zamiast Cześć, jak się masz.To inni uświadomią ci, że już jesteś po drugiej stronie.Bardzo trudno jest złapać wtedy granicę między jeszcze atrakcyjnością i już śmiesznością.Ach szkoda gadać.Waste your time wisely.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj muszę przyznać Ci rację - nie tylko w tym fragmencie o mądrym ciachu :) ale także odnośnie do samotności.

      O ile znalazłem jakieś sensowne patenty na gniew, na zazdrość, na lęk czy smutek - to na samotność wciąż patentu brakuje. Widzę wzorce umysłowe, które samotności towarzyszą ("jestem sam, a cały świat dobrze się bawi gdzieś tam") - ale wciąż nie odkryłem metody, by to nieprzyjemne uczucie obezwładnić.

      Cóż. Mam na to resztę życia :)

      Usuń
  6. Drodzy Młodzi Dyskutanci.
    Bardzo utkwiły mi w myślach, do głębi pesymistyczne rozważania DreamWolkera w tym opisie. W wielu aspektach jest w tym wiele racji, ale tragizm egzystencjalny wcale nie musi być aż taki tragiczny jak to widzi nasz autor.

    PRZYSZŁOŚĆ BĘDZIE TAKA NA JAKĄ SOBIE ZAPRACUJEMY BĘDĄC W SILE WIEKU.

    Chcę podzielić się z Wami swoimi doświadczeniami, jako gej - senior, gdyż właśnie w tym roku stuknęła mi 60-tka. Wiek metrykalny jednak nie musi przekładać się na wiek biologiczny, ale to zależy już tylko od Ciebie, na ile postarasz się odpowiednio wcześniej o to zadbać.
    Zatem „starzenie się też może być piękne” – cytuję słowa autora.
    Mógłbym stanąć w szranki, w wielu dziedzinach (w tym atrakcyjności, sprawności, stylu bycia, inteligencji, itd….) z niejednym 30 czy 40-latkiem. Zresztą pracując z młodymi ludźmi i dyskutując z nimi na tematy życiowe, niejednokrotnie musiałem legitymować się dowodem osobistym, gdyż nie dawali wiary mojemu wiekowi.

    Będąc młodymi, atrakcyjnymi, pełnymi wigoru, z dużymi możliwościami seksualnymi, wydaje nam się, że upoważnia nas to do marginalizowania starszych (gdyż w ogólności, poza wyjątkami funkcjonuje takie podejście). Jakże krótkowzroczne jest takie myślenie. Zresztą w dyskusji pod artykułem dajecie temu dowód, że już po 30-tce niektórzy dostrzegają, że stają się mniej atrakcyjni, co jest złudne i oczywiście nieprawdziwe.
    JESTEŚMY TYLE WART ILE JEST TEJ WARTOŚCI W NAS.
    W żadnym wieku, nie będziemy w 100% wartościowi dla wszystkich i z tym trzeba się liczyć i godzić.

    Tyle dylematów pojawia się i w artykule i w komentarzach: KTO BĘDZIE SIĘ NAMI OPIEKOWAŁ NA STAROŚĆ?!.
    Posłuchajcie oto mojej opowieści, jak może być!
    Będąc 18-20-latkiem (lata 70-te), uczęszczałem do technikum i zakochałem się ze wzajemnością w moim nauczycielu. On miał wówczas 55 lat. Miłość i seks – idąc w parze – kwitły na całego. On otworzył mi oczy na życie, na świat. Nauczył mnie jak dokonywać wyborów, co przed czym powinienem stawiać, jak korzystać z życia i łączyć przyjemne z pożytecznym, aby była w tym równowaga. Z pokorą wsłuchiwałem się w Jego głos, choć przyznam, że wielokrotnie były spięcia i fazy niezgody (gdyż jakby nie było, była to różnica pokoleniowa). Po dłuższym byciu z sobą przekonywałem się po czasie, że Jego scenariusze - z którymi wcześniej nie zgadzałem się - urzeczywistniały się w przyszłości. Wychodziła w tym na wierzch Jego mądrość życiowa, której wcześniej nie doceniałem. On także miał się czego uczyć ode mnie, co niejednokrotnie podkreślał. Uczył się patrzeć na rzeczywistość oczami młodego człowieka, uczył się ode mnie nowoczesności.
    Po zdaniu matury poszedłem na studia, utrzymywaliśmy sporadyczny kontakt. Los chciał, że po ukończeniu studiów wróciłem do tej samej szkoły w roli nauczyciela. On coraz bardziej starzał się, miłość jednak nie wygasła, choć była to już inna jakość niż przed laty, tym bardziej, że w międzyczasie pojawiały się u mnie nowe fascynacje i miłości m/m.

    W wieku 68 lat mój kochany nauczyciel doznał wylewu, wylądował w szpitalu, później rekonwalescencja. Nigdy już nie powrócił do stanu normalności. Miał żonę i syna - która odeszła od Niego po wykryciu Jego upodobań – po 10 latach małżeństwa. Wyjechali na drugi koniec Polski, On został sam. Najbliższą Jemu osobą byłem ja, który do ostatnich dni życia był mu wiernym przyjacielem i opiekunem. Z wielką radością i oddaniem spłacałem niejako „dług wdzięczności” za to, kim dla mnie był i co mi ofiarował z siebie. Zmarł w wieku 76 lat.
    Dziś 19 lat po jego śmierci zostały wspomnienia, wizyty nad Jego grobem i realizacja testamentu, abym w podobny sposób pomagał innym. Dziś mam 60 lat, od 26 lat w stałym związku z partnerem, mamy spore grono znajomych gejów w różnym wieku i „dajemy” siebie wszystkim tym, którzy czerpiąc z naszego stylu życia i bycia, chcą budować swoje wartościowe relacje partnerskie. NIE NARZEKAMY I NIE BOIMY SIĘ O STAROŚĆ.

    Głowa do góry!

    Piergiorgio

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Piergiorgio,

      Z całego serca dziękuję za ten cudowny komentarz i wspaniałą historię. Jestem wzruszony i podniesiony na duchu :) Życzę wszystkiego najlepszego!

      Usuń
  7. Nie wierzę w ten 26 letni związek z jednym partnerem. Pewnie od lat jest coś na boku.

    OdpowiedzUsuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca