SZYBKIE INFO:

Jeśli jeszcze nie przekonałeś się o wyższości seksu gejowskiego nad heteryckim - to dziś masz okazję ;)

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Patent, dzięki któremu w końcu dotrzymasz noworocznych postanowień


Naukowcy już dawno odkryli, że więcej szczęścia daje doświadczanie niż posiadanie. Innymi słowy - jeśli masz 2000 złotych, to wydaj je na wycieczkę niż na nowy komputer. Czy od tej reguły są wyjątki? I jak ją mądrze wykorzystać, by w końcu spełnić swoje noworoczne postanowienia?

Być może zawsze zadawałeś sobie to złe pytanie:

"Co chciałbym OSIĄGNĄĆ w tym roku?".

Brzmi niewinnie.

Podejrzewam, że w większości poradników samodoskonalenia takie pytanie pada na co najmniej paru stronicach. Jednakże ma ono swój mankament - skupia Cię na osiąganiu. Innymi słowy: na tym, w czego posiadanie chcesz wejść.

Jednakże każdy z nas podświadomie wie, że posiadanie nie czyni z nas wielkich szczęśliwców.

Rozejrzyj się dookoła - na pewno otacza Cię co najmniej parę rzeczy, które posiadasz. Np. Twoje spodnie, buty czy bielizna (zakładam, że nie siedzisz teraz nago i nie walisz konia do zdjęć z bloga :)

Gdy kupowałeś te przedmioty, cieszyłeś się. Ale to szczęście było ulotne.

Działa bowiem rzecz wielokrotnie przeze mnie przytaczana na łamach tego bloga - habituacja. To właśnie ten proces przyzwyczajania się i ignorowania powtarzających się bodźców sprawia, że w tej chwili nie czujesz nawet tego, że masz na nogach swoje skarpetki (no chyba, że o tym wspomniałem...).

Nie czujesz własnych skarpetek, więc jak - u diabła - masz się z nich cieszyć?

W tym roku więc zadaj sobie inne pytanie:

"Co chciałbym PRZEŻYĆ w tym roku?"

Mów, co chcesz, ale na mnie to pytanie działa o wiele bardziej emocjonująco :)

Pomyśl tylko - jest tak wiele rzeczy, które możesz przeżyć...



Skup się kolejno na różnych zmysłach: wzroku, słuchu, odczuciach (dotyku, zapachu, smaku).

  • Jakie widoki chciałbyś podziwiać w tym roku?
  • Co chciałbyś przeczytać?
  • Jakiej muzyki chciałbyś słuchać?
  • Jakich słów?
  • Jakie emocje chciałbyś odczuwać? Jakie mieć "poczucia"? (np. poczucie, że jesteś królem świata, że jesteś atrakcyjny, wyjątkowy)
  • Jakich potraw chciałbyś spróbować w tym roku? Co chciałbyś jeść?
  • Jakimi zapachami chciałbyś się otaczać?
Ponad miesiąc temu znalazłem się w raju na Ziemi - w Pałacu Saturna w Czeladzi (obok Katowic). 

Miejsce cudne - kompleks saun, w których siedzi się nago i zażywa kąpieli, syci różnymi wonnymi zabiegami. Cudowne doświadczenie w każdym calu. Nagość jest tam czymś naturalnym - nago pływa się w basenie i pije drinki - co też lubieżnie czyniłem :)

To doświadczenie planowałem już rok wcześniej, ale dopiero niedawno mogłem je zrealizować. To magiczne oczekiwania na wycieczkę, potem przełamanie swoich kompleksów aż w końcu zanurzenie się nago w świecie basenów i saun wszelkiego typu - miód i cud. Warte było każdej kasy.

Za tamtą kasę mógłbym sobie kupić np. nowy ciuch, ale na pewno nie cieszyłbym się nim w tej chwili tak, jak cieszę się tym doświadczeniem.

UWAGA: Czy zawsze trzeba planować przeżywanie miłych rzeczy. Intuicyjnie wydaje się, że tak. Ale jeśli dopiszesz do swojego planu, że planujesz przeżywać "zmęczenie, wyczerpanie na siłowni" - to może to przynieść miłe konsekwencje :)


Czy jednak kupowanie przedmiotów to zawsze ZUOOO?

Otóż nie.

Parę lat temu kupiłem sobie czytnik e-booków Kindle. Byłem (i wciąż jestem) jego desginem i estetyką podjarany jak flota Stannisa. A czytnik pozwolił mi także na wielogodzinne podróże po różnych światach - tych prawdziwych, a także tych zmyślonych.

Kupiłem sobie laptopa z dotykowym ekranem, z którego można uczynić tablet w każdej chwili.

Jeśli jesteś normalnym człowiekiem i kompa używasz do przeglądania Facebooka - to zapewne z tego użytku nie zrobisz wielkiego.

Ale jeśli trafiło na mnie - człowieka wchłoniętego przez cyberprzestrzeń i dla którego rzeczywistość jest tylko - jak to zabawnie ujęto - "przykrą chwilą między jednym klepaniem w klawiaturę a drugim" - to taki zakup był wytryskiem w dziesiątkę.

Z kolei smartfon w moim przypadku był niepowodzeniem.

Nie lubię na nim korzystać z Internetu, a poza tym - jak już zdarza mi się upuścić dom - to nie po to, by znów wciskać nosem klawisze. Choćby nawet te dotykowe.

Dla pewnych ludzi aparat fotograficzny będzie przepustką do krainy doświadczeń. Dla innych - skok na bungee, bilet na operę albo do aquaparku. Każdy z nas lubi co innego, ale żeby przedmiot przyniósł nieco więcej szczęścia - nie może być kupowany tylko dla samego faktu posiadania. I pochwalenia się nim w towarzystwie.

Ekstrawertycy często tak robią.

Kupują auta po to, by ładnie wyglądały na parkingu. Ja jeżdżę, by dojechać. I właściwie póki nie jest to 50-letnia Syrena z odpadającą kierownicą, to może być. Nie obchodzi mnie aż tak bardzo opinia sąsiadów na temat tego, czym jeżdżę. Ani jakie sobie na tej podstawie budują o mnie wyobrażenia.

No ale ja introwertyk, a to inne je przecie.

Ekstrawertycy inwestują kupę hajsu by ich domy wyglądały jak żywcem wyjęte z katalogu Ikei, która to - powiedzmy sobie szczerze - nie jest raczej ani wyrocznią gustów, ani stylów. Ekstrawetyków domy muszą się prezentować cudnie przed tabunami licznie odwiedzających. Modne tapety, trendy zazdrostki w oknach i płaskie TV, by wszyscy mogli się zachwycać.

Osobiście tego nie kupuję.

Ja chciałbym mieć prysznic w ogrodzie, wannę przy kominku w sypialni i wielką, mistyczną pracownię na poddaszu w stylu kolonialnym lub "morskim" - z widokiem na jezioro. No i bibliotekę. Wiadomo :)


Nie dla tłumów, bo ich tam nie będzie. Dla mnie, dla mojego doświadczania rzeczywistości i poczucia estetyki.

Takie zakupy sprawiałby mi dużą radość, bo wiedziałbym, że mógłbym cieszyć się tą pewną estetyką na długi, długi czas. Ach, te zalety bycia hipersensytywną osobą :)

To tyle mądrości na dziś.

Ponieważ to nasz pierwszy kontakt w roku 2016 - przyjmij proszę moje życzenia dobrego roku. 

Dobrze DOŚWIADCZONEGO roku :)

PS GIF w nagrodę za dotarcie do końca :)


11 komentarzy:

  1. Dzięki za wpis :) Wszystkiego dobrego hipersensytywna introwertyczna duszo, jakich mało wśród nas ale chyba dlatego jesteśmy tacy wyjątkowi i pożądani ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej DreamWalkerze ;)

    Zastanawia mnie jedno, dlaczego tak surowo oceniasz ekstrawertyków? I czemu tworzysz takie obrazy oparte na generalizowaniu? Ja np jestem introwertykiem i też chciałbym mieć ładny dom, niekoniecznie żeby sie nim chwalić, ale po prostu - lubie sie otaczać pięknem. Ty lubisz styl kolonialny - ja lubie minimalizm, modernizm i światło z wykorzystaniem drewna, betonu i szkła i mi np bardzo się podoba styl mebli z Ikei, nie mówie że wszystko tam jest piękne, bo wiadomo ta niższa półka jest raczej na małą studencką kieszeń (i taki był zamysł ikei) niż na przystrajanie powiedzmy, swojego gniazdka w którym chcielibyśmy spedzić powiedzmy jeśli nie reszte życia to przynajmniej kilka, kilkanaście lat. I dla mnie np, bardzo ceniącego surowy nordycki klimat Ikea jest pewnym wyznacznikiem stylu. Nie mówie że teraz wszyscy powinni kupować meble z Ikei (choć tak naprawde większość to robi bo w porównaniu z polskim bezguściem w branży meblowej Ikea to szczyt designu), po prostu przetrzegam przed nadmiernym szufladkowaniem (taki tam meblowy żarcik na koniec :) )

    pozdrawiam, Piterso

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zastanawia mnie jedno, dlaczego tak surowo oceniasz ekstrawertyków?"

      Surowo oceniam? Napisałem po prostu, że tego nie kupuję. Tyle.

      Doceniam ekstrawertyków w wielu przypadkach. Działają, podejmują większe ryzyko, lepiej adaptują się do zmian i mają wiele innych zalet.

      Jeśli zaś chodzi o kupowanie zabawek, by pokazaczyć przed znajomymi - raczej mnie do tego nic nie przekona.

      "bardzo się podoba styl mebli z Ikei"

      Masz do tego święte prawo.

      Natomiast u nas Ikea stała się ikoną nie dlatego, że akurat taki styl promuje (do którego też nic nie mam, jest estetyczny, choć mnie osobiście nie ujmuje), ale dlatego, że jest tania.

      Jakby tańsze było art deco, to połowa Polski miałaby już domy w stylu Wielkiego Gatsbiego :)

      Usuń
  3. Im dłużej czytam tego bloga tym bardziej się cieszę, że na niego trafiłem. A co do postanowień to, od nowego roku nie jem mięsa i zaczynam odkrywać wszystkie przepisy które do tej pory mnie omijały. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie jem mięsa" - więc jem... co? Jakich smaków chcesz doświadczać? Skup umysł na tym, czego ma doświadczać, a nie na tym, czego ma NIE doświadczać - łatwiej będzie.

      PS Cieszę się, że blog się spodobał :) Łączę pozdrówki!

      Usuń
  4. Dream działam tak juz długo mysle głownie o drugiej połowie... Nie tylko pod względem erotyczny ale o tym pózniej, układam w głowie jak to bedzie kiedy ten jedyny bedzie obok, jak bedzie wyglądał moj dzien jak bede sie z nim czuł. Ostatnio mam takie dni ze zycie wydaje mi sie bez sensu i wierze ze jak by pojawił sie on facet ktory by mi zawrócił w głowie wszystkie codzienne rzeczy stały by sie inne bardziej barwne. Wiem ze chaotycznie opisuje sorki tak mam :( 5 miesięcy temu skończyłem 18 lat a wciąż jestem 'nie tknięty' bo czekam na tego jedynego.. na ta pierwsza milosc. Kiedy kładę sie nago na moim ulubionym kocyku zamykam oczy i wyobrażam sobie jak on by całował mnie jak ja jego co był wtedy czuł gdzie jego dłonie dotykały by mojego ciała, wyobrażam sobie smak... smak mojego wymarzonego mężczyzny... i to uczucie które bym poczuł ze jest we mnie i juz nie jest nikim obcym dla mnie... Marze i wyobrażam sobie to prawie codziennie.
    Jak poznac faceta musze przez inetrnt czy jest szansa poznac go w 'realu' ?
    ~Dominik

    OdpowiedzUsuń
  5. WOW bardzo ciekawy wpis. Ja jestem ekstrawertykiem ale wiem że w sumie to jest takie sztuczne ale zmienić tego nie umiem :)
    Jak ktoś będzie mieć chwilkę czasu to zapraszam do mnie na bloga, dopiero zaczynam ale mam nadzieję że się spodoba ;)
    gay-life-style.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam pytanie do autora blogu (a może raczej dwa..). Od kilku lat uciekam w internet, tzn tak mi sie wydaje, że jest to ucieczka przed jakimiś emocjami, traumami, a nie uzależnienie bez powodu. Kiedyś nieświadomie, a ostatnio świadomie próbowałem z tym zerwać, nie chcac niszczyć sprzętu sformatowałem komputer i zniszczyłem nośnik ze sterownikami przez co już całkiem internetu nie miałem. Niestety to co przeżywałem nastepna dobe to była jakaś schiza.. totalny szok. Zmuszony byłem latać po mieście i szukac kogoś od kogo mogłem pobrać windows itd. Nigdy czegoś takiego nie czułem. Niektórzy uważają, że należy się zmierzyć z ,,demonem", czyli np. odstawić alkohol itp, a inni że nie należy walczyć z tym bo nałóg czy inne problemy to skutek, a oczyszczać mamy to co w głowie. Wtedy jakby nałóg sam odejdzie. Jak myślisz, która grupa ma racje? Chciałbym też sie zapytać o to jaką masz orientację.. niby to nie moja sprawa, ale skąd tak naprawdę wiesz, że to kim się czujesz nie wynika być może z jakichś traum/niechęci do kobiet? Bardzo pewnie się określiłeś, trochę mnie to dziwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie znaki na niebie i na Ziemi mówią, że jesteś uzależniony. Jak zresztą 99% ludzi, tylko że nie wszyscy są akurat od Internetu.

      Być może teraz jesteś zbyt słaby, by zmierzyć się ze swoim demonem. Ale przyjdzie taki moment, że będziesz chciał to zrobić. Ucieczka przed Twoimi własnymi emocjami jest bezcelowa - sam je wytwarzasz. Nie mogą Cię one zniszczyć bezpośrednio, to tylko emocje. A one ZAWSZE są przejściowe. Wierz mi - jakbyś sobie odciął neta na tydzień, to po tych 7 dniach na pewno nie srałbyś już tak, jak podczas pierwszego dnia.

      Zacznij może ostrożnie - od zadania sobie sensownego pytania: przed czym uciekam? Bo w tej chwili zdaje się masz przymus siedzenia przy kompie.

      Druga sprawa - ucieczka przed Internetem. Dokąd? Co miałbyś robić w zamian? Siedzieć i patrzeć w ścianę?

      Ja mam zawsze tony książek do przeczytania, czasopisma, setki pomysłów w "księdze pomysłów", które czekają na zrealizowanie. Niektóre na kompie, niektóre nie (np. ostatnio podnieciła mnie fotografia).

      Innymi słowy - mam DOKĄD uciekać :) Jeśli już musiałbym to robić.

      Najlepszym testem na uzależnienie od neta jest sprawdzenie, co się z Tobą dzieje, gdy wyłączą prąd lub padnie połączenie. Jak dziczejesz, to może warto zgłosić się do specjalisty od uzależnień. I mówię zupełnie serio - mogą Ci dać patenty na wyjście z tego sedesu.

      Co do drugiego pytania - wydaje mi się nieco absurdalne. Swoje posty ozdabiam setkami kutasów, strona ocieka spermą jak dworcowa dupodaja, a Ty mnie pytasz... jaką mam orientację? Seksualną? :D

      Nie pytasz o orientację w terenie czy coś? :D

      Orientacja jest wrodzona i tak naprawdę od zawsze się wie, czy jest się gejem czy nie. To oczywiste. Gorzej to przyznać przed samym sobą - przynajmniej na tej szerokości geograficznej.

      Skąd wiem, że to, kim się czuję, nie wynika być może z jakichś traum / niechęci do kobiet?

      Lubię kobiety. Nie brzydzą mnie - jeśli są zadbane (podobne odczucia mają heterycy). Nie czuję się przy nich zagrożony, gorszy, zawstydzony itd. itd. itd.

      Po prostu mnie nie jarają.

      Seks z kobietą byłby dla mnie przyjemny jak seks z tapczanem. Albo nawet mniej.

      Od zawsze - od momentu dojrzewania - jarali mnie faceci. Gdy miałem lat bodaj 11 czy 12, znalazłem w stosie makulatury starą gazetkę porno. A w niej zdjęcie pięknego, nagiego faceta. TAK się zjarałem, że waliłem 3 dni.

      I że niby z jakiej traumy się to wzięło? Kobieta mnie zgwałciła? :D

      Poza tym - w przeciwieństwie do Ciebie, gdy odstawiasz komputera - ja, gdy odstawiam faceta, nie popadam w schizy i traumy.

      Usuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca