SZYBKIE INFO:

Jeśli jeszcze nie przekonałeś się o wyższości seksu gejowskiego nad heteryckim - to dziś masz okazję ;)

środa, 25 listopada 2009

Kim byś był bez swojej historii? - podważ determinizm i bądź wolny

Zapadał gęsty zmrok a niebo zaiskrzyło się tysiącami gwiazd. Położyłem się na chłodnej trawie. Zawszę, gdy patrzę na Drogę Mleczną, czuję się taki mały i jednocześnie absolutnie w ciszy zdumiony ogromem i nieskończonym pięknem gwiazd. Nasza galaktyka ma około 100 miliardów gwiazd...

I pomyśleć, że naukowcy odkryli takich galaktyk setki, tysiące. Układają się one w niepojęcie wielkie gromady i włókna, ciągnące się miliardy lat świetlnych. Z tej perspektywy nie jestem nawet atomem, nawet kwarkiem. Jestem czymś tak niepojęcie małym, a jednocześnie czymś, w czym obudziła się boska świadomość istnienia. W tym świecie nic nie znaczę. Jestem kosmicznym pyłkiem, stworzonym z tych samych cząstek, które tworzą wnętrza gwiazd.

To świat deterministyczny, w którym rządzi prawo przyczyny i skutku. Tu jest grawitacja, tarcie, prędkość i pęd. Cała ta bezduszna mechanika deterministycznego Wszechświata przypomina doskonałą, precyzyjną maszynę, w której zdaję się być tylko małym trybikiem. Trybikiem zdeterminowanym genami, środowiskiem, tym, co zje i wypije. Pewnego dnia przetrę się i moja rola skończy się.

Lecz gdy zamykam oczy, przenoszę się do innego świata. Do świata, w którym determinizm się kończy, a zaczyna się probabilistyka. Tu przestaję być trybikiem, a zaczynam być Bogiem. Moja świadomość łamie w nim przyczyny i skutki. To ona ustala znaczenia i osądza. Tutaj tworzę i zmieniam to, co chcę, a moje ciało podąża. Podążają za tym moje zachowania, a potem całe uniwersum. To wszechświat w którym tylko ja mam władzę. Tak wielką, że mogę się nawet jej pozbyć i udawać, że nigdy nie była moja. By tworzyć swe dzieła i zapominać, kto był ich autorem.

W tym moim wszechświecie biegnę po powierzchni księżyca, delikatnie i elegancko odbijając się w zwolnionym tempie od jego powierzchni, wzburzając kłęby kosmicznego pyłu. Biegnę, a błyszczące łzy, delikatnie drgające na moich rzęsach, odrywają się i odpływają w mroczną nicość. To takie piękne, tak krystalicznie wyraźne... Gdyby ktoś zbadał mój mózg na tomografie, okazałoby się, że pracuje on tak, jakbym ... rzeczywiście tego doświadczał. Choć nigdy nie byłem na księżycu, mój mózg uzna to za doświadczenie realne.

Bo mózg nie odróżnia doświadczenia "prawdziwego" od wyobrażonego. Nie odróżnia percepcji od halucynacji. Naukowcy boją się mówić wprost, że tylko umówiłeś się sam ze sobą, co jest teraz prawdziwe a co nie. Boją się, bo nie rozumieją, że jesteśmy Bogiem, który nieustannie tworzy sam siebie i swój świat tu i teraz. Taka teza byłaby zbyt kontrowersyjna, zbyt obrazoburcza.

Spośród milionów obrazów, które potencjalnie (nie)istniały, wyłowiłeś ten, który masz teraz przed sobą - DreamWalkera i jego bloga, jego słowa, jego zdania. Mogłeś teraz podróżować przez sawannę, mogłeś wspinać się na szczyt lodowca, mogłeś nurkować w rafach... Ale jesteś tutaj, bo tak wybrałeś. Bo takiego mnie tworzysz, wraz z tym blogiem.

Tworzysz swój Wszechświat a on tworzy Ciebie.

I jest w tym jakiś sens, jakiś głębszy powód, dla którego, choć piszę dla dziesiątek, może setek ludzi i może nawet Cię nie znam, moimi słowami trafiasz właśnie tu i teraz bezpośrednio do swojego umysłu i serca.

I bylibyśmy absolutnie nieskrępowani, absolutnie wolni, gdyby nie fakt... że również wewnątrz naszych prywatnych wszechświatów, podróżując przez intymne galaktyki naszych myśli, wierzymy w determinizm, czyli przyczynę i skutek.

Wierzymy, że skoro spotkało nas to i tamto, to musimy w związku z tym zrobić tak a nie inaczej. Kurczowo jeszcze trzymamy się przekonania, że skoro nasza przeszłość wygląda tak, to znaczy, że przyszłość rysuje się w takich a nie innych barwach... Bo uwierzyliśmy w przyczynę i skutek...

Kim byś jednak był bez swojej historii o sobie?

