Męski Anal - jak przygotować się do seksu analnego w roli pasywnej

Skondensowany i praktyczny mini przewodnik dla początkujących, którzy chcą dawać dupy bezpiecznie, zdrowo i przyjemnie.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Jak odróżnić prawdziwą miłość od jej imitacji?

Na moment, ale obiecuję - tylko na moment - zbaczam z objętego kursu i akurat w tym poście nie będę pisał o kolejnych ukrytych mechanizmach. Nie będę, bo pojawił się ważniejszy temat. Temat, jak odróżnić prawdziwą miłość od jej imitacji.

No właśnie - jak?

Gdy zamkniesz oczy i pomyślisz o miłości - pojawią się pewne obrazy. 99% ludzi zobaczy dwoje ludzi - całujących się, przytulających się, trzymających się za rękę. To jest to, co umysł może powiedzieć o miłości. To kryteria wejścia - jeśli warunki będą spełnione, umysł rozpozna miłość i zacznie działać (lub nie).

I to właśnie iluzja miłości.

Ten obraz tworzy umysł. A umysł - w całym swym bogactwie i złożoności - nic nie wie o miłości. Wie wiele o społecznych wdrukowaniach miłości, o tym, co instalują nam społeczeństwa, kultury, filmy, wzorce rodzinne. Ale czy to naprawdę miłość? Czy możemy być pewni na 100%? A co, jeśli wszyscy się pomyliliśmy?

Umysł to królestwo ego. Ego, czyli osobowość, to sztuczny twór, zlepek doświadczeń, wniosków, który niczym wirus w systemie, broni się przed destrukcją. Umysł jest mistrzem w oszustwie. Jeśli mu wierzysz - będziesz szedł jak owieczka na rzeź. Bo wszyscy idą. Bo nie myślisz, gdy odtwarzasz. I tylko powtarzasz za innymi.

Ego nigdy nie kocha, nie umie. Ego tylko czegoś chce.

Wiesz, jak sprawdzić, czy ktoś, kto deklaruje Ci miłość, kocha naprawdę?

Odejdź. Bez słowa. Bez wyjaśnień. I zobacz, co będzie się działo. Jak zareaguje, co powie. Prawdziwa miłość zawsze wspiera odchodzącego partnera. Prawdziwa miłość życzy mu wszystkiego najlepszego. Ta imitacja miłości idąca z ego będzie złorzeczyć. Zobaczy w Tobie wszystkie swoje najgorsze cechy. Przejrzy się w Tobie, jak w lustrze, przerazi się i zacznie Cię wyzywać. Przecież to niemożliwe, że ja jestem tak okrutny. To musi być ktoś inny...

Umysł - samooszukująca się maszyna. Ciągle potwierdzająca swoje racje. Niedopuszczająca do siebie niczego, co mogłoby zniszczyć pozytywny obraz ego i "prawdziwy obraz świata". Ego musi być dobre, ego musi być "użyteczne", by przeżyć. Będzie Ci mówić, że Cię chroni, że Cię motywuje, że daje Ci miłość - byle byś tylko go nie wyjebał.

Każda osobowość, w którą wierzysz, że nią jesteś, jest więzieniem.

Uwięziony umysł nie może kochać szczerze. Może tylko udawać, może tylko szukać dowodów na prawdziwość swoich absurdalnych, nieprawdziwych założeń. Powie Ci "Kocham Cię", byś Ty odpowiedział tym samym i żeby wzrosła jego samoocena. Będziesz dziwką w ramionach drugiej osoby, przyrządem do mentalnej masturbacji. Obezwładnianie się wiarą w nieprawdziwe i krzywdzące przekonania blokuje serce. Dopiero kwestionowanie tych przekonań otwiera serce, otwiera drogę do miłości - tej prawdziwej. Bezwarunkowej, akceptującej, radosnej.

Każda wiara jest ograniczeniem.

Nie wierz w nic, co pojawia się w umyśle, a doświadczysz wolności, o której Ci się nawet nie śniło. Poczujesz nieopisaną ulgę. Poczujesz, że Twoje ega umarły. I że kochasz. Siebie, świat, ludzi. A oni kochają Ciebie.

Świat Cię kocha. Serio.

Nie oczekuj jednak, że sobie już to uświadomił. Nie oczekuj, że już Ty sobie to uświadomiłeś. Fałszywe poglądy mogły Ci zastąpić prawdę. To się zdarza. Dlatego kwestionuj, bądź sceptyczny względem każdej myśli. I zastanawiaj się, jak może Ci się ona przydać.

Jak być wolnym w związku?

Zrozumieć, że nie ma związków nigdzie indziej poza naszymi umysłami. W rzeczywistości ludzie się spotykają, sypiają ze sobą, jedzą razem śniadanie. Ale przywiązują się w umyśle. Uzależniają. Robią z kogoś dilera zasobów, których nie potrafią dać sobie sami, bo zablokowali się wiarą w niekorzystne poglądy na swój własny temat.

Myślisz, że to miłość?

To zbiór zachowań, nawyków i chwilowych emocji, które umysł nazywa miłością. A prawdziwa miłość próbuje się przebić przez ten umysłowy syf i stosy uzależnień. Problem w tym, że wciąż jej przeszkadzamy swoimi głupimi myślami.

Prawdziwa miłość bliższa jest czemuś, co mógłbym nazwać bezwarunkową życzliwością. Bez dorabiania sobie historii o krzywdach, zdradach i kłamstwach. Tak po prostu - powalam Ci żyć, pozwalam Ci być takim, jaki jesteś. Niczego nie wymagam. Niczego nie chcę. Po prostu bądź.

To nie wymaga pokazywania. To nie wymaga manifestacji. To nie wymaga udowadniania. To jest ciche tak samo, jak cichy jest oświecony umysł, który to zrozumiał. I to dopiero jest prawdziwe.

W miarę odkrywania kolejnych mechanizmów obronnych ego, zaczynasz rozumieć, jak Twój umysł robi Cię w chuja. I zaczynasz to widzieć też w innych ludziach - choć nie jest Twoją sprawą, jak ludzie wykorzystują swoje umysły. Pozwól im spać, taka jest ich rola na chwilę obecną. Zajmij się sobą. Odkryj, że wszystko, w co wierzyłeś, to nie prawda, ale myśli udające prawdę. Twój opis świata nie jest światem, Twoje wyobrażenie o rzeczywistości nie jest rzeczywistością - tak, jak mapa Warszawy nie jest Warszawą.

Masz tylko opis, który symuluje prawdę.

A prawda jest oczywistą oczywistością. Jest tym, czym jest. Gdy umysł się budzi i każdego dnia staje się choć troszeczkę bardziej świadomy, zaczyna to dostrzegać. Zaczyna widzieć rzeczywistość bez zniekształceń. Bez stresu, bez napięć, które z tego wynikają.

Przytulanie, całowanie, dupczenie - to nie miłość. Jeśli myślisz, że na tym polega miłość - na wręczaniu laurek, kwiatuszków etc. - to możesz tylko uwodzić rozkochany w walentynkowych wizjach umysł. Nie ma w tym nic złego. Ale nie uwiedziesz serca. Serce jest bezwarunkowe. Serce nie tworzy obrazów miłości, nie tworzy opowieści o miłości, bo ma tylko 40 000 neuronów. Nie podlega warunkowaniu jak piesek Pawłowa. Tworzy za to prawdziwą miłość. Poczujesz ją i będziesz wiedział, o co chodzi. To objawia się w tych chwilach, gdy umysł zasypia a Ty czujesz, że niczego nie chcesz, niczego nie potrzebujesz, do niczego nie dążysz i przed niczym nie uciekasz. Pojawia się spontaniczne zaufania, radość, akceptacja.

Pracuj nad swoim umysłem, byś nie umarł śpiąc.

Byś choć raz doświadczył doskonałości Wszechświata. Rozumiał, że wszystko jest na swoim miejscu - takie, jak ma być. Że ludzie robią się w chuja i tak ma być. Że się oszukują - i tak ma być póki tak jest. Ważne, byś Ty nie robił się w chuja i nie oszukiwał się. Byś umiał szczerze powiedzieć sobie, co jest dla Ciebie prawdą.

Weź oddech, zamknij oczy i podróżuj swoim świadomym batyskafem po oceanie własnych myśli. I choćby był sztorm, choćby ocean był zatruty gównianym wyciekiem z Fukushimy - badaj, badaj, badaj. Uświadamiaj sobie prawdę. W końcu się na nią natkniesz. A ona Cię uwolni od nieprawdziwych, krzywdzących schematów.

Czego Tobie i sobie życzę z okazji moich urodzin.

piątek, 15 kwietnia 2011

Ukryte mechanizmy w związkach gejowskich: nauczyciel i uczeń

Dochodzimy do kolejnego ukrytego mechanizmu: nauczyciel i uczeń.

Wchodzisz na czyiś profil i widzisz mądre cytaty, nauki o tym, jak być powinno i o tym, co jest źle. Gość pisze, jakby zjadł wszystkie rozumy świata na śniadanie. On wie lepiej - to podstawowa historia umysłowa kogoś, kto wciela się w nauczyciela.

Chcesz poderwać nauczyciela? Chcesz załapać z nim doskonały kontakt? Uznaj jego historię za prawdziwą. Powiedz: "Tak, Ty wiesz lepiej! Nauczaj mnie". Innymi słowy - bądź jego uczniem.

Podobnie, jak ega w mechanizmie rodzic - dziecko, podobnie tutaj: oba się uzupełniają i jedno nie istnieje bez drugiego. Czy widziałeś kiedyś nauczyciela bez uczniów? Albo ucznia bez nauczyciela?

Są też typowi uczniowie, którzy grają głupków, twierdzą, że na niczym się nie znają i bez najmniejszego oporu intelektualnego przyjmują to, że jesteś od nich mądrzejszy, bardziej wygadany, elokwentny etc. Czyli uznają Cię za nauczyciela.

Inną, nieco bardziej hardcorową formą tego ukrytego mechanizmu jest mechanizm guru - wyznawca. Guru zawsze wie wszystko lepiej, nigdy się nie myli. Wyznawca z kolei podąża za naukami guru i bezdyskusyjnie za prawdę przyjmuje to, co guru rzecze.

Mechanizm nauczyciel - uczeń czasem przebija się w relacjach m-m i nie tylko. Nauczyciel mówi swoim charakterystycznym, dydaktycznym tonem, opieprza, wykłada, robi lekcje, kontroluje postępy w nauce. Uczeń z kolei podlizuje się, by dostać wyższą ocenę. Obserwuj - ten typ mechanizmu przewija się często w relacjach międzyludzkich.

Następny mechanizm: gwiazda - fan

piątek, 1 kwietnia 2011

Ukryte mechanizmy w relacjach gejowskich: rodzic - dziecko

Wpływamy wspólnie na suchy przestwór oceanu - oceanu bezkresnej i cudownej wiedzy na temat ukrytych mechanizmów w relacjach gejowskich. Jest to jedna z odpowiedzi, dlaczego ludzie ze sobą są. Są, bo się wiążą. I robią to na bazie nieuświadomionych zasad, wcielając się w role i je odgrywając.

Role te zazwyczaj pozostają głęboko w podświadomości. Wyłażą na jaw dopiero, gdy zaczniemy je wytykać paluchami. A zaczniemy. Bo na jaw wyjść powinny - dla dobra ogółu gejowskiej społeczności. Byśmy byli bardziej wolni, swobodni i mieli wybór, miast żyć w matrixach zwanych "związkami".

Pierwszy na tapetę idzie mechanizm rodzic - dziecko.

Łażąc po fellow czy innych internetowych wytworach ludzkiej wyobraźni łatwo ich zauważyć. Bezradne to to, szczupłe, patrzy w obiektyw internetowej kamerki błagalnym wzrokiem. Są słitaśne i rubaszne, mrygają oczkami. To one...

Dzieciaki.

Nie patrz na ich wiek - nie ma on nic do rzeczy. One szukają rodzica - kogoś, kto da im wsparcie, kto upierze majteczki i zrobi kanapkę do szkoły.

Można być mentalnym dzieciakiem mając np. 30 lat. To zdumiewające, ale widziałem to na własne oczy. 30-latek zachowujący się jak bachor. Nie na okrągło, ale wystarczyło, że przyszedł jego facet, który - choć młodszy o parę lat - odgrywał rolę rodzica. Karmił go łyżeczką jak bobaska a on z radości seplenił. Obserwuj - takie rzeczy dzieją się wokół Ciebie. I to nie tylko w związkach homo. Znasz żony-mamuśki, co robią ze swoich facetów totalnie ciapy? Bingo, to właśnie to.

Dzieciaka łatwo wyrwać. Wystarczy wczuć się w rolę rodzica. Och tak, podjedź furą, ubierz się poważnie. Mów odpowiednim tonem, karm go, przykrywaj w łóżeczku, na dobranoc całuj w pupeczkę. I będzie Cię kochał po wsze czasy - tak długo, jak wierzy, że jest dzieckiem, a Ty - jego rodzicem.

Oczywiście na felku nie brakuje też rodziców! Są tacy męscy, epatują zaradnością, pracowitością. Swoimi profilami mówią - dam Ci wszystko, czego potrzebujesz, dam Ci schronienie, dam Ci miłość, tylko zaklikaj.

Rodzica wbrew pozorom też łatwo wyrwać. Wystarczy wcielić się w dzieciaka, zrobić sobie słit focie i jedziesz z koksem. Bądź bezradny, bądź niezaradny, bądź smutny, dziecinny, słodki, jak aniołek. I masz go w garści.

Rodzic nie istnieje bez dziecka. Dziecko - bez rodzica.

Te dwa ega wzajemnie się definiują. Są jak yin i yang w chińskim znaku równowagi. To samo jest w przypadku wszelkich innych zależnościowych tożsamości. Wszystko jest fajnie, dopóki się dogadują lub przymierzają swoje ega niczym ubrania i wiedzą, że mogą z niego wyjść (tak się dzieje, gdy umiesz odlepiać się od swoich myśli po zrobieniu The Work - szukaj na blogu, o co kaman). Jeśli jednak traktują swoje role serio i się kłócą - przejebane. W przypadku rozejścia, ich ega muszą "umrzeć". Zazwyczaj opisuje się to słowami "jakby on zabrał ze sobą część mnie". Co jest bzdurą, bo po prostu zabraliśmy sobie kawałek naszej halucynacji.

Jeśli w swoim związku rozpoznałeś mechanizm rodzic - dziecko, przyjmij moje wyzwanie do odlepienia się od swoich roli. Do zakwestionowania ich prawdziwości. Będziesz mógł nadal ich używać, jednocześnie nie wierząc, że są prawdziwe - co da Ci komfort i swobodę działania.

W następnym poście kolejny mechanizm: nauczyciel - uczeń.

środa, 9 marca 2011

Strategie niewolniczego przywiązywania Go do siebie

Jeb, udało się, cudo. Oto i On. Leży obok Ciebie, czeka na Twoje pocałunki - piękny, ciepły, kochany, niewinnie chłopięco męski. Pół życia zżerał Cię strach, czy znajdziesz Tego Jedynego. A gdy Go masz - zaczyna Cię zżerać inny strach...

... że On mógłby odejść.

Że przecież nie wyobrażasz sobie życia bez niego, że Twoja linia czasu spleciona jest z jego słowami, zamiarami, planami, że rozdzielenie tych reprezentacji byłoby dla Ciebie koszmarem, przedarciem serca na pół. Więc zaczyna się cicha batalia o jego względy. W końcu trzeba coś zrobić, aby on nie odszedł. Szukasz recept, szukasz sposobów, aby uwarunkować jego umysł, aby go przywiązać do siebie. I odkrywasz, że są. Że nasze mózgi, choć rozwinięte najbardziej ze wszystkich, wciąż podlegają pewnym prawidłowościom.

Jak stworzyć tak silny związek, aby nie rozpadł się nawet w obliczy zdrad, kłamstw, oszustw i wszelkich możliwych nikczemności?

Oto przepisy proste i arcy-skuteczne. Ich odkrycie zajęło mi sporo czasu i wysiłku. A dziś podzielę się nimi z Tobą.

1. Stwórz dobrą matrycę otwarcia dla związku. Matryca otwarcia jest jak tytuł książki - przez jej pryzmat będziesz, chcąc, nie chcąc, filtrował treść całej publikacji. To tytuł zdeterminuje to, czego oczekujesz od książki, jakie informacje będziesz filtrował, jakie weźmiesz a jakie odrzucisz. Podobnie jest ze związkiem. Super-silne związki mają super-silne matryce otwarcia. Jakie? Oto pojawiają się historie o przeznaczeniu, które połączyło ich w odpowiednim momencie. Oto los, Bóg, wszechświat i wszelkie siły przyrody dążyły do tego, aby ONI się ze sobą spotkali. Ta magia otwiera cały rozdział. Bez niej związek nie byłby niczym specjalnym. Musisz wierzyć, że to Przeznaczenie.

2. Twórz silne asocjacje w okresie kokainowym. Och, te pierwsze miesiące są takie oszałamiające. On jest piękny, cudowny, kochany. Razem przeżywacie tyle wspaniałych chwil, uniesień, razem się śmiejecie i razem płaczecie. Twoim zadaniem jest tworzyć jak najwięcej pamiątek. Z głupiego wyjścia na zakupy masz robić przygodę życia, podczas której kupujesz porcelanowego aniołka z Chin za 4 złote, który ląduje na półce nad łóżkiem, aby po latach przypomnieć Wam o tym, jak to kiedyś było i ileż w tym neurochemicznej, uzależniającej magii się ćpało. Rób laurki, rób zdjęcia, kręć filmy, słuchaj piosenek. I PRZECHOWUJ to jak relikwie - w specjalnych szkatułach, w szafkach na specjalnych półkach.

3. Miej odpowiednią metaforę związku. Bez tego, ani rusz. Jeśli związek jest dla Ciebie jak wyjście na dyskotekę, jak przebłysk słońca w pochmurny dzień, jak niestrawność - to potrwa to chwilę i powiecie sobie na razie. Jeśli jednak każdy dzień jest jak cegła, której wspólnie używacie do budowania swojego związku-pałacu - to po X dniach, X miesiącach i X latach musisz zburzyć to jeśli chciałbyś nawet odejść - musisz zburzyć to wszystko, co wspólnie zbudowałeś. I będzie żal. X lat przepadnie, prawda? Czy to prawda? Na pewno? Niekoniecznie. Ale to nieważne. Ważna jest uzależniająca metafora, która połączy Wasze umysły. Dlatego też bierz kalendarz i licz, ile razem dni już jesteście. I podkreślaj, że każdy kolejny dzień Waszego związku to kolejna cegła - jakbyście dodawali coś nowego do tego, co już jest. Jak odejdziesz - wszystko, co budowałeś, rozsypie się, jak domek z kart. Bez tej metafory On mógłby potraktować Cię, jak epizod, jak nowe doświadczenie... i odejść!

4. Twórz otoczenie socjalne. To jest mocna rzecz! Miejcie razem jak najwięcej znajomych. Powiedz rodzinie. Integruj się. Spotykajcie się razem, wychodźcie razem, wyjeżdżajcie razem, jednocześnie ciągle deklarując publicznie, jak bardzo się kochacie i że będziecie ze sobą na wieki. Wymagaj od niego tych deklaracji przy innych - koniecznie! Niech zobowiązuje się jak diabli. A umysł, jako że jest tworem społecznym, ma gratis zainstalowaną chęć bycia konsekwentnym. A wszyscy dookoła przecież wiedzą, że lepiej, jeśli będziecie razem, to będzie lepiej, niż jeśli się rozejdziecie. I w razie przypału będą nalegać, będą miedzy Wami negocjować, będą Was nakłaniać, byście się pogodzili. Ekstra!

5. Zamieszkajcie razem. Uzależnijcie się od siebie nawzajem np. prowadząc wspólne finanse, opłacając rachunki. Musicie mieć świadomość, że jeden bez drugiego nie da sobie rady. Jeden musi wbijać gwoździe, drugi gotować. Jedne będzie naprawiał auto, drugi - pomagał pisać CV. Musicie się uzupełniać kompetencjami, abyście budowali wzajemnie przeświadczenie, że sami nie dacie sobie rady w życiu, że potrzebujecie drugiej osoby. Oczywiście łatwiej to wykonać, jeśli razem zamieszkacie. Stąd ta rada.

6. Wystawiajcie się śmiało na próby. Kasować profil na fellow? Co za głupota! Chodzi o to, by wystawiać się na próby, kryzysy, na ciągłe porażki. Najpierw małe, by się upewnić, że to tylko chwilowa niedogodność. Wystarczy kilka małych kryzysów, by otworzyć sobie ścieżkę do tych poważniejszych. Każdy jeden kryzys, który wspólnie przetrwacie, wzmocni Wasz związek. Oto On Cię okłamał, ale Ty mu wybaczasz. Więc teraz sam go okłamiesz i sprawdzisz, czy On też jest taki wspaniałomyślny i wybaczy Tobie. Potem trzeba przejść powoli do hardcoru. Jeśli będziecie się zdradzać, okłamywać, ruchać na boku, wyzywać, grozić sobie a potem znów do siebie wracać - TO JEST TO! Już nic Was nie rozłączy. Choćby jeden z Was chlał na umór, ćpał, dawał dupy za bułkę z masłem - PRAWDZIWA MIŁOŚĆ PRZETRWA WSZYSTKO. Prawda?

7. Twórzcie wspólną linię czasu wybiegającą mocno w przyszłość. Wspólne plany, wspólne marzenia, wspólne przyszłe eteryczne wizje będą w kurwę boleć, jeśli któreś z Was będzie chciało odejść. Odejście będzie się wiązało z posypaniem się wspólnych cudownych planów i marzeń, przekreśli je boleśnie. Pojawi się ogromny ŻAL, że "odszedłem, jestem sam, a będąc z nim mógłbym nadal realizować swoje marzenia". I bam! Macie się nawzajem.

***

A na końcu, gdy już całkowicie zniewolicie wzajemnie swoje umysły, odkryjecie, że serce - jeśli w ogóle w tym całym uzależnieniu ma ono jeszcze cokolwiek do powiedzenia - jest bezwarunkowe. Umysły da się oszukać, umysły da się zwieść, umysły da się zniewolić, zatruć myślami. Ale nie serce. Ono tam wciąż jest i bije - wolne od trylionów asocjacji wciąż tęskni na tym, co kocha najbardziej - za wolnością.

Słuchając serca podjąłem decyzję, z którą mój uzależniony setkami historii umysł nigdy by się nie zgodził. I jeśli mam być szczery - to boli i sprawia, że cierpię. Że nie śpię po nocach, płaczę i tęsknię. Ale to tylko mój uzależniony umysł... Wiara w chore historie. A serce jest pełne radości.

czwartek, 17 lutego 2011

Jak pokochać siebie?

Z biegiem czasu i postępem rozwoju, staje się jasne, że Ktoś pokochać może Cię tylko wtedy, gdy Ty sam pokochasz siebie. Przepis wydaje się więc prosty - wystarczy pokochać siebie i już - faceci zaczną walić pod Twój adres tabunami.

Wiemy zatem, co robić. Pozostaje jednak pytanie: Jak to zrobić?

Brakowało technologii. Czy trzeba przytulać się do siebie? Czy może całować samego siebie, przeglądając się w lustrze? Hm... czy to coś zmieni?

Może tak, może nie. Tak czy inaczej - jest jeden, dobry sposób: przestać siebie nienawidzić/ nie lubić.


  • Czy masz jakieś kompleksy?
  • Czy uważasz, że coś z Tobą nie tak (pod jakimkolwiek względem)?
  • Czy jesteś na siebie za coś zły?
  • Czy wstydzisz się siebie?
  • Czy boisz się, że zrobisz np. coś głupiego lub złego?
  • Czy nie umiesz sobie wybaczyć jakichś błędów z przeszłości?
  • Czy czujesz do siebie obrzydzenie?
  • Itd.
Jeśli na któreś z powyższych pytań odpowiedziałeś "tak" - wytwarzasz względem samego siebie jakąś negatywną emocję. Masz jakieś kiepskie przekonania na swój temat. Nie lubisz samego siebie, a to blokuje Twoją miłość do samego siebie, którą miałbyś automatycznie, gdyby nie to.

Gdy urodziłeś się i byłeś uroczym, radosnym bobaskiem, nie robiłeś sobie w głowie wyrzutów, nie śmiałeś się sam z siebie, nie wytykałeś sobie błędów z przeszłości, nie straszyłeś się okropnymi scenariuszami jutra, nie mówiłeś sobie, że masz jakieś wady... I wtedy właśnie byłeś jedną, spójną, radosną całością.

A potem nauczyłeś się wielu różnych przekonań, które zablokowały w Tobie przepływ miłości.

Jeśli złapałeś się na tym, że sam występujesz przeciwko sobie - spokojnie. Jeśli to robisz - to na chwilę obecną tak ma być. Byłoby głupie, gdybyś zauważył w sobie tę blokadę i jeszcze dodatkowo występował przeciwko niej, bo to w końcu Ty sam blokujesz się na miłość. A więc ponownie wystąpiłbyś przeciwko sobie.

Jeśli masz blokadę - okej. Teraz jeszcze masz, ale pojawia się w Tobie motywacja, by to zmienić. Nie usuniesz blokady. Blokada sama zniknie, kiedy zakwestionujesz przekonania, które ją podtrzymują.

Co to za przekonania?

Odkryj je w sobie, to proste. Bądź ze sobą szczery i napisz, co Ci leży na sercu. Nie bez powodu używamy tego predykatu - "leżeć na sercu". Rzeczy, które tam leżą, przeszkadzają w przepływie miłości. Bo miłość idzie z serca.

  • Czy uważasz, że nie jesteś wystarczająco dobry, by ktoś Cię pokochał?
  • Czy sądzisz, że nie zasługujesz na miłość?
  • Czy uważasz, że coś z Tobą nie tak?
Tak? No to masz historię do przerobienia za pomocą The Work (szukaj na Blogu, co to). Kwestionuj, kwestionuj i jeszcze raz kwestionuj - ciągle z ciekawością badaj prawdziwość i przydatność swoich myśli. Tak długo, aż poznasz prawdę a myśli będą dla Ciebie tylko narzędziem.

Każde podważone lipne przekonanie odblokowuje drzemiącą w Tobie miłość. Tę prawdziwą, bo nie mówię tutaj umysłowych imitacjach miłości, uzależnieniach od drugiej osoby czy walentynkowych, powierzchniowych formach okazywania iluzorycznych potrzeb. Mówię o Miłości przez duże "M" - która nie stawia warunków, która akceptuje i jest bezwarunkowa.

Podsumowując: przepis na miłość do siebie samego jest prosty - wystarczy zakwestionować negatywne przekonania o samym sobie, wyzbywając się kompleksów, uprzedzeń do samego siebie, pojęcia "wad" (i zalet - co za tym idzie). Gdy oduczysz się kiepskich przekonań - miłość przyjdzie sama.

I wtedy, zgodnie z moją widzą i pewnym doświadczeniem w tej materii, druga osoba przestanie Ci być potrzebna do szczęścia. Bo staniesz się szczęśliwy - tak po prostu. I przestaniesz gonić za kimś, bo odkryjesz, że tracisz wtedy siebie. Będziesz spójnie sobą, a to jest chyba najsilniejszym miłosnym magnesem - być idealnym partnerem dla samego siebie! Emanujesz miłością i każdy chce być w Twoim otoczeniu.

Korzystaj i baw się dobrze!

niedziela, 31 października 2010

Przegląd ruchaczy polskich - co się kryje za seksoholizmem

Szukam na seks. Chętnego pasywka. Najlepiej od razu. - takie oto komunikaty bombardują nasze oczy, gdy wchodzimy na gejowskie portale. Sprawdzałem osobiście - największy odzew masz zawsze, gdy dasz swoje nagie zdjęcie i napiszesz, że chcesz się ruchać. Nagle masz dziesiątki fanów!

O co chodzi? Co się za tym kryje?

Moja genetycznie uwarunkowana ciekawość świata nie pozwalała mi przejść obok tego obojętnie. Czyżby chodziło tylko i wyłącznie o hedonistyczne zaspokojenie siebie? O atawistyczne popędy seksualne, które wciąż na nowo eksplodują pomimo wszechobecnej socjalizacji?

Również.

Ale nie tylko. Kryją się za tym najróżniejsze historie.

Przyczyny?

Prawdopodobną przyczyną seksoholizmu jest instalowany społecznie wstyd przed poruszaniem tematu seksu, robienie wokół seksu tematu tabu. Szczególnie wokół seksu gejowskiego. Sprawia to, że wielu gejów swoją seksualność spycha na dalszy plan, próbuje schować w mentalnej piwnicy, związać ją kaftanem bezpieczeństwa. Na co dzień są miłymi, sympatycznymi ludźmi, całkowicie społecznie poprawnymi. I za nic w świecie nie podejrzewałbyś, że ten socjalny wzór ma w sobie ukrytego seksualnego demona, który dojrzewa w ciemności. Niezaspokojone żądze, ciekawość i mnóstwo innych historii narasta w tle i z biegiem czasu daje o sobie znać. I wychodzi przez skórę. Na delegacjach, na sex czatach, na fellow i gayromeo.

Zastanawiające, że tylko ludzie są zdolni do seksoholizmu, że tylko ludzie miewają seksualne zboczenia, fetysze itd. Zwierzęta nie. Dlaczego? Bo z seksu nie robią społecznego tabu, nie okrywają seksu wstydem i nie wypierają się go. Pomyśl, to ma sens.

Jakie funkcje pełni seksoholizm? Czym ekscytują się seksualne ega?

1. Budowanie "szczęścia" - seksoholicy definiują szczęście jako przyjemność. W rzeczywistości szczęście nie jest przyjemnością, bo gdyby tak było, narkomani byliby najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Szczęście jest pojęciem związanym z koherencją serca i czystym umysłem, a nie wiecznym nakręcaniem sobie napięcia (seksualnego też) i szukania sposobów, aby je rozładować.

2. Tworzenie swojej atrakcyjności. Im więcej partnerów przerucham, im więcej kutasów miałem w sobie, im większe były, im częściej i obficiej się spuszczały, tym jestem atrakcyjniejszym facetem - czy to prawda? Na tej historii bazuje cała idea gejowskiej atrakcyjności. Jak w grach RPG - im wyższy "poziom" zdobędziesz, tym większy budzisz respekt. Podważenie tych historii wiąże się z opuszczeniem konceptu atrakcyjności i uniezależnieniem go od ilości przeruchanych facetów.

3. Poszukiwanie czułości. Tak, moi Drodzy, wielu gejów myli seks z czułością - tak, jak ludzie z zaburzeniem odżywiania mylą stres z głodem. Wielu z "ruchaczy" poszukuje przytulenia, czułości, poczucia bliskości, co stanowi poważny problem niemal narkotyczny. Ponieważ uznali, że "zbudowanie czegoś trwałego jest niemożliwe", zaspokajają się na seks randkach. To przykre, bo uzależniające, to nałogowe. No i ryzykowne. To tak, jak zapicie mordy, gdy ma się problem emocjonalny. Działa na chwilę. Po momentu zapalenia papierosa i przewrócenia się na bok. Potem wszystko wraca. Wraca poczucie samotności, poczucie bycia bezwartościowym człowiekiem. To z tym trzeba pracować.

4. Ekscytacja z powodu łamania tabu. Sprawdzanie, kto jest odważniejszy. Gejowski seks jest tak cholernie potępiany społecznie, tak niedopuszczalny, zabroniony, niemile widziany, że uprawianie go budzi u gejów dodatkową ekscytację - że robią coś, co jest zakazane, niedozwolone, niedostępne. W psychologii społecznej zowie się to reaktancją. Lub przekorą.

5. Wiele, wiele innych - jak chociażby cała ideologia dorobiona do "pasywów" czy "aktywów", historie, które za nimi idą (uległość i dominacja), to, co umysł dokleja do konceptów ruchania i bycia ruchanym. Historie na temat SM, upokarzania, poniżania, wąchania białych skarpetek, spijania nasienia itd.

Tego jest mniej więcej tyle, ile kategorii filmów na portalach porno. Gdyby podważyć prawdziwość wszystkich historii, które się za tym kryją, nagle seks byłby niczym więcej, niż wkładaniem chuja w dziurę, czyli tym, czym był pierwotnie - bez dorabiania do tego tożsamości, ideologii, doklejania dodatkowych znaczeń. Byłby sam fakt wzwodu, ejakulacji i chrapania na dobranoc. I nic poza tym.

A wtedy widzielibyśmy w sobie kogoś więcej, niż tylko istoty seksualne, chodzące dupy i penisy, które tylko czekają na to, by coś z nimi zrobić.

wtorek, 12 października 2010

Anihilacja myśli - kolejna genialna technologia zmiany

Drodzy Panowie, Drogie Panie. W dzisiejszym poście chciałbym Wam przedstawić kolejną, jakże genialną i skuteczną technologię zmiany i poszerzania świadomości. Technologię, która wyrosła na gruncie Pracy i która pozwala drążyć naszą nieświadomość jeszcze głębiej i jeszcze dokładniej ją badać.

Technologia zwana anihilacją myśli.

Anihilacja w fizyce to proces, w którym cząstka i antycząstka spotykają się, wzajemnie znoszą i zmieniają w energię promienistą. Podobnie jest z myślami. Gdy teza konfrontuje się z antytezą i znajdujesz dowody na potwierdzenie obu - wzajemnie się znoszą a dana kategoria logiczna, którą tworzą, znika. Anihiluje się. I zmienia w światło. Stąd umysł staje się jaśniejszy.

Procedura jest prosta i logiczna, będziesz zachwycony prostotą tej metody i efektami, jakie przynosi.

1. Weź na tapetę jakąś osobę, najlepiej swojego największego wroga - kogoś, kto Cię nie znosi, nienawidzi, życzy Ci wszystkiego najgorszego. Jeśli nie masz kogoś takiego, znajdź kogoś, kto Cię po prostu nie lubi z jakiegoś powodu, jest na Ciebie obrażony, sfoszony, nie odzywa się. Albo się Tobą brzydzi, unika Cię, uważa Cię za idiotę itd. Cokolwiek.

2. Wejdź w wyobraźni w jego pozycję, jego rolę, jego punkt patrzenia. Spójrz na siebie. Kogo widzisz? Oceń samego siebie. Jaki jesteś? Bądź bezpośredni, szczery i nie próbuj tego cenzurować. Spisz wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Szczególnie te rzeczy, które będą budzić w Tobie największe emocje.

3. Masz już piękną listę "obelg" pod swoim adresem. Teraz czas zacząć je anihilować. Napisz pierwszą z nich, niech to będzie np. "[X] jest nieudacznikiem" (gdzie X to Ty). Znajdź teraz minimum 3 przekonujące Cię dowody, że tak jest. To mają być dowody, które pochodzą z Twojego doświadczenia i które Cię przekonują o tym, że faktycznie tak jest. Po zakończeniu tego dochodzenia masz być serio przekonany, że prawdą jest, że jesteś np. nieudacznikiem lub inną "etykietką".

4. Teraz odwróć myśl o 180 stopni. "X jest nieudacznikiem" -> "X jest człowiekiem sukcesu" albo coś takiego. I znajdź teraz min. 3 dowody, że to odwrócenie faktycznie jest prawdziwe. Gdy zakończysz ten etap, masz być niemal pewien na 100%, że odwrócenie, jakie utworzyłeś, jest dla Ciebie prawdziwe.

5. Anihilacja. Kim jesteś? Czy jesteś nieudacznikiem? Czy człowiekiem sukcesu? Jednym i drugim, bo udowodniłeś sobie obie tezy. Połącz je w jedno. Połóż swój obraz nieudacznika na jednej ręce, na drugiej - obraz człowieka sukcesu. Sprasuj je. Scal w jedność.

Oto prawdziwszy Ty!

Pogratuluj sobie i działaj z kolejną myślą. Aż anihilujesz wszystkie kategorie i zyskasz najbardziej realistyczny obraz siebie, jaki możesz mieć na daną chwilę.

niedziela, 3 października 2010

Kocham ludzi, bo na to zasługuję

Tak, to prawda. Prawda może jeszcze nie dla Ciebie, ale na pewno dla mnie. Czułem się źle, ilekroć źle pomyślałem o kimś. W miarę, jak moja Praca trwa, zaczynam to widzieć coraz wyraźniej. Myślenie źle o innych ludziach nie jest korzystne. A wchodząc głębiej okazuje się, że źle myślimy tylko i wyłącznie nie o ludziach, ale o konceptach. O konceptach pt. "moherowy beret", "fanatyczny katol" lub "obłudnik", "paranoik". Te koncepty nie są osobowe, nie mają imienia i nazwiska. Te koncepty są tylko w umyśle. Są zawsze częścią tego, kto je dostrzega. Bo nie można dostrzec kłamcy, jeśli się nie ma wyobrażenia kłamcy. Czy to wyobrażenie jest prawdziwe? Czy jakiekolwiek jest?

Wczoraj zapukała w moje drzwi pewna starsza pani. Powiedziała, że przyszła w sprawie ... katastrofy Smoleńskiej. Że zbiera podpisy pod petycją o to, aby wszcząć nowe, międzynarodowe dochodzenie w sprawie przyczyn rozbicia prezydenckiego samolotu. Przez głowę przeszły mi myśli, że jest paranoiczką. Że nie ufa państwu, które nawet nie zdążyło skończyć swojego śledztwa, a ona już by chciała nowe. Że pewnie jest jedną z tych fanatycznych moher-bab spod krzyża, że ble ble ble. W żadną z tych opowieści nie mogłem uwierzyć. I pokochałem tę panią od progu. Z całkowitą życzliwością i absolutną serdecznością, tak szczerą i autentyczną, że aż sam się sobie zdziwiłem, odmówiłem jej i życzyłem powodzenia. Niech śni własnym snem. Ma do tego prawo.

Nie musisz się wysilać, aby kochać ludzi. To przyjdzie samo w miarę praktykowania Pracy. W miarę, jak negatywne historie dot. ludzi zaczną się powoli rozpuszczać, Twoje serce samo wskaże Ci kierunek. I tak banalna sprawa, jak życzliwość, stanie się Twoim udziałem.

To niekorzystne i nieprawdziwe myśli przeszkadzają nam kochać.

Pracuj nad sobą, bo nie zasługujesz na to, by kogoś nienawidzić. Nie zasługujesz na to, by zazdrościć, by się stresować, by się smucić. Jesteś warty najwspanialszych uczuć. Ale nie wierz mi na słowo. Doświadcz tego za pomocą Pracy. Za pomocą bycia szczerym z samym sobą.

KPH chce odejścia pani Radziszewskiej. Mówią "Radziszewska musi odejść" i walą w bębny na ulicy. KPH chce tolerancji. Ale czyjejś. Bo na swoją własną ich nie stać. Zaczniesz to rozumieć, jak zaczniesz to rozumieć. Nie wcześniej.

Umysł dojrzewa w ciszy. Przestałem słuchać Lady Gagi, zacząłem słuchać siebie. I gdzieś w ciszy zaczynam słyszeć Mądrość przez duże "M". Ona pozwala mi wyjść poza utarte schematy i dostrzegać prawdę. Prawdę, która brzmi nie inaczej, jak "jest to, co jest". Rozejrzyj się dookoła, zobacz swoje ręce, komputer, przed którym siedzisz, pokój, w którym jesteś. To jedyna prawda. Reszta jest opowieścią Twojego umysłu. Nie będziesz mógł tego nie kochać, jeśli zwątpisz w swój umysł. Bo tylko tak możesz uwierzyć znów w swoje serce.

środa, 29 września 2010

Odkochiwanie się za pomocą Pracy

Świetny case study, jak z problemem zakochania pan X radzi sobie za pomocą Pracy. Jeśli również Ty masz problem z odkochaniem się - wczuj się w ten dialog, być może jego Praca będzie również Twoją.

X: Mam problem. Wielki problem.
DreamWalker: Na czym on polega?
X: Zakochałem się. Nieszczęśliwie. Rok temu. To wciąż trwa.
D: Usiądź proszę. Znasz formularz oceny bliźniego?
X: Nie, co to?
D: W pierwszym punkcie piszesz, jak się czujesz i z czyjego powodu. Potem uzasadniasz to.
X: Okej.
D: W drugim piszesz, co chciałbyś od tej osoby, gdybyś mógł dostać wszystko, o czym marzysz.
X: Brzmi dobrze, co dalej?
D: W trzecim punkcie piszesz, co wg Ciebie ta osoba powinna lub nie powinna robić, myśleć, czuć. W czwartym z kolei piszesz, czego potrzebujesz od tej osoby i dlaczego. W piątym - oceniasz całą tą osobę. W szóstym, ostatnim, wypisujesz to, czego już nigdy więcej nie chcesz doświadczyć od tej osoby. Rozumiesz?
X: Tak, rozumiem.
D: To do dzieła.

***

D: I co napisałeś w pierwszym punkcie?
X: Czuję się źle z powodu Gustawa, ponieważ zakochałem się w nim ponad rok temu, a on mnie wciąż nie chce. Ignoruje mnie. Olewa. Zbywa. Jest dla mnie niemiły, nieczuły. Nie chce się nawet ze mną spotkać. To okropne uczucie.
D: Znakomicie. Teraz będę Ci zadawał pytania Pracy odnośnie każdej z myśli, a Ty będziesz na te pytania odpowiadał tak, jak Ci serce dyktuje. Bądź szczery i autentyczny, nie ma złych odpowiedzi, każda jest dobra jeśli jest zgodna z tym, co czujesz. Rozumiemy się?
X: Tak, chyba tak.
D: Czy chcesz serio poznać prawdę o tym, co się z Tobą dzieje?
X: Tak, bardzo.
D: Więc czy to prawda, że czujesz się źle z powodu Gustawa?
X: [myśli długo] Tak, myślę, że tak.
D: Czy możesz być pewien na 100%, że to z jego powodu czujesz się źle?
X: Nie. W sumie to ja tutaj też ogrywam pewną rolę w tym wszystkim.
D: Dobrze, że zaczynasz to dostrzegać powoli. Jak reagujesz na tę myśl, że z jego powodu czujesz się źle?
X: Obwiniam go w myślach, chcę go zmienić, ale nie wiem jak. Czuję się bezsilny. To beznadziejne uczucie.
D: Tak, to prawda. Za każdym razem, kiedy wierzymy w myśl, że to ktoś jest odpowiedzialny za nasz stan emocjonalny, musimy cierpieć. Bo staramy się wtedy zmieniać kogoś, a nie siebie. To zawsze skazane jest na porażkę. Możemy pracować tylko nad sobą.
X: To prawda.
D: Kim byś był, gdybyś nie mógł uwierzyć w tę myśl, że to przez Gustawa czujesz się źle?
X: Mógłbym winić tylko siebie. Byłbym kimś, kto zauważa, że sam powoduje w sobie w jakiś sposób złe samopoczucie.
D: Znakomicie! Teraz będziemy odwracać pierwotną myśl i sprawdzać, na ile te odwrócenia są prawdziwe. Jesteś gotów?
X: Tak.
D: Myśl brzmi "Przez Gustawa czuję się źle". Odwróć to na przykład zaprzeczając.
X: Hmmm... Nie przez Gustawa czuję się źle.
D: Jak możesz rozumieć tę myśl?
X: Nie wiem do końca... [myśli długo] Sądzę, że sam mogę robić sobie złe samopoczucie. Nie wiem tylko, jak.
D: Dokładnie. Może to nie Gustaw jest przyczyną Twojego złego samopoczucia. Odwróć tę myśl tak, by zamiast jego imienia był zwrot "moje myślenie".
X: Przez moje myślenie czuję się źle.
D: Tak Słonko, to prawda. Myślisz o nim i o sobie w taki sposób, że naprawdę trudno być szczęśliwym, kiedy się w to wierzy. Zaraz zresztą sam to zobaczysz.
X: Nie mogę się doczekać [śmieje się].
D: Co napisałeś w drugim podpunkcie formularza?
X: Chciałbym, aby mnie pokochał tak, jak ja jego. Chciałbym, aby mu na mnie zależało, aby okazywał mi zainteresowanie.
D: Wspaniale. Czy to wszystko jest prawdą?
X: Tak. Jestem tego pewien.
D: Na 100%?
X: Tak.
D: Czy możesz być pewien na 100%, że byłbyś szczęśliwszy, gdyby rzeczywistość z Tobą współpracowała?
X: Hm... Tak naprawdę nie mogę tego wiedzieć.
D: To prawda. Jak reagujesz, gdy pojawia się myśl, że chciałbyś, aby Cię pokochał, podczas gdy rzeczywistość jest taka, że on Cię nie kocha?
X: To potworne uczucie, okropne. Pojawia się pożądanie, pojawia się... chcenie. Ogromne pożądanie, które mnie od środka obezwładnia.
D: Tak jest zawsze, gdy chcemy czegoś, czego nie mamy. Czy ta myśl jest zatem korzystna dla Twojego życia?
X: Nie.
D: Kim byś był, gdybyś nie mógł uwierzyć, że chciałbyś, aby on Cię kochał?
X: Wooow [myśli przez moment]. To byłoby coś. Czułbym się wolny, czułbym, że to wszystko jedno, czy on mnie kocha, czy nie.
D: Tak, to prawda. Zatem jeśli wierzysz w myśl, że chciałbyś, aby on Cię kochał, czujesz się źle. A gdy w nią nie wierzysz, czujesz się dobrze. Czy dobrze to zrozumiałem?
X: Tak. Tak jest.
D: Odwróćmy zatem tę myśl. Zaprzecz jej.
X: Nie chciałbym, aby on mnie kochał. Albo... chciałbym, aby on mnie nie kochał.
D: Dobrze, jak rozumiesz tę myśl.
X: Trudno ją pojąć.
D: Daj sobie czas, niech się rozgości w Twoim umyśle. Chciałbym, aby on mnie nie kochał. - czy to może być prawda? Znajdź jakieś dowody, które to potwierdzą.
X: No... taka jest rzeczywistość. On mnie nie kocha.
D: I to jest dobry powód!
X: Jak to?
D: Jeśli chcesz tego, co dzieje się w rzeczywistości - nie możesz cierpieć. To proste, gdy tego doświadczysz.
X: To prawda.
D: Odwróć tę myśl inaczej, np. odnosząc do siebie.
X: Ja chciałbym siebie pokochać.
D: Doskonale. Nie kochasz siebie, gdy wierzysz w tak krzywdzące myśli. Chciałbyś siebie pokochać bez względu na to, czy Gustaw jest obok Ciebie, czy nie. I przestać to uzależniać od kogokolwiek poza samym sobą.
X: Tak, to ma sens.
D: Odwróć to inaczej jeszcze, odnosząc tę myśl do swojego myślenia.
X: Chciałbym, aby moje myślenie mnie kochało.
D: Świetnie. Rozumiesz, w jaki sposób to odwrócenie jest dla Ciebie korzystne?
X: Tak. Moje myślenie jest wrogie, jeśli wierzę w myśli, że chciałbym czegoś, czego nie ma.
D: Dokładnie. Co napisałeś w punkcie trzecim formularza?
X: Gustaw powinien zrewidować swoje poglądy na związek. - to brzmi śmiesznie [śmieje się]. Przecież to jasne, że ja powinienem.
D: Tak Słonko. Powiedz mi - czy to prawda, że on powinien zrewidować swoje poglądy na związek?
X: Myślę, że tak.
D: A rewiduje?
X: Nie.
D: To czy faktycznie powinien?
X: Tak.
D: Halo, puk puk. Tu rzeczywistość. W rzeczywistości on rewiduje swoje poglądy na związek?
X: Nie.
D: Więc sądzisz, że powinien, skoro tego nie robi?
X: Racja... zaczynam kumać. Ja powinienem to zrobić.
D: Dlaczego?
X: Hm.... bo są negatywne?
D: Bo właśnie to robisz!
X: [śmieje się]. No tak!
D: Witam w rzeczywistości. Tu jest milej, niż w Twoich myślach. Idźmy dalej. Co napisałeś w punkcie czwartym formularza?
X: Potrzebuję, aby Gustaw mnie pokochał, aby się mną interesował, aby chciał ze mną być.
D: Ładnie. Czy to prawda, że tego potrzebujesz?
X: Tak.
D: Możesz być tego pewien na 100%, że tego potrzebujesz?
X: Hm... chyba nie.
D: Jak jest w rzeczywistości? Gustaw Cię kocha? Interesuje się Tobą? Chce być z Tobą?
X: Nie, niestety nie.
D: Więc czy to prawda, że tego faktycznie potrzebujesz?
X: Tak.
D: Raz jeszcze, bo nie dociera [śmieje się]. Czy Gustaw Cię kocha? Czy się Tobą interesuje? Jakie są fakty?
X: Nie kocha mnie, nie interesuje się mną w ogóle. Nie chce nawet słyszeć o tym, że moglibyśmy być razem.
D: Więc naprawdę tego potrzebujesz? Zobacz, rozejrzyj się. Żyjesz. Rozmawiasz ze mną. Może nie czujesz się rewelacyjnie jeszcze w tej chwili, ale istniejesz, oddychasz, patrzysz, słuchasz. Czy on jest do czegokolwiek tutaj potrzebny?
X: Hm... no tak to nie. Ale potrzebuję go, aby czuć się dobrze.
D: Czy to prawda Słonko?
X: Nie, teraz mnie olśniło, że to ode mnie zależy. Mógłbym czuć się dobrze bez niego.
D: Wejdźmy głębiej w tę historię, bo tutaj jest pies pogrzebany. Kim byś był, gdyby Gustaw Cię kochał, interesował się Tobą, chciał z Tobą być?
X: [zastanawia się dłuższą chwilę] Byłbym bardzo, bardzo szczęśliwy.
D: Jak postrzegałbyś samego siebie w takiej sytuacji?
X: Jako kogoś bardzo zadowolonego... atrakcyjnego, kochanego, wartego miłości.
D: A jak nie ma przy Tobie Gustawa - to jak siebie postrzegasz?
X: Jako ofiarę losu błagającą o miłość. To okropne. Widzę siebie jako osobą niewartą miłości, niekochaną, samotną, nieszczęśliwą.
D: I to jest problem - uzależniłeś to, jaki obraz siebie tworzysz, od kogoś innego, niż Ty sam. Rozumiesz?
X: Tak.
D: Jakby to było, gdybyś mógł postrzegać samego siebie jako osobę wartą miłości, kochaną, superatrakcyjną i cudowną cały czas - bez względu na to, czy jest przy Tobie Gustaw, czy go nie ma?
X: To byłoby cudowne uczucie! Niesamowite! To może być aż tak proste?
D: To jest aż tak proste. Właśnie tego doświadczasz. Myślałeś, że jeśli znajdziesz atrakcyjnego partnera, to dopiero wtedy będziesz mógł postrzegać siebie, jako kogoś atrakcyjnego. Podobnie z miłością. Wydawało Ci się, że to ktoś musi Cię pokochać, abyś zobaczył, że jesteś warty miłości. To wszystko nieprawda. Możesz absolutnie śmiało być pewien, że jesteś warty miłości, czułości i wszystkiego, co najlepsze nawet wtedy, gdy nikt na świecie by Cię nie kochał. Dlaczego? Bo myśląc o sobie w dobry sposób - sam sobie okazujesz miłość. Sam siebie doceniasz jako atrakcyjnego partnera. To prawda, że potrzebujesz kochającego oraz interesującego Cię partnera - Ty nim jesteś. Myśląc o Gustawie, okazując mu w myślach swoją miłość i zainteresowanie - przestajesz okazywać ją sobie. Przestajesz interesować się sobą. Jeśli Ty tak o niego dbasz - to kto dba o Ciebie?
X: Kurwa, racja. To wszystko prawda.
D: Prawda jest zawsze dobra, życzliwa. Zawsze wyzwalająca. Co napisałeś w punkcie piątym formularza?
X: Gustaw jest idealny, jest cudownie zbudowany, ma piękne ciało. Śliczną twarz.
D: Czy to prawda?
X: Tak. Jest niezwykle piękny.
D: Czy możesz być tego pewien na 100%?
X: Tak.
D: Czy masz na to jakiś dowód?
X: Ma piękne ramiona. Bardzo męskie.
D: Ma męskie ramiona, bo jest mężczyzną. Więc wg Ciebie to, że ma męskie ramiona świadczy o tym, że jest idealnie piękny?
X: Tak.
D: Czy to prawda, że to o tym świadczy? Czy możesz być tego pewien?
X: Hm... nie na 100%.
D: Jakie jeszcze masz "dowody", że on jest idealnie piękny?
X: Jak dla mnie to ma idealne ciało. Wspaniałe. Mógłbym je podziwiać godzinami. I ma ładnego penisa.
D: Może Ty kochasz jego ciało, a nie jego.
X: Może...
D: To, że ma ładnego penisa dowodzi, że jest idealny. Czy to prawda?
X: Hehe, to brzmi dziwnie... nie do końca.
D: Raz jeszcze zatem: Czy on jest idealny? Czy to prawda?
X: Nie bardzo.
D: Jak reagujesz na myśl, że on ma idealne ciało? Że jest idealnie zbudowany?
X: Chcę się z nim kochać, chcę go przytulać, całować.
D: A gdybyś tak nie myślał?
X: Hm... Zagiąłeś mnie. Serio. To bym nie chciał nic od niego.
D: Więc jak dajesz wiarę myśli, że on ma idealne ciało, to czujesz pożądanie. A ja nie wierzysz tej myśli - to nie czujesz. Tak?
X: Tak.
D: Fajnie byłoby czuć do niego pożądanie, gdyby on też czuł. Fakty są jednak inne. Sam wiesz.
X: Prawda.
D: Odwróć tę myśl.
X: On nie ma idealnego ciała.
D: Znajdź co najmniej 3 bardzo wiarygodne dla Ciebie dowody, że to prawda.
X: To nie jest łatwe.
D: Masz tyle czasu, ile potrzebujesz.
X: [po dłuuuuugiej chwili]. Ma lekki brzuszek. Oponkę.
D: Serio?
X: Tak.
D: Mówiłeś, że jest idealnie piękny [śmieje się]
X: Widać nie jest [też się śmieje].
D: Co jeszcze?
X: Zaczyna łysieć. Robią mu się zakola. To widać.
D: Co jeszcze?
X: Na niektórych zdjęciach wygląda jakby miał 50 lat.
D: Haha, faktycznie - ideał piękna [śmieją się razem]. Zatem raz jeszcze pytam: Czy to prawda, że on jest idealnie piękny?
X: Nie. Brakuje mu co nieco.
D: Świetnie. Teraz już nie czujesz takiego pożądania, jak na początku.
X: To prawda.
D: Odwróć myśl "On jest idealnie piękny" tak, by odnosiło się to do Twojego myślenia.
X: Moje myślenie jest idealnie piękne.
D: Doskonale! Twoje myślenie o nim było idealnie piękne, nie on sam! Witam w rzeczywistości po raz kolejny.
X: To niesamowite.
D: Wiem. To właśnie Praca. Odwróć tę myśl odnosząc ją do siebie.
X: Ja jestem idealnie piękny. To żart.
D: Skąd wiesz? Znajdź kilka dowodów na to, że jesteś idealnie piękny.
X: Nie ma szans.
D: To będzie Twoje lekarstwo. Pomyśl. Zestawiałeś się z nim i widziałeś siebie jako mniej atrakcyjnego. Czas się obudzić. On stracił nieco w Twoich oczach z powodu oponki i łysienia [śmieją się], czas, byś Ty trochę zyskał, abyś mógł poczuć, że jesteś z nim na równi pod względem atrakcyjności.
X: Okej, kumam. No więc.... [długie milczenie]. Wiele osób mówi mi, że mam ładne usta.
D: Okej, to jest dobre.
X: Podobają mi się moje oczy. I włosy, włosy też. Są gęste, mam je po tacie.
D: Super, co jeszcze?
X: Hm... to głupie... [czerwieni się]
D: Mów.
X: Mam ładnego penisa [śmieje się]
D: Może być. Sprawdzimy to potem [śmieje się].
X: Hehe, w ramach zapłaty za pomoc psychologiczną? [śmieje się również].
D: Słonko, pomagasz sam sobie. Ja tu tylko zadaję pytania. Co jeszcze świadczy o tym, że jesteś atrakcyjny?
X: Jestem szczupły. To mi się podoba. Dobrze się ubieram. Mam ładne palce u rąk, wiele osób mi to mówi.
D: Hola hola basta, bo zaraz się w sobie zakochasz [śmieje się].
X: Może o to chodzi?
D: Może o to chodzi. W końcu kto inny ma Ci dać miłość, jeśli nie Ty sam sobie. Jeśli Ty sam siebie pokochasz - cały świat za tym podąży. To wspaniałe.
X: Trudno się doczekać.
D: Jak teraz się miewa Twój obraz siebie? Zobacz siebie i jego. Jak to widzisz?
X: Widzę, że jesteśmy niemal tak samo atrakcyjni, jak i nieatrakcyjni. Bez względu na to, czy razem, czy osobno.
D: Nareszcie Twoje myślenie jest bliższe rzeczywistości. To naprawdę miłe uczucie.
X: Zgadza się.
D: Co napisałeś w punkcie szóstym formularza?
X: Nigdy więcej nie chcę doświadczyć jego obojętności, tego, jak mnie spławia i jak mnie ignoruje.
D: Zdania z szóstego punktu odwracamy w nieco inny sposób. Ty już wiesz, że tak naprawdę to nie chcesz doświadczyć obojętności swojego myślenia, nie chcesz doświadczyć tego, jak Twoje myślenie Cię spławia i ignoruje, co działo się zawsze, gdy zamiast zajmować się sobą w swoich myślach, zajmowałeś się nim. Natomiast te zdania z szóstego punktu odwracamy w sposób taki: "Bardzo chętnie raz jeszcze..." oraz "Nie mogę się doczekać, aż znów...". Zrób to.
X: Hm... Kumam. Bardzo chętnie raz jeszcze doświadczę jego obojętności, tego, jak mnie spławia i mnie ignoruje.
D: Dalej, drugie odwrócenie.
X: Nie mogę się doczekać, aż znów będzie wobec mnie obojętny, jak mnie spławi i będzie ignorował.
D: I co teraz?
X: To brzmi dziwnie. Serio.
D: Dlaczego mógłbyś wierzyć w te myśli?
X: Hm... nie wiem.
D: Pomyśl. Daj sobie czas.
X: Jest w nich jakaś taka... wolność.
D: Tak, zgadza się. W tych myślach, nawet jeśli brzmią dziwnie, jest odrobina wolności, której pragniesz. Mogą być prawdziwe, bo gdy znów doświadczysz jego obojętności, jego spławiania i ignorowania i poczujesz się z tym źle - znów wrócisz do Pracy. Bo będziesz wiedział, że jest coś do sprawdzenia. To wspaniałe, że dzięki niemu możesz uczyć się o sobie coraz więcej i więcej, wciąż stając się coraz bardziej świadomym i wolnym człowiekiem. Gratulacje. Witam w Pracy.

niedziela, 26 września 2010

Kim zajmujesz się w swoich myślach?

Analizując treść swoich myśli i jednocześnie rozwijając swoją wewnętrzną świadomość odkrywasz, że każda myśl może dotyczyć jednego z trzech interesów: Twojego, innych ludzi lub Boga.

Myśli dotyczące Ciebie - to jedyne myśli, w których masz odpowiedzialność. Możesz pracować tylko nad sobą i to jest fakt. Mając odpowiedzialność, możesz wpływać, odzyskujesz poczucie kontroli.

Myśli dotyczące innych osób - zawsze są projekcją. Nie możesz mieć w nich odpowiedzialności, bo za pomocą zaimków osobowych ją sobie odebrałeś. Myślisz "Mietek jest idiotą". Zawsze odwracasz te myśli, aby odzyskać odpowiedzialność, rozpoznać projekcję i mieć kontrolę: "Ja jestem idiotą" albo "Moje myślenie jest idiotyczne" - i znajdujesz dowody, że tak jest. Po co? Byś nabrał pokory przed Mietkiem i mógł się od niego uczyć. Bez pokory nie ma nauki.

Myśli wchodzące w interes Boga - nie musisz w niego wierzyć. Chodzi tutaj o te myśli, które dotyczą spraw, na które nie masz żadnego wpływu, np. "Pada deszcz" albo "Notowanie giełdy spadają na łeb na szyję." - nic nie poradzisz, bo to sprawa Boga/ Wszechświata, jaka jest pogoda i co dzieje się na giełdzie. To Twój sprzeciw wobec tego jest dla Ciebie bolesny, bo za tymi myślami - jeśli sprawiają, że cierpisz - kryje się niejawna "powinność": jest zła pogoda -> pogoda powinna być dobra. I to nad tą myślą pracujesz. I odkrywasz, że lepiej żyje się z myślą, że pogoda powinna być zła, jeśli jest zła. Finito. A odwracając takie myśli, możesz sformułować zdanie: "Moje myślenie powinno być dobre" - i już wiesz, nad czym pracować.

Odwracając myśli odkrywasz, że każda tak naprawdę dotyczy Ciebie. To magiczne, jak potrafimy rzutować własne szaleństwa na otoczenie. Jeśli moje myślenie jest szalone, to będę je rzutował na świat, będę je rzutował JAKO świat i będę widział szalony świat i szalonych ludzi myśląc, że to tam właśnie jest problem. To nie obraz jest zły, to projektor trzeba przeczyścić. Ale wiesz to tylko, jeśli wracasz do swojego interesu i odkrywasz to, odwracając swoje myśli. Rób to często, żyj odwróceniami - one pokażą Ci drogę.

środa, 15 września 2010

Pokaż mi swój profil, a powiem Ci, czego się boisz

Bać się nie wolno, bać się nie wypada, bo kto się boi, ten mięczak - prawda? Takie o to kolektywne przekonanie wbijane jest nam, facetom, do głowy w trakcie socjalizacji. Tworzy to wspaniały grunt do wyhodowania sobie na osobowości lękowej maski twardziela. Twardziela, który tak bardzo oszukał sam siebie, że jest twardy, że nie dopuszcza do głosu swoich lęków.

A szkoda. Bo zamiast je tłamsić, pokonywać czy przemagać, mógłby po prostu nad nimi pracować, np. wychodząc naprzeciw nim ze zrozumieniem.

Jeśli się boisz, to znaczy, że powinieneś. Wiemy to stąd, że się boisz. To proste. Nie uciekniesz przed swoim umysłem, nie zamordujesz części siebie, która się boi. Wyjdź jej naprzeciw, ale nie z alkoholem, tabletkami czy uzależnieniem od seksu, pracoholizmem lub narkotykami. Potraktuj te lękliwe myśli jak dzieci, które domagają się uwagi i które trzeba odpowiednio (czyt. łagodnie i ze zrozumieniem) wychować.

Nie trzeba być twardzielem, jeśli nie jest się najpierw mięczakiem - prawo dualizmu to mówi. I to właśnie u tych osób - "twardzieli" - pozujących na nieustraszonych pogromców, którzy zawsze się przełamują, budzące lęk myśli potrafią się przebierać na różne sposoby. Wchodzisz na profil takiego delikwenta i czytasz, że szuka on osób szczerych i bezpośrednich. Ładna idea, ale tylko z pozoru. Po pierwsze zakłada, że ludzie generalnie są zakłamani. A to nie ludzie są zakłamani, ale osąd, że są. Po drugie zakłada - wkurwię się, jak mnie ktoś okłamie lub nie będzie bezpośredni. Wkurwię się, bo tak naprawdę boję się, że mnie oszukasz, że coś przede mną utaisz i to obróci się przeciwko mnie - oto, co tam się kryje naprawdę. Jednak gość, który mianuje się "twardzielem" nigdy przenigdy nie zdejmie maski pod czyimś naporem i nie przyzna się do swoich obaw. Dlaczego? Bo się boi!

Cóż za mentalne zakleszczenie.

Co jeszcze można tam między wierszami wyczytać?

"Nie szukam do związku, potrzebuję swobody, lubię być singlem" - boję się komuś coś obiecać i nie dotrzymać słowa, boję się być konsekwentnym, bo jak coś obiecam i nie dotrzymam słowa, to mnie ukarzesz i będzie mnie boleć. Związki są więzieniem, są złotą klatką, a ja chcę być wolny, zapominając, że wolność to kwestia nie bycia lub niebycia w związku, ale kwestia świadomości.

"Warunek to duża pałka - od 20 cm wzwyż" - nie chcę uprawiać seksu z kimś, kto ma małą pałę, boję się, że seks będzie beznadziejny z kimś, kto ma mniejszą pałę. Boję się, że będę musiał udawać, że jest mi dobrze, unieszczęśliwiając się w ten sposób jednocześnie. Seks to tylko mechanistyczna zabawa, bez emocji, bliskości. To tylko sport, osiąganie kolejnych rekordów.

"Szukam kogoś, kto wie, czego chce" - bo kurwa sam nie wiem, czego chce. Boję się ludzi, którzy mogą nagle zmienić zdanie, np. wyjechać lub mnie olać. Chcę od razu wiedzieć, czy mnie chcesz, czy nie, bo inaczej nie czuję się spokojny, boję się.

"Szukam kogoś po przejściach" - j.w. - jeśli będziesz po przejściach, to lepiej będziesz wiedział, czego chcesz, więc jest mniejsza szansa, że mnie zostawisz, a tego boję się najbardziej. Szukam podobnego do siebie, bo też jestem po przejściach.

"Nie jestem zabawką" - boję się wykorzystania, że ktoś "zrobi" mi nadzieję, a ja mu uwierzę w jego słowa i potem rozczaruję, co będzie mnie boleć. Tego boję się najbardziej. Weź odpowiedzialność za moje uczucia, bo sam jej nie biorę, lecz oddaję Tobie - zupełnie naiwnie wierząc, że masz nad nimi kontrolę.

"Miłość nie istnieje / nie wierzę w miłość" - chciałbym bardzo nie wierzyć w miłość, żeby już nigdy więcej się nie rozczarować. Przyjdź proszę i udowodnij mi, że miłość wciąż istnieje! Ta prawdziwa! kłóć się ze mną, pokaż mi, że nie mam racji.

"Jestem chamem, gnojem, prostakiem" - nie chcę Cię rozczarować, dlatego uprzedzam. Boję się sytuacji, w których kogoś rozczarowuję.

"Ciotom i przegiętym dziękuję" - wstydzę się ciotowatości, którą ukrywam, której nienawidzę. Boję się, że ktoś o mnie pomyśli "ciota" albo "przegięty". Facet powinien zachowywać się jak facet, nawet gdy się tak nie zachowuje. Opinia innych ludzi jest dla mnie ważniejsza, niż to, byś był sobą.

I oto właśnie są projekcje własnych lęków. A w rzeczywistości wszystko jest okej. Problem nie leży "na zewnątrz" - w za małych fiutach, ludziach, którzy opowiadają bajki czy przegiętych ciotach. Błąd leży w sposobie myślenia. To tylko kwestia świadomości. A jedyną drogą poszerzania świadomości jest medytacja.

niedziela, 12 września 2010

Osoby, z którymi masz problem - Twoi najlepsi nauczyciele

Z faktu, że nasz umysł płata nam figle i wciąż wbija nas w matrix niekończących się projekcji, nie zdajemy sobie często sprawy. Wciąż wielu ludzi jest w stanie poświęcić życie, by dowieść prawdziwości swoich wyobrażeń na temat rzeczywistości. My jednak wybierzemy inną drogę - tym razem drogę zwaną prawdą.

Jeśli czytałeś mojego poprzedniego posta, zapoznałeś się już zapewne z rewolucyjnym i bardzo efektywnym systemem rozwoju zwanym Pracą (The Work) autorstwa Byron Katie. Dziś pokażę Ci bardzo wyśmienity i skuteczny sposób, jak wydobywać z siebie przekonania, nad którymi warto (oj bardzo!) posiedzieć.

Ludzie, którzy Cię otaczają - szczególnie ci, którzy Cię wkurwiają, dołują czy przerażają - to Twoi najlepsi nauczyciele. Dzięki metodzie, którą dziś poznasz, nauczysz się wykorzystywać w pełni nauki, które Ci oferują. To mądre, bo dzięki temu nie musisz zastanawiać się, co jest projekcją Twojego umysłu, a co nie. Po prostu wyjdzie to samo w trakcie Pracy.

Tą metodą jest tzw. Formularz Oceny Bliźniego - autorstwa (a jakże) samej Byron Katie.

Poniżej przedstawiam jego pytania. Pamiętaj, że dotyczą one drugiej osoby. W żadnym wypadku nie oceniaj w nim siebie. Odpowiadając na pytania, bądź szczery, małostkowy, chamski i bezpośredni. To nie miejsce na kulturę. Proszę, nie próbuj być uduchowiony czy subtelny. Pozwól sobie na to, aby napisać wprost to, co naprawdę myślisz na temat drugiej osoby. Paradoksalnie - analizując myśli dot. niej, odkryjesz swoje wnętrze.

1. Z czyjego powodu jesteś zły, smutny, załamany, przestraszony (ogólnie czujesz się źle)? Czego nie lubisz w tej osobie?
2. Co chciałbyś, aby zmieniło się w tej osobie? Co chcesz, aby zrobiła?
3. Jaka ta osoba powinna lub nie powinna być? Co powinna myśleć, czuć, kim być lub nie być? Jaką dałbyś jej radę?
4. Czego potrzebujesz od tej osoby? Co musiałaby zrobić, abyś był szczęśliwy?
5. Co myślisz o tej osobie? Zrób listę.
6. Czego nie chcesz ponownie doświadczyć od tej osoby? Opisz to.

Okej. Teraz przykład.

1. Nie lubię Gienka. Jestem przez niego bardzo, bardzo zły. Nie znoszę, kiedy się wymądrza, gdy mi przerywa i gdy głupio się śmieje, gdy próbuję coś powiedzieć.
2. Chciałbym, aby Gienek spoważniał. Chciałbym, aby w końcu zaczął mnie słuchać.
3. Gienek nie powinien być taki dziecinny. Powinien być bardziej poważny i serio traktować ludzi.
4. Potrzebuję, aby Gienek dał mi skończyć to, co mówię. I żeby w końcu wziął mnie na serio.
5. Myślę, że Gienek jest jak dziecko. Jest infantylny, prostacki, kretyński.
6. Nie chcę już nigdy, aby Gienek mi przerywał moje wypowiedzi. Nie chcę, aby śmiał się z tego, co mówię, gdy mówię o rzeczach, które są dla mnie ważne i które traktuję serio.

I masz wypełniony formularz. Co z nim robisz? Jak pewnie pamiętasz, Praca polega na zadawaniu sobie 4 pytań odnośnie konkretnej myśli, a następnie odwracaniu jej na różne sposoby, celem sprawdzenia, na ile alternatywy również są prawdziwe. Pytania formularza pozwalają Ci wydobyć z siebie historie dotyczące drugiej osoby. Robienie procedury Pracy, którą poznałeś w poprzednim poście, pozwala z kolei te historie zweryfikować. Wiele z nich okazuje się niczym, jak tylko projekcją dotyczącą nas samych. Ale to już pozostawiam do odkrycia Tobie.

Przykład:

"Gienek nie powinien być taki dziecinny."

1. Czy to prawda, że nie powinien? Jak jest w rzeczywistości?
2. Czy możesz być na 100% pewien, że Gienek nie powinien być dziecinny?
3. Jak reagujesz, gdy pojawia się myśl, że Gienek nie powinien być dziecinny, podczas, gdy on jest dziecinny? Czy ta myśl jest dla Ciebie korzystna?
4. Kim byś był, gdybyś nie mógł pomyśleć, że Gienek nie powinien być dziecinny, podczas, gdy jest dziecinny?

Odwrócenia (do każdego znajdź powody, dla którego może być prawdziwe)
- Gienek powinien być dziecinny - Czy to może być prawda?
- Ja nie powinienem być taki dziecinny - Czy to może być prawda?
- Ja powinienem być taki dziecinny - Czy to może być prawda?

I lecisz z kolejnym zdaniem.

Nie wierz mi na słowo - sprawdź to i zobacz, jak niezwykłe to doświadczenie. Wiem to, bo gdy pierwszy raz wypełniłem formularz dot. bliskich mi osób i zacząłem pracować ze swoimi myślami na ich temat, miałem niezwykłe uczucie uwalniania się od wielkiego ciężaru. Do tego stopnia, że popłynęły mi łzy. Absolutnie niezwykłe uczucie.

Standardową Pracę robisz to ze wszystkimi myślami po kolei. Wyjątkiem jest pytanie nr 6 z formularza. Zdania, które są odpowiedzią na pytanie nr 6, odwracasz w inny sposób: "Bardzo chciałbym, aby..." lub "Nie mogę się doczekać, aby...".

Np. "Nie chcę już nigdy więcej słyszeć, jak mi ubliża" -> "Bardzo chętnie posłucham, jak mi ubliża."

Te jednak odwrócenia robisz dopiero, gdy przerobisz zdania z wcześniejszych pytań 1 - 5.

Nie lubisz moherów? Nie znosisz ojca redaktora? Masz dość swojej matki/ ojca? Wkurwia Cię sąsiad? A może Twój facet doprowadza Cię do ostateczności? Opisz ich w formularzu i wykonaj swoją Pracę. To zdumiewające, jak nasi najwięksi wrogowie i osoby, z którymi mamy problem, okazują się być najlepszymi nauczycielami życia. Są niczym lustra, w których się przeglądasz i widzisz swoje przebogate wnętrze. Tak właśnie jest w istocie, ale moje słowa na nic się tutaj nie zdadzą - nie bierz ich na wiarę ani też nie odrzucaj ich pochopnie. Najlepiej wykonaj swoją Pracę i przekonaj się o tym osobiście. Bo wszystkie te moje "oświeceniowe" myśli gówno będą warte, jeśli nie poprzesz ich SWOIM doświadczeniem.

Zatem do dzieła, Mistrzu. Weź na tapetę swoich rodziców najpierw, bo to oni stworzyli w dużej mierze podwaliny Twojej tożsamości. Potem przerób wszystkich swoich ex facetów i - jeśli masz - to aktualnego. Przerób każdą osobę, którą uznasz za wartą swojej uwagi.

O tym, jak pasjonującą zabawą jest odkrywanie prawdy o sobie, dowiesz się w momencie, gdy to wykonujesz. Teraz chwytaj kartkę, długopis i do dzieła.

czwartek, 9 września 2010

Kwestionowanie swojego myślenia - sposób na każdy problem


100% - prawdopodobnie dokładnie tyle problemów możesz "wykasować", stosując The Work (Praca). Tak, zgadza się - wracamy do tematu The Work, aby poznać jeszcze bliżej ten cieszący się coraz większą popularnością rewolucyjny system zmiany osobistej.

"To nie problem sprawia, że cierpisz, lecz sposób myślenia o nim. Zmień go, a problem zniknie. Pomoże Ci w tym Praca, rewolucyjny proces uzdrawiania psychicznego i duchowego" - czytamy na tyle książki autorki systemu Byron Katie pt. "Kochaj, co masz".

"Praca to po prostu cztery pytania. Jeśli je sobie zadasz, odnosząc się do konkretnego problemu, ujrzysz to, co cię martwi lub irytuje, w zupełnie innym świetle. Przestaniesz walczyć z rzeczywistością i odkryjesz spokój. Swoje życie przyjmiesz z radością."

To prawdopodobnie jeden z najlepszych opisów Pracy, z jakim miałem styczność. Prosty, prezentujący istotę tego systemu i korzyści, które z niego wynikają. W rzeczywistości Praca nie ma ograniczeń - nie ma dowodów, że za pomocą Pracy nie da się rozkminić nawet najgorszego problemu życiowego.

Zacznijmy od problemów.

Dostajemy pewien zestaw przekonań o świecie, który już sam w sobie rodzi problemy, bo nie jest samym światem lecz tylko jego modelem. Ten model nigdy nie jest prawdziwy, bo model to model, a rzeczywistość to rzeczywistość. Każda niezgodność pomiędzy naszym myśleniem a światem rodzi problem, co odczuwamy w postaci stresu, lęku, złości, smutku, żalu, wstydu czy poczucia winy. Generalnie wszystkie te emocje mają jedną składową - napięcie. Tak właśnie - niezgodność myśli z rzeczywistością rodzi napięcie.

Rzeczywistość nie posiada problemów. Jest doskonała. Ptaszki śpiewają, słoneczko świeci itd. Wtedy wpada człowiek i zaczyna się jazda: osądza, porównuje, nie dostrzega, pomija, przeinacza, zniekształca, nadaje znaczenia, zgaduje, co kto myśli itd. I wszystkie te funkcje umysłowe - bardzo adaptacyjne i korzystne w procesie robienia postępu cywilizacyjnego - wywołują też niestety konflikty z rzeczywistością. Konflikty, które toczą się w naszych umysłach.

W szpitalu leży kobieta chora na raka. Prosiła o rozmowę z Byron Katie, autorką Pracy. Mówi do niej, że ma problem. Poważny problem ze zdrowiem.
Byron Katie: - Nie widzę żadnego problemu.
Kobieta odkryła prześcieradło. Okazało się, że jedna jej noga jest cała czerwona i napuchnięta.
B.K.: - Nadal nie widzę problemu!
Kobieta: - Jak to nie widzisz?!
B.K.: - Aha, zdaje się, że widzę. Sądzisz, że twoja noga nie powinna być napuchnięta i czerwona.
Kobieta zaczęła się śmiać jak dziecko.

Procedura Pracy, czyli sztuka rozwiązywania problemów

Jest prosta. Chwyć za długopis i kartkę. Bądź ze sobą szczery i łagodny dla siebie. Spisz wszystko, co Cię boli. Pisz wprost. Przelewaj na papier swoje najszczersze myśli, na jakie tylko Cię stać w danej - szczególnie te, o których myślisz, że nie powinny się były pojawić w Twoim umyśle. Wyczerp temat, bez względu na to, ile to nie zajmie czasu.

Gdy to zrobisz, odłóż kartkę. Odejdź, uspokój się (opisywanie swoich problemów w tak szczery sposób może a nawet powinno poruszyć negatywne emocje - w końcu gdyby nie one, nie miałbyś problemu). Czasem trzeba dłuższego czasu, aby się uspokoić, odetchnąć. Polecam wtedy ćwiczenie koherencji serca (poszukaj na blogu, było sporo o koherencji).

Następnie wróć do kartki i przeczytaj raz jeszcze całość. Pewne fragmenty będą wydawać się absurdalne i będziesz się zastanawiał, o co Ci w ogóle chodziło (!). Pewne będą nadal budzić w Tobie negatywne emocje. Zaznacz je - to ważne myśli, które będziemy weryfikować.

Potem spisz wszystkie zaznaczone myśli osobno. Będziesz nad nimi pracował, zadając sobie pytania z systemu The Work. Weź pierwszą i spytaj:

"Czy to prawda?"

Czy ta myśl jest zgodna z rzeczywistością? Często już na początku okazuje się, że dana myśl jest głupstwem i niedorzecznością. Czasem warto na spokojnie pomedytować z tym pytaniem, gdyż po jakimś czasie pojawia się inne zrozumienie danej myśli. Zrozumienie, które da Ci pewien wgląd w siebie. Czasem odpowiesz "Tak, to prawda". Żadna odpowiedź nie jest ani zła, ani dobra. Po prostu informuje Cię o tym, w co wierzy Twój umysł.

Przykład:
"Muszę się bardziej starać."
- Czy to prawda? Czy naprawdę coś musisz? Czy istnieje coś takiego, jak przymus?
Uzyskując wgląd, uświadamiasz sobie, że "muszę" nie istnieje w rzeczywistości - to tylko sposób, w jaki próbujesz się do czegoś zmotywować.

"Czy mogę być pewien na 100%, że ta myśl to prawda?"

Często, gdy na pierwsze pytanie pada odpowiedź "tak", drugie okazuje się rzucać nowe światło na daną myśl. Pewne myśli wydają się prawdziwe, ale po zadaniu sobie tego pytania okazuje się, że nie mamy pewności w 100%. To potrafi zdestabilizować wiarę w prawdziwość danej myśli.

Przykład:
"Muszę się bardziej starać."
- Czy mogę być pewien na 100%, że muszę się bardziej starać?

"Jak reagujesz, gdy pojawia się ta myśl?"

To pytanie ma moc oświecania umysłu. Nagle bowiem uświadamiasz sobie wewnętrzną przyczynę i skutek. Już wiesz, że problem nie leży w obiektywnej rzeczywistości, ale w Twoim myśleniu o niej. Twoje emocje to konsekwencja wiary w swoje myśli. Okazuje się, że nawet tak ładnie brzmiące, wzniosłe przesłania, jak "Ludzie powinni kochać bardziej", niosą ze sobą napięcie i niepokój - jeśli się w nie wierzy. Czy sam umiesz kochać bardziej, niż kochasz? Hm...

Przykład:
"Muszę się bardziej starać."
Jak reagujesz, gdy pojawia się ta myśl? Jakie obrazy widzisz w wyobraźni? Jakim głosem do siebie to mówisz? Jakie emocje czujesz? Do czego zmusza Cię wiara w taką myśl? Jakie zachowania generuje? Jakie obsesje, nałogi, uzależnienia? Czy znasz kogoś, kto stara się bardziej, niż się stara? Jak wygląda życie człowieka, który wierzy w taką myśl?

"Kim byłbym bez tej myśli?"

Pytanie, które wyrzuca Cię poza model myślenia o problemie. Cudownie wyzwalające. Kontemplacja nad odpowiedzią może być bardzo bogatym doświadczeniem. Nigdy nie odpowiadaj na to pytanie szybko i pochopnie - daj sobie czas na wyjście poza przyjęty wcześniej model myślenia. Odpowiadaj intuicyjnie, czekaj, aż pojawią się obrazy, dźwięki, odczucia.

Przykład:
"Muszę się bardziej starać."
Kim byłbyś bez myśli, że musisz się bardziej starać? Jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś w to nie wierzył? Jak traktowałbyś siebie, gdybyś nie mógł pomyśleć, że musisz się bardziej starać?

Ostatni etap - odwrócenia.

Gdy zakwestionujesz myśl i sprawdzisz jej prawdziwość oraz przydatność, dokonaj odwrócenia myśli. Odwrócenie to myśl, która została zbudowana w opozycji lub alternatywnie do myśli, którą badasz. Możesz skonstruować odwrócenia np. zaprzeczając pierwotnej myśli, zamieniając różne słowa, odwracając relacje, które występują w myśli. Oto przykłady odwróceń:

"Muszę się bardziej starać."
- Nie muszę się bardziej starać.
- Mogę się bardziej starać.
- Chcę się bardziej starać.
- Muszę się mniej starać.
- Nie muszę się mniej starać.
- Inni ludzie muszą się bardziej starać.
- Inni ludzie nie muszą się bardziej starać.
- Moje myślenie musi się bardziej starać.
- itd.

Spisz odwrócenia swojej myśli i sprawdź, czy nie są prawdziwe lub nawet prawdziwsze od pierwotnej myśli. Moje doświadczenie mówi mi, że zdanie "Nie muszę się starać" jest bardziej prawdziwe, niż "Muszę się bardziej starać." To naprawdę wyzwalające odczucie.

Jeśli któreś odwrócenie nie wydaje Ci się prawdziwe, daj sobie czas, aby odnaleźć dobre, przekonujące Cię przykłady, które dowiodą jej prawdziwości.

***

Gdy skończysz pracować z daną myślą, przejdź do kolejnej - aż odhaczysz całą listę najważniejszych myśli. Efekty Twojej Pracy mogą przyjść od razu - np. w trakcie poczujesz ulgę i spokój. Może być tak, że nie od razu zobaczysz efekty. Mogą one przyjść dopiero po jakimś czasie i np. dopiero po tygodniu czy miesiącu poczujesz to wyraźnie. To nie ma znaczenia - efekty Pracy są zawsze w każdym przypadku. Tylko nie zawsze widać je od razu.

Każde przejście procedury 4 pytań i odwrócenia myśli powoduje otworzenie dostępu do kolejnych przekonań, które miałeś już wcześniej, ale sobie ich nie uświadamiałeś. Wierz mi - Praca to znakomita i fascynująca podróż w głąb siebie. Odkrywasz, jak robisz siebie w bambuko. Od wielu miesięcy stosuję Pracę niemal codziennie, medytuję z jej pytaniami i odkrywam, ile póz, ile masek miałem, dochodząc coraz głębiej w siebie i odkrywając coraz wspanialszą prawdę o sobie i ludziach. Nie mam słów, by to opisać.

Nigdy nie walcz z myślami, nie próbuj się ich pozbyć.

To nic nie da. Nie Ty powołałeś myśl do istnienia, lecz Wszechświat. Walka z nim nigdy nie jest dobra, bo zawsze przegrasz. Myśl sama odejdzie, jeśli nadejdzie jej pora. Niektóre myśli po zastosowaniu Pracy nadal wydają się prawdziwe, choć możemy sobie zdawać sprawę z ich szkodliwości. Nie przejmuj się tym. Następnym razem, gdy wrócisz do tej myśli, Twój umysł będzie już bardziej oświecony. I jeszcze lepiej zrozumiesz, po co Ci ta myśl. A może nawet zrozumiesz, że nigdy nie przerabiasz dwa razy tej samej myśli, bo każda jest inna?

Praca to prawdopodobnie jeden z najlepszych sposobów na życiowe problemy i rozterki. To nawet nie jest technika - to pewna filozofia życiowa. Wykonujesz Pracę tak długo, aż stanie się Twoim nawykiem, a potem już jej nie robisz - to Praca robi Ciebie, każdego dnia podważając prawdziwość i efektywność Twojego myślenia, dostarczając Ci niezliczonych alternatyw w sposobie Twojego myślenia. Twoje przekonania zaczną sypać się, jak liście jesienią. A Ty będziesz odkrywał coraz bardziej prawdziwego i autentycznego siebie.

Zdu_mie_wa_ją_ce!

Wskazówki do Pracy:

- zadawaj sobie pytania i oczekuj odpowiedzi w ciszy Twojego umysłu - pomaga zamknięcie oczu
- spisuj na papierze historie, z którymi chcesz pracować - inaczej mogą Ci umknąć
- Praca to forma medytacji czy kontemplacji - odpowiadaj tak, jak czujesz, nie ma dobrych i złych odpowiedzi
- bądź ze sobą szczery - nawet, jeśli wydaje Ci się, że prawda jest brutalna (nigdy nie jest)
- nie walcz z myślami, one same odejdą, gdy będzie pora
- każda myśl jest Ci potrzebna, jeśli się pojawiła
- daj sobie czas na odpowiedź
- odpowiadaj sercem - tylko ono zna prawdziwą odpowiedź, nie umysł
- zawsze rób całą procedurę - nawet, jeśli w trakcie poczujesz, że "problem odpuścił"
- nigdy nie przerabiasz dwa razy tej samej myśli - nawet, jeśli brzmi i wygląda tak samo - teraz to już inna myśl, niż poprzednio, bo zmieniłeś się Ty i Twoje myślenie
- w danej chwili pracujesz tylko z jedną myślą (to niemożliwe, by Pracować na dwóch naraz)

Polecam z całego serca Pracę. I na pewno będę o niej pisał w przyszłości jeszcze niejeden raz. Pozdrawiam i do napisania.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Jak chcesz być postrzegany? - czyli społeczne niewolnictwo mentalne

To chyba najlepszy sposób na bycie nieautentycznym i niespontanicznym - tworzenie sobie tzw. wizerunku społecznego. Jako istota społeczna być może chcesz być postrzegany w pewien konkretny sposób - np. jako osoba dynamiczna, kreatywna, zabawna etc. etc. I gdzieś podświadomie, im bardziej chcesz taki być, tym mniej jesteś. Bo modalny operator możliwości "chcę być" zakłada, że nie jesteś. I wtedy zaczyna się bardzo stresująca gonitwa za własnym wyobrażeniem samego siebie. Czy to faktycznie wybór wolnego umysłu? Czy już pułapka i forma mentalnego niewolnictwa?

Społeczny matrix dyktuje zasady. Dzięki niemu być może masz w głowie następujące bajki:

- Zależy mi, aby być postrzeganym jako człowiek inteligentny
- ... zabawny
- ... zdrowy
- ... konsekwentny
- ... sukcesu
- ... bogaty
- ... ble ble ble co jeszcze?

Każda z tych historii - jeśli w nią wierzysz - staje się mieczem obosiecznym. Z jednej strony tworzysz sobie cel, do którego chcesz zmierzać. I to jest okej. Jednak często prowadzi to do okropnych konsekwencji. Na przykład pustego szpanerstwa, gdzie ktoś kupuje sobie oryginalne ciuchy, gdy nie stać go na porządny obiad. Albo do pozerstwa - udawania, że wszystko jest okej, podczas gdy np. zdrowie czy emocje szwankują (amerykańskie "keep smiling" itp.).

To sztuczność.

Plastik osobowościowy. Jakże często dotyka to Gejów w małych miastach i mieścinach, gdzie za wszelką cenę próbują wyglądać i zachowywać się zupełnie, jak "normalni ludzie", czyli hetero kumple. Noszą koszule a la drwal, dżinsy, obśmiewają cioty, piją piwo podczas meczu, bekają, oglądają się za dupami. Po co? Aby wypaść w ich oczach dobrze. Może w środku chciałby ubrać różowy fatałaszek, może w środku nie ma ochoty oglądać tego nudnego meczu, może napiłby się owocowego likierku, ale kurwa nie - bo co kumple powiedzą? Wizerun musi być!

Im mniej Ci zależy na tym, jak mają Cię postrzegać inni ludzie, tym bardziej jesteś swobodny, wolny, autentyczny i spontaniczny. Oczywiście, że ryzykujesz odrzucenie - co jawi się jako jeden z najgorszych społecznych scenariuszy. Niemniej to tylko historia do przerobienia. Jeśli ktoś nie chce z Tobą przebywać, bo źle się czuje, gdy zachowujesz się tak, jak się zachowujesz (zakładając, że nie łamiesz ekologii, czyli nie robisz nikomu bubu), to absolutnie jego sprawa i jego ścieżka rozwoju. Wszechświat daje Ci znak - nie potrzebujesz już przebywać z tą osobą.

W momencie, gdy zaczniesz podważać prawdziwość i efektywność historii o postrzeganiu Cię przez innych ludzi - zaczną się dziać rzeczy magiczne. Oto bowiem, podobnie jak ja ostatniej soboty, na imprezie w heteryckim klubie wyjdziesz na środek parkietu i megapedalskim wdzianku zaczniesz tańczyć tak zniewieściale, jak tylko można. I robiąc to spójnie, bez żadnego wewnętrznego "ale", odkryjesz, że inni bawią się tym razem z Tobą - nawet, jeśli stoją pod ścianą i nieśmiało sączą soczek.

Bo ludzie podążają za spójnością.

Wiesz to, bo znasz historię i wiesz, jak np. na Niemców swoją spójnością wpłynął Hitler. Bo wiesz, jak to jest, gdy nieznany artysta uprawia swoją dziwną, nierozumianą przez nikogo sztukę, ale robi to spójnie i konsekwentnie, przez co po latach zostaje uznany ikoną, klasykiem, wydarzeniem itd. Bo wiesz, że jeśli powiesz coś raz spójnie, krótko i mocno, to działa to lepiej, niż elaborat na 50 stron.

Zdejmij swoje społeczne maski. Uwolnij autentycznego siebie. Podważaj prawdziwość swoich myśli, by okazało się, że irracjonalne lęki, destruktywne poczucie winy czy wstydu są po prostu niepotrzebne i oparte na nieprawdziwych przekonaniach.

Baw się i eksperymentuj.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Jak medytować? - czyli sposób na poznanie swojego umysłu

Pozycja kwiatu lotosu, mistyczna mantra "ooooommmmm" wydobywająca się w ust, zapach kadzideł - oto, jak wyobrażamy sobie medytację. Jednak prawdziwy artysta rozwoju osobistego potrafi medytować zawsze i wszędzie - nawet podczas zmywania naczyń. Po co? By odkrywać swoją wewnętrzną, podświadomą strukturę. To wspaniała inwestycja, bo medytując osiągasz wiele celów:

  • poznajesz szczerze samego siebie - swoje lęki, radości, nadzieje itd.
  • poprawiasz stan swojego zdrowia fizycznego i psychicznego
  • wewnętrznie się uspokajasz, znajdujesz błogość i harmonię
  • poprawiasz jakość swojego życia
  • wywalasz śmieci ze swojego umysłu, co pozwala Ci klarowniej myśleć
  • częściej jesteś tu i teraz, zamiast odpływać w przeszłość czy przyszłość
Na czym jednak polega medytacja? Co trzeba robić w swoim umyśle, aby medytacja spełniała swoją funkcję. Odsuńmy na bok na razie różne szkoły medytacji rozsiane na całym świecie, z których każda ma swoje zalecenia i sposoby, i skoncentrujmy się na jednej z ciekawszych definicji: medytacja to świadome obserwowanie swoich myśli. To osiąganie wglądów.

Tak, to nie wydaje się przekonujące. Bo po co niby to obserwować? Przecież to niczego nie zmieni, prawda? Nie, to nie jest prawda. Świadomość tego, co i jak się myśli, daje Ci dostęp do możliwości dokonywania wyboru. Nieuświadomione myśli są deterministyczne - tworzą Cię i o tym nie wiesz. Uświadomione myśli to myśli, które stają się opcją a nie koniecznością. Nie od razu, ale im dłużej medytujesz, tym lepsze efekty osiągniesz.

Z zeszłym roku na łamach bloga opisywałem metodę zwaną The Work, która w skrócie polega na tym, że zapisujesz swoje myśli i zadajesz im 4 pytania, aby ją podważyć: 1. Czy to prawda? 2. Czy mogę być tego pewien na 100%? 3. Czy wiara w tę myśl jest korzystna dla mojego życia? 4. Kim bym był, gdybym nie mógł w to uwierzyć? A następnie odwracamy myśl, np. zaprzeczając jej lub odwracając relację, która w niej występuje, by sprawdzić prawdziwość tych odwróceń. The Work to wspaniała metoda rozwiązywania problemów, która polega na aktualizowaniu myśli, które rzadko kiedy doganiają złożoność i dynamiczność rzeczywistości.

The Work z czasem zmieniło się dla mnie z systemu rozwiązywania problemów na sposób na medytację i uzyskiwanie wglądów. Kiedyś odpowiadałem na pytania TW szybko i w miarę logicznie, co jednak okazało się nieefektywne w 100%. Gdy zadajesz sobie pytanie dot. danej myśli, najpierw zawsze odpowie dialog wewnętrzny, który - za przeproszeniem - chuja wie. Wciąż powtarzaj pytanie aż POCZUJESZ odpowiedź w ciele. Wtedy masz pewność, że pytanie dotarło do części limbicznej mózgu odpowiedzialnej za emocje i stany fizjologiczne ciała - a więc głęboko w Twoją podświadomość. Na to trzeba czasu i cierpliwości. Bywa, że chodzę z jednym pytaniem kilka dni, zanim w pełni uświadomię sobie, jaką rolę w moim życiu pełni wiara w daną myśl i po co mi ona.

Wgląd to bardzo miła sprawa. Oto bowiem - czasem zupełnie nagle - okazuje się, że Twój problem ma korzenie zupełnie gdzie indziej, niż się tego spodziewałeś i zaczynasz wchodzić w świat swoich myśli i obserwować je, jak latają dookoła Ciebie, jak wnikają w Twoje ciało, jakie reakcje to powoduje, co słyszysz w myślach, co widzisz oczami wyobraźni. Magia i zupełny odlot, szczególnie, gdy Twoje serce jest w stanie koherencji, co pozwala Ci obserwować swoje myśli w zupełnym spokoju i błogości ducha i jednocześnie podchodzić do nich z dużym dystansem.

Wszystkie nieszczęścia ludzi polegają na tym, że uwierzyli, że są swoimi myślami.

Mózg to organ, który reaguje na wszystko. To, co nazywasz myślami o sobie, to nie Ty, ale tylko Twoje myśli o sobie. Zawsze jest jeszcze ten, kto myśli. Stąd zawsze jesteś kimś więcej, niż swoją myślą o sobie.

Naucz się wchodzić w koherencję serca (poszukaj o tym na blogu), uświadamiaj sobie swoje myśli, zadawaj sobie pytania i wczuwaj się w odpowiedzi. Daj sobie czas, daj sobie cierpliwość i luz. Niczego nie zmieniaj, to tylko myśli, które odpłyną, jeśli nie będą już potrzebne. A jeśli są, to znaczy, że są potrzebne. Po co? To dobre pytanie, aby uzyskać wgląd.

Baw się medytacją, do której gorąco zachęcam. Chcesz o sobie świadomie wiedzieć więcej, jednocząc części swojej tożsamości w jedną, spójną całość. A to jedyna tak dobrze sprawdzona droga.

czwartek, 12 sierpnia 2010

2 mózgi w mózgu - czyli historie racjonalne i emocjonalne

Idąc coraz głębiej w zupełnie nieracjonalne acz intuicyjne poznanie swojego umysłu, z czasem dokonujesz zaskakującego odkrycia - że historie, które opowiada Ci Twój umysł możesz - dość racjonalnie zresztą - podzielić na co najmniej 2 typy: historie racjonalne i emocjonalne.

Oczywiście ten podział - jak każdy inny - jest nieprawdziwy, acz bywa pożyteczny. Tak naprawdę większości historii nie da się w 100% sklasyfikować tylko jako racjonalną, ani tylko emocjonalną. Jedynym modelem, który to dobrze opisuje, jest logika rozmyta. Praktycznie każda historia przynależy zawsze do obu zbiorów historii racjonalnych i emocjonalnych jednocześnie, tyle że w różnym stopniu.

Jak już pewnie wiesz z wcześniejszych moich postów, umysł, jako ogół procesów zachodzących w mózgu, to nic innego jak zbiór wdrukowanych historyjek - o tym, co dobre, złe, ważne, nieważne, znane, nieznane etc. Te historie tworzą nasz obraz świata - zwany czasem modelem rzeczywistości. Nasze układy nerwowe tworzą go, abyśmy mogli osiągać w rzeczywistości pewne powtarzalne rezultaty - zdobywać żarcie, kopulować, spać, choć nie tylko, bo z biegiem czasu rozszerzyliśmy naszą paletę celów do tak niedookreślonych wartości, jak samorealizacja czy spełnienie.

Emocjonalna historia to historia wdrukowana w efekcie jednorazowego, najczęściej silnego przeżycia. Te historie to zakochanie, to fobia, to PTSD, lęk przed Bogiem co piorunami w strzechy wali i wiele innych rzeczy. Te historie odpalają emocje silnie skotwiczone z nią samą, często są wyznacznikami dla całych ludzkich tożsamości. Trudno je podważyć - w jej podtrzymywanie włączone są limbiczne części mózgu odpowiedzialne właśnie za emocje i czynności fizjologiczne ciała.

Racjonalne historie to historie wdrukowywane dziesiątki lub setki razy na przestrzeni lat. W ich podtrzymanie włączone są kognitywne części mózgu - bardzo racjonalne i ułożone. Historie te dość łatwo podważyć, gdyż nie łączą się specjalnie z jakimikolwiek silniejszymi emocjami. Te historie to różne generalizacje na temat ludzi, świata, nasze ogólne filozofie myślenia, podejścia do rzeczywistości etc.

Na potwierdzenie historii racjonalnych mamy wiele słabych przykładów. Na potwierdzenie emocjonalnych - najczęściej jedną lub kilka mocnych w sensie emocjonalnym.

I jak wspomniałem na początku - niemal każda historia po części jest racjonalna i po części emocjonalna.

Niemal.

By zrozumieć więcej, pozwól przeprowadzić się po ekstemach tej historycznej fluktuacji.

Ekstremum emocjonalne w przypadku historyjek umysłowych to taka historia, która odpala silne emocje i nie jest w ogóle analizowana racjonalne przed osobę. Najczęściej ma to związek z wypartymi ze świadomości urazami psychicznymi. Taka osoba np. reaguje paniką na pisk opon i - co więcej - jej reakcja wydaje jej się całkowicie prawidłowa, oczywista i normalna. Właściwie to w ogóle nie zastanawia się nad swoją reakcją emocjonalną, lecz tylko nad samym faktem wystąpienia pisku opon. Tak, jakby to pisk opon był problemem, a nie panika.

Ekstremum racjonalne to taka historia, która wiesz, że nie ma ani poparcia w rzeczywistości, ani zaprzeczenia, ale chcesz się nią kierować, bo wiesz, że przynosi to korzystne efekty w Twoim życiu. Np. stwierdzenie "wszystkie zachowania ludzi mają pozytywne intencje" jest tak samo w żaden sposób nie do udowodnienia i potwierdzenia, jak stwierdzenie, że "wszystkie zachowania mają złe intencje". Niemniej jeśli osoba kieruje się tym pierwszym, lepiej komunikuje się ze sobą oraz z innymi ludźmi, niż osoba kierująca się tym drugim przekonaniem. Czy zachowanie ma w ogóle przypisane coś takiego jak intencję? Gwoli ścisłości - nie. To my przypisujemy zachowaniom intencje. Jakie? Zależy od tego, w co wierzymy.

Dwa mózgi w mózgu, czyli mózg kognitywny i limbiczny. W uproszczeniu odpowiadają kolejno racjonalnemu i logicznemu myśleniu oraz emocjom i stanom fizjologicznym. Na pozór dwa odmienne światy, części mózgu mówiące na pozór nieprzetłumaczalnymi dla siebie językami. Pierwszy to słowa, liczby, drogi - symbole, metafory, sny.

Gdzieś pomiędzy tymi światami egzystujemy na co dzień. The Work, jako system zmiany przekonań i wspaniała technologia typu OD (nie przybliża do celów, ale pozwala uniknąć problemów) polega na przesyłaniu informacji z różnych części mózgu (również części limbicznej) do części odpowiedzialnej za przetwarzanie słów, logiki.

Wszystko jednak wymaga cierpliwości i uwagi.

Często podczas podważania prawdziwości swoich przekonań trafia się na moment, w którym rozsądek mówi: "Nie, to przekonanie nie jest prawdziwe", podczas, gdy emocje mówią co innego. Z jednej strony wiesz, że przekonanie, w które wierzysz, nie jest dla Ciebie korzystne, z drugiej - emocje wciąż buzują.

Tu nie ma metody, która dałaby się opisać prostymi słowami. Tutaj zaczyna się właśnie świat poza słowny - pełen niezwerbalizowanych emocji, wrażeń, na które nie ma słów oraz nieopisanych bliżej, bardzo subtelnych doświadczeń. Tutaj sam fakt, że je świadomie obserwujesz, już je zmienia. Świadomość w stosunku do umysłu jest na metapoziomie - bo nie jest funkcją mózgu, ale funkcją Wszechświata. I całe szczęście, bo to pozwala nam się zmieniać.

W przypadku historii bardziej racjonalnych - pytania The Work są doskonałe (poszukaj na blogu). Potrafią problem wyeliminować dość szybko. W przypadku historii bardziej emocjonalnych - warto wspomóc się pracą z ciałem, aby najpierw zapanować nad mózgiem limbicznym (poszukaj na blogu o koherencji serca). Ciało bowiem (a serce w szczególności) wchodzi z nim w sprzężenie zwrotne.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Kłamstwo, manipulacja i inne rzeczy, które nie istnieją

Ludzie od wieków wymyślali coraz bardziej zaawansowane technologie przesuwające odpowiedzialność poza nich samych. To było wygodne, bo na jakiś czas potrafiło odsunąć problem, udawać, że nie istnieje. Ktoś Cię denerwuje? Wyjeb mu w mordę albo uciekaj - na jakiś czas, ktoś denerwować Cię nie będzie. Pytanie - na jak długo rozwiązuje to problem? Do momentu, aż nie zjawi się kolejna "wkurwiająca" osoba, która pojęcia o tym nie będzie miała.

Są ludzie, którzy twierdzą, że istnieje kłamstwo. To śmieszne, bo nie widzą w tym układzie swojej roli. Jest tylko ktoś, kogo nazywa się kłamcą. I jego kłamstwa. Pytanie - kto mu uwierzył? - pada dość rzadko. Za rzadko. "On mnie okłamał" zamiast "uwierzyłem w jego słowa" tworzy matrix, w którym na własne pierdolone życzenie wyzbywasz się odpowiedzialność, tworzysz poczucie wyjebania w dupę bez wazeliny i tracisz wpływ na sytuację i swoje samopoczucie.

Nie ma kłamstw. Są tylko ludzie, którzy uwierzyli innym ludziom w ich słowa.

Jeśli wciąż jeszcze Królewno Śnieżko śpisz we śnie pt. "Słowa opisują prawdę", to po tym, jak wyłączysz już ten irytujący budzik, który właśnie dzwoni Ci w głowie, uświadom sobie fakt, że słowa to tylko symbole, które - choć przepiękne - nigdy nie opiszą obiektywnej rzeczywistości, bo są zbyt prymitywne i uproszczone. Język to kalka z doświadczenia, które jest kalką z tejże właśnie obiektywnej rzeczywistości. I Ty tu za przeproszeniem kurwa szukasz prawdy? To tak, jakbyś szukał miłości w burdelu.

Słowa nie opisują rzeczywistości. Słowa opisują czyjeś subiektywne doświadczenia.

Bo, gdy napiszę Ci, że "odniosłem życiowy sukces" - uwierzysz mi? Czy nie? Może zrobisz sobie obrazek, jak DreamWalker tonie w pieniądzach, jak modele z Man's Health robią mu loda na hamaku na tropikalnej wyspie. A może dla mnie fraza "życiowy sukces" oznacza, że udało mi się przezwyciężyć śmiertelną chorobę?

Innymi słowy - projektujesz i nie wiesz o tym. Wsadzasz tam swoje obrazki i pojęcia.

Czy w takim razie kłamstwo istnieje? W pewnym sensie tak - każde słowo jest kłamstwem, bo nie jest zgodne z rzeczywistością obiektywną. Słowo "jabłko" nie ma smaku, zapachu, koloru, jak prawdziwe jabłko.

Podobnie ze słowem "manipulacja", które jakże często używane jest przez tych, którym tę manipulację można zarzucić jako pierwszą. Gdzie tu kurwa jest odpowiedzialność osoby, która "daje się manipulować"? Ludzie to nie marionetki, są istotami odpowiedzialnymi za to, co robią w swoim życiu. Jeśli powiem im - skocz przez okno - a oni skoczą, to czy kurwa ja jestem odpowiedzialny w równym stopniu, jak gdybym ich przez to okno wypchnął? Czy oni, że tak ślepo mi zaufali? Gdzie się podział ich własny rozum? - się pytam.

Manipulacja nie istnieje, bo manipulacja to tylko etykietka. Nie zdradza, kto kim manipuluje, gdzie, kiedy i - co najważniejsze - w jaki konkretnie sposób. Nie jest wyrazem sensorycznym, ale abstrakcyjnym. To po prostu chujowa przegródka - podobnie, jak "zło", "wyzysk" etc. - którą stworzyliśmy mentalnie w jakimś celu. Jednym z tych celów jest cel perswazyjny. Jeśli uda Ci się przekonać kogoś, że robi źle - to jest szansa, że przestanie. Co może być Ci na rękę. Choć summa summarum - są lepsze sposoby.

Jeśli uznasz, że ktoś Cię okłamał czy Tobą zmanipulował - pomyśl, jak się z tym czujesz. Doświadczenie doświadczeniem, ale to, w jaką mentalną przegródkę je wsadzasz - to już sprawa Twojej inteligencji. I jeśli wsadzisz swoje doświadczenia w dobrą przegródkę - będziesz miał "nie wierz mu" zamiast "okłamał mnie". Będziesz miał "myśl za siebie" zamiast "on mnie zmusił, nakłonił, przekonał etc.".

Weź to jako prezent ode mnie i przeczytaj 3 razy. Słownie: trzy. Warto.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Style uwodzenia - Gejów i nie tylko

Od miesiąca nie było imprezy, żeby coś się nie działo. Albo chłopak koleżanki stwierdził, że mam czarującą osobowość. Albo poszedłem w ślinę z kolegą ze studiów (tzw. "studencka wymiana dymka") - i to przy jego lasce. Albo jakiś zupełnie nieznany mi facet w totalnie heteronormatywnym klubie smyra mnie bo brodzie i dziko śmieje się do swojego kolegi.

Ostatnia impreza zaczęła się u mnie na działce a w trakcie przeniosła się na plażę. Tam, przy własnej muzyce, której granice brzemienia wyznaczały nasze imprezowe terytorium, poznawaliśmy nowych ludzi. W tym Kamila, który zaczął - ni stąd ni zowąd - wychwalać moją urodę modela i wchodzić w dyskusję z koleżanką, co we mnie jest takiego niesamowitego, co tak magnetycznego, że imprezy ze mną przechodzą do klasyki gatunku.

Dobra dobra - posmyrałem sobie ego, to na pewno. Moja wymyślona osobowość właśnie zaczyna się mentalnie masturbować. Ale pod tym wszystkim kryje się podejście zwane przeze mnie "uwodzeniem życia". Chuj mnie obchodzi, jakiej jesteś płci, ile masz lat i kasy na koncie - będziesz uwodzony. Będziesz kurwa bawiony. Będziesz kurwa brany ;-)

Ale od początku.

Uwodzenie to po pierwsze normalna rzecz. To proces, w którym robię co mogę, aby stworzyć innym kontekst, w którym bawią się dobrze. W którym czują się wyjątkowo. W którym czują się - podobnie jak ja - oczarowani moją osobą ;-)

I tutaj zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki - bo siedzisz na imprezie i zadajesz sobie pytanie, co jeszcze mogę zrobić, by było im lepiej, by czuli się jeszcze fantastyczniej. By na sam Twój głos już robili dzikie brechty, bo standardy masz wysokie, podobnie jak ambicje, by były jeszcze wyższe.

Najpierw uwodzisz samego siebie.

Impreza zaczyna się w Tobie. Od dobrej muzy, od świetnych komentarzy walonych dialogiem wewnętrznym. Ekologicznych, inteligentnych, subtelnych choć bywa, że dostanych. W środku masz rytm, masz barwne obrazy jak z kreskówki i salwy śmiechu, by podkręcać endorfiny. Jak uwiedziesz samego siebie - reszta podaży.

Nigdy nie bądź jakiś.

Bądź mądry i głupi, bądź energiczny i flegmatyczny, bądź chamski i kulturalny - na zmianę. Zwariują, bo nie będą w stanie powiedzieć, jaki naprawdę jesteś. Dlatego opowiadam o swojej pracy, o magii słowa, o lingwistyce wpływu tak, by słuchali uważnie, a potem tańczę Bad Romance w peruce Lady Gagi.

Po co?

Bo mnie to bawi, bo wciąga, bo czuję się z tym świetnie. Jeśli ktoś czuje się z tym źle - a wiedz, że mimo % we krwi - to bardziej we krwi mam również nieustanną kalibrację nastrojów innych ludzi - widzę to i reaguję. I dbam, by każdy dowcip był śmieszny dla każdego. Jak ktoś spina dupę, to uczę go dystansu. Jak nie chce się uczyć, izoluję go z grupy albo pokornie robi to sam. Proste - chcemy ludzi nastawionych na hedonizm, na brechty, na sprawdzenie, jak wiele przyjemności są w stanie znieść.

Impreza to show, który ma prowadzącego.

W mojej osobie. Bawimy się i jest okej, bo dbam, by było. By nie było gadania o tragedii Smoleńskiej, o przesileniu wiosennym i innych smutach. A jeśli już - to muszą być brechty.

Jak uwodzić ludzi?

Jak już wspomniałem - najpierw uwodzisz siebie. Z całą pewnością ulegasz swojemu własnemu urokowi. Elastycznie znajdujesz się w każdej towarzyskiej sytuacji. Masz gotowe zawadiackie teksty, zboczone skojarzenia. Wsadzasz w to wszystko dużo intelektu, serca i energii seksualnej - by każdy był w kontakcie z Tobą bez względu na energetyczny balans. Jako Gej masz wielki atut - swobodnie operujesz energią męską i żeńską. Z chłopakami gadasz o sporcie, z dziewczynami - o podpaskach. To dla Ciebie nie problem, bo masz mózg po części kobiecy, po części męski. To cudowne, dzikie połączenie, które powinno być kurwa czczone w każdej kulturze.

Style uwodzenia

Style, pomiędzy którymi poruszasz się elastycznie i swobodnie. Nadają się na imprezy, gdzie uwodzisz towarzystwo, jak i na randki, gdzie całego focusa walisz na jedną osobę.

  • Na Goofiego - nieporadny chłopiec, który niby przypadkiem wylewa na siebie zupę, by wzbudzić instynkt opiekuńczy. Który móffffi sepleniąc i do mistrzostwa opanował robienie oczu kota ze Shreka przy jednoczesnym "plossssssssseeeeęęę" - nikt się nie oprze, bo jesteś tak słodki, jak cukiereczek i każdy chce Cię przytulać, opiekować się Tobą a nawet kurwa adoptować
  • Na bad boya - na moment stajesz się nieodpowiedzialnym, rozkapryszonym gówniarzem, skorym do zadry, lekko bezczelnym, prowokacyjnym. Ta nieprzystępność czyni z Ciebie obiekt pożądania. Masz w zapasie mnóstwo zawadiackich tekstów, bywasz złośliwy, masz na twarzy wypisane "Podobasz mi się, nie spierdol tego". Gdy ktoś Cię pyta, czy masz minutkę, odpowiadasz - Dla Ciebie Słonko nawet pięć. I szelmowsko się uśmiechasz.
  • Na romantycznego pisarza - gdy tylko księżyc w pełni - zaczynasz kwilić. Piszesz wiersze, zachwycasz się słowem, poezją, winem i atmosferą. Z absolutną szczerością płynącą z serca długo i z uśmiechem patrzysz w oczy drugiej osoby i widzisz, jak odbija się w nich drgający płomień świecy. Potrafisz walić takie komplementy, że ludziom nogi się uginają. Potrafisz się ukłonić, potrafisz z uśmiechem i optymizmem przywitać każdą sytuację. Kultura to Twój wyznacznik. Jesteś niemal wyrafinowany a na pewno bardzo elokwentny.
  • Na dojrzałego faceta z klasą - hehe siedzisz z papierosem, popijasz jakiś alkohol, patrzysz z lekko zadartym do góry nosem (lekko, bo jak przesadzisz, to wyjdziesz na zarozumiałego!), wiesz, że jesteś nie do zdobycia, ale zdobyć możesz każdego. Wypuszczasz powoli dym i rozkoszujesz się każdą chwilą, co chwilę rzucając szorstkim dowcipem i testując granice tolerancji rozmówcy. Czarny humor, ironia i uszczypliwość to Twoja domena. Jesteś nieprzewidywalny i przygodowy. Każdy marzy o kimś takim, jak Ty - pewnym siebie, emanującym poczuciem atrakcyjności i mającym swoje zasady, kierującym swoim życiem facecie. Jesteś dojrzały i męski, można się wesprzeć na Twoim ramieniu.
  • Na lekkiego dziwaka - bo lubisz ubrać dziwny ciuch, bo nie boisz się wyróżnić, bo masz silną społeczną ramę. Ludzie kochają lekkich dziwaków, bo jest o kim gadać, jest się czasem na kogo oburzyć - ale zawsze jest ktoś, kto przyciąga uwagę. Lekki dziwak jest ekscentryczny, ma swoje dziwne zwyczaje, których ludzie nie rozumieją, ale z czasem - uczą się do nich szacunku. Nie tłumaczysz ich, po prostu je masz i koniec. Kochasz zakładać fioletowe skarpetki, bo pasują Ci pod kolor brwi - i to jest dla Ciebie ważne. Nie boisz się być innym i za to jesteś podziwiany.
To oczywiście lista otwarta. Dopisz swoje role i swoje style, które wykształcasz w towarzyskim uwodzeniu. I przede wszystkim - baw się. Jakkolwiek to rozumiesz!

TOP 10 miesiąca