Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej
czwartek, 30 lipca 2009
Witaj w krainie Absurdu - czyli sztuka obśmiewania swoich problemów
niedziela, 19 lipca 2009
Narodziny lepszego Boga
Geju, udław się opłatkiem - czyli jak skutecznie unikać miłosierdzia Kościoła
poniedziałek, 13 lipca 2009
W jaki sposób Geje zapobiegli III Wojnie Światowej?
niedziela, 12 lipca 2009
7 prostych kroków, jak spieprzyć najlepszy związek - instrukcja obsługi
Oto przepis prosty i szybki, jakby rodem z Poradnika Domowego, bynajmniej nie by upiec ciastka, lecz by spieprzyć każdy, nawet najbardziej harmonijny związek. Wystarczyło wytężyć swe oko i ucho, by natychmiast wyłapać wzorce, które sprawiają, że dwoje ludzi ma siebie dość po pewnym czasie.
1. Idealizuj partnera.
Tak, oczywiście - on nie ma żadnych wad, bo jest księciem z bajki. Ma lśniący uśmiech, zawsze Cię wspiera, nie ma humorów, złych dni i nie wali fochów. Jest doskonałym kochankiem, przyjacielem, mężem, żoną, dziwką i szoferem. Idealizowanie partnera jest doskonałym sposobem na to, by się potem głęboko rozczarować, gdy okaże się, że on jednak dłubie w nosie, grzebie w tyłku, spóźnia się i marudzi, gdy pada deszcz.
Rada: akceptuj całość zachowań drugiej osoby - to podstawa, by się z nią znakomicie komunikować. Jeśli już chcesz wierzyć, że nie ma wad, to pojmij przynajmniej, że każda ludzka cecha czy zachowanie jest w pewnych sytuacjach cennym zasobem (zasób to coś, co pozwala nam osiągać nasze cele), np. Jest uparty? znakomicie - gdy ktoś zaproponuje mu ćpanie, dzikie picie, rozbieranego pokera - pewnie odmówi. Jest skąpy? Super! W dobie Wielkiego Strasznego Kryzysu to pożądana cecha. Jest niepoważny? Świetnie - ludzie poważni są tacy nudni! Itd.
2. Wymagaj od niego jak najwięcej!
Pamiętaj: bądź szczegółową informacją dla niego, co powinien, co musi i czego mu nie wolno. I w kółko przypominaj mu o tym zrzędliwym głosem. Prezentuj też postawę roszczeniową w każdym aspekcie Waszego wspólnego życia - przede wszystkim w łóżku (to sprawi, że będzie miał problemy z erekcją i wytryskiem!). A gdy nie spełnia Twoich wymagań - wal fochy (koniecznie z przytupem i melodyjką), obrażaj się i rób niekończące się wyrzuty. Przecież jego "usługi" Ci się należą, prawda? Niech to wszystko przypomina sytuację, w której Ty leżysz niczym kłoda, a on skacze wokół Ciebie i Cię obsługuje.
Rada: nie wymagaj, lecz posiadaj kryteria. To spora różnica. Wymagania zawsze wyrażane są modalnymi operatorami konieczności w 3 os. (on powinien, musi, nie wolno mu itd.). Powodują stres, konflikty i złość. Daj mu wolność - to największy prezent, jaki można dać osobie, którą się naprawdę kocha. I oczywiście miej swoje kryteria, które dokładnie, sensorycznie (obrazowo, słuchowo i "czuciowo") odpowiadają na pytanie, po czym poznajesz, że ktoś jest Twoim facetem (były o tym posty dawno temu, poszukaj w archiwum, bo to w kurwę ważna sprawa). Nie wymagaj od nikogo, by spełniał Twoje kryteria - pozwól ludziom wybierać. Informuj ich, po czym poznajesz swojego idealnego partnera i doceniaj każdego, kto zbliża się do Twojego zakresu.
3. Czuj się źle bez partnera.
Twój partner jest wybawieniem od problemów. To lek na samotność, frustrację, depresję - słowem - chodząca apteka ze specyfikami na każdą dolegliwość. Przy nim czujesz się zajebiście, bez niego - usychasz niczym kwiat w upale bez wody. Wtedy doskonale się od niego uzależnisz emocjonalnie i będziesz musiał go zażywać, niczym narkotyk. Tylko niech coś nie gra...
Rada: czuj się dobrze zarówno z partnerem, jak i z samym sobą w samotności. To da Ci niezależność emocjonalną i pozwoli zobaczyć coś poza partnerem. Zawsze polecałem, by ludziska najpierw ułożyli sobie w deklu wszystko, a potem pchali się do związków. Jak można stworzyć fajny związek, jeśli samemu jest się zjebanym człowiekiem z problemami? Związek - udany - to taki, w którym ludzie dzielą się przede wszystkim swoim szczęściem, a nie w kółko problemami. Nie chcę być w związku z kimś, kto jest ze mną tylko dlatego, że sam czuje się ze sobą źle i ja jestem lekiem na tę jego dolegliwość. Chyba nie o to tutaj chodzi, co nie?
4. Obarczaj go winą.
Nie czujesz się idealnie w swoim związku? Czujesz się niedopieszczony? Ignorowany? Lekceważony? Spaliłeś ciasto? Szef Cię opierdolił? Po co się zadręczać? Zrzuć winę na partnera! On wszystko przyjmie jak pies na garba. Co prawda potem odejdzie (i to nagle i zupełnie nieoczekiwanie), ale póki co -możesz sobie poużywać. Przecież to on jest źródłem wszystkich Twoich problemów - spowodował Twoją nerwicę, dziurę ozonową i pewnie to on zabił Kennediego!
Rada: sam rozwiązuj swoje problemy i naucz się brać odpowiedzialność za swoje błędy - w przeciwnym wypadku niczego się nie nauczysz. Jeśli ktoś się z kimś rozstaje i mówi, że "to jego wina" - znaczy, że nie wziął żadnej nauki z tego związku, że w ogóle nie widział swojego udziału w sprawie i że jego przykry los najpewniej się powtórzy. Wszechświat bowiem tak długo zsyła nam przykre doświadczenia, aż się w końcu nauczymy. Albo i nie. Poza tym - przeciwieństwem obarczania winą (tzw. rama winy) jest ustalanie wspólnego celu albo wspólnego stanu pożądanego, w którym pozytywne intencje obu stron są zaspokojone. Proste, co nie?
5. Podejrzewaj go o złe intencje.
Ten pomysł zawsze mi się podobał. Jego "złe" zachowanie (albo inaczej - oceniane przez Ciebie jako złe) oznacza, że on chce dla Ciebie źle - chce zniszczyć związek, zrobić Ci na złość, ośmieszyć, urazić etc. To przecież oczywiste. Ba! Przy odrobinie wprawy możesz podejrzewać go o złe intencje nawet wtedy, gdy nie ma ku temu żadnych podstaw. Np. spóźni się, a Ty zarzucisz mu, że zrobił to specjalnie, by Cię zdenerwować. To naprawdę cudowna metoda, by się z nim pokłócić.
Rada: oddziel zachowanie człowieka od intencji tego zachowania. To, co ludzie robią, a to, co chcieli dzięki temu osiągnąć, to dwie różne sprawy. Uświadom też sobie, że intencja każdego, nawet najbardziej podłego zachowania, jest pozytywna - co oznacza, że osoba zawsze na którymś poziomie chce osiągnąć coś dobrego dla siebie. Np. Twój partner uroczo rozmawia z kimś innym na imprezie - by wzbudzić w Tobie zazdrość. Po co? Oczywiście, by Cię upodlić, co nie? Bullshit - chce sprawdzić, czy Ci na nim zależy!!!!!!!!! Do kurwy nędzy, dlaczego tak mało osób to kuma? Jeśli chcesz się z kimś zajebiście dogadywać - rozmawiaj nie z jego zachowaniami, ale z pozytywnymi intencjami, które stoją za każdym z nich. Każdy z nas na którymś poziomie chce miłości, ciepła, zrozumienia, akceptacji itd. - tylko nie wszyscy znają proste i ekologiczne (nie szkodzące innymi i sobie) ścieżki, by to osiągnąć. Pod najgorszymi, najbardziej agresywnymi zachowaniami kryją się ludzie, którzy wołają o pomoc i pragną zrozumienia! Póki tego nie widzisz, nie stworzysz dobrego związku.
6. Uczyń go najważniejszą rzeczą w Twoim życiu.
Innymi słowy: uzależnij wszystko - swoją przyszłość, plany, marzenia, pragnienia i ich realizację - od Twojego partnera. Uwierz, że bez niego nie znaczysz nic, że on jest Twoim Słoneczkiem, po orbicie którego zapierdalasz niczym zagubiona asteroida. Broń Boże nie myśl, że idziecie wspólnie jakąś drogą! Chodzi o to, żeby uzyskać świetny efekt, gdyby coś szło nie tak - każda kłótnia czy rozstanie będą interpretowane jako zdarzenie pt. "życie mi się wali".
Rada: wciąż mnie to zastanawia. Gdyby ktoś powiedział, że "pieniądze są najważniejsze w moim życiu", inni powiedzieliby "wow, ale zjeb". Ale gdy ktoś wierzy, że partner jest najważniejszą osobą w jego życiu, to już ok. Ten rodzaj uzależnienia jest społecznie akceptowany. Matrix wyraża zgodę - uzależnij swoje życie od drugiej osoby w 100%! A może lepiej zdecydować się na bardziej wyważone podejście, co? Wiesz, kto jest najważniejsza osobą w Twoim życiu? Jeśli sądzisz, że nie Ty sam, to biada Ci. Partner jest ważny, ale nie najważniejszy. Tak, jak kasa, seks i inne wartości. Ty jesteś najważniejszy. Powołałeś do życia te wartości, by Ci służyły, a nie Ty im! Niech Twój związek będzie jednym z filarów, na których będziesz wspierał swoje życie. Jeśli jednak Twoje szczęście będzie domkiem na kurzej łapce, to będziesz miał zajebisty problem, jak Ci ktoś tą kurzą łapkę upierdoli. Miej wiele kurzych łapek. To mądrzejsze, szczególnie na terenach podmokłych :)
7. Bądź dla niego za dobry.
Właź mu w dupę każdego dnia: śniadanka do łóżka, kwiatuszki, romantyczne kolacje. W każdej chwili bądź gotów rzucić to, co robisz, by pędzić mu na ratunek - np. kupić majtki, które widział w sklepie, albo zrobić herbatę. Chodzi o to, żeby pokazać mu, że sam dla siebie nie masz szacunku i żeby zaczął traktować Cię jak niewolnika, sługusa, którego w każdej chwili można kopnąć w dupę bez żadnych konsekwencji. Pamiętaj - nigdy nie wolno mieć żadnych zastrzeżeń w stosunku do tego, co on mówi i robi, zawsze musisz się na wszystko zgadzać, przytakiwać. Nie wolno Ci się też denerwować, bo to przecież nieładnie się denerwować a w dobrych związkach ludzie się nie kłócą, prawda? Hahaha! I oczywiście bój się, że odejdzie od Ciebie - wtedy wyczuje to podświadomie, że się boisz i dojdzie do wniosku (równie nieświadomie), że musisz mieć jakieś ukryte wady, skoro się boisz rozstania (gdybyś miał świadomość, że jesteś dla niego prawdopodobnie najlepszą partią - nie bałbyś się, co nie?).
Rada: Owszem, bądź dla niego dobry, wspieraj go, gdy tego potrzebuje, służ swoimi radami. Natomiast zawsze miej do siebie szacunek i doceniaj sam siebie - a on pójdzie Twoim śladem. Czasem zostawiaj partnera samopas i pozwól mu poradzić sobie samemu z różnymi wezwaniami - nie jesteś jego niewolnikiem, terapeutą czy niańką. Twórz mu warunki, by czuł się dobrze, ale pamiętaj, że ostateczna decyzja, jak się będzie czuł, należy do niego. Jeśli on robi sobie kuku w głowie, to nie Twoja wina - nie powodujesz w nikim emocji - to ludzie reagują emocjami na to, co robisz. Problemem nie jest to, co robisz, ale to, jak czasem ludzie na to reagują. A reagują różnie.
***
Wszystko sprowadza się do tego, aby po prostu nauczyć się w pełni cieszyć drugim człowiekiem i ciągle zadawać sobie pytania: jak może nam być razem jeszcze lepiej?
czwartek, 2 lipca 2009
Metafory seksu - czyli jak można myśleć o seksie?
Gdy pomyślę o ilości konfiguracji, w jakich facet z facetem mogą uprawiać seks, to aż robi mi się miło, że urodziłem się Gejem :) Kobieta hetero może tylko w zasadzie leżeć i nara, nigdy się nie dowie, jakie to fantastyczne uczucie kogoś przelecieć, po męsku kogoś zdobyć i - za przeproszeniem - wyjebać aż mu się uszy będą trzęsły. Z kolei facet hetero nigdy nie poczuje, jak to fajnie być przeleconym, jak to jest ... się przed kimś otworzyć ;-) , oddać się komuś w całości. I choć pewnie powiesz, że moje przemyślenia są dość oryginalne, ale heterycki seks jest totalnie atawistyczny - uprawiają seks, by się mnożyć. Jak zwierzęta :P
Seks to jedno z paliw, jakimi napędzana jest nasza kultura - również kultura gejowska. Warto więc na moment pomedytować nad tym, jak o seksie myśleć, by czerpać z niego jeszcze więcej satysfakcji.
Zaobserwowałem kilka fajnych stylów myślenia o seksie, których używają Geje, by w kontekst łóżka przenosić zasady i wartości z innych światów. Żaden z tych stylów myślenia (metafor) nie jest ani dobry, ani zły - jest po prostu użyteczny. I - co najważniejsze - możesz zmieniać swoje myślenie o seksie, by uzyskiwać w tej dziedzinie zupełnie nowe rezultaty.
Zanim jednak przejdziemy do omówienia metafor - chciałbym Ci zdradzić w tajemnicy, że trochę obawiałem się tego tematu. Oto bowiem pisarska fantazja łączy się z tak wrażliwym i emocjonującym tematem, jakim jest seks. Co z tego wyszło..? Strach się bać, ale ciekawość jest i tak większa :)
Zatem seks jest jak... co?
Seks jak sport.
Znasz to? Metafora ta obowiązuje chyba od starożytnej Grecji. Kiedyś goście nacierali się olejkami i uprawiali zapasy, by potem przelecieć przegranego. Dziś wygląda to nieco inaczej. Jest sobie paker, ma foto strzelone z koma w lusterku, najlepiej pod prysznicem, ciałko umięśnione, ogolone. Od razu widać, że chuj jest dla niego jak sztanga; pchanie, niczym wyciskanie hantli. Hehe, choć to, co piszę, brzmi pewnie nieco sarkastycznie, uważam, że myślenie o seksie, jak o sporcie, otwiera całkiem interesujące możliwości. Pomyśl: bijecie razem rekordy, ociekając potem i ćwicząc jednocześnie mięśnie pośladków; robicie razem parę rundek, pchacie młotem (loool :) i takie tam.
Ten dość kontaktowy sport ma dwa warianty. Pierwszy - gdy współpracujecie, by razem osiągnąć metę (ja np. w kajakarstwie) lub gdy rywalizujecie, by stanąć wyżej na podium (jak np. w zapasach). Zauważ, że oba te warianty mogą dać interesujące rezultaty w seksie. Począwszy od idealnej współpracy, skończywszy na gwałcie i porzuceniu w rowie (zwycięzca pokonuje przegranego:)
Oczywiście myślenie o seksie w taki sposób ma tez kilka minusów - przede wszystkim jest to seks czysto techniczny, bezduszny, gdzie nie ma miejsca na czułości i gdzie liczą się tylko wyniki: jak najwięcej, jak najdłużej, jak najbardziej. Trzeba też liczyć się, że Twój kolega może też mieć kogoś innego na ławce rezerwowych, używać dopingu albo łamać reguły gry. Ten styl jest natomiast świetny, jeśli chcesz się z kimś spotkać raz i raczej się do niego nie przywiązywać. Możesz też go stosować, gdy jesteś w związku i znudziło wam się to, co robiliście do tej pory - ot, dla fun'u.
Kogoś, kto myśli o seksie, jak o sporcie, dość łatwo rozpoznać po języku, jakim używa: mówi o seksie czysto technicznie, opisując jego mechanizmy, koncentrując się na osiągnięciach, wynikach, rankingach (kto lepszy itd.). Zupełnie, jakby studiował atlas anatomii lub był po wykładzie z fizjologii człowieka.
Seks jak uczta.
To bardzo smaczna metafora seksu, której ludzie używają równie często, jak poprzedniej. Często słyszy się "ale ciacho, chętnie bym go schrupał" albo "zjadłbym Cię" itd. Podobnie, jak poprzednia metafora - ta również aktywuje ośrodek nagrody w mózgu. W seksie kulinarnym osoby traktują się, jak pyszne danie ("mój Ty baleronku, moja truskaweczko" :) Najpierw danie to trzeba odpowiednio przyrządzić (widzisz już tą bitą śmietanę na jego... ekhm:), odpowiednio zarumienić, by była smaczna i zdrowa. A potem naturalnie zjeść. Należy też na końcu polać ofiarę sosem, by smakowała jeszcze lepiej :)
I jest w tej metaforze coś ze sztuki, bo przecież gotowanie jest prawdziwą sztuką - jak najbardziej użytkową. I podobnie, jak w seksie - jej efekty często lądują w naszych ustach :)
Kiedyś opublikowano badania, że faceci jedzą w podobny sposób, jak się kochają. Możesz więc obserwując gościa w restauracji odkryć, jak uprawia seks. Jeśli wpierdala szybko, byle jak, byle co - to komentarza nie wymaga. Jeśli natomiast delektuje się posiłkiem, każdy kęs powoli żuje w ustach, to wróży ciekawą przygodę :)
Seks potraktowany jak wspólna uczta może być wręcz rytuałem czy obrzędem - ma swoje reguły, kolejność, porę dnia (lub nocy). Będą tam pewne rzeczy, które wypada i których nie wypada robić. I błagam - zróbcie to szarmancko, z kulturą, Panowie, a nie jak świnie przy korycie :)
Metafora ta jest doskonała dla ludzi, którzy są w związku - jest zarówno wyrafinowana, jak i wyszukana.
Seks jak polowanie.
Wersja dla odważnych, bo nieco brutalna. Kochanka traktujesz, jak zwierzynę, którą trzeba upolować. Oczywiście najpierw się ona ukrywa, broni, ale w końcu łapiesz ją w pościgu a potem delikatnie wgryzasz się w jej gardło, niczym lew sarence, pokazujesz, kto tu rządzi, kto jest górą. Oczywiście zwierzyna się wyrywa, więc Twoim zadaniem jest ją ujarzmić i zrobić jej dobrze pomimo braku chęci współpracy z jej strony. Zwierzyna jest ujarzmiona dopiero wtedy, gdy jest już totalnie zmęczona, pada na kolana i błaga o litość :) Oczywiście im bardziej się wyrywa podczas prób ujarzmienia jej, tym większe atrakcje nas czekają i tym większa potem satysfakcja, gdy już dojdzie do soczystego i spektakularnego zagryzienia jej:)
Proponuję też, by potem zamienić się rolami buhahaha. Bycie ofiarą też może być fajne :) I oczywiście apeluję o zdrowy rozsądek - niech to wszystko będzie ujęte w nawias dobrej zabawy, żebym potem w gazetach nie czytał, że jakiś facet zagryzł drugiego w łóżku, bo wziął sobie moje słowa za bardzo na poważnie:)
Seks jak taniec.
Gdy łóżko staje się Waszym parkietem, Wy tancerzami, seks jest tańcem a muzyka wyznacza tempo i puls waszej rozgrzanej do białości krwi. Tańcząc, jesteśmy w transie. Zapominamy o świecie, skupiamy się na powtarzalnych ruchach ciała, odlatując gdzieś daleko umysłem. Podobnie tutaj. W tego typu seksie finał nie jest aż tak ważny, jak proces - tulenie się, przybliżanie i oddalanie, harmonia ciała, wspólne tempo i rytm, lizanie się, dotykanie. Nie ma tu miejsca na rozmowy, na ustalanie szczegółów czy rytualizację - jak w metaforze kulinarnej - tu chodzi o 100%-owy spontan, zapomnienie. Nawet, gdy oboje osiągnęli już szczyt, tańczą nadal, zupełnie, jakby nic się nie wydarzyło, wzajemnie nasiąkając swoimi wydzielinami. Chodzi o rytm, nie finały. Na dyskotece nie ma finałów - wszyscy tańczą, aż opadną z sił i zasną gdzieś pod stolikiem.
Czy takie coś można zaplanować? Sądzę, że tak, ale to nie ma sensu - po prostu idziesz na żywioł. Warto mieć tutaj zaufanego, sprawdzonego partnera, bo poniekąd wyłączasz umysł, a więc różnie może być.
Seks jak akcja ratunkowa.
Pełen odlot :) Gdy ktoś nagle znajdzie się w ciężkim stanie - potrzebuje pomocy. I oto przybywa przystojny pan ratownik. Heroicznie rozdziera kamizelkę ratunkową i robi nieprzytomnemu usta-usta. On wciąż jednak osuwa się bezwiednie na poduszkę. Wtedy ratownik wyciąga swój nowoczesny sprzęt i reanimuje go - aż do utraty tchu. Nie zważa na nic, na siebie i na swoją przyjemność - przyjemność poszkodowanego jest najważniejsza. Trzeba zrobić wszystko, by znów miał orgazm jak zza starych, dobrych czasów :)
A potem oczywiście trzeba dać zastrzyk prosto w dupę, by wstrzyknąć mu trochę substancji odżywczych. Albo - gdy zajdzie taka konieczność - wpuścić sondę do przełyku lub odbytu, by szczegółowo zdiagnozować stan pacjenta. Taka gestro- lub kolonoskopia może bowiem uratować życie choremu i ujawnić szczegóły, które będą przydatne w celu postawienia ostatecznego rozpoznania i dalszego toku intensywnej terapii. A terapię trzeba oczywiście przeprowadzać regularnie i bardzo, bardzo intensywnie :)
Seks w stylu medycznym! Tego jeszcze nie grali, co nie? :) Już wiesz, skąd w heteryckim świecie biorą się dzikie fantazje o seksownych pielęgniarkach z wielkimi strzykawkami. W świecie gejowskim brakuje nam takich archetypów, więc niech będzie to zalążek - Pan Ratownik. Wystarczy zadzwonić (czynne całą dobe) by przyjechał na sygnale i uratował Cię od samotności, smutku i masturbacji.
Seks jak korepetycje.
Oto w drzwiach pojawia się Mieciu - niesforny uczeń. Jego nauczyciel jest, poza tym, że świetnie zbudowany i pociągający, oczywiście bardzo surowy i wymagający. Dziś będzie uczył go przyjemności - w czym naturalnie ma doktorat. Zadaniem Miecia jest uważne słuchanie i wykonywanie poleceń swojego nauczyciela - bo, jak nie to... pała :)
Nauczyciel uczy Miecia, jak dokonywać głębokich ANALiz, jak rozkładać się na pierwiastki i na łóżku, szukać wspólnego mianownika, konstruować trójkąty rozwartokątne itd. Mieciu jest ambitny i bierze sobie do serca i do buzi wszystkie wskazówki nauczyciela. Na koniec semestru bowiem Miecia czeka bardzo surowy egzamin ustny (i nie tylko ustny) z materiału, który został wyłożony. Mieciu musi mieć piątkę z różnych przedmiotów, takich, jak [tutaj wstaw najbardziej wyuzdane nazwy czynności seksualnych, jakie przychodzą Ci do głowy]. Sesja ma być długa i męcząca, ale czego się nie robi dla dobrych ocen :)
Poza oczywiście elementem śmieszności, jaki posiada ta metafora, ma ona też swoje drugie dno - dzięki niej możesz uczyć się, jak sprawiać swojemu facetowi przyjemność tak, by oceniał Cię jeszcze lepiej, niż dotychczas. Stajesz się profesjonalistą, zdobywając kolejne stopnie wtajemniczenia. Partnera traktujesz, jak Twojego nauczyciela w dziedzinie jego przyjemności. Może być ciekawie. Metafora dobra dla stałego związku - by obie strony mogły się uczyć, jak być lepszym w te klocki.
***
Czy to wszystko? Oczywiście, że nie. Miałem niezły ubaw, pisząc ten tekst. A Twoja wyobraźnia nie ma granic, zatem działaj - twórz własne metafory i baw się :)
-
Nowe HomoFascynacje! - *Hej! Wiesz, że powstała nowa wersja HomoFascynacji?* Nowe opowiadania + uwielbiana przez Was klasyka w nowych okładkach, gejowski sexletter oraz całodob...
TOP 10 miesiąca
-
Aktualizacja: 5.12.2015 - 52 pozycje Aby seks analny nie był... banalny - nim ruszycie dupą, trzeba najpierw ruszyć głową. Odp...
-
Seks oralny to taki ulepszony pocałunek. Otaczając swymi ustami czyjegoś drąga, wyrażamy więcej, niż 1000 słów: zachwyt nad jego ...
-
Gejowski seks można uznać za lepszy od hetero pod wieloma względami. Jest nam łatwiej, lepiej się rozumiemy w łóżku i do tego nie grozi nam...
-
Ten rodzaj gejowskich uciech cielesnych budzi chyba największe emocje. W końcu dupa zazwyczaj służy do czegoś innego. Jednak okazuje...
-
Kochani! Wiem, że wielu z Was odwiedza mnie tu w niedzielę w oczekiwaniu na nowe posty. Dziękuję Wam za wizytę! - niestety tym razem musze...
-
Wyrażają głęboki zachwyt nad ciałem i duszą partnera / partnerów. Są wizualnie wysłanym komplementem, cielesnym wyszeptaniem: "Kurw...
-
"To niesamowite" - mówią ci, którzy tego doświadczyli. Oczywiście na ten szatański pomysł mogli wpaść tylko geje :) Co prawd...
-
Małe, duże, grube, chude, proste i zakręcone. Różnorodność kutasów oszałamia. Jednak są takie, które od lat śnią się nam po nocach - ge...
-
Wszystkie niesprawiedliwości, jakich doświadczamy od wieków jako geje, Bóg postanowił nam wynagrodzić - dając nam męski punkt ...