Pomyśl, pozwól swojej intuicji odpowiedzieć na to pytanie. To nie jest pytanie skierowane do Twojej wiedzy o świecie, do logiki - te zasoby nie potrafią odpowiedzieć na to pytanie, bo wykracza ono poza model rzeczywistości.

Na to pytanie może odpowiedzieć tylko Twoja intuicja.

Kim byś był, gdybyś nigdy nie doświadczył żadnej przykrej historii w swoim życiu?

Kim byś był, gdybyś nigdy nie miał żadnego chujowego związku?

Kim byś był, gdybyś nigdy nie zakochał się nieszczęśliwie?

Kim byś był, gdybyś nigdy nie chorował?

Kim byś był, gdybyś nie mógł uwierzyć w żadne negatywne przekonanie dot. siebie i innych ludzi?

Kim byś był, gdybyś nie mógł uwierzyć w to, co ludzie mówią?

...

Powtarzałem te pytania wciąż na nowo w swoim umyśle. Zaczęły się pojawiać dziwne obrazy, dźwięki i uczucia, jakby z innego wymiaru. Byłem tam absolutnie szczęśliwy, miałem całkowicie czysty umysł. Wszystko było takie proste i zrozumiałe. Wszechświat nie miał tam żadnych tajemnic, żadnych kart do odkrycia. Akceptowałem z otwartym sercem wszystko, co przynosił świat - bezwarunkowo i bez żadnego wysiłku uczyłem się dzięki temu.

To był świat, w którym nie było żadnych tragedii i nieszczęść. Nie było też nic do osiągnięcia. Nie było nikogo, kim chciałbym się stać, bo byłem już każdym i nikim. Siedząc w miejscu cały dzień, podróżowałem.

Wszystko jest ciągle nowe. Odkryj, że nic się nigdy nie powtarza, leczy jedynie my dostrzegamy podobieństwa zamiast różnic między doświadczeniami.

Zrozumiałem, że nawet, gdy nie ruszysz palcem, podróżujesz bez ustanku. Cały czas strumieniami płynie nowe. Świeże. Piękne i czyste. Nigdy nie było inaczej.

Bez nazywania rzeczy, świat pokazuje nam, że jest jednością. Zawsze nią był. To my, jak maniacy, dzielimy ją wciąż na żywe i martwe, na ładne i brzydkie, na atomy, neutrony, kwarki. Wciąż przyklejamy etykietki, bo pewne rzeczy stają się wtedy użyteczne. Jednak zubożamy w ten sposób Wszechświat. Drzewo jest drzewem i koniec - sądzimy. A ono jest czymś więcej, czymś bardziej, dalej, niż sądzimy. Ale nasze móżdżki nigdy tego nie dostrzegą, bo wierzą same sobie, że jest tak, jak jest.

Gdy ktoś mówi, że "życie jest skomplikowane, trudne", to już mu nie wierzę. Nie jest, to jego wyobrażenie o życiu jest skomplikowane i trudne. "Żyjesz w trudny sposób a to znaczy, że źle to robisz. Zacznij od nowa teraz. Prościej. Łatwiej." - odpowiadam swojemu odbiciu w lustrze. I uśmiecham się sam do siebie.

Udzielam sobie dobrych rad.

Krzysiek był moją największą miłością. Pamiętam, gdy pierwszy raz u niego spałem. Świecił księżyc a przez okno było widać pobliską wieżę ciśnień. Ta wieża ciśnień stała się moim prywatnym symbolem tego, że czułem, że oto zalewa mnie tak potężna miłość, że jestem względem niej mały, jak względem ogromu Wszechświata. Leżeliśmy w łóżku, on nieśmiało chwycił mnie za rękę. Spytał, czy jutro też z nim będę. Czy nie odejdę. I ścisnął moją dłoń mocniej. Dziś jest tysiące kilometrów ode mnie, ale ja nigdzie nie odszedłem. Wciąż jestem. On wciąż jest. Nigdy mnie nie stracił, ja nigdy go nie straciłem.

Nigdy nic nie ubyło, zawsze dostajemy więcej, niż mieliśmy. Za darmo. Bez wysiłku. Cały czas, z każdą sekundą.

Pytam siebie, gdzie są te wszystkie miłości sprzed lat...? Chciałbym pojechać w świat i ich szukać, chciałbym znów je poczuć. Ale patrzę w swoje serce i widzę, że tam właśnie są. Wszystkie. Nigdy nie oddaliły się nawet o milimetr. Musiałem być skończonym ślepcem, jeśli ich nie widziałem.

Wszechświat zbudowany jest z miłości. Każdy atom, każdy elektron, mgławice i komety. Wszystko. Ty też... DreamWalkerze.

Otwieram oczy i znów patrzę na to megalityczne, rozgwieżdżone niebo, które tak pięknie przecina Droga Mleczna. I widzę, że się do mnie uśmiecha. Jest tak błogo. Wszechświat podąża za nami. Dotrzymuje nam kroku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca