SZYBKIE INFO:

Jeśli jeszcze nie przekonałeś się o wyższości seksu gejowskiego nad heteryckim - to dziś masz okazję ;)

sobota, 5 grudnia 2015

DreamWalker Story [08]: Moje twórcze szały


To było we mnie od zawsze.

Już jako dziecko miewałem napady twórczego szału. Jedni powiedzą, że to wena. Ale wena to chyba za łagodne słowo na stan, w którym się czasem znajduję. Twórczego pracoholizmu. Przymusu kreacji.

I choć to stan niesamowicie przyjemny, to jednak obarczony, jak się okazuje, poważnym ryzykiem...


Od zawsze wiedziałem, że kreatywność to moje drugie imię.

W szkole podstawowej drukowałem wszystkim legitymacje FBI. Powadziłem gazetkę szkolną. Rysowałem (z plastyki zawsze 6) komiksy, szkicowałem, brałem udział w przedstawieniach, wygrywałem konkursy poetyckie, projektowałem poziomy do gier komputerowych (na papierze - z cierpliwością buddyjskiego mnicha).

Napisałem też - jak to określiła moja polonistka - najlepsze wypracowanie w historii szkoły.

W szkole średniej wygrałem konkurs informatyczny. Komponowałem muzykę elektroniczną.

Potem założyłem e-magazyn. Napisałem do szuflady kilka książek i stosy opowiadań. Prowadzę kilka blogów.

Jak wspomniałem - od zawsze coś tworzyłem. Choć - by nie popaść w pretensjonalność - unikałem określania siebie jako artysta.


Twórcze napady - ile trwają?


Od wielu lat miewam kilkudniowe, czasem nawet kilkutygodniowe napady twórczych szałów.

To jest stan absolutnie niezwykły i piękny.

Wydobywam z siebie wtedy niesamowicie dużo energii. Nie muszę jeść i spać. Wszystko, co nie jest twórcze, jest dla mnie wtedy stratą czasu. Zagłębiam się w jakąś dziedzinę i tworzę.

Czasem są to opowiadania. Czasem poświęcam się rysowaniu. Czasem programowaniu.

Ostatni wielki twórczy szał miał miejsce na początku tego roku (2015). Trwał jakieś 6 tygodni. Czułem się jak Bóg, który bez skrępowania generuje nowy wszechświat. Zniknąłem dla świata w linijkach kodu. Tworzyłem grę.

Nie interesowało mnie kompletnie nic innego, jak właśnie tamto.

Każde naruszenie mojej świętej przestrzeni, zakłócenie procesu tworzenia, denerwowało mnie do niemożliwości. Staję się drażliwym samotnikiem, który ma wszystkiego i wszystkich dość.

Mój umysł wariuje.

Ciągle myśli o jednym - jak tworzyć więcej, lepiej, bardziej, dalej.

To czysta obsesja, nad którą ledwo panuje zdrowy rozsądek. Kładłem się spać o 4 rano, wstawałem o 9:00, szybko odwalałem swoje obowiązki a potem tworzyłem dalej.

Gdy się nużę tym, co tworzę, wena mija, wygasa jak ognisko.

Niedawno dopiero dowiedziałem (z ciekawego artykułu w Focusie) się, że to tzw. hipomania.

Prawdziwa mania to całkowita utrata kontroli nad swoim życiem. To okres dzikiego pracoholizmu, podczas którego ludzie wykańczają się totalnie fizycznie i psychicznie.

Moja "mania" jest nieco mniejsza. Daje się jakoś kontrolować. Dlatego to hipomania.


Genetyka twórczości


Okazuje się, że kreatywne jednostki mają geny, które sprzyjają rozwojowi tzw. choroby afektywnej dwubiegunowej. To poważna choroba, w której przeżywa się na zmianę okresy manii i depresji.

Wiem, że depresja za mną kroczy. Jest jak mój cień, którego pewnie nigdy się nie wyzbędę.

Ale w zamian za to przyroda dała mi dostęp do tych cudownych okresów twórczego haju. Przeżywam dzikie spełnienie twórcze. Czuję wtedy, że moje życie ma głęboki sens. Mam stan pt. "mogę wszystko".

Mam niespożyte pokłady energii i weny. Szybko kojarzę fakty, wymyślam setki rozwiązań. Co ciekawe - jestem też w tym czasie... niesamowicie napalony seksualnie.

Również ten blog powstaje po części w wyniku mojej przypadłości. Sami to pewnie zauważyliście, że miewam okresy milczenia, po których nagle następuje wysyp nowych postów.

Gdy to mija - jestem zdumiony, jak wiele pracy wsadziłem w to, co zrobiłem.

Według statystyk - największą szansę na zachorowanie na chorobę afektywną dwubiegunową mają... poeci i pisarze. Większą niż np. malarze czy kompozytorzy.

Cóż. Ze słowem pisanym mam bardzo wiele wspólnego. I prywatnie, i zawodowo. Klawiatura to moja siostra, z którą prawnie nigdy się nie rozstaję. Trudno mi sobie wyobrazić życie bez klepania ciągle jakiegoś tekstu.

Ja myślę tekstami.

Poruszają mnie teksty. Prowokują. Dają do myślenia. Inspirują.

Tylko raz miałem hipomanię, która nie dotyczyła kreacji. Lecz siłowni. Czytałem, jak ćwiczyć, odżywiać się, a potem leciałem na siłkę i ćwiczyłem po 2 lub 2,5 godziny.


A co, jak będzie gorzej?


Trochę mnie przeraża ta możliwość, że to wszystko się pogłębi. Że kiedyś być może nad swoją hipomanią stracę kontrolę. Że zagłębię się w proces twórczy tak bardzo, że jedynie leki będą mogły mnie zatrzymać.

Tym bardziej, że podczas okresu hipomanii potrafię zaniedbać sporo spraw.

Zalegają sterty brudnego prania. Ludzie na Facebooku skarżą się, że nie odpisuję. Myślami jestem ciągle w procesie tworzenia. Z trudem rozmawiam z innymi. WIELKIM trudem. Bo na niczym innym nie mogę się skupić.

Ważna jest tylko kreacja.

Choć praktyka medytacji zdaje się mocno przywołała mnie do normalności.

Takie mam wrażenie. Bo ostatnie hipomanie są już znacznie lżejsze, krótsze, płytsze, dające się w pełni kontrolować.

Z drugiej jednak strony... wciąż marzę o powrocie wielkiej, głębokiej hipomanii.

Nie ma nic przyjemniejszego, niż oddać się w pełni aktowi tworzenia. 

Sama już treść, którą tworzę, nie ma aż takiego znaczenia. Przynajmniej teraz to widzę - w momencie, gdy mój umysł jest spokojny. Tu chodzi o sam proces. O uczucie czystego przepływu.

Kocham je. Mam tylko nadzieję, że nie okaże się to moją pułapką...

PS Tutaj macie kwestionariusz, dzięki któremu możecie sami ocenić, czy przeżywacie okresy hipomanii. Więcej niż 14 punktów oznacza, że najpewniej tak. Ja zebrałem punktów... 17.

7 komentarzy:

  1. Hej Dream.
    Po prostu jesteś wariatem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam dokładnie tak samo jak Ty DreamWalkerze! Też prowadzę własnego bloga i podobnie jest ze mną, gdy raz jest wysyp wpisów a raz nie ma nic.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej Dream!
    Od niedawna mam kota. Wydaje mi się, że Ty również. Jeżeli to prawda to nie rozumiem dlaczego nie ma jeszcze artykułu o tym! Przecież koty to antydepresyjny cud natury.
    Moje życie wywrócił do góry nogami właśnie kot :-) Rasy Ragdoll - poczytajcie o rasie :-) Kot Harry :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam 23 na tak,
    Gdy miałem okolo 6/7 lat byłem u psychologa z powodu nadmiernej wstydliwości i leku gdy ktoś podnosili na mnie głos , nawet gdy miałem racje potrafiłem poprzeć słowo osoby która mnie o cis oskarżała , szczególnie w szkole .
    Dzis tak nie mam ale musze przyznać ze czasami w niektórych sytuacjach gdy chce stawić im czoło widzę przed soba tego małego chłopaka ( mnie)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem w tym momencie przerażony. Sam dużo piszę i kiedyś podejrzewałem siebie o dwubiegunówkę, aczkolwiek podczas psychoterapii się dowiedziałem, ze nie mam jej.
    Czy nie zamierzasz wydać tych książek i opowiadań?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka, wiesz - tu nie chodzi o to, czy masz dwubiegunówkę. Możesz - jak ja - miewać takie "napady". Trudno to uznać za jakąś wielką chorobę.

      A co do książek i opowiadań... masz na myśli te erotyczne? Może kiedyś gdzieś je podeślę :)

      Usuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca