SZYBKIE INFO:

Jeśli jeszcze nie przekonałeś się o wyższości seksu gejowskiego nad heteryckim - to dziś masz okazję ;)

poniedziałek, 5 października 2009

Krótka historia o dmuchanym materacu i niespełnionych nadziejach

Pakuję rzeczy. Jeszcze ten przereklamowany dezodorant, jeszcze krem do twarzy, abym piękny i gładki był. Język na wierzchu, nadzieja w środku. Ale super! - myślę sobie. - Jadę do super ciacha, wypasionej kremóweczki. Nawet nie ukrywałem, że mi na nim zależy. Jest piękny. Przystojny. I czułem, jak nasze DNA w 100% się zgadza (to można poznać po zapachu). 3 miesiące pisania, spotkanie za nami. Czas na kolejne - tym razem mocniejsze.

Po małych perturbacjach w końcu dotarłem.

Poszliśmy na zakupy. Wiem, że on za nimi nie przepada. Przemknęło mi przez myśl, że może on się niecierpliwi, gdy ja przymierzam tę kurtkę i oglądam 10-tą parę butów. Ale ją rozwiałem. Pomyślałem, że może się raz poświęcić.

Czułem się super. Lubię duże miasta nocą, ten ulicznych ruch, światła. To poczucie, że jest się w centrum życia.

Mój pobyt miał być i był krótki. Mówię mu, że nazajutrz mam powrotny o 18:00 oraz o 14:45 i nie wiem, czy mam wracać wcześniej czy później. A on: "Jedź tym o 14:45, bo wieczorem mam plany i co - będziesz sam siedział w domu?".

No właśnie, co - będę siedział sam w jego domu, podczas gdy on będzie realizował swoje plany..?

Pamiętam, jak będąc dzieckiem spadłem z huśtawki na placu zabaw. Podnosząc się z ziemi, powracająca huśtawka zajebała mi prosto w twarz. To było podobne uczucie. Uczucie wynikające z perfidnego zderzenia moich gorących oczekiwań z chłodną rzeczywistością.

Przez nanosekundę pojawiło się w mojej głowie smutne, wręcz wypowiedziane z płaczem stwierdzenie: "A ja naiwny myślałem, że to ja jestem Twoimi planami na jutro." Ale cóż...

Nie byłem.

Przełknąłem ślinę i wziąłem głęboki oddech, by się zwyczajnie nie poryczeć.

Potem przez resztę wieczora w mojej głowie krzyczało pytanie: "CO ja tu kurwa robię?". A potem dialog uspokajający: "Kuba, przyjechałeś tu tylko na zakupy, jutro spierdolisz i Cię nie będzie." To był moment, w którym byłem pewien, że to mój pierwszy i ostatni przyjazd do niego. No bo po co miałbym przeszkadzać mu w jego planach? Myślałem tylko o tym, żeby być znów w domu, w moim ciepłym łóżku, przykryty kołdrą, w ręku ciepła herbatka i mój mruczący kotek obok.

Potem był spacer po mieście.

Rozmowy o autach, sprzęgłach, reflektorach. Potem wróciliśmy do niego do domu a ja poszedłem... nie, nie spać. Bo nie spałem. Leżąc na jego dmuchanym materacu z którego powoli uchodziło powietrze, tak jak ze mnie uchodziła nadzieja, wsłuchiwałem się w siebie. Naraz obudziło się we mnie milion sprzecznych emocji i uczuć. Serce wyrywało mi się z klatki piersiowej - tak bardzo chciało się przytulić, poczuć to ciepło, które ostatni raz czułem wiele długich miesięcy temu. A umysł szalał - był wściekły i urażony. I bardzo smutny.

Czego ja się spodziewałem?

Że on potraktuje mnie wyjątkowo? Że będę w jego oczach kimś więcej niż kumplem?

Przez moment wróciłem wspomnieniami do moich exów. Pamiętam, jak zachowywał się Krzysiek, gdy przyjechałem do niego pierwszy raz. Posprzątał pokój, zrobił mi kanapki. Siedział z uśmiechem i patrzył na mnie. Czułem się, jak ktoś megawyjątkowy, ogrzewany jego serdecznością. Pytał, czy nic mi nie trzeba, czy czegoś nie przynieść. A potem po prostu rzuciliśmy się sobie w ramiona. Zasypialiśmy trzymając się za ręce. Pytał, czy nie odejdę, czy będę przy nim. Aż łzy stają mi w oczach, gdy o tym myślę.

A teraz leżałem na dmuchanym materacu i było mi cholernie zimno w ręce i nogi. Zwinąłem się w kulkę i zacisnąłem zęby. Jutro po południu będę już w domu - ta myśl trzymała mnie przy życiu. Wśród wspaniałych ludzi, którzy mnie rozumieją, wśród moich przyjaciół i znajomych, którzy są najcudowniejszymi ludźmi na świecie.

W końcu usnąłem gdzieś na dnie mentalnych piekieł.

Było już jasno. Wstałem, dopiłem brzoskwiniową Nestea, umyłem zęby i wróciłem na materac. A on: "Chodź do mnie. Pewnie powietrze już uszło całe." I choć w tej sugestii nie było nawet cienia energii seksualnej, to ja oczywiście zrobiłem w głowie setki obrazów, co mogłoby się tam dziać. Uśmiechnąłem się do siebie. Może jednak coś się zmieniło? Może przez noc doszedł do jakiś wniosków? Może...?

Chwilę potem leżeliśmy już pod wspólną kołdrą. I zaczęło się. Dałem mu buziaka. Powiedział, że za mało. Więc dałem drugiego. I zacząłem tournee po jego szyi, ramionach, uszach. A nasze ręce zaczęły dziką wycieczkę w nieznane. Jego jęki były jak słodkie cukierki - ciągle chcesz więcej i więcej i trudno skończyć lizanie, dopóki nie poczujesz, jak słodkie i ciepłe nadzienie nie rozpływa się w Tobie. Nie było ciepło, było gorąco. I cudownie, jak na egzotycznej wycieczce. I zrobiło się szybciej i mocniej i ciekawiej i ...

"Na dziś wystarczy". Zszedł ze mnie, położył się obok mnie, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Skrzyżowanie jego ramion wypadało dokładnie w tym miejscu, w którym jest czakra serca. Potem odwrócił się tyłem.

Zbliżała się 14:00. Spakowałem się i poszedłem na pociąg. Odprowadził mnie. Pożegnałem się. I zniknąłem.

Obudziłem się dopiero wieczorem w swoim łóżku. Podróż minęła szybko. Kot miauczał, nie widział mnie 2 dni, chciał się przytulać ze wszystkich sił. Spojrzałem na komórkę. 3 wiadomości nieodebrane. "Dojechałeś?". "Jesteś już w domu? Daj znak". "Daj cynka, czy dotarłeś cały".

Żadna nie była od niego.

***

Wiesz, po co nam umysł? Żeby realizować pragnienia serca.

Serce jest zbyt naiwne, by mogło dać sobie radę. Gdybym słuchał tylko serca, musiałbym umrzeć z goryczy. Musiałbym wyschnąć z tęsknoty i samotności w tamtej chwili. A gdybym słuchał tylko umysłu - byłbym nie człowiekiem, lecz kalkulatorem, który nieustannie oblicza, co może zyskać lub stracić.

Ale tym razem mój umysł mnie uratował. Z nieopisaną łagodnością zwrócił się do serca i wyjaśnił mu: Tak, to przykre. To boli. Ale tutaj nie dostaniesz tego, czego byś chciał.

3 godziny zajęło mi napisanie tego SMS'a, który to skończył. Zmieniałem w nim kropki, przecinki, słowa, zdania. W końcu wziąłem głęboki oddech i nacisnąłem "wyślij".

Przewidziałem, niczym najlepsza wróżka, co się stanie. Nic. Że zapadnie cisza na wieki. Że więcej go nie zobaczę, nie usłyszę, nie poczuję. Że go to nie ruszy. Że znów skryje się za maską zimnej suki - jak zresztą sam o sobie mówił - udając, że go to wszystko nie obchodzi. Po raz ostatni.

Dopiero wieczorem z całym okrucieństwem dotarło do mnie, co się stało. I nie mogłem przestać płakać. Nie wiem, kto powiedział, że łzy to kapiąca krew duszy, ale miał rację.

I teraz mógłbym napisać, że można puścić napisy końcowe i sentymentalną muzyczkę w tle. Że wszystko się skończyło, że pozamiatane.

Ale nie.

Historie nigdy się nie kończą, tylko wciąż na nowo zaczynają.

Dziś nad moim miastem świeci słońce i jest ciepło. I choć obraz mam rozmazany przez łzy, widzę te kolory i światło, które napełniają mnie optymizmem. I czuję powiew wiatru, który te łzy osusza. I gdy tylko pomyślę, ile jeszcze czeka mnie przygód, ilu ludzi jeszcze poznam i gdzie jeszcze będę - napełnia mnie to szczęśliwym oczekiwaniem. Oczekuję najlepszego. Jestem gotowy na wszystko i przygotowany na nic.

Życie zaczyna się teraz.

EPILOG: I po tym wszystkim jestem mu wdzięczny. Przeglądając się w lustrze zwanym jego osobą, zobaczyłem znów siebie - człowieka, który odrodził się i znów może prawdziwie kochać. Zobaczyłem, co zrobiłem źle i co zrobię lepiej następnym razem. Zobaczyłem, jakimi ludźmi tak naprawdę chcę się otaczać i czego tak serio pragnę z całego serca.

Dzięki Paweł. Byłeś dla mnie ważną lekcją.

5 komentarzy:

  1. Urzekła mnie twoja historia...

    Ale po przeczytaniu zadaje sobie pytania: dlaczego nie potrafimy sami podejmować decyzji czy czasem przełknąć gorycz rozczarowania? Czy musimy wylewać swoje żale publicznie, czy to dlatego że oczekujemy współczucia bo oto JA zostałem zdradzony, upokorzony, bo myślałem... a stało się inaczej?

    Zapewne wiele "koleżanek" zachwyci się opisem bo jakże to popularny scenariusz: potrzebowałem miłości, ciepła, pojechałem do niego a on mnie zerżnął i powiedział nara.

    A teraz jak biedne dziecko wylewasz żal publicznie z nadzieją że ON to przeczyta, zrobi mu się żal i zadzwoni, napisze.

    Czy tego oczekujesz by ktoś się nad Tobą pochylał z żalu, ze współczucia? Jeśli tak to szykuj się na kolejna porażkę bo zapewne znów ktoś to wykorzysta, no ale dupa jest pojemna, nie jedne baty wytrzyma... chyba ze w końcu rzeczywiście sie czegoś nauczysz i nie nie bedziesz adresatem powiedzenia "kto ma miekkie serce ten ma twardą...

    Pozdrawiam
    Mav

    OdpowiedzUsuń
  2. Mav, przejrzałem się w Tobie i wiem o sobie więcej. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałeś racje w smsie, twierdząc, że nie zgodzę się w 100% z Twoimi słowami. Czy mnie ta wiadomość ruszyła? Owszem, ruszyła, jednak przede wszystkim dlatego, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż zakładasz. Żal nie pozwolił mi odpisać na pierwszego posta o płaczu. Podobnie było z odpowiedzią na smsa, po którym zwyczajnie opadły mi ręce. Wyprałeś mnie ze złudzeń. Dlaczego piszę? Nie zamierzam kolejny raz uświadamiać Ci jaka jest prawda, co czuję i myślę, bo być może i tak nie weźmiesz tego pod uwagę. Napisałeś wszystko ze szczegółami, jak z Twojej strony wyglądało nasze spotkanie. Robisz to publicznie. Dlatego i ja piszę tutaj jak wygląda prawda z mojego punktu widzenia. Chyba mam do tego prawo? Nie wiem jakim prawem bazujesz jedynie na swoich domysłach. Założysz coś i jest tak, a nie inaczej. Czerń i biel.
    Wiesz, zależało mi na Tobie i chciałem bliżej Cię poznać. To dlatego zaprosiłem Cię do siebie. To dlatego wybraliśmy się na zakupy, których tak nie lubię, ale mimo to z Tobą okazały się przyjemne, chociaż nic nie kupiłeś. Co z tego, jak przyjemnie spędziłem czas? Myślisz, że każdego oprowadzam po mieście i każdego zapraszam, poznaję z moim rodzeństwem? Nie każdego. Dla mnie to coś ważnego. Kolejny krok w poznawaniu się.
    I wiesz co? Ja też nie spałem.
    Rano i cała sytuacja, po której wszystko się posypało. Miałem nadzieję, że nic wielkiego z tego nie wyniknie. Bo przecież pamiętasz o tym co mówiłem kiedyś, bo przecież znasz mnie i moje zasady. I wiesz, że boję się czegoś spieprzyć na samym początku. Bo darzę Cię szacunkiem i chcę z takimi rzeczami poczekać i sprawić, żeby było to coś więcej. Jak tak siedziałeś, pytałem się co się stało w nadziei, że mi odpowiesz. Bo naprawdę nie domyślałem się niczego. Martwiłem się, że Twoje dolegliwości zdrowotne wróciły. Było inaczej, posmutniałeś, wyjechałeś bez słowa. Bałem się, że ta sprawa przekreśli naszą znajomość. I tak się stało.
    Teraz piszesz o wszystkim ze szczegółami. Przedstawiasz sprawy z Twojego punktu widzenia. Wiele mógłbym Ci wyjaśnić, gdybyś tylko się podzielił ze swoimi przemyśleniami. Domysłami, które sprawiły, że nie bierzesz pod uwagę to co ja czuję i czułem.
    I wiesz co? Teraz chyba już wiesz, że zapomniałem o tamtej sprawie z postem. Bo wszedłem na Twojego bloga. I przeczytałem coś, co może nie jest prawdą, ale i tak boli mnie, że tak stawiasz sprawy, że tak szybko kogoś skreślasz i nie dajesz szansy na spokojne poznawanie się. Bo na tym mi zależało. Na poznaniu Ciebie. Ja też Ci dziękuję, za wszystko to co mi dałeś, co pisałeś, co mówiłeś. Za ten cały czas kiedy się poznawaliśmy. Przykro mi tylko, że ta historia tak się kończy…

    Paweł

    OdpowiedzUsuń
  4. Paweł, muszę przyznać, że jesteś dla mnie Zagadką.

    Cieszę, że napisałeś swoje zdanie i opisałeś swój punkt patrzenia. Przynajmniej część Zagadki jest dla mnie jaśniejsza.

    Nie zgodzę się tylko z jednym - że historia się kończy. Historie się nie kończą, tylko wciąż zaczynają na nowo.

    Na nowo wciąż o tym myślę. I bez względu na to, co między nami się jeszcze wydarzy, wiedz, że nie mam do Ciebie żalu ani pretensji. Mówię to szczerze - zasłużyłem sobie. Wiem o tym. Wiem, co zrobiłem, że źle się czułem. W życiu wpadamy tylko w sidła, które sami zastawiliśmy. Bolą nas tylko nasze własne wyobrażenia. Nie ma to, jak sobie to po raz kolejny przypomnieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Qrwa.... "chłopacy" - dajcie sobie po razie....
    Chcesz go....? No to Bierz go!
    Nie chcesz ? ... to dajcie sobie siana z planami na przyjaźń czy koleżeństwo. Dajcie sobie 2 miesiące luzu.... Potem się zdzwońcie, umówcie na piwo i będzie "zajebiaszczo" 8)
    Marcin 8)

    OdpowiedzUsuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca