SZYBKIE INFO:

3 MLN WYŚWIETLEŃ - DZIĘKUJĘ!!! :)

Dzień obfity we wpisy - 2 nowe i oba o seksie :)

Na HomoFascynacjach nowe opowiadanie - zapraszam serdecznie :)

wtorek, 19 lutego 2013

Odwaga i opuszczanie strefy komfortu - jedyny sposób na realizację swoich marzeń

Podobno ten pozostaje młody, kto wciąż ma marzenia. Ale mieć marzenia to tylko połowa sukcesu - drugą jest je zrealizować. I tu pojawia się problem, bo większość ludzi ponad realizację swoich marzeń stawia stabilizację i poczucie bezpieczeństwa. To pułapka, która może pochłonąć mnóstwo czasu i energii.

To było prawie dwa lata temu. Wziąłem głęboki oddech i wypowiedziałem pierwsze zdanie: "Witam na moim szkoleniu". Przede mną na sali było blisko 20 osób - głównie przedstawicieli handlowych pewnej  warszawskiej firmy, którzy zjechali się tego dnia z całej Polski specjalnie dla mnie - aby mnie wysłuchać i czegoś się nauczyć. Stałem przed nimi i nie mogłem uwierzyć, że właśnie zaczynam prowadzić swoje pierwsze w życiu szkolenie.

Ileż to lat pracy i przygotowań musiało minąć, abym mógł tamtego dnia z całą pewnością siebie poprowadzić tak ważne, tak prestiżowe i tak wymagające szkolenie. Rzuciłem się na głęboką wodę i udało się. Pełen sukces mierzony zadowoleniem klienta i pieniędzmi na moim koncie. Jednego dnia zarobiłem tyle, ile przeciętny obywatel tego kraju musi pracować dwa miesiące.

Pływałem we własnym samozachwycie. A stało się tak dlatego, że w końcu, po długim, długim czasie zdecydowałem się opuścić swoją strefę komfortu.

Choć słowa "zdecydowałem się" są wersją bardzo eufemistyczną. Ja musiałem zrobić to szkolenie! Sprawa była jasna - zżerały mnie długi, ZUS pukał do drzwi a ja na koncie miałem zaledwie kilkaset złotych. Cóż więc miałem ze sobą począć, jeśli nie ruszyć dupę i zrobić coś innego?

To, że zarobioną kasę natychmiast musiałem przeznaczyć na spłatę zadłużeń, nie było tak ważne. Ważne było, że spełniłem swoje marzenie - poprowadziłem szkolenie. Ja, człowiek, który bardziej widział siebie jako człowieka pióra, introwertyka, spokojnego - wcieliłem się w zupełnie nową rolę. I kiedyś, gdy będę leżał na łożu śmierci, i całe życie przeleci mi przed oczami, będą mógł sobie powiedzieć - zrobiłem to. Udało się. Przełamałem swoją tremę, nieśmiałość, urosłem we własnych oczach.

Bezpieczny kurwidołek


To bardzo niegrzeczna, acz wystarczająco dosadna nazwa na tzw. "strefę komfortu". Czym ona jest? To nie tylko terytorium, po którym się poruszasz - to także to, co na nim robisz. To wszystko, co dobrze znasz. Znani Ci ludzie, miejsca, pory dnia. To rutyny i nawyki, to oglądanie kolejnego odcinka serialu. To wszystko, co nazywamy stabilizacją i bezpieczeństwem. I lubimy to!

Jest jednak pewien poważny mankament tej strefy komfortu. A nawet kilka. Po pierwsze - bezpieczeństwo może zmienić się w nudę. Po drugie - nie rozwijasz się. Po trzecie - szansa, że zrealizujesz w końcu swoje marzenia, maleje każdego dnia o troszeczkę. To cena, jaką płacimy za przebywanie w bezpiecznym kurwidołku.

Jak go opuścić?


W pierwszej kolejności uświadomić sobie, że już robiłeś to kilka razy. Nie mogłeś nie robić. Pierwszy dzień w nowej szkole czy klasie. Pierwszy dzień w pracy. Wyjazd na studia. Zrobienie prawa jazdy. Pierwszy seks. Założenie swojej firmy. Wyjazd gdzieś daleko, w dzicz. Wyprowadzka z domu. Comming out przed koleżanką, kolegą, rodziną... Którąś z tych rzeczy  musiałeś zrobić choć raz, a jest spora szansa, że zrobiłeś większość z nich. Pomyśl sobie, jak wiele otuchy dodaje uświadomienie sobie tego faktu, że to, co masz dziś, jest konsekwencją tamtych odważnych decyzji. Zaryzykowałeś. Opłaciło się lub nie, ale zrobiłeś to - przemogłeś się i podjąłeś decyzję.

Pogratuluj sobie samemu za to. Świadomość swojej odwagi jest wielkim zasobem, który pomoże Ci iść dalej przez życie. To zasób samca alpha, to czysta męska duma, którą będziesz ociekał, gdy uświadomisz sobie, jak wiele razy wychodziłeś na nieznane Ci terytoria.

Teraz musisz wiedzieć, że są...

Dwie strategie na opuszczanie strefy komfortu:


1) Poczekać, aż coś Cię kopnie w dupę. Popadniesz w długi, Twój związek się sypnie a Twój ex będzie nie do zniesienia, dopadnie Cię kryzys, choroba, cokolwiek. Nie bój się i się bój - to kiedyś zdarzy się niemal na pewno! I wtedy nie masz wyboru - działasz, bo musisz. Spinasz dupę i ostro robisz to, co jest konieczne, żeby siebie ocalić. Taki problem to wspaniała okazja, by przestać marudzić i zacząć sięgać po swoje. Motywacja kijem czy też - mówiąc bardziej profesjonalnie - koniecznością jest mocnym życiowym budzikiem, który może zadzwonić w każdej chwili. Tak zaczynają się najbardziej pasjonujące historie, tak zaczynają się emocje i wielkie wyzwania.

Tak zaczyna się życie.

2) Metoda małych kroków. A co jeśli życie uporczywie, jak na złość, nie stawia Cię w trudnych sytuacjach? Co jeśli masz na koncie te minimum 10 000 złotych, ciepły domek, ułożony związek, jesteś zdrowy i nic Ci nie zagraża? Wszystko zmierza do tego, że zmizerniejesz, padniesz, umrzesz z nudów za jakiś czas a Twoje wysuszone, czytające gazetę zwłoki ktoś znajdzie na fotelu. Stąd, by się życiowo pobudzić, wymyśl sobie liczne wyzwania i sposoby na wychodzenie ze strefy komfortu. Nie musi to być zdobycie ośmiotysięcznika. Zrób choćby mały, malutki kroczek - a zobaczysz, że zostaniesz za to wynagrodzony. Nawet, jeśli popełnisz błąd, to masz wciąż satysfakcję, że to Ty się w niego wpierdoliłeś - a więc masz kontrolę i władzę. Masz odpowiedzialność za siebie.

Moimi małymi krokami były różne rzeczy.

Od kupienia sobie czasopisma na temat, który mnie w ogóle nie interesował, zrobienia nieznanej mi potrawy o dużym ryzyku niepowodzenia, poprzez zagadanie do przystojnego kelnera o dupie Marynie i jaką śmiercią zginie, aż do pójścia samemu na siłownię (i oberwaniu sobie tam ścięgna). Takim krokiem było np. oświadczenie koledze ze studiów, że się w nim zakochałem (dostałem wtedy kosza); było uprawianie seksu w trójkącie; było też przeprowadzenie szkolenia z tematyki, o której tydzień przed szkoleniem nie miałem bladego pojęcia. Raz też pojechałem w pierony, bez żadnego uprzednie sporządzonego planu, do swojej rodzinnej miejscowości i w połowie drogi padło mi auto w środku pola. Skończyło się na robieniu sobie lodów z pewnym dżentelmenem w polu kukurydzy w oczekiwaniu, aż przyjedzie pomoc. To jest coś, co wspomina się latami.

Małymi krokami nie idziesz szybko, ale idziesz - i to się liczy!


A nagrodą jest to, że dzięki temu powiększasz za każdym razem coś pięknego - swoją pewność siebie, zaufanie do siebie, wzmacniasz przekonanie, że dasz sobie radę. I pomnażasz szanse, że kiedyś Twoje marzenia się spełnią. Dziś wiem już, że nie ma innej drogi. Nie ma alternatywy. Ryzyko jest ZAWSZE, zawsze też będą towarzyszyć Ci obawy, lęki i strachy. Nie da się tego usunąć, ale da się działać z tym wszystkim i pomimo tego wszystkiego. To właśnie odwaga.

Tik, tak. Czas leci. Masz jedno życie. Działaj.

8 komentarzy:

  1. Swietnie, ze znow sie uaktywniles , nowa szata graficzna i czestotliwosc dodawania postow zacheca :) Tematyka trafia w moj gust ! Slodze Ci, bo sprawiasz mi przyjemnosc. SunSet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh SunSet, dzięki :) Dawno nie dostałem tak miłej opinii! Sprawianie przyjemności to moja nowa specjalność:)

      Usuń
  2. A ja jeszcze doleje trochę miodu do tego miodu! Dream ten post będę sobie czytał każdej niedzieli niczym kazanie może w końcu zrobię krok by wydostać się z tego ciepłego kurwidołka który sobie zgotowałem. Polecam każdemu kto czyta ten blog :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Serenity,
      Dzięki za miłe słowa. A odnośnie opuszczania kurwidołka - nie walcz z nim, każdy ma swój kurwidołek i nie o to chodzi, by to zwalczać i że to złe samo w sobie. Po prostu zachęcam do małych kroków poza niego. Małe zmiany w skali roku mogą być ogromne! Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Dream,
    Jasne że tak, żadnej walki, to czemu się opieramy ponoć napiera na nas... Bardzo, bardzo podoba mi się wziąć to na sposób małych kroków, łagodnie ale systematycznie...

    OdpowiedzUsuń
  4. fajny tekst
    jestem na etapie - wychodzenia z kurwiodołka ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uzależniłem się od czytania Twojego bloga. Czemu dopiero niedawno na niego wpadłem? Oto jest pytanie. ;) dobra ale już ci nie lukruje bo prawie w każdym komentarzu to robię. ;)
    Mnie do powolnego wyjścia z mojego "kurwidolka" skłoniło zdrowie. A raczej zmusilo. Przemyślałem sobie dużo spraw i nie było tak ze "pyk" i już. Ten etap trwa nadal ale przynajmniej trwa i cossie zmienia a nie stoi w miejscu jak ostatnie 9 lat mojego letargu.
    Az sam sobie się dziwie jak bylem zamknięty w swoich iluzjach urojonych w umyśle. Mój mozg wymyślił sobie niezła historyjkę, jaki to ja powinienem być a nie jestem. Rozwoju osobistego powinni uczyć już w szkole. Serio. U mnie etap rozwoju trwa nadal i będzie trwal pewnie cale życie ale i tak widzę postęp.
    Ty imponujesz mi wiesz czym? Ze umiałeś w życiu wykorzystywać szanse i okazje. A nie zyles złudzeniami czy widzi mi się innych ludzi.
    Przynajmniej taki mam obraz ciebie hehe.
    No nic,pozdro. Pewnie jeszcze nie raz skomentuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chyba w każdym komentarzu dziękuję ;)

      Miło słyszeć, serio. Rozwój osobisty to coś, co nigdy się nie kończy i zawsze się zaczyna.

      Czy umiałem wykorzystywać szanse? To trudny temat i nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jestem tylko człowiekiem. Robię, co mogę. Używam tego, co mam. Zaczynam tu, gdzie jestem. Tylko tyle i aż tyle.

      Czego i Tobie życzę :)

      Usuń

Umieszczanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu (w menu na górze). Musisz liczyć się z tym, że - jeśli Twój komentarz nie spełni jego warunków - nie pojawi się na tej stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

TOP 10 miesiąca